Jak polityka ws. Ukraińców ujawniła zapaść NFZ

O zapaści w ochronie zdrowia mówi się od dawna, wiele emocji wzbudzają w tym kontekście pacjenci i lekarze z Ukrainy. Jak jednak głosi mądra zasada – nie człowiek jest problemem, ale problemem jest… problem. Przyjrzyjmy się więc sprawie na chłodno, bez szukania kozłów ofiarnych, ale i bez idealizacji.
Sala szpitalna
Sala szpitalna / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autorki zapaść w polskiej ochronie zdrowia nie wynika z obecności Ukraińców, lecz z wieloletnich zaniedbań systemowych.
  • Preferencyjne zasady leczenia i zatrudniania dla uchodźców stworzyły realne poczucie niesprawiedliwości u polskich pacjentów, mimo że były finansowane z oddzielnych środków.
  • Coraz silniej wybrzmiewają apele o uporządkowanie zasad pracy lekarzy z Ukrainy i powrót do normalności opartej na jasnych, równych regułach.

 

Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że cierpiący, chory człowiek, pozbawiony dostępu do opieki zdrowotnej, może nie być w stanie wykrzesać z siebie empatii dla drugiego człowieka – inaczej niż być może byłoby to w sytuacji, gdyby nie odczuwał bólu.

 

„Walka o numerek”

Nie jest tajemnicą, że atmosfera w poczekalniach do lekarzy bywa nieprzyjemna, a legendarne już „walki o numerek” i powiedzonka: „Ja tylko chcę o coś zapytać” weszły już do języka potocznego. Nie sztuka jednak, będąc człowiekiem w miarę młodym i sprawnym, śmiać się z wyższością ze „starych bab”, które „nie mają co robić, więc chodzą po przychodniach”. Tego rodzaju zachowanie jest być może dla niektórych próbą oswojenia lęku przed własną przemijalnością, starzeniem się, cierpieniem i zależnością od innych. Co do tego mają pacjenci i lekarze z Ukrainy? Wiele. Do istniejących już wcześniej podziałów wśród pacjentów na młodych i starych, na biednych i bogatych, na korzystających z prywatnej służby zdrowia i na skazanych na NFZ doszła kolejna linia podziału – na Polaków i Ukraińców. Świat medyczny stał się zarówno przestrzenią okazywania wielkiego współczucia, empatii i solidarności z pokrzywdzonymi, jak i areną nadużyć, niesprawiedliwości i frustracji. W sytuacji, kiedy emocje sięgają zenitu – a w trakcie choroby, a tym bardziej zagrożenia życia – jest to zrozumiałe, łatwo obwiniać się wzajemnie, zamiast szukać rozwiązań.

 

Nasze własne BLM

Po 24 lutego 2022 roku Polska otworzyła granice i serca dla uchodźców zza wschodniej granicy, zapewniając im szerokie wsparcie m.in. w postaci możliwości nieodpłatnego korzystania z opieki medycznej oraz innych świadczeń socjalnych, w tym 800+. Lekarzom z Ukrainy zapewniono preferencyjne warunki pracy, dając im możliwość tymczasowego prawa do wykonywania zawodu bez konieczności nostryfikowania dyplomów, a jedynie na podstawie zgody ministra zdrowia.

Tradycyjna gościnność i ofiarność Polaków objawiła się po rosyjskiej agresji na Ukrainę w swojej najpiękniejszej odsłonie. Pojawiały się także głosy sceptyczne i trzeźwe pytania: „Czy nas na to stać?”, były one jednak zazwyczaj ucinane szantażami emocjonalnymi o braku empatii albo wyświechtanym jak ruska onuca wyzywaniem od tychże. Polska stała się w lutym 2022 roku jedną „Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy”, a Owsiakowe serduszka zastąpiły niebiesko-żółte kokardki. Było to – podobnie jak w przypadku wspierania WOŚP-u – podyktowane najszerszymi odruchami serca, ale także, niestety, pewną dozą naiwności. W efekcie dorobiliśmy się własnego „Black Lives Matter”, kiedy to każdy, kto powiedział coś złego o dowolnym przybyszu zza wschodniej granicy, stawał się automatycznie sojusznikiem Putina – podobnie jak w USA każdy, kto ośmielił się powiedzieć coś na temat przestępstw dokonywanych przez czarnoskórych, dorabiał się łatki zwolennika apartheidu.

Zmiana

Uciszanie zdrowej krytyki (nie mówię tu, rzecz jasna, o hejcie, bo i z nim mamy do czynienia) w imię politycznej poprawności nigdy nie przynosi dobrych owoców. Na szczęście ta bańka pęka, zanim napięcia społeczne nie sięgnęły w Polsce zenitu. W przypadku pacjentów i lekarzy z Ukrainy zaczyna być po prostu normalnie – to znaczy, że kończą się przywileje, a zaczyna zwyczajne życie. Jak mawia ciocia mojej koleżanki:

„Gościem jesteś tylko przez pierwszą dobę, później wspólnie z nami zmywasz, sprzątasz i gotujesz”.

Wielu Ukraińców stosuje zresztą tę zasadę od początku swojego pobytu w Polsce, ucząc się języka i rzetelnie pracując.

 

Bezpieczna przystań

Jedną z takich osób jest moja rozmówczyni, pani Julia Borysenko, lekarz stomatolog, która przybyła do Polski jako uchodźca wojenny z zajętego przez rosyjskich okupantów miasta Energodar leżącego w południowo-wschodniej części Ukrainy.

– Nigdy nie sądziłam, że będę mieszkać w Polsce, a jednak tak się stało. Uciekłam tutaj przed wojną z dwójką małych dzieci, bliźniaków. Pod swój dach przyjęła mnie Polka, pani Grażyna z Rumi, mieszkałam u niej przez pierwsze trzy miesiące. Dziś jest moją dobrą koleżanką, a moje dzieci kocha jak własne wnuki

– opowiada mi pani Julia.

– W Polsce nauczyłam się języka i zdobyłam dodatkowe kwalifikacje z chirurgii, implantologii i protetyki, 20 lat po ukończeniu studiów musiałam na nowo usiąść do książek i zdać egzaminy. Zdałam też egzamin z języka polskiego, nostryfikowałam dyplom i otworzyłam dwie kliniki stomatologiczne – w Gdańsku i w Gdyni. I chyba wszystko jest już na dobrej drodze do stabilizacji

– mówi lekarka. Większość pacjentów pani Julii to Ukraińcy i Białorusini, zdarzają się także Polacy. Jak podkreśla, w Polsce czuje się dobrze i choć tęskni za swoją ojczyzną, nie sądzi, żeby miała tam do czego wracać.

– Urodziłam się w Azerbejdżanie i potem uciekałam stamtąd przed wojną. Zamieszkałam na Ukrainie, którą też dotknęła wojna. Teraz jestem w Polsce i mam nadzieję, że znalazłam już swoją bezpieczną przystań

– wzdycha pani Julia.

– Ze strony Polaków nie spotkałam się ani razu z żadną dyskryminacją ani nieprzyjemnym zachowaniem

– podkreśla. I mam nadzieję, że tak pozostanie, bo przecież Polska otworzyła granice z myślą dokładnie o takich osobach, jak właśnie pani Julia.

 

Korupcja 

Nie jest jednak tajemnicą – co zresztą pokazuje niedawna afera korupcyjna na szczytach władzy na Ukrainie – że każdy chaos, nie mówiąc już o warunkach wojennych, daje okazję ludziom nieuczciwym do wykorzystywania na swoją korzyść luk prawnych, do żerowania na czyjejś naiwności, krótko mówiąc – do cwaniactwa. I, tak jak chętnie krytykujemy w tej dziedzinie własny naród, nie widzę powodu, żeby idealizować naród ościenny, pod wieloma względami doświadczony podobnym do naszego dziedzictwem – komunizmem, w którym „kombinowanie” stawało się sposobem na przeżycie.

– Stworzono bałagan prawny

– mówił niedawno na konferencji prasowej prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, apelując do rządu o uporządkowanie kwestii nostryfikowania dyplomów przez lekarzy z Ukrainy.

O ile obwinianie Ukraińców za zapaść chwiejącej się przecież od dawna (a zwłaszcza od czasów covidu) polskiej ochrony zdrowia, jest niesprawiedliwe, o tyle trudno też dziwić się emocjom Polaków, którzy choć latami płacili niemałe przecież składki na Narodowy Fundusz Zdrowia, bywali świadkami, jak z tych samych zabiegów medycznych, na które oni czekali miesiącami lub nawet latami, Ukraińcy korzystali od ręki.

 

Pomoc międzynarodowa

Marcin Jachimiak, ratownik medyczny i pielęgniarz z Fundacji Medycy Medykom – Dialog w Leczeniu tłumaczył ten mechanizm w rozmowie z Krzysztofem Woźniakiem, autorem podcastu „Wideoprezentacje”:

– Powstawały specjalne fragmenty budżetu samorządowego lub fragmenty budżetu wykrojone z Narodowego Funduszu Zdrowia, które w momencie, kiedy mieliśmy bardzo duży napływ migrantów, dawały dodatkowe środki na wizyty dla nich.

Ratownik zaznaczył, że w praktyce mogło to oznaczać, że polscy pacjenci byli zapisani do specjalistów na terminy odległe o kilka lat, podczas gdy równolegle na te same zabiegi ukraińscy pacjenci dostawali się bardzo szybko. Działo się tak także z tego powodu, że do Polski trafiała pomoc międzynarodowa przeznaczona na wsparcie dla uchodźców wojennych, a nie na leczenie obywateli kraju niebędącego w stanie wojny.

 

Ku normalności

Trudno winić chorych ludzi potrzebujących pomocy, że z tej pomocy korzystali. Trudno jednak dziwić się innym, równie chorym i potrzebującym, którzy jej nie otrzymywali. Reagowanie na ich zrozumiałą frustrację wyzywaniem od „onuc” było głęboko niesprawiedliwe i tylko przyczyniło się do pogłębienia podziałów pomiędzy Polakami a Ukraińcami – czego zapewne można byłoby choć częściowo uniknąć, gdyby zamiast poprawności politycznej i szantaży emocjonalnych od początku stosowano rzeczową argumentację.

Być może jesteśmy na dobrej drodze do jako takiej normalności w tych kwestiach, a głos przedstawicieli izb lekarskich, od kilku lat apelujących o sprawiedliwe i racjonalne zasady otrzymywania przez lekarzy z Ukrainy prawa do wykonywania zawodu na terenie Polski (do tej pory panowała tutaj, delikatnie mówiąc, dość duża uznaniowość, swoboda i rozmycie odpowiedzialności), zostanie nareszcie usłyszany. Szkoda tylko, że najbardziej prawdopodobny finał polsko-ukraińskich zmagań z ochroną zdrowia jest taki, że przedstawicieli obu naszych narodów połączy zgodne narzekanie na Narodowy Fundusz Zdrowia.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Sukces Barcelony w meczu z Osasuną. Drużyna z Katalonii kontynuuje dobrą passę Wiadomości
Sukces Barcelony w meczu z Osasuną. Drużyna z Katalonii kontynuuje dobrą passę

Piłkarze Barcelony, bez Polaków na boisku, w meczu 16. kolejki ekstraklasy Hiszpanii po bramkach Brazylijczyka Raphinhi wygrali z Osasuną Pampeluna 2:0. Katalończycy umocnili się na prowadzeniu w tabeli i do siedmiu punktów powiększyli przewagę nad drugim Realem Madryt.

Wiecie, że na liście 100 najbardziej wpływowych osób AI Magazynu TIME jest dwóch Polaków? gorące
Wiecie, że na liście 100 najbardziej wpływowych osób AI Magazynu TIME jest dwóch Polaków?

Dwóch 30-letnich Polaków znalazło się na liście 100 najbardziej wpływowych osób AI magazynu TIME – obok Elona Muska, Sama Altmana i Marka Zuckerberga. Mati Staniszewski wraz z Piotrem Dąbkowskim stworzyli globalną firmę wartą miliardy dolarów, która dziś wyznacza światowe standardy w sztucznej inteligencji. Na liście magazynu TIME znalazł się również wybitny polski informatyk JakubPachocki.

Legendarny aktor walczy z chorobą. Są nowe doniesienia z ostatniej chwili
Legendarny aktor walczy z chorobą. Są nowe doniesienia

Bruce Willis od kilku lat walczy z poważnymi problemami zdrowotnymi. W 2022 roku zdiagnozowano u niego afazję, a rok później demencję czołowo-skroniową. Choroba postępuje, dlatego aktor przebywa obecnie w specjalistycznym ośrodku pod stałą opieką.

Pośród więźniów politycznych uwolnionych przez białoruski reżim brak Andrzeja Poczobuta. Jest komentarz Andżeliki Borys Wiadomości
Pośród więźniów politycznych uwolnionych przez białoruski reżim brak Andrzeja Poczobuta. Jest komentarz Andżeliki Borys

W sobotę 13 grudnia 2025 r. reżim Alaksandra Łukaszenki uwolnił 123 więźniów politycznych. Decyzja jest efektem negocjacji z administracją prezydenta USA Donalda Trumpa - w zamian Stany Zjednoczone zniosły sankcje na kluczowy dla Białorusi koncern nawozowy Bielaruskali.

Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego

W nowym rozkładzie jazdy, który zacznie obowiązywać 14 grudnia, będzie więcej regionalnych połączeń kolejowych, m.in. z Olsztyna do Działdowa i Elbląga - przekazał w sobotę Urząd Marszałkowski w Olsztynie. Na finansowanie transportu kolejowego samorząd województwa przeznacza ponad 100 mln zł rocznie.

Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków zamierza umieścić najpoważniejsze ostrzeżenie na szczepionkach przeciwko COVID-19 Wiadomości
Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków zamierza umieścić najpoważniejsze ostrzeżenie na szczepionkach przeciwko COVID-19

Amerykańska FDA planuje dodać ostrzeżenie w czarnej ramce (black box warning) do szczepionek przeciwko COVID-19. To najpoważniejsze ostrzeżenie agencji, stosowane przy ryzyku śmierci, poważnych reakcji czy niepełnosprawności.

„Prowadzi nas z uśmiechem w przepaść”. Ostre podsumowanie dwóch lat rządów Tuska Wiadomości
„Prowadzi nas z uśmiechem w przepaść”. Ostre podsumowanie dwóch lat rządów Tuska

W sobotę, 13 grudnia 2025 roku, mijają dokładnie dwa lata od zaprzysiężenia koalicyjnego rządu Donalda Tuska - złożonego z KO, PSL, Polski 2050 i Nowej Lewicy. Z tej okazji Sławomir Mentzen, lider Konfederacji, opublikował na X ostrą krytykę premiera i jego ekipy. „Ten rząd jest dokładnie taki, jakiego można było się spodziewać po Tusku - leniwy i pozbawiony ambicji” - napisał.

Działaczka białoruskiej opozycji: Andrzej Poczobut odmówił ułaskawienia z ostatniej chwili
Działaczka białoruskiej opozycji: Andrzej Poczobut odmówił ułaskawienia

Mieszkająca we Włoszech białoruska działaczka opozycyjna Julia Juchno poinformowała w sobotę PAP, że dziennikarz przebywający w białoruskim więzieniu Andrzej Poczobut odmówił ułaskawienia i dlatego nie znalazł się na liście osób uwolnionych przez reżim Łukaszenki.

IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka

Jak informuje IMGW, północna Europa oraz Wyspy Brytyjskie pozostaną pod wpływem głębokiego niżu islandzkiego. Również północno-zachodnia Rosja będzie w obszarze niżu. Natomiast południowa, centralna części kontynentu oraz większość zachodniej Europy będą pod wpływem rozległego wyżu z centrami nad Alpami oraz Bałkanami. Polska pozostanie w obszarze przejściowym pomiędzy wyżej wspomnianym wyżem a niżem islandzkim. Będziemy w dość ciepłym powietrzu polarnym morskim.

Bundeswehra na wschodniej granicy Polski. Niemieckie media ujawniają plany z ostatniej chwili
Bundeswehra na wschodniej granicy Polski. Niemieckie media ujawniają plany

Niemieckie media informują o planowanym zaangażowaniu Bundeswehry we wzmocnienie wschodniej granicy Polski. Żołnierze mają uczestniczyć w działaniach inżynieryjnych w ramach polskiej operacji ochronnej, której celem jest zabezpieczenie granicy z Białorusią i Rosją. Misja ma rozpocząć się w kwietniu 2026 roku i potrwać kilkanaście miesięcy.

REKLAMA

Jak polityka ws. Ukraińców ujawniła zapaść NFZ

O zapaści w ochronie zdrowia mówi się od dawna, wiele emocji wzbudzają w tym kontekście pacjenci i lekarze z Ukrainy. Jak jednak głosi mądra zasada – nie człowiek jest problemem, ale problemem jest… problem. Przyjrzyjmy się więc sprawie na chłodno, bez szukania kozłów ofiarnych, ale i bez idealizacji.
Sala szpitalna
Sala szpitalna / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Zdaniem autorki zapaść w polskiej ochronie zdrowia nie wynika z obecności Ukraińców, lecz z wieloletnich zaniedbań systemowych.
  • Preferencyjne zasady leczenia i zatrudniania dla uchodźców stworzyły realne poczucie niesprawiedliwości u polskich pacjentów, mimo że były finansowane z oddzielnych środków.
  • Coraz silniej wybrzmiewają apele o uporządkowanie zasad pracy lekarzy z Ukrainy i powrót do normalności opartej na jasnych, równych regułach.

 

Nie trzeba być geniuszem, żeby domyślić się, że cierpiący, chory człowiek, pozbawiony dostępu do opieki zdrowotnej, może nie być w stanie wykrzesać z siebie empatii dla drugiego człowieka – inaczej niż być może byłoby to w sytuacji, gdyby nie odczuwał bólu.

 

„Walka o numerek”

Nie jest tajemnicą, że atmosfera w poczekalniach do lekarzy bywa nieprzyjemna, a legendarne już „walki o numerek” i powiedzonka: „Ja tylko chcę o coś zapytać” weszły już do języka potocznego. Nie sztuka jednak, będąc człowiekiem w miarę młodym i sprawnym, śmiać się z wyższością ze „starych bab”, które „nie mają co robić, więc chodzą po przychodniach”. Tego rodzaju zachowanie jest być może dla niektórych próbą oswojenia lęku przed własną przemijalnością, starzeniem się, cierpieniem i zależnością od innych. Co do tego mają pacjenci i lekarze z Ukrainy? Wiele. Do istniejących już wcześniej podziałów wśród pacjentów na młodych i starych, na biednych i bogatych, na korzystających z prywatnej służby zdrowia i na skazanych na NFZ doszła kolejna linia podziału – na Polaków i Ukraińców. Świat medyczny stał się zarówno przestrzenią okazywania wielkiego współczucia, empatii i solidarności z pokrzywdzonymi, jak i areną nadużyć, niesprawiedliwości i frustracji. W sytuacji, kiedy emocje sięgają zenitu – a w trakcie choroby, a tym bardziej zagrożenia życia – jest to zrozumiałe, łatwo obwiniać się wzajemnie, zamiast szukać rozwiązań.

 

Nasze własne BLM

Po 24 lutego 2022 roku Polska otworzyła granice i serca dla uchodźców zza wschodniej granicy, zapewniając im szerokie wsparcie m.in. w postaci możliwości nieodpłatnego korzystania z opieki medycznej oraz innych świadczeń socjalnych, w tym 800+. Lekarzom z Ukrainy zapewniono preferencyjne warunki pracy, dając im możliwość tymczasowego prawa do wykonywania zawodu bez konieczności nostryfikowania dyplomów, a jedynie na podstawie zgody ministra zdrowia.

Tradycyjna gościnność i ofiarność Polaków objawiła się po rosyjskiej agresji na Ukrainę w swojej najpiękniejszej odsłonie. Pojawiały się także głosy sceptyczne i trzeźwe pytania: „Czy nas na to stać?”, były one jednak zazwyczaj ucinane szantażami emocjonalnymi o braku empatii albo wyświechtanym jak ruska onuca wyzywaniem od tychże. Polska stała się w lutym 2022 roku jedną „Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy”, a Owsiakowe serduszka zastąpiły niebiesko-żółte kokardki. Było to – podobnie jak w przypadku wspierania WOŚP-u – podyktowane najszerszymi odruchami serca, ale także, niestety, pewną dozą naiwności. W efekcie dorobiliśmy się własnego „Black Lives Matter”, kiedy to każdy, kto powiedział coś złego o dowolnym przybyszu zza wschodniej granicy, stawał się automatycznie sojusznikiem Putina – podobnie jak w USA każdy, kto ośmielił się powiedzieć coś na temat przestępstw dokonywanych przez czarnoskórych, dorabiał się łatki zwolennika apartheidu.

Zmiana

Uciszanie zdrowej krytyki (nie mówię tu, rzecz jasna, o hejcie, bo i z nim mamy do czynienia) w imię politycznej poprawności nigdy nie przynosi dobrych owoców. Na szczęście ta bańka pęka, zanim napięcia społeczne nie sięgnęły w Polsce zenitu. W przypadku pacjentów i lekarzy z Ukrainy zaczyna być po prostu normalnie – to znaczy, że kończą się przywileje, a zaczyna zwyczajne życie. Jak mawia ciocia mojej koleżanki:

„Gościem jesteś tylko przez pierwszą dobę, później wspólnie z nami zmywasz, sprzątasz i gotujesz”.

Wielu Ukraińców stosuje zresztą tę zasadę od początku swojego pobytu w Polsce, ucząc się języka i rzetelnie pracując.

 

Bezpieczna przystań

Jedną z takich osób jest moja rozmówczyni, pani Julia Borysenko, lekarz stomatolog, która przybyła do Polski jako uchodźca wojenny z zajętego przez rosyjskich okupantów miasta Energodar leżącego w południowo-wschodniej części Ukrainy.

– Nigdy nie sądziłam, że będę mieszkać w Polsce, a jednak tak się stało. Uciekłam tutaj przed wojną z dwójką małych dzieci, bliźniaków. Pod swój dach przyjęła mnie Polka, pani Grażyna z Rumi, mieszkałam u niej przez pierwsze trzy miesiące. Dziś jest moją dobrą koleżanką, a moje dzieci kocha jak własne wnuki

– opowiada mi pani Julia.

– W Polsce nauczyłam się języka i zdobyłam dodatkowe kwalifikacje z chirurgii, implantologii i protetyki, 20 lat po ukończeniu studiów musiałam na nowo usiąść do książek i zdać egzaminy. Zdałam też egzamin z języka polskiego, nostryfikowałam dyplom i otworzyłam dwie kliniki stomatologiczne – w Gdańsku i w Gdyni. I chyba wszystko jest już na dobrej drodze do stabilizacji

– mówi lekarka. Większość pacjentów pani Julii to Ukraińcy i Białorusini, zdarzają się także Polacy. Jak podkreśla, w Polsce czuje się dobrze i choć tęskni za swoją ojczyzną, nie sądzi, żeby miała tam do czego wracać.

– Urodziłam się w Azerbejdżanie i potem uciekałam stamtąd przed wojną. Zamieszkałam na Ukrainie, którą też dotknęła wojna. Teraz jestem w Polsce i mam nadzieję, że znalazłam już swoją bezpieczną przystań

– wzdycha pani Julia.

– Ze strony Polaków nie spotkałam się ani razu z żadną dyskryminacją ani nieprzyjemnym zachowaniem

– podkreśla. I mam nadzieję, że tak pozostanie, bo przecież Polska otworzyła granice z myślą dokładnie o takich osobach, jak właśnie pani Julia.

 

Korupcja 

Nie jest jednak tajemnicą – co zresztą pokazuje niedawna afera korupcyjna na szczytach władzy na Ukrainie – że każdy chaos, nie mówiąc już o warunkach wojennych, daje okazję ludziom nieuczciwym do wykorzystywania na swoją korzyść luk prawnych, do żerowania na czyjejś naiwności, krótko mówiąc – do cwaniactwa. I, tak jak chętnie krytykujemy w tej dziedzinie własny naród, nie widzę powodu, żeby idealizować naród ościenny, pod wieloma względami doświadczony podobnym do naszego dziedzictwem – komunizmem, w którym „kombinowanie” stawało się sposobem na przeżycie.

– Stworzono bałagan prawny

– mówił niedawno na konferencji prasowej prezes Naczelnej Rady Lekarskiej Łukasz Jankowski, apelując do rządu o uporządkowanie kwestii nostryfikowania dyplomów przez lekarzy z Ukrainy.

O ile obwinianie Ukraińców za zapaść chwiejącej się przecież od dawna (a zwłaszcza od czasów covidu) polskiej ochrony zdrowia, jest niesprawiedliwe, o tyle trudno też dziwić się emocjom Polaków, którzy choć latami płacili niemałe przecież składki na Narodowy Fundusz Zdrowia, bywali świadkami, jak z tych samych zabiegów medycznych, na które oni czekali miesiącami lub nawet latami, Ukraińcy korzystali od ręki.

 

Pomoc międzynarodowa

Marcin Jachimiak, ratownik medyczny i pielęgniarz z Fundacji Medycy Medykom – Dialog w Leczeniu tłumaczył ten mechanizm w rozmowie z Krzysztofem Woźniakiem, autorem podcastu „Wideoprezentacje”:

– Powstawały specjalne fragmenty budżetu samorządowego lub fragmenty budżetu wykrojone z Narodowego Funduszu Zdrowia, które w momencie, kiedy mieliśmy bardzo duży napływ migrantów, dawały dodatkowe środki na wizyty dla nich.

Ratownik zaznaczył, że w praktyce mogło to oznaczać, że polscy pacjenci byli zapisani do specjalistów na terminy odległe o kilka lat, podczas gdy równolegle na te same zabiegi ukraińscy pacjenci dostawali się bardzo szybko. Działo się tak także z tego powodu, że do Polski trafiała pomoc międzynarodowa przeznaczona na wsparcie dla uchodźców wojennych, a nie na leczenie obywateli kraju niebędącego w stanie wojny.

 

Ku normalności

Trudno winić chorych ludzi potrzebujących pomocy, że z tej pomocy korzystali. Trudno jednak dziwić się innym, równie chorym i potrzebującym, którzy jej nie otrzymywali. Reagowanie na ich zrozumiałą frustrację wyzywaniem od „onuc” było głęboko niesprawiedliwe i tylko przyczyniło się do pogłębienia podziałów pomiędzy Polakami a Ukraińcami – czego zapewne można byłoby choć częściowo uniknąć, gdyby zamiast poprawności politycznej i szantaży emocjonalnych od początku stosowano rzeczową argumentację.

Być może jesteśmy na dobrej drodze do jako takiej normalności w tych kwestiach, a głos przedstawicieli izb lekarskich, od kilku lat apelujących o sprawiedliwe i racjonalne zasady otrzymywania przez lekarzy z Ukrainy prawa do wykonywania zawodu na terenie Polski (do tej pory panowała tutaj, delikatnie mówiąc, dość duża uznaniowość, swoboda i rozmycie odpowiedzialności), zostanie nareszcie usłyszany. Szkoda tylko, że najbardziej prawdopodobny finał polsko-ukraińskich zmagań z ochroną zdrowia jest taki, że przedstawicieli obu naszych narodów połączy zgodne narzekanie na Narodowy Fundusz Zdrowia.

[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane