Mjr Rocco Spencer o zarzutach dla żołnierza: Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą
Co musisz wiedzieć:
- Do zdarzenia doszło w pobliżu Topiła w Puszczy Białowieskiej.
- Żołnierz oddał strzały ostrzegawcze.
- Postrzelony Syryjczyk domaga się odszkodowania.
Zarzuty dla żołnierza
Jak poinformował portal Onet.pl, żołnierzowi, który podczas pościgu za grupą migrantów po polskiej stronie granicy przypadkowo postrzelił obywatela Syrii, postawiono zarzuty karne. Stało się tak mimo tego, że biegli sądowi orzekli, że jego broń miała wady konstrukcyjne. Prawnicy argumentują, że żołnierz działał w obronie kraju. Mimo to otrzymał zarzuty karne. Postrzelony Syryjczyk zamieszkał w Polsce i domaga się odszkodowania od żołnierza.
- Pilne doniesienia z granicy. Komunikat Straży Granicznej
- W Polsce otwiera się największy hotel nad Bałtykiem. Niemcy w panice
- ZUS wydał ważny komunikat
- Umowę z Mercosur trzeba i można zawrócić
- Wyłączenia prądu w woj. pomorskim. Ważny komunikat dla mieszkańców
- Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi
- Prof. Piotrowski: Umowa UE–Mercosur jest sprzeczna z polską konstytucją
Nielegalni migranci nie wykonali poleceń wojska
Żołnierz Wojska Polskiego został oskarżony o przypadkowe postrzelenie syryjskiego migranta podczas pościgu w pobliżu granicy z Białorusią w listopadzie 2023 r.
Do zdarzenia doszło w pobliżu Topiła w Puszczy Białowieskiej, gdzie grupa migrantów nielegalnie przekraczających granicę nie wykonała rozkazów polskich wojsk. Podczas pościgu podporucznik Ł. upadł, a jego broń wystrzeliła – kula trafiła 22-letniego Syryjczyka w kręgosłup.
„Oficerowie powinni stanąć u jego boku”
„Jeśli podążał za ROE (zasady użycia siły), to potknięcie się nie ma z tym nic wspólnego. Jeśli takie ściganie zostanie dopuszczone, podważy to morale żołnierzy i poczucie obowiązku”
- stwierdził były wojskowy. W jego ocenie „cywile i politycy próbują zrobić sobie nazwisko”.
„Kilka razy musiałem sobie poradzić z taką bzdurą. Polityczne gorące powietrze w 99% przypadków”
- przyznał mjr Spencer.
„Szczerze mówiąc, jego struktura dowodzenia, oficerowie muszą pokazać trochę kręgosłupa i zabrać głos, stanąć u jego boku”
- powiedział.
Pytany, czy nie obawia się, że celowe - mam na myśli prześladowania - może być uniemożliwienie ludziom, także żołnierzom, obrony siebie, swoich rodzin i kraju?; taki scenariusz jest bardzo lewicowy, mjr Rocco Spencer ocenił:
„Tak jest, na pewno”.
„Wojsko musi stanąć i dać tym kretynom znać, że to oni dowodzą”
- skonstatował.
Żołnierz dopełnił procedur
Porucznik. Ł. działał na rozkaz 1 Warszawskiej Brygady Pancernej wspierającej Straż Graniczną. Zeznania świadków i nagrania z kamer osobistych pokazują, że oddał strzały ostrzegawcze i wielokrotnie nakazywał grupie zatrzymać się zarówno w języku polskim, jak i angielskim, zanim doszło do zdarzenia.
Broń miała wady konstrukcyjne
Analiza balistyczna wykazała, że w sumie padły trzy strzały, w tym niekontrolowany wystrzał spowodowany upadkiem. Eksperci doszli do wniosku, że użyta broń miała wady konstrukcyjne i była podatna na przypadkowe wystrzelenie w warunkach dynamicznych.
Pomimo tych ustaleń prokuratorzy wnieśli oskarżenie na podstawie artykułu 354(1) polskiego kodeksu karnego, który dotyczy niedbałego obchodzenia się z bronią palną i grozi mu kara do trzech lat więzienia.
"Akt zdrady państwa"
Sprawa wywołała oburzenie wśród polskich żołnierzy i polityków opozycji. Były minister obrony Mariusz Błaszczak określił oskarżenie rządu Donalda Tuska jako “akt zdrady państwa”.
„Żołnierz Wojska Polskiego, działający na rozkaz, w trakcie pościgu za grupą nielegalnych migrantów, przy realnym zagrożeniu, nie popełnił żadnego przestępstwa. Tak wynika z opinii biegłych, dokumentów, nagrań i relacji świadków. A mimo to upolityczniona prokuratura nielegalnie przejęta przez Tuska stawia mu zarzuty karne. Całe postępowanie - w tym ostateczna decyzja o zarzutach - zostało przeprowadzone już po tym, gdy w prokuraturze rządzili nominaci obecnego rządu. I co robi państwo? Zamiast stać po stronie żołnierza broniącego granicy, rządowa prokuratura staje po stronie nielegalnego migranta, który dziś domaga się odszkodowania od polskiego oficera”
- zauważył Błaszczak.
„Tak się łamie kręgosłup armii”
„To szczególnie bulwersujące w kontekście słów ministra obrony @KosiniakKamysz, który po wcześniejszych skandalach zapewniał publicznie, że: 'żołnierze stojący na straży bezpieczeństwa państwa muszą być pewni, że procedury prawne ich chronią'. Dziś widzimy, ile te deklaracje były warte. Donald Tusk przecież wielokrotnie mówił, o tym że jest murem za polskim mundurem. To były puste słowa i hipokryzja. Tak nie buduje się bezpieczeństwa państwa. Tak łamie się kręgosłup armii. Tak zdradza się tych, którzy mają odwagę stanąć na pierwszej linii”
- podsumował.
W ocenie byłego ministra obrony narodowej sytuacja na granicy z Białorusią przypomina poligon doświadczalny, w którym rządzący testują swoją nieudolność.
„Zarzuty dla żołnierzy i regularne wtargnięcia w polską przestrzeń powietrzną balonów – nikt nad niczym nie panuje. Żołnierz nie może się bać prokuratora bardziej niż agresora na granicy. A rząd, który na to pozwala, nie ma moralnego prawa mówić o bezpieczeństwie Polski”
- skonstatował.
Sprawa obniżyła morale żołnierzy
Cytowani przez portal European Conservative żołnierze z brygady porucznika Ł. ostrzegali również przed szerszymi konsekwencjami. Jeden z żołnierzy stwierdził, że sprawa może zniechęcić do podjęcia zdecydowanych działań w przyszłych operacjach.
“Jeśli żołnierz zostanie ukarany za wypełnienie przysięgi, zaczyna pytać, czy było warto ”
- powiedział.
“Czy w obliczu możliwego oskarżenia będzie działał instynktownie zgodnie z przeszkoleniem —lub zawaha się użyć swoich narzędzi pracy, gdy rozpocznie się prawdziwy konflikt zbrojny?”
- zauważył.
To już kolejny żołnierz z zarzutami
Wcześniej zarzuty prokuratorskie usłyszało siedmiu innych żołnierzy, którzy pomagali Straży Granicznej w obronie polskiej granicy z Białorusią.




