SAFE – zabezpieczyć polskie śmigła
Co musisz wiedzieć:
- Program SAFE daje Polsce dostęp do 43,7 mld euro tanich pożyczek na zbrojenia.
- Autor tekstu zaznacza, że kluczowe jest, by środki te maksymalnie wzmocniły krajowy przemysł, a nie tylko finansowały import gotowego sprzętu.
- Zwraca też uwagę, że w sprawie śmigłowców wybór między ofertą PZL-Świdnik (AW109) a Airbus Helicopters (H145M) oznacza decyzję, czy produkcja i miejsca pracy pozostaną w Polsce.
Unijny program SAFE (Security Action for Europe) to jedna z najważniejszych inicjatyw obronnych Unii Europejskiej ostatnich lat. SAFE ma pobudzić przemysł zbrojeniowy Europy, która przez dekady zaniedbywała własny potencjał obronny. Nie jest to klasyczny program dotacji unijnych, a mechanizm finansowania długoterminowych pożyczek na wspólne zakupy uzbrojenia i sprzętu wojskowego. Ich oprocentowanie wynosi około 3,3% rocznie. To relatywnie niski koszt, szczególnie jeśli zestawi się go z rynkowymi warunkami finansowania dużych projektów obronnych, które w normalnych warunkach państwa musiałyby zaciągać samodzielnie na rynku finansowym.
Program promuje wspólne zamówienia realizowane przez co najmniej dwa państwa, ale w okresie przejściowym dopuszcza także zakupy realizowane przez pojedyncze kraje. Warunek jest jeden: zdecydowana większość komponentów musi pochodzić z Unii Europejskiej lub państw z nią stowarzyszonych, co ma ograniczyć zależność od dostawców spoza Europy.
Dla Polski SAFE ma znaczenie szczególne. Nasz kraj może zostać największym udziałowcem programu, zarówno ze względu na skalę potrzeb modernizacyjnych, jak i położenie geopolityczne. Z całej puli około 150 miliardów euro dostępnej w ramach unijnego programu SAFE Polska ma otrzymać aż 43,7 miliarda euro, co stanowi największą indywidualną alokację spośród wszystkich państw członkowskich UE i daje nam znaczącą przewagę przy finansowaniu dużych zakupów zbrojeniowych i modernizacji sił zbrojnych.
To także szansa, by te środki realnie pracowały na rzecz krajowego przemysłu, a nie jedynie finansowały import gotowych systemów.
- IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Wielkopolski
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Szef CPAC Matt Schlapp do Tuska: Zadzierasz z nami wszystkimi
- „Cała Polska się zatrzęsie”. Stanowski zapowiada bombę
- Prokuratura uderza w wiceszefa Kancelarii Prezydenta. Karol Nawrocki reaguje
- Komunikat dla mieszkańców woj. kujawsko-pomorskiego
Śmigłowce – decyzja, która zaważy na dekady
Jednym z obszarów, w których Polska może sięgnąć po mechanizm SAFE, jest zakup śmigłowców szkolno-bojowych. Potrzeby w tym zakresie są pilne i wielowymiarowe. Nowych maszyn potrzebuje zarówno Wojsko Polskie, jak i Straż Graniczna. Chodzi nie tylko o szkolenie pilotów, lecz także o utrzymanie podstawowych zdolności operacyjnych i ich rozwinięcie.
Na stole leżą dwie zasadnicze opcje. Pierwsza to oferta śmigłowca AW109 z PZL-Świdnik, zakładu z wieloletnią tradycją, należącego do europejskiej grupy Leonardo. Świdnickie zakłady zabezpieczają obecnie około 80% floty śmigłowców dla wojska. Druga to propozycja maszyny H145M od Airbus Helicopters, innego dużego producenta śmigłowców na świecie, silnie osadzonego w strukturach przemysłowych Unii Europejskiej, który jednak nie produkuje tych maszyn w Polsce.
Konsekwencje dla gospodarki
Z punktu widzenia programu SAFE obie oferty mieszczą się w ramach europejskiej polityki obronnej, ale ich konsekwencje dla polskiej gospodarki są różne. Wybór PZL-Świdnik oznaczałby produkcję, serwis i dyspozycyjność zaplecza technicznego w kraju. To także argument społeczny – miejsca pracy, rozwój regionu i utrzymanie kompetencji przemysłowych, które w sektorze zbrojeniowym są trudne do odbudowania, jeśli raz zostaną utracone.
Z kolei Airbus oferuje platformy szkolno-bojowe bardzo popularne w innych krajach UE. To rozwiązanie może być atrakcyjne z punktu widzenia harmonizacji szkolenia i logistyki, ale niesie ryzyko ograniczenia realnego udziału polskiego przemysłu do roli wyłącznie centrum serwisowego.
Solidarność z PZL-Świdnik jest zaniepokojona podejmowaniem prób zakupu śmigłowców produkowanych poza Polską, podczas gdy takie maszyny może zapewnić krajowy zakład.
– Poważne wątpliwości i niepokój wzbudza brak uwzględnienia warunku polonizacji produktu przy prowadzonych procedurach przetargowych. Poszanowanie interesu gospodarczego i obronnego Polski jest w naszej ocenie priorytetem ściśle związanym z bezpieczeństwem narodowym
– mówi nam Andrzej Kuchta, przewodniczący Komisji Międzyzakładowej NSZZ „Solidarność” WSK PZL-Świdnik.
Z kolei Solidarność w Airbus Poland apeluje, by pieniądze z SAFE – jeśli popłyną do Airbusa – miały realne przełożenie na pracowników w Polsce.
– Chcemy wierzyć, że nie skończy się jedynie na serwisowaniu maszyn produkowanych gdzie indziej, ale że doczekamy się nowych programów produkcyjnych i inwestycji w infrastrukturę, które zakotwiczą nas w strukturach koncernu na kolejne dekady
– podkreśla Rafał Chojecki, przewodniczący NSZZ „Solidarność” Airbus Poland.
Rozsądny podział
Polscy pracownicy Airbusa wiedzą, że nawet jeśli nie dostaną kontraktu na śmigłowce, to ich pracodawca zapewne zdobędzie zamówienie na samoloty-tankowce A330 MRTT – bardzo potrzebne do sprawnego operowania naszych F-16 i F-35 – a także na transportowce A400M Atlas, które miałyby zastąpić wysłużone Herculesy, przewyższając je pod względem możliwości operacyjnych. To właśnie w Polsce już teraz produkowane są komponenty do tych samolotów, a gra toczy się o zwiększenie naszego krajowego udziału w globalnych łańcuchu dostaw.
Potencjalnego tortu z SAFE jest bardzo dużo i da się go rozsądnie podzielić, sprawiając przy tym, by był jak najbardziej biało-czerwony.
Co z Amerykanami?
Często pojawia się teza, że program SAFE blokuje zakup amerykańskiego uzbrojenia. W praktyce nie musi tak być, bo priorytetem programu jest europejska wartość dodana, a nie sama narodowość producenta. Dobrym przykładem mogą być śmigłowce S-70i Black Hawk produkowane w Polsce. Choć to konstrukcja o amerykańskich korzeniach, urządzenia te powstają w zakładach PZL-Mielec, należących do Lockheed Martin, z dużym udziałem europejskich komponentów, a sam proces produkcji wg wyliczeń PZL-Mielec spełnia kryterium 65% wartości europejskiej.
Co więcej, działalność tej fabryki generuje realne korzyści dla polskiej i europejskiej gospodarki. Współpraca z ponad 1200 dostawcami z Polski i UE oraz około 5 tysięcy miejsc pracy w całym łańcuchu dostaw sprawiają, że śmigłowce S-70i są przykładem sprzętu, który przez swoją produkcję wspiera lokalne zdolności przemysłowe.
W przeszłości planowano także większy zakup mieleckich Black Hawków – procedura dotycząca 32 maszyn została jednak zawieszona z powodu zmiany priorytetów kierowanych przez Sztab Generalny RP, i choć nie zakończyła się podpisaniem kontraktu, pokazała, że dyskusje o wyposażeniu Polski w tę klasę maszyn wciąż trwają.
– Nasze Black Hawki świetnie spisują się w polskich służbach specjalnych i policji. Choć mają rodowód amerykański, to spełniają wymogi SAFE i w teorii nic nie stoi na przeszkodzie, by zamówić je w ramach tego programu. A tym bardziej produkowanych w Mielcu samolotów do zwalczania latających bezzałogowców. Mowa o M-28, z którego Ukraińcy zrobili prawdziwego zabójcę dronów. Z powodzeniem moglibyśmy wdrożyć taką wersję maszyn u nas, jako ekonomiczny środek obrony antydronowej
– mówi nam Bartłomiej Duszkiewicz, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w PZL-Mielec.
Dlatego maszyny z Mielca mogą stać się przykładem nowego paradygmatu: programy zakupowe mogą łączyć partnerstwo transatlantyckie z rozwojem europejskiego i polskiego przemysłu obronnego. Wystarczy dobra wola decydentów.
Europejskie pieniądze, polska strategia
Program SAFE sam w sobie nie daje gwarancji sukcesu polskiego przemysłu, ale jest narzędziem, z którego można skorzystać mądrze albo zmarnować jego potencjał. Przykład systemu antydronowego SAN pokazuje, że możliwe jest pogodzenie europejskiej współpracy z realnym wzmocnieniem krajowych zdolności produkcyjnych. Przed podobnym wyborem stoimy dziś w przypadku śmigłowców polskich służb.
Decyzje podjęte teraz będą miały konsekwencje na dekady. Jeśli nasze pieniądze mają pracować na bezpieczeństwo kraju, powinny jednocześnie pracować na rzecz polskiego przemysłu, pracowników i rozwoju technologicznego.
[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




