120 lat doszło do masakry w hucie "Katarzyna"

W tym roku przypada 120. rocznica rewolucji rosyjskiej z 1905 roku. Miała ona także konsekwencje w Królestwie Polskim. 9 lutego rosyjscy żołnierze otworzyli ogień do strajkujących robotników z sosnowieckiej Huty "Katarzyna" zabijając 38 osób.
Huta
Huta "Katarzyna" / fot. National Library of Poland / Public Domain / Wikimedia Commons

Co musisz wiedzieć:

  • Początek rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy.

  • 7 lutego w Sosnowcu stacjonowało 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

  • Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami.

  • Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie.

 

„Każdy z nas znał wertepy Zagłębia, jak swoją kieszeń. Było to koniecznie potrzebnym, bo wypadało nam trafiać do określonych zawczasu punktów w nocy, omijając zarówno bardziej zaludnione miejscowości, jak doły i odkrywki kopalniane, w których łatwo kark skręcić. Chodziliśmy dla bezpieczeństwa parami i z góry określaliśmy dla każdej pary miejscowość, którą obejść należało. Dopiero nad ranem, po nużącej wędrówce po błocie dąbrowskim, przychodziło się do domu zmęczonym i wyczerpanym zupełnie” – usłyszał kiedyś Józef Piłsudski od jednego z działaczy jego Polskiej Partii Socjalistycznej.

Sam Józef Piłsudski świetnie znał Zagłębie Dąbrowskie, zresztą tak samo jak i jego druga żona Aleksandra Szczerbińska.

Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec, Będzin i okolice leżały w zaborze rosyjskim. Miasta te zaczęły rozwijać się w XIX wieku wraz z kolejnymi kopalniami, hutami i dużymi fabrykami, które tutaj powstawały jak grzyby po deszczu. Pod koniec stulecia idea socjalistyczna, będąca połączeniem walki o prawa robotników oraz idei niepodległości, dotarła tutaj i zaczęła pomału kiełkować.

 

Nahajki, kule i szubienice

22 stycznia 1905 r. w Petersburgu doszło do masakry robotników, do których ogień otworzyły carskie oddziały. Po Rosji zaczęły rozlewać się kolejne bunty. Już pięć dni później, 27 stycznia, w Warszawie i Łodzi doszło do demonstracji i strajków. W Zagłębiu Dąbrowskim Komitet Robotniczy PPS wydał odezwę, która zaczynała się od słów: „W obroży carskiej do ostatka znękano polski lud pracujący. Dzika przemoc policji i żołdactwa zastępuje nam prawo. Niewola zabija nam ducha, nędza i ciemnota marnują siły żywotne. Zgraja barbarzyńców i łobuzów, mianujących się rządem, gnębi nas podwójnie: jarzmem despotycznym i najazdem”.

Odezwa kończyła się zdaniem o tym, że Rosjanie nie dadzą Polakom dobrowolnie swobód (m.in. wolności słowa; równych praw, bez względu na wyznanie i pochodzenie; zapewnienia mniejszościom swobodnego rozwoju kulturalnego), ponieważ „Despotyzm ma dla nas jedynie nahajki, kule i szubienice. Wolność musimy zdobyć sami przez zwycięskie obalenie caratu, a uchwalimy tę wolność we własnym Sejmie, wybranym przez lud na zasadzie powszechnego, równego, tajnego i bezpośredniego głosowania”.

Początek tamtej rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy. Był to sygnał do strajków, które zaczęły obejmować kolejne zakłady, huty i kopalnie. Do Zagłębia zaczęto ściągać kozaków. Jak pisał Stanisław Radek w swojej pracy „Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Ludność na gwałt zaczęła się zaopatrywać w żywność. W sklepach staczano formalne bójki o chleb, którego w środę, 4 lutego, już zupełnie nie można było dostać”. Korespondent pisma „Nowa Reforma” donosił, że w Zagłębiu panuje swego rodzaju prohibicja: „Sklepy monopolowe z wódką, chociaż są pootwierane, są puste, bo nikt wódki nie kupuje. Tak się ogółem robotnicy pilnują, aby nikt nie pił, że poturbowali kilku towarzyszów, którzy kupili sobie wódki, flaszki monopolowe im porozbijano”. Opis niczym z Sierpnia ’80, kiedy fala strajków zalała Polskę.

7 lutego w Sosnowcu stacjonowało już 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

 

Strzały do bezbronnych

W sosnowieckiej Hucie „Katarzyna” robotnicy wciąż pracowali, dlatego tłum ruszył w kierunku huty, by wyrzucić z zakładu łamistrajków sprowadzonych ze Śląska. „Robotnicy zastali zamkniętą bramę, a na żądanie otwarcia jej usłyszeli prowokacyjne odpowiedzi. Jeden z uczestników tych wydarzeń opisywał, że po otwarciu bramy, podczas próby wejścia na plac fabryczny, robotnicy i górnicy z przodu tłumu zatrzymali się, zobaczywszy żołnierzy carskich z bronią u boku. Tłum z tyłu napierał na stojących i w tym czasie padły strzały” – pisze historyk Anna Makarska.

Po salwach karabinowych na ziemi leżały pierwsze zabite osoby. Powstał tumult. Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami. Rzeź trwała przez kwadrans. Zginęło wtedy 38 osób, a ponad 150 zostało rannych.

Znów przywołam obrazy znane z przyszłości, tym razem z Grudnia ’70: „na drugi dzień żołdactwo w bestialski sposób biło i znęcało się nad kobietami, które zeszły się do trupiarni, aby odszukać i rozpoznać wśród zabitych swoich mężów i ojców. Nie dopuściło też żołdactwo nikogo do udziału w pogrzebie zabitych. Na ulicach, na polach, koło cmentarza kozacy gonili i bili robotników” – pisał Radek.

Jak podkreśla Adam Kałuża w swojej książce „Przeciw carowi! Rok 1905 w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Operacja w dniu 9 lutego pod hutą została przez władze i przemysłowców z góry ukartowana i precyzyjnie przygotowana. Była rezultatem zmowy głównych partnerów kontrrewolucji w Zagłębiu”.

Strajk powszechny został przerwany, ale rewolucja antycarska wciąż jeszcze trwała. W listopadzie 1905 r. w jednym z rosyjskich meldunków do warszawskiego generał-gubernatora raportowano m.in., że w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej i innych miastach „obserwuje się ciągłe próby rozbrojenia policji i poszczególnych niższych rangą funkcjonariuszy”, zaś „niedaleko huty szkła 15 uzbrojonych przestępców napadło na strażnika i pod groźbą śmierci odebrało mu szpadę. Po uwolnieniu strażnika oddano do niego kilka strzałów”. Zresztą w Zagłębiu było „nieustannie słychać strzały”.

 

Likwidatorzy z PPS

Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie. Jednak carscy urzędnicy, szpicle, policjanci, wojskowi, donosiciele i fabrykanci nie mogli spać spokojnie. W Zagłębiu Dąbrowskim co i rusz słyszało się o kolejnych zamachach na nich. Jak pisał Radek: „partia postanowiła karać śmiercią tych fabrykantów, którzy przeciw robotnikom używać będą siły zbrojnej. Innego przecież na nich nie było sposobu. PPS więc, kiedy stworzyła swoją siłę zbrojną – Bojową Organizację – zastosowała jeden z nakazów Wielkiego Wieszcza narodu – Adama Mickiewicza: «gwałt niech się gwałtem odciska»”. Pierwsze kule bojowców posypały się w kierunku zagłębiowskich fabrykantów, którzy – jak pisał historyk PPS – „stali się teraz ostrożniejsi w powoływaniu wojska przeciwko robotnikom”. Kolejni byli szpicle i prowokatorzy na usługach carskiej Ochrany. Konspiratorzy sięgnęli po broń nie tylko, by bronić swej godności, ale dlatego, „bo o Polskę szło. O podkreślenie jej praw do wolnego i niepodległego bytu” – tłumaczył Stanisław Radek.

Symbolem tamtej walki o Polskę był czyn młodego bojowca Edwarda Miętki, który 10 maja 1906 r. dokonał nieudanego zamachu bombowego na kwaterę kozaków w Starej Oberży w Dąbrowie Górniczej. Miętka rzucił bombę, ale ta nie wybuchła. Gdy uciekał, dosięgły go kule. Kozacy przywiązali trupa do końskiego ogona i zawlekli na cmentarz.

Radek, opisując ten etap walki z caratem, pisał: „władze carskie wściekłość ogarniała, bo oto nie ma prawie dnia, aby nie grzmiały strzały rewolwerowe bojowców. Padają trupy najdzielniejszych carskich sług [...]. Dla władz carskich była to nie tylko kompromitacja, ale groźniejsze jeszcze wynikające z tego następstwa. Walka bojowców ośmielała ludzi, dodawała otuchy. Ludzie zaczęli już tę władzę groźną lekceważyć”.

 

Premier, co napadał na pociągi

Z historią PPS w Zagłębiu Dąbrowskim związane są także postaci, które później odegrały jakąś rolę w polskich dziejach.

Tomasz Arciszewski, w latach 40. premier rządu polskiego na uchodźstwie, przyjechał do Zagłębia Dąbrowskiego pod koniec XIX w. za pracą i w 1894 r. znalazł zatrudnienie jako ślusarz w fabryce W. Fitzner i K. Gamper w Sosnowcu, skąd zresztą go wyrzucono za organizację strajku. Następnie podjął pracę w Hucie „Katarzyna”. W 1896 r. wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, później był jednym z przywódców Organizacji Bojowej PPS. Dowodził chociażby napadem na pociąg na stacji Sławków, pomiędzy Dąbrową Górniczą a Olkuszem, oraz uczestniczył w akcji na stacji Bezdany pod Wilnem.

Takimi sposobami pepesowcy zdobywali pieniądze na swoją działalność. W pierwszej akcji brał również udział Wacław Biernacki „Kostek”, który w latach 30. odpowiadał za organizację i nadzór nad miejscem odosobnienia w Berezie Kartuskiej.

Jeżeli chodzi o akcję w Bezdanach, którą wymyślił i w której brał udział Józef Piłsudski, to dynamit, który posłużył do skonstruowania bomb użytych w czasie napadu, pochodził z… Zagłębia Dąbrowskiego. Do Wilna przewiozła go przyszła pani marszałkowa – towarzyszka Ola Szczerbińska.

 

Kurierka Ola

Dynamit zorganizował działacz Organizacji Bojowej PPS Paweł Dehnel „Strychnina”, sztygar z Kopalni „Saturn” w Czeladzi. Jego pseudonim wziął się stąd, że stale nosił przy sobie pojemnik z trucizną, na wypadek dekonspiracji. W Sosnowcu Aleksandra Szczerbińska wsiadła do pociągu. Dynamit miała na sobie, ukryty w specjalnym pasie. „W gorący dzień dynamit na mnie się rozgrzał. Bałam się, że spowoduje wymioty. Wzięłam więc walizkę do

ubikacji, zdjęłam pas i włożyłam go do walizki. Poczułam wielką ulgę. Przedział był pusty; walizkę położyłam na półkę i sama zaczęłam czytać książkę. Tuż przed ruszeniem pociągu weszło do wagonu dwóch mężczyzn, z dość licznym bagażem; szczęśliwie walizki nie musiałam ruszać” – wspominała po latach Aleksandra Piłsudska.

Pociąg ruszył w kierunku Zawiercia i miarowy stukot kół ukołysał do snu konspiratorkę. Gdy kurierka obudziła się, walizki nie było na półce. Od razu pomyślała, że za chwilę będzie aresztowana. Na szczęście szybko okazało się, że to tamci dwaj mężczyźni przez pomyłkę zabrali jej walizkę, gdy przesiadali się do innego przedziału. Jednak „w przedziale dla palących obu tych pasażerów nie było. Rzuciłam się do okna i ku radości zobaczyłam nieznajomych na peronie. Właśnie zmierzali ku wyjściu, obładowani walizkami, między którymi była i moja. Wyrwałam konduktorowi ich walizkę z ręki i choć w tej chwili pociąg ruszył, wyskoczyłam na peron. Szczęśliwie nawet nie upadłam. Za moment miałam swój skarb z powrotem nienaruszony. Pojechałam do Wilna następnym pociągiem” – pisała Piłsudska w swoich wspomnieniach.

Z działalnością w zagłębiowskim PPS związana jest jeszcze jedna ważna postać. Jest to Tytus Filipowicz, który towarzyszył Józefowi Piłsudskiemu w wyprawie do Japonii w 1904 r., a tam spotkali się na ulicy z… Romanem Dmowskim, który wspominał, że rozmawiał z Piłsudskim od godz. 17 do północy. „Wiedzieliśmy, że się nie przekonamy, ale ileż mieliśmy wspólnych trosk i uczuć! Powiedziałem Piłsudskiemu: «Oczerniać was tu nie będę, ale będę wam przeszkadzał…»” – opowiadał Dmowski.

 

Z Dąbrowy do Japonii

Tytus Filipowicz ukończył Szkołę Górniczą w Dąbrowie Górniczej, w której uczył się w latach 1894–1898. Później pracował jako sztygar w Kopalni „Flora”. Jeszcze jako uczeń, w roku 1897 został redaktorem pisma „Górnik”, które powstało z inicjatywy Piłsudskiego i było organem PPS. On sam tak zapamiętał tamte lata: „Prócz pracy agitacyjnej i organizacyjnej na barki moje spadło i redagowanie «Górnika». Redagować to znaczyło od A do Z samemu napisać. […] Duże wrażenie zrobił w 1898 roku numer majowy. Na moje usilne nalegania wydrukowano go na czerwonym papierze. Była to dla robotników radość niemała”. Zaś w czasie pierwszomajowej demonstracji, „gdyśmy po raz pierwszy w Królestwie rozwiesili po kominach fabrycznych, drzewach i drutach telegraficznych wielką ilość czerwonych sztandarów z rewolucyjnymi napisami, a rozrzuceniem i rozklejeniem kilku tysięcy kartek majowych zrewolucjonizowaliśmy całą okolicę – czuliśmy pełną piersią, że żyjemy i… mówiliśmy żartobliwie o Rzeczypospolitej Dąbrowskiej”. W 1899 r. Filipowicz został aresztowany przez Rosjan. Żandarmi wdarli się nocą do jego domu i zaczęła się rewizja. Choć nie znaleźli nic trefnego, ani „bibuły”, ani materiałów wybuchowych, aresztowali pepesowca. „Ich powóz zabrał mnie na stację właśnie w chwili, gdy przechodził kolejowy ekspres. Nie namyślając się długo, wyskoczyłem z powozu i przebiegłem na drugą stronę toru kolejowego, zostawiając żandarmów w powozie. Ich strzały mnie chybiły. Z drugiej strony linii kolejowej zaczynał się las. Ciemna noc kryła me kroki” – wspominał współpracownik Piłsudskiego. Kilka godzin później przekroczył granicę zaboru rosyjskiego i austriackiego, przed wieczorem był w Krakowie, a niespełna dwa tygodnie później już w Londynie.


 

POLECANE
„ONZ i Zachód promują w Afryce permisywną edukację seksualną jako prawa człowieka” gorące
„ONZ i Zachód promują w Afryce permisywną edukację seksualną jako prawa człowieka”

Jak poinformował portal Hungarian Conservative, ONZ przy wsparciu krajów Zachodu usiłuje wymuszać na Afryce wprowadzanie permisywnej, agresywnej edukacji seksualnej. Dzieje się to pod pozorem praw człowieka.

Obywatele państw UE coraz bardziej zaniepokojeni. Jest najnowszy sondaż Eurobarometru z ostatniej chwili
Obywatele państw UE coraz bardziej zaniepokojeni. Jest najnowszy sondaż Eurobarometru

W czasach wzmożonych napięć geopolitycznych obywatele są coraz bardziej zaniepokojeni swoją przyszłością – wynika z ostatniego badania Eurobarometru, wnioski z którego zostały opublikowane w środę.

Analiza prawna: SAFE - narzędzie wywierania wpływu na państwa członkowskie? gorące
Analiza prawna: SAFE - narzędzie wywierania wpływu na państwa członkowskie?

Rada Unii Europejskiej wydała Rozporządzenie 2025/1106 z dnia 27 maja 2025 r. ustanawiające Instrument na rzecz Zwiększenia Bezpieczeństwa Europy („instrument SAFE”) poprzez Wzmocnienie Europejskiego Przemysłu Obronnego. Celem tego aktu prawnego jest zapewnienie Unii Europejskiej oraz państwom członkowskim większej samodzielności strategicznej i obronności poprzez finansowanie uzupełniania luk i budowy własnych zdolności w zakresie europejskiego przemysłu obronnego. Instytut Ordo Iuris przygotował analizę rozporządzenia dotyczącą ryzyka polityczno-prawnego, związanego z możliwością zastosowania tzw. mechanizmu warunkowości, w odniesieniu do Instrumentu SAFE, czyli powiązania przyznawania środków z przestrzeganiem przez państwa członkowskie zasady praworządności.

Państwo prawa nie potrzebuje „ustawionych” sędziów tylko u nas
Państwo prawa nie potrzebuje „ustawionych” sędziów

Władza, która rzeczywiście dysponuje mocnymi podstawami do rozliczania swoich oponentów, nie musi sięgać po metody budzące podejrzenia o manipulację wymiarem sprawiedliwości. Jeśli dowody są oczywiste, jeśli zarzuty są solidne, a proces uczciwy — wystarczy pozwolić działać instytucjom państwa w sposób przejrzysty i zgodny z prawem.

Zmiana układu sił w SKW? „Jarosław Stróżyk mocno się rozpycha” z ostatniej chwili
Zmiana układu sił w SKW? „Jarosław Stróżyk mocno się rozpycha”

„Mocno rozpycha się Szef SKW, Jarosław Stróżyk, który - jak mówią 'na korytarzach' - miał otrzymać zgodę na większą kontrolę systemu dot. obrony informacyjnej oraz cyberbezpieczeństwa RP” - napisał na platformie X były rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Dr Jacek Saryusz-Wolski o programie SAFE: Podwójny nelson dla Polski gorące
Dr Jacek Saryusz-Wolski o programie SAFE: Podwójny nelson dla Polski

„Podwójny nelson dla Polski zawarty w unijnym programie SAFE narzuca Polsce model uzbrojenia i stwarza niebezpieczne ryzyko politycznie motywowanego wstrzymania wypłaty środków” - alarmuje na platformie X doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski.

Niemiecki wywiad: Rosja wydaje na wojsko nawet o dwie trzecie więcej, niż zakładano z ostatniej chwili
Niemiecki wywiad: Rosja wydaje na wojsko nawet o dwie trzecie więcej, niż zakładano

Rzeczywiste wydatki wojskowe Rosji były w ostatnich latach nawet o 66 proc. wyższe niż oficjalnie podawane – poinformowała w środę niemiecka Federalna Służba Wywiadowcza (BND). Według jej ustaleń część kosztów armii rząd rosyjski wykazywał w innych pozycjach budżetu.

Sędzia ujawnia praktyki sądów i prokuratury Żurka. „W cywilizowanych państwach to jest nie do pomyślenia” wideo
Sędzia ujawnia praktyki sądów i prokuratury Żurka. „W cywilizowanych państwach to jest nie do pomyślenia”

Sędzia Dariusz Łubowski podczas przesłuchania przed Krajową Radą Sądownictwa mówił na temat praktyk, jakie są podejmowane przez prokuraturę nadzorowaną przez ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka.

Groźby śmierci wobec Piotra Nisztora. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich żąda stanowczej reakcji władz z ostatniej chwili
Groźby śmierci wobec Piotra Nisztora. Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich żąda stanowczej reakcji władz

Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich zabrało stanowczy głos po ujawnieniu gróźb wobec dziennikarza śledczego Piotra Nisztora. – Dziś mamy prawo nie tylko apelować, ale wręcz żądać od rządzących stanowczej reakcji – mówi prezes SDP dr Jolanta Hajdasz. 

Ekspert: „Prawdziwe zagrożenie dla demokracji pochodzi z Europy” z ostatniej chwili
Ekspert: „Prawdziwe zagrożenie dla demokracji pochodzi z Europy”

Analityczny ośrodek MCC Brussels opublikował i przedstawił raport, który krytycznie ocenia podejmowane przez Komisję Europejską działania w obszarze wewnętrznym wspólnoty.

REKLAMA

120 lat doszło do masakry w hucie "Katarzyna"

W tym roku przypada 120. rocznica rewolucji rosyjskiej z 1905 roku. Miała ona także konsekwencje w Królestwie Polskim. 9 lutego rosyjscy żołnierze otworzyli ogień do strajkujących robotników z sosnowieckiej Huty "Katarzyna" zabijając 38 osób.
Huta
Huta "Katarzyna" / fot. National Library of Poland / Public Domain / Wikimedia Commons

Co musisz wiedzieć:

  • Początek rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy.

  • 7 lutego w Sosnowcu stacjonowało 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

  • Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami.

  • Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie.

 

„Każdy z nas znał wertepy Zagłębia, jak swoją kieszeń. Było to koniecznie potrzebnym, bo wypadało nam trafiać do określonych zawczasu punktów w nocy, omijając zarówno bardziej zaludnione miejscowości, jak doły i odkrywki kopalniane, w których łatwo kark skręcić. Chodziliśmy dla bezpieczeństwa parami i z góry określaliśmy dla każdej pary miejscowość, którą obejść należało. Dopiero nad ranem, po nużącej wędrówce po błocie dąbrowskim, przychodziło się do domu zmęczonym i wyczerpanym zupełnie” – usłyszał kiedyś Józef Piłsudski od jednego z działaczy jego Polskiej Partii Socjalistycznej.

Sam Józef Piłsudski świetnie znał Zagłębie Dąbrowskie, zresztą tak samo jak i jego druga żona Aleksandra Szczerbińska.

Dąbrowa Górnicza, Sosnowiec, Będzin i okolice leżały w zaborze rosyjskim. Miasta te zaczęły rozwijać się w XIX wieku wraz z kolejnymi kopalniami, hutami i dużymi fabrykami, które tutaj powstawały jak grzyby po deszczu. Pod koniec stulecia idea socjalistyczna, będąca połączeniem walki o prawa robotników oraz idei niepodległości, dotarła tutaj i zaczęła pomału kiełkować.

 

Nahajki, kule i szubienice

22 stycznia 1905 r. w Petersburgu doszło do masakry robotników, do których ogień otworzyły carskie oddziały. Po Rosji zaczęły rozlewać się kolejne bunty. Już pięć dni później, 27 stycznia, w Warszawie i Łodzi doszło do demonstracji i strajków. W Zagłębiu Dąbrowskim Komitet Robotniczy PPS wydał odezwę, która zaczynała się od słów: „W obroży carskiej do ostatka znękano polski lud pracujący. Dzika przemoc policji i żołdactwa zastępuje nam prawo. Niewola zabija nam ducha, nędza i ciemnota marnują siły żywotne. Zgraja barbarzyńców i łobuzów, mianujących się rządem, gnębi nas podwójnie: jarzmem despotycznym i najazdem”.

Odezwa kończyła się zdaniem o tym, że Rosjanie nie dadzą Polakom dobrowolnie swobód (m.in. wolności słowa; równych praw, bez względu na wyznanie i pochodzenie; zapewnienia mniejszościom swobodnego rozwoju kulturalnego), ponieważ „Despotyzm ma dla nas jedynie nahajki, kule i szubienice. Wolność musimy zdobyć sami przez zwycięskie obalenie caratu, a uchwalimy tę wolność we własnym Sejmie, wybranym przez lud na zasadzie powszechnego, równego, tajnego i bezpośredniego głosowania”.

Początek tamtej rewolucji w Zagłębiu to 1 lutego, kiedy to robotnicy sosnowieckiej fabryki kotłów i maszyn zaprzestali pracy. Był to sygnał do strajków, które zaczęły obejmować kolejne zakłady, huty i kopalnie. Do Zagłębia zaczęto ściągać kozaków. Jak pisał Stanisław Radek w swojej pracy „Rewolucja w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Ludność na gwałt zaczęła się zaopatrywać w żywność. W sklepach staczano formalne bójki o chleb, którego w środę, 4 lutego, już zupełnie nie można było dostać”. Korespondent pisma „Nowa Reforma” donosił, że w Zagłębiu panuje swego rodzaju prohibicja: „Sklepy monopolowe z wódką, chociaż są pootwierane, są puste, bo nikt wódki nie kupuje. Tak się ogółem robotnicy pilnują, aby nikt nie pił, że poturbowali kilku towarzyszów, którzy kupili sobie wódki, flaszki monopolowe im porozbijano”. Opis niczym z Sierpnia ’80, kiedy fala strajków zalała Polskę.

7 lutego w Sosnowcu stacjonowało już 12 tys. żołnierzy carskiej piechoty. Dwa dni później doszło do tragedii przed Hutą „Katarzyna”.

 

Strzały do bezbronnych

W sosnowieckiej Hucie „Katarzyna” robotnicy wciąż pracowali, dlatego tłum ruszył w kierunku huty, by wyrzucić z zakładu łamistrajków sprowadzonych ze Śląska. „Robotnicy zastali zamkniętą bramę, a na żądanie otwarcia jej usłyszeli prowokacyjne odpowiedzi. Jeden z uczestników tych wydarzeń opisywał, że po otwarciu bramy, podczas próby wejścia na plac fabryczny, robotnicy i górnicy z przodu tłumu zatrzymali się, zobaczywszy żołnierzy carskich z bronią u boku. Tłum z tyłu napierał na stojących i w tym czasie padły strzały” – pisze historyk Anna Makarska.

Po salwach karabinowych na ziemi leżały pierwsze zabite osoby. Powstał tumult. Ludzie zaczęli się tratować, gdy kozacy zaczęli na nich napierać, bijąc Polaków kolbami i dźgając bagnetami. Rzeź trwała przez kwadrans. Zginęło wtedy 38 osób, a ponad 150 zostało rannych.

Znów przywołam obrazy znane z przyszłości, tym razem z Grudnia ’70: „na drugi dzień żołdactwo w bestialski sposób biło i znęcało się nad kobietami, które zeszły się do trupiarni, aby odszukać i rozpoznać wśród zabitych swoich mężów i ojców. Nie dopuściło też żołdactwo nikogo do udziału w pogrzebie zabitych. Na ulicach, na polach, koło cmentarza kozacy gonili i bili robotników” – pisał Radek.

Jak podkreśla Adam Kałuża w swojej książce „Przeciw carowi! Rok 1905 w Zagłębiu Dąbrowskim”: „Operacja w dniu 9 lutego pod hutą została przez władze i przemysłowców z góry ukartowana i precyzyjnie przygotowana. Była rezultatem zmowy głównych partnerów kontrrewolucji w Zagłębiu”.

Strajk powszechny został przerwany, ale rewolucja antycarska wciąż jeszcze trwała. W listopadzie 1905 r. w jednym z rosyjskich meldunków do warszawskiego generał-gubernatora raportowano m.in., że w Sosnowcu, Dąbrowie Górniczej i innych miastach „obserwuje się ciągłe próby rozbrojenia policji i poszczególnych niższych rangą funkcjonariuszy”, zaś „niedaleko huty szkła 15 uzbrojonych przestępców napadło na strażnika i pod groźbą śmierci odebrało mu szpadę. Po uwolnieniu strażnika oddano do niego kilka strzałów”. Zresztą w Zagłębiu było „nieustannie słychać strzały”.

 

Likwidatorzy z PPS

Konspiratorzy wciąż byli śledzeni przez Ochranę, aresztowani, zamykani na śledztwa, skazywani na śmierć, więzienie lub zesłanie. Jednak carscy urzędnicy, szpicle, policjanci, wojskowi, donosiciele i fabrykanci nie mogli spać spokojnie. W Zagłębiu Dąbrowskim co i rusz słyszało się o kolejnych zamachach na nich. Jak pisał Radek: „partia postanowiła karać śmiercią tych fabrykantów, którzy przeciw robotnikom używać będą siły zbrojnej. Innego przecież na nich nie było sposobu. PPS więc, kiedy stworzyła swoją siłę zbrojną – Bojową Organizację – zastosowała jeden z nakazów Wielkiego Wieszcza narodu – Adama Mickiewicza: «gwałt niech się gwałtem odciska»”. Pierwsze kule bojowców posypały się w kierunku zagłębiowskich fabrykantów, którzy – jak pisał historyk PPS – „stali się teraz ostrożniejsi w powoływaniu wojska przeciwko robotnikom”. Kolejni byli szpicle i prowokatorzy na usługach carskiej Ochrany. Konspiratorzy sięgnęli po broń nie tylko, by bronić swej godności, ale dlatego, „bo o Polskę szło. O podkreślenie jej praw do wolnego i niepodległego bytu” – tłumaczył Stanisław Radek.

Symbolem tamtej walki o Polskę był czyn młodego bojowca Edwarda Miętki, który 10 maja 1906 r. dokonał nieudanego zamachu bombowego na kwaterę kozaków w Starej Oberży w Dąbrowie Górniczej. Miętka rzucił bombę, ale ta nie wybuchła. Gdy uciekał, dosięgły go kule. Kozacy przywiązali trupa do końskiego ogona i zawlekli na cmentarz.

Radek, opisując ten etap walki z caratem, pisał: „władze carskie wściekłość ogarniała, bo oto nie ma prawie dnia, aby nie grzmiały strzały rewolwerowe bojowców. Padają trupy najdzielniejszych carskich sług [...]. Dla władz carskich była to nie tylko kompromitacja, ale groźniejsze jeszcze wynikające z tego następstwa. Walka bojowców ośmielała ludzi, dodawała otuchy. Ludzie zaczęli już tę władzę groźną lekceważyć”.

 

Premier, co napadał na pociągi

Z historią PPS w Zagłębiu Dąbrowskim związane są także postaci, które później odegrały jakąś rolę w polskich dziejach.

Tomasz Arciszewski, w latach 40. premier rządu polskiego na uchodźstwie, przyjechał do Zagłębia Dąbrowskiego pod koniec XIX w. za pracą i w 1894 r. znalazł zatrudnienie jako ślusarz w fabryce W. Fitzner i K. Gamper w Sosnowcu, skąd zresztą go wyrzucono za organizację strajku. Następnie podjął pracę w Hucie „Katarzyna”. W 1896 r. wstąpił do Polskiej Partii Socjalistycznej, później był jednym z przywódców Organizacji Bojowej PPS. Dowodził chociażby napadem na pociąg na stacji Sławków, pomiędzy Dąbrową Górniczą a Olkuszem, oraz uczestniczył w akcji na stacji Bezdany pod Wilnem.

Takimi sposobami pepesowcy zdobywali pieniądze na swoją działalność. W pierwszej akcji brał również udział Wacław Biernacki „Kostek”, który w latach 30. odpowiadał za organizację i nadzór nad miejscem odosobnienia w Berezie Kartuskiej.

Jeżeli chodzi o akcję w Bezdanach, którą wymyślił i w której brał udział Józef Piłsudski, to dynamit, który posłużył do skonstruowania bomb użytych w czasie napadu, pochodził z… Zagłębia Dąbrowskiego. Do Wilna przewiozła go przyszła pani marszałkowa – towarzyszka Ola Szczerbińska.

 

Kurierka Ola

Dynamit zorganizował działacz Organizacji Bojowej PPS Paweł Dehnel „Strychnina”, sztygar z Kopalni „Saturn” w Czeladzi. Jego pseudonim wziął się stąd, że stale nosił przy sobie pojemnik z trucizną, na wypadek dekonspiracji. W Sosnowcu Aleksandra Szczerbińska wsiadła do pociągu. Dynamit miała na sobie, ukryty w specjalnym pasie. „W gorący dzień dynamit na mnie się rozgrzał. Bałam się, że spowoduje wymioty. Wzięłam więc walizkę do

ubikacji, zdjęłam pas i włożyłam go do walizki. Poczułam wielką ulgę. Przedział był pusty; walizkę położyłam na półkę i sama zaczęłam czytać książkę. Tuż przed ruszeniem pociągu weszło do wagonu dwóch mężczyzn, z dość licznym bagażem; szczęśliwie walizki nie musiałam ruszać” – wspominała po latach Aleksandra Piłsudska.

Pociąg ruszył w kierunku Zawiercia i miarowy stukot kół ukołysał do snu konspiratorkę. Gdy kurierka obudziła się, walizki nie było na półce. Od razu pomyślała, że za chwilę będzie aresztowana. Na szczęście szybko okazało się, że to tamci dwaj mężczyźni przez pomyłkę zabrali jej walizkę, gdy przesiadali się do innego przedziału. Jednak „w przedziale dla palących obu tych pasażerów nie było. Rzuciłam się do okna i ku radości zobaczyłam nieznajomych na peronie. Właśnie zmierzali ku wyjściu, obładowani walizkami, między którymi była i moja. Wyrwałam konduktorowi ich walizkę z ręki i choć w tej chwili pociąg ruszył, wyskoczyłam na peron. Szczęśliwie nawet nie upadłam. Za moment miałam swój skarb z powrotem nienaruszony. Pojechałam do Wilna następnym pociągiem” – pisała Piłsudska w swoich wspomnieniach.

Z działalnością w zagłębiowskim PPS związana jest jeszcze jedna ważna postać. Jest to Tytus Filipowicz, który towarzyszył Józefowi Piłsudskiemu w wyprawie do Japonii w 1904 r., a tam spotkali się na ulicy z… Romanem Dmowskim, który wspominał, że rozmawiał z Piłsudskim od godz. 17 do północy. „Wiedzieliśmy, że się nie przekonamy, ale ileż mieliśmy wspólnych trosk i uczuć! Powiedziałem Piłsudskiemu: «Oczerniać was tu nie będę, ale będę wam przeszkadzał…»” – opowiadał Dmowski.

 

Z Dąbrowy do Japonii

Tytus Filipowicz ukończył Szkołę Górniczą w Dąbrowie Górniczej, w której uczył się w latach 1894–1898. Później pracował jako sztygar w Kopalni „Flora”. Jeszcze jako uczeń, w roku 1897 został redaktorem pisma „Górnik”, które powstało z inicjatywy Piłsudskiego i było organem PPS. On sam tak zapamiętał tamte lata: „Prócz pracy agitacyjnej i organizacyjnej na barki moje spadło i redagowanie «Górnika». Redagować to znaczyło od A do Z samemu napisać. […] Duże wrażenie zrobił w 1898 roku numer majowy. Na moje usilne nalegania wydrukowano go na czerwonym papierze. Była to dla robotników radość niemała”. Zaś w czasie pierwszomajowej demonstracji, „gdyśmy po raz pierwszy w Królestwie rozwiesili po kominach fabrycznych, drzewach i drutach telegraficznych wielką ilość czerwonych sztandarów z rewolucyjnymi napisami, a rozrzuceniem i rozklejeniem kilku tysięcy kartek majowych zrewolucjonizowaliśmy całą okolicę – czuliśmy pełną piersią, że żyjemy i… mówiliśmy żartobliwie o Rzeczypospolitej Dąbrowskiej”. W 1899 r. Filipowicz został aresztowany przez Rosjan. Żandarmi wdarli się nocą do jego domu i zaczęła się rewizja. Choć nie znaleźli nic trefnego, ani „bibuły”, ani materiałów wybuchowych, aresztowali pepesowca. „Ich powóz zabrał mnie na stację właśnie w chwili, gdy przechodził kolejowy ekspres. Nie namyślając się długo, wyskoczyłem z powozu i przebiegłem na drugą stronę toru kolejowego, zostawiając żandarmów w powozie. Ich strzały mnie chybiły. Z drugiej strony linii kolejowej zaczynał się las. Ciemna noc kryła me kroki” – wspominał współpracownik Piłsudskiego. Kilka godzin później przekroczył granicę zaboru rosyjskiego i austriackiego, przed wieczorem był w Krakowie, a niespełna dwa tygodnie później już w Londynie.



 

Polecane