Aleksandra Jakubiak OV: Oddech, łyk, kęs
Kilka tygodni temu, na początku Wielkiego Postu, pisałam o tym, że jako stworzenie jesteśmy z natury rzeczy poddani oddziaływaniu głodu, ale dzięki woli i rozumowi, jesteśmy w stanie osiągać względną wolność wobec tych potrzeb, jeśli uznamy wyższość innych wartości np. gdy nasza czasowa abstynencja może uratować komuś życie lub zdrowie. Wydaje mi się jednak, że przy temacie potrzeb warto zwrócić uwagę również na inny ich aspekty - nadzieję, zachwyt oraz wdzięczność za zaspokojenie.
Potrzeby podstawowe
Kiedy myślimy o potrzebach, stosunkowo rzadko przychodzą nam do głowy te najbardziej podstawowe - haust powietrza, łyk wody, kęs chleba. Zwykle określenia „chleb” i „woda” kojarzą się raczej z radykalnym odmawiałem sobie czegoś, nie z zaspokojeniem. A jednak to właśnie te trzy, to być lub nie być naszego życia biologicznego. Kto nigdy się nie dusił, nigdy nie był spragniony, ani nie głodował, ten nie zrozumie skali ich wagi.
Szansa na zachwyt
W spadku po covidzie została mi trauma braku oddechu, która skutkuje tym, że nie umiem świadomie wstrzymać powietrza. Dawniej lubiłam pływać pod wodą i śpiewać klasyczny repertuar. Teraz nie jest to możliwe. A jednak w zamian dostałam coś ważnego - radość i bezpieczeństwo płynące z każdego swobodnego oddechu, w pewnym stopniu delektowanie się nim. Tylko osoby, które są bardzo spragnione mogą doświadczyć tego, że woda jest słodka w smaku, tylko naprawdę głodni umieją poczuć prawdziwą głębię smaku chleba. Oczywiście w dzisiejszych czasach, kiedy mąka często poddawana jest złożonej obróbce, chleb z niej bywa bezsmakowy i sprawa może być utrudniona, ale mówiąc „chleb” nie mam na myśli wyrobu chlebopodobnego. W każdym razie, tylko doznając prawdziwego braku, możesz docenić wartość podstaw. Może to właśnie jeden z paradoksów naszych czasów - nadmiar wywołujący swego rodzaju klęskę.
Wybór wdzięczności
Mam świadomość, że pisząc o zachwycie nad oddechem mogę narażać się na łatkę freaka, ale dopiero doznanie pierwotnego lęku i bólu, który płynie z radykalnego niezaspokojenia potrzeb a potem niewiarygodnej ulgi, gdy udaje nam się ten oddech lub łyk otrzymać, zaczyna budować postawę wdzięczności. A wdzięczność to ważny krok ku szczęśliwemu życiu.
Uderzyło mnie dziś słowo Jezusa wypowiedziane do kobiety przy studni: „Daj mi pić”. Był południowy skwar, trudno było znaleźć cień, przy studni spotkało się dwoje spragnionych. Ten brak był impulsem do spotkania. Do pozwolenia innemu, by poprzez ugaszenie pragnienia podarował szansę zachwytu nad darem i wdzięczności za niego, czyli przyjęcia szczęścia.
- Rzym: Element wielkopostnej celebracji - włócznia, którą przebito bok Chrystusa
- „Ogrom bezcennych informacji". Archiwa Watykańskie i IPN rozpoczęły współpracę
- Relikwie Męki Pańskiej w Polsce
- W Londynie Wielkanoc z rekordową liczbą nawróconych
Siła nadziei
Jezus zapewne wiele razy spotykał ludzi w zbliżonych okolicznościach, a jednak to nie o nich mówi Ewangelia, to ta doświadczona trudnościami kobieta pozwoliła sobie na otwarcie oczu i serca, pozwoliła sobie przyjąć dar i uczynić z niego użytek. To nadzieja, tlącą się w sercu do końca, pozwala ryzykować owym otwarciem na nieznane.
Czasem mówi się o niej „matka głupich”, w znaczeniu naiwnych, i faktem jest, że dla cyników naiwność jest grzechem głównym i skrajną głupotą. Tyle że nadzieja to nie przekonanie o powodzeniu, a pragnienie powodzenia przy braku pewności co do tego, że tak się stanie, zatem trzymanie się jej to nie naiwność, ale niezłomność i siła ducha, to wewnętrzna walka o sens. Warto też zadać sobie pytanie, kto jest w życiu szczęśliwszy - cynik czy człowiek kierujący się nadzieją? Cynik niczym nie ryzykuje, ale nie ma też nic poza okazjonalną satysfakcją powiedzenia „a nie mówiłem”. Tylko kogo ta jego racja uszczęśliwi i nakarmi?




