[Z Niemiec dla Tysol.pl] Wojciech Osiński: Bezzębne szczęki niemieckich kłamców

Kiedy w sporach z Warszawą wszelkie merytoryczne argumenty zawodzą, niemieckie media wytaczają najcięższe działa, świadomie posługując się kłamstwami.
/ Pixabay.com
Próbuję sobie wyobrazić jakiegoś lidera partii opozycyjnej w Niemczech (choćby szefa Zielonych Roberta Habecka), który donosi w Strasburgu na kanclerz Angelę Merkel, utrzymując, jakoby CDU wygrała ostatnie wybory tylko 'przypadkiem'. Albo burmistrza Berlina Michaela Müllera (SPD), który ostentacyjnie bojkotuje posiedzenie z szefową rządu federalnego, ponieważ jej 'nie lubi'. Albo grupę 'niezawisłych' niemieckich sędziów, wznoszących w Parlamencie Europejskim lament, że wybór prezesa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Andreasa Voßkuhlego był 'polityczny' (bo był, więcej: w 2012 r. Voßkuhle miał być kandydatem na prezydenta Niemiec).
 
Lub przewodniczącego Bundestagu Wolfganga Schäublego, który - skorzystawszy z prerogatyw 'drugiej osoby w państwie' - wybiera się do Brukseli, aby zapytać zagranicznych prawników, czy zawieszenie konwencji dublińskiej i tym samym otwarcie granic dla milionów imigrantów było 'zgodne z prawem unijnym'. Niestety jakoś sobie tego wyobrazić nie mogę.
 
Niedawno można było odnieść wrażenie, że w ramach ogólnej strategii przekonywania Brukseli, jakoby nad Wisłą panowała 'dyktatura', opozycja już dalej posunąć się nie może. Cztery lata bezmyślnego atakowania prezydenta, rządu oraz fundamentalnych dla Polski spraw spokojnie wystarczyłoby do przegrania kolejnych wyborów prezydenckich. Ściągnięcie na Polskę gromów z Zachodu okazało się wizerunkowym prezentem dla PiS. Gniew wyborców na 'opozycyjną targowicę', która chce na arenie międzynarodowej położyć kres reformie sądownictwa, umocnił poparcie dla rządzących.
 
Najpóźniej po drugich przegranych z rzędu wyborach parlamentarnych rozsądny polityk postarałby się przekonać wyborców, że nie potępia ich poglądów. Usiłowałby przykuć uwagę Polaków perswazją, iż zmiany w polskim sądownictwie są jak najbardziej pożądane, z tym że mogłyby być np. przeprowadzone lepiej. Po czterech latach narastającego rozczarowania powinno dotrzeć do podnieconego własną propagandą obozu opozycji, ze coś jest nie tak.  
 
Tymczasem jej liderzy dalej nakręcają się własnymi rojeniami, podobnie jak oddane im media, które agregują mrzonki o 'milionach Polaków' pragnących przywrócić 'stan poprzedni'. W dalszym ciągu nie widać u nich zdolności do przewidzenia skutków własnych posunięć. Działania marszałka Tomasza Grodzkiego oraz 'niezawisłych' sędziów, którzy kosztem Polski próbują w Unii Europejskiej podbudować własne poczucie wyższości, w kraju budzą jedynie zażenowanie. Trudno przypuszczać, że spotkanie Grodzkiego z wiceszefową KE oraz zaproszenie przezeń do Warszawy Komisji Weneckiej przywróci Platformie Obywatelskiej utraconą popularność. Nie trzeba być wielkim analitykiem, aby dostrzec, że w ostatnich dniach opozycja i jej przystawki straciły kolejne pokłady zaufania. Zresztą jej czołowi politycy o tym wiedzą i właśnie dlatego szukają pomocy w Europie.
 
Z drugiej strony trudno nie powstrzymać się od obaw, że przyjęta przez opozycję strategia obrzydzania Polski przynosi nam za granicą więcej szkód niż korzyści. To nikt inny jak 'totalsi', kierując się nieprzemyślanymi odruchami własnej pychy, izolują Polskę w Unii Europejskiej. Instynkt, którym są przesiąknięci posłowie PO, musi być przemożny, skoro są w stanie zagłosować za rezolucją przeciwko własnej ojczyźnie, a marszałek Senatu RP ściąga na Warszawę falę niechęci, posuwając się do nieuprawnionego realizowania własnej polityki zagranicznej.   
 
Zresztą tego rodzaju filipiki natychmiast zostają zacytowane przez niechętne Polsce media na Zachodzie, sprzyjające twardej linii eurokratów. W niemieckiej prasie każde wystąpienie Tomasza Grodzkiego otrąbiane jest przeto jako poważne polityczne wydarzenie, dostarczające czytelnikowi satysfakcji, że polska demokracja jeszcze 'oddycha'. W ubiegłą środę dziennik 'Süddeutsche Zeitung' po raz kolejny wzbudził niepokój przypominaniem, jakoby 'narodowo-populistyczny' rząd w Warszawie 'rujnował' wizerunek 'trzeciej osoby w państwie'.
 

"Prokuratura w Szczecinie wszczęła śledztwo w sprawie podejrzeń o korupcję, mimo że wszelkie zarzuty są oparte na wypowiedziach anonimowych osób, które prawdopodobnie zostały przekupione. [...] Z kolei sterowane przez PiS media państwowe i portale internetowe powtarzają te zarzuty, choć są pozbawione wszelkich podstaw"

 
- przekonuje Florian Hassel.
 
Jego artykuł ukazał się już po opublikowaniu wywiadów z osobami, które wbrew zapewnieniom niemieckiego redaktora nie zasłaniały się 'maską anonimowości', jak choćby prof. Agnieszka Popiela czy Henryk Osiewalski. Dlaczego w takim razie Hassel znów wprowadza czytelnika w błąd?
 
Trudno oprzeć się wrażeniu, że monachijski dziennik prowadzi świadomą grę obliczoną na wzmożenie negatywnych emocji wobec polskiego rządu. W niemieckich mediach nie ma miejsca na argumenty czy zastrzeżenia, które mogłyby złagodzić przekaz. Wystarczą określenia jak 'narodowo-populistyczny' lub 'niszczenie wymiaru sprawiedliwości', aby wszystkie portale przeżuwające codzienną prasę skróciły leady tekstów o Polsce do jednej linijki, która potem przez kilka dni zajmuje umysł odbiorcy.
 
Tyle że artykuły prasowe o Polsce, im bardziej pełne kategorycznych wezwań i ostrych słów, tym bardziej odsłaniają bezzębne szczęki ich autorów.
 

"Mimo wytoczenia najcięższych posiadanych armat Komisja Europejska ma nadal związane ręce, a Parlament Europejski może jedynie przyjmować rezolucje, które w Warszawie nic nie znaczą"

 
- pisze w przypływie szczerości lewicowy dziennik 'die tageszeitung'.
 
Kiedy więc wszystkie środki zawodzą, trzeba dostarczyć czytelnikowi mocnych obrazów i zdań, którymi będą się również żywili niemieccy politycy. Nieprzypadkowym ukoronowaniem ostatniego tekstu w 'Süddeutsche Zeitung', w którym Hassel miota bezsilne gromy na polski rząd, jest umieszczony na tej samej stronie wywiad z Kathariną Barley, byłą minister sprawiedliwości w rządzie Angeli Merkel i obecną wiceszefową PE. Jak widać - nader podatną na narrację szerzoną przez polską opozycję i zachodnie media.
 

"Jeśli ustawa dyscyplinująca sędziów zostanie przyjęta, to natychmiast musi zadziałać Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i zawnioskować o środki tymczasowe, by wykonanie prawa zostało zawieszone. Gdyby to nie poskutkowało, trzeba zagrozić Polsce dotkliwymi karami finansowymi. [...] Nawet najostrzejsze postępowania nie robią na tym rządzie wrażenia. To jest jawna prowokacja, prawdziwy afront"

 
- martwi się Barley w obłudnie zbolałym tonie, pozwalającym w tych dniach zakrzyczeć wszelkie poczynania francuskiej policji oraz spory na linii Madryt-TSUE.

Czy była szefowa resortu sprawiedliwości w RFN naprawdę nie wie, jak funkcjonuje system sądowniczy w jej własnym kraju? Oczywiście, że wie. Tu można się śmiało zgodzić z argumentacją Patryka Jakiego: to jest przemyślana cyniczna kampania, niezbędna do realizowania neokolonizatorskich zamiarów w Polsce. Czynny udział w organizowaniu zewnętrznego nacisku na Warszawę bierze również Katharina Barley, która podczas środowej dyskusji z eurposłem Jakim w PE poległa merytorycznym sztychem polemicznej szpady.

Otóż w Niemczech w skład komisji ds. wyboru sędziów federalnych wchodzi 16 ministrów landowych oraz 16 ekspertów wskazanych przez Bundestag. Owe gremium 'eksperckie' odzwierciedla zatem układ sił w parlamencie, dopuszczając teoretycznie do głosu wszystkie siły polityczne. Teoretycznie, bo w rzeczywistości o wyborze sędziów decydują dwa największe współrządzące obozy - CDU i SPD (z której wywodzi się pani Barley). Pozostałe partie odgrywają więc w najlepszym razie drugorzędną rolę.

"Przebieg wyboru sędziów federalnych w Niemczech jest wysoce niesprawiedliwy i niekonstytucyjny"


- twierdzi wiceszefowa Die Grünen Annalena Baerbock.

Na szczególną uwagę zasługuje także dobór członków Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe (BVerG). W tym przypadku niemieccy politycy nawet nie chcą ocalić pozorów: sędziowie BVerG wybierani są przez czysto polityczne gremium, składające się z dwunastu posłów Bundestagu.

"To zdumiewające, że wymagania dotyczące sędziów niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego są niższe niż np. w przypadku wyboru pełnomocnika ds. ochrony danych"


dziwi się Norbert Lammert, profesor prawa i wieloletni przewodniczący Bundestagu z ramienia CDU, który uważa wybór sędziów do BVerG za (sympatycy KOD-u, uwaga!) 'sprzeczny z konstytucją'.

Tym niemniej ta ścisła partyjno-polityczna kontrola przy obsadzaniu stanowisk w najwyższych niemieckich sądach nie jest przedmiotem debaty publicznej. Wprawdzie co inteligentniejsi publicyści (jak np. były redaktor naczelny tygodnika 'Wirtschaftswoche' Roland Tichy), zauważają, że histeria, z jaką niemieccy europosłowie rzucają pod adresem PiS swoje oskarżenia, jest grubą kpiną ze zdrowego rozsądku. Ale wykazywanie się nadmiarem ciekawości grozi także za Odrą zepchnięciem do medialnych nisz.
 
Można się więc spodziewać, że spór o reformę polskiego sądownictwa tak szybko nie wygaśnie, bo jest jednym z ostatnich żywiołów napędzających opozycję. Jej frakcja w PE zdążyła nas już przyzwyczaić do tego, że potrafi przyznać rację nawet Putinowi, z zupełnym lekceważniem interesu Polski. Natomiast zajadłość, z jaką niemieccy dziennikarze rzucają się do gardeł polskim rządzącym, powinna niektóre środowiska decyzyjne nad Sprewą poważnie zastanowić. Sypane bez umiaru oskarżenia mogą się bowiem okazać zgniecioną sprężyną, która kiedyś niespodziewanie odbije się w zęby (jeśli jeszcze będą).
 
Wojciech Osiński

 

POLECANE
Prezydent upamiętnił Jolantę Brzeską. Brutalnie zamordowana z ostatniej chwili
Prezydent upamiętnił Jolantę Brzeską. "Brutalnie zamordowana"

Na Pałacu Prezydenckim wyświetlono iluminację poświęconą Jolancie Brzeskiej. "Brutalnie zamordowana 15 lat temu. Pamiętamy!" – czytamy we wpisie Kancelarii Prezydenta RP.

Atak USA na Iran. Nowe dane o poległych amerykańskich żołnierzach z ostatniej chwili
Atak USA na Iran. Nowe dane o poległych amerykańskich żołnierzach

Bilans ofiar wśród żołnierzy USA rośnie. W wyniku operacji na Bliskim Wschodzie zginęło już sześciu amerykańskich żołnierzy – poinformowało w poniedziałek po godz. 22 czasu polskiego Dowództwo Centralne USA (CENTOM).

Prezentacja kandydata PiS na premiera. Rzecznik PiS podał datę z ostatniej chwili
Prezentacja kandydata PiS na premiera. Rzecznik PiS podał datę

– W sobotę, 7 marca prezes PiS Jarosław Kaczyński zaprezentuje kandydata Prawa i Sprawiedliwości na urząd premiera w kolejnych wyborach parlamentarnych – poinformował rzecznik partii Rafał Bochenek.

Minister obrony pojechał na wakacje do Dubaju. Wróci wojskowym samolotem z ostatniej chwili
Minister obrony pojechał na wakacje do Dubaju. Wróci wojskowym samolotem

Minister obrony Włoch Guido Crosetto utknął w Dubaju po zawieszeniu lotów po atakach USA i Izraela oraz odwecie Teheranu. Zapowiedział, że wróci sam wojskowym samolotem, a rodzinę zostawi na miejscu.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada przerwę serwisową aplikacji mZUS i mZUS dla Lekarza.

Paweł Jędrzejewski: Atak na Iran, a Księga Estery tylko u nas
Paweł Jędrzejewski: Atak na Iran, a Księga Estery

Haman - Chamenei. Mordechaj - Netanjahu. Achaszwerosz - Trump. Estera - ??? Analogie są tu oczywiste. Pomiędzy tym, co - wedle Biblii - działo się na Bliskim Wschodzie 2500 lat temu i co dzieje się tam dziś, gdy USA i Izrael rozpoczęły wielką akcję militarną przeciwko reżimowi irańskiemu.

Stopy procentowe w Polsce. Czy wojna na Bliskim Wschodzie pokrzyżuje plany RPP? z ostatniej chwili
Stopy procentowe w Polsce. Czy wojna na Bliskim Wschodzie pokrzyżuje plany RPP?

Atak na Iran i odpowiedź Teheranu podbiły notowania cen ropy naftowej. Czy wojna na Bliskim Wschodzie pokrzyżuje plany Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych? Posiedzenie RPP rozpocznie się już w wtorek 3 marca.

Kandydat PiS na premiera. Prezydent odpowiedział krótko z ostatniej chwili
Kandydat PiS na premiera. Prezydent odpowiedział krótko

Według nieoficjalnych ustaleń mediów PiS ma ogłosić kandydata na premiera już 7 marca w Krakowie. Prezydent Karol Nawrocki został zapytany o to, czy zna nazwisko polityka, którego wskazał Jarosław Kaczyński.

Referendum w Krakowie. Tusk mówi o rozróbie, a Majchrowski ostrzega z ostatniej chwili
Referendum w Krakowie. Tusk mówi o "rozróbie", a Majchrowski ostrzega

Zbiórka podpisów pod wnioskiem o referendum ws. odwołania prezydenta Krakowa weszła w kluczową fazę. – To możliwe – tak o odwołaniu Aleksandra Miszalskiego mówi były prezydent miasta Jacek Majchrowski.

Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego

Cytomammobus Świętokrzyskiego Centrum Onkologii rusza w marcową trasę. Od 6 do 26 marca 2026 bezpłatna mammografia oraz cytologia lub diagnostyka HPV w wielu lokalizacjach – informuje w komunikacie Urząd Marszałkowski Województwa Świętokrzyskiego.

REKLAMA

[Z Niemiec dla Tysol.pl] Wojciech Osiński: Bezzębne szczęki niemieckich kłamców

Kiedy w sporach z Warszawą wszelkie merytoryczne argumenty zawodzą, niemieckie media wytaczają najcięższe działa, świadomie posługując się kłamstwami.
/ Pixabay.com
Próbuję sobie wyobrazić jakiegoś lidera partii opozycyjnej w Niemczech (choćby szefa Zielonych Roberta Habecka), który donosi w Strasburgu na kanclerz Angelę Merkel, utrzymując, jakoby CDU wygrała ostatnie wybory tylko 'przypadkiem'. Albo burmistrza Berlina Michaela Müllera (SPD), który ostentacyjnie bojkotuje posiedzenie z szefową rządu federalnego, ponieważ jej 'nie lubi'. Albo grupę 'niezawisłych' niemieckich sędziów, wznoszących w Parlamencie Europejskim lament, że wybór prezesa Federalnego Trybunału Konstytucyjnego Andreasa Voßkuhlego był 'polityczny' (bo był, więcej: w 2012 r. Voßkuhle miał być kandydatem na prezydenta Niemiec).
 
Lub przewodniczącego Bundestagu Wolfganga Schäublego, który - skorzystawszy z prerogatyw 'drugiej osoby w państwie' - wybiera się do Brukseli, aby zapytać zagranicznych prawników, czy zawieszenie konwencji dublińskiej i tym samym otwarcie granic dla milionów imigrantów było 'zgodne z prawem unijnym'. Niestety jakoś sobie tego wyobrazić nie mogę.
 
Niedawno można było odnieść wrażenie, że w ramach ogólnej strategii przekonywania Brukseli, jakoby nad Wisłą panowała 'dyktatura', opozycja już dalej posunąć się nie może. Cztery lata bezmyślnego atakowania prezydenta, rządu oraz fundamentalnych dla Polski spraw spokojnie wystarczyłoby do przegrania kolejnych wyborów prezydenckich. Ściągnięcie na Polskę gromów z Zachodu okazało się wizerunkowym prezentem dla PiS. Gniew wyborców na 'opozycyjną targowicę', która chce na arenie międzynarodowej położyć kres reformie sądownictwa, umocnił poparcie dla rządzących.
 
Najpóźniej po drugich przegranych z rzędu wyborach parlamentarnych rozsądny polityk postarałby się przekonać wyborców, że nie potępia ich poglądów. Usiłowałby przykuć uwagę Polaków perswazją, iż zmiany w polskim sądownictwie są jak najbardziej pożądane, z tym że mogłyby być np. przeprowadzone lepiej. Po czterech latach narastającego rozczarowania powinno dotrzeć do podnieconego własną propagandą obozu opozycji, ze coś jest nie tak.  
 
Tymczasem jej liderzy dalej nakręcają się własnymi rojeniami, podobnie jak oddane im media, które agregują mrzonki o 'milionach Polaków' pragnących przywrócić 'stan poprzedni'. W dalszym ciągu nie widać u nich zdolności do przewidzenia skutków własnych posunięć. Działania marszałka Tomasza Grodzkiego oraz 'niezawisłych' sędziów, którzy kosztem Polski próbują w Unii Europejskiej podbudować własne poczucie wyższości, w kraju budzą jedynie zażenowanie. Trudno przypuszczać, że spotkanie Grodzkiego z wiceszefową KE oraz zaproszenie przezeń do Warszawy Komisji Weneckiej przywróci Platformie Obywatelskiej utraconą popularność. Nie trzeba być wielkim analitykiem, aby dostrzec, że w ostatnich dniach opozycja i jej przystawki straciły kolejne pokłady zaufania. Zresztą jej czołowi politycy o tym wiedzą i właśnie dlatego szukają pomocy w Europie.
 
Z drugiej strony trudno nie powstrzymać się od obaw, że przyjęta przez opozycję strategia obrzydzania Polski przynosi nam za granicą więcej szkód niż korzyści. To nikt inny jak 'totalsi', kierując się nieprzemyślanymi odruchami własnej pychy, izolują Polskę w Unii Europejskiej. Instynkt, którym są przesiąknięci posłowie PO, musi być przemożny, skoro są w stanie zagłosować za rezolucją przeciwko własnej ojczyźnie, a marszałek Senatu RP ściąga na Warszawę falę niechęci, posuwając się do nieuprawnionego realizowania własnej polityki zagranicznej.   
 
Zresztą tego rodzaju filipiki natychmiast zostają zacytowane przez niechętne Polsce media na Zachodzie, sprzyjające twardej linii eurokratów. W niemieckiej prasie każde wystąpienie Tomasza Grodzkiego otrąbiane jest przeto jako poważne polityczne wydarzenie, dostarczające czytelnikowi satysfakcji, że polska demokracja jeszcze 'oddycha'. W ubiegłą środę dziennik 'Süddeutsche Zeitung' po raz kolejny wzbudził niepokój przypominaniem, jakoby 'narodowo-populistyczny' rząd w Warszawie 'rujnował' wizerunek 'trzeciej osoby w państwie'.
 

"Prokuratura w Szczecinie wszczęła śledztwo w sprawie podejrzeń o korupcję, mimo że wszelkie zarzuty są oparte na wypowiedziach anonimowych osób, które prawdopodobnie zostały przekupione. [...] Z kolei sterowane przez PiS media państwowe i portale internetowe powtarzają te zarzuty, choć są pozbawione wszelkich podstaw"

 
- przekonuje Florian Hassel.
 
Jego artykuł ukazał się już po opublikowaniu wywiadów z osobami, które wbrew zapewnieniom niemieckiego redaktora nie zasłaniały się 'maską anonimowości', jak choćby prof. Agnieszka Popiela czy Henryk Osiewalski. Dlaczego w takim razie Hassel znów wprowadza czytelnika w błąd?
 
Trudno oprzeć się wrażeniu, że monachijski dziennik prowadzi świadomą grę obliczoną na wzmożenie negatywnych emocji wobec polskiego rządu. W niemieckich mediach nie ma miejsca na argumenty czy zastrzeżenia, które mogłyby złagodzić przekaz. Wystarczą określenia jak 'narodowo-populistyczny' lub 'niszczenie wymiaru sprawiedliwości', aby wszystkie portale przeżuwające codzienną prasę skróciły leady tekstów o Polsce do jednej linijki, która potem przez kilka dni zajmuje umysł odbiorcy.
 
Tyle że artykuły prasowe o Polsce, im bardziej pełne kategorycznych wezwań i ostrych słów, tym bardziej odsłaniają bezzębne szczęki ich autorów.
 

"Mimo wytoczenia najcięższych posiadanych armat Komisja Europejska ma nadal związane ręce, a Parlament Europejski może jedynie przyjmować rezolucje, które w Warszawie nic nie znaczą"

 
- pisze w przypływie szczerości lewicowy dziennik 'die tageszeitung'.
 
Kiedy więc wszystkie środki zawodzą, trzeba dostarczyć czytelnikowi mocnych obrazów i zdań, którymi będą się również żywili niemieccy politycy. Nieprzypadkowym ukoronowaniem ostatniego tekstu w 'Süddeutsche Zeitung', w którym Hassel miota bezsilne gromy na polski rząd, jest umieszczony na tej samej stronie wywiad z Kathariną Barley, byłą minister sprawiedliwości w rządzie Angeli Merkel i obecną wiceszefową PE. Jak widać - nader podatną na narrację szerzoną przez polską opozycję i zachodnie media.
 

"Jeśli ustawa dyscyplinująca sędziów zostanie przyjęta, to natychmiast musi zadziałać Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej i zawnioskować o środki tymczasowe, by wykonanie prawa zostało zawieszone. Gdyby to nie poskutkowało, trzeba zagrozić Polsce dotkliwymi karami finansowymi. [...] Nawet najostrzejsze postępowania nie robią na tym rządzie wrażenia. To jest jawna prowokacja, prawdziwy afront"

 
- martwi się Barley w obłudnie zbolałym tonie, pozwalającym w tych dniach zakrzyczeć wszelkie poczynania francuskiej policji oraz spory na linii Madryt-TSUE.

Czy była szefowa resortu sprawiedliwości w RFN naprawdę nie wie, jak funkcjonuje system sądowniczy w jej własnym kraju? Oczywiście, że wie. Tu można się śmiało zgodzić z argumentacją Patryka Jakiego: to jest przemyślana cyniczna kampania, niezbędna do realizowania neokolonizatorskich zamiarów w Polsce. Czynny udział w organizowaniu zewnętrznego nacisku na Warszawę bierze również Katharina Barley, która podczas środowej dyskusji z eurposłem Jakim w PE poległa merytorycznym sztychem polemicznej szpady.

Otóż w Niemczech w skład komisji ds. wyboru sędziów federalnych wchodzi 16 ministrów landowych oraz 16 ekspertów wskazanych przez Bundestag. Owe gremium 'eksperckie' odzwierciedla zatem układ sił w parlamencie, dopuszczając teoretycznie do głosu wszystkie siły polityczne. Teoretycznie, bo w rzeczywistości o wyborze sędziów decydują dwa największe współrządzące obozy - CDU i SPD (z której wywodzi się pani Barley). Pozostałe partie odgrywają więc w najlepszym razie drugorzędną rolę.

"Przebieg wyboru sędziów federalnych w Niemczech jest wysoce niesprawiedliwy i niekonstytucyjny"


- twierdzi wiceszefowa Die Grünen Annalena Baerbock.

Na szczególną uwagę zasługuje także dobór członków Federalnego Trybunału Konstytucyjnego w Karlsruhe (BVerG). W tym przypadku niemieccy politycy nawet nie chcą ocalić pozorów: sędziowie BVerG wybierani są przez czysto polityczne gremium, składające się z dwunastu posłów Bundestagu.

"To zdumiewające, że wymagania dotyczące sędziów niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego są niższe niż np. w przypadku wyboru pełnomocnika ds. ochrony danych"


dziwi się Norbert Lammert, profesor prawa i wieloletni przewodniczący Bundestagu z ramienia CDU, który uważa wybór sędziów do BVerG za (sympatycy KOD-u, uwaga!) 'sprzeczny z konstytucją'.

Tym niemniej ta ścisła partyjno-polityczna kontrola przy obsadzaniu stanowisk w najwyższych niemieckich sądach nie jest przedmiotem debaty publicznej. Wprawdzie co inteligentniejsi publicyści (jak np. były redaktor naczelny tygodnika 'Wirtschaftswoche' Roland Tichy), zauważają, że histeria, z jaką niemieccy europosłowie rzucają pod adresem PiS swoje oskarżenia, jest grubą kpiną ze zdrowego rozsądku. Ale wykazywanie się nadmiarem ciekawości grozi także za Odrą zepchnięciem do medialnych nisz.
 
Można się więc spodziewać, że spór o reformę polskiego sądownictwa tak szybko nie wygaśnie, bo jest jednym z ostatnich żywiołów napędzających opozycję. Jej frakcja w PE zdążyła nas już przyzwyczaić do tego, że potrafi przyznać rację nawet Putinowi, z zupełnym lekceważniem interesu Polski. Natomiast zajadłość, z jaką niemieccy dziennikarze rzucają się do gardeł polskim rządzącym, powinna niektóre środowiska decyzyjne nad Sprewą poważnie zastanowić. Sypane bez umiaru oskarżenia mogą się bowiem okazać zgniecioną sprężyną, która kiedyś niespodziewanie odbije się w zęby (jeśli jeszcze będą).
 
Wojciech Osiński


 

Polecane