Bunt sędziów przeciwko decyzji Donalda Trumpa

Donald Trump od pierwszego dnia swojej drugiej kadencji zaczął realizować swoje obietnice wyborcze. Jednym z najważniejszych elementów jego kampanii była walka z lewicowym radykalizmem, który za czasów administracji Bidena manifestował się m.in. jako ideologia gender. Ideologia wycelowana w świecie sportu w kobiety, a w całym społeczeństwie krzywdząca dzieci.
- Komunikat dla mieszkańców Poznania
- Sędziowie Trybunału Konstytucyjnego bez pensji. Ekspert: to łamanie praw człowieka
- "Zostanie przeniesiona". Właściciel TVN Warner Bros. Discovery z przełomową decyzją
- "Czego on tak pieje jak głupi". Burza po emisji popularnego programu TVN
- Nadciąga wyjątkowe zjawisko astronomiczne. Pojawi się na niebie dzisiejszej nocy
- Właściciel TVN Warner Bros. Discovery podpisał umowę
- Komunikat dla mieszkańców Warszawy
- IMGW wydał ostrzeżenie. Oto co nas czeka
- Niespokojnie na granicy polsko-białoruskiej. Straż Graniczna wydała komunikat
- Sędziowie TK bez pensji za luty. "Domański nie odpowiada"
Dowody krzywdy
Na krzywdę, jaką ideologia gender wyrządza kobietom i dzieciom, są też jasne dowody. W październiku 2024 roku, dla przykładu, ukazał się raport Organizacji Narodów Zjednoczonych zatytułowany "Violence against women and girls in sports" - „Przemoc wobec kobiet i dziewcząt w sporcie”. Raport ten pokazał, że do 30 marca minionego roku "mężczyźni identyfikujący się jako kobiety" zdobyli globalnie ponad 890 medali w ponad 400 zawodach w 29 różnych dyscyplinach sportowych, kosztem ponad 600 kobiet. Znaczna część sportsmenek, okradzionych z zasłużonych medali, była z USA, bo nagrody wędrowały do transseksualistów, którzy kobietami się zwyczajnie ogłosili.
Ideologia gender krzywdzi też w oczywisty sposób najmłodszych, popychając ich do okaleczania własnego ciała. Na to również istnieją też statystyki, choć badania oceniające całkowitą liczbę dzieci wyniszczonych przez „zmianę płci” są mocno zaniżone – nie ma bowiem w USA żadnej takiej krajowej bazy danych. Dodatkowo zliczenie okaleczonych przez „tranzycję” nieletnich utrudniają stanowe prawa i kasy chorych, które niechętnie chwalą się, ilu chłopców pomogły wykastrować i ilu dziewczętom amputowano zdrowe piersi. Wielu badaniom udaje się jednak przedstawić solidne szacunki.
W październiku 2022 roku Reuters (we współpracy z Komodo Health) opublikował więc analizę opartą na danych ubezpieczonych pacjentów w USA w latach 2017–2021. Wyniki analizy pokazały, iż co najmniej 4780 nastolatków w wieku 6–17 lat rozpoczęło stosowanie blokerów dojrzewania. Blokery te powodują zmniejszenie gęstości kości (ryzyko osteoporozy), opóźniają i zaburzają rozwój mózgu, wywołują wahania nastroju i ubezpładniają często pacjentów.
Według analizy na te kilka lat ofiar ideologii gender było jednak więcej – raport mówi bowiem również o 14 726 nastolatkach (w tym samym wieku), którzy rozpoczęli terapię hormonalną – zaczęli przyjmować hormony płci przeciwnej. Taka terapia jest, oczywiście, tragiczna w skutkach dla zdrowia. Jej efekty skutki uboczne obejmują zwiększone ryzyko zakrzepów krwi i zawałów serca, uszkodzenie wątroby, oraz rozwój nowotworów hormonozależnych, np. raka piersi czy prostaty. Dodatkowo tego typu tranzycja nasila u wielu osób problemy psychiczne, takie jak depresja i lęki.
Inne analizy dokumentują jeszcze większą skalę problemu. Raport Do No Harm („Nie krzywdzić”), opublikowany w październiku 2024 mówi o 13 994 nieletnich, którzy tylko w te parę lat zaczęli sobie „zmieniać płeć”. Jeżeli natomiast w tranzycję włączymy również tranzycję społeczną (ta druga często prowadzi do tej pierwszej), to Williams Institute w raporcie z czerwca 2022 roku szacuje, że w USA jest około 300 100 osób w wieku 13–17 lat, którym wydaje się, że „urodzili się w nie swoim ciele”. Większość z nich to prawdopodobnie ofiary propagandy gender z ostatniej dekady. Dla wielu z nich nie będzie już nigdy powrotu do pełni zdrowia.
Obie te szkodliwe zmiany – dominację transseksualistów w kobiecym sporcie i okaleczanie dzieci – Trump próbował więc od początku swojej drugiej kadencji zatrzymać, wydając specjalne dekrety wykonawcze. Te jednak są obecnie blokowane przez „postępowe” sądy.
Sędziowski aktywizm
Jak wygląda sprzeciw wobec zmian, które chciał wprowadzić Trump? Dotyczy on na razie głównie dwóch dekretów, które wydał prezydent.
Zarządzenia wykonawcze „Defending Women from Gender Ideology Extremism” („Obrona Kobiet przed Ekstremizmem Ideologii Gender”) oraz „Protecting Children from Chemical and Surgical Mutilation” („Ochrona Dzieci przed Chemicznym i Chirurgicznym Okaleczaniem”) zostały wydane przez Trumpa w dniu inauguracji i w tydzień po niej – 20 i 28 stycznia. Dekrety miały na celu zdefiniowanie na poziomie federalnym płci jako niezmiennej cechy biologicznej (męskiej lub żeńskiej), wstrzymanie funduszy państwowych dla programów promujących inne podejście, oraz delegalizację finansowania placówek medycznych okaleczających nieletnich. Rozporządzenia wywołały, oczywiście, falę oburzenia wśród aktywistów gender, jednak poza lewicą bańką były świętowane w Ameryce i na całym świecie jako wielkie zwycięstwo dla rozsądku.
Radość jednak nie trwała długo. 4 marca federalny sędzia Brendan Hurson (nominowany przez Bidena) z Baltimore (lewicowe centrum w kraju) wydał wstępny nakaz sądowy, który blokuje oba dekrety Donalda Trumpa. W uzasadnieniu Hurson stwierdził, że zarządzenia mogą naruszać zasadę równości wobec prawa i kompetencje Kongresu do decydowania o funduszach. Decyzja sędziego była też odpowiedzią na pozew złożony przez lewicowe organizacje takie jak PFLAG National (jedna z największych organizacji LGBT w USA), GLMA (stowarzyszenie „lekarzy LGBTQ+”) oraz rodziny, które uważają własne dzieci za transseksualistów. Powodowie argumentowali, że zarządzenia Trumpa naruszają konstytucję. Podobny nakaz wydała sędzia Lauren King w Seattle (czyli w jednym z najbardziej lewicowych miast USA; również mianowana przez Bidena), blokując zarządzenia w czterech stanach.
Jakim cudem jednak sędzia może zablokować decyzję prezydenta państwa? Gwarantuje to (stety-niestety) prawo w USA, dające sędziom federalnym przywilej rozstrzygania sporów legislacyjnych i interpretowania zgodności działań rządu – w tym dekretów wykonawczych prezydenta – z prawem federalnym i konstytucją. Jeśli sędzia uzna, że dekret narusza ustawę zasadniczą, może go zablokować.
Opór wobec oporu
Dla wielu w Ameryce jest to jednak przykład włączania się sądów w obronę skrajnej lewicy i sabotaż wobec działań głowy państwa.
To absurd
– tak blokadę dekretów Trumpa skomentował, na przykład, senator Rand Paul (jeden z najbardziej rozpoznawalnych polityków amerykańskich ostatnich dekad) w rozmowie z Fox News.
Prezydent ma prawo używać swojej władzy wykonawczej, by chronić Amerykanów, zwłaszcza dzieci, przed niebezpiecznymi eksperymentami. Sądy po raz kolejny stają po stronie ideologii zamiast faktów
- dodał Republikanin.
Wtórowała mu również Marjorie Greene, kongresmen z Georgii:
Lewica chce, by nasze dzieci były okaleczane w imię tolerancji. Prezydent Trump walczy o ich przyszłość, a my będziemy walczyć razem z nim
"To skandal, że sędziowie nominowani przez Demokratów mogą torpedować zdroworozsądkową politykę prezydenta wybranego przez naród"
– pisał natomiast na platformie X (dawniej Twitter) Ben Shapiro, znany żydowski komentator, prawnik i publicysta.
Konserwatyści stają więc jasno w obronie prezydenta, a administracja Trumpa zapowiedziała już apelację wobec sędziowskich blokad. Sprawa trafi teraz najpewniej do Sądu Apelacyjnego, a być może nawet do Sądu Najwyższego, gdzie panuje konserwatywna większość, która stanie raczej po stronie Trumpa. Niestety: w międzyczasie szpitale, które wstrzymały procedury okaleczania dzieci, mogą je teraz wznowić, a transseksualiści jeszcze przez jakiś czas będą okradać kobiety z medali.
To dopiero początek
– zapowiedziała jednak rzecznik Białego Domu, Karoline Leavitt.
Prezydent nie ugnie się przed aktywistami i skorumpowanymi elitami
- dodała.
Jak długo jednak jeszcze dzieci w USA będą krzywdzone, a sportsmenki dyskryminowane? Decyzje sędziów federalnych, takie jak wstępne nakazy blokujące dekrety Trumpa, mogą zostać — w najlepszym wypadku — cofnięte w ciągu tygodni, w zależności od tempa apelacji. Jeśli sprawa trafi do Sądu Najwyższego, ten może zadecydować o niej nawet w ciągu dni. Jest więc realna nadzieja, że powrót do normalności w Ameryce nie będzie zbyt długo opóźniany.