USA nie mają wyjścia, muszą kontrolować Grenlandię
Co musisz wiedzieć:
- Rząd Danii oficjalnie przyznał, że nie zadbał o bezpieczeństwo Grenlandii.
- Na Grenlandię łakomym okiem patrzą i Rosja i Chiny.
- Grenlandia to newralgiczny obszar bogaty w metale ziem rzadkich.
Złoża metali ziem rzadkich
Grenlandia posiada ogromne, strategiczne złoża metali ziem rzadkich, szacowane na 25-30% światowych zasobów (ok. 36-38,5 mln ton). Oprócz wspomnianych surowców krytycznych, zawiera także grafit, tytan, fosfor, niob, uran, żelazo, cynk i złoto. Nic zatem dziwnego, że chciwym okiem patrzą na nią państwa europejskie, USA, Chiny i Rosja. Już same te zasoby mogłyby stanowić powód, aby przejąć kontrolę nad tym obszarem i rozpocząć inwestycje wydobywcze, mimo że wydobycie – z oczywistych względów – będzie utrudnione.
- Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego
- Ważny komunikat dla mieszkańców Katowic
- Pilne doniesienia z granicy. Straż graniczna wydała komunikat
- Śledztwo ws. Dr. Oetker się przeciąga
- Rząd się przeliczył? Emerytury mogą wzrosnąć inaczej, niż zapowiadano. GUS podał nowe dane
- Kultowy zespół odwołał trasę koncertową
- Niezwykłe zjawisko nad polskim niebem. Gratka dla miłośników astronomii
- KRUS wydał komunikat dla rolników
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Wielkopolski
- Wyłączenia prądu na Śląsku. Ważny komunikat dla mieszkańców
- Wyłączenia prądu w Warszawie. Komunikat dla mieszkańców
Punkt strategiczny
Jednak Stany Zjednoczone chcą kontrolować Grenlandię nie tylko ze względu na jej złoża – te można wykupić i rozpocząć wydobycie bez zdobywania jakiejkolwiek kontroli. Problem jest zdecydowanie głębszy, a leży w napiętych relacjach między Stanami Zjednoczonymi a Chinami. Dla nikogo chyba nie stanowi tajemnicy, że Pekin od wielu lat prowadzi z USA „niewidzialną wojnę”, próbując destabilizować to amerykańskie państwo i zdobywać nowe strefy wpływów.
Grenlandia to rozległe terytorium Arktyki pomiędzy Ameryką Północną a Europą oraz największa na świecie wyspa poza kontynentami. Zajmuje powierzchnię około 2,2 miliona kilometrów kwadratowych i jest kilkakrotnie większa od Niemiec, a mimo to zamieszkuje ją zaledwie około 56 000 osób, z których większość stanowią rdzenni Inuici.
Jej lokalizacja sprawia, że jest ona niezwykle przydatna w systemach wczesnego ostrzegania przed rakietami oraz do monitorowania działalności wojskowej i handlowej w Arktyce — regionie zyskującym na znaczeniu, gdyż topniejący lód otwiera nowe szlaki żeglugowe i możliwości gospodarcze.
Stanowisko Trumpa jest jasne: jeżeli USA nie przejmą kontroli nad Grenlandią, zrobią to Rosja lub Chiny.
Bezbronna wyspa
Duński rząd sam przyznał, że nie zapewnił Grenlandii bezpieczeństwa. Grenlandia, mimo swojej rozległości, nie posiada własnego wojska, a za jej bezpieczeństwo odpowiada bagatela od 200 do 300 duńskich żołnierzy, do których część krajów europejskich dosłała zaledwie kilkunastu. To zbyt mało, aby mówić o jakiejkolwiek skutecznej obronie. To zresztą zupełnie nie dziwi, gdyż sama Dania ma problemy w obszarze obrony narodowej – była jednym z tych krajów, który nie wywiązywał się z uzgodnień na poziomie NATO co do poziomu finansowania zbrojeń. Wprawdzie teraz zwiększa wydatki na zbrojenia, ale są one nadal na poziomie 2 proc. PKB, zamiast ustalonych 5 proc. Zatem w sytuacji potencjalnej agresji, czy to chińskiej, czy rosyjskiej nie byłaby w stanie tego terytorium obronić.
Porozumienie z 1951 roku
Działania duńskiego rządu są zupełnie niezrozumiałe. Z jednej strony nie jest w stanie zapewnić Grenlandii bezpieczeństwa, z drugiej zaś nie zgadza się na amerykańską obecność w tym regionie, łamiąc zawarte w 1951 roku porozumienie z Amerykanami.
Porozumienie z 1951 roku między USA a Danią dotyczyło obrony i obecności wojskowej na Grenlandii, pozwalając Stanom Zjednoczonym na utrzymanie i rozbudowę baz wojskowych, w tym Bazy Lotniczej Thule (obecnie Baza Kosmiczna Pituffik), w zamian za gwarancję obrony wyspy przed zagrożeniami, co stanowiło kluczowy zimnowojenny element strategiczny. Traktat ten, podpisany 1 czerwca 1951 r., upoważniał USA do swobodnego importu sprzętu i materiałów, a w 2004 roku został nowelizowany, wprowadzając zapisy o ochronie środowiska i konsultacjach z samorządem Grenlandii. Obecnie na arenie międzynarodowej mamy do czynienia z przetasowaniami, które zmierzają do ustalenia nowego światowego ładu. Amerykańska administracja jest tego świadoma i stara się nie dopuścić do wypchnięcia USA z Europy, do czego dążą nie tylko Rosja czy Chiny, ale również Niemcy i Francja.
Szachy Trumpa
Donald Trump obłożył 10 proc. cłem produkty z tych krajów, które wysłały wojska na Grenlandię i trudno mu się dziwić. Wszystkie te kraje przez lata liczyły na amerykański parasol ochronny, rezygnując z rozwoju własnych zdolności obronnych. Działo się tak mimo licznych napomnień ze strony amerykańskiej administracji. Kiedy zaś Amerykanie zdecydowali ze względu na swoje bezpieczeństwo narodowe o przejęciu kontroli nad Grenlandią, kraje te wysłały symboliczną liczbę żołnierzy, aby się temu przeciwstawić, pogłębiając rozłam w NATO, którego dokonała Dania. Nic zatem dziwnego, że Donald Trump zdecydował postawić te kraje do pionu tym bardziej, że wbrew opiniom wielu ekspertów, rosyjskie i chińskie zagrożenie jest zupełnie realne.
O ile Władimir Putin jest obecnie uwikłany w wojnę na Ukrainie, to Pekin z godną podziwu systematycznością realizuje powzięty wiele lat temu plan podboju świata do 2049 roku czyli na setną rocznicę powstania Komunistycznej Partii Chin. I chociaż używa do tego niemilitarnych środków, są one skuteczne.
Grenlandia a sprawa polska
Polska nie ma żadnego interesu na Grenlandii, ma jednak bardzo głęboki interes w tym, aby Stany Zjednoczone pozostały światowym mocarstwem, co bez umocnienia pozycji byłoby bardzo trudne – czy tego polskie elity chcą, czy nie Stany Zjednoczone to gwarant naszego bezpieczeństwa. Z punktu widzenia Polski źle się stało, że Dania doprowadziła do rozłamu w NATO, gdyż to może zostać odczytane na Kremlu jako słabość Sojuszu i stanowić zachętę do blietzkriegu na zachód, po trupie Polski. Należy podkreślić, że Rosja postrzega Unię Europejską nie jako potencjalnego partnera, ale terytorium ekspansji, co znalazło swój wyraz w koncepcji przestrzeni od Władywostoku do Lizbony.




