Singielki, feminizm i strach przed macierzyństwem – źródła zapaści demograficznej w Polsce

To już wie każdy: dzietność spada nam na łeb, na szyję. To nie tylko polski problem, lecz bolączka wielu innych państw rozwiniętych.
Kobiety ze wzniesionymi rękami
Kobiety ze wzniesionymi rękami / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Autorka wskazuje, że współczesna kontrola prokreacji, zmiany kulturowe i radykalne nurty ideologiczne prowadzą do społecznej niechęci wobec posiadania dzieci.
  • Przyczyny demograficznego załamania w Polsce upatruje zarówno w czynnikach ekonomicznych i zawodowych.
  • Zaznacza, że kontrkulturowe i feministyczne tendencje ostatnich dekad, wzmocnione przez neoliberalizm oraz indywidualizm, osłabiły znaczenie trwałych relacji i macierzyństwa.

 

Projekt dziecko

Demografowie i socjolodzy biją na alarm, że jak tak dalej pójdzie, za bliżej nieokreślony czas zaniknie gatunek zwany homo sapiens – no, może ocaleje w Afryce, jedynym kontynencie bez przyrostowego problemu. Warto jednak zwrócić na ten aspekt uwagę: zaczęło nas, ludzi, ubywać, od kiedy człowiek zaczął „zarządzać” prokreacją, a posiadanie dziecka stało się w pełni kontrolowanym procesem. Ktoś powie – doskonale, bo nasz glob cierpi na przeludnienie. Ale komu przyznać prawo do decyzji na – w gruncie rzeczy – Boskim poziomie?

Nie będę zabawiać się futurystycznymi wizjami sterowania naszym genomem, ale w tym kierunku zmierza nauka. Trąci eugeniką? Teraz pewnie nikt nie nazwie manipulacji przy genach „higieną ras”, bo to obciążone nazizmem, ale… w bogatych społeczeństwach coraz częściej prokreacja jest procesem ściśle kontrolowanym. Kiedy potomek powinien się pojawić, jakiej płci, a przede wszystkim – z kim? Po kim ma dziedziczyć konkretne geny? Placet po temu dają naukowcom ideolodzy, którzy z marksistowskim zapałem odrzucają tradycyjne wartości. Ale los płata figle: po mamie miała być uroda, po tacie inteligencja. A wyszło odwrotnie… Na szczęście, „zaprojektowane” genetycznie potomstwo to luksus mało komu dostępny. Większość realizuje wariant łatwiejszy – w ogóle nie ma dzieci.

 

Dziecko przeszkadza

W postransformacyjnej Polsce bożkiem stał się pieniądz, a w gwałtownym procesie dorabiania się każda przeszkoda musiała zostać usunięta. Najpierw przemontowano młodym ludziom w głowach. Egoizm stał się trendy: inwestuj w siebie, ucz się, podróżuj, realizuj pasje. Kobiety przekonywano, że „są tego warte”. Że mają prawo dbać o swoje przyjemności i urodę. Tymczasem ciąża często szpeci, a nawet wyniszcza organizm. Poza tym niemowlak jest czasochłonny – a kobiety mają przede wszystkim uczyć się, podwyższać kwalifikacje, zawodowo konkurować z mężczyznami. Trzeba inwestować w siebie, we własny dobrostan – to się przecież zwróci! A ładowanie energii i kasy w potomka może rozczarować… W efekcie młodzi Polacy zaczęli postrzegać posiadanie dzieci jako równoznaczne z wyrzeczeniem się wielu swobód i atrakcji.

Na dodatek w poczytnych magazynach (zwłaszcza w „WO”) lansowano singielstwo jako szansę na samospełnienie. W latach dwutysięcznych pojawiły się dywagacje na temat gender. Wyższe uczelnie i instytucje kultury otworzyły się szeroko na osoby spod znaku LGBT+. Tzw. elity demonstrowały „postępowość”, czyli przychylność dla par jednopłciowych i osób transseksualnych. A w ostatnich latach tę narrację dopełnili psychologowie, chętnie tłumaczący „plagę depresji” wśród młodych zaburzeniami płci.

 

Puste żłobki

Najwięcej dusz III RP liczyła w 2010 roku: prawie 38 mln 600 tys. Dołowanie demograficzne zaczęło się około 2012 roku, jednak prawdziwą zapaść notujemy od 2021. W ubiegłym i mijającym roku dzietność w Polsce okazała się najniższa w historii! Niektórzy widzą nadzieję w przyjmowaniu i naturalizowaniu imigrantów z krajów, w których kobiety chętniej i częściej zachodzą w ciążę – co jednak niesie rozliczne inne zagrożenia, którymi tu nie będę się zajmować. Wróćmy do populacyjnego dołowania w Polsce, teoretycznie dostatniej jak nigdy przedtem.

Tymczasem analitycy jako przyczyny demozapaści najczęściej wymieniają niskie zarobki młodych ludzi, brak dla nich tanich mieszkań, a także – lęki kobiet, które na/po macierzyńskim boją się utraty pracy lub załamania kariery. Panie obawiają się też, że partnerzy „wymiksują się” z trudów wychowywania potomstwa. Z roku na rok zmniejsza się liczba zalegalizowanych związków (w 2024 roku na ślubny kobierzec wstąpiło o 10 tys. par mniej niż rok wcześniej) i rośnie liczba rozwodów (6 tys. więcej niż w 2023 roku). Są także dane optymistyczne: coraz mniej noworodków umiera; a gdy obydwoje rodziców pracuje, jest dla maluchów więcej żłobków (niedawno w Warszawie zachęcano billboardami do korzystania z publicznych żłobków – ponad 3 tys. miejsc czekało na najmłodszych). No to co nie zażarło?

 

Kobiety tęczowe

Winna jest transfiguracja mentalna, której zaczynu upatrywałabym w przeobrażeniach ideologiczno-społecznych, do których doszło pół wieku temu na Zachodzie. Ruch women’s lib lat 60., prawnuczę sufrażystek końca XIX stulecia, w PRL-u miał znikomy feedback; w III RP, w latach 90., jeszcze feminizm nie stał się priorytetem. Dopiero po 2004 roku, od kiedy „weszliśmy do Europy”, nadrobiliśmy cywilizacyjny poślizg. W ostatnich latach Polska przeżywa uderzeniową falę feminizmu. Radykalny odłam tego ruchu przechyla wajchę w stronę przeciwną prokreacji.

„Przedstawicielki tego nurtu często opowiadają się za całkowitym separatyzmem, czyli takim stanem, w którym kobiety ograniczają się do towarzystwa własnej płci, stosunki nie heteroseksualne, a raczej lesbijskie, będą normą, mężczyźni natomiast będą być może wykorzystywani li tylko jako dawcy nasienia”

– czytam o idei ruchu w dysertacji Wioletty Jedleckiej pt. „Wpływ myśli feministycznej na zmiany współczesnego prawa – szkic problemu”. Tamże:

„W wielu przypadkach feminizm radykalny poszukiwał sprzymierzeńców pośród różnych grup społecznych, które odczuwały swą niższość w hierarchii społecznej (np. homoseksualiści, mniejszości etniczne czy bezrobotni), dążąc do stworzenia tzw. tęczowej koalicji”.

A co z pokoleniowymi zmiennikami tej formacji? Bez obaw, następcy pojawią się w sposób techniczno-pragmatyczny. W sukurs spieszą banki spermy, komórek jajowych i zarodków… Dla niektórych „ogierów” to intratny interes (w Polsce – jedna sesja „pobierania” to od 5 tys. zł w górę). A jeśli żadna z partnerek nie podejmuje się nosić płodu, od czego surogatki, te żywe inkubatory, których radykalistki chyba nie postrzegają jako sióstr w walce o równość? Choć to przecież też kobiety, tyle że biedne.

 

Samorealizacje singielek

Polityka neoliberalna stworzyła system wsparcia kobiet, szczególnie tych związanych z kulturą. Europejskie dotacje, granty z budżetu publicznego i dofinansowania ze źródeł pozarządowych trafiają do instytucji, gdzie panie dominują lub które chcą zrealizować projekty artystek. Tak – wróciło punktowanie na podobieństwo tego z czasów komuny. Wtedy na egzaminach na studia punktowano pochodzenie chłopskie lub robotnicze – teraz atutem jest płeć żeńska, której przyznawane są „punkty”, żeby… wyrównać wielowiekowe krzywdy. A jak któraś zdecyduje się na dziecko, a przy tym pracuje twórczo, to klękajcie narody!

Ciążę i narodziny potomka również można potraktować jako sztukę i je zmonetaryzować. Joanna Rajkowska (ta od sztucznej palmy) kilka miesięcy „stanu odmiennego” potraktowała jako materiał twórczy. Zdecydowała, że córkę (Różę na cześć babki i Róży Luksemburg) urodzi w Berlinie. Projekt „Born in Berlin” (2012) tak skomentowała:

„Cała ta sytuacja przenoszenia życia do Berlina nabiera pewnego metapoziomu. Jest nie tylko tym, czym jest w istocie, czyli wygłupem babki w ciąży, tylko nagle staje się bardzo znaczącą sytuacją, która mówi więcej, niż sama mogłabym powiedzieć”.

Jednak Rajkowska nie walczyła z rodziną (sama ją założyła) ani tożsamością płciową. Inne artystki włączyły się czynnie do walki o prawo do aborcji.

„Broń praw kobiet. Walcz o prawo do aborcji. Żądaj edukacji seksualnej”

– to hasła, które głosiła/wyrażała wizualnie amerykańska artystka Barbara Kruger w 1991 roku na wystawie w Zamku Ujazdowskim. Cztery lata później (1995 rok) te hasła/poglądy dosadniej wyraziła Katarzyna Górna w komentarzu do pracy „Dziesięć panien”:

„Jako młoda kobieta byłam w na tyle uprzywilejowanej pozycji, że nie wyobrażałam sobie, że ktoś może chcieć mi ustawić życie i decydować za mnie o sprawach związanych z moim ciałem, buntowałam się. Jednocześnie antykoncepcja nie była wówczas łatwo dostępna, a ówczesne tabletki antykoncepcyjne były bardzo obciążające. W takiej sytuacji zaczynasz zadawać sobie pytanie, czy nie lepiej zrezygnować z uprawiania seksu. Lęk przed niechcianą ciążą jest ogromny. Szczególnie gdy zdajesz sobie sprawę, że na koniec jesteś sama z tym tematem bez wsparcia moralnego i ekonomicznego”.

A skąd mieć wsparcie, skoro chcesz „zarządzać swym ciałem” w pojedynkę?

 

Forever young

Niechęć do posiadania potomstwa nie wzięła się nagle. To się zaczęło w pokoleniu dzisiejszych 60- i 70-latków. Oni chcieli być „Forever Young”, którą to deklarację wyśpiewał zespół Alphville. Bycie młodym to jeden z priorytetów generacji dzieci kwiatów. W konsekwencji kontrkulturowego zrywu drugiej połowy lat 60. po raz pierwszy w historii młodzi decydowali o polityce i życiu społecznym. Wtedy nawet wielcy projektanci zaadaptowali do haute couture hipisowski look: zwiewne niby-egzotyczne szatki dla kobiet; T-shirty i blue jeans dla panów; wszędzie hafciki, paciorki, pop-artowe malowanki. I dla obydwu płci długie loki. Chłopcy jak z musicalu „Hair” czuli się demonami seksu, dziewczyny ochoczo na to przystawały. Społeczne pochodzenie, kolor skóry czy stan majątkowy nie miały znaczenia – wszak „wszyscy ludzie są równi”.

A jak młodzieżowa rewolucja 1968 roku przełożyła się na interesujące nas problemy prokreacyjne? Rewolta sprzed ponad półwiecza miała antyestablishmentowy charakter, a na sztandarach lewicowe i anarchistyczne hasła. M.in. negowała instytucję rodziny, podważając zasadność istnienia podstawowej komórki społecznej jako „mieszczańskiego przeżytku”. W zamian propagowała wolną miłość. Tradycyjną rodzinę zastąpić miały komuny, „rodziny” spontanicznie formowane przez obcych sobie ludzi, funkcjonujące na wzór pierwotnych plemion, w których trwałe związki nie obowiązywały i panował kopulacyjny luz. Najwięcej wyznawców wspólnot znalazło się w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza tam, gdzie łagodny klimat pozwalał na improwizacje mieszkaniowe i ubraniowe. Jak się jakiejś pannie trafiła ciąża, a nie zawsze wiedziała, czyim plemnikom ją zawdzięcza, nie było problemu. Dzieci komuny miały być wspólnie, bezstresowo wychowywane czy raczej samo-się-wychowujące. O dziwo, potomkowie tamtych niby-rodzin wcale dobrze nie wspominają dzieciństwa z wieloma tatusiami oraz zastępczymi mamami, gdy własna odfruwała upalona trawką.

 

Robienie miłości, nie dzieci

Słynny slogan „Make love, not war”, ukuty w 1965 roku w czasie wojny wietnamskiej, z czasem podchwycił amerykański ruch hipisowski, a następnie został spopularyzowany przez pacyfistów i kontrkulturę na całym świecie. Zresztą „robienie kasy” także uznano za passé. Antysystemowcy „żyli powietrzem” i doraźnymi zajęciami: w komunach obowiązywała wspólnota majątkowa i cielesna. Jednak spontaniczne „robienie miłości” wyszło daleko poza młodzieżową rewoltę. W końcu lat 60. i na początku kolejnej dekady luźne podejście do seksu stało się modnym stylem życia. Na Zachodzie brak odpowiedzialności za współżycie ułatwiała antykoncepcyjna pigułka, bez oporów przepisywana przez ginekologów dziewczynkom, które ledwie zaczynały miesiączkować. Co ciekawe, te trendy przeniknęły przez żelazną kurtynę. Jednak w PRL-u swobodę kopulacyjną ograniczał zwykły strach przed niechcianą ciążą, której usuwanie było nielegalne.

 

Metoda na kalendarzyk

W PRL-u po powojennym boomie (lata 1945–1964) dzietność zaczęła siadać, ale daleko było do katastrofy. Już wtedy propagowano świadome planowanie potomstwa. Z braku dostępu do środków antykoncepcyjnych stosowano głównie metody naturalne: tzw. małżeński kalendarzyk, metodę termiczną i obserwację śluzu. Dopiero w latach 70. nieliczne kobiety z kontaktami na Zachodzie zaczęły sprowadzać tzw. sprężynkę lub pigułki antykoncepcyjne. Oczywiście dokonywano nielegalnych aborcji, jednak niewielka skala „skrobanek” nie miała wpływu na demografię. W ogóle w polskim społeczeństwie wciąż dominowały tradycyjne wartości i poglądy na rodzinę. Seksualna rewolucja w wersji polskiej miała twarz Michaliny Wisłockiej, której poradnik „Sztuka kochania” ukazał się dopiero w 1978 roku i dla wielu stał się lekturą formatującą intymne życie partnerskie. Do dziś ta publikacja nie zdewaluowała się – problem w tym, że… coraz rzadziej młodzi współżyją.

 

Komórka przeciw komórce (rodzinnej)

Na koniec – sprawa także podnoszona przez analityków demograficznej zapaści. Otóż młodzi oduczyli się nawiązywania bliskich kontaktów. Flirt, co to znaczy „flirtować”? Randkowanie – tylko w sieci. Jak znajomość przenosi się do realu, generacja Alfa (to ci urodzeni po 2010 roku) nie wie, jak ze sobą rozmawiać. Ileż to razy zdarza się widzieć chłopaka i dziewczynę siedzących obok siebie i „gadających” przy pomocy smartfonów. W ten sposób dzieci się nie zrobi! Jedyna nadzieja w bocianach i kapuście…

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

 

 


 

POLECANE
Sukces Barcelony w meczu z Osasuną. Drużyna z Katalonii kontynuuje dobrą passę Wiadomości
Sukces Barcelony w meczu z Osasuną. Drużyna z Katalonii kontynuuje dobrą passę

Piłkarze Barcelony, bez Polaków na boisku, w meczu 16. kolejki ekstraklasy Hiszpanii po bramkach Brazylijczyka Raphinhi wygrali z Osasuną Pampeluna 2:0. Katalończycy umocnili się na prowadzeniu w tabeli i do siedmiu punktów powiększyli przewagę nad drugim Realem Madryt.

Wiecie, że na liście 100 najbardziej wpływowych osób AI Magazynu TIME jest dwóch Polaków? gorące
Wiecie, że na liście 100 najbardziej wpływowych osób AI Magazynu TIME jest dwóch Polaków?

Dwóch 30-letnich Polaków znalazło się na liście 100 najbardziej wpływowych osób AI magazynu TIME – obok Elona Muska, Sama Altmana i Marka Zuckerberga. Mati Staniszewski wraz z Piotrem Dąbkowskim stworzyli globalną firmę wartą miliardy dolarów, która dziś wyznacza światowe standardy w sztucznej inteligencji. Na liście magazynu TIME znalazł się również wybitny polski informatyk JakubPachocki.

Legendarny aktor walczy z chorobą. Są nowe doniesienia z ostatniej chwili
Legendarny aktor walczy z chorobą. Są nowe doniesienia

Bruce Willis od kilku lat walczy z poważnymi problemami zdrowotnymi. W 2022 roku zdiagnozowano u niego afazję, a rok później demencję czołowo-skroniową. Choroba postępuje, dlatego aktor przebywa obecnie w specjalistycznym ośrodku pod stałą opieką.

Pośród więźniów politycznych uwolnionych przez białoruski reżim brak Andrzeja Poczobuta. Jest komentarz Andżeliki Borys Wiadomości
Pośród więźniów politycznych uwolnionych przez białoruski reżim brak Andrzeja Poczobuta. Jest komentarz Andżeliki Borys

W sobotę 13 grudnia 2025 r. reżim Alaksandra Łukaszenki uwolnił 123 więźniów politycznych. Decyzja jest efektem negocjacji z administracją prezydenta USA Donalda Trumpa - w zamian Stany Zjednoczone zniosły sankcje na kluczowy dla Białorusi koncern nawozowy Bielaruskali.

Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców woj. warmińsko-mazurskiego

W nowym rozkładzie jazdy, który zacznie obowiązywać 14 grudnia, będzie więcej regionalnych połączeń kolejowych, m.in. z Olsztyna do Działdowa i Elbląga - przekazał w sobotę Urząd Marszałkowski w Olsztynie. Na finansowanie transportu kolejowego samorząd województwa przeznacza ponad 100 mln zł rocznie.

Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków zamierza umieścić najpoważniejsze ostrzeżenie na szczepionkach przeciwko COVID-19 Wiadomości
Amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków zamierza umieścić najpoważniejsze ostrzeżenie na szczepionkach przeciwko COVID-19

Amerykańska FDA planuje dodać ostrzeżenie w czarnej ramce (black box warning) do szczepionek przeciwko COVID-19. To najpoważniejsze ostrzeżenie agencji, stosowane przy ryzyku śmierci, poważnych reakcji czy niepełnosprawności.

„Prowadzi nas z uśmiechem w przepaść”. Ostre podsumowanie dwóch lat rządów Tuska Wiadomości
„Prowadzi nas z uśmiechem w przepaść”. Ostre podsumowanie dwóch lat rządów Tuska

W sobotę, 13 grudnia 2025 roku, mijają dokładnie dwa lata od zaprzysiężenia koalicyjnego rządu Donalda Tuska - złożonego z KO, PSL, Polski 2050 i Nowej Lewicy. Z tej okazji Sławomir Mentzen, lider Konfederacji, opublikował na X ostrą krytykę premiera i jego ekipy. „Ten rząd jest dokładnie taki, jakiego można było się spodziewać po Tusku - leniwy i pozbawiony ambicji” - napisał.

Działaczka białoruskiej opozycji: Andrzej Poczobut odmówił ułaskawienia z ostatniej chwili
Działaczka białoruskiej opozycji: Andrzej Poczobut odmówił ułaskawienia

Mieszkająca we Włoszech białoruska działaczka opozycyjna Julia Juchno poinformowała w sobotę PAP, że dziennikarz przebywający w białoruskim więzieniu Andrzej Poczobut odmówił ułaskawienia i dlatego nie znalazł się na liście osób uwolnionych przez reżim Łukaszenki.

IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka

Jak informuje IMGW, północna Europa oraz Wyspy Brytyjskie pozostaną pod wpływem głębokiego niżu islandzkiego. Również północno-zachodnia Rosja będzie w obszarze niżu. Natomiast południowa, centralna części kontynentu oraz większość zachodniej Europy będą pod wpływem rozległego wyżu z centrami nad Alpami oraz Bałkanami. Polska pozostanie w obszarze przejściowym pomiędzy wyżej wspomnianym wyżem a niżem islandzkim. Będziemy w dość ciepłym powietrzu polarnym morskim.

Bundeswehra na wschodniej granicy Polski. Niemieckie media ujawniają plany z ostatniej chwili
Bundeswehra na wschodniej granicy Polski. Niemieckie media ujawniają plany

Niemieckie media informują o planowanym zaangażowaniu Bundeswehry we wzmocnienie wschodniej granicy Polski. Żołnierze mają uczestniczyć w działaniach inżynieryjnych w ramach polskiej operacji ochronnej, której celem jest zabezpieczenie granicy z Białorusią i Rosją. Misja ma rozpocząć się w kwietniu 2026 roku i potrwać kilkanaście miesięcy.

REKLAMA

Singielki, feminizm i strach przed macierzyństwem – źródła zapaści demograficznej w Polsce

To już wie każdy: dzietność spada nam na łeb, na szyję. To nie tylko polski problem, lecz bolączka wielu innych państw rozwiniętych.
Kobiety ze wzniesionymi rękami
Kobiety ze wzniesionymi rękami / Pixabay

Co musisz wiedzieć:

  • Autorka wskazuje, że współczesna kontrola prokreacji, zmiany kulturowe i radykalne nurty ideologiczne prowadzą do społecznej niechęci wobec posiadania dzieci.
  • Przyczyny demograficznego załamania w Polsce upatruje zarówno w czynnikach ekonomicznych i zawodowych.
  • Zaznacza, że kontrkulturowe i feministyczne tendencje ostatnich dekad, wzmocnione przez neoliberalizm oraz indywidualizm, osłabiły znaczenie trwałych relacji i macierzyństwa.

 

Projekt dziecko

Demografowie i socjolodzy biją na alarm, że jak tak dalej pójdzie, za bliżej nieokreślony czas zaniknie gatunek zwany homo sapiens – no, może ocaleje w Afryce, jedynym kontynencie bez przyrostowego problemu. Warto jednak zwrócić na ten aspekt uwagę: zaczęło nas, ludzi, ubywać, od kiedy człowiek zaczął „zarządzać” prokreacją, a posiadanie dziecka stało się w pełni kontrolowanym procesem. Ktoś powie – doskonale, bo nasz glob cierpi na przeludnienie. Ale komu przyznać prawo do decyzji na – w gruncie rzeczy – Boskim poziomie?

Nie będę zabawiać się futurystycznymi wizjami sterowania naszym genomem, ale w tym kierunku zmierza nauka. Trąci eugeniką? Teraz pewnie nikt nie nazwie manipulacji przy genach „higieną ras”, bo to obciążone nazizmem, ale… w bogatych społeczeństwach coraz częściej prokreacja jest procesem ściśle kontrolowanym. Kiedy potomek powinien się pojawić, jakiej płci, a przede wszystkim – z kim? Po kim ma dziedziczyć konkretne geny? Placet po temu dają naukowcom ideolodzy, którzy z marksistowskim zapałem odrzucają tradycyjne wartości. Ale los płata figle: po mamie miała być uroda, po tacie inteligencja. A wyszło odwrotnie… Na szczęście, „zaprojektowane” genetycznie potomstwo to luksus mało komu dostępny. Większość realizuje wariant łatwiejszy – w ogóle nie ma dzieci.

 

Dziecko przeszkadza

W postransformacyjnej Polsce bożkiem stał się pieniądz, a w gwałtownym procesie dorabiania się każda przeszkoda musiała zostać usunięta. Najpierw przemontowano młodym ludziom w głowach. Egoizm stał się trendy: inwestuj w siebie, ucz się, podróżuj, realizuj pasje. Kobiety przekonywano, że „są tego warte”. Że mają prawo dbać o swoje przyjemności i urodę. Tymczasem ciąża często szpeci, a nawet wyniszcza organizm. Poza tym niemowlak jest czasochłonny – a kobiety mają przede wszystkim uczyć się, podwyższać kwalifikacje, zawodowo konkurować z mężczyznami. Trzeba inwestować w siebie, we własny dobrostan – to się przecież zwróci! A ładowanie energii i kasy w potomka może rozczarować… W efekcie młodzi Polacy zaczęli postrzegać posiadanie dzieci jako równoznaczne z wyrzeczeniem się wielu swobód i atrakcji.

Na dodatek w poczytnych magazynach (zwłaszcza w „WO”) lansowano singielstwo jako szansę na samospełnienie. W latach dwutysięcznych pojawiły się dywagacje na temat gender. Wyższe uczelnie i instytucje kultury otworzyły się szeroko na osoby spod znaku LGBT+. Tzw. elity demonstrowały „postępowość”, czyli przychylność dla par jednopłciowych i osób transseksualnych. A w ostatnich latach tę narrację dopełnili psychologowie, chętnie tłumaczący „plagę depresji” wśród młodych zaburzeniami płci.

 

Puste żłobki

Najwięcej dusz III RP liczyła w 2010 roku: prawie 38 mln 600 tys. Dołowanie demograficzne zaczęło się około 2012 roku, jednak prawdziwą zapaść notujemy od 2021. W ubiegłym i mijającym roku dzietność w Polsce okazała się najniższa w historii! Niektórzy widzą nadzieję w przyjmowaniu i naturalizowaniu imigrantów z krajów, w których kobiety chętniej i częściej zachodzą w ciążę – co jednak niesie rozliczne inne zagrożenia, którymi tu nie będę się zajmować. Wróćmy do populacyjnego dołowania w Polsce, teoretycznie dostatniej jak nigdy przedtem.

Tymczasem analitycy jako przyczyny demozapaści najczęściej wymieniają niskie zarobki młodych ludzi, brak dla nich tanich mieszkań, a także – lęki kobiet, które na/po macierzyńskim boją się utraty pracy lub załamania kariery. Panie obawiają się też, że partnerzy „wymiksują się” z trudów wychowywania potomstwa. Z roku na rok zmniejsza się liczba zalegalizowanych związków (w 2024 roku na ślubny kobierzec wstąpiło o 10 tys. par mniej niż rok wcześniej) i rośnie liczba rozwodów (6 tys. więcej niż w 2023 roku). Są także dane optymistyczne: coraz mniej noworodków umiera; a gdy obydwoje rodziców pracuje, jest dla maluchów więcej żłobków (niedawno w Warszawie zachęcano billboardami do korzystania z publicznych żłobków – ponad 3 tys. miejsc czekało na najmłodszych). No to co nie zażarło?

 

Kobiety tęczowe

Winna jest transfiguracja mentalna, której zaczynu upatrywałabym w przeobrażeniach ideologiczno-społecznych, do których doszło pół wieku temu na Zachodzie. Ruch women’s lib lat 60., prawnuczę sufrażystek końca XIX stulecia, w PRL-u miał znikomy feedback; w III RP, w latach 90., jeszcze feminizm nie stał się priorytetem. Dopiero po 2004 roku, od kiedy „weszliśmy do Europy”, nadrobiliśmy cywilizacyjny poślizg. W ostatnich latach Polska przeżywa uderzeniową falę feminizmu. Radykalny odłam tego ruchu przechyla wajchę w stronę przeciwną prokreacji.

„Przedstawicielki tego nurtu często opowiadają się za całkowitym separatyzmem, czyli takim stanem, w którym kobiety ograniczają się do towarzystwa własnej płci, stosunki nie heteroseksualne, a raczej lesbijskie, będą normą, mężczyźni natomiast będą być może wykorzystywani li tylko jako dawcy nasienia”

– czytam o idei ruchu w dysertacji Wioletty Jedleckiej pt. „Wpływ myśli feministycznej na zmiany współczesnego prawa – szkic problemu”. Tamże:

„W wielu przypadkach feminizm radykalny poszukiwał sprzymierzeńców pośród różnych grup społecznych, które odczuwały swą niższość w hierarchii społecznej (np. homoseksualiści, mniejszości etniczne czy bezrobotni), dążąc do stworzenia tzw. tęczowej koalicji”.

A co z pokoleniowymi zmiennikami tej formacji? Bez obaw, następcy pojawią się w sposób techniczno-pragmatyczny. W sukurs spieszą banki spermy, komórek jajowych i zarodków… Dla niektórych „ogierów” to intratny interes (w Polsce – jedna sesja „pobierania” to od 5 tys. zł w górę). A jeśli żadna z partnerek nie podejmuje się nosić płodu, od czego surogatki, te żywe inkubatory, których radykalistki chyba nie postrzegają jako sióstr w walce o równość? Choć to przecież też kobiety, tyle że biedne.

 

Samorealizacje singielek

Polityka neoliberalna stworzyła system wsparcia kobiet, szczególnie tych związanych z kulturą. Europejskie dotacje, granty z budżetu publicznego i dofinansowania ze źródeł pozarządowych trafiają do instytucji, gdzie panie dominują lub które chcą zrealizować projekty artystek. Tak – wróciło punktowanie na podobieństwo tego z czasów komuny. Wtedy na egzaminach na studia punktowano pochodzenie chłopskie lub robotnicze – teraz atutem jest płeć żeńska, której przyznawane są „punkty”, żeby… wyrównać wielowiekowe krzywdy. A jak któraś zdecyduje się na dziecko, a przy tym pracuje twórczo, to klękajcie narody!

Ciążę i narodziny potomka również można potraktować jako sztukę i je zmonetaryzować. Joanna Rajkowska (ta od sztucznej palmy) kilka miesięcy „stanu odmiennego” potraktowała jako materiał twórczy. Zdecydowała, że córkę (Różę na cześć babki i Róży Luksemburg) urodzi w Berlinie. Projekt „Born in Berlin” (2012) tak skomentowała:

„Cała ta sytuacja przenoszenia życia do Berlina nabiera pewnego metapoziomu. Jest nie tylko tym, czym jest w istocie, czyli wygłupem babki w ciąży, tylko nagle staje się bardzo znaczącą sytuacją, która mówi więcej, niż sama mogłabym powiedzieć”.

Jednak Rajkowska nie walczyła z rodziną (sama ją założyła) ani tożsamością płciową. Inne artystki włączyły się czynnie do walki o prawo do aborcji.

„Broń praw kobiet. Walcz o prawo do aborcji. Żądaj edukacji seksualnej”

– to hasła, które głosiła/wyrażała wizualnie amerykańska artystka Barbara Kruger w 1991 roku na wystawie w Zamku Ujazdowskim. Cztery lata później (1995 rok) te hasła/poglądy dosadniej wyraziła Katarzyna Górna w komentarzu do pracy „Dziesięć panien”:

„Jako młoda kobieta byłam w na tyle uprzywilejowanej pozycji, że nie wyobrażałam sobie, że ktoś może chcieć mi ustawić życie i decydować za mnie o sprawach związanych z moim ciałem, buntowałam się. Jednocześnie antykoncepcja nie była wówczas łatwo dostępna, a ówczesne tabletki antykoncepcyjne były bardzo obciążające. W takiej sytuacji zaczynasz zadawać sobie pytanie, czy nie lepiej zrezygnować z uprawiania seksu. Lęk przed niechcianą ciążą jest ogromny. Szczególnie gdy zdajesz sobie sprawę, że na koniec jesteś sama z tym tematem bez wsparcia moralnego i ekonomicznego”.

A skąd mieć wsparcie, skoro chcesz „zarządzać swym ciałem” w pojedynkę?

 

Forever young

Niechęć do posiadania potomstwa nie wzięła się nagle. To się zaczęło w pokoleniu dzisiejszych 60- i 70-latków. Oni chcieli być „Forever Young”, którą to deklarację wyśpiewał zespół Alphville. Bycie młodym to jeden z priorytetów generacji dzieci kwiatów. W konsekwencji kontrkulturowego zrywu drugiej połowy lat 60. po raz pierwszy w historii młodzi decydowali o polityce i życiu społecznym. Wtedy nawet wielcy projektanci zaadaptowali do haute couture hipisowski look: zwiewne niby-egzotyczne szatki dla kobiet; T-shirty i blue jeans dla panów; wszędzie hafciki, paciorki, pop-artowe malowanki. I dla obydwu płci długie loki. Chłopcy jak z musicalu „Hair” czuli się demonami seksu, dziewczyny ochoczo na to przystawały. Społeczne pochodzenie, kolor skóry czy stan majątkowy nie miały znaczenia – wszak „wszyscy ludzie są równi”.

A jak młodzieżowa rewolucja 1968 roku przełożyła się na interesujące nas problemy prokreacyjne? Rewolta sprzed ponad półwiecza miała antyestablishmentowy charakter, a na sztandarach lewicowe i anarchistyczne hasła. M.in. negowała instytucję rodziny, podważając zasadność istnienia podstawowej komórki społecznej jako „mieszczańskiego przeżytku”. W zamian propagowała wolną miłość. Tradycyjną rodzinę zastąpić miały komuny, „rodziny” spontanicznie formowane przez obcych sobie ludzi, funkcjonujące na wzór pierwotnych plemion, w których trwałe związki nie obowiązywały i panował kopulacyjny luz. Najwięcej wyznawców wspólnot znalazło się w Stanach Zjednoczonych, zwłaszcza tam, gdzie łagodny klimat pozwalał na improwizacje mieszkaniowe i ubraniowe. Jak się jakiejś pannie trafiła ciąża, a nie zawsze wiedziała, czyim plemnikom ją zawdzięcza, nie było problemu. Dzieci komuny miały być wspólnie, bezstresowo wychowywane czy raczej samo-się-wychowujące. O dziwo, potomkowie tamtych niby-rodzin wcale dobrze nie wspominają dzieciństwa z wieloma tatusiami oraz zastępczymi mamami, gdy własna odfruwała upalona trawką.

 

Robienie miłości, nie dzieci

Słynny slogan „Make love, not war”, ukuty w 1965 roku w czasie wojny wietnamskiej, z czasem podchwycił amerykański ruch hipisowski, a następnie został spopularyzowany przez pacyfistów i kontrkulturę na całym świecie. Zresztą „robienie kasy” także uznano za passé. Antysystemowcy „żyli powietrzem” i doraźnymi zajęciami: w komunach obowiązywała wspólnota majątkowa i cielesna. Jednak spontaniczne „robienie miłości” wyszło daleko poza młodzieżową rewoltę. W końcu lat 60. i na początku kolejnej dekady luźne podejście do seksu stało się modnym stylem życia. Na Zachodzie brak odpowiedzialności za współżycie ułatwiała antykoncepcyjna pigułka, bez oporów przepisywana przez ginekologów dziewczynkom, które ledwie zaczynały miesiączkować. Co ciekawe, te trendy przeniknęły przez żelazną kurtynę. Jednak w PRL-u swobodę kopulacyjną ograniczał zwykły strach przed niechcianą ciążą, której usuwanie było nielegalne.

 

Metoda na kalendarzyk

W PRL-u po powojennym boomie (lata 1945–1964) dzietność zaczęła siadać, ale daleko było do katastrofy. Już wtedy propagowano świadome planowanie potomstwa. Z braku dostępu do środków antykoncepcyjnych stosowano głównie metody naturalne: tzw. małżeński kalendarzyk, metodę termiczną i obserwację śluzu. Dopiero w latach 70. nieliczne kobiety z kontaktami na Zachodzie zaczęły sprowadzać tzw. sprężynkę lub pigułki antykoncepcyjne. Oczywiście dokonywano nielegalnych aborcji, jednak niewielka skala „skrobanek” nie miała wpływu na demografię. W ogóle w polskim społeczeństwie wciąż dominowały tradycyjne wartości i poglądy na rodzinę. Seksualna rewolucja w wersji polskiej miała twarz Michaliny Wisłockiej, której poradnik „Sztuka kochania” ukazał się dopiero w 1978 roku i dla wielu stał się lekturą formatującą intymne życie partnerskie. Do dziś ta publikacja nie zdewaluowała się – problem w tym, że… coraz rzadziej młodzi współżyją.

 

Komórka przeciw komórce (rodzinnej)

Na koniec – sprawa także podnoszona przez analityków demograficznej zapaści. Otóż młodzi oduczyli się nawiązywania bliskich kontaktów. Flirt, co to znaczy „flirtować”? Randkowanie – tylko w sieci. Jak znajomość przenosi się do realu, generacja Alfa (to ci urodzeni po 2010 roku) nie wie, jak ze sobą rozmawiać. Ileż to razy zdarza się widzieć chłopaka i dziewczynę siedzących obok siebie i „gadających” przy pomocy smartfonów. W ten sposób dzieci się nie zrobi! Jedyna nadzieja w bocianach i kapuście…

[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]

 

 



 

Polecane