Marcin Bąk: Armia maszeruje na żołądkach

Dobiega końca czwarty rok pełnoskalowej wojny na Ukrainie. W zimnych okopach pod gołym niebem, w ruinach zniszczonych domów, żołnierze obu stron walczą nie tylko z przeciwnikiem ale i z brakami w zaopatrzeniu. Wiele ciekawych wniosków można z tych doświadczeń ostatnich lat wyciągnąć dla naszej armii.
Ukraińscy żołnierze
Ukraińscy żołnierze / Archiwum foto PAP / Press service of the 65th Mechanized Brigade HANDOUT

Użyty jako tytuł cytat przypisywany jest Napoleonowi Bonaparte. Cesarz Francuzów zasłynął z niespotykanych wcześniej w Europie przemarszów dużych armii na znaczne odległości. Wiedział dobrze, że bitwa jest mikrobłyskiem w życiu żołnierza a prozą pozostają wielodniowe marsze, szukanie paszy dla koni, budowanie noclegu. No i przede wszystkim – troska o jedzenie. Nic się w tej materii nie zmieniło.
 

Gdy zimno i głodno – nie chce się walczyć

W ciągu ostatnich lat spłynęło z frontu wojny rosyjsko - ukraińskiej mnóstwo relacji o realiach życia żołnierskiego po obu stronach. Wnioski są jednoznaczne. Morale „siada” znacznie szybciej tam, gdzie nie dociera na pozycje ciepłe jedzenie w postaci dwóch posiłków dziennie. Albo jedzenie nie dociera w ogóle. Bliskie mi osoby kontynuują od jakiegoś czasu służbę w Wojskach Obrony Terytorialnej i choć skala jest oczywiście inna, to też dzielą się ze mną ciekawymi spostrzeżeniami. Doświadczenia poligonowe, zwłaszcza te mające miejsce zimą, przy niskich temperaturach mówią jedno. Nawet niezbyt smaczne, ale ciepłe i obfite pożywienie jest niezwykle ważne dla podtrzymania morale. Tam, gdzie ludzie siedzą w okopach lub wykonują ćwiczenia taktyczne w nocnym lesie i zamiast ciepłych posiłków dostają konserwy na zimno, tam dość szybko daje się odczuć spadek nastroju. Oczywiście, żołnierze powinni mieć za sobą i takie doświadczenie, które daje świadomość, że cała doba bez jakiegokolwiek jedzenia też jeszcze nikogo nie zabiła. Niemniej kwatermistrzostwo szanującej się armii powinno dbać o to, żeby w normalnych warunkach żołnierze dostawali kaloryczne, ciepłe porcje pożywienia, dające siłę i poprawiające morale.

 

Doświadczenia II wojny

Ciekawie wyglądają pod tym względem doświadczenia II wojny światowej, które były w dużej mierze odzwierciedleniem całej filozofii prowadzenia wojny w poszczególnych państwach. W III Rzeszy starano się żołnierzy karmić dobrze, obficie choć niekoniecznie były to potrawy smaczne z naszego punktu widzenia. Ale czy niemiecka kuchnia nawet w czasie pokoju należy do najsmaczniejszych... ? W czasie wojny Niemcy dbali o to, by żołnierze dostawali przynajmniej raz dziennie gorący, jednogarnkowy posiłek typu kasza z gulaszem, gęsta zupa grochowa na boczku, kartofle ze słoniną i tym podobne. Żelazne racje składały się z konserw i sucharów, podobnie jak w Wojsku Polskim. Do tego czasem suszone owoce i różne erzatz - czekolady.

Cesarska Armia Japonii miała do karmienia żołnierzy podejście zgoła inne. Podstawą miał być, tak jak w ojczyźnie, biały ryż, uzupełniony o konserwy mięsne i warzywne, czasem kiszonki. Niestety, największą słabością japońskiego systemu wyżywienia okazało się szwankujące zaopatrzenie. Rozrzuceni po wielkich obszarach Pacyfiku, odizolowani w swych garnizonach japońscy żołnierze powszechnie głodowali. Od 1943 roku coraz częstszymi były przypadki kanibalizmu, Japończycy zjadali zarówno swoich poległych towarzyszy jak i schwytanych żołnierzy alianckich. Walczyli słaniając się z głodu ale nie poddawali się, bo żołnierz cesarski, spadkobierca samurajów nie poddaje się nigdy...

Radziecki system żywienia wojska był kontynuacją tego, co w Rosji od zawsze  stanowiło normę w stosunku do masy ludzkiej. „Cziełowiek eta kapiejka” . Żołnierze radzieccy nie chorowali generalnie z przejedzenia. Podstawą były gotowane w kuchniach polowych dania na bazie kaszy i kapusty („zupa szczi i kasza eta strawa nasza”), od momentu uruchomienia Leand Lease wsparte mocno przez konserwy produkcji amerykańskiej. W licznych wspomnieniach wraca natomiast jeden ważny motyw – jedzenia brakowało prawie stale, często brakło paliwa czy amunicji, natomiast spirytus przed natarciem był zawsze. Spirytus, ten surogat męstwa...

 

America first!

Najlepiej na tle wszystkich armii II wojny wypadała armia amerykańska. Amerykanie mieli w tym względzie bogate doświadczenia ze swojej wojny secesyjnej z XIX wieku, gdzie mężna lecz słabo wyposażona i wiecznie głodna armia konfederacka przegrała ostatecznie z US Army. Rząd federalny USA dbał o to, by do jednostek bojowych docierało peklowane i solone mięso, mąka, kasza, suchary czy suszone warzywa. Nie było to może najsmaczniejsze ale żołnierze Unii nie chodzili głodni. Amerykanie wychodzili z założenia, że wojnę należy prowadzić racjonalnie. Żołnierz dobrze odżywiony, wypoczęty, przekonany o tym, że w razie rany otrzyma szybką pomoc medyczną - walczy racjonalnie i lepiej. Podczas II wojny armia amerykańska miała najlepiej rozwinięte służby kwatermistrzowskie, najlepiej zorganizowany system logistyczny i najbardziej przemyślane indywidualne racje żywnościowe  dla żołnierzy. Do organizowania tego systemu zatrudniono podczas wojny ludzi, którzy w cywilu zajmowali często wysokie stanowiska w komercyjnych firmach zajmujących się czy to przetwórstwem żywności czy to logistyką. Taki główny inżynier - technolog firmy produkującej do tej pory płatki śniadaniowe, który nie miał wcześniej nic wspólnego z wojskiem, dostawał od razu stopień pułkownika i zadanie zorganizowania odpowiedniego żywienia dla armii. To działało. Podejście Amerykanów do kwestii aprowizacji swojej armii nie zmieniło się i po II wojnie. US Army jako pierwsza wprowadziła rewolucyjne racje indywidualne z podgrzewaczem bezpłomieniowym MRE, dające możliwość przygotowania pojedynczemu żołnierzowi ciepłego posiłku nawet w bardzo ekstremalnych warunkach. Od ludzi, którzy spędzają czas na poligonach można się dowiedzieć bez trudu, jak ogromne ma to znaczenie.

Myślę, że nie było by źle, gdyby szefostwo naszej armii i szerzej – służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego kraju, wzorowało się w zakresie wyżywienia na Amerykanach. Bowiem żołnierze maszerują na żołądkach.


 

POLECANE
NASA używa AI do wykrywania egzoplanet. Oto, co już odkryto Wiadomości
NASA używa AI do wykrywania egzoplanet. Oto, co już odkryto

Model sztucznej inteligencji, który odnalazł dotąd 360 planet pozasłonecznych (egzoplanet), zaczął analizować dane z kosmicznego obserwatorium TESS – poinformowała NASA.

Trzęsienie ziemi w KGHM. Jest decyzja rady nadzorczej ws. prezesa z ostatniej chwili
Trzęsienie ziemi w KGHM. Jest decyzja rady nadzorczej ws. prezesa

Rada nadzorcza KGHM odwołała w piątek prezesa Andrzeja Szydło i delegowała czasowo na to stanowisko Remigiusza Paszkiewicza – podała spółka miedziowa w piątkowym komunikacie.

Pilne doniesienia z granicy. Komunikat Straży Granicznej z ostatniej chwili
Pilne doniesienia z granicy. Komunikat Straży Granicznej

Straż Graniczna publikuje raporty dotyczące wydarzeń na polskiej granicy z Białorusią. Ponadto zaraportowano także o sytuacji na granicy z Litwą i Niemcami w związku z przywróceniem na nich tymczasowych kontroli.

Jest decyzja sądu. Zakaz wobec Roberta Bąkiewicza zniesiony z ostatniej chwili
Jest decyzja sądu. Zakaz wobec Roberta Bąkiewicza zniesiony

"Sąd zniósł prokuratorski zakaz zbliżania się do granicy z Niemcami, wprowadzony w sierpniu ub.r. wobec Roberta Bąkiewicza" – informuje na platformie X Dominik Dzierżanowski, współpracownik Roberta Bąkiewicza.

Zbyt wysokie stężenie”. UOKiK ostrzega kierowców Wiadomości
"Zbyt wysokie stężenie”. UOKiK ostrzega kierowców

Siedem z 50 przebadanych odmrażaczy i zimowych płynów do spryskiwaczy miało za wysokie stężenie metanolu - poinformował w piątek UOKiK. Dopuszczalne stężenie wynosi 0,6 proc.; przebadane środki miały ponad 3 proc. Większość firm wycofała kwestionowany towar ze sprzedaży.

Ostrzeżenie w woj. zachodniopomorskim. Służby monitorują teren jednej z gmin Wiadomości
Ostrzeżenie w woj. zachodniopomorskim. Służby monitorują teren jednej z gmin

Mieszkańcy gminy Będzino w województwie zachodniopomorskim zostali objęci pilnym ostrzeżeniem. Lokalny samorząd poinformował o możliwej obecności dużego dzikiego kota na terenie jednego z okolicznych kompleksów leśnych i zaapelował o unikanie lasu do odwołania.

Nieoficjalnie: Rozpad Polski 2050. Po wyborach na przewodniczącego klub czeka fala odejść z ostatniej chwili
Nieoficjalnie: Rozpad Polski 2050. Po wyborach na przewodniczącego klub czeka fala odejść

Wszystko wskazuje na to, że najbliższe dni mogą przesądzić o przyszłości Polski 2050. Z nieoficjalnych informacji docierających z partyjnych kuluarów wynika, że bez względu na wynik sobotniego głosowania o przywództwo, ugrupowanie może czekać fala odejść, a nawet faktyczne rozbicie klubu parlamentarnego.

Zełenski zaproszony do Moskwy. Jest odpowiedź prezydenta Ukrainy z ostatniej chwili
Zełenski zaproszony do Moskwy. Jest odpowiedź prezydenta Ukrainy

Kolejne spotkanie delegacji Ukrainy, Stanów Zjednoczonych i Rosji wstępnie ma się odbyć w niedzielę, 1 lutego, w Abu Zabi, jednak jego data i miejsce mogą ulec zmianie – poinformował prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski. Jednocześnie wykluczył możliwość przybycia do Moskwy na rozmowy z Władimirem Putinem.

Ważny komunikat dla mieszkańców Katowic z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Katowic

Mieszkańcy Katowice, którzy szukają stabilnego najmu, mają czas do 20 lutego, by złożyć wniosek o mieszkanie w nowej inwestycji Katowickiego TBS. Nabór dotyczy ponad setki lokali powstających przy ul. Kosmicznej w Giszowcu i już od pierwszych dni cieszy się dużym zainteresowaniem.

Nie ma drugiego takiego w Europie. Polska podpisała umowę na system antydronowy San z ostatniej chwili
"Nie ma drugiego takiego w Europie". Polska podpisała umowę na system antydronowy San

W piątek podpisana została umowa na nowy system antydronowy dla polskiego wojska. System San zbudują firmy z Polskiej Grupy Zbrojeniowej wraz z prywatnym APS i z norweskim Kongsbergiem.

REKLAMA

Marcin Bąk: Armia maszeruje na żołądkach

Dobiega końca czwarty rok pełnoskalowej wojny na Ukrainie. W zimnych okopach pod gołym niebem, w ruinach zniszczonych domów, żołnierze obu stron walczą nie tylko z przeciwnikiem ale i z brakami w zaopatrzeniu. Wiele ciekawych wniosków można z tych doświadczeń ostatnich lat wyciągnąć dla naszej armii.
Ukraińscy żołnierze
Ukraińscy żołnierze / Archiwum foto PAP / Press service of the 65th Mechanized Brigade HANDOUT

Użyty jako tytuł cytat przypisywany jest Napoleonowi Bonaparte. Cesarz Francuzów zasłynął z niespotykanych wcześniej w Europie przemarszów dużych armii na znaczne odległości. Wiedział dobrze, że bitwa jest mikrobłyskiem w życiu żołnierza a prozą pozostają wielodniowe marsze, szukanie paszy dla koni, budowanie noclegu. No i przede wszystkim – troska o jedzenie. Nic się w tej materii nie zmieniło.
 

Gdy zimno i głodno – nie chce się walczyć

W ciągu ostatnich lat spłynęło z frontu wojny rosyjsko - ukraińskiej mnóstwo relacji o realiach życia żołnierskiego po obu stronach. Wnioski są jednoznaczne. Morale „siada” znacznie szybciej tam, gdzie nie dociera na pozycje ciepłe jedzenie w postaci dwóch posiłków dziennie. Albo jedzenie nie dociera w ogóle. Bliskie mi osoby kontynuują od jakiegoś czasu służbę w Wojskach Obrony Terytorialnej i choć skala jest oczywiście inna, to też dzielą się ze mną ciekawymi spostrzeżeniami. Doświadczenia poligonowe, zwłaszcza te mające miejsce zimą, przy niskich temperaturach mówią jedno. Nawet niezbyt smaczne, ale ciepłe i obfite pożywienie jest niezwykle ważne dla podtrzymania morale. Tam, gdzie ludzie siedzą w okopach lub wykonują ćwiczenia taktyczne w nocnym lesie i zamiast ciepłych posiłków dostają konserwy na zimno, tam dość szybko daje się odczuć spadek nastroju. Oczywiście, żołnierze powinni mieć za sobą i takie doświadczenie, które daje świadomość, że cała doba bez jakiegokolwiek jedzenia też jeszcze nikogo nie zabiła. Niemniej kwatermistrzostwo szanującej się armii powinno dbać o to, żeby w normalnych warunkach żołnierze dostawali kaloryczne, ciepłe porcje pożywienia, dające siłę i poprawiające morale.

 

Doświadczenia II wojny

Ciekawie wyglądają pod tym względem doświadczenia II wojny światowej, które były w dużej mierze odzwierciedleniem całej filozofii prowadzenia wojny w poszczególnych państwach. W III Rzeszy starano się żołnierzy karmić dobrze, obficie choć niekoniecznie były to potrawy smaczne z naszego punktu widzenia. Ale czy niemiecka kuchnia nawet w czasie pokoju należy do najsmaczniejszych... ? W czasie wojny Niemcy dbali o to, by żołnierze dostawali przynajmniej raz dziennie gorący, jednogarnkowy posiłek typu kasza z gulaszem, gęsta zupa grochowa na boczku, kartofle ze słoniną i tym podobne. Żelazne racje składały się z konserw i sucharów, podobnie jak w Wojsku Polskim. Do tego czasem suszone owoce i różne erzatz - czekolady.

Cesarska Armia Japonii miała do karmienia żołnierzy podejście zgoła inne. Podstawą miał być, tak jak w ojczyźnie, biały ryż, uzupełniony o konserwy mięsne i warzywne, czasem kiszonki. Niestety, największą słabością japońskiego systemu wyżywienia okazało się szwankujące zaopatrzenie. Rozrzuceni po wielkich obszarach Pacyfiku, odizolowani w swych garnizonach japońscy żołnierze powszechnie głodowali. Od 1943 roku coraz częstszymi były przypadki kanibalizmu, Japończycy zjadali zarówno swoich poległych towarzyszy jak i schwytanych żołnierzy alianckich. Walczyli słaniając się z głodu ale nie poddawali się, bo żołnierz cesarski, spadkobierca samurajów nie poddaje się nigdy...

Radziecki system żywienia wojska był kontynuacją tego, co w Rosji od zawsze  stanowiło normę w stosunku do masy ludzkiej. „Cziełowiek eta kapiejka” . Żołnierze radzieccy nie chorowali generalnie z przejedzenia. Podstawą były gotowane w kuchniach polowych dania na bazie kaszy i kapusty („zupa szczi i kasza eta strawa nasza”), od momentu uruchomienia Leand Lease wsparte mocno przez konserwy produkcji amerykańskiej. W licznych wspomnieniach wraca natomiast jeden ważny motyw – jedzenia brakowało prawie stale, często brakło paliwa czy amunicji, natomiast spirytus przed natarciem był zawsze. Spirytus, ten surogat męstwa...

 

America first!

Najlepiej na tle wszystkich armii II wojny wypadała armia amerykańska. Amerykanie mieli w tym względzie bogate doświadczenia ze swojej wojny secesyjnej z XIX wieku, gdzie mężna lecz słabo wyposażona i wiecznie głodna armia konfederacka przegrała ostatecznie z US Army. Rząd federalny USA dbał o to, by do jednostek bojowych docierało peklowane i solone mięso, mąka, kasza, suchary czy suszone warzywa. Nie było to może najsmaczniejsze ale żołnierze Unii nie chodzili głodni. Amerykanie wychodzili z założenia, że wojnę należy prowadzić racjonalnie. Żołnierz dobrze odżywiony, wypoczęty, przekonany o tym, że w razie rany otrzyma szybką pomoc medyczną - walczy racjonalnie i lepiej. Podczas II wojny armia amerykańska miała najlepiej rozwinięte służby kwatermistrzowskie, najlepiej zorganizowany system logistyczny i najbardziej przemyślane indywidualne racje żywnościowe  dla żołnierzy. Do organizowania tego systemu zatrudniono podczas wojny ludzi, którzy w cywilu zajmowali często wysokie stanowiska w komercyjnych firmach zajmujących się czy to przetwórstwem żywności czy to logistyką. Taki główny inżynier - technolog firmy produkującej do tej pory płatki śniadaniowe, który nie miał wcześniej nic wspólnego z wojskiem, dostawał od razu stopień pułkownika i zadanie zorganizowania odpowiedniego żywienia dla armii. To działało. Podejście Amerykanów do kwestii aprowizacji swojej armii nie zmieniło się i po II wojnie. US Army jako pierwsza wprowadziła rewolucyjne racje indywidualne z podgrzewaczem bezpłomieniowym MRE, dające możliwość przygotowania pojedynczemu żołnierzowi ciepłego posiłku nawet w bardzo ekstremalnych warunkach. Od ludzi, którzy spędzają czas na poligonach można się dowiedzieć bez trudu, jak ogromne ma to znaczenie.

Myślę, że nie było by źle, gdyby szefostwo naszej armii i szerzej – służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo naszego kraju, wzorowało się w zakresie wyżywienia na Amerykanach. Bowiem żołnierze maszerują na żołądkach.



 

Polecane