Kidawa-Błońska weszła w buty Komorowskiego

Polecam Państwu lekturę mojego wywiadu, udzielonego tygodnikowi „Do Rzeczy”. Rozmowę przeprowadził Maciej Pieczyński

"Marionetka!”, „Będziesz siedział!”, „Przestań kraść!”, „Duda, ty ch…!”. Takie hasła wykrzykiwali demonstranci, zakłócający wystąpienie Andrzeja Dudy w Pucku, podczas setnej rocznicy zaślubin Polski z morzem. Czy tak właśnie będzie wyglądać ta prezydencka kampania?  
- Opozycja wzywa do usunięcia podziałów, a sama nakręca spiralę nienawiści. Problemem nie są same demonstracje opozycji, bo to normalne w demokratycznym państwie. Problemem są wulgarne ataki na Głowę Państwa czy oskarżanie prezydenta, znanego z uczciwości o to, że jest złodziejem. Zwolennicy głównej partii opozycyjnej schodzą do poziomu kreta na Żuławach - skądinąd to akurat blisko Pucka. Niestety, przyklaskują temu działacze Platformy oraz jej koalicjantów. Incydent w Pucku to przykład totalnego schamienia w polskiej polityce.  
W podobny sposób był atakowany pięć lat temu Bronisław Komorowski.  
- To prawda. Ale wtedy potępił to jego główny konkurent czyli Andrzej Duda. Teraz główna konkurentka atakowanego prezydenta dziękuje tym,którzy go atakowali. Przeciwnicy polityczni przerywali wiece Komorowskiego -fakt.To się jednak zdarza w demokracji, nie tylko zresztą w Polsce. Zakłócano wystąpienia Angeli Merkel czy Emmanuela Macrona. Trudno mieć o to pretensje. Czym innym jest jednak przerywanie przemówień, a czym innym rzucanie fałszywych oskarżeń i grożenie więzieniem, jak teraz wobec Głowy Państwa. Tego wcześniej nie było. PO udowadniał , że głoszona przez nią niegdyś  „polityka miłości” to było hasło z gruntu fałszywe,tak jak teraz to „zasypywanie podziałów” to tez oszustwo. Mamy do czynienia z podobnym odwróceniem pojęć jak w „Roku 1984”. Jak pamiętamy, u George`a Orwella ministerstwo pokoju tak naprawdę zajmowało się prowadzeniem wojen. Podobnie, gdy politycy Platformy Obywatelskiej mówią o miłości, to oczywisty znak, że tak naprawdę będą nam serwować nienawiść.   
 Z demonstrantami, atakującymi Dudę, spotkała się Małgorzata Kidawa-Błońska. Pytali ją nawet, czy ich agresywne okrzyki „było słychać”… A przecież kandydatka na prezydenta miała być tą milszą, sympatyczniejszą, bardziej koncyliacyjną twarzą Platformy. Tak ją postrzegali nawet przeciwnicy PO. Co się z nią stało? Uległa presji agresywnej kampanii?   
 - Pani Kidawa-Błońska skrupulatnie usuwa gumką myszką ten wstydliwy dziś dla niej fakt, że była kiedyś rzeczniczką rządu Donalda Tuska. Jak rozumiem, w propagandzie PO wszelkie odniesienia do byłego szefa mogą okazać się kłopotliwe. Być może dlatego tez Tusk wycofał się z kandydowania. Wracajac do byłej rzeczniczki jego gabinetu i jej ostatniego zachowania to zadecydowała o nim zimna kalkulacja. Uznala-może niesłusznie- ze nagonka na Prezydenta RP zwyczajnie jej się opłaca. Oczywiście pani Kidawa-Błońska z gracją rzecznika rządu Tuska może nawet zapewniać publicznie, że nie zgadza się z napastliwymi hasłami swoich zwolenników. To będzie jednak wyłącznie wersja oficjalna, dla mediów. Tak się bowiem składa, że nawet jeśli była oburzona zachowaniem protestujących-choć na taka zupełnie nie wyglądała - to z jakiegoś powodu nie zdążyła im o tym powiedzieć. Od 28 lat obserwuję kampanie prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Obie walczące ze sobą partie wydają olbrzymie pieniądze na czarne kampanie wymierzone w przeciwników. Jednak formalnie kandydaci na prezydenta obu formacji trzymają się od tego z daleka. Brudną robotę wykonują za nich firmy wynajmowane pośrednio przez sztaby. Kandydaci przynajmniej udają, że to nie są ich metody. Można powiedzieć, że ta amerykańska hipokryzja jest hołdem, składanym cnocie przez występek. Wolę kandydatów, którzy pozorują kampanie fair niż takich, którzy otwarcie i bez żenady stosują ciosy poniżej pasa. A takim właśnie ciosem jest namaszczenie przez byłą rzecznik Tuska hejterów, wyzywających jej oponenta od złodziei i grożących mu więzieniem.     
 A jak pan ocenia dotychczasową kampanię Małgorzaty Kidawy-Błońskiej? Czy to najlepszy możliwy kandydat PO na prezydenta?  
- Pani Kidawa-Błońska w tej roli jest sztywna, żeby nie powiedzieć drewniana. Widać wyraźnie, że to nie jest jej żywioł.  
 Dlaczego?  
 - Ona nie umie rozmawiać z ludźmi, z tłumem. Podobnie jak większość polityków PO, boi się ludzi. Jest typowym platformersem. Uwielbia gabinety, kuluary, partyjne konwencje i konferencje. W takich „okolicznościach przyrody” czuje się dobrze. Natomiast już każdy występ przed publicznością, złożoną nie tylko z jej najbliższych partyjnych kolegów, a już zwłaszcza na świeżym powietrzu, to dla niej taki stres jak udział w programie „Randka w ciemno” dla zwykłego telewidza. Pod tym względem jest absolutnym przeciwieństwem prezydenta Dudy. Spotkania ze zwykłymi ludźmi wręcz go nakręcają. Podczas wieców wyborczych Andrzej Duda wchodzi na najwyższe obroty. Małgorzata Kidawa-Błońska w podobnych sytuacjach marzy, aby już się one skończyły.       
Kandydata PO nie jest jednak sama na polu walki. Dopóki szefem partii był Grzegorz Schetyna, ciągle mówiło się o kryzysie przywództwa. Pan zapewne, podobnie jak wielu Pańskich kolegów z PiS, życzył sobie jego rządów jak najdłużej. Tymczasem szefem Platformy został Borys Budka – młody, energiczny, żywiołowy, lubiany. Czy ta nowa twarz wiele zmienia? Słowem: czy boi się pan Borysa Budki?  
- Ja się boję tylko Boga. A Borys Budka jest, hmm, pozbawiony boskich atrybutów. Owszem, twarz jest nowsza. To jednak niewiele zmienia. Nowa forma, ale stara treść. Nie wierzę, by Budka tchnął nowego ducha w obolałe ciało Platformy. Nawet gdyby chciał, to zawsze wyskoczy „Pani Gafa”, czyli Małgorzata Kidawa-Błońska i zepsuje wszelkie jego starania. Kandydatka PO na prezydenta weszła w buty Bronisława Komorowskiego.   
Może jednak Budka nad nią zapanuje?  
- Na pewno by chciał, ale ona jest mało sterowalna. Podobno nawet jeśli ustala treść swoich wystąpień ze sztabem wyborczym, to potem i tak robi swoje i wypada fatalnie. W grudniu politycy PO triumfalnie ogłosili, że mają świetnego kandydata na prezydenta, dzięki czemu teraz to już kampania ruszy z kopyta. Nic nawet nie drgnęło. PO straciła prawie dwa miesiące. Zamiast zwycięskiego marszu – strzały z kapiszona. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że „platformersi” są tą kampanią zawstydzeni.   
Zostawmy platformersów. Przejdźmy do innej „nowej twarzy”, tym razem – biorąc pod uwagę realny staż polityczny – zupełnie nowej. Szymon Hołownia zaczął kampanię od przeprosin za spot, w którym zdaniem wielu komentatorów zakpił z ofiar katastrofy smoleńskiej. Czy Pana te przeprosiny przekonały?  
- Nie. Kompletnie nieistotna jest odpowiedź na pytanie czy pan Hołownia i jego sztab to ludzie całkowicie bezrefleksyjni i pozbawieni wyobraźni, skoro nie wiedzieli, że produkują spot, podgrzewający wojnę polsko-polską, czy też może to cynicy, którzy zagrali antysmoleńską, znaczoną kartą. Jedno i drugie jak najgorzej świadczy o kandydacie. Nie łudziłem się, co prawda, że Szymon Hołownia przyniesie nową jakość. Wydawało mi się jednak, że zgodnie z szumnymi zapowiedziami przynajmniej spróbuje pokazać jakąś trzecią drogę poza wojna przysłowiowych Tutsi i Hutu, jak to opisują ludzie sceptyczni do obu największych formacji. On jednak bardzo wyraźnie wpisał się w wojnę polsko-polską po jednej ze stron.    
W tej wojnie polsko-polskiej Wasi przeciwnicy niezmiennie używają tej samej broni. Argumentują mianowicie, że rządy PiS doprowadzą do wyjścia z Unii. Tymczasem według sondażu, przeprowadzonego niedawno na zlecenie portalu dorzeczy.pl, aż 80,7 proc. respondentów uznało polexit za „raczej” lub „zdecydowanie nieprawdopodobny”. O czym mówią te wyniki?  
- Zwracam uwagę na fakt, że to lider PO Grzegorz Schetyna jako pierwszy zaproponował przeprowadzenie referendum w sprawie obecności Polski  w UE. Skądinąd referenda przeprowadzone ,a nie zapowiadane kosztowały fotele premierów Matteo Renziego we Włoszech i Davida Camerona w Wielkiej Brytanii. Każdy Polak wie, że nawet jeśli PiS będzie spierał się z Brukselą, finalnie i tak, biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną i zagrożenie ze strony Rosji, do wyjścia z Unii za nic nie doprowadzi. Kwestia bezpieczeństwa jest dla nas najważniejsza. Bez wątpienia ważniejsza niż różnice zdań ,nawet głębokie  z UE. Być może narażę się wielu partyjnym kolegom, ale wcale się nie cieszę z tego, że aż 80 proc. Polaków popiera obecność Rzeczpospolitej w Unii. Gdyby nasze społeczeństwo było mniej euroentuzjastyczne, mielibyśmy lepszą pozycję negocjacyjną w rokowaniach z Bruksela. Gdyby Polacy byli naprawdę wkurzeni na Unię, to Bruksela bardziej by się z nami liczyła. Widać to na przykładzie Estonii, która uzyskała najlepsze warunki akcesji do UE w 2004 roku spośród wszystkich 10 państw ,które wtedy weszły właśnie dlatego, że aż dwie trzecie obywateli nie popierało wejścia swojego kraju do Unii.   
Pretekstem do dyskusji o polexicie jest spór polskiego rządu z instytucjami UE o reformę sądownictwa. Co i rusz pojawiają się głosy o powiązaniu funduszy unijnych z praworządnością. Według doniesień medialnych grożą nam bardzo wysokie kary, jeśli PiS nie „wygasi” Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego…  
 - To nie jest spór pomiędzy Polską a UE. To jest spór pomiędzy poszczególnymi instytucjami unijnymi. Komisja Europejska opowiada się za tym, żeby odbierać fundusze unijne z powodu negatywnej oceny stanu praworządności w państwach członkowskich . Zupełnie innego zdania w tej sprawie jest Europejski Trybunał Obrachunkowy, słusznie argumentując, że kryteria tej oceny przez KE są zbyt subiektywne, a przez to niesprawiedliwe. Bardzo krytyczne wobec pomysłu Komisji  są tez Służby Prawne Rady Europejskiej.   
 Nawet jeśli tak jest, to KE w tym sporze wydaje się silniejsza. Jaką więc cenę przyjdzie nam płacić za reformę sądownictwa?   
- Celem nacisków Brukseli na rząd absolutnie nie jest obrona praworządności w Polsce. To tylko wygodny pretekst. Podobnie jak w swoim czasie pretekstem była sprawa Trybunału Konstytucyjnego czy wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej. Gdy podobnych praktyk dopuszczano się w innych krajach UE – problemu nie dostrzegano. Celem tych działań Unii jest - choć głośno nikt tego nie powie - ograniczenie konkurencyjności Polski. Nasi konkurenci chcą doprowadzić do sytuacji, w której Warszawa, zamiast walczyć o większe wpływy z budżetu UE na lata 2021-2027, będzie zajmować się tłumaczeniem, że nie jest wielbłądem. Ataki Brukseli to tylko kije - samobije, które mają ograniczyć wzrost znaczenia politycznego i gospodarczego Polski.     
 Ale PiS już wiele razy musiał wycofywać się z różnych kontrowersyjnych ustaw pod naciskiem Brukseli. Skąd pewność, że teraz będzie inaczej?   
- Bardzo uważnie analizowaliśmy metodę Victora Orbana, który ogłaszał odważne projekty ustaw, wiedząc, że UE będzie domagała się ich korekty. Z góry zakładał, że będzie musiał poświęcić część swoich legislacyjnych planów, aby przeszła inna ich część - ta zasadnicza. Z uśmiechem chciałbym zauważyć, że to była bardzo skuteczna metoda…  
Wróćmy na koniec do wyborów prezydenckich. Jaka jest ich stawka?  
- Toczy się walka o to, czy Polska będzie podmiotem polityki międzynarodowej czy raczej, jakby chcieli nasi zewnętrzni konkurenci – klientem Berlina i Brukseli. Wygrana obozu patriotycznego może spowodować zmianę układu sił w Senacie. Przegrana zaś może spowodować próbę zmiany większości sejmowej poprzez wyciągnięcie z naszej koalicji -choć nie z PiS- posłów, rozczarowanych porażka. A to już grozi przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi. Walka w tych wyborach toczy się więc nie tylko o to, czy Andrzej Duda pozostanie bardzo dobrym prezydentem RP , ale również o to, czy dalej rządzić będzie obóz niepodległościowy - Obóz Zjednoczonej Prawicy. 
 

 

POLECANE
Karol Nawrocki przybył do Wielkiej Brytanii. Spotka się m.in z premierem Keirem Starmerem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki przybył do Wielkiej Brytanii. Spotka się m.in z premierem Keirem Starmerem

Prezydent Karol Nawrocki w poniedziałek przybył z wizytą roboczą do Wielkiej Brytanii, gdzie we wtorek po południu w Londynie spotka się z premierem Keirem Starmerem. Głównym tematem rozmów liderów będzie bezpieczeństwo i współpraca gospodarcza.

W Polsce 2050 wrze. Kobosko miał zostać oskarżony przez Hołownię o zdradę z ostatniej chwili
W Polsce 2050 wrze. Kobosko miał zostać oskarżony przez Hołownię o zdradę

Napięcia w Polsce 2050 osiągnęły punkt krytyczny. Według "Gazety Wyborczej", w trakcie zamkniętego spotkania partyjnego Szymon Hołownia miał oskarżyć europosła Michał Kobosko o zdradę. Wszystko z powodu jego niedawnego spotkania z premierem Donaldem Tuskiem.

Zasadnicze pytanie do ministra Sikorskiego: czy Pan wie co Pan robi? tylko u nas
Zasadnicze pytanie do ministra Sikorskiego: czy Pan wie co Pan robi?

Wypowiedzi ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego dotyczące stanowiska USA wobec Grenlandii wywołały dyskusję na temat roli Polski w debacie o bezpieczeństwie Arktyki. Sprawa dotyczy relacji transatlantyckich, znaczenia Grenlandii dla NATO oraz szerszej rywalizacji geopolitycznej w regionie.

Jarosław Kaczyński: Przed wyborami trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński: Przed wyborami trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny

Trzeba zjednoczyć obóz patriotyczny, który powinien dzisiaj w Polsce wygrać wybory bez specjalnego trudu - ocenił prezes PiS Jarosław Kaczyński na spotkaniu w mieszkańcami w Węgrowie. Dodał, że na wybory parlamentarne w 2027 r. PiS musi przygotować program dla całej patriotycznej Polski.

#CoPoTusku. Mamy dwa lata na odzyskanie cyfrowej niepodległości tylko u nas
#CoPoTusku. Mamy dwa lata na odzyskanie cyfrowej niepodległości

Jakiś czas temu siedziałem na spotkaniu z zespołem programistów omawiając postępy prac w projekcie. W pewnym momencie zapytałem: "Jak zamierzacie wdrożyć środowisko developerskie?"

Polacy coraz bardziej sceptyczni wobec imigracji. Badanie nie pozostawia wątpliwości z ostatniej chwili
Polacy coraz bardziej sceptyczni wobec imigracji. Badanie nie pozostawia wątpliwości

Zdecydowana większość Polaków opowiada się za zmniejszeniem liczby imigrantów przyjmowanych spoza Unii Europejskiej. Takie wnioski płyną z najnowszego badania United Surveys by IBRiS dla Wirtualnej Polski.

To nieakceptowalne. Żurek wściekły po decyzji węgierskiego rządu z ostatniej chwili
"To nieakceptowalne". Żurek wściekły po decyzji węgierskiego rządu

Minister sprawiedliwości, Prokurator Generalny Waldemar Żurek ocenił, że postawa Węgier ws. b. szefa MS Zbigniewa Ziobry jest "nieakceptowalna".

Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata” z ostatniej chwili
Süddeutsche Zeitung: „Na uratowanie UE zostało niespełna dwa lata”

Unia Europejska może nie przetrwać w obecnym kształcie – ostrzega niemiecki dziennik Süddeutsche Zeitung. Według autora felietonu red. Josefa Kelnbergera kluczowe będą najbliższe dwa lata, a szczególnie wybory we Francji i w Polsce w 2027 roku. Jeśli wygra w nich prawica, liberalny projekt UE może się rozpaść.

Belgijscy rolnicy nie ustają w protestach przeciw Mercosur. Blokady na lotnisku w Ostendzie z ostatniej chwili
Belgijscy rolnicy nie ustają w protestach przeciw Mercosur. Blokady na lotnisku w Ostendzie

Belgijscy rolnicy od poniedziałku rano protestują na lotnisku w Ostendzie przeciwko umowie handlowej UE z blokiem Mercosur. Około 60 traktorów stoi przed budynkiem portu. Rolnicy blokują wjazd oraz wyjazd ciężarówek na lotnisko, z którego transportowane jest cargo - podała agencja Belga.

Polska jako champion wzrostu. Prestiżowy dziennik z Hongkongu o nowym kierunku ekspansji z ostatniej chwili
Polska jako champion wzrostu. Prestiżowy dziennik z Hongkongu o nowym kierunku ekspansji

Polska należy dziś do najszybciej rozwijających się gospodarek świata, puka do bram G20 i coraz śmielej patrzy poza Europę. Jak opisuje w okładkowej publikacji „The Standard” – największy anglojęzyczny dziennik w Hongkongu – kluczową rolę w tej strategii może odegrać Hongkong jako brama do Azji i Chin dla polskich przedsiębiorstw.

REKLAMA

Kidawa-Błońska weszła w buty Komorowskiego

Polecam Państwu lekturę mojego wywiadu, udzielonego tygodnikowi „Do Rzeczy”. Rozmowę przeprowadził Maciej Pieczyński

"Marionetka!”, „Będziesz siedział!”, „Przestań kraść!”, „Duda, ty ch…!”. Takie hasła wykrzykiwali demonstranci, zakłócający wystąpienie Andrzeja Dudy w Pucku, podczas setnej rocznicy zaślubin Polski z morzem. Czy tak właśnie będzie wyglądać ta prezydencka kampania?  
- Opozycja wzywa do usunięcia podziałów, a sama nakręca spiralę nienawiści. Problemem nie są same demonstracje opozycji, bo to normalne w demokratycznym państwie. Problemem są wulgarne ataki na Głowę Państwa czy oskarżanie prezydenta, znanego z uczciwości o to, że jest złodziejem. Zwolennicy głównej partii opozycyjnej schodzą do poziomu kreta na Żuławach - skądinąd to akurat blisko Pucka. Niestety, przyklaskują temu działacze Platformy oraz jej koalicjantów. Incydent w Pucku to przykład totalnego schamienia w polskiej polityce.  
W podobny sposób był atakowany pięć lat temu Bronisław Komorowski.  
- To prawda. Ale wtedy potępił to jego główny konkurent czyli Andrzej Duda. Teraz główna konkurentka atakowanego prezydenta dziękuje tym,którzy go atakowali. Przeciwnicy polityczni przerywali wiece Komorowskiego -fakt.To się jednak zdarza w demokracji, nie tylko zresztą w Polsce. Zakłócano wystąpienia Angeli Merkel czy Emmanuela Macrona. Trudno mieć o to pretensje. Czym innym jest jednak przerywanie przemówień, a czym innym rzucanie fałszywych oskarżeń i grożenie więzieniem, jak teraz wobec Głowy Państwa. Tego wcześniej nie było. PO udowadniał , że głoszona przez nią niegdyś  „polityka miłości” to było hasło z gruntu fałszywe,tak jak teraz to „zasypywanie podziałów” to tez oszustwo. Mamy do czynienia z podobnym odwróceniem pojęć jak w „Roku 1984”. Jak pamiętamy, u George`a Orwella ministerstwo pokoju tak naprawdę zajmowało się prowadzeniem wojen. Podobnie, gdy politycy Platformy Obywatelskiej mówią o miłości, to oczywisty znak, że tak naprawdę będą nam serwować nienawiść.   
 Z demonstrantami, atakującymi Dudę, spotkała się Małgorzata Kidawa-Błońska. Pytali ją nawet, czy ich agresywne okrzyki „było słychać”… A przecież kandydatka na prezydenta miała być tą milszą, sympatyczniejszą, bardziej koncyliacyjną twarzą Platformy. Tak ją postrzegali nawet przeciwnicy PO. Co się z nią stało? Uległa presji agresywnej kampanii?   
 - Pani Kidawa-Błońska skrupulatnie usuwa gumką myszką ten wstydliwy dziś dla niej fakt, że była kiedyś rzeczniczką rządu Donalda Tuska. Jak rozumiem, w propagandzie PO wszelkie odniesienia do byłego szefa mogą okazać się kłopotliwe. Być może dlatego tez Tusk wycofał się z kandydowania. Wracajac do byłej rzeczniczki jego gabinetu i jej ostatniego zachowania to zadecydowała o nim zimna kalkulacja. Uznala-może niesłusznie- ze nagonka na Prezydenta RP zwyczajnie jej się opłaca. Oczywiście pani Kidawa-Błońska z gracją rzecznika rządu Tuska może nawet zapewniać publicznie, że nie zgadza się z napastliwymi hasłami swoich zwolenników. To będzie jednak wyłącznie wersja oficjalna, dla mediów. Tak się bowiem składa, że nawet jeśli była oburzona zachowaniem protestujących-choć na taka zupełnie nie wyglądała - to z jakiegoś powodu nie zdążyła im o tym powiedzieć. Od 28 lat obserwuję kampanie prezydenckie w Stanach Zjednoczonych. Obie walczące ze sobą partie wydają olbrzymie pieniądze na czarne kampanie wymierzone w przeciwników. Jednak formalnie kandydaci na prezydenta obu formacji trzymają się od tego z daleka. Brudną robotę wykonują za nich firmy wynajmowane pośrednio przez sztaby. Kandydaci przynajmniej udają, że to nie są ich metody. Można powiedzieć, że ta amerykańska hipokryzja jest hołdem, składanym cnocie przez występek. Wolę kandydatów, którzy pozorują kampanie fair niż takich, którzy otwarcie i bez żenady stosują ciosy poniżej pasa. A takim właśnie ciosem jest namaszczenie przez byłą rzecznik Tuska hejterów, wyzywających jej oponenta od złodziei i grożących mu więzieniem.     
 A jak pan ocenia dotychczasową kampanię Małgorzaty Kidawy-Błońskiej? Czy to najlepszy możliwy kandydat PO na prezydenta?  
- Pani Kidawa-Błońska w tej roli jest sztywna, żeby nie powiedzieć drewniana. Widać wyraźnie, że to nie jest jej żywioł.  
 Dlaczego?  
 - Ona nie umie rozmawiać z ludźmi, z tłumem. Podobnie jak większość polityków PO, boi się ludzi. Jest typowym platformersem. Uwielbia gabinety, kuluary, partyjne konwencje i konferencje. W takich „okolicznościach przyrody” czuje się dobrze. Natomiast już każdy występ przed publicznością, złożoną nie tylko z jej najbliższych partyjnych kolegów, a już zwłaszcza na świeżym powietrzu, to dla niej taki stres jak udział w programie „Randka w ciemno” dla zwykłego telewidza. Pod tym względem jest absolutnym przeciwieństwem prezydenta Dudy. Spotkania ze zwykłymi ludźmi wręcz go nakręcają. Podczas wieców wyborczych Andrzej Duda wchodzi na najwyższe obroty. Małgorzata Kidawa-Błońska w podobnych sytuacjach marzy, aby już się one skończyły.       
Kandydata PO nie jest jednak sama na polu walki. Dopóki szefem partii był Grzegorz Schetyna, ciągle mówiło się o kryzysie przywództwa. Pan zapewne, podobnie jak wielu Pańskich kolegów z PiS, życzył sobie jego rządów jak najdłużej. Tymczasem szefem Platformy został Borys Budka – młody, energiczny, żywiołowy, lubiany. Czy ta nowa twarz wiele zmienia? Słowem: czy boi się pan Borysa Budki?  
- Ja się boję tylko Boga. A Borys Budka jest, hmm, pozbawiony boskich atrybutów. Owszem, twarz jest nowsza. To jednak niewiele zmienia. Nowa forma, ale stara treść. Nie wierzę, by Budka tchnął nowego ducha w obolałe ciało Platformy. Nawet gdyby chciał, to zawsze wyskoczy „Pani Gafa”, czyli Małgorzata Kidawa-Błońska i zepsuje wszelkie jego starania. Kandydatka PO na prezydenta weszła w buty Bronisława Komorowskiego.   
Może jednak Budka nad nią zapanuje?  
- Na pewno by chciał, ale ona jest mało sterowalna. Podobno nawet jeśli ustala treść swoich wystąpień ze sztabem wyborczym, to potem i tak robi swoje i wypada fatalnie. W grudniu politycy PO triumfalnie ogłosili, że mają świetnego kandydata na prezydenta, dzięki czemu teraz to już kampania ruszy z kopyta. Nic nawet nie drgnęło. PO straciła prawie dwa miesiące. Zamiast zwycięskiego marszu – strzały z kapiszona. Szczerze mówiąc mam wrażenie, że „platformersi” są tą kampanią zawstydzeni.   
Zostawmy platformersów. Przejdźmy do innej „nowej twarzy”, tym razem – biorąc pod uwagę realny staż polityczny – zupełnie nowej. Szymon Hołownia zaczął kampanię od przeprosin za spot, w którym zdaniem wielu komentatorów zakpił z ofiar katastrofy smoleńskiej. Czy Pana te przeprosiny przekonały?  
- Nie. Kompletnie nieistotna jest odpowiedź na pytanie czy pan Hołownia i jego sztab to ludzie całkowicie bezrefleksyjni i pozbawieni wyobraźni, skoro nie wiedzieli, że produkują spot, podgrzewający wojnę polsko-polską, czy też może to cynicy, którzy zagrali antysmoleńską, znaczoną kartą. Jedno i drugie jak najgorzej świadczy o kandydacie. Nie łudziłem się, co prawda, że Szymon Hołownia przyniesie nową jakość. Wydawało mi się jednak, że zgodnie z szumnymi zapowiedziami przynajmniej spróbuje pokazać jakąś trzecią drogę poza wojna przysłowiowych Tutsi i Hutu, jak to opisują ludzie sceptyczni do obu największych formacji. On jednak bardzo wyraźnie wpisał się w wojnę polsko-polską po jednej ze stron.    
W tej wojnie polsko-polskiej Wasi przeciwnicy niezmiennie używają tej samej broni. Argumentują mianowicie, że rządy PiS doprowadzą do wyjścia z Unii. Tymczasem według sondażu, przeprowadzonego niedawno na zlecenie portalu dorzeczy.pl, aż 80,7 proc. respondentów uznało polexit za „raczej” lub „zdecydowanie nieprawdopodobny”. O czym mówią te wyniki?  
- Zwracam uwagę na fakt, że to lider PO Grzegorz Schetyna jako pierwszy zaproponował przeprowadzenie referendum w sprawie obecności Polski  w UE. Skądinąd referenda przeprowadzone ,a nie zapowiadane kosztowały fotele premierów Matteo Renziego we Włoszech i Davida Camerona w Wielkiej Brytanii. Każdy Polak wie, że nawet jeśli PiS będzie spierał się z Brukselą, finalnie i tak, biorąc pod uwagę sytuację geopolityczną i zagrożenie ze strony Rosji, do wyjścia z Unii za nic nie doprowadzi. Kwestia bezpieczeństwa jest dla nas najważniejsza. Bez wątpienia ważniejsza niż różnice zdań ,nawet głębokie  z UE. Być może narażę się wielu partyjnym kolegom, ale wcale się nie cieszę z tego, że aż 80 proc. Polaków popiera obecność Rzeczpospolitej w Unii. Gdyby nasze społeczeństwo było mniej euroentuzjastyczne, mielibyśmy lepszą pozycję negocjacyjną w rokowaniach z Bruksela. Gdyby Polacy byli naprawdę wkurzeni na Unię, to Bruksela bardziej by się z nami liczyła. Widać to na przykładzie Estonii, która uzyskała najlepsze warunki akcesji do UE w 2004 roku spośród wszystkich 10 państw ,które wtedy weszły właśnie dlatego, że aż dwie trzecie obywateli nie popierało wejścia swojego kraju do Unii.   
Pretekstem do dyskusji o polexicie jest spór polskiego rządu z instytucjami UE o reformę sądownictwa. Co i rusz pojawiają się głosy o powiązaniu funduszy unijnych z praworządnością. Według doniesień medialnych grożą nam bardzo wysokie kary, jeśli PiS nie „wygasi” Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego…  
 - To nie jest spór pomiędzy Polską a UE. To jest spór pomiędzy poszczególnymi instytucjami unijnymi. Komisja Europejska opowiada się za tym, żeby odbierać fundusze unijne z powodu negatywnej oceny stanu praworządności w państwach członkowskich . Zupełnie innego zdania w tej sprawie jest Europejski Trybunał Obrachunkowy, słusznie argumentując, że kryteria tej oceny przez KE są zbyt subiektywne, a przez to niesprawiedliwe. Bardzo krytyczne wobec pomysłu Komisji  są tez Służby Prawne Rady Europejskiej.   
 Nawet jeśli tak jest, to KE w tym sporze wydaje się silniejsza. Jaką więc cenę przyjdzie nam płacić za reformę sądownictwa?   
- Celem nacisków Brukseli na rząd absolutnie nie jest obrona praworządności w Polsce. To tylko wygodny pretekst. Podobnie jak w swoim czasie pretekstem była sprawa Trybunału Konstytucyjnego czy wycinka drzew w Puszczy Białowieskiej. Gdy podobnych praktyk dopuszczano się w innych krajach UE – problemu nie dostrzegano. Celem tych działań Unii jest - choć głośno nikt tego nie powie - ograniczenie konkurencyjności Polski. Nasi konkurenci chcą doprowadzić do sytuacji, w której Warszawa, zamiast walczyć o większe wpływy z budżetu UE na lata 2021-2027, będzie zajmować się tłumaczeniem, że nie jest wielbłądem. Ataki Brukseli to tylko kije - samobije, które mają ograniczyć wzrost znaczenia politycznego i gospodarczego Polski.     
 Ale PiS już wiele razy musiał wycofywać się z różnych kontrowersyjnych ustaw pod naciskiem Brukseli. Skąd pewność, że teraz będzie inaczej?   
- Bardzo uważnie analizowaliśmy metodę Victora Orbana, który ogłaszał odważne projekty ustaw, wiedząc, że UE będzie domagała się ich korekty. Z góry zakładał, że będzie musiał poświęcić część swoich legislacyjnych planów, aby przeszła inna ich część - ta zasadnicza. Z uśmiechem chciałbym zauważyć, że to była bardzo skuteczna metoda…  
Wróćmy na koniec do wyborów prezydenckich. Jaka jest ich stawka?  
- Toczy się walka o to, czy Polska będzie podmiotem polityki międzynarodowej czy raczej, jakby chcieli nasi zewnętrzni konkurenci – klientem Berlina i Brukseli. Wygrana obozu patriotycznego może spowodować zmianę układu sił w Senacie. Przegrana zaś może spowodować próbę zmiany większości sejmowej poprzez wyciągnięcie z naszej koalicji -choć nie z PiS- posłów, rozczarowanych porażka. A to już grozi przyspieszonymi wyborami parlamentarnymi. Walka w tych wyborach toczy się więc nie tylko o to, czy Andrzej Duda pozostanie bardzo dobrym prezydentem RP , ale również o to, czy dalej rządzić będzie obóz niepodległościowy - Obóz Zjednoczonej Prawicy. 
 


 

Polecane