Mariusz Staniszewski: Ustawa SAFE to test ogniowy prezydenta

Przed taką próbą Karol Nawrocki jeszcze nie stanął. Decyzja o podpisie lub zawetowaniu ustawy wprowadzającej w Polsce program SAFE będzie miała decydujące znaczenie dla jego prezydentury. Zgoda oznacza utratę zaufania prawicy, sprzeciw – wściekły atak mediów z Polski i znacznej części Europy.
Karol Nawrocki
Karol Nawrocki / Fotoserwis PAP / fot. Albert Zawada

Co musisz wiedzieć:

  • Decyzja Karola Nawrockiego o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy wdrażającej program SAFE stanie się kluczowym testem jego prezydentury
  • Autor przekonuje, że prawdziwym celem programu SAFE jest wzmocnienie kontroli Komisji Europejskiej nad państwami UE oraz wsparcie niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.
  • Ponadto program ten budzi także wątpliwości prawne i finansowe.

 

Donald Tusk zadbał, by spór o to, czy opłaca nam się skorzystać z oferowanej przez Unię Europejską pożyczki wartości 188 miliardów złotych na modernizację polskiej armii, nie toczył się na poziomie merytorycznym, ale skrajnie emocjonalnym. Nie było właściwie dyskusji na ten temat. Premier od razu zaczął od polaryzacji: kto „za” – jest patriotą, kto „przeciw” – zdrajcą i najgorszym wrogiem Polski.

Po takim wstępie nie da się już dojść do konsensusu. Ale, nie oszukujmy się, wcale o niego nie chodziło. Dla Tuska polityka ma wyłącznie wymiar siły – są tylko pokonani i zwycięzcy. Ci, którzy triumfują i kapitulują. Ustawa o SAFE może więc mieć kształt zaproponowany przez rząd i tyle. PiS i prezydent Nawrocki mają tylko dwa wyjścia: przyjąć bez gadania warunki Tuska albo je odrzucić i narazić się na frontalny atak.
Lider Koalicji Obywatelskiej doskonale zdaje sobie sprawę, że armia, patriotyzm, bezpieczeństwo, uzbrojenie i przemysł obronny to tematy wyjątkowo wrażliwe dla prawicy. Będzie zatem eksploatował ten temat, jak tylko się da, by uderzyć w najczulsze miejsca politycznych przeciwników. By przypisać im zdradę interesów Polski, zdradę żołnierzy i zdradę mieszkańców miast – najczęściej niewielkich – w których ulokowane są fabryki broni.

 

Prawdziwe cele SAFE

PiS i prezydent nie przygotowali się na to zderzenie i teraz znaleźli się w defensywie. Nie mają w zanadrzu tak prostego przekazu, jak tuskowa propaganda. Trudniej przecież wyjaśnić, że program SAFE w rzeczywistości nie ma wymiaru gospodarczo-obronno-modernizacyjnego, ale polityczny. Jego celem jest umocnienie władzy Brukseli nad państwami członkowskimi, ale szczególnie Polską, gdyż my właśnie mamy wziąć największy kredyt. To Komisja Europejska będzie ostatecznie zatwierdzać, do kogo i na co trafią pieniądze, ona także będzie akceptować ewentualne zakupy poza Unią Europejską. W każdej chwili, uruchamiając mechanizm warunkowości, może także pod byle pretekstem wstrzymać pieniądze.

Istotne jest też uratowanie zapóźnionego i przeżywającego poważne turbulencje niemieckiego przemysłu. Od 1 maja 2026 roku każdy projekt finansowany z pieniędzy z SAFE musi mieć dwóch kooperantów. Biorąc pod uwagę, że plany zatwierdza KE, jest mało prawdopodobne, by Bruksela godziła się na czysto polskie przedsięwzięcia. Zamysłem jest raczej ściślejsze powiązanie przemysłów zbrojeniowych różnych krajów UE, a więc polskie firmy w rzeczywistości będą skazane na szukanie partnerów w Niemczech czy Francji. Ale to i tak wariant optymistyczny. W rzeczywistości bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz: działająca na terenie Rzeczpospolitej spółka ze stuprocentowym niemieckim kapitałem otrzymuje dotacje na produkcję broni lub amunicji we współpracy z głównym zakładem w Niemczech. Taki układ spełnia wszystkie wymogi programu SAFE. Polska może być więc tylko miejscem absorbcji pieniędzy.

 

Nowe narzędzie kontroli

W regulacjach zaszyta jest jeszcze jedna pułapka. Opis standardów wdrażania SAFE zakłada powołanie specjalnej grupy,

„która będzie miała zasięg we wszystkich odpowiednich ministerstwach i agencjach krajowych, aby zapewnić, że wszystkie istotne informacje dotyczące SAFE trafiają do wszystkich krajowych podmiotów w sposób najszybszy. Ważne jest również, aby dwukierunkowe struktury komunikacji między Komisją a przedstawicielami specjalnych grup były efektywne”.

Ten niewinny z pozoru fragment oznacza, że członkowie grupy mają się kontaktować bezpośrednio z Komisją Europejską, z pominięciem rządów narodowych. Unijna biurokracja zyskuje więc dodatkowe narzędzie do kontroli państw członkowskich, wpływania na decyzje krajowych administracji oraz dostęp do informacji o szczegółach wszystkich projektów.

Komisja Europejska doskonale wie, jak skuteczny jest to mechanizm. W ten sposób podporządkowała sobie część urzędników w kluczowych ministerstwach Grecji podczas kryzysu finansowego. Dzięki temu kolejne rządy w Atenach były zupełnie bezbronne w starciu z niemieckimi politykami, którzy decydowali o przyszłości zadłużonego kraju.

 

Niezgodne z niemieckim prawem

W kwietniu zeszłego roku portal Politico.eu opublikował zaskakującą informację, zgodnie z którą prawnicy niemieckiego parlamentu uznali program za niezgodny z unijnymi traktatami.

„W kontekście ustanowienia SAFE pojawiają się również pytania dotyczące zgodności tego instrumentu z zakazem prawa Unii dotyczącym wykorzystywania funduszy UE na działania operacyjne mające charakter wojskowy lub obronny”

– stwierdzono w analizie, powołując się na art. 41 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej.

W ujawnionym wówczas raporcie niemieckich prawników stwierdzono, że program SAFE ma być realizowany na podstawie artykułu 122 traktatów UE, a ten stosuje się w przypadku kryzysów gospodarczych. Wątpliwości są jednak głębsze i eksperci Bundestagu napisali, iż „nawet finansowanie towarów i usług związanych z obronnością” może zostać objęte zakazem traktatowym – zwłaszcza gdy „jest przeznaczone dla Ukrainy, a nie dla państw członkowskich UE”.

Dla nas tylko koszty

Tymczasem w założeniach programu Ukraina występuje niemal na równych prawach jak państwa UE. Całkiem możliwy jest więc scenariusz, zgodnie z którym Polska zaciąga kredyt, za który w ulokowanej w naszym kraju niemieckiej fabryce (w kooperacji z innym zakładem już na terenie Republiki Federalnej) produkowane będzie uzbrojenie lub amunicja dla Ukrainy. Po naszej stronie mogą więc pojawiać się tylko koszty.

A że nie jest to tylko czarnowidztwo, wskazują warunki przystąpienia do SAFE. Zgodnie z nimi projekt zostanie zamknięty do 2030 roku. Firmy mają więc zaledwie cztery lata na wykorzystanie dotacji. Biorąc pod uwagę konieczność produkcji bardzo zaawansowanej technicznie broni – a takie projekty są najistotniejsze – okres niecałych czterech lat nie jest wcale długi. Znacznie łatwiej wykorzystać te pieniądze na uruchomione już projekty, które można szybko rozliczyć. To dziś najbardziej prawdopodobny model działania.

 

Niepewne finansowanie

Atrakcją tego programu ma być dziesięcioletnia karencja na spłatę zadłużenia. Nie oznacza to jednak, że dług zniknie. Jego spłata będzie jedynie odroczona, ale to i tak zmniejszy możliwości zaciągania pożyczek przez państwo. Dodatkowo nikt dzisiaj nie wie, jakie będzie realne oprocentowanie kredytu, gdyż będzie ono zależne od wartości unijnych obligacji. Ich kurs może się wahać, tak zresztą jak kurs euro. Te warunki znacznie podnoszą ryzyko tej pożyczki, gdyż nie jesteśmy w stanie powiedzieć, w jakim stanie za dziesięć lat będzie unijny budżet i gospodarka państw członkowskich. W każdym razie dziś polski rząd pożycza taniej, niż brzmi oferta KE.

Na ten temat jednak także nie toczy się dyskusja z rządem, ponieważ czołowi politycy koalicji zajmują się obrzucaniem błotem wszystkich, którzy choć w skrytości ducha pomyślą, że coś tu jest nie w porządku.
Zwłaszcza że w całym tym programie z centralnego punktu, wokół którego powinna toczyć się debata, znika bezpieczeństwo narodowe. W przypadku zaistnienia realnej groźby konfliktu Polska musi mieć możliwość szybkiego kupowania skutecznej, nowoczesnej broni, której Niemcy dziś zbyt wiele nie produkują. W przypadku zagrożenia nie powinniśmy się oglądać, czy czołg, samolot lub pocisk w 65 proc. został wyprodukowany przez europejskie firmy. Uzbrojenie ma być dobre, skuteczne i śmiercionośne. Parytety nie mają znaczenia na polu walki.

 

Trudna decyzja

Choć bardzo wiele przemawia przeciwko programowi SAFE, to jednak decyzja Karola Nawrockiego wcale nie będzie łatwa. Prezydent nie posiada narzędzi do kreowania polityki gospodarczej, a więc jeśli zawetuje ustawę, nie będzie w stanie realnie zaproponować niczego w zamian. Zresztą nawet jeśli zgłosi swój alternatywny projekt, to i tak zostanie on schowany na dno szuflady marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego i wyśmiany przez sprzyjające rządowi media.

Paradoksalnie koło ratunkowe prezydentowi rzucili sami Niemcy. Nadaktywność ambasadora RFN Miguela Bergera, butne wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza o przywódczej roli Niemiec w Europie oraz wyjątkowa w ostatnich miesiącach aktywność tamtejszych firm zbrojeniowych w Polsce spowodowały, że mnożą się wątpliwości co do realnych intencji uruchomienia tego programu.

Dodatkowo rzuca się w oczy nerwowość w szeregach ekipy Tuska. Zwłaszcza gdy ujawniono, że na czele jednej z firm, która ma otrzymać ogromną dotację, stoi niedawny poseł PO Paweł Poncyliusz. Zatajanie wszystkich szczegółów programu wzmaga wrażenie, że władza ma coś do ukrycia. Rodzi się skojarzenie z rozdawaniem pieniędzy z KPO, gdy znaczna część środków trafiła do ludzi związanych z Koalicją Obywatelską.

 

Sprzeciw wobec federalizacji

Prezydentowi Nawrockiemu trudno będzie jasno zakomunikować powody weta – jeśli nastąpi – gdyż pułapki są zaszyte głęboko i trudno je wyjaśnić w kilku zdaniach. Łatwiej natomiast ogłosić go zdrajcą. Paradoks polega jednak na tym, że sprzeciw wobec programu SAFE może doprowadzić do konsolidacji prawicy, która dość zgodnie krytykuje pomysły dalszej federalizacji Unii Europejskiej oraz pompowania polskimi pieniędzmi niemieckiego przemysłu.

Dlatego trudno by jej było zaakceptować podpis Karola Nawrockiego pod tą ustawą.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Polacy ewakuowani z Bliskiego Wschodu wrócili do kraju z ostatniej chwili
Polacy ewakuowani z Bliskiego Wschodu wrócili do kraju

W sobotę o godz. 20.16 w Warszawie wylądował pierwszy z dwóch samolotów wojskowych wracających z Rijadu; na pokładach dwóch samolotów do kraju wraca 106 ewakuowanych z rejonu Bliskiego Wschodu - przekazało Dowództwo Operacyjne RSZ.

Tragiczny wypadek w Tatrach. Turysta spadł ze stromego zbocza z ostatniej chwili
Tragiczny wypadek w Tatrach. Turysta spadł ze stromego zbocza

Turysta zginął w sobotę w Tatrach Zachodnich po upadku stromym, ośnieżonym zboczem w rejonie Starorobociańskiego Wierchu. Mimo szybkiej akcji ratowników TOPR i ponad półgodzinnej reanimacji życia mężczyzny nie udało się uratować.

Będę mieć święty spokój. Szczere wyznanie znanego aktora Wiadomości
"Będę mieć święty spokój". Szczere wyznanie znanego aktora

Cezary Żak coraz częściej mówi o tym, że zbliża się moment zakończenia jego wieloletniej kariery aktorskiej. Artysta, znany m.in. z roli w serialu „Ranczo”, podkreśla, że w życiu zaczynają być dla niego ważne inne rzeczy niż praca zawodowa.

Tomasiak w TOP 10 w Lahti. Trzech Polaków odpadło po pierwszej serii Wiadomości
Tomasiak w TOP 10 w Lahti. Trzech Polaków odpadło po pierwszej serii

Kacper Tomasiak zajął 10. miejsce, Piotr Żyła był 22., a Maciej Kot - 28. w sobotnim konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w fińskim Lahti. Po pierwszej serii odpadli 34. Kamil Stoch, 41. Dawid Kubacki i 47. Paweł Wąsek. Wygrał Austriak Daniel Tschofenig.

Ukrywał się 16 lat. Policja znalazła go w nietypowym miejscu Wiadomości
Ukrywał się 16 lat. Policja znalazła go w nietypowym miejscu

Policjanci z Radomia zatrzymali 65-letniego mężczyznę, który przez wiele lat unikał odpowiedzialności karnej. Poszukiwany ukrywał się przed wymiarem sprawiedliwości aż 16 lat.

Tajemnicza śmierć aktorki. Nowe informacje w sprawie Magdaleny Majtyki Wiadomości
Tajemnicza śmierć aktorki. Nowe informacje w sprawie Magdaleny Majtyki

Śledczy wyjaśniają okoliczności śmierci aktorki Magdaleny Majtyki. Ciało 41-letniej artystki odnaleziono w piątek w Biskupicach Oławskich. Prokuratura prowadzi postępowanie w tej sprawie, a sekcja zwłok ma zostać przeprowadzona najwcześniej w poniedziałek. Na tym etapie śledztwa nie wiadomo jeszcze, czy w zdarzeniu brały udział osoby trzecie.

IMGW wydał nowy komunikat. Prognoza pogody na najbliższe dni Wiadomości
IMGW wydał nowy komunikat. Prognoza pogody na najbliższe dni

Jak informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej, nad Europą dominować będą układy wysokiego ciśnienia, jedynie częściowo Skandynawia oraz Wyspy Brytyjskie znajdą się pod wpływem niżów. Polska będzie w zasięgu rozległego wyżu z centrum nad Białorusią, w ciepłym i dość suchym powietrzu polarnym.

Przemysław Czarnek kandydatem na premiera. Jest decyzja Komitetu Politycznego PiS z ostatniej chwili
Przemysław Czarnek kandydatem na premiera. Jest decyzja Komitetu Politycznego PiS

Po zakończeniu konwencji PiS w Krakowie Komitet Polityczny partii jednogłośnie udzielił poparcia wiceprezesowi ugrupowania Przemysławowi Czarnkowi jako kandydatowi na premiera - przekazał poseł PiS Jacek Sasin.

Sześciu Polaków w konkursie PŚ w Lahti. Stoch najlepszy w kwalifikacjach Wiadomości
Sześciu Polaków w konkursie PŚ w Lahti. Stoch najlepszy w kwalifikacjach

Sześciu polskich skoczków narciarskich awansowało do sobotniego konkursu Pucharu Świata w fińskim Lahti. W kwalifikacjach Kamil Stoch zajął 15. miejsce, Paweł Wąsek był 23., Dawid Kubacki - 29., Maciej Kot - 31., Kacper Tomasiak - 42., a Piotr Żyła - 47.

Kryształ czasu naprawdę istnieje. Naukowcy po raz pierwszy mogli go zobaczyć tylko u nas
Kryształ czasu naprawdę istnieje. Naukowcy po raz pierwszy mogli go zobaczyć

Naukowcy po raz pierwszy mogli bezpośrednio zobaczyć tzw. kryształ czasu – niezwykły stan materii, który przez lata uznawano za czysto teoretyczny. Struktura ta powtarza swój wzór nie tylko w przestrzeni, ale także w czasie. Odkrycie może mieć znaczenie dla komputerów kwantowych i nowych technologii optycznych.

REKLAMA

Mariusz Staniszewski: Ustawa SAFE to test ogniowy prezydenta

Przed taką próbą Karol Nawrocki jeszcze nie stanął. Decyzja o podpisie lub zawetowaniu ustawy wprowadzającej w Polsce program SAFE będzie miała decydujące znaczenie dla jego prezydentury. Zgoda oznacza utratę zaufania prawicy, sprzeciw – wściekły atak mediów z Polski i znacznej części Europy.
Karol Nawrocki
Karol Nawrocki / Fotoserwis PAP / fot. Albert Zawada

Co musisz wiedzieć:

  • Decyzja Karola Nawrockiego o podpisaniu lub zawetowaniu ustawy wdrażającej program SAFE stanie się kluczowym testem jego prezydentury
  • Autor przekonuje, że prawdziwym celem programu SAFE jest wzmocnienie kontroli Komisji Europejskiej nad państwami UE oraz wsparcie niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.
  • Ponadto program ten budzi także wątpliwości prawne i finansowe.

 

Donald Tusk zadbał, by spór o to, czy opłaca nam się skorzystać z oferowanej przez Unię Europejską pożyczki wartości 188 miliardów złotych na modernizację polskiej armii, nie toczył się na poziomie merytorycznym, ale skrajnie emocjonalnym. Nie było właściwie dyskusji na ten temat. Premier od razu zaczął od polaryzacji: kto „za” – jest patriotą, kto „przeciw” – zdrajcą i najgorszym wrogiem Polski.

Po takim wstępie nie da się już dojść do konsensusu. Ale, nie oszukujmy się, wcale o niego nie chodziło. Dla Tuska polityka ma wyłącznie wymiar siły – są tylko pokonani i zwycięzcy. Ci, którzy triumfują i kapitulują. Ustawa o SAFE może więc mieć kształt zaproponowany przez rząd i tyle. PiS i prezydent Nawrocki mają tylko dwa wyjścia: przyjąć bez gadania warunki Tuska albo je odrzucić i narazić się na frontalny atak.
Lider Koalicji Obywatelskiej doskonale zdaje sobie sprawę, że armia, patriotyzm, bezpieczeństwo, uzbrojenie i przemysł obronny to tematy wyjątkowo wrażliwe dla prawicy. Będzie zatem eksploatował ten temat, jak tylko się da, by uderzyć w najczulsze miejsca politycznych przeciwników. By przypisać im zdradę interesów Polski, zdradę żołnierzy i zdradę mieszkańców miast – najczęściej niewielkich – w których ulokowane są fabryki broni.

 

Prawdziwe cele SAFE

PiS i prezydent nie przygotowali się na to zderzenie i teraz znaleźli się w defensywie. Nie mają w zanadrzu tak prostego przekazu, jak tuskowa propaganda. Trudniej przecież wyjaśnić, że program SAFE w rzeczywistości nie ma wymiaru gospodarczo-obronno-modernizacyjnego, ale polityczny. Jego celem jest umocnienie władzy Brukseli nad państwami członkowskimi, ale szczególnie Polską, gdyż my właśnie mamy wziąć największy kredyt. To Komisja Europejska będzie ostatecznie zatwierdzać, do kogo i na co trafią pieniądze, ona także będzie akceptować ewentualne zakupy poza Unią Europejską. W każdej chwili, uruchamiając mechanizm warunkowości, może także pod byle pretekstem wstrzymać pieniądze.

Istotne jest też uratowanie zapóźnionego i przeżywającego poważne turbulencje niemieckiego przemysłu. Od 1 maja 2026 roku każdy projekt finansowany z pieniędzy z SAFE musi mieć dwóch kooperantów. Biorąc pod uwagę, że plany zatwierdza KE, jest mało prawdopodobne, by Bruksela godziła się na czysto polskie przedsięwzięcia. Zamysłem jest raczej ściślejsze powiązanie przemysłów zbrojeniowych różnych krajów UE, a więc polskie firmy w rzeczywistości będą skazane na szukanie partnerów w Niemczech czy Francji. Ale to i tak wariant optymistyczny. W rzeczywistości bardziej prawdopodobny jest inny scenariusz: działająca na terenie Rzeczpospolitej spółka ze stuprocentowym niemieckim kapitałem otrzymuje dotacje na produkcję broni lub amunicji we współpracy z głównym zakładem w Niemczech. Taki układ spełnia wszystkie wymogi programu SAFE. Polska może być więc tylko miejscem absorbcji pieniędzy.

 

Nowe narzędzie kontroli

W regulacjach zaszyta jest jeszcze jedna pułapka. Opis standardów wdrażania SAFE zakłada powołanie specjalnej grupy,

„która będzie miała zasięg we wszystkich odpowiednich ministerstwach i agencjach krajowych, aby zapewnić, że wszystkie istotne informacje dotyczące SAFE trafiają do wszystkich krajowych podmiotów w sposób najszybszy. Ważne jest również, aby dwukierunkowe struktury komunikacji między Komisją a przedstawicielami specjalnych grup były efektywne”.

Ten niewinny z pozoru fragment oznacza, że członkowie grupy mają się kontaktować bezpośrednio z Komisją Europejską, z pominięciem rządów narodowych. Unijna biurokracja zyskuje więc dodatkowe narzędzie do kontroli państw członkowskich, wpływania na decyzje krajowych administracji oraz dostęp do informacji o szczegółach wszystkich projektów.

Komisja Europejska doskonale wie, jak skuteczny jest to mechanizm. W ten sposób podporządkowała sobie część urzędników w kluczowych ministerstwach Grecji podczas kryzysu finansowego. Dzięki temu kolejne rządy w Atenach były zupełnie bezbronne w starciu z niemieckimi politykami, którzy decydowali o przyszłości zadłużonego kraju.

 

Niezgodne z niemieckim prawem

W kwietniu zeszłego roku portal Politico.eu opublikował zaskakującą informację, zgodnie z którą prawnicy niemieckiego parlamentu uznali program za niezgodny z unijnymi traktatami.

„W kontekście ustanowienia SAFE pojawiają się również pytania dotyczące zgodności tego instrumentu z zakazem prawa Unii dotyczącym wykorzystywania funduszy UE na działania operacyjne mające charakter wojskowy lub obronny”

– stwierdzono w analizie, powołując się na art. 41 ust. 2 Traktatu o Unii Europejskiej.

W ujawnionym wówczas raporcie niemieckich prawników stwierdzono, że program SAFE ma być realizowany na podstawie artykułu 122 traktatów UE, a ten stosuje się w przypadku kryzysów gospodarczych. Wątpliwości są jednak głębsze i eksperci Bundestagu napisali, iż „nawet finansowanie towarów i usług związanych z obronnością” może zostać objęte zakazem traktatowym – zwłaszcza gdy „jest przeznaczone dla Ukrainy, a nie dla państw członkowskich UE”.

Dla nas tylko koszty

Tymczasem w założeniach programu Ukraina występuje niemal na równych prawach jak państwa UE. Całkiem możliwy jest więc scenariusz, zgodnie z którym Polska zaciąga kredyt, za który w ulokowanej w naszym kraju niemieckiej fabryce (w kooperacji z innym zakładem już na terenie Republiki Federalnej) produkowane będzie uzbrojenie lub amunicja dla Ukrainy. Po naszej stronie mogą więc pojawiać się tylko koszty.

A że nie jest to tylko czarnowidztwo, wskazują warunki przystąpienia do SAFE. Zgodnie z nimi projekt zostanie zamknięty do 2030 roku. Firmy mają więc zaledwie cztery lata na wykorzystanie dotacji. Biorąc pod uwagę konieczność produkcji bardzo zaawansowanej technicznie broni – a takie projekty są najistotniejsze – okres niecałych czterech lat nie jest wcale długi. Znacznie łatwiej wykorzystać te pieniądze na uruchomione już projekty, które można szybko rozliczyć. To dziś najbardziej prawdopodobny model działania.

 

Niepewne finansowanie

Atrakcją tego programu ma być dziesięcioletnia karencja na spłatę zadłużenia. Nie oznacza to jednak, że dług zniknie. Jego spłata będzie jedynie odroczona, ale to i tak zmniejszy możliwości zaciągania pożyczek przez państwo. Dodatkowo nikt dzisiaj nie wie, jakie będzie realne oprocentowanie kredytu, gdyż będzie ono zależne od wartości unijnych obligacji. Ich kurs może się wahać, tak zresztą jak kurs euro. Te warunki znacznie podnoszą ryzyko tej pożyczki, gdyż nie jesteśmy w stanie powiedzieć, w jakim stanie za dziesięć lat będzie unijny budżet i gospodarka państw członkowskich. W każdym razie dziś polski rząd pożycza taniej, niż brzmi oferta KE.

Na ten temat jednak także nie toczy się dyskusja z rządem, ponieważ czołowi politycy koalicji zajmują się obrzucaniem błotem wszystkich, którzy choć w skrytości ducha pomyślą, że coś tu jest nie w porządku.
Zwłaszcza że w całym tym programie z centralnego punktu, wokół którego powinna toczyć się debata, znika bezpieczeństwo narodowe. W przypadku zaistnienia realnej groźby konfliktu Polska musi mieć możliwość szybkiego kupowania skutecznej, nowoczesnej broni, której Niemcy dziś zbyt wiele nie produkują. W przypadku zagrożenia nie powinniśmy się oglądać, czy czołg, samolot lub pocisk w 65 proc. został wyprodukowany przez europejskie firmy. Uzbrojenie ma być dobre, skuteczne i śmiercionośne. Parytety nie mają znaczenia na polu walki.

 

Trudna decyzja

Choć bardzo wiele przemawia przeciwko programowi SAFE, to jednak decyzja Karola Nawrockiego wcale nie będzie łatwa. Prezydent nie posiada narzędzi do kreowania polityki gospodarczej, a więc jeśli zawetuje ustawę, nie będzie w stanie realnie zaproponować niczego w zamian. Zresztą nawet jeśli zgłosi swój alternatywny projekt, to i tak zostanie on schowany na dno szuflady marszałka Sejmu Włodzimierza Czarzastego i wyśmiany przez sprzyjające rządowi media.

Paradoksalnie koło ratunkowe prezydentowi rzucili sami Niemcy. Nadaktywność ambasadora RFN Miguela Bergera, butne wypowiedzi kanclerza Friedricha Merza o przywódczej roli Niemiec w Europie oraz wyjątkowa w ostatnich miesiącach aktywność tamtejszych firm zbrojeniowych w Polsce spowodowały, że mnożą się wątpliwości co do realnych intencji uruchomienia tego programu.

Dodatkowo rzuca się w oczy nerwowość w szeregach ekipy Tuska. Zwłaszcza gdy ujawniono, że na czele jednej z firm, która ma otrzymać ogromną dotację, stoi niedawny poseł PO Paweł Poncyliusz. Zatajanie wszystkich szczegółów programu wzmaga wrażenie, że władza ma coś do ukrycia. Rodzi się skojarzenie z rozdawaniem pieniędzy z KPO, gdy znaczna część środków trafiła do ludzi związanych z Koalicją Obywatelską.

 

Sprzeciw wobec federalizacji

Prezydentowi Nawrockiemu trudno będzie jasno zakomunikować powody weta – jeśli nastąpi – gdyż pułapki są zaszyte głęboko i trudno je wyjaśnić w kilku zdaniach. Łatwiej natomiast ogłosić go zdrajcą. Paradoks polega jednak na tym, że sprzeciw wobec programu SAFE może doprowadzić do konsolidacji prawicy, która dość zgodnie krytykuje pomysły dalszej federalizacji Unii Europejskiej oraz pompowania polskimi pieniędzmi niemieckiego przemysłu.

Dlatego trudno by jej było zaakceptować podpis Karola Nawrockiego pod tą ustawą.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane