Miasto Rafała

Dziś, na początku parę słów o sobie, przepraszam bardziej o przodkach i ukochanym mieście Warszawie.
Rafał Trzaskowski
Rafał Trzaskowski / (sko) PAP/Marcin Bielecki

Jedni przyjechali do Warszawy mniej więcej w połowie XIX wieku z dalekiego Tynnego (to tam gdzie żołnierze KOP w 1939 roku wysadzili się w powietrze broniąc Polski przed najazdem z CCCP), tam mieli majątek ziemski i … pasieki. Drudzy (mniej więcej w tym samym czasie – różnice kilku lub kilkunastu lat nie są tu istotne) z Badenii Wirtembergii. Jeszcze inni (także po wojnie) z Nowego Sącza, Stanisławowa i Szczekocin. 
Nim splotły się ich losy parali się różnymi zajęciami, pradziadek Jan był profesorem muzyki (nauczycielem Fogga i Sempolińskiego) i organistą w kościele Św. Antoniego Padewskiego na Senatorskiej, pradziadek Gottlob założył znaną warszawską garbarnię (na ulicy Piaskowej) i ratował polskich mieszkańców Woli od wcielenia ich nieruchomości w obręb powstającego Getta, dziadek Stefan (syn Jana) rozbrajał w 1918 roku (jako członek POW) Niemców w Warszawie, w 1920 walczył z Bolszewikami, a po 1939 roku z babcią Adelą ukrywał na Foksal 15 w centrum Warszawy Żydów (panią Majewską i pana Małeckiego – nazwiska z fałszywych Ausweisów) aresztowany przez Niemców jako zakładnik wyszedł na wolność wykupiony za łapówkę wręczoną jakiemuś niemieckiemu oficjelowi. Mój ojciec (wówczas piętnastolatek) brał udział w Powstaniu Warszawskim. Po Powstaniu cała rodzina została osadzona w Dulagu w Pruszkowie, skąd dzięki dziadkowi Stefanowi i jakiemuś, opłaconemu (!?), niemieckiemu lekarzowi udało im się uciec do rodziny w okolicach Milanówka – stąd przedzierali się kilka razy (dziadek z ojcem) do Warszawy sprawdzać co z mieszkaniem na Foksal i tym co w nim zostało. Nie zostało nic z wyjątkiem mebli. Wszystko zostało ukradzione przez znanego z imienia i nazwiska niemieckiego oficera, jak głosiła (trudna dziś do zweryfikowania) opowieść rodzinna i wywiezione do Frankfurtu nad Menem. Ojca krótko po wojnie zamknęli i torturowali komuniści (najpierw na Strzeleckiej i Koszykowej, potem wywieziono go w niemieckim mundurze do Wronek) za niepodległościową konspirację. 

Po co to piszę, a po to by pokazać jak mocno jestem rodzinnie i mentalnie z Miastem, w którym się urodziłem, uczyłem, studiowałem, założyłem rodzinę, pracowałem, grałem w piłkę (Drukarz, Sarmata) i mieszkałem do niedawna. Miastem, które do dziś nie doczekało się prawdziwego Prezydenta (z jednym wyjątkiem), na którego swoją ofiarą, bohaterstwem i miejscem w historii zasługuje. Na wszystko więc co się dzieje w Warszawie patrzę ze swojej własnej (rodzinnej perspektywy). Tym samym mam prawo do stawiania pytań i oceniania (jako płacący od lat na utrzymanie miejskich urzędników swoje podatki) rządzących.

 

Miasto

Zacznijmy więc może od tego, że na Twitterze („X”) Rafała Trzaskowskiego kandydującego teraz na stanowisko Prezydenta Polski co pewien czas pojawiają się informacje o jego pracowitości, oddaniu sprawom Miasta, Polski, Polaków, wybujałym patriotyzmie (gospodarczym), zainteresowaniu losami Polski Wschodniej i … tak można by było wymieniać i wymieniać same sukcesy uśmiechniętego, wysokiego (ponadnormatywnie co oczywiste), usportowionego i poruszającego się z niewymuszoną elegancją, oddanego sprawom ogółu kandydata, któremu dziś blisko do tego, by witać swoich zwolenników okrzykiem „Bążur Wielkiej Polsce” (choć wątpię, by zrozumieli co idol mógłby mieć na myśli). Warto przypatrzeć się zatem osiągnięciom tego wybitnego (czyż nie !?) polityka. Zrobię to jako subiektywny „obserwator uczestniczący” będący zarazem odbiorcą dóbr wszelakich, i tych duchowych i tych materialnych, produkowanych przez Pana Rafała. 
Przy okazji odpowiemy sobie jak żyje przeciętny Warszawiaka. Będzie to niewątpliwie pewnego rodzaju rzutowanie obrazu tego co dzieje się w Warszawie na możliwą prezydenturę kraju, gdyby Trzaskowski miał wygrać majowy plebiscyt. Sprawy, o których wspomnę dotyczą zarówno polityki (i tej małej i tej dużej), życia codziennego w mieście, warunków ekonomicznych tegoż i …

Jak więc wygląda miasto rządzone (jak twierdzą niektórzy) przez Trzaskowskiego?!

Czynsze komunalne niebotyczne, w ciągu ostatnich 2 lat wzrosły (piszę z perspektywy mieszkańca Śródmieścia) o mniej więcej 300 pln (bardziej więcej niż mniej). W zamian za „to” mieszkańcy nie otrzymują w zasadzie NIC, doproszenie się o jakąś konkretną aktywność, jak na przykład terminowe wywózki śmieci i „gabarytów” (bardzo wszystko kosztowne) na ogół kończy się porażką. Nie, przepraszam w trakcie poprzednich wyborów prezydenckich można było na budynkach ADK zobaczyć plakaty, reklamujące ówczesnego Prezydenta Miasta, taki prezent dla mieszkańców, którym był … no kto !? Tak zgadliście Państwo Rafał Trzaskowski, a przecież już sam fakt pojawienia się konterfektu ukochanego przywódcy jest wartością samo w Sobienie ma więc co narzekać!

Z ulic (w tym przypadku przykład Śródmieścia jest wysoce reprezentatywny) znikają małe sklepiki prowadzone przez „miejscowych”, zakupy w nich cementują więzi sąsiedzkie, pomagają często ludziom niezamożnym przeżyć do pierwszego, zastępują je sklepy sieciowe oferujące towar teoretycznie tańszy ale … o przyjaźniach i znajomościach ułatwiających życie nie ma tam mowy. Przeprawa samochodem przez miasto (w zasadzie gdzie byśmy nie pojechali – ostatnio jadąc Świętokrzyską pokonałem odcinek między Nowym Światem a Marszałkowską w 38 miniut) to droga przez mękę i ogromne straty ekonomiczne, wszędzie wykopki, a absurdalne zwężenia ulic, źle wyregulowana sygnalizacja miejska, idiotyczne ograniczenia (wszystkiego) akurat zawsze nie w tych miejscach, w których aż się prosi, by rzeczywiście były. Własny transport ma zastąpić komunikacja miejska, ma nie znaczy może zastąpić lub zastępuje tak jak tego potrzebują Warszawiacy. Szczególne brawa należą się tutaj „autobusom” (naćpani i nieznający topografii miasta kierowcy tych pojazdów to osobny problem), spróbujcie się Państwo przejechać (zgodnie z rozkładem) jakąkolwiek linią poza „centralnymi”, zobaczycie jak to działa, a właściwie nie działa i ile się średnio czeka na kurs - polecam. Tramwaje i metro to inna para kaloszy ale wtopa z koreańskimi składami niepasującymi do przystanków jest charakterystyczna, przypomnijmy to wszystko odbywa się za nasze pieniądze !!! Pomijam przy tym wszystkim fakt, że w samym szczycie pandemii Trzaskowski ograniczył liczbę kursów zarówno autobusów jak i tramwajów miejskich, co było deklarowane jako sukces i pokazanie jak można oszczędzać. Czym to skutkowało… sami sobie odpowiedzmy. 

 

"Czajka" i dzika reprywatyzacja

O „Czajce” i nierozliczeniu łobuzerki (właściwie należałoby napisać bandyterki) z „dziką prywatyzacją” z litości nie będę wspominał, to kwestie na oddzielną sagę, ba sagę sądową z dużymi wyrokami, której jakoś nie można się doczekać. Oszczędzające na wszystkim miasto potrafi wydać setki tysięcy złotych (nawet miliony) na „strefę relaksu”, „kózki Pana Abdula”, „kładkę pieszo – rowerową”, „gadające jajo”, drzewa z Niemiec (bo przecież w Polsce takich nie ma, zostały wycięte na prawym brzegu Wisły), „podpaskę” (znaczy się trawniczek za ponad sto kafli) … –  i znowu, to wszystko za Nasze pieniądze.

Straż Miejska zajmuje się głównie wystawianiem mandatów (za wszystko za co się w danym momencie da i nie da). Można wręcz powiedzieć, że jest bardziej aparatem egzekucji skarbowej niż policją municypalną mającą dbać o rzeczywisty porządek i spokój mieszkańców miasta - swoich przygód z tą formacją nie będę opisywał. 
Pan Trzaskowski deklarujący ostatnio, patriotyzm (ze szczególnym uwzględnieniem gospodarczego, patrz import koreańskich tramwajów, chińskich autobusów i niemieckich drzew …) i szacunek dla polskiego munduru nie pojawia się regularnie na uroczystościach poświęconych Wojsku Polskiemu, Żołnierzom Wyklętym … zupełnie mnie to nie dziwi biorąc pod uwagę rodzinne uwikłania kandydata. O tym, że Warszawa nie ma ulicy Lecha Kaczyńskiego, a w zamian za to nadal jest w niej coś co nazywa się Aleją Armii Ludowej też trzeba w kontekście „bezobjawowego” patriotyzmu i zainteresowania historią ojczystą pana Rafała koniecznie przypomnieć. Kolejny bajer dla frajerów używając warszawskiej gwary.

Przedstawia się Trzaskowskiego jako herosa, siłacza, sportsmena ćwiczącego pompki i chwalącego się niebywałą kondycją. Ta narracja szybko zdezawuowana przez internautów spowodowała, że kandydat (a właściwie jego sztab PR) postanowił potraktować ją jako zamierzoną ironię i element gry przeciwko oponentowi Karolowi Nawrockiemu. Wyszło, jak zwykle, słabiutko i tandetnie jak „taśma klejąca”, która miała służyć do klejenia rozbitej szyby. Zupełnie przy okazji wypada zapytać, czy widział ktokolwiek Trzaskowskiego na nartach (podobno jest wyśmienitym narciarzem). Jakoś nie ma ani rzeczywistych świadków ani zdjęć, filmów z jego przewag na śniegu. Tymczasem, bliski mi sport warszawski (tu myślę głównie o piłce nożnej) leży. Zaorano takie klubiki, budujące siłę polskiej piłki na poziomie lokalnym, jak Sarmata, Hutnik, słabo przędzie Okęcie, stadion Skry , szkoda gadać … i tak można wymieniać. Były próby ratowania tych organizmów broniących dzieci i młodzież przed patologiami i wzmacniających siłę polskiego sportu i lokalne więzi ale spełzły na niczym. Górę wzięła pazerność (na ogół deweloperów i lokalnych polityków robiących kariery na obietnicach pomocy) – patrz przykład „mojego” Sarmaty i faceta, który z polityka samorządowego stał się „Europejczykiem”.

Walka z „Krzyżem” to kolejny sukces aspirującego do roli „prezydenta wszystkich Polaków” ale to znowu temat na oddzielny tekst.

Bezpieczeństwo i urzędnicy miejscy (szczególnie ci z poważnymi zarzutami prokuratorskimi) ! Warszawa jest bardzo bezpieczna deklaruje pan prezydent miasta po niedawnym spotkaniu z komendantem stołecznym Policji (dodajmy, chyba, pierwszym od początku obu kadencji), ponury traf chce że zaraz po tej deklaracji jakiś bandzior morduje trzy albo cztery starsze kobiety, a media (!) rozpisują się o grasujących po mieście gangach gruzińskich i ukraińskich. „Jest bezpiecznie !?”, by posłużyć się cytatem z „Maratończyka”. Zresztą nie trzeba szczególnie długo szukać odpowiedzi na to pytanie i widoczne przejawy tego „bezpieczeństwa” - wystarczy przejść się rano po weekendzie przez centrum Warszawy – Nowy Świat, Mazowiecka, Krakowskie Przedmieście … chodniki upaprane krwią i zasyfione niedopałkami, „pawiami”, potłuczonym flaszkami po … no oczywiście po oranżadzie.

Innymi słowy pasmo sukcesów i efekty ciężkiej pracy (niedawno sam pan prezydent powiedział, że pojawia się w pracy „…raz lub dwa razy w tygodniu…”)  kandydata na głowę państwa gwarantujące zwycięstwo w wyborach.

Jeśli o jakimś wspaniałym osiągnięciu Rafała Trzaskowskiego zapomniałem proszę o zwrócenie uwagi. Z góry dziękuję!

A serio to – szkoda Polski i Polaków.
 


 

POLECANE
Umożliwienie kontaktu z pupilem w szpitalu. Prof. Dzierżanowski: To emocjonalne wsparcie. Potrzeba zmian prawnych z ostatniej chwili
Umożliwienie kontaktu z pupilem w szpitalu. Prof. Dzierżanowski: To emocjonalne wsparcie. Potrzeba zmian prawnych

Dr hab. Tomasz Dzierżanowski z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego proponuje „Kartę praw pacjenta do kontaktu ze zwierzęciem towarzyszącym”. W rozmowie z PAP opowiada o roli pupili w leczeniu, o samotności pacjentów oraz konieczności zmian mentalnych i prawnych w polskiej medycynie.

Czujesz się potem świetnie. Radosne doniesienia z Pałacu Buckingham Wiadomości
"Czujesz się potem świetnie". Radosne doniesienia z Pałacu Buckingham

Choć książę William i księżna Kate zazwyczaj strzegą swojej prywatności, tym razem uchylili rąbka tajemnicy. Podczas spaceru z członkami Youth Ocean Network w Colwyn Bay przyszły monarcha zdradził, że wraz z żoną regularnie morsują. To właśnie tam książę po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o ich nietypowej pasji.

Sukces polskiej misji. Pierwsze sygnały potwierdzone Wiadomości
Sukces polskiej misji. Pierwsze sygnały potwierdzone

Wszystkie satelity konstelacji PIAST uzyskały dwukierunkową łączność z Ziemią - podała w sobotę wieczorem Wojskowa Akademia Techniczna, lider projektu. Dzień wcześniej satelity znalazły się na orbicie - zostały wyniesione przez rakietę Falcon 9 w misji Transporter-15.

Nie żyje laureat Oscara. Miał 88 lat Wiadomości
Nie żyje laureat Oscara. Miał 88 lat

Brytyjski dramaturg i scenarzysta Tom Stoppard, który zdobył Oscara i Złoty Glob za scenariusz do filmu „Zakochany Szekspir” z 1998 r., zmarł w wieku 88 lat – poinformowała w sobotę agencja artystyczna United Agents.

Niespodzianka w ramówce TVN. Rusza nowy program Wiadomości
Niespodzianka w ramówce TVN. Rusza nowy program

Telewizja TVN Style szykuje własny program z Anną Muchą w roli głównej. Produkcja zatytułowana „Mucha nie siada” zadebiutuje już 14 grudnia.

Błąd w oprogramowaniu zatrzymał samoloty. Tysiące lotów pod znakiem zapytania z ostatniej chwili
Błąd w oprogramowaniu zatrzymał samoloty. Tysiące lotów pod znakiem zapytania

W weekend linie lotnicze na całym świecie zmagały się z poważną awarią techniczną. Z powodu błędnego oprogramowania tysiące samolotów Airbus A320 musiały pozostać na ziemi, co doprowadziło do opóźnień i odwołań lotów w wielu krajach.

IMGW wydał nowy komunikat. Prognoza pogody na najbliższe dni Wiadomości
IMGW wydał nowy komunikat. Prognoza pogody na najbliższe dni

Jak informuje IMGW, Europa północna i północno-zachodnia będzie w zasięgu niżów znad Norwegii oraz Atlantyku. Na krańcach południowo-wschodnich pogodę kształtować będzie niż znad Grecji. Pozostała część kontynentu europejskiego znajdzie się pod wpływem wału wysokiego ciśnienia łączącego centra wyżów znad Azorów, Bałkanów i zachodniej Rosji.

Prezydent przypomina lekcję historii: „Nie ma porozumień z Moskalami” z ostatniej chwili
Prezydent przypomina lekcję historii: „Nie ma porozumień z Moskalami”

Prezydent Karol Nawrocki w sobotę podczas apelu z okazji Dnia Podchorążego oraz 195. rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego, nawiązał zarówno do współczesnych zagrożeń, jak i do dramatycznych doświadczeń polskiej historii.

Nie żyje ks. kan. Jacek Wichorowski. Diecezja potwierdza smutną wiadomość Wiadomości
Nie żyje ks. kan. Jacek Wichorowski. Diecezja potwierdza smutną wiadomość

W nocy z piątku na sobotę, 28/29 listopada, zmarł ks. kan. Jacek Wichorowski - proboszcz parafii św. Dominika w Krzynowłodze Małej. Informację jako pierwsi przekazali członkowie Ruchu Światło-Życie, z którym duchowny był związany od wielu lat. „Dziś w nocy zmarł ks. Jacek Wichorowski [*]. Wieloletni oazowicz, kapłan oddany wspólnocie. Rozpalał miłość i chęć jeżdżenia na rekolekcje oazowe” - napisano w komunikacie.

Śmigłowiec spadł w lesie i stanął w płomieniach. Trwa akcja służb z ostatniej chwili
Śmigłowiec spadł w lesie i stanął w płomieniach. Trwa akcja służb

Trudno dostępny teren, szybka akcja strażaków i dramatyczne zgłoszenie o popołudniowej porze – tak wyglądały pierwsze chwile po katastrofie, do której doszło w okolicach Rzeszowa.

REKLAMA

Miasto Rafała

Dziś, na początku parę słów o sobie, przepraszam bardziej o przodkach i ukochanym mieście Warszawie.
Rafał Trzaskowski
Rafał Trzaskowski / (sko) PAP/Marcin Bielecki

Jedni przyjechali do Warszawy mniej więcej w połowie XIX wieku z dalekiego Tynnego (to tam gdzie żołnierze KOP w 1939 roku wysadzili się w powietrze broniąc Polski przed najazdem z CCCP), tam mieli majątek ziemski i … pasieki. Drudzy (mniej więcej w tym samym czasie – różnice kilku lub kilkunastu lat nie są tu istotne) z Badenii Wirtembergii. Jeszcze inni (także po wojnie) z Nowego Sącza, Stanisławowa i Szczekocin. 
Nim splotły się ich losy parali się różnymi zajęciami, pradziadek Jan był profesorem muzyki (nauczycielem Fogga i Sempolińskiego) i organistą w kościele Św. Antoniego Padewskiego na Senatorskiej, pradziadek Gottlob założył znaną warszawską garbarnię (na ulicy Piaskowej) i ratował polskich mieszkańców Woli od wcielenia ich nieruchomości w obręb powstającego Getta, dziadek Stefan (syn Jana) rozbrajał w 1918 roku (jako członek POW) Niemców w Warszawie, w 1920 walczył z Bolszewikami, a po 1939 roku z babcią Adelą ukrywał na Foksal 15 w centrum Warszawy Żydów (panią Majewską i pana Małeckiego – nazwiska z fałszywych Ausweisów) aresztowany przez Niemców jako zakładnik wyszedł na wolność wykupiony za łapówkę wręczoną jakiemuś niemieckiemu oficjelowi. Mój ojciec (wówczas piętnastolatek) brał udział w Powstaniu Warszawskim. Po Powstaniu cała rodzina została osadzona w Dulagu w Pruszkowie, skąd dzięki dziadkowi Stefanowi i jakiemuś, opłaconemu (!?), niemieckiemu lekarzowi udało im się uciec do rodziny w okolicach Milanówka – stąd przedzierali się kilka razy (dziadek z ojcem) do Warszawy sprawdzać co z mieszkaniem na Foksal i tym co w nim zostało. Nie zostało nic z wyjątkiem mebli. Wszystko zostało ukradzione przez znanego z imienia i nazwiska niemieckiego oficera, jak głosiła (trudna dziś do zweryfikowania) opowieść rodzinna i wywiezione do Frankfurtu nad Menem. Ojca krótko po wojnie zamknęli i torturowali komuniści (najpierw na Strzeleckiej i Koszykowej, potem wywieziono go w niemieckim mundurze do Wronek) za niepodległościową konspirację. 

Po co to piszę, a po to by pokazać jak mocno jestem rodzinnie i mentalnie z Miastem, w którym się urodziłem, uczyłem, studiowałem, założyłem rodzinę, pracowałem, grałem w piłkę (Drukarz, Sarmata) i mieszkałem do niedawna. Miastem, które do dziś nie doczekało się prawdziwego Prezydenta (z jednym wyjątkiem), na którego swoją ofiarą, bohaterstwem i miejscem w historii zasługuje. Na wszystko więc co się dzieje w Warszawie patrzę ze swojej własnej (rodzinnej perspektywy). Tym samym mam prawo do stawiania pytań i oceniania (jako płacący od lat na utrzymanie miejskich urzędników swoje podatki) rządzących.

 

Miasto

Zacznijmy więc może od tego, że na Twitterze („X”) Rafała Trzaskowskiego kandydującego teraz na stanowisko Prezydenta Polski co pewien czas pojawiają się informacje o jego pracowitości, oddaniu sprawom Miasta, Polski, Polaków, wybujałym patriotyzmie (gospodarczym), zainteresowaniu losami Polski Wschodniej i … tak można by było wymieniać i wymieniać same sukcesy uśmiechniętego, wysokiego (ponadnormatywnie co oczywiste), usportowionego i poruszającego się z niewymuszoną elegancją, oddanego sprawom ogółu kandydata, któremu dziś blisko do tego, by witać swoich zwolenników okrzykiem „Bążur Wielkiej Polsce” (choć wątpię, by zrozumieli co idol mógłby mieć na myśli). Warto przypatrzeć się zatem osiągnięciom tego wybitnego (czyż nie !?) polityka. Zrobię to jako subiektywny „obserwator uczestniczący” będący zarazem odbiorcą dóbr wszelakich, i tych duchowych i tych materialnych, produkowanych przez Pana Rafała. 
Przy okazji odpowiemy sobie jak żyje przeciętny Warszawiaka. Będzie to niewątpliwie pewnego rodzaju rzutowanie obrazu tego co dzieje się w Warszawie na możliwą prezydenturę kraju, gdyby Trzaskowski miał wygrać majowy plebiscyt. Sprawy, o których wspomnę dotyczą zarówno polityki (i tej małej i tej dużej), życia codziennego w mieście, warunków ekonomicznych tegoż i …

Jak więc wygląda miasto rządzone (jak twierdzą niektórzy) przez Trzaskowskiego?!

Czynsze komunalne niebotyczne, w ciągu ostatnich 2 lat wzrosły (piszę z perspektywy mieszkańca Śródmieścia) o mniej więcej 300 pln (bardziej więcej niż mniej). W zamian za „to” mieszkańcy nie otrzymują w zasadzie NIC, doproszenie się o jakąś konkretną aktywność, jak na przykład terminowe wywózki śmieci i „gabarytów” (bardzo wszystko kosztowne) na ogół kończy się porażką. Nie, przepraszam w trakcie poprzednich wyborów prezydenckich można było na budynkach ADK zobaczyć plakaty, reklamujące ówczesnego Prezydenta Miasta, taki prezent dla mieszkańców, którym był … no kto !? Tak zgadliście Państwo Rafał Trzaskowski, a przecież już sam fakt pojawienia się konterfektu ukochanego przywódcy jest wartością samo w Sobienie ma więc co narzekać!

Z ulic (w tym przypadku przykład Śródmieścia jest wysoce reprezentatywny) znikają małe sklepiki prowadzone przez „miejscowych”, zakupy w nich cementują więzi sąsiedzkie, pomagają często ludziom niezamożnym przeżyć do pierwszego, zastępują je sklepy sieciowe oferujące towar teoretycznie tańszy ale … o przyjaźniach i znajomościach ułatwiających życie nie ma tam mowy. Przeprawa samochodem przez miasto (w zasadzie gdzie byśmy nie pojechali – ostatnio jadąc Świętokrzyską pokonałem odcinek między Nowym Światem a Marszałkowską w 38 miniut) to droga przez mękę i ogromne straty ekonomiczne, wszędzie wykopki, a absurdalne zwężenia ulic, źle wyregulowana sygnalizacja miejska, idiotyczne ograniczenia (wszystkiego) akurat zawsze nie w tych miejscach, w których aż się prosi, by rzeczywiście były. Własny transport ma zastąpić komunikacja miejska, ma nie znaczy może zastąpić lub zastępuje tak jak tego potrzebują Warszawiacy. Szczególne brawa należą się tutaj „autobusom” (naćpani i nieznający topografii miasta kierowcy tych pojazdów to osobny problem), spróbujcie się Państwo przejechać (zgodnie z rozkładem) jakąkolwiek linią poza „centralnymi”, zobaczycie jak to działa, a właściwie nie działa i ile się średnio czeka na kurs - polecam. Tramwaje i metro to inna para kaloszy ale wtopa z koreańskimi składami niepasującymi do przystanków jest charakterystyczna, przypomnijmy to wszystko odbywa się za nasze pieniądze !!! Pomijam przy tym wszystkim fakt, że w samym szczycie pandemii Trzaskowski ograniczył liczbę kursów zarówno autobusów jak i tramwajów miejskich, co było deklarowane jako sukces i pokazanie jak można oszczędzać. Czym to skutkowało… sami sobie odpowiedzmy. 

 

"Czajka" i dzika reprywatyzacja

O „Czajce” i nierozliczeniu łobuzerki (właściwie należałoby napisać bandyterki) z „dziką prywatyzacją” z litości nie będę wspominał, to kwestie na oddzielną sagę, ba sagę sądową z dużymi wyrokami, której jakoś nie można się doczekać. Oszczędzające na wszystkim miasto potrafi wydać setki tysięcy złotych (nawet miliony) na „strefę relaksu”, „kózki Pana Abdula”, „kładkę pieszo – rowerową”, „gadające jajo”, drzewa z Niemiec (bo przecież w Polsce takich nie ma, zostały wycięte na prawym brzegu Wisły), „podpaskę” (znaczy się trawniczek za ponad sto kafli) … –  i znowu, to wszystko za Nasze pieniądze.

Straż Miejska zajmuje się głównie wystawianiem mandatów (za wszystko za co się w danym momencie da i nie da). Można wręcz powiedzieć, że jest bardziej aparatem egzekucji skarbowej niż policją municypalną mającą dbać o rzeczywisty porządek i spokój mieszkańców miasta - swoich przygód z tą formacją nie będę opisywał. 
Pan Trzaskowski deklarujący ostatnio, patriotyzm (ze szczególnym uwzględnieniem gospodarczego, patrz import koreańskich tramwajów, chińskich autobusów i niemieckich drzew …) i szacunek dla polskiego munduru nie pojawia się regularnie na uroczystościach poświęconych Wojsku Polskiemu, Żołnierzom Wyklętym … zupełnie mnie to nie dziwi biorąc pod uwagę rodzinne uwikłania kandydata. O tym, że Warszawa nie ma ulicy Lecha Kaczyńskiego, a w zamian za to nadal jest w niej coś co nazywa się Aleją Armii Ludowej też trzeba w kontekście „bezobjawowego” patriotyzmu i zainteresowania historią ojczystą pana Rafała koniecznie przypomnieć. Kolejny bajer dla frajerów używając warszawskiej gwary.

Przedstawia się Trzaskowskiego jako herosa, siłacza, sportsmena ćwiczącego pompki i chwalącego się niebywałą kondycją. Ta narracja szybko zdezawuowana przez internautów spowodowała, że kandydat (a właściwie jego sztab PR) postanowił potraktować ją jako zamierzoną ironię i element gry przeciwko oponentowi Karolowi Nawrockiemu. Wyszło, jak zwykle, słabiutko i tandetnie jak „taśma klejąca”, która miała służyć do klejenia rozbitej szyby. Zupełnie przy okazji wypada zapytać, czy widział ktokolwiek Trzaskowskiego na nartach (podobno jest wyśmienitym narciarzem). Jakoś nie ma ani rzeczywistych świadków ani zdjęć, filmów z jego przewag na śniegu. Tymczasem, bliski mi sport warszawski (tu myślę głównie o piłce nożnej) leży. Zaorano takie klubiki, budujące siłę polskiej piłki na poziomie lokalnym, jak Sarmata, Hutnik, słabo przędzie Okęcie, stadion Skry , szkoda gadać … i tak można wymieniać. Były próby ratowania tych organizmów broniących dzieci i młodzież przed patologiami i wzmacniających siłę polskiego sportu i lokalne więzi ale spełzły na niczym. Górę wzięła pazerność (na ogół deweloperów i lokalnych polityków robiących kariery na obietnicach pomocy) – patrz przykład „mojego” Sarmaty i faceta, który z polityka samorządowego stał się „Europejczykiem”.

Walka z „Krzyżem” to kolejny sukces aspirującego do roli „prezydenta wszystkich Polaków” ale to znowu temat na oddzielny tekst.

Bezpieczeństwo i urzędnicy miejscy (szczególnie ci z poważnymi zarzutami prokuratorskimi) ! Warszawa jest bardzo bezpieczna deklaruje pan prezydent miasta po niedawnym spotkaniu z komendantem stołecznym Policji (dodajmy, chyba, pierwszym od początku obu kadencji), ponury traf chce że zaraz po tej deklaracji jakiś bandzior morduje trzy albo cztery starsze kobiety, a media (!) rozpisują się o grasujących po mieście gangach gruzińskich i ukraińskich. „Jest bezpiecznie !?”, by posłużyć się cytatem z „Maratończyka”. Zresztą nie trzeba szczególnie długo szukać odpowiedzi na to pytanie i widoczne przejawy tego „bezpieczeństwa” - wystarczy przejść się rano po weekendzie przez centrum Warszawy – Nowy Świat, Mazowiecka, Krakowskie Przedmieście … chodniki upaprane krwią i zasyfione niedopałkami, „pawiami”, potłuczonym flaszkami po … no oczywiście po oranżadzie.

Innymi słowy pasmo sukcesów i efekty ciężkiej pracy (niedawno sam pan prezydent powiedział, że pojawia się w pracy „…raz lub dwa razy w tygodniu…”)  kandydata na głowę państwa gwarantujące zwycięstwo w wyborach.

Jeśli o jakimś wspaniałym osiągnięciu Rafała Trzaskowskiego zapomniałem proszę o zwrócenie uwagi. Z góry dziękuję!

A serio to – szkoda Polski i Polaków.
 



 

Polecane