Marcin Brixen: Wycieczka na Westerplatte

Hiobowscy pojechali na Westerplatte. Bardzo na to nalegał dziadek Łukaszka.n- Chcę zobaczyć je jeszcze przed końcem - deklarował.n- Tak szybko cię koniec nie czeka - machnęła ręką babcia Łukaszka.n- Nie mówię o swoim końcu tylko o końcu Westerplatte!
/ screen YT
Hiobowscy pojechali na Westerplatte. Bardzo na to nalegał dziadek Łukaszka.
- Chcę zobaczyć je jeszcze przed końcem - deklarował.
- Tak szybko cię koniec nie czeka - machnęła ręką babcia Łukaszka.
- Nie mówię o swoim końcu tylko o końcu Westerplatte! Podali w gazecie, że znowu coś się spaliło, na resztce terenu wojskowego, tego akurat, który chce kupić kolejny deweloper!
- Przesada - wzruszyła ramionami mama Łukaszka. - Taki ładny teren to aż się prosi o jakąś zabudowę.
- Rybki umrą - zasmuciła się siostra Łukaszka, ale nie zdążyła otrzeć łzy, bo mama wyrzuciła ją za drzwi.
- Co wy tam chcecie świętować? Wygraną Niemiec? Myślałam, że nie lubicie Niemców!
- Skoro to takie nieważne to dlaczego co roku przyjeżdża tam przemawiać Tunald-Dosk? - tata Łukaszka upił łyk herbaty.
- Podobno jego dziadek walczył na Westerplatte - wtrącił Łukaszek.
- Ciekawe gdzie - zaperzył się dziadek. - Nie pamiętam go wśród spisu obrońców...
- Walczył po drugiej stronie bramy...
No i stało się: mama Łukaszka jego też wyrzuciła za drzwi.
Pojechali. Trochę to trwało bo najpierw musieli wyrobić paszporty. Gdańsk co prawda podpisał układ z Schengen, ale jakoś tak, że Niemcy mogli wjeżdżać bez paszportu - a Polacy musieli go mieć.
Wjechali wreszcie na teren Wolnego Miasta. Wszędzie powiewały tęczowe flagi z napisem LGBT. Na Rondzie Guntera Grassa zobaczyli wielki transparent z rozwinięciem skrótu: Let Gdańsk Be Teuton!
Kiedy jechali poprzez miasto zatrzymał ich jakiś oficer. Tęczowy uniform pokazywał jego przynależność do SexStaffel.
- Dokąd? - zapytał oficer.
- Na Westerplatte, panie, e... - tata Łukaszka spojrzał na cztery penisy na pagonie. - Kapitanie.
- Tędy nie przejedzie. Na Westerplatte dostaniecie się tylko morzem.
Zawrócili i pojechali w stronę portu.
- Przecież na Westerplatte można było dojechać lądem! - gorączkował się dziadek.
- Może remont wreszcie robią - westchnęła babcia Łukaszka. - Przydałby się bo wszystko tak tam zapuszczone...
Tata Łukaszka zaparkował na parkingu przy porcie.
- Krzywo - zauważyła z satysfakcją mama Łukaszka. - Daj kluczyki, przestawię.
- Kobiety nie potrafią cofać do zatoczki - powiedział tata Łukaszka i mama Łukaszka obraziła się śmiertelnie na pół godziny.
W porcie było kilka stateczków. Akurat jeden odpływał. Hiobowscy kupili bilety, wsiedli i statek dosłownie chwilę potem ruszył. Płynęli dość długo, bo musieli okrążyć plamę ścieków wypływających z Gdańska. Właśnie odbywał się tam szczyt klimatyczny "Chrońmy Ziemię przed polskim węglem".
- Proszę państwa - zagaił pan przewodnik podczas rejsu. - Pragnę państwa ostrzec. Zwiedzanie Westerplatte jest bardzo, bardzo niebezpieczne!
Dopłynęli i wysiedli na ląd. Z dawnego Westerplatte pozostał niewielki skrawek. Zarośnięty, zachwaszczony. Zabytkowe obiekty w kompletnej ruinie. Żadnych tablic, żadnej informacji. Nawet pan przewodnik się pogubił. Jedyna rzecz jakiej się Hiobowscy dowiedzieli to dlaczego na Westerplatte nie da się dotrzeć lądem. Otóż część byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej, od strony lądu, została zabudowana blokami mieszkalnymi i nie ma przejazdu. Nad jednym z nich widniał dumny neon "Osiedle Schleswig-Holstein".
- Koniec świata - rzekł dziadek.
- Ano, jak to mawiają u nas, nieważne kto wojnę wygrał, kto przegrał, tylko kto się śmieje ostatni - mruknął przewodnik.
- Ale to musiało kosztować - podrapał się po głowie tata Łukaszka. - Pewno nie każdego stać na takie mieszkanie...
- Może ktoś z telewizji? - siostra Łukaszka podeszła do drzwi jednego z bloków i przeczytała nazwiska na tabliczce domofonu. - E, nikt znany. Ale za to połowa nazwisk taka sama. Zaczyna się od Adam.
- To bardzo popularne nazwisko w Gdańsku - zapewnił pospiesznie pan przewodnik.
- Uwaga! - krzyknął Łukaszek.
Stali zapatrzeni na budynek, nie zauważyli więc, że podbiegł do nich jakiś człowiek. Miał w ręku kartkę papieru i usiłował ją wcisnąć komukolwiek do ręki.
- Nie bierzcie niczego od niego! - darł się pan przewodnik. Pan atakujący rzucił w końcu kartkę i uciekł.
- Uff, udało się - pan przewodnik patykiem obrócił kartkę na chodniku. Widniał na niej napis "Kiteusz-Majowski, usługa informatyczna, 15 tysięcy euro". - Gdyby ktoś z was ją przyjął, musiałby zapłacić.
- Więcej tu takich grasuje? - babcia Łukaszka była zbulwersowana.
- Jest jeszcze były premier Mazimierz-Karcinkiewicz. Jeździ tu czasem rowerem, przewraca się na ludzi i usiłuje wyłudzić odszkodowanie. Zbiera na alimenty dla byłej żony.
- Policja państwowa powinna zrobić tu porządek - oświadczyła mama Łukaszka.
- Teren jest skarbu państwa, ale w zarządzie władz miasta - pan przewodnik rozłożył bezradnie ręce. - Wie pani co by tu się działo gdyby państwo próbowało cokolwiek tu zrobić? Zaraz byłby krzyk, że partia rządząca kradnie samorządom ziemię!
Ktoś zaproponował, żeby wracać. Zeszli na nabrzeże, statku już nie było.
- Odpłynął, tak - potwierdził pan przewodnik. - Ale za parę minut powinien przypłynąć kolejny... O, już płynie. O nie, tylko nie to!
Ku nim zmierzał mały stateczek wymalowany tęczowo od masztu po kadłub.
- To "Królowa Wagina", statek feministek - objaśnił ponuro pan przewodnik. - Załoga składa się z samych kobiet.
- Mam złe przeczucia - powiedział tata Łukaszka.
Statek płynął dość dziwnie. Zmiany prędkości miał gwałtowne, zmiany kursu były dość kanciaste, a na sam koniec ustawił się równolegle do nabrzeża i zaczął cofać.
- Hej samce! - zakrzyknęła jakaś brzydka pani z pokładu. - Możecie wejść na naszą statkę ale nie uważajcie nas za inkubatory!
Wszystkie samce zapewniły gorliwie, że nie będą.
Statek cofał... I cofał... I cofał...
- Zaraz przywalą - zauważył Łukaszek.
I przywaliły. Statek przytarł o nabrzeże, chrupnął, trzasnął i zaczął malowniczo zanurzać się pod wodę. Załoga piszcząc salwowała się skacząc to wody na tak zwaną bombę. Gejzery wody dorównywały wysokością drzewom na półwyspie.
- Kapitanka schodzi ostatnia! - zakrzyknęła jakaś pani w morskiej czapce i też zeskoczyła ze statku.
- To wszystko wina Kościoła Katolickiego - parskała wściekle pani sternik.
Ostatnie słowo należało do taty Łukaszka. Obrócił się do mamy i powiedział:
- Mówiłem, że kobiety nie potrafią cofać do zatoczki.

 

POLECANE
Media: Rosja dzieli się z Iranem zdjęciami satelitarnymi i technologią dronową z ostatniej chwili
Media: Rosja dzieli się z Iranem zdjęciami satelitarnymi i technologią dronową

Moskwa rozszerza zakres wymiany informacji wywiadowczych i współpracy wojskowej z Iranem, dostarczając mu zdjęcia satelitarne i udoskonaloną technologię dronową - napisał we wtorek dziennik „Wall Street Journal”. Ma to pomóc Teheranowi w atakowaniu amerykańskich sił na Bliskim Wschodzie.

USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP pilne
USA otworzyły archiwa z pełnymi kartotekami członków NSDAP

Jak poinformował portal dw.com, Amerykańskie Archiwum Narodowe udostępnia w sieci pełne kartoteki członków NSDAP. Tymczasem te same materiały w archiwach niemieckich nadal pozostają tajne, oficjalnie ze względu na ochronę danych.

Angela Merkel wywołała wściekłość Niemców apelując do migrantów, aby głosowali przeciwko AfD z ostatniej chwili
Angela Merkel wywołała wściekłość Niemców apelując do migrantów, aby głosowali przeciwko AfD

Jak poinformował brytyjski portal Daily Mail, Angela Merkel wywołała gniew w Niemczech po tym, jak apelowała do migrantów, aby głosowali przeciwko skrajnie prawicowej partii AfD.

„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy 's...synami'. Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu z ostatniej chwili
„Teraz Holland może nazywać polskich żołnierzy 's...synami'". Oświadczenie Zbigniewa Ziobry po wyroku sądu

Były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro wydał na platformie X oświadczenie w związku z wyrokiem nakazującym mu przeproszenie reżyser Agnieszki Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona Granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazanie 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu”.

Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA? tylko u nas
Blokada cieśniny Ormuz. USA poradzą sobie bez Europy, ale czy Europa poradzi sobie bez USA?

Apel prezydenta Donald Trump o wsparcie dla operacji w rejonie Cieśnina Ormuz spotkał się z chłodną reakcją Europy. W tle rośnie napięcie wokół konfliktu z Iran i pytania o przyszłość współpracy w ramach NATO oraz bezpieczeństwo energetyczne kontynentu.

Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej Granicy” z ostatniej chwili
Sąd: Ziobro musi przeprosić Holland za wypowiedzi o „Zielonej Granicy”

Polityk Suwerennej Polski i były minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro musi przeprosić reżyserkę Agnieszkę Holland za wypowiedzi porównujące jej film „Zielona Granica” do nazistowskiej propagandy, a także przekazać 50 tys. zł na Stowarzyszenie „Dzieci Holocaustu” - wynika z wyroku Sądu Okręgowego w Warszawie.

Chaos w przetargach na Rail Baltica z ostatniej chwili
Chaos w przetargach na Rail Baltica

Jak poinformował Rynek Kolejowy, Krajowa Izba Odwoławcza wydała kolejny wyrok w kilkumiliardowym przetargu na budowę trasy Rail Baltica Białystok – Ełk. KIO nakazała unieważnić wybór jako najkorzystniejszej oferty firmy Budimex. Wcześniej w tym samym przetargu KIO nakazała odrzucić ofertę Mirbudu.

Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa” z ostatniej chwili
Plan reformy WPR? „Demontaż podstaw stabilności europejskiego rolnictwa”

Europejska Rada Doradcza ds. zmiany Klimatu przy Komisji Europejskiej w swoim najnowszym raporcie proponuje reformę WPR. Ekspert Jacek Zarzecki, Wiceprzewodniczący Zarządu Polskiej Platformy Zrównoważonej Wołowiny wyjaśnił na Facebooku, na czym będzie owa „reforma” polegała.

Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt tylko u nas
Gen. Wroński: Unijny SAFE to parszywy i fałszywy projekt

„Unijny SAFE to parszywy projekt, który jest projektem fałszywym z założenia” - ocenia w rozmowie z Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania z ostatniej chwili
Interwencja SKW i policji wobec Rachonia i ekipy TV Republika. Chodzi o nagrania

Funkcjonariusze SKW oraz policjanci chcieli uzyskać dostęp do nagrań wykonanych przez dziennikarzy TV Republika. Ci odmówili, powołując się na tajemnicę dziennikarską – informuje we wtorek TV Republika.

REKLAMA

Marcin Brixen: Wycieczka na Westerplatte

Hiobowscy pojechali na Westerplatte. Bardzo na to nalegał dziadek Łukaszka.n- Chcę zobaczyć je jeszcze przed końcem - deklarował.n- Tak szybko cię koniec nie czeka - machnęła ręką babcia Łukaszka.n- Nie mówię o swoim końcu tylko o końcu Westerplatte!
/ screen YT
Hiobowscy pojechali na Westerplatte. Bardzo na to nalegał dziadek Łukaszka.
- Chcę zobaczyć je jeszcze przed końcem - deklarował.
- Tak szybko cię koniec nie czeka - machnęła ręką babcia Łukaszka.
- Nie mówię o swoim końcu tylko o końcu Westerplatte! Podali w gazecie, że znowu coś się spaliło, na resztce terenu wojskowego, tego akurat, który chce kupić kolejny deweloper!
- Przesada - wzruszyła ramionami mama Łukaszka. - Taki ładny teren to aż się prosi o jakąś zabudowę.
- Rybki umrą - zasmuciła się siostra Łukaszka, ale nie zdążyła otrzeć łzy, bo mama wyrzuciła ją za drzwi.
- Co wy tam chcecie świętować? Wygraną Niemiec? Myślałam, że nie lubicie Niemców!
- Skoro to takie nieważne to dlaczego co roku przyjeżdża tam przemawiać Tunald-Dosk? - tata Łukaszka upił łyk herbaty.
- Podobno jego dziadek walczył na Westerplatte - wtrącił Łukaszek.
- Ciekawe gdzie - zaperzył się dziadek. - Nie pamiętam go wśród spisu obrońców...
- Walczył po drugiej stronie bramy...
No i stało się: mama Łukaszka jego też wyrzuciła za drzwi.
Pojechali. Trochę to trwało bo najpierw musieli wyrobić paszporty. Gdańsk co prawda podpisał układ z Schengen, ale jakoś tak, że Niemcy mogli wjeżdżać bez paszportu - a Polacy musieli go mieć.
Wjechali wreszcie na teren Wolnego Miasta. Wszędzie powiewały tęczowe flagi z napisem LGBT. Na Rondzie Guntera Grassa zobaczyli wielki transparent z rozwinięciem skrótu: Let Gdańsk Be Teuton!
Kiedy jechali poprzez miasto zatrzymał ich jakiś oficer. Tęczowy uniform pokazywał jego przynależność do SexStaffel.
- Dokąd? - zapytał oficer.
- Na Westerplatte, panie, e... - tata Łukaszka spojrzał na cztery penisy na pagonie. - Kapitanie.
- Tędy nie przejedzie. Na Westerplatte dostaniecie się tylko morzem.
Zawrócili i pojechali w stronę portu.
- Przecież na Westerplatte można było dojechać lądem! - gorączkował się dziadek.
- Może remont wreszcie robią - westchnęła babcia Łukaszka. - Przydałby się bo wszystko tak tam zapuszczone...
Tata Łukaszka zaparkował na parkingu przy porcie.
- Krzywo - zauważyła z satysfakcją mama Łukaszka. - Daj kluczyki, przestawię.
- Kobiety nie potrafią cofać do zatoczki - powiedział tata Łukaszka i mama Łukaszka obraziła się śmiertelnie na pół godziny.
W porcie było kilka stateczków. Akurat jeden odpływał. Hiobowscy kupili bilety, wsiedli i statek dosłownie chwilę potem ruszył. Płynęli dość długo, bo musieli okrążyć plamę ścieków wypływających z Gdańska. Właśnie odbywał się tam szczyt klimatyczny "Chrońmy Ziemię przed polskim węglem".
- Proszę państwa - zagaił pan przewodnik podczas rejsu. - Pragnę państwa ostrzec. Zwiedzanie Westerplatte jest bardzo, bardzo niebezpieczne!
Dopłynęli i wysiedli na ląd. Z dawnego Westerplatte pozostał niewielki skrawek. Zarośnięty, zachwaszczony. Zabytkowe obiekty w kompletnej ruinie. Żadnych tablic, żadnej informacji. Nawet pan przewodnik się pogubił. Jedyna rzecz jakiej się Hiobowscy dowiedzieli to dlaczego na Westerplatte nie da się dotrzeć lądem. Otóż część byłej Wojskowej Składnicy Tranzytowej, od strony lądu, została zabudowana blokami mieszkalnymi i nie ma przejazdu. Nad jednym z nich widniał dumny neon "Osiedle Schleswig-Holstein".
- Koniec świata - rzekł dziadek.
- Ano, jak to mawiają u nas, nieważne kto wojnę wygrał, kto przegrał, tylko kto się śmieje ostatni - mruknął przewodnik.
- Ale to musiało kosztować - podrapał się po głowie tata Łukaszka. - Pewno nie każdego stać na takie mieszkanie...
- Może ktoś z telewizji? - siostra Łukaszka podeszła do drzwi jednego z bloków i przeczytała nazwiska na tabliczce domofonu. - E, nikt znany. Ale za to połowa nazwisk taka sama. Zaczyna się od Adam.
- To bardzo popularne nazwisko w Gdańsku - zapewnił pospiesznie pan przewodnik.
- Uwaga! - krzyknął Łukaszek.
Stali zapatrzeni na budynek, nie zauważyli więc, że podbiegł do nich jakiś człowiek. Miał w ręku kartkę papieru i usiłował ją wcisnąć komukolwiek do ręki.
- Nie bierzcie niczego od niego! - darł się pan przewodnik. Pan atakujący rzucił w końcu kartkę i uciekł.
- Uff, udało się - pan przewodnik patykiem obrócił kartkę na chodniku. Widniał na niej napis "Kiteusz-Majowski, usługa informatyczna, 15 tysięcy euro". - Gdyby ktoś z was ją przyjął, musiałby zapłacić.
- Więcej tu takich grasuje? - babcia Łukaszka była zbulwersowana.
- Jest jeszcze były premier Mazimierz-Karcinkiewicz. Jeździ tu czasem rowerem, przewraca się na ludzi i usiłuje wyłudzić odszkodowanie. Zbiera na alimenty dla byłej żony.
- Policja państwowa powinna zrobić tu porządek - oświadczyła mama Łukaszka.
- Teren jest skarbu państwa, ale w zarządzie władz miasta - pan przewodnik rozłożył bezradnie ręce. - Wie pani co by tu się działo gdyby państwo próbowało cokolwiek tu zrobić? Zaraz byłby krzyk, że partia rządząca kradnie samorządom ziemię!
Ktoś zaproponował, żeby wracać. Zeszli na nabrzeże, statku już nie było.
- Odpłynął, tak - potwierdził pan przewodnik. - Ale za parę minut powinien przypłynąć kolejny... O, już płynie. O nie, tylko nie to!
Ku nim zmierzał mały stateczek wymalowany tęczowo od masztu po kadłub.
- To "Królowa Wagina", statek feministek - objaśnił ponuro pan przewodnik. - Załoga składa się z samych kobiet.
- Mam złe przeczucia - powiedział tata Łukaszka.
Statek płynął dość dziwnie. Zmiany prędkości miał gwałtowne, zmiany kursu były dość kanciaste, a na sam koniec ustawił się równolegle do nabrzeża i zaczął cofać.
- Hej samce! - zakrzyknęła jakaś brzydka pani z pokładu. - Możecie wejść na naszą statkę ale nie uważajcie nas za inkubatory!
Wszystkie samce zapewniły gorliwie, że nie będą.
Statek cofał... I cofał... I cofał...
- Zaraz przywalą - zauważył Łukaszek.
I przywaliły. Statek przytarł o nabrzeże, chrupnął, trzasnął i zaczął malowniczo zanurzać się pod wodę. Załoga piszcząc salwowała się skacząc to wody na tak zwaną bombę. Gejzery wody dorównywały wysokością drzewom na półwyspie.
- Kapitanka schodzi ostatnia! - zakrzyknęła jakaś pani w morskiej czapce i też zeskoczyła ze statku.
- To wszystko wina Kościoła Katolickiego - parskała wściekle pani sternik.
Ostatnie słowo należało do taty Łukaszka. Obrócił się do mamy i powiedział:
- Mówiłem, że kobiety nie potrafią cofać do zatoczki.


 

Polecane