Liberałowie wszystkich krajów łączcie się, czyli supermarket w domu i w zagrodzie

Każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba
     

      Debiutując na tym nie byle przecież jakim portalu, pragnę najpierw wszystkich radośnie przywitać, i od razu zaproponować tekst, który ledwo co opublikowałem na swoim blogu www.toyah.pl, a który dotyczy spraw absolutnie kluczowych. Życzę dobrych refleksji.

      Regularnie powracająca już od wielu lat debata na temat handlu w niedzielę wywołuje u mnie nieodmiennie dwa rodzaje refleksji. Pierwsza z nich dotyczy intencji, a druga jest już natury, że tak to ujmę, politycznej. Zacznijmy od intencji. Otóż, jeśli wsłuchamy się w padające z obu stron argumenty, będziemy potrafili niemal natychmiast opisać pozycje zajmowane przez zwolenników i przeciwników tak zwanego – zauważmy, że mocno zresztą niefortunnie – zakazu handlu w niedzielę. Jeśli się oprzeć na publicznie formułowanych deklaracjach, a jak wiemy, innych możliwości śledzenia intencji nie mamy, można przyjąć, że ludzie którzy chcą ustawowo uregulować kwestię handlu w niedziele i święta, kierują się głównie troską o dobro rodzin. Chodzi o to, że jeśli matka, żona, lub córka siedzą w niedzielę na kasie w sklepie sieci „Tesco”, przez co często nie można nawet zjeść wspólnie tzw. niedzielnego obiadu, to rodzina istnieje wyłącznie teoretycznie, a to, zdaniem, zwolenników „zakazu” jest złe ze względów zarówno indywidualnych, jak i społecznych. Staram się wyszukać w pamięci jeszcze jakiś poważny argument, przychodzi mi jednak do głowy tylko to: rodzina.
      Z drugiej strony stoją przeciwnicy ustawy ze swoim głównym hasłem: „Nie chcemy być uszczęśliwiani na siłę”, która to deklaracja stanowi mocno uproszczone podsumowanie teologii liberalnej, której inne wersje znane są z takich bon motów, jak „każdy może robić, co chce”, „człowiek jest panem własnego losu”, „nie ryba, lecz wędka”, czy wreszcie, „jak komuś się nie podoba, niech zmieni pracę, a jak ktoś nie ma kwalifikacji, niech się zapisze na szkolenie” (© ks.Stryczek). I znów, chcąc być tu maksymalnie uczciwym, szukam jeszcze jakiś innych poważnych argumentów, ale nic odpowiednio dużego nie znajduję. Wydaje się, że poza owymi wyznawcami nauk liberalnych, pozostaje już tylko grupka wariatów, którzy krzyczą, że nie będą nam księża dyktować, jak mamy spędzać czas, albo że skoro już zakazywać, to może dajmy też wolne pracownikom telewizji (tu z kolei © Łukasz Warzecha w TVP Info). No ale ich nie bierzemy pod uwagę, bo, jak mówię, nie zależy mi na tym, by sobie na siłę ułatwiać.
      A zatem poznaliśmy już intencje i widzimy jasno, że – powtarzam, wciąż wyłącznie na poziomie deklaracji – z jednej strony mamy współczucie, a z drugiej ideologię. Ktoś powie, że to nieprawda, bo z ideologią mamy do czynienia po obu stronach sporu. Przeciwnicy ustawy, owszem, kierują się wartościami liberalnymi, natomiast zwolennicy, nauką Kościoła, a to jest również jakaś tam ideologia. Otóż ja osobiście nie słyszałem nigdy, by ktoś mówił, że sklepy mają być w niedzielę zamknięte, bo praca w niedzielę to grzech. Z tego co słyszę, mówi się niemal wyłącznie o aspekcie cywilizacyjnym. Poza tym, z tego co wiem, przeciwko zmuszaniu kobiet do pracy w niedzielę występują też ludzie, którzy z Kościołem nie mają wiele wspólnego, a często są wszelkich religii ideowymi przeciwnikami. A oni też deklarują, że przymus pracy w niedzielę to wyzysk. I proszę mi nie mówić, że nikt nikogo do niczego nie zmusza, bo problem Łukasza Warzechy omówiliśmy już w poprzednim akapicie.
     Zgadzamy się więc, że z jednej strony jest współczucie, czy jak ktoś woli „sprawiedliwość społeczna”, a z drugiej ideologia. A skoro sprawiedliwość społeczna i ideologia, to jesteśmy już blisko polityki, a więc drugiego rodzaju zapowiedzianych na początku refleksji. Otóż mam wrażenie, że spór wokół ustawy ograniczającej niedzielny handel jest sporem w znacznym stopniu politycznym. Oczywiście musimy przyjąć, że zarówno ci, którzy mówią o społecznej sprawiedliwości, jak i tamci, zdaniem których jedyną szansą na normalny i niezakłócony kolejnymi szaleństwami historii rozwój jest przestrzeganie reguł sformułowanych przez głównych teoretyków myśli liberalnej, mają jak najbardziej dobrą wolę i chcą dla nas jak najlepiej, a w tej sytuacji na tych poziomach nie ma jak dyskutować. Sam oczywiście uważam, że cały ten liberalizm nadaje się wyłącznie do przemielenia i użycia w formie nawozu pod buraki, tym bardziej nie mam najmniejszych trudności z wykazaniem błędów w myśleniu tym wszystkim, którzy plotą coś o tym, że skoro kasjerki w supermarketach, to czemu nie kierowcy autobusów, lub kelnerki w pubach, albo o tym, że jak się komu nie podoba, to nikt mu nie każe pracować tam, gdzie jest mu źle, jednak, jak mówię, jeśli ktoś szczerze jest przekonany, że wszelka interwencja państwa w wolność obywatela niesie wyłącznie zniszczenie, to mogę na to jedynie wzruszyć ramionami. Problem jednak w tym, że moim zdaniem, gdyby nie polityka, problemu by w ogóle nie było. Gdyby nie różne polityczne interesy i tak zwane agendy, w Polsce już dawno w niedzielę by się nie handlowało z zasady i mielibyśmy tu dokładnie ten sam porządek, co w Wiedniu, Monachium, czy w Avignionie, czy w Brukseli, i nagle by się okazało, że owi mityczni liberałowie, to zaledwie garstka pryszczatej młodzieży wychowanej na książkach Janusza Korwina-Mikke plus wspomniany już Łukasz Warzecha.
      Dlaczego tak myślę? Dlatego, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba. W zeszłym roku pojechaliśmy do Bratysławy, gdzie wynajęliśmy tani pokój w jakimś akademiku i stamtąd każdego ranka jeździliśmy szybkim pociągiem do Wiednia, skąd wracaliśmy wieczorem, by się przespać i rano znów wsiąść w pociąg. Przyszła niedziela, zajechaliśmy do naszego Wiednia i okazało się, że poza kościołami, praktycznie wszystko jest zamknięte: małe, rodzinne sklepy, duże sieci typu „Billa”, puby, kawiarnie, restauracje, nawet wielka galeria handlowa. Wszystko stało puste. Dopiero po południu, nieśmiało, to tu to tam, zaczęto wystawiać jakieś stoliki i parasole. Oczywiście był to dla nas pewien problem, bo to był nasz ostatni dzień w Wiedniu i liczyliśmy na to, że sobie kupimy na pamiątkę parę flaszek austriackiego wina, no ale nie mogliśmy mieć do nikogo pretensji. Wróciliśmy na Słowację, a tam oczywiście – impreza trwa. Wszystko, w tym, dwie jak najbardziej austriackie, „Bille”, otwarte do 21, a niekiedy nawet dłużej. I co teraz myśmy mieli sobie pomyśleć? Że ten Wiedeń to jakaś buraczana dziura? Otóż mnie akurat natychmiast przyszło do głowy, że cwani są ci Austriacy. Podczas gdy sami odpoczywają, w tej samej chwili próbują coś tam zarobić, przeganiając po swoich sklepach tam i z powrotem głupich Słowaków, ewentualnie Polaków, którzy tam wpadli na chwilę. I moim zdaniem, tego typu refleksja jest tak naturalna i oczywista, że poza kompletnie zaczadziałymi ideologicznie wariatami, rozpozna ją każdy.
        A zatem - polityka i interesy. To jest to, co każe się nam dziś spierać o coś tak bezdyskusyjnie prostego. Skoro Kościół, a za nim PiS, chce dać ludziom możliwość zaczerpnięcia oddechu od pracy i owej trucizny handlu, to Platforma, Nowoczesna i wspierające je media będą sączyć swoje kłamstwa na temat „wolności wyboru” i „uszczęśliwianiu na siłę”. I ja nie mam wątpliwości, że gdyby dziś posłowie Gowin i Żalek byli wciąż w Platformie, a Kluzik, Kamiński i Wołek uchodzili, jak kiedyś, za polskich patriotów, tamci od rana do wieczora siedzieliby w studiu TVN24 i opowiadali, jak to PiS chce ludzi pozbawić prawa do pracy i możliwości decydowania o swoim losie, a ci z kolei z zatroskanymi minami mówiliby coś o prawie do wypoczynku i braku zgody na wyzysk. Dlaczego tak? To proste. Bo nie ma takiego moralnego odruchu, który okaże się silniejszy od partyjnego interesu, zwłaszcza gdy ten dodatkowo jest wsparty odpowiednio tłustym lobbyingiem.
       Nie dajmy się więc nabrać i nie pozwólmy sobie wmówić, że wystarczy tylko zacisnąć zęby, zakasać rękawy i nastawiać uszy na gwizdek, a zakupy, na które przecież kiedyś znajdziemy czas, nam wszystko co straciliśmy oddadzą.
 
Polecam wszystkim księgarnię pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować nie tylko moje książki.
 

 

POLECANE
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu z ostatniej chwili
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu

Problemy na kolei w województwie warmińsko-mazurskim. Kilometr przed stacją Sterławki zepsuła się lokomotywa pociągu „Biebrza”, jadącego z Białegostoku do Gdyni Głównej. Z powodu wysokiego śniegu pociąg zatrzymał się w miejscu, z którego pasażerowie nie mogą bezpiecznie opuścić wagonów.

Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje Wiadomości
Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje

Międzynarodowy zespół astronomów, w tym - z Polski, odkrył tzw. planetę swobodną i wyznaczył jej dokładną masę, dostarczając ostatecznego dowodu, że takie obiekty faktycznie istnieją. O „przełomowym pomiarze” w dziedzinie badania planet pozasłonecznych poinformowało „Science”.

Nie żyje najcięższy człowiek świata Wiadomości
Nie żyje najcięższy człowiek świata

Juan Pedro Franco, znany na całym świecie jako najcięższy człowiek świata, zmarł w Wigilię 24 grudnia 2025 roku. Miał 41 lat. Meksykanin odszedł w szpitalu w Aguascalientes w wyniku powikłań związanych z infekcją nerek.

Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

REKLAMA

Liberałowie wszystkich krajów łączcie się, czyli supermarket w domu i w zagrodzie

Każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba
     

      Debiutując na tym nie byle przecież jakim portalu, pragnę najpierw wszystkich radośnie przywitać, i od razu zaproponować tekst, który ledwo co opublikowałem na swoim blogu www.toyah.pl, a który dotyczy spraw absolutnie kluczowych. Życzę dobrych refleksji.

      Regularnie powracająca już od wielu lat debata na temat handlu w niedzielę wywołuje u mnie nieodmiennie dwa rodzaje refleksji. Pierwsza z nich dotyczy intencji, a druga jest już natury, że tak to ujmę, politycznej. Zacznijmy od intencji. Otóż, jeśli wsłuchamy się w padające z obu stron argumenty, będziemy potrafili niemal natychmiast opisać pozycje zajmowane przez zwolenników i przeciwników tak zwanego – zauważmy, że mocno zresztą niefortunnie – zakazu handlu w niedzielę. Jeśli się oprzeć na publicznie formułowanych deklaracjach, a jak wiemy, innych możliwości śledzenia intencji nie mamy, można przyjąć, że ludzie którzy chcą ustawowo uregulować kwestię handlu w niedziele i święta, kierują się głównie troską o dobro rodzin. Chodzi o to, że jeśli matka, żona, lub córka siedzą w niedzielę na kasie w sklepie sieci „Tesco”, przez co często nie można nawet zjeść wspólnie tzw. niedzielnego obiadu, to rodzina istnieje wyłącznie teoretycznie, a to, zdaniem, zwolenników „zakazu” jest złe ze względów zarówno indywidualnych, jak i społecznych. Staram się wyszukać w pamięci jeszcze jakiś poważny argument, przychodzi mi jednak do głowy tylko to: rodzina.
      Z drugiej strony stoją przeciwnicy ustawy ze swoim głównym hasłem: „Nie chcemy być uszczęśliwiani na siłę”, która to deklaracja stanowi mocno uproszczone podsumowanie teologii liberalnej, której inne wersje znane są z takich bon motów, jak „każdy może robić, co chce”, „człowiek jest panem własnego losu”, „nie ryba, lecz wędka”, czy wreszcie, „jak komuś się nie podoba, niech zmieni pracę, a jak ktoś nie ma kwalifikacji, niech się zapisze na szkolenie” (© ks.Stryczek). I znów, chcąc być tu maksymalnie uczciwym, szukam jeszcze jakiś innych poważnych argumentów, ale nic odpowiednio dużego nie znajduję. Wydaje się, że poza owymi wyznawcami nauk liberalnych, pozostaje już tylko grupka wariatów, którzy krzyczą, że nie będą nam księża dyktować, jak mamy spędzać czas, albo że skoro już zakazywać, to może dajmy też wolne pracownikom telewizji (tu z kolei © Łukasz Warzecha w TVP Info). No ale ich nie bierzemy pod uwagę, bo, jak mówię, nie zależy mi na tym, by sobie na siłę ułatwiać.
      A zatem poznaliśmy już intencje i widzimy jasno, że – powtarzam, wciąż wyłącznie na poziomie deklaracji – z jednej strony mamy współczucie, a z drugiej ideologię. Ktoś powie, że to nieprawda, bo z ideologią mamy do czynienia po obu stronach sporu. Przeciwnicy ustawy, owszem, kierują się wartościami liberalnymi, natomiast zwolennicy, nauką Kościoła, a to jest również jakaś tam ideologia. Otóż ja osobiście nie słyszałem nigdy, by ktoś mówił, że sklepy mają być w niedzielę zamknięte, bo praca w niedzielę to grzech. Z tego co słyszę, mówi się niemal wyłącznie o aspekcie cywilizacyjnym. Poza tym, z tego co wiem, przeciwko zmuszaniu kobiet do pracy w niedzielę występują też ludzie, którzy z Kościołem nie mają wiele wspólnego, a często są wszelkich religii ideowymi przeciwnikami. A oni też deklarują, że przymus pracy w niedzielę to wyzysk. I proszę mi nie mówić, że nikt nikogo do niczego nie zmusza, bo problem Łukasza Warzechy omówiliśmy już w poprzednim akapicie.
     Zgadzamy się więc, że z jednej strony jest współczucie, czy jak ktoś woli „sprawiedliwość społeczna”, a z drugiej ideologia. A skoro sprawiedliwość społeczna i ideologia, to jesteśmy już blisko polityki, a więc drugiego rodzaju zapowiedzianych na początku refleksji. Otóż mam wrażenie, że spór wokół ustawy ograniczającej niedzielny handel jest sporem w znacznym stopniu politycznym. Oczywiście musimy przyjąć, że zarówno ci, którzy mówią o społecznej sprawiedliwości, jak i tamci, zdaniem których jedyną szansą na normalny i niezakłócony kolejnymi szaleństwami historii rozwój jest przestrzeganie reguł sformułowanych przez głównych teoretyków myśli liberalnej, mają jak najbardziej dobrą wolę i chcą dla nas jak najlepiej, a w tej sytuacji na tych poziomach nie ma jak dyskutować. Sam oczywiście uważam, że cały ten liberalizm nadaje się wyłącznie do przemielenia i użycia w formie nawozu pod buraki, tym bardziej nie mam najmniejszych trudności z wykazaniem błędów w myśleniu tym wszystkim, którzy plotą coś o tym, że skoro kasjerki w supermarketach, to czemu nie kierowcy autobusów, lub kelnerki w pubach, albo o tym, że jak się komu nie podoba, to nikt mu nie każe pracować tam, gdzie jest mu źle, jednak, jak mówię, jeśli ktoś szczerze jest przekonany, że wszelka interwencja państwa w wolność obywatela niesie wyłącznie zniszczenie, to mogę na to jedynie wzruszyć ramionami. Problem jednak w tym, że moim zdaniem, gdyby nie polityka, problemu by w ogóle nie było. Gdyby nie różne polityczne interesy i tak zwane agendy, w Polsce już dawno w niedzielę by się nie handlowało z zasady i mielibyśmy tu dokładnie ten sam porządek, co w Wiedniu, Monachium, czy w Avignionie, czy w Brukseli, i nagle by się okazało, że owi mityczni liberałowie, to zaledwie garstka pryszczatej młodzieży wychowanej na książkach Janusza Korwina-Mikke plus wspomniany już Łukasz Warzecha.
      Dlaczego tak myślę? Dlatego, że nie mam najmniejszych wątpliwości, że każde szanujące się społeczeństwo ma świadomość, że jeśli ono samo nie zadba o swoją fizyczną, psychiczną i duchową kondycję, to już nikt o nią nie zadba. W zeszłym roku pojechaliśmy do Bratysławy, gdzie wynajęliśmy tani pokój w jakimś akademiku i stamtąd każdego ranka jeździliśmy szybkim pociągiem do Wiednia, skąd wracaliśmy wieczorem, by się przespać i rano znów wsiąść w pociąg. Przyszła niedziela, zajechaliśmy do naszego Wiednia i okazało się, że poza kościołami, praktycznie wszystko jest zamknięte: małe, rodzinne sklepy, duże sieci typu „Billa”, puby, kawiarnie, restauracje, nawet wielka galeria handlowa. Wszystko stało puste. Dopiero po południu, nieśmiało, to tu to tam, zaczęto wystawiać jakieś stoliki i parasole. Oczywiście był to dla nas pewien problem, bo to był nasz ostatni dzień w Wiedniu i liczyliśmy na to, że sobie kupimy na pamiątkę parę flaszek austriackiego wina, no ale nie mogliśmy mieć do nikogo pretensji. Wróciliśmy na Słowację, a tam oczywiście – impreza trwa. Wszystko, w tym, dwie jak najbardziej austriackie, „Bille”, otwarte do 21, a niekiedy nawet dłużej. I co teraz myśmy mieli sobie pomyśleć? Że ten Wiedeń to jakaś buraczana dziura? Otóż mnie akurat natychmiast przyszło do głowy, że cwani są ci Austriacy. Podczas gdy sami odpoczywają, w tej samej chwili próbują coś tam zarobić, przeganiając po swoich sklepach tam i z powrotem głupich Słowaków, ewentualnie Polaków, którzy tam wpadli na chwilę. I moim zdaniem, tego typu refleksja jest tak naturalna i oczywista, że poza kompletnie zaczadziałymi ideologicznie wariatami, rozpozna ją każdy.
        A zatem - polityka i interesy. To jest to, co każe się nam dziś spierać o coś tak bezdyskusyjnie prostego. Skoro Kościół, a za nim PiS, chce dać ludziom możliwość zaczerpnięcia oddechu od pracy i owej trucizny handlu, to Platforma, Nowoczesna i wspierające je media będą sączyć swoje kłamstwa na temat „wolności wyboru” i „uszczęśliwianiu na siłę”. I ja nie mam wątpliwości, że gdyby dziś posłowie Gowin i Żalek byli wciąż w Platformie, a Kluzik, Kamiński i Wołek uchodzili, jak kiedyś, za polskich patriotów, tamci od rana do wieczora siedzieliby w studiu TVN24 i opowiadali, jak to PiS chce ludzi pozbawić prawa do pracy i możliwości decydowania o swoim losie, a ci z kolei z zatroskanymi minami mówiliby coś o prawie do wypoczynku i braku zgody na wyzysk. Dlaczego tak? To proste. Bo nie ma takiego moralnego odruchu, który okaże się silniejszy od partyjnego interesu, zwłaszcza gdy ten dodatkowo jest wsparty odpowiednio tłustym lobbyingiem.
       Nie dajmy się więc nabrać i nie pozwólmy sobie wmówić, że wystarczy tylko zacisnąć zęby, zakasać rękawy i nastawiać uszy na gwizdek, a zakupy, na które przecież kiedyś znajdziemy czas, nam wszystko co straciliśmy oddadzą.
 
Polecam wszystkim księgarnię pod adresem www.coryllus.pl, gdzie można kupować nie tylko moje książki.
 


 

Polecane