Układ Sił: Konfrontacja Iranu z UE. Koniec porozumienia nuklearnego?

W środę 8 maja, Prezydent Iranu Hassan Rouhani podjął decyzję o zaprzestaniu stosowania się przez Iran do części zobowiązań wynikających z porozumienia nuklearnego zawartego w 2015 roku. Tym samym rozpoczął on niebezpieczną grę, której stawką jest nie tylko los Iranu, ale także całego regionu. Ta rozgrywka może jednak szybko wymknąć mu się spod kontroli i wzmocnić nie rząd w Teheranie, lecz jego przeciwników – i tych w kraju, i tych poza jego granicami.
/ pixabay.com

Posłaniec

Nad ranem 8 maja 2019 roku irańskie ministerstwo spraw zagranicznych przekazało ambasadorom państw-sygnatariuszy porozumienia nuklearnego (JCPOA) list od prezydenta Rouhaniego. Treść samego listu nie została ujawniona, lecz zgodnie z informacjami Irańskiej Agencji Rządowej prezydent poinformował „partnerów” o odrzuceniu przez Iran niektórych obciążeń nałożonych przez JCPOA na jego Ojczyznę oraz zagroził, że jeśli pozostałe strony umowy nie podejmą konkretnych działań, dzięki którym Iran mógłby obejść amerykańskie sankcje, to – po upływie 60 dni – Iran posunie się o krok dalej i wznowi wzbogacanie uranu powyżej poziomu 3,67% zakreślonego przez JCPOA. Tym samym upadłaby ostatnia szansa na utrzymanie w mocy porozumienia z 2015 r.

 

Kilka godzin później informacje te zostały potwierdzone przez samego Rouhaniego na posiedzeniu rządu. Prezydent, na co dzień bardzo stonowany, tym razem grzmiał mówiąc, że „europejscy partnerzy” (w domyśle UE) nie zrobiły nic, aby obejść amerykańskie sankcje przywrócone po tym, gdy w maju 2018 roku Waszyngton wycofał się z porozumienia. W odpowiedzi na tą nieporadność Europejczyków, Teheran zadecydował o częściowym odejściu od JCPOA poprzez:

 

  1. rozpoczęcie magazynowania wzbogaconego uranu powyżej limit ustalony w umowie (tj. powyżej 130 kg) – zgodnie z umową Iran powinien pozbywać się nadwyżek przez sprzedaż na rynku międzynarodowym;

  2. rozpoczęcie magazynowania ciężkiej wody, której nadmiar powstanie przy procesie wzbogacania uranu do poziomu 3,67% w reaktorze w Araku – zgodnie z umową także w tym przypadku nadwyżki powinny być sprzedawane poza Iran (przy czym reaktor w Araku pozostaje obecnie nieoperacyjny, bo – zgodnie z postanowieniami JCPOA – został on zniszczony).

 

Słysząc słowa prezydenta Rouhaniego przez głowę przebiegła mi, i pewnie wielu osobom, myśl „czy to koniec JCPOA?”

 

Otoczeni

Obecnie Iran znajduje się w fatalnej sytuacji. Przede wszystkim presja ze strony USA, już i tak ogromna, ulega coraz większej intensyfikacji – zwłaszcza ostatni miesiąc był tutaj przełomowy. W maju 2018 roku Waszyngton ograniczył się „wyłącznie” do wypowiedzenia porozumienia nuklearnego i przywrócenia antyirańskich sankcji. Widząc jednak, że sankcje działają zbyt wolno i są zbyt słabe, USA postanowiły dokręcić śrubę Teheranowi. W kwietniu amerykański Departament Stanu wpisał Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej na listę organizacji terrorystycznych, a Biały Dom zadecydował o nieprzedłużaniu kończących się wkrótce zwolnień od sankcji dla ośmiu państw, które dzięki nim mogły dotychczas importować irańską ropę. Jakby tego było mało w początku maja b.r. Amerykanie zadecydowali o wysłaniu do Zatoki Perskiej lotniskowca USS Abraham Lincoln, który brał udział w inwazji na Irak w 2003 roku.

 

Z drugiej strony pozostali sygnatariusze JCPOA (tj. UE, Rosja i Chiny) mimo, że deklarują swoje wsparcie dla porozumienia, nie zrobili nic co miałoby jakikolwiek realny wpływ na ominięcie amerykańskich sankcji. Co prawda, zwłaszcza UE, wydała wiele pro-irańskich deklaracji, a nawet założyła specjalną spółkę INSTEX, która miała zając się obsługą handlu z Iranem i w ten sposób ominąć sankcje, jednak póki co owa spółka nie obsłużyła ani jednej transakcji. Najlepszym świadectwem nieefektywności europejskich działań był kwiecień 2019 roku, gdy UE miała ogromne problemy nawet z dostarczaniem pomocy humanitarnej do, zmagającego się akurat z powodzią, Iranu.

 

Tymczasem sytuacja wewnątrz Iranu stale się pogarsza. Gospodarka wyhamowuje, inflacja wystrzeliła w górę a niezadowolenie społeczne staje się coraz bardziej dostrzegalne. Jednocześnie obóz rządzący musi zmagać się nie tylko z zagrożeniami zewnętrznymi, ale także wewnętrznymi – konserwatyści coraz mocniej atakują prezydenta a obóz reform (tj. największy sojusznik centrowego prezydenta) resztkami sił podejmuje desperackie próby zjednoczenia liberalnego środowiska pod jednym sztandarem.

 

Wszystko to sprawiło, że prezydent nie mógł już dłużej pozostawać bierny w sporze z USA i pokornie czekać, aż UE w końcu spełni obietnice złożone Iranowi w maju 2018 roku – wtedy Bruksela obiecała, że zrobi wszystko co możliwe, aby obejść amerykańskie sankcje. Prezydent Rouhani podjął niebezpieczną grę, która jednak może szybko wymknąć mu się spod kontroli i wzmocnić nie Iran, lecz jego przeciwników.

 

Gdzie są przyjaciele moi?

Główny cel decyzji Rouhaniego jest bardzo jasny, a prezydent wyraził go niemal wprost – UE musi w końcu wypełnić swoje zobowiązania. Głównie chodzi o to, żeby kraje członkowskie UE zaczęły z powrotem importować irańską ropę a unijne banki obsługiwać transakcje z irańskimi podmiotami. Mówiąc inaczej, Teheran chce aby Bruksela w końcu wykonała konieczne kroki i uruchomiła INSTEX, który powstał już 31 stycznia 2019 a do tej pory nie obsłużył żadnej transakcji.

Tylko z pomocą Unii Iran może podjąć walkę z amerykańskimi sankcjami i mieć jakikolwiek szanse na zwycięstwo. Jeśli Europa nie pomoże Teheranowi to jest on na prostej drodze do gospodarczego i politycznego piekła.

W poprzednim okresie (tj. przed 2015 rokiem), gdy Iran cierpiał pod jarzmem sankcji, i to nałożonych zarówno przez USA jak i UE, nieocenioną pomoc niósł im chiński Bank of Kunlun. To właśnie ten bank odpowiadał za obsługę dużej części irańskich transakcji, w których nikt inny nie chciał pośredniczyć. Za ten proceder bank był obkładany sankcjami przez Amerykanów, lecz jako podmiot państwowy za wiele sobie z tego nie robił. Jednak tym razem jest inaczej.

Obecnie Chińczycy nie są zainteresowani współpracą z Iranem, a sławny Bank of Kunlun uż w grudniu 2018 roku ogłosił, że po upływie zwolnień jakie Pekin otrzymał na handel z Teheranem, nie będzie dalej obsługiwał transakcji z irańskimi podmiotami objętymi sankcjami.

Podobnie sytuacja wygląda w innych dziedzinach. Gdy francuski Total SA, pod wpływem presji ze strony USA, wycofał się z Iranu, do akcji wkroczyło chińskie CNPC i przejęło kontakt Totalu na rozbudowę największego pola gazu ziemnego na świecie – Południowego Pars. Jednak od momentu przejęcia tego kontaktu prace na Południowym Pars nawet nie drgnęły. Wszystko dlatego, że obecnie Chińczycy są zainteresowani przede wszystkim wypracowaniem korzystnego dla siebie układu handlowego z USA. Iran jest w tej rozgrywce tylko pionkiem, który Pekin wykorzystuje do zwiększania nacisku na USA.

 

Przyparty do muru

Rouhani posunął się do tak ostrych kroków, gdyż dalej utrzymujący się impas prowadzić mógł wyłącznie do dalszej recesji irańskiej gospodarki, oraz spadku popularności rządzącego obozu umiarkowanego, którego obecny prezydent jest reprezentantem (mimo, że jego poglądy są bardziej centrystyczne niż liberalne). Irańscy konserwatyści za obecną sytuację gospodarczą kraju, oskarżają właśnie Rouhaniego i twierdzą, że podpisanie JCPOA było jego osobistym błędem. Taka retoryka trafia do szerokich mas społecznych, a poparcie prezydenta systematycznie spada – według ostatnich szacunków jest to zaledwie ok. 30% (w przeddzień podpisania JCPOA było to blisko 90%).

Dlatego administracja Rouhaniego, nie będąc w stanie samodzielnie obejść sankcji, potrzebuje wsparcia Europy. Tylko dzięki zapewnieniu funkcjonalności INSTEX-u uda się wspomóc irańską gospodarkę, ukrócić krytykę ze strony konserwatystów i odbudować poparcie społeczne dla obozu reform.

 

Nacisk czy bezpardonowa groźba?

Decyzja prezydenta Iranu z 8 maja, mimo że zaskakująca, to jednocześnie była bardzo wyważona, co wskazuje że zamierzona była ona raczej na wywarcie wpływu na UE niż na narzucenie Unii czegokolwiek z pozycji siły. Mimo że deklaracja Rouhaniego brzmiała groźnie to w rzeczywistości była najbardziej stonowaną odpowiedzią na amerykańską presję, jaką Teheran mógł wystosować.

Otóż 3 maja 2019 roku Waszyngton ogłosił, że kolejne zwolnienia, które pozwalają państwom skupować od Iranu wzbogacony uran i ciężką wodę (oba procedery, przy zachowaniu granic określonych w umowie, są legalne w myśl JCPOA) nie zostaną przedłużone – są to inne zwolnienia niż te, które dot. handlu ropą. Tym samym nikt nie byłby już zainteresowany handlem tymi towarami z Iranem. W efekcie nadwyżki zarówno uranu, jak i ciężkiej wody, de facto gromadzone byłyby na terenie Iranu z powodu siły wyższej niż realnej woli Irańczyków.

Dlatego też – patrząc z tej perspektywy – wystąpienie Rouhaniego było bardzo stonowane. Przedstawił on skutek amerykańskich sankcji (zgromadzenie na terenie Iranu takich ilości uranu i ciężkiej wody, które wykraczają poza limity określone w JCPOA), jako samodzielną decyzję Teheranu wyrażającą gotowość do konfrontacji, gdy w rzeczywistości Teheran nie ma żadnego wpływu na gromadzenie się przedmiotowych towarów na terenie Iranu, bo nikt nie chce ich kupić. Cóż za polityczny majstersztyk.

Jednocześnie jednak w decyzji Rouhaniego przewijał się jeden, bardzo groźny motyw – po upływie 60 dni Teheran użyje silniejszych środków nacisku. Jeśli w tym czasie UE nie będzie w stanie sprawić, aby INSTEX zaczął działać, to Teheran pójdzie o krok dalej i zwiększy poziom wzbogacania uranu ponad 3,67% (kolejny limit, który ustanawia JCPOA).

 

Gra o wszystko

Decyzja Rouhaniego to ruch godny rasowego hazardzisty. Prezydent wszedł „all in”, uważając najprawdopodobniej że bardziej zdecydowane stanowisko Teheranu zmusi Londyn, Paryż i Berlin do podjęcia natychmiastowych działań. Jednak – przynajmniej moim zdaniem – Rouhani tym razem się pomylił.

Kraje członkowskie UE, a nawet sama grupa E3, nie posiadają woli politycznej do podjęcia próby konfrontacji z USA. Mało tego, wiele wskazuje, że UE jest coraz bardziej zainteresowana odstąpieniem od JCPOA, jednak w taki sposób aby nie pokazać własnej słabości. Ostatni ruch Teheranu to idealny pretekst dla Europy do „uratowania twarzy”. Unia może teraz wstrzymać się od działań, a gdy Iran rozpocznie wzbogacanie urany powyżej 3,67%, stwierdzić że JCPOA przestała być wiążąca, gdyż jej postanowienia złamały zarówno Waszyngton, jak i Teheran.

Wydaje się zresztą, że Rouhani jest świadom tego ryzyka, gdyż podczas swojego wystąpienia wielokrotnie podkreślał, że Iran nie odchodzi od całości JCPOA, lecz tylko od części swoich zobowiązań, a samą umowę nadal uważa za wiążącą.

Wątpliwe także, żeby decyzja prezydenta odbiła się dobrze na kondycji obozu reform w samym Iranie. O ile w perspektywie krótkoterminowej, dzięki konfrontacyjnej postawie, prezydent może odbudować część utraconego poparcia, o tyle w perspektywie długoterminowej podjęte przez Rouhaniego kroki mogą odbić się czkawką – w głównej mierze sporami wśród samych polityków obozu reform i dalszej defragmentacji tej części sceny politycznej.

 

Jest jednak jeden człowiek, który cieszy się z decyzji Rouhaniego – tym człowiekiem jest Władimir Putin. Rosja oficjalnie nie respektuje amerykańskich sankcji, i kontynuuje handel z Iranem. Skala tego procederu, mimo że jest relatywnie mała, to jednocześnie pozwala Rosji utrzymywać najcieplejsze – ze wszystkich sygnatariuszy JCPOA – relacje z Iranem. Nie bez przyczyny w momencie, gdy prezydent Rouhani przedstawiał swoją decyzję, minister spraw zagranicznych Iranu Dżawad Zarif przebywał z wizytą w Moskwie. Mimo tych z pozoru dalece zażyłych stosunków, dalsze osłabianie Iranu jest rosyjskim elitom na rękę. Dzięki temu Moskwa – kosztem Teheranu – może skutecznie zwiększać swoje wpływy w regionie Bliskiego Wschodu, a w szczególności w Syrii. To także Rosja, gdy idzie o rynek ropy naftowej, może skorzystać najwięcej na ograniczeniu eksportu irańskiej ropy.

 

Podsumowanie

Prezydent Rouhani podjął niebezpieczną walkę, i to w dodatku walkę o wszystko. Jeśli uda mu się wymusić na Unii Europejskiej wypełnienie jej obietnic, to istnieje szansa, że irański obóz liberalny utrzyma się u władzy, a sankcje – dzięki pomocy Europejczyków – będą dużo mniej uciążliwe dla irańskiej gospodarki.

Jednak wiele wskazuje, że będzie inaczej i ruch prezydenta nie zmobilizuje UE do działania. Jeśli w ciągu najbliższych 60 dni Europa nie podejmie odpowiednich działań, to wątpliwe żeby zrobiła to także później. Tym samym Rouhani zostałby „na lodzie”. Po upływie 60 dni i zwiększeniu wzbogacania uranu powyżej 3,67% nie byłoby już odwrotu, a porozumienie nuklearne znalazłoby się w strzępach. To natomiast byłoby wodą na młyn konserwatystów, którzy rozpoczęliby bezpardonową walkę z prezydentem i żądać usunięcia go ze stanowiska. Jednocześnie ajatollah Chamenei, który obecnie wspiera próby osiągnięcia porozumienia z Europą, odwróciłby się od prezydenta. To natomiast mogłoby być początkiem końca Rouhaniego i jego liberalnych sojuszników. Niestety wydaje się, że ta druga opcja (tj. nieosiągnięcie porozumienia z Europą) jest dużo bardziej prawdopodobna.

Tekst ukazał się również na stronie "Układ Sił"

Autor: Tomasz Rydelek - redaktor magazynu Układ Sił (www.ukladsil.pl)
 

 


 

POLECANE
„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy 's...synami'. Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu z ostatniej chwili
„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy 's...synami'". Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wydał na platformie X oświadczenie w związku z wyrokiem nakazującym mu przeproszenie reżyser Agnieszki Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona Granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazanie 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu”.

Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA? tylko u nas
Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA?

Apel prezydenta Donald Trump o wsparcie dla operacji w rejonie Cieśnina Ormuz spotkał się z chłodną reakcją Europy. W tle rośnie napięcie wokół konfliktu z Iran i pytania o przyszłość współpracy w ramach NATO oraz bezpieczeństwo energetyczne kontynentu.

Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej Granicy” z ostatniej chwili
Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej Granicy”

Polityk Suwerennej Polski i były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro musi przeprosić reżyserkę Agnieszkę Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona Granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazać 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu” - wynika z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie.

Chaos w przetargach na Rail Baltica z ostatniej chwili
Chaos w przetargach na Rail Baltica

Jak poinformował Rynek Kolejowy, Krajowa Izba Odwoławcza wydała kolejny wyrok w kilkumiliardowym przetargu na budowę trasy Rail Baltica Białystok – Ełk. KIO nakazała unieważnić wybór jako najkorzystniejszej oferty firmy Budimex. Wcześniej w tym samym przetargu KIO nakazała odrzucić ofertę Mirbudu.

Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa” z ostatniej chwili
Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa”

Europejska Rada Doradcza ds. zmiany Klimatu przy Komisji Europejskiej w swoim najnowszym raporcie proponuje reformę WPR. Ekspert Jacek Zarzecki, Wiceprzewodniczący Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny wyjaśnił na Facebooku, na czym będzie owa „reforma” polegała.

Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt tylko u nas
Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia” - ocenia w rozmowie z Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania z ostatniej chwili
Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania

Funkcjonariusze SKW oraz policjanci chcieli uzyskać dostęp do nagrań wykonanych przez dziennikarzy TV Republika. Ci odmówili, powołując się na tajemnicę dziennikarską – informuje we wtorek TV Republika.

Trump wściekły na NATO: Popełnia bardzo głupi błąd z ostatniej chwili
Trump wściekły na NATO: Popełnia bardzo głupi błąd

– NATO popełnia bardzo głupi błąd. Od dawna mówiłem: wiecie, ciekawe, czy NATO kiedykolwiek by nam pomogło. Więc to była wielka próba – powiedział we wtorek prezydent USA Donald Trump odnosząc się do sytuacji na Bliskim Wschodzie.

IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka

IMGW prognozuje na środę i czwartek mgły, lokalne przymrozki oraz temperatury do 15 st. C.

Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo ws. tzw. zdrady dyplomatycznej dotyczącej katastrofy smoleńskiej z ostatniej chwili
Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo ws. tzw. zdrady dyplomatycznej dotyczącej katastrofy smoleńskiej

Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo prowadzone m.in. w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej w związku z katastrofą smoleńską. Chodzi o wątki odstąpienia od „ustnej umowy” między Polską a Rosją ws. wspólnego prowadzenia śledztwa oraz niezawnioskowania przez polską stronę o powołanie wspólnego zespołu śledczego.

REKLAMA

Układ Sił: Konfrontacja Iranu z UE. Koniec porozumienia nuklearnego?

W środę 8 maja, Prezydent Iranu Hassan Rouhani podjął decyzję o zaprzestaniu stosowania się przez Iran do części zobowiązań wynikających z porozumienia nuklearnego zawartego w 2015 roku. Tym samym rozpoczął on niebezpieczną grę, której stawką jest nie tylko los Iranu, ale także całego regionu. Ta rozgrywka może jednak szybko wymknąć mu się spod kontroli i wzmocnić nie rząd w Teheranie, lecz jego przeciwników – i tych w kraju, i tych poza jego granicami.
/ pixabay.com

Posłaniec

Nad ranem 8 maja 2019 roku irańskie ministerstwo spraw zagranicznych przekazało ambasadorom państw-sygnatariuszy porozumienia nuklearnego (JCPOA) list od prezydenta Rouhaniego. Treść samego listu nie została ujawniona, lecz zgodnie z informacjami Irańskiej Agencji Rządowej prezydent poinformował „partnerów” o odrzuceniu przez Iran niektórych obciążeń nałożonych przez JCPOA na jego Ojczyznę oraz zagroził, że jeśli pozostałe strony umowy nie podejmą konkretnych działań, dzięki którym Iran mógłby obejść amerykańskie sankcje, to – po upływie 60 dni – Iran posunie się o krok dalej i wznowi wzbogacanie uranu powyżej poziomu 3,67% zakreślonego przez JCPOA. Tym samym upadłaby ostatnia szansa na utrzymanie w mocy porozumienia z 2015 r.

 

Kilka godzin później informacje te zostały potwierdzone przez samego Rouhaniego na posiedzeniu rządu. Prezydent, na co dzień bardzo stonowany, tym razem grzmiał mówiąc, że „europejscy partnerzy” (w domyśle UE) nie zrobiły nic, aby obejść amerykańskie sankcje przywrócone po tym, gdy w maju 2018 roku Waszyngton wycofał się z porozumienia. W odpowiedzi na tą nieporadność Europejczyków, Teheran zadecydował o częściowym odejściu od JCPOA poprzez:

 

  1. rozpoczęcie magazynowania wzbogaconego uranu powyżej limit ustalony w umowie (tj. powyżej 130 kg) – zgodnie z umową Iran powinien pozbywać się nadwyżek przez sprzedaż na rynku międzynarodowym;

  2. rozpoczęcie magazynowania ciężkiej wody, której nadmiar powstanie przy procesie wzbogacania uranu do poziomu 3,67% w reaktorze w Araku – zgodnie z umową także w tym przypadku nadwyżki powinny być sprzedawane poza Iran (przy czym reaktor w Araku pozostaje obecnie nieoperacyjny, bo – zgodnie z postanowieniami JCPOA – został on zniszczony).

 

Słysząc słowa prezydenta Rouhaniego przez głowę przebiegła mi, i pewnie wielu osobom, myśl „czy to koniec JCPOA?”

 

Otoczeni

Obecnie Iran znajduje się w fatalnej sytuacji. Przede wszystkim presja ze strony USA, już i tak ogromna, ulega coraz większej intensyfikacji – zwłaszcza ostatni miesiąc był tutaj przełomowy. W maju 2018 roku Waszyngton ograniczył się „wyłącznie” do wypowiedzenia porozumienia nuklearnego i przywrócenia antyirańskich sankcji. Widząc jednak, że sankcje działają zbyt wolno i są zbyt słabe, USA postanowiły dokręcić śrubę Teheranowi. W kwietniu amerykański Departament Stanu wpisał Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej na listę organizacji terrorystycznych, a Biały Dom zadecydował o nieprzedłużaniu kończących się wkrótce zwolnień od sankcji dla ośmiu państw, które dzięki nim mogły dotychczas importować irańską ropę. Jakby tego było mało w początku maja b.r. Amerykanie zadecydowali o wysłaniu do Zatoki Perskiej lotniskowca USS Abraham Lincoln, który brał udział w inwazji na Irak w 2003 roku.

 

Z drugiej strony pozostali sygnatariusze JCPOA (tj. UE, Rosja i Chiny) mimo, że deklarują swoje wsparcie dla porozumienia, nie zrobili nic co miałoby jakikolwiek realny wpływ na ominięcie amerykańskich sankcji. Co prawda, zwłaszcza UE, wydała wiele pro-irańskich deklaracji, a nawet założyła specjalną spółkę INSTEX, która miała zając się obsługą handlu z Iranem i w ten sposób ominąć sankcje, jednak póki co owa spółka nie obsłużyła ani jednej transakcji. Najlepszym świadectwem nieefektywności europejskich działań był kwiecień 2019 roku, gdy UE miała ogromne problemy nawet z dostarczaniem pomocy humanitarnej do, zmagającego się akurat z powodzią, Iranu.

 

Tymczasem sytuacja wewnątrz Iranu stale się pogarsza. Gospodarka wyhamowuje, inflacja wystrzeliła w górę a niezadowolenie społeczne staje się coraz bardziej dostrzegalne. Jednocześnie obóz rządzący musi zmagać się nie tylko z zagrożeniami zewnętrznymi, ale także wewnętrznymi – konserwatyści coraz mocniej atakują prezydenta a obóz reform (tj. największy sojusznik centrowego prezydenta) resztkami sił podejmuje desperackie próby zjednoczenia liberalnego środowiska pod jednym sztandarem.

 

Wszystko to sprawiło, że prezydent nie mógł już dłużej pozostawać bierny w sporze z USA i pokornie czekać, aż UE w końcu spełni obietnice złożone Iranowi w maju 2018 roku – wtedy Bruksela obiecała, że zrobi wszystko co możliwe, aby obejść amerykańskie sankcje. Prezydent Rouhani podjął niebezpieczną grę, która jednak może szybko wymknąć mu się spod kontroli i wzmocnić nie Iran, lecz jego przeciwników.

 

Gdzie są przyjaciele moi?

Główny cel decyzji Rouhaniego jest bardzo jasny, a prezydent wyraził go niemal wprost – UE musi w końcu wypełnić swoje zobowiązania. Głównie chodzi o to, żeby kraje członkowskie UE zaczęły z powrotem importować irańską ropę a unijne banki obsługiwać transakcje z irańskimi podmiotami. Mówiąc inaczej, Teheran chce aby Bruksela w końcu wykonała konieczne kroki i uruchomiła INSTEX, który powstał już 31 stycznia 2019 a do tej pory nie obsłużył żadnej transakcji.

Tylko z pomocą Unii Iran może podjąć walkę z amerykańskimi sankcjami i mieć jakikolwiek szanse na zwycięstwo. Jeśli Europa nie pomoże Teheranowi to jest on na prostej drodze do gospodarczego i politycznego piekła.

W poprzednim okresie (tj. przed 2015 rokiem), gdy Iran cierpiał pod jarzmem sankcji, i to nałożonych zarówno przez USA jak i UE, nieocenioną pomoc niósł im chiński Bank of Kunlun. To właśnie ten bank odpowiadał za obsługę dużej części irańskich transakcji, w których nikt inny nie chciał pośredniczyć. Za ten proceder bank był obkładany sankcjami przez Amerykanów, lecz jako podmiot państwowy za wiele sobie z tego nie robił. Jednak tym razem jest inaczej.

Obecnie Chińczycy nie są zainteresowani współpracą z Iranem, a sławny Bank of Kunlun uż w grudniu 2018 roku ogłosił, że po upływie zwolnień jakie Pekin otrzymał na handel z Teheranem, nie będzie dalej obsługiwał transakcji z irańskimi podmiotami objętymi sankcjami.

Podobnie sytuacja wygląda w innych dziedzinach. Gdy francuski Total SA, pod wpływem presji ze strony USA, wycofał się z Iranu, do akcji wkroczyło chińskie CNPC i przejęło kontakt Totalu na rozbudowę największego pola gazu ziemnego na świecie – Południowego Pars. Jednak od momentu przejęcia tego kontaktu prace na Południowym Pars nawet nie drgnęły. Wszystko dlatego, że obecnie Chińczycy są zainteresowani przede wszystkim wypracowaniem korzystnego dla siebie układu handlowego z USA. Iran jest w tej rozgrywce tylko pionkiem, który Pekin wykorzystuje do zwiększania nacisku na USA.

 

Przyparty do muru

Rouhani posunął się do tak ostrych kroków, gdyż dalej utrzymujący się impas prowadzić mógł wyłącznie do dalszej recesji irańskiej gospodarki, oraz spadku popularności rządzącego obozu umiarkowanego, którego obecny prezydent jest reprezentantem (mimo, że jego poglądy są bardziej centrystyczne niż liberalne). Irańscy konserwatyści za obecną sytuację gospodarczą kraju, oskarżają właśnie Rouhaniego i twierdzą, że podpisanie JCPOA było jego osobistym błędem. Taka retoryka trafia do szerokich mas społecznych, a poparcie prezydenta systematycznie spada – według ostatnich szacunków jest to zaledwie ok. 30% (w przeddzień podpisania JCPOA było to blisko 90%).

Dlatego administracja Rouhaniego, nie będąc w stanie samodzielnie obejść sankcji, potrzebuje wsparcia Europy. Tylko dzięki zapewnieniu funkcjonalności INSTEX-u uda się wspomóc irańską gospodarkę, ukrócić krytykę ze strony konserwatystów i odbudować poparcie społeczne dla obozu reform.

 

Nacisk czy bezpardonowa groźba?

Decyzja prezydenta Iranu z 8 maja, mimo że zaskakująca, to jednocześnie była bardzo wyważona, co wskazuje że zamierzona była ona raczej na wywarcie wpływu na UE niż na narzucenie Unii czegokolwiek z pozycji siły. Mimo że deklaracja Rouhaniego brzmiała groźnie to w rzeczywistości była najbardziej stonowaną odpowiedzią na amerykańską presję, jaką Teheran mógł wystosować.

Otóż 3 maja 2019 roku Waszyngton ogłosił, że kolejne zwolnienia, które pozwalają państwom skupować od Iranu wzbogacony uran i ciężką wodę (oba procedery, przy zachowaniu granic określonych w umowie, są legalne w myśl JCPOA) nie zostaną przedłużone – są to inne zwolnienia niż te, które dot. handlu ropą. Tym samym nikt nie byłby już zainteresowany handlem tymi towarami z Iranem. W efekcie nadwyżki zarówno uranu, jak i ciężkiej wody, de facto gromadzone byłyby na terenie Iranu z powodu siły wyższej niż realnej woli Irańczyków.

Dlatego też – patrząc z tej perspektywy – wystąpienie Rouhaniego było bardzo stonowane. Przedstawił on skutek amerykańskich sankcji (zgromadzenie na terenie Iranu takich ilości uranu i ciężkiej wody, które wykraczają poza limity określone w JCPOA), jako samodzielną decyzję Teheranu wyrażającą gotowość do konfrontacji, gdy w rzeczywistości Teheran nie ma żadnego wpływu na gromadzenie się przedmiotowych towarów na terenie Iranu, bo nikt nie chce ich kupić. Cóż za polityczny majstersztyk.

Jednocześnie jednak w decyzji Rouhaniego przewijał się jeden, bardzo groźny motyw – po upływie 60 dni Teheran użyje silniejszych środków nacisku. Jeśli w tym czasie UE nie będzie w stanie sprawić, aby INSTEX zaczął działać, to Teheran pójdzie o krok dalej i zwiększy poziom wzbogacania uranu ponad 3,67% (kolejny limit, który ustanawia JCPOA).

 

Gra o wszystko

Decyzja Rouhaniego to ruch godny rasowego hazardzisty. Prezydent wszedł „all in”, uważając najprawdopodobniej że bardziej zdecydowane stanowisko Teheranu zmusi Londyn, Paryż i Berlin do podjęcia natychmiastowych działań. Jednak – przynajmniej moim zdaniem – Rouhani tym razem się pomylił.

Kraje członkowskie UE, a nawet sama grupa E3, nie posiadają woli politycznej do podjęcia próby konfrontacji z USA. Mało tego, wiele wskazuje, że UE jest coraz bardziej zainteresowana odstąpieniem od JCPOA, jednak w taki sposób aby nie pokazać własnej słabości. Ostatni ruch Teheranu to idealny pretekst dla Europy do „uratowania twarzy”. Unia może teraz wstrzymać się od działań, a gdy Iran rozpocznie wzbogacanie urany powyżej 3,67%, stwierdzić że JCPOA przestała być wiążąca, gdyż jej postanowienia złamały zarówno Waszyngton, jak i Teheran.

Wydaje się zresztą, że Rouhani jest świadom tego ryzyka, gdyż podczas swojego wystąpienia wielokrotnie podkreślał, że Iran nie odchodzi od całości JCPOA, lecz tylko od części swoich zobowiązań, a samą umowę nadal uważa za wiążącą.

Wątpliwe także, żeby decyzja prezydenta odbiła się dobrze na kondycji obozu reform w samym Iranie. O ile w perspektywie krótkoterminowej, dzięki konfrontacyjnej postawie, prezydent może odbudować część utraconego poparcia, o tyle w perspektywie długoterminowej podjęte przez Rouhaniego kroki mogą odbić się czkawką – w głównej mierze sporami wśród samych polityków obozu reform i dalszej defragmentacji tej części sceny politycznej.

 

Jest jednak jeden człowiek, który cieszy się z decyzji Rouhaniego – tym człowiekiem jest Władimir Putin. Rosja oficjalnie nie respektuje amerykańskich sankcji, i kontynuuje handel z Iranem. Skala tego procederu, mimo że jest relatywnie mała, to jednocześnie pozwala Rosji utrzymywać najcieplejsze – ze wszystkich sygnatariuszy JCPOA – relacje z Iranem. Nie bez przyczyny w momencie, gdy prezydent Rouhani przedstawiał swoją decyzję, minister spraw zagranicznych Iranu Dżawad Zarif przebywał z wizytą w Moskwie. Mimo tych z pozoru dalece zażyłych stosunków, dalsze osłabianie Iranu jest rosyjskim elitom na rękę. Dzięki temu Moskwa – kosztem Teheranu – może skutecznie zwiększać swoje wpływy w regionie Bliskiego Wschodu, a w szczególności w Syrii. To także Rosja, gdy idzie o rynek ropy naftowej, może skorzystać najwięcej na ograniczeniu eksportu irańskiej ropy.

 

Podsumowanie

Prezydent Rouhani podjął niebezpieczną walkę, i to w dodatku walkę o wszystko. Jeśli uda mu się wymusić na Unii Europejskiej wypełnienie jej obietnic, to istnieje szansa, że irański obóz liberalny utrzyma się u władzy, a sankcje – dzięki pomocy Europejczyków – będą dużo mniej uciążliwe dla irańskiej gospodarki.

Jednak wiele wskazuje, że będzie inaczej i ruch prezydenta nie zmobilizuje UE do działania. Jeśli w ciągu najbliższych 60 dni Europa nie podejmie odpowiednich działań, to wątpliwe żeby zrobiła to także później. Tym samym Rouhani zostałby „na lodzie”. Po upływie 60 dni i zwiększeniu wzbogacania uranu powyżej 3,67% nie byłoby już odwrotu, a porozumienie nuklearne znalazłoby się w strzępach. To natomiast byłoby wodą na młyn konserwatystów, którzy rozpoczęliby bezpardonową walkę z prezydentem i żądać usunięcia go ze stanowiska. Jednocześnie ajatollah Chamenei, który obecnie wspiera próby osiągnięcia porozumienia z Europą, odwróciłby się od prezydenta. To natomiast mogłoby być początkiem końca Rouhaniego i jego liberalnych sojuszników. Niestety wydaje się, że ta druga opcja (tj. nieosiągnięcie porozumienia z Europą) jest dużo bardziej prawdopodobna.

Tekst ukazał się również na stronie "Układ Sił"

Autor: Tomasz Rydelek - redaktor magazynu Układ Sił (www.ukladsil.pl)
 

 



 

Polecane