Unia Europejska. Suma zawiedzionych nadziei
Co musisz wiedzieć:
- Tekst pokazuje wyraźny trend malejącego zaufania Polaków wobec UE, którzy coraz bardziej postrzegają ją jako instytucję oderwaną od rzeczywistości i ingerującą w ich życie.
- Autor wskazuje, że działania UE prowadzą do pogorszenia bezpieczeństwa, wzrostu kosztów życia oraz problemów gospodarczych.
- Niska akceptacja dla unijnego programu SAFE ma być dowodem rosnącej nieufności wobec UE i jej inicjatyw.
Polska ciągle należy do krajów o najwyższym na kontynencie wskaźniku zaufania do Unii Europejskiej, ale w ciągu ostatniej dekady tendencja jest spadkowa. Coraz chłodniej i z narastającym dystansem patrzymy na tę instytucję oraz jej propozycje. W naszej zbiorowej świadomości na dobre zadomowiło się przekonanie, że UE odpowiada już nie tylko za obyczajowe szaleństwa – te można było uznać za rodzaj mody czy powstającej subkultury i zbyć wzruszeniem ramion, czekając, aż przeminą jak natrętna choroba – ale także za utrudnianie życia zwykłym obywatelom oraz ich zubażanie.
Istotnym, być może nawet kluczowym, elementem jest błędna, katastrofalna wręcz, polityka imigracyjna. Nie tylko zmienia ona charakter Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Belgii czy Hiszpanii, ale powoduje także spadek poczucia bezpieczeństwa. Spokojna, dostatnia Europa Zachodnia stała się terenem walk gangów, biedy, terroru i wojny kultur w dosłownym znaczeniu tego słowa. Za to wszystko obywatele Wspólnoty muszą jeszcze zapłacić z własnych podatków. Podróżujący po Europie Polacy nie chcą popełniać tych samych błędów.
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Warszawa: Ogromny pożar na Białołęce. Kłęby dymu nad miastem
- "Kompromitacja Żurkowców". Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka
- IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka
- Nie żyje Tadeusz Surdy. Małopolskie władze wydały komunikat
- USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP
- Ogromny meteoryt eksplodował nad Ohio. Nagrania obiegły sieć
- Przewodniczący "S" w Solinie dla Tysol.pl: Protest głodowy trwa, morale jest wysokie
Głupota z Brukseli
Choć niebieska flaga z dwunastoma gwiazdkami ciągle jeszcze kojarzy się w Polsce z budową autostrad, dróg lokalnych, wodociągów, kanalizacji czy aquaparków, to jednak na własnej skórze, a dokładniej portfelach, boleśnie przekonujemy się o skutkach polityki energetycznej czy klimatycznej. Rosnące rachunki za prąd, gaz, ciepło, obowiązek ocieplania budynków, konieczność zamawiania certyfikatów energetycznych, uciekające miejsca pracy – to wszystko jest oczywistą konsekwencją obłędnej polityki Brukseli.
Unijne prawo staje się synonimem głupoty i oderwania od rzeczywistości, brukselska biurokracja to przykład rozpasania i marnowania pieniędzy, tamtejsze elity to obraz zepsucia, korupcji, zachłanności i niejasnych interesów. Wszystko, co przychodzi z UE, staje się z gruntu podejrzane, niechciane i fałszywe.
Nie dla wszystkich rzecz jasna. Zwolennicy Unii – których jest zresztą coraz mniej – wypierają pojawiające się wątpliwości, gdyż uznają, że organizacja ta ma jakiś wyższy, cywilizacyjny cel. Jeśli więc nawet są jakieś przejściowe błędy i wypaczenia, to ostateczny cel jest słuszny i świetlany. Ich zdaniem należy więc przymknąć oczy na niedogodności i jakoś je przeczekać w imię wyższych wartości. Największą trudnością jest jednak ustalenie, czym one ostatecznie są.
Klęska SAFE
Najnowszym dowodem na zmianę nastawienia Polaków do Unii Europejskiej jest program SAFE z takim zaangażowanie forsowany przez premiera Donalda Tuska. Gdy rozpoczynała się dyskusja na ten temat, szef rządu był pewny swego. Z nonszalancką wyższością traktował wszystkich krytyków, nazywając ich zdrajcami i zakutymi łbami. Wydawało mu się, że samo hasło „dwieście miliardów z Unii Europejskiej” na zbrojenia w Polsce spowoduje paraliż. Nikt nie miał odwagi zaprotestować. Najwidoczniej jednak Tusk pozostał w tyle i nie zrozumiał zachodzących w naszym kraju zmian. Znaczna część z nas nie patrzy już na UE jako na dobrodziejkę szczodrze sypiącą groszem, ale na cwaniaków, którzy próbują nas oszukać.
Grali nie fair z rządem Mateusza Morawieckiego, oszukując Polaków, z pewnością zechcą to więc powtórzyć. Niełatwo odbudować raz utracone zaufanie. Na dodatek prosafe’owa propaganda z każdym dniem stawała się coraz bardziej nachalna, a namawiający do przyjęcia programu agresywniejsi. Każdy, kto zachował choć trochę umiejętności krytycznego myślenia, musiał dostrzec, że pożyczka jest wciskana na siłę. Dlatego sondaż IBRIS nie mógł być już żadnym zaskoczeniem. Pokazywał sromotną, narracyjną klęskę Tuska. Stąd zresztą jego nerwowość. Badanym zadano pytanie:
„Z którego z pomysłów na sfinansowanie wydatków na obronność Polska powinna skorzystać?”.
Chodziło oczywiście o wybór między projektami prezydenta „SAFE 0 procent” i premiera „unijnego SAFE”.
Wynik nie pozostawia wątpliwości: 29 proc. badanych wybrało SAFE 0 proc. prezydenta i NBP. 26 proc. opowiedziało się za wprowadzeniem obu programów, zaledwie 24 proc. preferowało forsowany przez Tuska „unijny SAFE”. To znacznie mniej niż wynosi poparcie Koalicji Obywatelskiej. 13 proc. uznało, że nie powinniśmy wprowadzać żadnego z nich, a 8 proc. nie miało zdania w tej kwestii.
Klęska premiera i jego unijnych przyjaciół staje się jeszcze dotkliwsza, gdy dodamy, że ponad 60 procent komentarzy i wpisów w internecie było przychylnych „europejskiemu SAFE”. Oznacza to, że nawet przy tak zorganizowanej i zmasowanej akcji promocyjnej Polacy wykazali się wyjątkową wręcz nieufnością wobec Unii Europejskiej, jej programu i intencji.
Narastająca podejrzliwość
Gdy jednak przyjrzymy się badaniom w dłuższej perspektywie, postawa Polaków nie powinna tak bardzo dziwić. Badanie IBRiS z września 2025 roku pokazało spadek zaufania rodaków do Unii Europejskiej o 4,4 punktu procentowego w ciągu roku, czyli z 54,7 proc. do 50,3 proc. Znacznie – o 11,1 p.p. – wzrósł natomiast poziom deklarowanej nieufności. We wrześniu 2025 r. osiągnął 43,8 proc. To najwięcej w historii.
Ciekawe dane publikuje także unijny Eurobarometr, który również we wrześniu zeszłego roku opublikował wyniki badań dotyczących warunkowości. Chodzi o to, czy wypłata unijnych środków powinna zależeć od przestrzegania przez kraj praworządności. Co prawda 84 proc. Polaków miało odpowiedzieć na „tak” (dla porównania 90 proc. Niemców), ale zaledwie 17 proc. badanych udzieliło odpowiedzi „zdecydowanie tak”, a aż 67 proc. „raczej tak” (dla porównania w Niemczech liczby te wyglądają niemal dokładnie odwrotnie – 62 proc. „zdecydowanie tak” i 28 proc. „raczej tak”). To pokazuje, że rezerwa wobec UE narasta nawet wśród entuzjastów.
Równolegle do zwiększającego się dystansu wobec Unii pojawiają się także większe oczekiwania wobec niej. Szczególnie wśród wyborców o poglądach liberalnych i lewicowych. Z sondażu pracowni Opinie24 dla „Gazety Wyborczej” z grudnia 2025 r. wynika, że 30 procent badanych wskazało bezpieczeństwo militarne jako największą zaletę UE. Tego zdania było aż 43 proc. wyborców Koalicji Obywatelskiej. Jest to o tyle zaskakujące, że Unia nie ma żadnego wpływu na bezpieczeństwo militarne. Co więcej, unijne traktaty zabraniają ingerencji Komisji Europejskiej w kwestie wojskowe i nie pozwalają przeznaczać pieniędzy UE na zbrojenia.
Program SAFE jest pierwszym tego rodzaju projektem, a prawnicy niemieckiego Bundestagu właśnie z tego powodu uznali go za niezgodny z prawem. Był to jeden z powodów, dla których Niemcy nie uczestniczą w tym mechanizmie. We wspomnianym badaniu zaledwie 17 procent Polaków wskazało, że poprzez wsparcie finansowe Unia przyczynia się do rozwoju kraju. Prawdopodobnie to właśnie badanie przeoczył Donald Tusk, przygotowując ustawę o wprowadzeniu programu SAFE. Nie dostrzegł, że Polacy już nie wierzą w dobrą wolę Brukseli i europejską solidarność.
Klub cwaniaków
Wszystkie badania pokazują, że największą popularnością UE cieszy się w krajach, które do niej nie należą. W grudniu 2024 r. Eurobarometr opublikował raport, z którego wynika, że największe zaufanie do Wspólnoty panuje w Albanii (81 proc.), Czarnogórze (75 proc.), Kosowie (70 proc.), Gruzji (58 proc.), Macedonii Północnej oraz Bośni i Hercegowinie (po 56 proc.) oraz w Mołdawii (52 proc.).
Obywatele tych krajów ciągle patrzą na Wspólnotę jako na sferę dobrobytu, swobody podróżowania oraz bezpieczeństwa. Jako państwa biedniejsze i peryferyjne widzą w UE szansę na awans. Nie dostrzegają jeszcze, że jeden z głównych mechanizmów Unii opiera się na wysysaniu pieniędzy od biedniejszych państw przez Niemcy, Holandię, Belgię, Austrię i Francję. Jest to widoczne zwłaszcza w strefie euro.
W Wielkiej Brytanii, która wyszła z UE, zaufanie do Wspólnoty wynosi zaledwie 38 procent. Mieszkańcy tego kraju przekonali się na własnej skórze, że Unia nie jest klubem dżentelmenów, w którym dotrzymuje się danego słowa. Przypomina ona raczej grę bez reguł, w której Berlin – sam lub we współpracy z Paryżem, Brukselą i Hagą – próbuje przechytrzyć wszystkie inne państwa członkowskie i tak skonstruować prawo, by służyło niemieckiej gospodarce.
Zimny prysznic
Polacy boleśnie się o tym przekonali, gdy Bruksela bezprawnie ingerowała w sprawy naszego sądownictwa, a następnie równie niezgodnie z przepisami wstrzymywała wypłatę pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy. Był to zimny prysznic, który wyrwał nas z pięknego snu o praworządnej i przyzwoitej Unii równych państw.
Polityczna i propagandowa porażka premiera Tuska w sprawie SAFE jest właśnie wynikiem nawarstwienia zawiedzionych nadziei, złamanych obietnic, arogancji i oszustw ze strony Komisji Europejskiej, a szczególnie jej przewodniczącej Ursuli von der Leyen. Donald Tusk, który – nie bez podstaw – jest postrzegany jako jej protegowany i podwładny, nie może być wiarygodnym gwarantem zabezpieczenia polskich interesów. A w kwestii tak fundamentalnej jak armia i bezpieczeństwo militarne większość Polaków nie chce eksperymentować. Nie zamierza oddawać swojej suwerenności w ręce cwaniaków, którzy nie przestrzegają żadnych zasad oraz wolą zbliżenie z Rosją i Chinami niż z USA.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



