[Wywiad] O. prof. Hans Zollner SJ: Konsekwencje wyciągano tylko wobec osób świeckich, a nie wobec księży. To jest bardzo szokujące

Dyrektor Instytutu Antropologii i Badań Międzydyscyplinarnych nt. Godności Ludzkiej i Troski o Człowieka oraz dyrektor Centrum Ochrony Dziecka na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie szeroko komentuje niedawno opublikowany raport o nadużyciach seksualnych w archidiecezji Monachium i Fryzyngi. „Niepokojące jest to, że żaden z arcybiskupów Monachium i Fryzyngi nie zastosował się do tego, co przewiduje prawo kanoniczne i w wielu przypadkach prawo państwowe. Niezależnie od kwestii stosowania prawa kanonicznego, zawsze broniono w szczególny sposób księży. Nie słuchano ofiar” - mówi o. Hans Zollner SJ w rozmowie z KAI.
o. prof. Hans Zollner SJ
o. prof. Hans Zollner SJ / wikipedia/CC BY-SA 4.0/ Crackdownonfakenews

 

Jaki obraz wyłania się według Księdza z raportu z Monachium? Zaskoczenie?

O. Hans Zollner SJ: Zawsze jest szok, jak się czyta o ludziach wykorzystanych seksualnie w Kościele czy to przez duchownych czy przez osoby świeckie. Za liczbami, o których napisano, kryją się osoby, życie. Bardzo często ofiary cierpią przez całe życie. Tam jest zawsze ludzki dramat, dramat psychologiczny i duchowy. Często zapominamy, że te osoby są zranione w ich relacji z Bogiem. Wiedzieliśmy trochę o rozmiarach tej sytuacji. To już drugi raport na temat wykorzystania seksualnego w archidiecezji monachijskiej. Znaliśmy liczbę sprawców. To co szokuje, to, że żaden z arcybiskupów Monachium od 1945 roku aż do dzisiaj, chociaż w różnym stopniu, nie zrobił tego, co w każdym przypadku powinien był zrobić. To wskazuje na coś bardzo poważnego w zarządzaniu diecezją. Wszyscy popełnili błędy, dopuścili się poważnych zaniedbań. To naprawdę szokujące.

Jakie konsekwencje może mieć obecność w tym raporcie papieża Ratzingera?

- To dotyczy okresu jego posługi jako arcybiskupa Monachium i Fryzyngi, która trwała pięć lat. Od 1977 do 1982 roku. Przypisuje mu się cztery przypadki złego zarządzania. Nie zrobił tego, co powinien był zrobić wówczas. Na przykład wobec dwóch księży, którzy jeszcze przed przyjściem kard. Josepha Ratzingera do Monachium zostali skazani przez sądy powszechne nie podjęto żadnych sankcji kościelnych. Ponadto, do diecezji monachijskiej został przyjęty ksiądz z innej niemieckiej diecezji, gdzie wykorzystywał seksualnie małoletnich. W diecezji monachijskiej pełnił posługę przez 17 lat w trzech parafiach i tam też wykorzystał seksualnie dziesiątki nieletnich. Pojawia się pytanie: co ówczesny arcybiskup, kardynał Ratzinger, wiedział o powodach przeniesienia tego księdza, oprócz tego, że miał się leczyć i potrzebował mieszkania i o niebezpieczeństwie jakie on niósł ze sobą. Tak jak to mogliśmy przeczytać w poniedziałkowej deklaracji papieża-seniora, był on obecny, jako ówczesny biskup na zebraniu rady administracyjnej diecezji, w czasie którego dyskutowano o przyjęciu tego księdza. Jest mi bardzo przykro, że na 82 stronach odpowiedzi na pytania adwokatów wiele razy odpowiadając napisał, że nie był obecny na tym zebraniu. Powinien był przyznać się do pomyłki i potwierdzić, że był tam obecny. To rzuca złe światło na jego działanie. Jest mi przykro, że tym epizodem, dodałbym też, że i poprzez bardzo złą komunikację, czy to przy odpowiedzi na pytania adwokatów, czy to przy okazji publikacji wyjaśnienia, ludzie myślą, że jego odpowiedzialność jest dużo większa od tego, do czego się przyznał.

Niedawna publikacja wyjaśnień papieża-seniora pokazuje, że zauważył on swój błąd?

- Papież Ratzinger przyznał, że to co jest wielokrotnie napisane w jego odpowiedzi adwokatom nie jest prawdą. Poza tym nie ma żadnej zmiany stanowiska. Jest tylko zapowiedź bardziej szczegółowej wypowiedzi. Poczekajmy. Papież uważa to za błąd redakcyjny, chociaż trudno się z tym zgodzić, bo pojawia się w wielu miejscach w odpowiedzi, że nie był obecny. Myślę, że lepiej byłoby dla niego i dla całego Kościoła, gdyby uznał swoją współodpowiedzialność. Jak duża byłaby ona tego nie wiemy. I pewnie nigdy się o tym nie dowiemy, jak była prowadzona sprawa tego księdza. Oczekuje się, że w jakiś konkretny sposób wyrazi swoje przeprosiny ofiarom i osobom zaangażowanym w tę sprawę.

Ale to właśnie dzięki papieżowi Benedyktowi XVI nastąpił przełom w walce z pedofilią w Kościele?

- Zawsze uważałem, że dzięki kard. Ratzingerowi jako prefektowi Kongregacji Nauki Wiary zrobiliśmy ogromny krok do przodu. Na przykład, że na promotora sprawiedliwości powołał wówczas ks. Charlesa Sciclunę. To funkcja sędziego śledczego dla całego Kościoła. W 2001 roku wprowadził nowe przepisy, normy dotyczące najcięższych przestępstw, m. in. przestępstw wykorzystywania seksualnego, dołączone do motu proprio Sacramentorum sanctitatis tutela. To było jeszcze podczas pontyfikatu Jana Pawła II. 

W przypadku założyciela Legionistów Chrystusa, ks. Marcial Maciel Degollado, kard. Ratzinger był przekonany do tego, że należało go odsunąć. Zrobił to kiedy został papieżem. Zresztą, jak mówili sami adwokaci, nie wszystkie błędy niewłaściwego zarządzania przypadkami wykorzystywania seksualnego w czasie, kiedy kard. Ratzinger był arcybiskupem Monachium i Fryzyngi, należy przypisywać jemu. Trzeba pamiętać, że on jest jednym z najważniejszych żyjących teologów i praca na polu teologii najbardziej go zajmowała. Niestety ten smutny epizod rzuca złe światło na całą jego działalność pomimo, że to nie dotyczy całego okresu jego kapłańskiej i biskupiej posługi. 

Dzisiejszymi oczami spoglądamy na przypadki wykorzystywania sprzed dziesięcioleci. Czy można w taki sposób interpretować historię? Historycy zwracają uwagę, że nie można oceniać wydarzeń współczesną mentalnością. Ale tu mamy do czynienia z dramatami ludzi. Jak na to patrzeć?

- To ważne pytanie. Ja też uważam, że nie możemy zastosować wszystkich naszych teraźniejszych wrażliwości, motywacji, przekonań dotyczących motywów działania do rozumienia przeszłości. Dotyczy to nie tylko Kościoła, ale też wielu innych obszarów. Istnieją jednak granice tych rozważań. Osoba ludzka musi być szanowana i chroniona w jej godności w każdym momencie historii. Jedną z rzeczy, których nie rozumiem w dokumencie, który podpisał Benedykt XVI, którego oczywiście nie napisał on sam w całości, są wyrażenia, które stoją w sprzeczności z jego własną wizją teologiczną od zawsze. Na przykład odnosi się do “ducha czasów” lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. W tamtym czasie inaczej odnoszono się do przypadków wykorzystania seksualnego. I właśnie papież-senior zawsze podkreślał, że istnieją wartości moralne niezależne od czasu. Tu pojawiają się sprzeczności z myślą teologiczną Josepha Ratzingera. Dla mnie jeszcze bardziej niesamowite jest to, że w odpowiedzi napisał, że ksiądz, który popełnia wykorzystanie, jeśli nie jest ubrany jak ksiądz i popełnia wykorzystanie seksualne prywatnie, to biskup nie jest za to odpowiedzialny. To jest naprawdę niesamowite, bo jaki ksiądz był ubrany w strój kapłański kiedy wykorzystywał kogoś seksualnie? Dosłownie. Po drugie: czy mamy jakąś formę kapłaństwa, którą można odstawić zdejmując sutannę? To jest zupełnie przeciwko rozumieniu sakramentu kapłaństwa. Nie mogę uwierzyć, żeby coś takiego zostało wymyślone i napisane osobiście przez papieża Ratzingera.

Co niepokojącego wyłania się według Księdza z tego raportu?

- Niepokojące jest to, że żaden z arcybiskupów Monachium i Fryzyngi nie zastosował się do tego, co przewiduje prawo kanoniczne i w wielu przypadkach prawo państwowe. Niezależnie od kwestii stosowania prawa kanonicznego, zawsze broniono w szczególny sposób księży. Nie słuchano ofiar. W tym samym czasie, jeśli pojawiały się podobne oskarżenia wobec osób świeckich podejmowano zdecydowane środki. Odsuwano ich i wyciągano konsekwencje. Wobec księży nie postępowano w taki sposób. Jedno kryterium stosowano wobec kapłanów inne kryterium stosowano wobec osób świeckich. Surowe podejście do przypadków wykorzystywania dokonanych przez osoby świeckie świadczy, że była świadomość, iż wykorzystanie to akt kryminalny. Konsekwencje takich czynów wyciągano tylko wobec osób świeckich, a nie wobec księży. To jest bardzo szokujące.

W myśl zasady, że trzeba ratować wizerunek Kościoła…

- Smuci mnie fakt, że fasada Kościoła jest ważniejsza niż cierpienie ofiary. To jest nie do obronienia wobec Ewangelii. Wizja jakiegoś niepokalanego Kościoła jest ważniejsza niż przyznanie się w pokorze, że jesteśmy wszyscy grzesznikami w Kościele. To byłoby bardzo wyzwalające. Oczywiście, w jakim Kościele? Nie możemy żyć w jakimś abstrakcyjnym i idealnym bycie. Myślę, że bronimy jakiegoś wizerunku Kościoła, nie zdając sobie sprawy do końca z tego, czego bronimy. Bardziej bronimy Kościoła czy powierzonego mu przesłania? I wreszcie, musimy zrozumieć, że jeśli bronimy czegoś, co jest nie do obrony, wywołujemy jeszcze większy skandal. Chowanie, kamuflowanie, milczenie nie będzie już funkcjonowało, jak to widzimy rok po roku, raport po raporcie, kraj po kraju. Zmowa milczenia może funkcjonować przez jakiś okres czasu, ale wcześniej czy później wszystko wyjdzie na jaw. Lepiej się otworzyć i odważnie przyznać do tego, co się wydarzyło. Byłoby lepiej gdyby zrobiły to osoby, które jeszcze są u władzy. Łatwiej jest to wybaczyć niż ciągłe nie przyznawanie się do tego, co zostało popełnione.

Czy podobny raport należałoby przygotować w Kościele włoskim? Na sesji plenarnej episkopatu Włoch na jesieni biskupi nie podjęli takiej decyzji.

- Albo biskupi rozpoczną proces weryfikacji poprowadzony przez niezależną komisję, albo zostaną do tego zmuszeni. Widzieliśmy próbę czegoś takiego we włoskim parlamencie przed Bożym Narodzeniem. Politycy chcieli zainicjować taki proces. Także i ofiary domagają się działania. Na 15. lutego różne organizacje ogłosiły we Włoszech dzień poświęcony ofiarom wykorzystania seksualnego. Wyborem biskupów nie jest, czy robimy to czy nie, ale jeśli nie zrobimy tego sami to inni nas do tego przymuszą. Kilka dni temu zauważyłem, że kard. Augusto Paolo Lojudice, arcybiskup Sieny, mówił o konieczności rozpoczęcia badań w sprawie ofiar wykorzystywania.

Rozmawiał Piotr Dziubak.

 


 

POLECANE
Karol Nawrocki poleci do USA. Będzie gościem specjalnym z ostatniej chwili
Karol Nawrocki poleci do USA. Będzie gościem specjalnym

Prezydent Karol Nawrocki w piątek wylatuje do USA. Na zaproszenie organizacji CPAC będzie gościem specjalnym konferencji amerykańskich konserwatystów. Wygłosi tam przemówienie na temat stanu relacji polsko-amerykańskich – poinformował w sobotę prezydencki minister Marcin Przydacz. Według informacji podanych przez Polsat News, polski prezydent spotka się także z Donaldem Trumpem.

Polska 2050 zmienia nazwę. Już dziś nowe otwarcie z ostatniej chwili
Polska 2050 zmienia nazwę. Już dziś nowe otwarcie

Polska 2050 szykuje polityczne nowe otwarcie. Podczas sobotniego zjazdu partia ma podjąć decyzję o zmianie nazwy, a jej politycy zapowiadają "duże niespodzianki".

USA i Izrael zaatakowały kompleks nuklearny w Iranie z ostatniej chwili
USA i Izrael zaatakowały kompleks nuklearny w Iranie

Stany Zjednoczone i Izrael zaatakowały w sobotę rano kompleks nuklearny w Natanz w środkowym Iranie – poinformowała agencja prasowa Tasnim, publikując oświadczenie Irańskiej Organizacji Energii Atomowej.

Tadeusz Płużański: ​​​​​​​„Kotwicą” w okupanta z ostatniej chwili
Tadeusz Płużański: ​​​​​​​„Kotwicą” w okupanta

20 marca 1942 r. na murach okupowanej Warszawy po raz pierwszy pojawił się znak Polski Walczącej – kotwica. Umieścił go harcmistrz Maciej Aleksy Dawidowski, ps. „Alek”. Autorką „kotwicy” była Anna Smoleńska.

Potężny wzrost cen paliw w hurcie. Co zrobi rząd? z ostatniej chwili
Potężny wzrost cen paliw w hurcie. Co zrobi rząd?

W sobotę cena oleju napędowego ekodiesel w hurcie wyniosła już ponad 7,2 zł za litr. – Ja nie będę udawał, że mam wpływ na ceny ropy na świecie – mówił w piątek wieczorem premier Donald Tusk.

Operacja lądowa w Iranie? Pentagon prowadzi przygotowania z ostatniej chwili
Operacja lądowa w Iranie? Pentagon prowadzi przygotowania

Pentagon prowadzi szczegółowe przygotowania do ewentualnej operacji sił lądowych USA w Iranie – podała w piątek stacja CBS News, powołując się na anonimowe źródła. Omawiano m.in., dokąd skierować zatrzymanych irańskich żołnierzy.

Tusk zarzekał się w TVN24, że porodówka w Lesku nie jest zamknięta. Tymczasem nie działa od 1 stycznia z ostatniej chwili
Tusk zarzekał się w TVN24, że porodówka w Lesku nie jest zamknięta. Tymczasem nie działa od 1 stycznia

Ostatnia działająca w Bieszczadach porodówka w Lesku została zamknięta z końcem 2025 r. Mimo to Donald Tusk stwierdził w TVN24, że oddział nie został zamknięty.

Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna z ostatniej chwili
Agencja Moody's dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski: perspektywa jest negatywna

Agencja Moody’s dokonała okresowego przeglądu ratingu Polski, ale nie podjęła działań względem ratingu (rating action) - podała agencja w komunikacie. Oznacza to, że ocena kredytowa kraju pozostaje na poziomie "A2", a jej perspektywa jest negatywna.

Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju gorące
Marcin Warchoł: Jeśli pozwolimy upolitycznionym sędziom układać nam życie, nie poznamy naszego kraju

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marcin Warchoł skomentował na platformie X decyzję NSA nakazującą urzędom stanu cywilnego wpisanie do polskiego rejestru aktu małżeństwa jednopłciowego zawartego za granicą.

Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków z ostatniej chwili
Szef FBI: Związani z Rosją hakerzy atakują użytkowników komunikatorów, w tym polityków

Szef FBI Kash Patel poinformował w piątek o zidentyfikowaniu hakerów związanych z Rosją, atakujących użytkowników komunikatorów, w tym byłych i obecnych przedstawicieli władz USA, wojskowych i dziennikarzy.

REKLAMA

[Wywiad] O. prof. Hans Zollner SJ: Konsekwencje wyciągano tylko wobec osób świeckich, a nie wobec księży. To jest bardzo szokujące

Dyrektor Instytutu Antropologii i Badań Międzydyscyplinarnych nt. Godności Ludzkiej i Troski o Człowieka oraz dyrektor Centrum Ochrony Dziecka na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim w Rzymie szeroko komentuje niedawno opublikowany raport o nadużyciach seksualnych w archidiecezji Monachium i Fryzyngi. „Niepokojące jest to, że żaden z arcybiskupów Monachium i Fryzyngi nie zastosował się do tego, co przewiduje prawo kanoniczne i w wielu przypadkach prawo państwowe. Niezależnie od kwestii stosowania prawa kanonicznego, zawsze broniono w szczególny sposób księży. Nie słuchano ofiar” - mówi o. Hans Zollner SJ w rozmowie z KAI.
o. prof. Hans Zollner SJ
o. prof. Hans Zollner SJ / wikipedia/CC BY-SA 4.0/ Crackdownonfakenews

 

Jaki obraz wyłania się według Księdza z raportu z Monachium? Zaskoczenie?

O. Hans Zollner SJ: Zawsze jest szok, jak się czyta o ludziach wykorzystanych seksualnie w Kościele czy to przez duchownych czy przez osoby świeckie. Za liczbami, o których napisano, kryją się osoby, życie. Bardzo często ofiary cierpią przez całe życie. Tam jest zawsze ludzki dramat, dramat psychologiczny i duchowy. Często zapominamy, że te osoby są zranione w ich relacji z Bogiem. Wiedzieliśmy trochę o rozmiarach tej sytuacji. To już drugi raport na temat wykorzystania seksualnego w archidiecezji monachijskiej. Znaliśmy liczbę sprawców. To co szokuje, to, że żaden z arcybiskupów Monachium od 1945 roku aż do dzisiaj, chociaż w różnym stopniu, nie zrobił tego, co w każdym przypadku powinien był zrobić. To wskazuje na coś bardzo poważnego w zarządzaniu diecezją. Wszyscy popełnili błędy, dopuścili się poważnych zaniedbań. To naprawdę szokujące.

Jakie konsekwencje może mieć obecność w tym raporcie papieża Ratzingera?

- To dotyczy okresu jego posługi jako arcybiskupa Monachium i Fryzyngi, która trwała pięć lat. Od 1977 do 1982 roku. Przypisuje mu się cztery przypadki złego zarządzania. Nie zrobił tego, co powinien był zrobić wówczas. Na przykład wobec dwóch księży, którzy jeszcze przed przyjściem kard. Josepha Ratzingera do Monachium zostali skazani przez sądy powszechne nie podjęto żadnych sankcji kościelnych. Ponadto, do diecezji monachijskiej został przyjęty ksiądz z innej niemieckiej diecezji, gdzie wykorzystywał seksualnie małoletnich. W diecezji monachijskiej pełnił posługę przez 17 lat w trzech parafiach i tam też wykorzystał seksualnie dziesiątki nieletnich. Pojawia się pytanie: co ówczesny arcybiskup, kardynał Ratzinger, wiedział o powodach przeniesienia tego księdza, oprócz tego, że miał się leczyć i potrzebował mieszkania i o niebezpieczeństwie jakie on niósł ze sobą. Tak jak to mogliśmy przeczytać w poniedziałkowej deklaracji papieża-seniora, był on obecny, jako ówczesny biskup na zebraniu rady administracyjnej diecezji, w czasie którego dyskutowano o przyjęciu tego księdza. Jest mi bardzo przykro, że na 82 stronach odpowiedzi na pytania adwokatów wiele razy odpowiadając napisał, że nie był obecny na tym zebraniu. Powinien był przyznać się do pomyłki i potwierdzić, że był tam obecny. To rzuca złe światło na jego działanie. Jest mi przykro, że tym epizodem, dodałbym też, że i poprzez bardzo złą komunikację, czy to przy odpowiedzi na pytania adwokatów, czy to przy okazji publikacji wyjaśnienia, ludzie myślą, że jego odpowiedzialność jest dużo większa od tego, do czego się przyznał.

Niedawna publikacja wyjaśnień papieża-seniora pokazuje, że zauważył on swój błąd?

- Papież Ratzinger przyznał, że to co jest wielokrotnie napisane w jego odpowiedzi adwokatom nie jest prawdą. Poza tym nie ma żadnej zmiany stanowiska. Jest tylko zapowiedź bardziej szczegółowej wypowiedzi. Poczekajmy. Papież uważa to za błąd redakcyjny, chociaż trudno się z tym zgodzić, bo pojawia się w wielu miejscach w odpowiedzi, że nie był obecny. Myślę, że lepiej byłoby dla niego i dla całego Kościoła, gdyby uznał swoją współodpowiedzialność. Jak duża byłaby ona tego nie wiemy. I pewnie nigdy się o tym nie dowiemy, jak była prowadzona sprawa tego księdza. Oczekuje się, że w jakiś konkretny sposób wyrazi swoje przeprosiny ofiarom i osobom zaangażowanym w tę sprawę.

Ale to właśnie dzięki papieżowi Benedyktowi XVI nastąpił przełom w walce z pedofilią w Kościele?

- Zawsze uważałem, że dzięki kard. Ratzingerowi jako prefektowi Kongregacji Nauki Wiary zrobiliśmy ogromny krok do przodu. Na przykład, że na promotora sprawiedliwości powołał wówczas ks. Charlesa Sciclunę. To funkcja sędziego śledczego dla całego Kościoła. W 2001 roku wprowadził nowe przepisy, normy dotyczące najcięższych przestępstw, m. in. przestępstw wykorzystywania seksualnego, dołączone do motu proprio Sacramentorum sanctitatis tutela. To było jeszcze podczas pontyfikatu Jana Pawła II. 

W przypadku założyciela Legionistów Chrystusa, ks. Marcial Maciel Degollado, kard. Ratzinger był przekonany do tego, że należało go odsunąć. Zrobił to kiedy został papieżem. Zresztą, jak mówili sami adwokaci, nie wszystkie błędy niewłaściwego zarządzania przypadkami wykorzystywania seksualnego w czasie, kiedy kard. Ratzinger był arcybiskupem Monachium i Fryzyngi, należy przypisywać jemu. Trzeba pamiętać, że on jest jednym z najważniejszych żyjących teologów i praca na polu teologii najbardziej go zajmowała. Niestety ten smutny epizod rzuca złe światło na całą jego działalność pomimo, że to nie dotyczy całego okresu jego kapłańskiej i biskupiej posługi. 

Dzisiejszymi oczami spoglądamy na przypadki wykorzystywania sprzed dziesięcioleci. Czy można w taki sposób interpretować historię? Historycy zwracają uwagę, że nie można oceniać wydarzeń współczesną mentalnością. Ale tu mamy do czynienia z dramatami ludzi. Jak na to patrzeć?

- To ważne pytanie. Ja też uważam, że nie możemy zastosować wszystkich naszych teraźniejszych wrażliwości, motywacji, przekonań dotyczących motywów działania do rozumienia przeszłości. Dotyczy to nie tylko Kościoła, ale też wielu innych obszarów. Istnieją jednak granice tych rozważań. Osoba ludzka musi być szanowana i chroniona w jej godności w każdym momencie historii. Jedną z rzeczy, których nie rozumiem w dokumencie, który podpisał Benedykt XVI, którego oczywiście nie napisał on sam w całości, są wyrażenia, które stoją w sprzeczności z jego własną wizją teologiczną od zawsze. Na przykład odnosi się do “ducha czasów” lat sześćdziesiątych, siedemdziesiątych. W tamtym czasie inaczej odnoszono się do przypadków wykorzystania seksualnego. I właśnie papież-senior zawsze podkreślał, że istnieją wartości moralne niezależne od czasu. Tu pojawiają się sprzeczności z myślą teologiczną Josepha Ratzingera. Dla mnie jeszcze bardziej niesamowite jest to, że w odpowiedzi napisał, że ksiądz, który popełnia wykorzystanie, jeśli nie jest ubrany jak ksiądz i popełnia wykorzystanie seksualne prywatnie, to biskup nie jest za to odpowiedzialny. To jest naprawdę niesamowite, bo jaki ksiądz był ubrany w strój kapłański kiedy wykorzystywał kogoś seksualnie? Dosłownie. Po drugie: czy mamy jakąś formę kapłaństwa, którą można odstawić zdejmując sutannę? To jest zupełnie przeciwko rozumieniu sakramentu kapłaństwa. Nie mogę uwierzyć, żeby coś takiego zostało wymyślone i napisane osobiście przez papieża Ratzingera.

Co niepokojącego wyłania się według Księdza z tego raportu?

- Niepokojące jest to, że żaden z arcybiskupów Monachium i Fryzyngi nie zastosował się do tego, co przewiduje prawo kanoniczne i w wielu przypadkach prawo państwowe. Niezależnie od kwestii stosowania prawa kanonicznego, zawsze broniono w szczególny sposób księży. Nie słuchano ofiar. W tym samym czasie, jeśli pojawiały się podobne oskarżenia wobec osób świeckich podejmowano zdecydowane środki. Odsuwano ich i wyciągano konsekwencje. Wobec księży nie postępowano w taki sposób. Jedno kryterium stosowano wobec kapłanów inne kryterium stosowano wobec osób świeckich. Surowe podejście do przypadków wykorzystywania dokonanych przez osoby świeckie świadczy, że była świadomość, iż wykorzystanie to akt kryminalny. Konsekwencje takich czynów wyciągano tylko wobec osób świeckich, a nie wobec księży. To jest bardzo szokujące.

W myśl zasady, że trzeba ratować wizerunek Kościoła…

- Smuci mnie fakt, że fasada Kościoła jest ważniejsza niż cierpienie ofiary. To jest nie do obronienia wobec Ewangelii. Wizja jakiegoś niepokalanego Kościoła jest ważniejsza niż przyznanie się w pokorze, że jesteśmy wszyscy grzesznikami w Kościele. To byłoby bardzo wyzwalające. Oczywiście, w jakim Kościele? Nie możemy żyć w jakimś abstrakcyjnym i idealnym bycie. Myślę, że bronimy jakiegoś wizerunku Kościoła, nie zdając sobie sprawy do końca z tego, czego bronimy. Bardziej bronimy Kościoła czy powierzonego mu przesłania? I wreszcie, musimy zrozumieć, że jeśli bronimy czegoś, co jest nie do obrony, wywołujemy jeszcze większy skandal. Chowanie, kamuflowanie, milczenie nie będzie już funkcjonowało, jak to widzimy rok po roku, raport po raporcie, kraj po kraju. Zmowa milczenia może funkcjonować przez jakiś okres czasu, ale wcześniej czy później wszystko wyjdzie na jaw. Lepiej się otworzyć i odważnie przyznać do tego, co się wydarzyło. Byłoby lepiej gdyby zrobiły to osoby, które jeszcze są u władzy. Łatwiej jest to wybaczyć niż ciągłe nie przyznawanie się do tego, co zostało popełnione.

Czy podobny raport należałoby przygotować w Kościele włoskim? Na sesji plenarnej episkopatu Włoch na jesieni biskupi nie podjęli takiej decyzji.

- Albo biskupi rozpoczną proces weryfikacji poprowadzony przez niezależną komisję, albo zostaną do tego zmuszeni. Widzieliśmy próbę czegoś takiego we włoskim parlamencie przed Bożym Narodzeniem. Politycy chcieli zainicjować taki proces. Także i ofiary domagają się działania. Na 15. lutego różne organizacje ogłosiły we Włoszech dzień poświęcony ofiarom wykorzystania seksualnego. Wyborem biskupów nie jest, czy robimy to czy nie, ale jeśli nie zrobimy tego sami to inni nas do tego przymuszą. Kilka dni temu zauważyłem, że kard. Augusto Paolo Lojudice, arcybiskup Sieny, mówił o konieczności rozpoczęcia badań w sprawie ofiar wykorzystywania.

Rozmawiał Piotr Dziubak.

 



 

Polecane