[Tylko u nas] Marek Budzisz: Opowiedzmy światu wstydliwą historię antysemityzmu w ZSRR. Oto przykłady

9 maja 2018, w wielkiej manifestacji, jaka przeszła ulicami Moskwy w związku z obchodami uroczystości tzw. nieśmiertelnego pułku, wziął udział, idąc zresztą na czele pochodu, izraelski premier Binjamin Netanjahu. Niósł on, podobnie jak wszyscy jej uczestnicy wizerunek jednego z bohaterów II wojny światowej. W jego przypadku był to konterfekt Wolfa Wileńskiego. Jako, że w dyplomacji nic nie dzieje się przypadkowo, a w rosyjskiej szczególnie, warto poświęcić nieco uwagi losom tego weterana.
/ Benjamin Netanjahu z Władimirem Putinem podczas parady z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie w 2018 r., fot. Wikipedia, kremlin.ru - Creative Commons Attribution 4.0
Urodził się on w 1919 roku w okolicach Kowna, na Litwie i był litewskim obywatelem, podoficerem armii litewskiej. Po aneksji kraju przez Sowietów, jak to zabawnie stwierdzają rosyjskie opracowania „dostał pracę” przy budowie linii kolejowej w okolicach Taszkientu, w Uzbekistanie. I to chyba wówczas, można tak przypuszczać, ten podoficer litewskiej armii i obywatel okupowanego państwa, chcąc się zapewne ratować wstąpił na służbę w Armii Czerwonej, przeszedł wraz z nią szlak bojowy. Odznaczył się niemałymi zasługami, bo dostał oficjalny tytuł Bohatera ZSRR. Losy tak go rzuciły, że wyzwalał, czego wielu Litwinów tak dziś by zapewne nie nazwało, własną ojczyznę walcząc w okolicach m.in. w okolicach Pojegów, miasta w zachodniej Litwie w radziwiłłowskim rejonie Taurogów. Po wojnie ten kawaler dwóch orderów Lenina i innych odznaczeń został w armii, skończył Akademię im. Frunzego, dowodził pułkiem a następnie dywizją Armii Czerwonej stacjonującej w Estonii. Potem, będąc, jak można przypuszczać, sowieckim generałem a przynajmniej pułkownikiem, został szefem katedry wojskowości na Uniwersytecie Wileńskim. W 1972 roku odszedł na emeryturę, a w 1983, po 11 latach starań i wielu odmowach wyemigrował do Izraela, gdzie żył do 1992 roku. W Izraelu dostał też tytuł honorowego pułkownika tamtejszej armii. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element biografii Wulfa Wileńskiego. Otóż z tego powodu, że zdecydował się na emigrację do Izraela w ZSRR uznany został, chyba nieoficjalnie, za zdrajcę. I w rezultacie nie umieszczono jego nazwiska w oficjalnym, wydanym w latach 1987 – 88, rejestrze bohaterów II wojny światowej. To pierwszy z wielu przykładów, jak izraelski premier, maszerujący zresztą w tym pochodzie z wpiętą w klapę „wstążką św. Jerzego” będącą w wielu krajach tzw. obszaru postsowieckiego zakazaną manifestacją wielkorosyjskiego szowinizmu, lekceważy, w imię doraźnych, politycznych korzyści, długą tradycję antysemityzmu w ZSRR, do której dzisiejsi władcy Kremla, z oczywistych powodów też nie mają ochoty się przyznawać.

Inny, nie mniej wymowny, a dziś powracający przykład. W ubiegłym roku Rosjanie zorganizowali w Warszawie (tak, właśnie tak!) światową premierę filmu w reżyserii Konstantina Chabienskiego Sobibór. Niedługo potem stał się on rosyjskim kandydatem do Oskara. Jednym z zasadniczych elementów towarzyszącej temu przedsięwzięciu oficjalnej moskiewskiej narracji jest z jednej strony podkreślanie roli rosyjskiego oficera, z drugiej zaś argumentowanie, że tylko jedna z trzech grup uciekinierów, którzy wyzwolili się z niemieckiego obozu śmierci przeżyła. Dlaczego? Po dwie pozostałe zostały albo wymordowane przez antysemickich Ukraińców, albo wydane niemieckim oprawcom przez współdziałających z nimi Polaków. Piszę o tym, nie tylko po to aby udowadniać, że rosyjskie antypolskie natarcie propagandowe przygotowywane było dużo wcześniej. Chodzi też o to, że Polska nie wykorzystuje, w trwającej dyskusji argumentów, którymi dysponuje. Weźmy choćby pod uwagę postać samego organizatora powstania, czyli Aleksandra Peczerskiego, rosyjskiego oficera żydowskiego pochodzenia, jeńca, który po tym jak dostał się do niewoli i próbował z niej zbiec wysłany został przez Niemców właśnie do Sobiboru. Tam zorganizował, lub precyzyjnie całą sprawę ujmując współorganizował powstanie. Jak oceniają historycy tylko dzięki jego oficerskiemu przygotowaniu plan powstania i ucieczki mógł się powieść. Z polskiego punktu widzenia upamiętnienie losu jego i innych więźniów jest też ważne z innego powodu. Przede wszystkim, dlatego, że Peczerski to ofiara stalinowskich represji i „zapomniany bohater”, o którym w samej Rosji, do lat dziewięćdziesiątych, czyli do momentu śmierci, mieszkającego w Rostowie nad Donem przywódcy powstania, mało, kto słyszał. Tak samo jak mało, kto słyszał, a powinien, że po tym jak przebił się wraz z uciekającymi przez linię niemiecko – rosyjskiego frontu, wcale nie spotkały go honory i uznanie. Wręcz przeciwnie. Trafił do karnego batalionu, będąc, jak wszyscy inni, którym udało się wydostać z niemieckiej niewoli, oskarżonym o zdradę ZSRR. Po wojnie nie było lepiej. Rozpoczęte przez Stalina antysemickie czystki dotknęły i jego. Aresztowania, zakaz wyjazdu poza granice ZSRR (a miał być jednym ze świadków w Norymberdze), kilkuletnie pozostawanie bez pracy, to los tego zapomnianego przez świat bohatera. Czy z punktu widzenia polskich interesów, które winny, w tym przynajmniej obszarze polegać na próbie opowiedzenia prawdziwej, czyli całej, historii naszej części świata losy Peczerskiego i całego obozu w Sobiborze nie są gotowym scenariuszem pasjonującej opowieści?

Warto też przypomnieć, w kontekście wypowiedzi Władimira Putina, iż Rosja była zawsze po „dobrej stronie mocy” los, polskich obywateli, więźniów łagrów, polityków Bundu, Wiktora Altera i Henryka Ehrliaha, którzy po tym jak wydostali się po interwencjach polskiej ambasady w Kujbyszewie z sowieckiego łagru zaproponowali Stalinowi powołanie Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, który został ostatecznie powołany do życia w lutym 1942 i na czele którego postawiony został znany aktor Salomon Michoels. Tylko, że wcześniej pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, na którym Stalinowi chcącemu pozyskać wsparcie diaspory żydowskiej, głównie amerykańskiej, zostali aresztowani i potajemnie, najprawdopodobniej w grudniu 1941 roku straceni. Zresztą los Michoelsa, po tym jak przestał być Stalinowi potrzebny nie był wcale lepszy. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, najprawdopodobniej zamordowany przez KGB, w styczniu 1948 roku. Jego likwidacja stała się początkiem kampanii wymierzonej w instytucje kulturalne i edukacyjne rosyjskich Żydów. 17 listopada zlikwidowano wszystkie wydawnictwa publikujące w języku jidysz (hebrajski już wcześniej, jako język „burżuazyjny” był już wcześniej niemile widziany przez władze) oraz placówki kulturalne i edukacyjne. W latach 1948 – 53 aresztowano i skazano na wieloletnie wyroki więzienia, jak pisze w swej monografii poświęconej sytuacji Żydów w ZSRR Zvi Gitelman „setki przedstawicieli żydowskich środowisk kulturalnych – pisarzy, aktorów, artystów, rzeźbiarzy, muzyków i dziennikarzy”. Rozpoczęta wówczas kampania walki z „nacjonalistycznym odchyleniem” miała głównie antysemicki odcień, bo jak napisał jeden z badaczy „70 % tych, którzy podlegali krytyce w prasie było pochodzenia Żydowskiego”. Zakończenie w lipcu 1952 roku wielkiego procesu antysyjonistycznego, w którym kilkanaście osób skazanych zostało na śmierć, a wyroki wkrótce potem wykonano, zbiegło się z kolejną, tym razem już ostatnią stalinowską falą represji o wyraźnie antysemickim obliczu. Chodzi oczywiście o kampanię, szerzej znaną pod hasłem „spisku lekarzy”, której celem, jak dziś uważają historycy, była deportacja wszystkich Żydów do łagrów zlokalizowanych na Syberii. Tylko śmierć Józefa Stalina spowodowała wstrzymanie przygotowywanych deportacji, na potrzeby, których zamówione było już tysiące wagonów kolejowych.

Chruszczowowska odwilż też nie oznaczała natychmiastowej zmiany sytuacji obywateli ZSRR pochodzenia żydowskiego. Zlikwidowane instytucje kulturalne nie zostały nigdy odbudowane, pierwsza książka w języku jidysz została opublikowana dopiero w 1959 roku, a do upadku Chruszczowa w 1964 wydano tylko 6 książek w tym języku. Nie przywrócono też żadnej zlikwidowanej wcześniej szkoły z wykładowym językiem jidysz. Represje nie miały takiej skali jak za czasów Stalina, ale warto pamiętać, że ofiarami dwóch wielkich kampanii – walki z religią oraz walki z nadużyciami gospodarczymi byli głównie rosyjscy Żydzi. Benjamin Pinkus, autor pracy Sowiecki rząd i Żydzi w latach 1948 – 1967, obliczył, że tylko w latach 1960 – 1964 ukazało się w rosyjskiej prasie ponad 300 artykułów atakujących judaizm. Jeśli idzie o walkę z nadużyciami gospodarczymi, to, jak szacuje ten sam historyk, z grupy 117 osób skazanych na śmierć z tego powodu w 512 procesach, 78 % było Żydami.

Za czasów Breżniewa mieliśmy do czynienia z „antsyjonistycznymi” kampaniami po wojnie 6-dniowej, sowieckie władze szerzyły propagandę, że wolnościowe i opozycyjne ruchy, zarówno w Związku Sowieckim jak i w krajach obozu, organizowane są głównie przez ludzi o korzeniach żydowskich. Na to nakładały się „trudności” w zakresie emigracji do Izraela, czego los Wulfa Wileńskiego jest najlepszą egzemplifikacją. I znów, gdyby nie zaangażowanie Polski w operację Most, wyjazd setek tysięcy Żydów z obszarów byłego ZSRR, tworzących dziś znaczącą i wpływową mniejszość w Izraelu, nie byłby rzeczą łatwą.

Jaki wniosek płynie z tego skrótowego, siłą rzeczy, przedstawienia żydowskich losów w ZSRR. Otóż najlepszym orężem w debacie historycznej jest prawda, nawet bolesna i trudna do akceptacji. Jeśli jej nie opowiemy, angażując w tym celu wszystkie posiadane możliwości, budując sprawną „maszynę narracyjną”, to możemy być pewni, że Władimir Putin, chętnie opowie o naszej historii, przemilczając, niektóre wstydliwe aspekty, własnej.

Marek Budzisz

#REKLAMA_POZIOMA#


 

POLECANE
Sojusz nuklearny Paryż - Berlin. Macron i Merz ogłaszają wspólne działania polityka
Sojusz nuklearny Paryż - Berlin. Macron i Merz ogłaszają wspólne działania

Francja zapowiada rozbudowę arsenału jądrowego, a Niemcy oficjalnie wchodzą do wspólnej inicjatywy odstraszania. Po wystąpieniu Emmanuela Macrona opublikowano wspólne oświadczenie z Friedrichem Merzem o utworzeniu francusko-niemieckiej grupy ds. broni jądrowej.

Skokowy wzrost cen paliw w hurcie. Ponad 40 groszy na litrze z ostatniej chwili
Skokowy wzrost cen paliw w hurcie. Ponad 40 groszy na litrze

Ceny ropy naftowej reagują na wojnę na Bliskim Wschodzie, a w Polsce hurtowe ceny paliw poszły w górę. W przypadku oleju napędowego jest to ponad 40 groszy na litrze.

Nowacka zapowiada „rzeczy prawdziwe, a nie udawane”. Będzie edukacja z wojskiem Wiadomości
Nowacka zapowiada „rzeczy prawdziwe, a nie udawane”. Będzie edukacja z wojskiem

Resort edukacji zapowiada gruntowną przebudowę przedmiotu edukacja dla bezpieczeństwa. Ma zmienić się jego nazwa, zakres i formuła – według minister Barbary Nowackiej szkoły potrzebują „rzeczy prawdziwych, a nie udawanych”.

Wojna na Bliskim Wschodzie. Biuro podróży TUI wydało komunikat z ostatniej chwili
Wojna na Bliskim Wschodzie. Biuro podróży TUI wydało komunikat

– Biuro podróży TUI rozpocznie we wtorek sprowadzanie do kraju niemieckich klientów, którzy utknęli na Bliskim Wschodzie z powodu wojny w regionie – poinformował prezes firmy Sebastian Ebel w rozmowie z telewizją NTV. Pierwsze samoloty wylądują w Monachium.

Nie żyje Adam Chełstowski. Znany fotoreporter zmarł nagle z ostatniej chwili
Nie żyje Adam Chełstowski. Znany fotoreporter zmarł nagle

Nie żyje Adam Chełstowski, autor setek legendarnych zdjęć polityków, fotoreporter sejmowy. Zmarł nagle, w wieku 50 lat.

Imigrant brutalnie pobił w Kutnie przypadkową kobietę pilne
Imigrant brutalnie pobił w Kutnie przypadkową kobietę

Do brutalnej napaści na kobietę doszło w centrum Kutna. Policja zatrzymała 28-letniego obywatela Kolumbii, który jest podejrzewany o dokonanie ataku.

Nowy ambasador Rosji w Polsce. Putin wydał dekret z ostatniej chwili
Nowy ambasador Rosji w Polsce. Putin wydał dekret

Rosyjski przywódca Władimir Putin wyznaczył dyplomatę Gieorgija Michnę na stanowisko ambasadora Rosji w Polsce – wynika z dekretu opublikowanego we wtorek na oficjalnym portalu aktów prawnych Kremla.

Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy z ostatniej chwili
Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy

Straż Graniczna opublikowała najnowsze dane dotyczące sytuacji na granicach Polski. 2 marca 2026 r. Straż Graniczna skontrolowała łącznie ponad 7 tys. osób na granicach z Litwą i Niemcami. Poinformowano też o sytuacji na granicy z Białorusią.

Francuska broń jądrowa dla Polski? Szef BBN studzi oczekiwania z ostatniej chwili
Francuska broń jądrowa dla Polski? Szef BBN studzi oczekiwania

Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego Sławomir Cenckiewicz sceptycznie ocenia możliwość realnego objęcia Polski francuskim odstraszaniem nuklearnym. Jego zdaniem Paryż bardzo pilnuje pełnej kontroli nad własnym arsenałem.

NATO przerzuca myśliwce na Azory. Strategiczne znaczenie portugalskiej bazy Wiadomości
NATO przerzuca myśliwce na Azory. Strategiczne znaczenie portugalskiej bazy

Na portugalskich Azorach wyraźnie rośnie aktywność wojskowa NATO. Do stacjonujących tam sił amerykańskich dołączyły brytyjskie samoloty Royal Air Force, a baza Lajes na wyspie Terceira zyskuje coraz większe znaczenie operacyjne.

REKLAMA

[Tylko u nas] Marek Budzisz: Opowiedzmy światu wstydliwą historię antysemityzmu w ZSRR. Oto przykłady

9 maja 2018, w wielkiej manifestacji, jaka przeszła ulicami Moskwy w związku z obchodami uroczystości tzw. nieśmiertelnego pułku, wziął udział, idąc zresztą na czele pochodu, izraelski premier Binjamin Netanjahu. Niósł on, podobnie jak wszyscy jej uczestnicy wizerunek jednego z bohaterów II wojny światowej. W jego przypadku był to konterfekt Wolfa Wileńskiego. Jako, że w dyplomacji nic nie dzieje się przypadkowo, a w rosyjskiej szczególnie, warto poświęcić nieco uwagi losom tego weterana.
/ Benjamin Netanjahu z Władimirem Putinem podczas parady z okazji Dnia Zwycięstwa w Moskwie w 2018 r., fot. Wikipedia, kremlin.ru - Creative Commons Attribution 4.0
Urodził się on w 1919 roku w okolicach Kowna, na Litwie i był litewskim obywatelem, podoficerem armii litewskiej. Po aneksji kraju przez Sowietów, jak to zabawnie stwierdzają rosyjskie opracowania „dostał pracę” przy budowie linii kolejowej w okolicach Taszkientu, w Uzbekistanie. I to chyba wówczas, można tak przypuszczać, ten podoficer litewskiej armii i obywatel okupowanego państwa, chcąc się zapewne ratować wstąpił na służbę w Armii Czerwonej, przeszedł wraz z nią szlak bojowy. Odznaczył się niemałymi zasługami, bo dostał oficjalny tytuł Bohatera ZSRR. Losy tak go rzuciły, że wyzwalał, czego wielu Litwinów tak dziś by zapewne nie nazwało, własną ojczyznę walcząc w okolicach m.in. w okolicach Pojegów, miasta w zachodniej Litwie w radziwiłłowskim rejonie Taurogów. Po wojnie ten kawaler dwóch orderów Lenina i innych odznaczeń został w armii, skończył Akademię im. Frunzego, dowodził pułkiem a następnie dywizją Armii Czerwonej stacjonującej w Estonii. Potem, będąc, jak można przypuszczać, sowieckim generałem a przynajmniej pułkownikiem, został szefem katedry wojskowości na Uniwersytecie Wileńskim. W 1972 roku odszedł na emeryturę, a w 1983, po 11 latach starań i wielu odmowach wyemigrował do Izraela, gdzie żył do 1992 roku. W Izraelu dostał też tytuł honorowego pułkownika tamtejszej armii. Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden element biografii Wulfa Wileńskiego. Otóż z tego powodu, że zdecydował się na emigrację do Izraela w ZSRR uznany został, chyba nieoficjalnie, za zdrajcę. I w rezultacie nie umieszczono jego nazwiska w oficjalnym, wydanym w latach 1987 – 88, rejestrze bohaterów II wojny światowej. To pierwszy z wielu przykładów, jak izraelski premier, maszerujący zresztą w tym pochodzie z wpiętą w klapę „wstążką św. Jerzego” będącą w wielu krajach tzw. obszaru postsowieckiego zakazaną manifestacją wielkorosyjskiego szowinizmu, lekceważy, w imię doraźnych, politycznych korzyści, długą tradycję antysemityzmu w ZSRR, do której dzisiejsi władcy Kremla, z oczywistych powodów też nie mają ochoty się przyznawać.

Inny, nie mniej wymowny, a dziś powracający przykład. W ubiegłym roku Rosjanie zorganizowali w Warszawie (tak, właśnie tak!) światową premierę filmu w reżyserii Konstantina Chabienskiego Sobibór. Niedługo potem stał się on rosyjskim kandydatem do Oskara. Jednym z zasadniczych elementów towarzyszącej temu przedsięwzięciu oficjalnej moskiewskiej narracji jest z jednej strony podkreślanie roli rosyjskiego oficera, z drugiej zaś argumentowanie, że tylko jedna z trzech grup uciekinierów, którzy wyzwolili się z niemieckiego obozu śmierci przeżyła. Dlaczego? Po dwie pozostałe zostały albo wymordowane przez antysemickich Ukraińców, albo wydane niemieckim oprawcom przez współdziałających z nimi Polaków. Piszę o tym, nie tylko po to aby udowadniać, że rosyjskie antypolskie natarcie propagandowe przygotowywane było dużo wcześniej. Chodzi też o to, że Polska nie wykorzystuje, w trwającej dyskusji argumentów, którymi dysponuje. Weźmy choćby pod uwagę postać samego organizatora powstania, czyli Aleksandra Peczerskiego, rosyjskiego oficera żydowskiego pochodzenia, jeńca, który po tym jak dostał się do niewoli i próbował z niej zbiec wysłany został przez Niemców właśnie do Sobiboru. Tam zorganizował, lub precyzyjnie całą sprawę ujmując współorganizował powstanie. Jak oceniają historycy tylko dzięki jego oficerskiemu przygotowaniu plan powstania i ucieczki mógł się powieść. Z polskiego punktu widzenia upamiętnienie losu jego i innych więźniów jest też ważne z innego powodu. Przede wszystkim, dlatego, że Peczerski to ofiara stalinowskich represji i „zapomniany bohater”, o którym w samej Rosji, do lat dziewięćdziesiątych, czyli do momentu śmierci, mieszkającego w Rostowie nad Donem przywódcy powstania, mało, kto słyszał. Tak samo jak mało, kto słyszał, a powinien, że po tym jak przebił się wraz z uciekającymi przez linię niemiecko – rosyjskiego frontu, wcale nie spotkały go honory i uznanie. Wręcz przeciwnie. Trafił do karnego batalionu, będąc, jak wszyscy inni, którym udało się wydostać z niemieckiej niewoli, oskarżonym o zdradę ZSRR. Po wojnie nie było lepiej. Rozpoczęte przez Stalina antysemickie czystki dotknęły i jego. Aresztowania, zakaz wyjazdu poza granice ZSRR (a miał być jednym ze świadków w Norymberdze), kilkuletnie pozostawanie bez pracy, to los tego zapomnianego przez świat bohatera. Czy z punktu widzenia polskich interesów, które winny, w tym przynajmniej obszarze polegać na próbie opowiedzenia prawdziwej, czyli całej, historii naszej części świata losy Peczerskiego i całego obozu w Sobiborze nie są gotowym scenariuszem pasjonującej opowieści?

Warto też przypomnieć, w kontekście wypowiedzi Władimira Putina, iż Rosja była zawsze po „dobrej stronie mocy” los, polskich obywateli, więźniów łagrów, polityków Bundu, Wiktora Altera i Henryka Ehrliaha, którzy po tym jak wydostali się po interwencjach polskiej ambasady w Kujbyszewie z sowieckiego łagru zaproponowali Stalinowi powołanie Żydowskiego Komitetu Antyfaszystowskiego, który został ostatecznie powołany do życia w lutym 1942 i na czele którego postawiony został znany aktor Salomon Michoels. Tylko, że wcześniej pomysłodawcy tego przedsięwzięcia, na którym Stalinowi chcącemu pozyskać wsparcie diaspory żydowskiej, głównie amerykańskiej, zostali aresztowani i potajemnie, najprawdopodobniej w grudniu 1941 roku straceni. Zresztą los Michoelsa, po tym jak przestał być Stalinowi potrzebny nie był wcale lepszy. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, najprawdopodobniej zamordowany przez KGB, w styczniu 1948 roku. Jego likwidacja stała się początkiem kampanii wymierzonej w instytucje kulturalne i edukacyjne rosyjskich Żydów. 17 listopada zlikwidowano wszystkie wydawnictwa publikujące w języku jidysz (hebrajski już wcześniej, jako język „burżuazyjny” był już wcześniej niemile widziany przez władze) oraz placówki kulturalne i edukacyjne. W latach 1948 – 53 aresztowano i skazano na wieloletnie wyroki więzienia, jak pisze w swej monografii poświęconej sytuacji Żydów w ZSRR Zvi Gitelman „setki przedstawicieli żydowskich środowisk kulturalnych – pisarzy, aktorów, artystów, rzeźbiarzy, muzyków i dziennikarzy”. Rozpoczęta wówczas kampania walki z „nacjonalistycznym odchyleniem” miała głównie antysemicki odcień, bo jak napisał jeden z badaczy „70 % tych, którzy podlegali krytyce w prasie było pochodzenia Żydowskiego”. Zakończenie w lipcu 1952 roku wielkiego procesu antysyjonistycznego, w którym kilkanaście osób skazanych zostało na śmierć, a wyroki wkrótce potem wykonano, zbiegło się z kolejną, tym razem już ostatnią stalinowską falą represji o wyraźnie antysemickim obliczu. Chodzi oczywiście o kampanię, szerzej znaną pod hasłem „spisku lekarzy”, której celem, jak dziś uważają historycy, była deportacja wszystkich Żydów do łagrów zlokalizowanych na Syberii. Tylko śmierć Józefa Stalina spowodowała wstrzymanie przygotowywanych deportacji, na potrzeby, których zamówione było już tysiące wagonów kolejowych.

Chruszczowowska odwilż też nie oznaczała natychmiastowej zmiany sytuacji obywateli ZSRR pochodzenia żydowskiego. Zlikwidowane instytucje kulturalne nie zostały nigdy odbudowane, pierwsza książka w języku jidysz została opublikowana dopiero w 1959 roku, a do upadku Chruszczowa w 1964 wydano tylko 6 książek w tym języku. Nie przywrócono też żadnej zlikwidowanej wcześniej szkoły z wykładowym językiem jidysz. Represje nie miały takiej skali jak za czasów Stalina, ale warto pamiętać, że ofiarami dwóch wielkich kampanii – walki z religią oraz walki z nadużyciami gospodarczymi byli głównie rosyjscy Żydzi. Benjamin Pinkus, autor pracy Sowiecki rząd i Żydzi w latach 1948 – 1967, obliczył, że tylko w latach 1960 – 1964 ukazało się w rosyjskiej prasie ponad 300 artykułów atakujących judaizm. Jeśli idzie o walkę z nadużyciami gospodarczymi, to, jak szacuje ten sam historyk, z grupy 117 osób skazanych na śmierć z tego powodu w 512 procesach, 78 % było Żydami.

Za czasów Breżniewa mieliśmy do czynienia z „antsyjonistycznymi” kampaniami po wojnie 6-dniowej, sowieckie władze szerzyły propagandę, że wolnościowe i opozycyjne ruchy, zarówno w Związku Sowieckim jak i w krajach obozu, organizowane są głównie przez ludzi o korzeniach żydowskich. Na to nakładały się „trudności” w zakresie emigracji do Izraela, czego los Wulfa Wileńskiego jest najlepszą egzemplifikacją. I znów, gdyby nie zaangażowanie Polski w operację Most, wyjazd setek tysięcy Żydów z obszarów byłego ZSRR, tworzących dziś znaczącą i wpływową mniejszość w Izraelu, nie byłby rzeczą łatwą.

Jaki wniosek płynie z tego skrótowego, siłą rzeczy, przedstawienia żydowskich losów w ZSRR. Otóż najlepszym orężem w debacie historycznej jest prawda, nawet bolesna i trudna do akceptacji. Jeśli jej nie opowiemy, angażując w tym celu wszystkie posiadane możliwości, budując sprawną „maszynę narracyjną”, to możemy być pewni, że Władimir Putin, chętnie opowie o naszej historii, przemilczając, niektóre wstydliwe aspekty, własnej.

Marek Budzisz

#REKLAMA_POZIOMA#



 

Polecane