Mariusz Staniszewski: Komisja Europejska chce wprowadzić nowy ustrój
Co musisz wiedzieć:
- Według raportu Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych Komisja Europejska od lat wywiera presję na platformy cyfrowe, by ograniczały treści uznane za „dezinformację” lub „mowę nienawiści”.
- W centrum sporu znalazł się Akt o usługach cyfrowych (DSA), który daje Brukseli narzędzia do nakładania wielomilionowych kar na platformy takie jak X należąca do Elona Muska.
- Autorzy raportu wskazują m.in. na wybory w Rumunii i zwycięstwo Nicușora Dana jako przykład rosnącego wpływu instytucji unijnych na procesy polityczne w państwach członkowskich.
Unijna ułuda wolności
Wielu Polaków ciągle wierzy, że Unia Europejska to klub dżentelmenów, w którym przestrzega się zawartych umów, demokracji i wolności. Że celem tej organizacji jest poszerzanie sfery bezpieczeństwa, dobrobytu i praw człowieka, a obywatele UE mają cieszyć się największą swobodą w historii świata. Wspólnota ma być spełnieniem dziejów, najwyższą formą organizacji ludzi i państw, która może być przykładem dla innych. Zagrażać jej mają tylko zacofani, prawicowi populiści, którzy z uporem domagają się zachowania państwa narodowego, gdyż uważają, że to gwarant zachowania demokracji.
Rzadko zdarza się okazja, by dostrzec, że Unia Europejska oferuje jedynie ułudę wolności. W rzeczywistości jej główny organ, czyli Komisja Europejska, próbuje wprowadzić na naszym kontynencie nowy ustrój, który ograniczy prawa zwykłych obywateli. Za pomocą nowoczesnych technologii już mają odbierane prawa do swobodnej wypowiedzi, wolnego wyboru władz oraz poddawani są kontroli, a także – co gorsza – zaawansowanej inżynierii społecznej. KE wpływa na ich myśli, opinie, rozumienie pojęć, a nawet pojmowanie seksualności.
Zimnym prysznicem dla myślących trzeźwo Europejczyków powinien być raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych, który na podstawie tysięcy dokumentów szczegółowo opisuje trwającą przynajmniej od dekady kampanię KE mającą na celu kształtowanie poglądów obywateli Unii oraz ograniczanie swobody ich wypowiedzi.
- ZUS wydał pilny komunikat
- Starcie ambasadora Niemiec i Stanisława Żaryna. Poszło o słowa Merza
- Włodzimierz Czarzasty. Czerwononosy kapitalista z PZPR
- Gen. Wroński: Niemcy budują parasol dla siebie
- Francuski portal o niebezpieczeństwach niemieckiej hegemonii militarnej dla Europy
- Sześć partii skażonej wołowiny z Ameryki Płd. Służby sanitarne wydały ostrzeżenie
- Burza po niedzielnej „Familiadzie”. Widzowie podzieleni
Przejęcie narracji
Media cyfrowe dają możliwości kontroli umysłów mas społecznych, jakiej przywódcy polityczni i dyktatorzy nie mieli nigdy w historii. Za pomocą algorytmów można niemal całkowicie wyeliminować z obiegu groźne dla polityków słowa czy nawet całe frazy. Bez problemu da się wyciszyć krytyków, a ich opinie zepchnąć na margines życia społecznego.
Tego właśnie Komisja Europejska domaga się od platform cyfrowych od 2015 roku. Początkowo miało to znamiona dobrowolności. Organa UE przedstawiały „kodeksy postępowania” lub „kodeksy dobrych praktyk”, których celem było ograniczenie „mowy nienawiści” w sieci oraz zapobieżenie szerzenia dezinformacji. Kolejni giganci – na przykład Google – ulegały tej presji, gdyż obawiały się wchodzenia w konflikt z potężną Komisją Europejską. Ostatecznym narzędziem do podporządkowania sobie platform cyfrowych stał się Akt o usługach cyfrowych (DSA) z 2023 roku.
Za niedostosowanie się do unijnych norm podmiotom tym grożą ogromne kary finansowe, które mogą sięgnąć nawet 6 procent globalnego obrotu. W rzeczywistości giganci, by nie tworzyć różnych standardów, stosują zasady obowiązujące w Europie na całym świecie. W ten sposób Komisja Europejska wpłynęła na globalne ograniczenie wolności słowa.
"Niebezpieczne" żarty
Zanim jednak przyszedł rok 2023, KE przetestowała swoje możliwości nacisku. Okazją była pandemia COVID-19. Unijna administracja skutecznie wymusiła wówczas na amerykańskich gigantach technologicznych ograniczenie dyskusji o skuteczności szczepionek oraz wyciszanie innych niż rządowa narracji na temat przyczyn wybuchu pandemii czy jej przebiegu choroby.
Wcześniej udało się ograniczyć debaty – ograniczając zasięgi czy nawet eliminując treści sprzeczne ze stanowiskiem KE – dotyczące migracji (za niebezpieczny został na przykład uznany zwrot „na granicy”), tożsamości płciowej (tu szczególnej kontroli podlegały treści przekonujące o „istnieniu tylko dwóch płci”) czy w ogóle konserwatywnego systemu wartości.
Co więcej, Komisja Europejska zagrożenie dla realizacji własnej wizji świata i polityki dostrzegła w satyrze. Uznała „kulturę memów” za szczególnie niebezpieczną. Jakby wiedziała, że śmieszność może być dla polityków zabójcza, a żart potrafi odnieść większy skutek niż poważne referaty.
Rumuński poligon
Uzbrojona w takie narzędzia unijna administracja wiedziała, że kolejnym etapem będzie wpływanie na wyniki wyborów. Raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów USA wymienia pięć krajów, w których w latach 2023–2025 do takiej ingerencji doszło. Najbardziej jaskrawym przykładem była oczywiście Rumunia w 2024 roku, ale wcześniej KE ingerowała w wybory na Słowacji. Pod presją Unii TikTok cenzurował na przykład wypowiedzi polityków ówczesnej opozycji i konserwatywnych publicystów, w których informowano, że są jedynie dwie płcie.
Historia uczy, że brak oporu zachęca antydemokratycznych polityków do przesuwania granic. Dlatego w Rumunii unieważniono pierwszą turę wyborów prezydenckich, gdy nieoczekiwanie wygrał ją Călin Georgescu. Rumuńskie służby specjalne – pod presją instytucji UE – zarzuciły Rosji ingerencję w wybory. Na tej podstawie tamtejszy sąd podjął decyzję o ich unieważnieniu, a następnie Călin Georgescu został całkowicie wyeliminowany. Fałszerstwo miało polegać na działania dwudziestu pięciu tysięcy finansowanych przez Rosję kont na TikToku, które nielegalnie miały wspierać niewygodnego dla Brukseli kandydata. Choć służby rumuńskie ostatecznie nie znalazły na to żadnych dowodów, to Komisja Europejska natychmiast wszczęła dochodzenie przeciwko TikTokowi. Rumuńskie organy regulacyjne przy wsparciu Komisji Europejskiej domagały się usuwania z rumuńskiej przestrzeni internetowej treści obraźliwych wobec ówczesnej partii rządzącej.
Globalna cenzura
W następnym etapie próbowały rozszerzyć ten zakaz na cały świat. Ostatecznie TikTok nie zgodził się na globalną cenzurę w tym zakresie, ale presja trwała nadal. W porozumieniu z KE uruchomiona została sieć organizacji pozarządowych, które mogły składać wnioski o cenzurowanie treści niepożądanych z punktu widzenia Brukseli. Dotyczyło to na przykład wypowiedzi prawicowych polityków dotyczących strefy Schengen. W rzeczywistości aktywiści powielali wnioski przygotowane przez instytucje unijne i zasypywali nimi TikToka oraz rumuńskie organy regulacyjne.
Kampania ostatecznie się udała i w powtórzonych wyborach zwyciężył popierany przez KE Nicușor Dan. Tyle tylko że proces demokratyczny nie został zakłócony przez Rosję, ale przez Komisję Europejską.
Interwencje coraz częstsze
Według raportu Kongresu USA w latach 2023–2025 Komisja Europejska poza Rumunią i Słowacją interweniowała także w wybory we Francji, Irlandii, Holandii i Mołdawii. Presję wywierano również na wszystkie platformy cyfrowe. Dokument opisuje choćby groźby, jakie ówczesny komisarz ds. rynku wewnętrznego i usług Thierry Breton kierował w 2024 roku do Elona Muska przed jego wywiadem z Donaldem Trumpem. Breton domagał się ograniczenia dostępu tego materiału w Europie, by nie dopuścić do „efektu rozlania się” tej rozmowy, czyli w rzeczywistości rozprzestrzeniania się konserwatywnej kontrrewolucji na Unię Europejską. Unijny komisarz już wówczas groził sankcjami przeciwko należącej do Muska platformie X.
Co prawda Breton nie utrzymał stanowiska, ale polityka KE się w tym zakresie nie zmieniła. W grudniu 2025 r. Komisja nałożyła na platformę X karę stu dwudziestu milionów euro za to, że nie realizuje cenzorskich wytycznych Unii Europejskiej. Co więcej, dalszym krokiem – jeśli firma Elona Muska nadal będzie opierać się unijnym nakazom – ma być całkowity zakaz działalności X na terenie UE.
Polska niedostrzeżona
Amerykański raport całkowicie pomija interwencję Komisji Europejskiej w wybory w Polsce w 2023 roku. Mimo że nie ulega dziś wątpliwości, iż algorytmy największych platform cyfrowych ograniczały wówczas treści konserwatywne, a promowały liberalne. Tyle tylko że w pewien sposób była w to najprawdopodobniej zaangażowana także administracja Joe Bidena. Dopiero po przegranej Kamali Harris, która zastąpiła Bidena w wyścigu o prezydenturę, część platform cyfrowych – na przykład Facebook – poluzowało swoją politykę cenzorską.
Poza tym Komisja Europejska weszła w otwarty konflikt z polskim rządem znacznie wcześniej, bo już 2015 r., a zwalczanie go nie ograniczało się jedynie do cenzurowania dostępności treści w internecie, ale miało znacznie szerszy zakres. Od presji politycznej, przez finansowanie tysięcy aktywistów zwalczających rząd, dezinformację, bezprawne poszerzanie własnych kompetencji czy zmiany zasad głosowania, po blokowanie pieniędzy, jakie się Polsce należały. Nasz kraj jednak nie był pierwszy. Wcześniej UE udało się całkowicie podporządkować sobie Grecję oraz zmienić rządy w Hiszpanii i we Włoszech.
Raport Komisji Sądownictwa Izby Reprezentantów Stanów Zjednoczonych dotyka więc zaledwie części nielegalnych i autorytarnych działań Komisji Europejskiej. Z oczywistych powodów amerykańscy deputowani skupili się jedynie na tych aspektach, które bezpośrednio uderzają w interesy USA, czyli w wielkie platformy cyfrowe, które zapewniają Ameryce ogromną przewagę technologiczną nad resztą świata.
Nie można jednak odmówić temu raportowi wartości, gdyż na podstawie oficjalnych i nieoficjalnych dokumentów opisuje, jak Unia Europejska zmienia się w organizację o charakterze totalitarnym. Ograniczającą prawa i wolności obywateli UE oraz niszczącą suwerenność państw wchodzących w skład Wspólnoty. Wszystko oczywiście w imię szczęścia, wolności, praworządności i demokracji.
[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




