Mirella trzymana 27 lat w pokoju z fekaliami, bity Fabianek. Kanał Zero ujawnia szokujące informacje
Co musisz wiedzieć:
- Ujawniono kontrowersyjne wiadomości dyrektorki
- W tle sprawy przemocy wobec podopiecznych
- Pracownicy mówią o trudnej atmosferze
Dwie sprawy, które wstrząsnęły opinią publiczną
Ośrodek pomocy społecznej w Świętochłowicach znalazł się w centrum uwagi po dwóch dramatycznych przypadkach, których kulisy ujawnił Kanał Zero.
Pierwszy dotyczy 43-letniej Mirelli, która przez 27 lat była izolowana przez rodzinę. To 42-letnia kobieta, która nie wychodziła z domu przez 27 lat.
Bez lekarza, bez pomocy, bez podstawowej opieki. Żyła w czterech ścianach. Przez ten czas ani razu nie była u lekarza, u dentysty. Nie miała nawet dowodu osobistego, jakby formalnie nigdy nie istniała. Zaginęła w wieku 15 lat i nikt nie zainteresował się tym, co się z nią dzieje. Warunki, w których żyła są trudne do opisania
- relacjonuje dziennikarka Kanału Zero.
Pani Mirella spała we własnych fekaliach. Nie korzystała z toalety. Jej organizm był skrajnie wyniszczony. Ciało wychudzone. Najbardziej wstrząsające są jednak jej obrażenia nóg. Rany były tak poważne i drastyczne, że zdjęć nie sposób pokazać publicznie
- dodaje w swojej relacji.
- Nie żyje były reprezentant Polski i bramkarz znanych klubów
- Wraz z wetem prezydenta ws. SAFE posypie się plan KE rabunku i neutralizacji Polski
- „Plan B” dla Ukrainy? Niech Zełenski sięgnie po pieniądze oligarchów
- Telus o sytuacji rolników: Drogie paliwo, drogie nawozy, tanie zboże i brak pomocy tego rządu
- TVN w cieniu wielkiej transakcji. Chińczycy wracają do gry
Hospitalizacja i powrót do "domu"
Gdy służby weszły do domu Mirelli, ratownicy uznali, że kobieta wymaga hospitalizacji. Po leczeniu wróciła jednak do "rodziców".
Jak informuje Kanał Zero, ustalono, że wobec kobiety stosowana była przemoc, choć wcześniej nie stwierdziły tego ani OPS w Świętochłowicach, ani prokuratura.
Druga sprawa to 8-letni Fabian, który był ofiarą przemocy w rodzinie zastępczej. Chłopiec był bity, poniżany i wystawiany na mróz, mimo że rodzina pozostawała pod nadzorem ośrodka w Świętochłowicach.
Mówił m.in. o tym, że był wielokrotnie wyzywany, bluźniono na niego. Dostawał kary za jakieś takie absurdalne rzeczy, typu nie mógł znaleźć skarpetek do pary albo zapomniał wyprowadzić psa. Ten chłopiec powiedział, czym konkretnie go bita. To mówimy też o klęczeniu nago z poleceniem trzymania jakiegoś przedmiotu w wyciągniętych rękach.
- mówił prokurator Paweł Jasiak z Prokuratury Okręgowej z Łodzi, który zajął się sprawą chłopca.
Jak wynika z ustaleń, kierownictwo OPS miało dowiedzieć się o sprawie z mediów.
Kontrowersyjne wiadomości
Do redakcji trafiły relacje oraz materiały dotyczące komunikacji dyrektorki OPS Moniki Szpoczek ze studentami, ponieważ jest również wykładowcą na Uniwersytecie Śląskim. W wiadomościach pojawiają się wpisy budzące poważne wątpliwości.
"Szef dzwonił Monia jak w spa w urodziny ...zajeb... mirelka i Fabianek mnie masują"
"uprzedzę was co zrobić, żeby do waszej pracy nie dopierd… się urząd Wojewódzki"
"rozpierd… ten burdel [o podległym OPS-ie - red.]"
- cytuje wpisy Kanał Zero w swoim reportażu.
Według ustaleń, autentyczność wiadomości została potwierdzona poprzez nagrania rozmów oraz identyfikację konta w mediach społecznościowych.
Pisała do studentów, że jeżeli ich zatrudni, to nauczy ich, jak sobie radzić z tymi kontrolami
- mówi rozmówczyni do autorki reportażu
"Ale dzięki temu uprzedzę Was, co zrobić, żeby do Waszej pracy nie dopie*dolił się Urząd Wojewódzki"
- cytuje wpis dyrektorki i wykładowcy UŚ kobieta.
Dyrektorka zaprzecza
Zapytana o sprawę przez dziennikarkę Monika Szpoczek stwierdziła, że nie jest autorką przytoczonych wypowiedzi i zażądała zakończenia rozmowy.
Reakcje instytucji
Uniwersytet Śląski zapowiedział wszczęcie postępowania wyjaśniającego. Inaczej sytuację ocenił prezydent Świętochłowic, który zbagatelizował całą sytuację, a wypowiedzi dyrektorki usprawiedliwiał "odreagowaniem".
Uznał, że wypowiedzi miały charakter sarkastyczny i nie widzi w nich nic niewłaściwego.
Przez ostatnie miesiące dała się poznać jako osoba otwarta na służbę innym, zaangażowana w projekty społeczne i skora do współpracy z wieloma organizacjami. Choć z placówką związana jest od lat, zasłużyła, by od teraz sama ją poprowadzić
– powiedział podczas wręczania jej akt powołania.
Krytyka i pytania o system
Do sprawy odniósł się ekspert Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Nie widzę kompleksowej odpowiedzi ze strony organów państwa na problem, który jest ewidentny. Wszystko się ślimaczy. To sytuacja bardzo niebezpieczna z punktu widzenia osoby, która doświadczyła takich zdarzeń. Oczekiwałbym, że wszyscy „aktorzy” zostaną postawieni na nogi i zweryfikują, jak to się stało, że dopuściliśmy do tego, że przez 27 lat ktoś był izolowany w domu i żadne służby tego nie zauważyły
– mówił.
Należy przeanalizować, jak to się stało, że kobieta nagle wypadła z systemu edukacji i nikt nie zwrócił na to uwagi w odpowiednim czasie. Inną sprawą jest również stan wiedzy ośrodka pomocy społecznej i podjęte przez nich działania. Te wszystkie okoliczności należy zweryfikować w toku postępowania
– dodał.
Atmosfera w ośrodku
Część pracowników OPS wskazuje na napiętą atmosferę w placówce. Według relacji, dyrektorka ma krytycznie wypowiadać się o podległej kadrze i rozważać jej wymianę na absolwentów uczelni.
Czy pani Monika ma zamiar w przyszłości zatrudnić tych studentów jako pracowników ośrodka pomocy społecznej?
- spytała swoją rozmówczynię dziennikarka
Jak najbardziej. Pisała tutaj: "Chcę się zrobić porządki w OPS-ie. Chcę zatrudnić osoby, które się obronią i zatrudnić jako pracowników socjalnych, bo potrzebuję osób zaufanych. Jak tu zostaję, to potrzebuję ludzi, do których mogę mieć ludzi, do których mam zaufanie
- odpowiedziała informatorka Kanału Zero.
Jedna z osób, do której dotarł Kanał Zero wskazuje, że pomoc dla pani Mirelli chciała zaoferować także inna instytucja - specjalistyczny ośrodek wsparcia dla ofiar przemocy w rodzinie „Przystań”. Jak relacjonuje, placówka była gotowa przyjąć kobietę i zapewnić jej opiekę, jednak działania te miały zostać zablokowane przez Ośrodek Pomocy Społecznej.
Ofiary przemocy mogą pójść do "Przystani" i są otoczone opieką. Są tam psycholodzy, są tam po prostu osoby, które profesjonalnie zajmują się pomocą
- wyjaśnia.
Jak podkreśla, w takiej sytuacji pani Mirella nie musiałaby wracać do domu rodzinnego, lecz mogłaby przebywać w bezpiecznym miejscu.
"Przystań" gotowa do działania
„Jesteśmy jednostką, która udziela wsparcia osobom w kryzysie przemocy domowej. Do nas można zgłosić się po pomoc samodzielnie
- mówi Katarzyna Michalak, kierownik Specjalistycznego Ośrodka Wsparcia dla Osób Doznających Przemocy Domowej "Przystań"
Dodaje, że ośrodek pozostaje gotowy do działania, jeśli tylko pojawi się taka potrzeba lub odpowiednie skierowanie.
Jeżeli ta osoba będzie tej pomocy potrzebowała, będzie pokierowana do nas, to jak najbardziej udzielimy jej w ramach kompetencji naszych specjalistów
- tłumaczy.
Rozmówczyni informuje również, że sygnał o gotowości udzielenia wsparcia został przekazany instytucjom zajmującym się przeciwdziałaniem przemocy domowej, w tym także Ośrodkowi Pomocy Społecznej.
Reportaż został zamieszczony na YT Kanału Zero.




