Rosja szkoli specjalistów od dezinformacji: Władimir Sołowjow i Maria Zacharowa wśród wykładowców

Codziennie media krajów Europy Środkowej i Wschodniej informują o cyberatakach na serwisy administracji rządowych i media – ślady tych ataków jednoznacznie wskazują na Moskwę, Petersburg i Mińsk. Ataki mają zdestabilizować sytuację wewnętrzną w państwach, które od dwóch lat jednoznacznie wspierają Ukrainę w jej wojnie z rosyjskim agresorem. Na razie ich skuteczność jest – z perspektywy rosyjskich planów – znikoma, ale w ciągu najbliższych lat to się może zmienić. Rosja chce się stać supermocarstwem w wojnie hybrydowej – na początku czerwca w Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych powstała Katedra Wojny Informacyjnej.
flaga Rosji  Rosja szkoli specjalistów od dezinformacji: Władimir Sołowjow i Maria Zacharowa wśród wykładowców
flaga Rosji / Pexels photo by Сергей Велов

Oficjalnie nowe studia noszą dumną nazwę „Strategie informacyjnego wpływu w stosunkach międzynarodowych”, a wśród wykładowców można znaleźć nazwisko m.in. Władimira Sołowjowa, znanego i popularnego prezentera z telewizji Rossija 1 i Rossija 24, kremlowskiego propagandzisty, który zasłynął z jednoznacznej oceny wojny na Ukrainie, podpowiadając m.in., co należy robić z ukraińskimi nastolatkami, które nie dadzą się znaturalizować na Rosjan („Należy ich topić, topić!”), oraz z jednoznacznego poparcia użycia w rosyjskiej wojnie broni nuklearnej również po to, aby pokazać „NATO-wcom” poziom determinacji i jednocześnie prawdziwą siłę Rosji.

Czytaj także: Niemieckie media: modele klimatyczne są niepoprawne

Prestiżowy kierunek

Swoje wykłady i ćwiczenia będzie ze studentami prowadzić również Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, na Ukrainie oraz w krajach najbardziej zagrożonych kolejną rosyjską inwazją – m.in. w Mołdawii, Gruzji czy Rumunii – nazywana przez niesprzyjających rosyjskim wpływom polityków i zwykłych ludzi „suką z Kremla”, która zasłynęła licznymi groźbami kierowanymi do szefów dyplomacji krajów Europy Środkowej, w tym m.in. ministrów spraw zagranicznych z Polski, Czech czy państw bałtyckich oraz Finlandii i Norwegii. 
Bloger Michaił Zwinczuk, prowadzący w rosyjskim serwisie Telegram kanał Rybar, od lat blisko związany z ministerstwem obrony Federacji Rosyjskiej i opłacany przez ten resort, dostał etat wykładowcy w zakresie „wpływu informacyjnego wywieranego na sojuszników, kraje neutralne i przeciwników”. Jeden z byłych pułkowników rosyjskiego GRU ma się na nowej katedrze zajmować „wywiadem strategicznym i psychologią wpływu”.

Już dziś wiadomo, że studiowanie tego kierunku będzie nie tylko prestiżowe – nawet jak na pozycję Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych – ale po prostu… opłacalne. Tytuł uzyskany po jego ukończeniu będzie gwarancją zatrudnienia w rosyjskiej administracji, wojsku bądź jednej z licznych podległych Kremlowi spółek informatycznych i farm trolli. Strateg z dyplomem i wiedzą nie tylko z zakresu programowania czy wykorzystania sztucznej inteligencji, ale także sposobów wpływania na odbiorców czy choćby poszczególnych polityków przy pomocy mediów, internetu i prowokacji, będzie w Rosji naprawdę liczącą się osobą, nawet z szansą na polityczną karierę – przynajmniej dopóki w Rosji wciąż tli się pragnienie odbudowy mocarstwa w granicach byłego Związku Radzieckiego. 

Ten kierunek – wyjątkowo, jak na MGIMO – będzie trudniej dostępny dla studentów z zagranicy. Będą się tu bowiem kształcić fachowcy, co do których lojalności nie może być nawet cienia wątpliwości. Rosjanie już nieraz sprawdzili, jak ważna jest polityka dezinformacyjna. Dobrze przygotowana dezinformacja może zachwiać nie tylko wiarygodnością wrogiego zagranicznego polityka, ale całej partii politycznej, a nawet wpłynąć na wynik wyborów. 

Czytaj także: Zabawka niebezpieczna dla dzieci. Znana sieć handlowa wydała komunikat

Narzędzie rosyjskiego wpływu

Raport amerykańskiego Kongresu dotyczący wyborów prezydenckich w 2017 roku jednoznacznie wskazuje, że na ich wynik próbowała wpływać rosyjska Internet Research Agency z Sankt Petersburga, znana lepiej pod nazwą Fabryki Trolli, której szefowie także znaleźli pracę w MGIMO w związku z utworzeniem nowego kierunku. Rosyjska IRA miała „wykorzystywać stargetowaną reklamę, celowo preparowane artykuły i treści przygotowywane samodzielnie przez agencję oraz narzędzia do obsługi mediów społecznościowych, do interakcji i próby oszukania użytkowników mediów społecznościowych w Stanach Zjednoczonych, wpływając na ich decyzję co do oddania głosu w wyborach”. Zdaniem amerykańskich służb były to działania skuteczne. 
Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych od lat wzbudza na Zachodzie wiele kontrowersji. Jego absolwenci – co roku dostaje się na uczelnię przynajmniej kilkuset obcokrajowców, którzy stają się światowymi specjalistami w zakresie prawa międzynarodowego i dyplomacji (rosyjska służba dyplomatyczna jest uznana za jedną z najlepszych na świecie) – zwykle angażują się w politykę i dyplomację właśnie, choć wciąż pozostają lojalni wobec uczelni. Niemal w każdym kraju, gdzie jest ich choćby kilku, powstaje stowarzyszenie, zwykle działające w ciszy, które dba nie tylko o absolwentów MGIMO (większość z nich robi karierę w polityce lub administracji rządowej swojego kraju), ale również o pozycję i dobre imię Alma Mater. 

Wśród nich znaleźli się m.in. byli i obecni prezydenci i szefowie dyplomacji Azerbejdżanu, Bułgarii, Gruzji czy Kazachstanu. 

MGIMO dekorowane przez Komorowskiego

Również w Polsce niemało absolwentów kremlowskiej kuźni kadr znalazło zatrudnienie w budynku MSZ przy al. Szucha, a wielu z nich za rządów Unii Wolności, PSL, SLD i PO zostało polskimi ambasadorami. 

Ministrowie spraw zagranicznych za rządów Zjednoczonej Prawicy próbowali uporządkować kwestie obecności absolwentów „rosyjskiego Harwardu” w polskiej administracji i polityce, odwołując ich i odsuwając od pracy. To, co opozycyjna wówczas Platforma Obywatelska nazywała czystką, rozpoczęła była szefowa MSZ Anna Fotyga, a dokończył jej następca minister Zbigniew Rau, tłumacząc w mediach, że „Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych był inwestycją w funkcjonowanie rosyjskiego imperializmu. To element sowieckiej soft power. Absolwenci mieli służyć racji stanu tego imperium”.
Po wyborach w październiku 2023 r. i przejęciu władzy Koalicja Obywatelska przywróciła większość z nich do pracy.

Słabość do rosyjskiego MGIMO w środowiskach Platformy Obywatelskiej była znana już od dawna. Stowarzyszenie Polskich Absolwentów Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Moskwie z siedzibą w Warszawie, które w statucie ma m.in. „dbałość o dobre imię absolwentów instytutu, wymianę informacji i doświadczeń pomiędzy członkami stowarzyszenia, budowę więzów solidarności koleżeńskiej i zawodowej, organizację wspólnych przedsięwzięć towarzyskich, kulturalnych i rekreacyjnych, działania na rzecz rozwoju zawodowego członków stowarzyszenia, i wzajemną pomoc w sytuacjach życiowych i zawodowych”, chętnie było przyjmowane nie tylko w ministerstwach czy kancelarii premiera Donalda Tuska i premier Ewy Kopacz, ale również w Pałacu Prezydenckim. 

W 2010 roku, pięć miesięcy po katastrofie smoleńskiej, prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Instytut Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Trzy lata później MGIMO został wybrany na członka zagranicznego Polskiej Akademii Nauk. 

Polska nieprzygotowana

Na ile poprawi się i tak nie najgorsza (z perspektywy rosyjskich interesów strategicznych) jakość cyberataków i dezinformacji prowadzonych w Polsce, po wykształceniu wysoko wyspecjalizowanej kadry moskiewskiej uczelni?

Rosja od dekad próbuje mieszać w polskiej polityce. Niedawny atak na Polską Agencję Prasową, w wyniku którego PAP opublikowała nieprawdziwy komunikat o planowanym przymusowym poborze do wojska w związku z sytuacją na Ukrainie i polsko-białoruskiej granicy, był wrzuconą do serwisów agencyjnych fałszywką. Miał wywołać panikę i zdestabilizować sytuację przed wyborami do europarlamentu. Wiadomość jednak dała się wyłapać i można ją było usunąć, zanim przeciętni obywatele zorientowali się, że w ogóle się pojawiła. Pokazała jedynie słabość mediów publicznych przejętych przez Koalicję Obywatelską oraz brak zabezpieczeń w instytucjach publicznych i administracji rządowej. Szybko przeprowadzone postępowanie wyjaśniające pokazało, że w celu włamania się do systemu publikacji PAP wykorzystano złośliwe oprogramowanie typu malware, którym zainfekowano konto jednego z pracowników agencji prasowej. 

To jeden z kilku dużych ataków przeprowadzonych przeciwko Polsce przez rosyjskich specjalistów. Wszystkie pokazują, że nasz kraj nie jest przygotowany do wojny hybrydowej z tak dużym graczem. Szczególnie że podnosi on swoje kwalifikacje, podczas kiedy polskim urzędnikom wciąż zdarza się ściągać złośliwe oprogramowanie pisane cyrylicą na swoje służbowe komputery.


 

POLECANE
Na sprzedaż wystawiono pozostałości dworu króla Stanisława Augusta pod Grodnem z ostatniej chwili
Na sprzedaż wystawiono pozostałości dworu króla Stanisława Augusta pod Grodnem

Pozostałości dworu Poniemuń pod Grodnem, który powstał w 1771 roku jako pałacyk myśliwski ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta Poniatowskiego, zostały wystawione na sprzedaż przez lokalne władze – powiadomił portal Hrodna.life.

W co gra Donald Tusk w sprawie CPK? Mocna diagnoza Mateusza Morawieckiego polityka
W co gra Donald Tusk w sprawie CPK? Mocna diagnoza Mateusza Morawieckiego

Mija 222 dni od powołania rządu Donalda Tuska i te dni charakteryzują się ogromną masą zmarnowanych szans i projektów, a największym marnotrawstwem jest podejście tego rządu do CPK - ocenił wiceprezes PiS, b. premier Mateusz Morawiecki.

Anna Lewandowska ogłosiła radosną nowinę z ostatniej chwili
Anna Lewandowska ogłosiła radosną nowinę

Anna Lewandowska podzieliła się ze swoimi obserwatorami radosną nowiną na Instagramie.

To bardzo ważne. Właściciel paluszków Beskidzkich poruszony falą pomocy z ostatniej chwili
"To bardzo ważne". Właściciel paluszków Beskidzkich poruszony falą pomocy

Głośnym echem odbiła się w mediach informacja o pożarze części fabryki produkującej Paluszki Beskidzkie. Ruszyła fala wsparcia, która przeszła najśmielsze oczekiwania.

Jest ruch ONZ w sprawie ks. Olszewskiego. Adwokat duchownego przekazał nam nowe informacje tylko u nas
Jest ruch ONZ w sprawie ks. Olszewskiego. Adwokat duchownego przekazał nam nowe informacje

Dziś mec. Michał Skwarzyński, pełnomocnik zatrzymanego ks. Michała Olszewskiego, otrzymał maila z ONZ, mówiącego o tym, iż Organizacja Narodów Zjednoczonych nadała sygnaturę sprawie tortur duchownego. Adwokat duchownego przekazał nam nowe informacje.

Nie żyje Stefania Kozioł, działaczka na rzecz pamięci o Auschwitz z ostatniej chwili
Nie żyje Stefania Kozioł, działaczka na rzecz pamięci o Auschwitz

Nie żyje Stefania Kozioł, która przez wiele lat była prezesem Stowarzyszenia Emerytów, Rencistów i Niepełnosprawnych Aktywni Razem w Mysłowicach oraz Towarzystwa Opieki nad Oświęcimiem. 

Groźny incydent w centrum Gdańska z ostatniej chwili
Groźny incydent w centrum Gdańska

Policjanci z Gdańska zatrzymali 33-latka, który jest podejrzany o zbicie toporkiem sklepowych szyb w centrum miasta. W trakcie zatrzymania groził policjantom i ich znieważył.

Minister infrastruktury do red. Lubeckiej: „Proszę się nie wkomponowywać w retorykę PiS” [WIDEO] z ostatniej chwili
Minister infrastruktury do red. Lubeckiej: „Proszę się nie wkomponowywać w retorykę PiS” [WIDEO]

Na antenie Radia ZET zawrzało. – Bardzo proszę się nie wkomponowywać w retorykę PiS – powiedział Dariusz Klimczak, minister infrastruktury do red. Beaty Lubeckiej.

Burza wokół Szczęsnego. Trener kadry zabrał głos z ostatniej chwili
Burza wokół Szczęsnego. Trener kadry zabrał głos

Według informacji przekazanych przez Sport.pl Wojciech Szczęsny wciąż nie podjął ostatecznej decyzji dotyczącej swojej przyszłości w reprezentacji Polski. Mimo wcześniejszych zapowiedzi, że Euro 2024 będzie jego ostatnim turniejem w barwach narodowych, bramkarz nie złożył jednoznacznej deklaracji o zakończeniu kariery reprezentacyjnej.

„Mam żal”. Kidawa-Błońska uderza w PSL z ostatniej chwili
„Mam żal”. Kidawa-Błońska uderza w PSL

Małgorzata Kidawa-Błońska oceniła, że powrót do kompromisu aborcyjnego jest kapitulacją, ponieważ nie rozwiązuje problemu.

REKLAMA

Rosja szkoli specjalistów od dezinformacji: Władimir Sołowjow i Maria Zacharowa wśród wykładowców

Codziennie media krajów Europy Środkowej i Wschodniej informują o cyberatakach na serwisy administracji rządowych i media – ślady tych ataków jednoznacznie wskazują na Moskwę, Petersburg i Mińsk. Ataki mają zdestabilizować sytuację wewnętrzną w państwach, które od dwóch lat jednoznacznie wspierają Ukrainę w jej wojnie z rosyjskim agresorem. Na razie ich skuteczność jest – z perspektywy rosyjskich planów – znikoma, ale w ciągu najbliższych lat to się może zmienić. Rosja chce się stać supermocarstwem w wojnie hybrydowej – na początku czerwca w Moskiewskim Państwowym Instytucie Stosunków Międzynarodowych powstała Katedra Wojny Informacyjnej.
flaga Rosji  Rosja szkoli specjalistów od dezinformacji: Władimir Sołowjow i Maria Zacharowa wśród wykładowców
flaga Rosji / Pexels photo by Сергей Велов

Oficjalnie nowe studia noszą dumną nazwę „Strategie informacyjnego wpływu w stosunkach międzynarodowych”, a wśród wykładowców można znaleźć nazwisko m.in. Władimira Sołowjowa, znanego i popularnego prezentera z telewizji Rossija 1 i Rossija 24, kremlowskiego propagandzisty, który zasłynął z jednoznacznej oceny wojny na Ukrainie, podpowiadając m.in., co należy robić z ukraińskimi nastolatkami, które nie dadzą się znaturalizować na Rosjan („Należy ich topić, topić!”), oraz z jednoznacznego poparcia użycia w rosyjskiej wojnie broni nuklearnej również po to, aby pokazać „NATO-wcom” poziom determinacji i jednocześnie prawdziwą siłę Rosji.

Czytaj także: Niemieckie media: modele klimatyczne są niepoprawne

Prestiżowy kierunek

Swoje wykłady i ćwiczenia będzie ze studentami prowadzić również Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, na Ukrainie oraz w krajach najbardziej zagrożonych kolejną rosyjską inwazją – m.in. w Mołdawii, Gruzji czy Rumunii – nazywana przez niesprzyjających rosyjskim wpływom polityków i zwykłych ludzi „suką z Kremla”, która zasłynęła licznymi groźbami kierowanymi do szefów dyplomacji krajów Europy Środkowej, w tym m.in. ministrów spraw zagranicznych z Polski, Czech czy państw bałtyckich oraz Finlandii i Norwegii. 
Bloger Michaił Zwinczuk, prowadzący w rosyjskim serwisie Telegram kanał Rybar, od lat blisko związany z ministerstwem obrony Federacji Rosyjskiej i opłacany przez ten resort, dostał etat wykładowcy w zakresie „wpływu informacyjnego wywieranego na sojuszników, kraje neutralne i przeciwników”. Jeden z byłych pułkowników rosyjskiego GRU ma się na nowej katedrze zajmować „wywiadem strategicznym i psychologią wpływu”.

Już dziś wiadomo, że studiowanie tego kierunku będzie nie tylko prestiżowe – nawet jak na pozycję Moskiewskiego Państwowego Instytutu Stosunków Międzynarodowych – ale po prostu… opłacalne. Tytuł uzyskany po jego ukończeniu będzie gwarancją zatrudnienia w rosyjskiej administracji, wojsku bądź jednej z licznych podległych Kremlowi spółek informatycznych i farm trolli. Strateg z dyplomem i wiedzą nie tylko z zakresu programowania czy wykorzystania sztucznej inteligencji, ale także sposobów wpływania na odbiorców czy choćby poszczególnych polityków przy pomocy mediów, internetu i prowokacji, będzie w Rosji naprawdę liczącą się osobą, nawet z szansą na polityczną karierę – przynajmniej dopóki w Rosji wciąż tli się pragnienie odbudowy mocarstwa w granicach byłego Związku Radzieckiego. 

Ten kierunek – wyjątkowo, jak na MGIMO – będzie trudniej dostępny dla studentów z zagranicy. Będą się tu bowiem kształcić fachowcy, co do których lojalności nie może być nawet cienia wątpliwości. Rosjanie już nieraz sprawdzili, jak ważna jest polityka dezinformacyjna. Dobrze przygotowana dezinformacja może zachwiać nie tylko wiarygodnością wrogiego zagranicznego polityka, ale całej partii politycznej, a nawet wpłynąć na wynik wyborów. 

Czytaj także: Zabawka niebezpieczna dla dzieci. Znana sieć handlowa wydała komunikat

Narzędzie rosyjskiego wpływu

Raport amerykańskiego Kongresu dotyczący wyborów prezydenckich w 2017 roku jednoznacznie wskazuje, że na ich wynik próbowała wpływać rosyjska Internet Research Agency z Sankt Petersburga, znana lepiej pod nazwą Fabryki Trolli, której szefowie także znaleźli pracę w MGIMO w związku z utworzeniem nowego kierunku. Rosyjska IRA miała „wykorzystywać stargetowaną reklamę, celowo preparowane artykuły i treści przygotowywane samodzielnie przez agencję oraz narzędzia do obsługi mediów społecznościowych, do interakcji i próby oszukania użytkowników mediów społecznościowych w Stanach Zjednoczonych, wpływając na ich decyzję co do oddania głosu w wyborach”. Zdaniem amerykańskich służb były to działania skuteczne. 
Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych od lat wzbudza na Zachodzie wiele kontrowersji. Jego absolwenci – co roku dostaje się na uczelnię przynajmniej kilkuset obcokrajowców, którzy stają się światowymi specjalistami w zakresie prawa międzynarodowego i dyplomacji (rosyjska służba dyplomatyczna jest uznana za jedną z najlepszych na świecie) – zwykle angażują się w politykę i dyplomację właśnie, choć wciąż pozostają lojalni wobec uczelni. Niemal w każdym kraju, gdzie jest ich choćby kilku, powstaje stowarzyszenie, zwykle działające w ciszy, które dba nie tylko o absolwentów MGIMO (większość z nich robi karierę w polityce lub administracji rządowej swojego kraju), ale również o pozycję i dobre imię Alma Mater. 

Wśród nich znaleźli się m.in. byli i obecni prezydenci i szefowie dyplomacji Azerbejdżanu, Bułgarii, Gruzji czy Kazachstanu. 

MGIMO dekorowane przez Komorowskiego

Również w Polsce niemało absolwentów kremlowskiej kuźni kadr znalazło zatrudnienie w budynku MSZ przy al. Szucha, a wielu z nich za rządów Unii Wolności, PSL, SLD i PO zostało polskimi ambasadorami. 

Ministrowie spraw zagranicznych za rządów Zjednoczonej Prawicy próbowali uporządkować kwestie obecności absolwentów „rosyjskiego Harwardu” w polskiej administracji i polityce, odwołując ich i odsuwając od pracy. To, co opozycyjna wówczas Platforma Obywatelska nazywała czystką, rozpoczęła była szefowa MSZ Anna Fotyga, a dokończył jej następca minister Zbigniew Rau, tłumacząc w mediach, że „Moskiewski Państwowy Instytut Stosunków Międzynarodowych był inwestycją w funkcjonowanie rosyjskiego imperializmu. To element sowieckiej soft power. Absolwenci mieli służyć racji stanu tego imperium”.
Po wyborach w październiku 2023 r. i przejęciu władzy Koalicja Obywatelska przywróciła większość z nich do pracy.

Słabość do rosyjskiego MGIMO w środowiskach Platformy Obywatelskiej była znana już od dawna. Stowarzyszenie Polskich Absolwentów Instytutu Stosunków Międzynarodowych w Moskwie z siedzibą w Warszawie, które w statucie ma m.in. „dbałość o dobre imię absolwentów instytutu, wymianę informacji i doświadczeń pomiędzy członkami stowarzyszenia, budowę więzów solidarności koleżeńskiej i zawodowej, organizację wspólnych przedsięwzięć towarzyskich, kulturalnych i rekreacyjnych, działania na rzecz rozwoju zawodowego członków stowarzyszenia, i wzajemną pomoc w sytuacjach życiowych i zawodowych”, chętnie było przyjmowane nie tylko w ministerstwach czy kancelarii premiera Donalda Tuska i premier Ewy Kopacz, ale również w Pałacu Prezydenckim. 

W 2010 roku, pięć miesięcy po katastrofie smoleńskiej, prezydent Bronisław Komorowski odznaczył Instytut Krzyżem Komandorskim z Gwiazdą Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Trzy lata później MGIMO został wybrany na członka zagranicznego Polskiej Akademii Nauk. 

Polska nieprzygotowana

Na ile poprawi się i tak nie najgorsza (z perspektywy rosyjskich interesów strategicznych) jakość cyberataków i dezinformacji prowadzonych w Polsce, po wykształceniu wysoko wyspecjalizowanej kadry moskiewskiej uczelni?

Rosja od dekad próbuje mieszać w polskiej polityce. Niedawny atak na Polską Agencję Prasową, w wyniku którego PAP opublikowała nieprawdziwy komunikat o planowanym przymusowym poborze do wojska w związku z sytuacją na Ukrainie i polsko-białoruskiej granicy, był wrzuconą do serwisów agencyjnych fałszywką. Miał wywołać panikę i zdestabilizować sytuację przed wyborami do europarlamentu. Wiadomość jednak dała się wyłapać i można ją było usunąć, zanim przeciętni obywatele zorientowali się, że w ogóle się pojawiła. Pokazała jedynie słabość mediów publicznych przejętych przez Koalicję Obywatelską oraz brak zabezpieczeń w instytucjach publicznych i administracji rządowej. Szybko przeprowadzone postępowanie wyjaśniające pokazało, że w celu włamania się do systemu publikacji PAP wykorzystano złośliwe oprogramowanie typu malware, którym zainfekowano konto jednego z pracowników agencji prasowej. 

To jeden z kilku dużych ataków przeprowadzonych przeciwko Polsce przez rosyjskich specjalistów. Wszystkie pokazują, że nasz kraj nie jest przygotowany do wojny hybrydowej z tak dużym graczem. Szczególnie że podnosi on swoje kwalifikacje, podczas kiedy polskim urzędnikom wciąż zdarza się ściągać złośliwe oprogramowanie pisane cyrylicą na swoje służbowe komputery.



 

Polecane
Emerytury
Stażowe