[Tylko u nas] W. Osiński: Wg niemieckiego ekonomisty za Polska za 20 lat może dogonić Niemcy

Niemieccy ekonomiści są przekonani, że polityczne perturbacje na linii Warszawa-Berlin nie mają żadnego znaczenia. Ich zdaniem chłodna analiza rzeczywistości gospodarczej wskazuje bowiem na to, że polsko-niemieckie relacje nigdy nie były tak dobre jak dziś. Czyżby?
/ web.de (sugestia)
W ubiegłą niedzielę berlińska Polonia miała po raz kolejny zaszczyt gościć w stolicy Niemiec profesora Andrzeja Zybertowicza, doradcę prezydenta RP i znakomitego socjologa, który wygłosił ciekawy wykład o przejawach "antypolonizmu" na Zachodzie.
 
Zdaniem naukowca z Torunia antypolonizm powinien być już od dawna przedmiotem nauk społecznych, a przypadki wrogich Polsce egzaltacji "muszą być ścigane z mocy prawa i nagłaśnianie". Przy czym ważne jest, aby odróżniać "antypolonizm" od "polonofobii".
 

"Przejawy antypolonizmu nie muszą być uświadomione ideologicznie lub zinstytucjonalizowane. Ktoś może nie być świadomy tego, że jest zwolennikiem jakiejś antypolskiej ideologii, że nasiąkł jakimiś antypolskimi teoriami, stereotypami i wizjami, choć w jego instynktownych reakcjach i schematach myślenia pojawia się niechęć do Polaków, do polskości, do naszej historii, do naszych postaw, ambicji w Unii Europejskiej itd."

 
- tłumaczył Zybertowicz.
 
Socjolog wyjaśniał, że antypolonizm przejawia się częstokroć w "agresywnym" języku służącym opisywaniu Polski i Polaków, aczkolwiek mogą to też być "rozwiązania instytucjonalne, jawne lub niejawne, gdy np. utrudnia się Polakom skuteczne realizowanie swoich wartości i interesów". Jako historyczne przykłady antypolonizmu Zybertowicz podał m.in. germanizację, zabory i wygnania.
 
Zgadzam się z profesorem co do tego, że przypadki antypolonizmu trzeba nazywać po imieniu oraz je "piętnować i zwalczać". Sam w przeszłości wiele o tym pisałem. Owszem, antypolonizm pojawia się jeszcze dziś wielokroć w niemieckich mediach, ich agresywny język wpływa zaś na emocje czytelników i tym samym na preferencje wyborcze. Nic więc dziwnego, że polska opozycja, poza celami personalnymi całkowicie bezprogramowa, dolewa oliwy do antypolskiego kotła, błagając zagłuszonych Niemców o strofowanie rządu Zjednoczonej Prawicy.
 
W ostatnich czterech latach opozycji nie interesowało nic poza odwołaniem rządu, choćby za cenę nieodwracalnych szkód dla państwa. Ze swojego "antypolonizmu" nie zrezygnowała nawet wtedy, gdy w Berlinie i Brukseli podejmowano korzystne dla Polski decyzje, jako że ataki "Timmermansów" są przecież zbyt kuszące, aby z nich zrezygnować z tak nieistotnego powodu jak dobro Polski. Antypolonizm na Zachodzie jest bez wątpienia zjawiskiem realnym, natomiast niemieccy redaktorzy mają niestety sporo materiału, z którego mogą nadal lepić kłamliwe teksty o "zagrożeniu demokracji" nad Wisłą.
 
Niemniej czasami się zastanawiam, na ile ten agresywny język w zachodnich mediach w istocie zagraża "realizowaniu wartości i ekonomicznych interesów Polaków", jak twierdzi prof. Zybertowicz. Kiedy politycy i komentatorzy polityczni nie są w stanie zasypywać podziałów opartych na emocjach wzajemnego wykluczenia, dojrzałością i uchwyceniem właściwego tonu wykazują się zwykle chłodni analitycy rzeczywistości gospodarczej.
 
Wszak w rozmowach z niemieckimi ekonomistami szybko można ulec przekonaniu, że w polsko-niemieckich stosunkach gospodarczych nie ma miejsca na antypolonizmy (i antygermanizmy). I nie chodzi tu bynajmniej o klasyczną niemiecką "kolonizację gospodarczą", wypalającą niegdyś Polskę niczym trawiący ściernisko pożar, ale raczej o swobodną wymianę handlową oraz intratne interesy, które ożywiają naszą gospodarkę oraz iście polskie przedsiębiorstwa.
 
W każdym razie takie odniosłem znów wrażenie, gdy rozmawiałem ostatnio z dr. Thilo Sarrazinem, niemieckim ekonomistą, byłym członkiem zarządu Bundesbanku i dość krytycznym recenzentem poczynań rządu federalnego. W swoich książkach, wspartych znakomitymi analizami procesów gospodarczych, objaśnianych w duchu wyznawanych idei, Sarrazin rozlicza się m.in. z polityką migracyjną Angeli Merkel oraz metodami Europejskiego Banku Centralnego.
 
W październikowym numerze "Gazety Bankowej" (zainteresowanych odsyłam do kiosków) Sarrazin utrzymuje, jakoby w "najistotniejszych" sprawach "polityczne walki kogutów" nie miały żadnego znaczenia.
 

"Na szczęście obecne polityczne napięcia między naszymi krajami nie mają znacznego wpływu na wymianę handlową. 95 proc. niemieckich firm, które zainwestowały w polską gospodarkę, uczyniłyby to ponownie"

 
- zauważa ekonomista, znalazłszy także sporo życzliwych słów pod adresem Warszawy. Były senator ds. finansów w lokalnym rządzie w Berlinie jest pod wrażeniem gospodarczego rozwoju Polski w ostatnich latach.
 

"Jeżeli Polska utrzyma obecny poziom wzrostu gospodarczego, to za dwadzieścia lat dogoni Niemcy"

 
- przekonuje Sarrazin.

 
"Po 1992 r. wzrost gospodarczy w Polsce pozostawał wyższy niż w Niemczech, oczywiście z wiadomych powodów. (...) Ale nawet w okresie koszmarnego dla Niemców kryzysu finansowego w latach 2008-2009 polska gospodarka dalej rosła"

 
- dodaje.
 
Zdaniem niemieckiego ekonomisty obecna siła polskiej gospodarki tkwi przede wszystkim w rosnącym znaczeniu drobnych przedsiębiorstw.
 

"Jest ich coraz więcej i za parę lat mogą doszlusować do światowej czołówki. Już teraz polski wkład w przemiany w Europie naprawdę imponuje"

 
- mówi Sarrazin, przypominając, że w Polsce od lat spada bezrobocie i wzrastają płace, przy czym "koszty utrzymania są wciąż niższe niż na Zachodzie".
 

"Między innymi właśnie te czynniki sprawiają, że polski rynek pozostaje atrakcyjny dla ponad 6500 niemieckich firm. Dlatego w przeciwieństwie do niemieckich mediów nikt z naszych przedsiębiorców nie mówi źle o obecnym polskim rządzie, który w kwestiach gospodarczych okazuje się zresztą niezwykle pragmatyczny i skuteczny. O tym świadczą plany inwestycyjne na kolejne lata, przewidujące także rozbudowę infrastruktury, która wzmocni naszą współpracę handlową"

 
- zapewnia Thilo Sarrazin.
 

"W każdym większym niemieckim mieście jeżdżą autobusy firmy Solaris, Niemcy zachwycają się oprogramowaniami z Asseco, a na europejskich lotniskach coraz częściej zauważam sklepy kosmetyczne Inglot"
 

- zauważa polityk SPD.
 
Prognozy Sarrazina zbiegają się z analizami polskich ekspertów. Na to, że Polska zbliża się do Niemiec pod względem poziomu PKB per capita, wskazywali także niedawno ekonomiści warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. W ostatnim raporcie stołecznej uczelni czytamy, że Polska już cztery lata temu dogoniła Grecję, pod koniec 2019 r. prawdopodobnie wyprzedzi Portugalię, a za 21 lat będzie na równi z RFN.
 
Co charakterystyczne, Thilo Sarrazin zaistniał w niemieckiej przestrzeni medialnej bynajmniej nie dlatego, że kapitalnie opisuje zjawiska ekonomiczne, lecz z powodu swojej walki z polityczną poprawnością, która jego zdaniem każe dzisiejszym elitom wypierać się oczywistych patologii związanych z kryzysem migracyjnym. Według niego właśnie owa bezrefleksyjność wciąż uniemożliwia im analizę przyczyn doznawanych klęsk wyborczych. Medialne echo na bezkompromisowe publikacje Sarrazina, podszyte istnym festiwalem oburzenia, zaowocowało wykluczeniem go z Banku Federalnego, a także próbami usunięcia go z SPD.
 
W książkach "Niemcy się zwijają" oraz "Wrogie przejęcie" ekonomista opisuje fatalne skutki dla niemieckiego systemu, które wynikają z masowej imigracji wyznawców islamu. I mimo że wszystkie swoje tezy autor poparł precyzyjnymi obliczeniami, zadziałała cenzura politycznej porpawności i spadły nań gromy.
 

"Nazwano mnie "rasistą", choć dotąd nikt nie zdołał mi tego udowodnić. Proszę mi pokazać tylko jeden fragment, w którym kogoś obrażam. (...) Nie dam się zaślepić wiarą w 'ubogacającą' siłę niekontrolowanego napływu islamskich imigrantów. (...) W berlińskim rządzie widziałem na własne oczy, w jaki sposób rosnąca liczba islamskich uchodźców wpłynęła na niemiecki system gospodarczy i edukacyjny"

 
- opowiada Sarrazin w aktualnym wydaniu "Gazety Bankowej".
 

"Jeżeli napływ muzułmanów oraz wysoka dzietność ich kobiet pozostaną na obecnym poziomie, to za 30 lat będą bez wątpienia stanowić większość na naszym kontynencie. Będą mogli na swój sposób zmieniać prawo i przekształcać Europę. W Niemczech już teraz to czynią. (...) Nie chciałbym, żeby mój kraj tak wyglądał"

 
- dorzuca.
 
Sarrazin nie zgadza się ze stwierdzeniami jego kolegów w SPD, jakoby masowy napływ muzułmanów bez wykształcenia był "kapitałem na przyszłość Europy".
 

"Niemiecka gospodarka funkcjonowała dotychczas doskonale bez 'wędrówek ludów' i doprawdy nie wiem, w jaki sposób miałyby one ją wzbogacić. Przeciwnie - fala uchodźców z arabskich krajów rozsadza nasz system socjalny i wpływa ujemnie na ogólny poziom nauczania w Niemczech"

 
- mówi bez ogródek Sarrazin, który dziwi się, że jego partyjni koledzy, ponoć "tak bardzo wyczuleni na cierpienia kobiet", nie chcą przyjąć do wiadomości, w jaki sposób bywają one traktowane przez swoich muzułmańskich małżonków.
 
Co wszelako znamienne, Sarrazin nie wyraża w wywiadzie z miesięcznikiem wyłącznie opinii zbieżnych z polską racją stanu. Koniec końców polityk SPD pozostaje Niemcem, a niemieckie "życzliwości" kończą się najpóźniej na temacie reparacji wojennych. Polityczne napięcia pomiędzy Warszawą a Berlinem być może nie przekładają się dziś ujemnie na wymianę handlową, choć akurat kwestia wysuwanych przez polski rząd żądań dotyczących należytego odszkodowania za poniesione straty w II WŚ wywołuje jego ostry sprzeciw.
 

"900 mld euro to zdecydowanie za dużo. Żądania Warszawy i Aten przekraczają nasze możliwości. Nie spotkałem żadnego niemieckiego parlamentarzysty, który miałby na ten temat inne zdanie - bez względu na poglądy czy przynależność do ugrupowania"

 
- zaznacza niemiecki socjaldemokrata.
 
I dodaje:
 

"W wielu kwestiach nie podzielam opinii zniesławiających polski rząd, choć uważam, że akurat w tej mocno przesadził. (...) Z prawnego punktu widzenia sprawa jest już załatwiona, choć rozumiem, że może być skuteczną kartą w rozgrywkach politycznych. (...) Jeśli dobrze pamiętam, to po 1945 r. przydzielono Polsce wschodnie tereny Niemiec, z doskonałą infrastrukturą i funkcjonującym rolnictwem. Myślę, że to wystarczająca rekompensata."

 
Sarrazin uważa, że uregulowanie "polskiego rachunku" rozsadziłoby niemiecki budżet, uparcie ignorując długą listę strat lub chociażby elementarne historyczne fakty. Tenże wyborny w wielu dziedzinach analityk nie wspomina o tym, że Polska po II WŚ straciła swoje wschodnie tereny, a polscy osiedleńcy zaczynali często od zera, napotykając na Kresach Zachodnich częściej "spaloną ziemię" aniżeli gospodarcze "eldorado".
 
Przeto ostatecznie trudno nie przyznać racji profesorowi Andrzejowi Zybertowiczowi, twierdzącemu, że przejawy antypolonizmu należy także rozpatrywać w kategoriach ekonomii. To dotyczy szczególnie kwestii reparacji wojennych, w której kłamliwe wyobrażenia o Polsce i Polakach powracają ze zdwojoną siłą. W tym świetle słowa polskiego socjologa, wypowiedziane 29 września w Niedzielnym Klubie Dyskusyjnym w Berlinie, nabierają wtem aktualnego znaczenia:
 

"W kwestii antypolonizmu po II WŚ nastąpiła ewolucja wyobrażeń, odejście od prawdy i odwrócenie znaków. (...) Należy przypominać o znanych nam faktach, że byliśmy ofiarą II WŚ, ofiarą mocarstw autorytarnych. (...) Zachowania o charakterze antypolskim są dziś tolerowane. W społeczeństwach wolnego Zachodu istnieje duże społeczne przyzwolenie na takie zachowania. Naszym zadaniem jest to przyzwolenie zmniejszyć."

 
Wojciech Osiński
 

 

POLECANE
Awaria na kolei w Opolu: pociągi kursują z opóźnieniami Wiadomości
Awaria na kolei w Opolu: pociągi kursują z opóźnieniami

Na trasie Opole - Suchy Bór doszło do wykolejenia lokomotywy elektrycznej. Nikt nie został ranny. Na miejscu pracują strażacy i policja. Utrudnienia w ruchu dotyczą pociągów jadących trasą Tarnowskie Góry - Opole Główne.

Burza po niedzielnej „Familiadzie”. Widzowie podzieleni Wiadomości
Burza po niedzielnej „Familiadzie”. Widzowie podzieleni

Ostatni odcinek kultowego teleturnieju „Familiada” wywołał kolejną falę komentarzy w internecie. W studiu rywalizowały drużyny „Aniołki Weroniki” i „Kwartet Podatkowy”, a emocje wywołała szczególnie odpowiedź na pytanie o białego, rasowego psa. Ostatecznie zabrakło 28 punktów do wygranej, a najwyżej punktowaną odpowiedzią, jak podano na profilu programu, był maltańczyk.

Zima na finiszu? W najbliższych dniach temperatury pójdą w górę z ostatniej chwili
Zima na finiszu? W najbliższych dniach temperatury pójdą w górę

Najbliższe dni przyniosą wyraźne ocieplenie i odejście od zimowej aury. Jak zapowiada znany synoptyk, czeka nas zupełnie nowy trend pogodowy, a mróz stanie się jedynie epizodem.

Walka o kolejne medale. Wiadomo, co dalej z Kacprem Tomasiakiem z ostatniej chwili
Walka o kolejne medale. Wiadomo, co dalej z Kacprem Tomasiakiem

Polski Związek Narciarski ogłosił skład na mistrzostwa świata juniorów w skokach. W kadrze znalazł się Kacper Tomasiak, który po historycznych igrzyskach stanie przed kolejną szansą na medal.

Nie żyje wybitny polski sportowiec. Olbrzym z Rzeszowa miał 73 lata z ostatniej chwili
Nie żyje wybitny polski sportowiec. "Olbrzym z Rzeszowa" miał 73 lata

W sobotę w wieku 73 lat zmarł w Witten w Niemczech Adam Sandurski, jeden z najwybitniejszych polskich zapaśników w stylu wolnym, medalista olimpijski z Moskwy - poinformowała PAP rodzina sportowca. Mierzący 214 cm zawodnik stawał też na podium mistrzostw Polski, świata i Europy.

Poważna awaria na północy Norwegii. Nie działają telefony i terminale Wiadomości
Poważna awaria na północy Norwegii. Nie działają telefony i terminale

W regionie Finnmark w Norwegii, graniczącym z Rosją, doszło do poważnej awarii sieci komórkowej i internetu wywołana została uszkodzeniem podmorskiego kabla światłowodowego.

Więzień nr 6535. Tajemnica obozowego zdjęcia tylko u nas
Więzień nr 6535. Tajemnica obozowego zdjęcia

Przez dziesięciolecia był tylko numerem – 6535. Anonimowy więzień z obozowego zdjęcia w archiwum Muzeum Auschwitz-Birkenau okazał się bratem legendarnego kuriera Jana Karskiego. Odkrycie rzuca nowe światło na dramatyczne losy Mariana Kozielewskiego – oficera, konspiratora i więźnia Auschwitz.

To jest muzułmańska dzielnica. Nagranie z Londynu obiegło sieć z ostatniej chwili
"To jest muzułmańska dzielnica". Nagranie z Londynu obiegło sieć

Nagranie z londyńskiego Whitechapel ukazuje policjantkę, która broni chrześcijańskiego kaznodziei otoczonego przez tłum muzułmanów. Nagranie wywołało burzę w sieci.

Jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu. Znana aktorka przerwała milczenie Wiadomości
"Jedna z ważniejszych decyzji w moim życiu". Znana aktorka przerwała milczenie

W związku ze zbliżającym się Światowym Dniem Walki z Depresją, obchodzonym 23 lutego, gościem programu „Halo, tu Polsat” była Julia Wróblewska. Aktorka wróciła do trudnych doświadczeń sprzed kilku lat i opowiedziała o leczeniu psychiatrycznym oraz życiu po odejściu z show-biznesu.

Grafzero: Bestsellery 2025 - Co czytała Europa? z ostatniej chwili
Grafzero: Bestsellery 2025 - Co czytała Europa?

Grafzero vlog literacki przegląd tego, co w 2025 roku działo się w księgarniach Europy! Polska, Niemcy, UK, Francja, Hiszpania i Rosja – sprawdzamy, jakie tytuły nie schodziły z list przebojów. Od mrocznych thrillerów z Vermont, przez historyczne sagi o średniowieczu, aż po literaturę piękną z Francji.

REKLAMA

[Tylko u nas] W. Osiński: Wg niemieckiego ekonomisty za Polska za 20 lat może dogonić Niemcy

Niemieccy ekonomiści są przekonani, że polityczne perturbacje na linii Warszawa-Berlin nie mają żadnego znaczenia. Ich zdaniem chłodna analiza rzeczywistości gospodarczej wskazuje bowiem na to, że polsko-niemieckie relacje nigdy nie były tak dobre jak dziś. Czyżby?
/ web.de (sugestia)
W ubiegłą niedzielę berlińska Polonia miała po raz kolejny zaszczyt gościć w stolicy Niemiec profesora Andrzeja Zybertowicza, doradcę prezydenta RP i znakomitego socjologa, który wygłosił ciekawy wykład o przejawach "antypolonizmu" na Zachodzie.
 
Zdaniem naukowca z Torunia antypolonizm powinien być już od dawna przedmiotem nauk społecznych, a przypadki wrogich Polsce egzaltacji "muszą być ścigane z mocy prawa i nagłaśnianie". Przy czym ważne jest, aby odróżniać "antypolonizm" od "polonofobii".
 

"Przejawy antypolonizmu nie muszą być uświadomione ideologicznie lub zinstytucjonalizowane. Ktoś może nie być świadomy tego, że jest zwolennikiem jakiejś antypolskiej ideologii, że nasiąkł jakimiś antypolskimi teoriami, stereotypami i wizjami, choć w jego instynktownych reakcjach i schematach myślenia pojawia się niechęć do Polaków, do polskości, do naszej historii, do naszych postaw, ambicji w Unii Europejskiej itd."

 
- tłumaczył Zybertowicz.
 
Socjolog wyjaśniał, że antypolonizm przejawia się częstokroć w "agresywnym" języku służącym opisywaniu Polski i Polaków, aczkolwiek mogą to też być "rozwiązania instytucjonalne, jawne lub niejawne, gdy np. utrudnia się Polakom skuteczne realizowanie swoich wartości i interesów". Jako historyczne przykłady antypolonizmu Zybertowicz podał m.in. germanizację, zabory i wygnania.
 
Zgadzam się z profesorem co do tego, że przypadki antypolonizmu trzeba nazywać po imieniu oraz je "piętnować i zwalczać". Sam w przeszłości wiele o tym pisałem. Owszem, antypolonizm pojawia się jeszcze dziś wielokroć w niemieckich mediach, ich agresywny język wpływa zaś na emocje czytelników i tym samym na preferencje wyborcze. Nic więc dziwnego, że polska opozycja, poza celami personalnymi całkowicie bezprogramowa, dolewa oliwy do antypolskiego kotła, błagając zagłuszonych Niemców o strofowanie rządu Zjednoczonej Prawicy.
 
W ostatnich czterech latach opozycji nie interesowało nic poza odwołaniem rządu, choćby za cenę nieodwracalnych szkód dla państwa. Ze swojego "antypolonizmu" nie zrezygnowała nawet wtedy, gdy w Berlinie i Brukseli podejmowano korzystne dla Polski decyzje, jako że ataki "Timmermansów" są przecież zbyt kuszące, aby z nich zrezygnować z tak nieistotnego powodu jak dobro Polski. Antypolonizm na Zachodzie jest bez wątpienia zjawiskiem realnym, natomiast niemieccy redaktorzy mają niestety sporo materiału, z którego mogą nadal lepić kłamliwe teksty o "zagrożeniu demokracji" nad Wisłą.
 
Niemniej czasami się zastanawiam, na ile ten agresywny język w zachodnich mediach w istocie zagraża "realizowaniu wartości i ekonomicznych interesów Polaków", jak twierdzi prof. Zybertowicz. Kiedy politycy i komentatorzy polityczni nie są w stanie zasypywać podziałów opartych na emocjach wzajemnego wykluczenia, dojrzałością i uchwyceniem właściwego tonu wykazują się zwykle chłodni analitycy rzeczywistości gospodarczej.
 
Wszak w rozmowach z niemieckimi ekonomistami szybko można ulec przekonaniu, że w polsko-niemieckich stosunkach gospodarczych nie ma miejsca na antypolonizmy (i antygermanizmy). I nie chodzi tu bynajmniej o klasyczną niemiecką "kolonizację gospodarczą", wypalającą niegdyś Polskę niczym trawiący ściernisko pożar, ale raczej o swobodną wymianę handlową oraz intratne interesy, które ożywiają naszą gospodarkę oraz iście polskie przedsiębiorstwa.
 
W każdym razie takie odniosłem znów wrażenie, gdy rozmawiałem ostatnio z dr. Thilo Sarrazinem, niemieckim ekonomistą, byłym członkiem zarządu Bundesbanku i dość krytycznym recenzentem poczynań rządu federalnego. W swoich książkach, wspartych znakomitymi analizami procesów gospodarczych, objaśnianych w duchu wyznawanych idei, Sarrazin rozlicza się m.in. z polityką migracyjną Angeli Merkel oraz metodami Europejskiego Banku Centralnego.
 
W październikowym numerze "Gazety Bankowej" (zainteresowanych odsyłam do kiosków) Sarrazin utrzymuje, jakoby w "najistotniejszych" sprawach "polityczne walki kogutów" nie miały żadnego znaczenia.
 

"Na szczęście obecne polityczne napięcia między naszymi krajami nie mają znacznego wpływu na wymianę handlową. 95 proc. niemieckich firm, które zainwestowały w polską gospodarkę, uczyniłyby to ponownie"

 
- zauważa ekonomista, znalazłszy także sporo życzliwych słów pod adresem Warszawy. Były senator ds. finansów w lokalnym rządzie w Berlinie jest pod wrażeniem gospodarczego rozwoju Polski w ostatnich latach.
 

"Jeżeli Polska utrzyma obecny poziom wzrostu gospodarczego, to za dwadzieścia lat dogoni Niemcy"

 
- przekonuje Sarrazin.

 
"Po 1992 r. wzrost gospodarczy w Polsce pozostawał wyższy niż w Niemczech, oczywiście z wiadomych powodów. (...) Ale nawet w okresie koszmarnego dla Niemców kryzysu finansowego w latach 2008-2009 polska gospodarka dalej rosła"

 
- dodaje.
 
Zdaniem niemieckiego ekonomisty obecna siła polskiej gospodarki tkwi przede wszystkim w rosnącym znaczeniu drobnych przedsiębiorstw.
 

"Jest ich coraz więcej i za parę lat mogą doszlusować do światowej czołówki. Już teraz polski wkład w przemiany w Europie naprawdę imponuje"

 
- mówi Sarrazin, przypominając, że w Polsce od lat spada bezrobocie i wzrastają płace, przy czym "koszty utrzymania są wciąż niższe niż na Zachodzie".
 

"Między innymi właśnie te czynniki sprawiają, że polski rynek pozostaje atrakcyjny dla ponad 6500 niemieckich firm. Dlatego w przeciwieństwie do niemieckich mediów nikt z naszych przedsiębiorców nie mówi źle o obecnym polskim rządzie, który w kwestiach gospodarczych okazuje się zresztą niezwykle pragmatyczny i skuteczny. O tym świadczą plany inwestycyjne na kolejne lata, przewidujące także rozbudowę infrastruktury, która wzmocni naszą współpracę handlową"

 
- zapewnia Thilo Sarrazin.
 

"W każdym większym niemieckim mieście jeżdżą autobusy firmy Solaris, Niemcy zachwycają się oprogramowaniami z Asseco, a na europejskich lotniskach coraz częściej zauważam sklepy kosmetyczne Inglot"
 

- zauważa polityk SPD.
 
Prognozy Sarrazina zbiegają się z analizami polskich ekspertów. Na to, że Polska zbliża się do Niemiec pod względem poziomu PKB per capita, wskazywali także niedawno ekonomiści warszawskiej Szkoły Głównej Handlowej. W ostatnim raporcie stołecznej uczelni czytamy, że Polska już cztery lata temu dogoniła Grecję, pod koniec 2019 r. prawdopodobnie wyprzedzi Portugalię, a za 21 lat będzie na równi z RFN.
 
Co charakterystyczne, Thilo Sarrazin zaistniał w niemieckiej przestrzeni medialnej bynajmniej nie dlatego, że kapitalnie opisuje zjawiska ekonomiczne, lecz z powodu swojej walki z polityczną poprawnością, która jego zdaniem każe dzisiejszym elitom wypierać się oczywistych patologii związanych z kryzysem migracyjnym. Według niego właśnie owa bezrefleksyjność wciąż uniemożliwia im analizę przyczyn doznawanych klęsk wyborczych. Medialne echo na bezkompromisowe publikacje Sarrazina, podszyte istnym festiwalem oburzenia, zaowocowało wykluczeniem go z Banku Federalnego, a także próbami usunięcia go z SPD.
 
W książkach "Niemcy się zwijają" oraz "Wrogie przejęcie" ekonomista opisuje fatalne skutki dla niemieckiego systemu, które wynikają z masowej imigracji wyznawców islamu. I mimo że wszystkie swoje tezy autor poparł precyzyjnymi obliczeniami, zadziałała cenzura politycznej porpawności i spadły nań gromy.
 

"Nazwano mnie "rasistą", choć dotąd nikt nie zdołał mi tego udowodnić. Proszę mi pokazać tylko jeden fragment, w którym kogoś obrażam. (...) Nie dam się zaślepić wiarą w 'ubogacającą' siłę niekontrolowanego napływu islamskich imigrantów. (...) W berlińskim rządzie widziałem na własne oczy, w jaki sposób rosnąca liczba islamskich uchodźców wpłynęła na niemiecki system gospodarczy i edukacyjny"

 
- opowiada Sarrazin w aktualnym wydaniu "Gazety Bankowej".
 

"Jeżeli napływ muzułmanów oraz wysoka dzietność ich kobiet pozostaną na obecnym poziomie, to za 30 lat będą bez wątpienia stanowić większość na naszym kontynencie. Będą mogli na swój sposób zmieniać prawo i przekształcać Europę. W Niemczech już teraz to czynią. (...) Nie chciałbym, żeby mój kraj tak wyglądał"

 
- dorzuca.
 
Sarrazin nie zgadza się ze stwierdzeniami jego kolegów w SPD, jakoby masowy napływ muzułmanów bez wykształcenia był "kapitałem na przyszłość Europy".
 

"Niemiecka gospodarka funkcjonowała dotychczas doskonale bez 'wędrówek ludów' i doprawdy nie wiem, w jaki sposób miałyby one ją wzbogacić. Przeciwnie - fala uchodźców z arabskich krajów rozsadza nasz system socjalny i wpływa ujemnie na ogólny poziom nauczania w Niemczech"

 
- mówi bez ogródek Sarrazin, który dziwi się, że jego partyjni koledzy, ponoć "tak bardzo wyczuleni na cierpienia kobiet", nie chcą przyjąć do wiadomości, w jaki sposób bywają one traktowane przez swoich muzułmańskich małżonków.
 
Co wszelako znamienne, Sarrazin nie wyraża w wywiadzie z miesięcznikiem wyłącznie opinii zbieżnych z polską racją stanu. Koniec końców polityk SPD pozostaje Niemcem, a niemieckie "życzliwości" kończą się najpóźniej na temacie reparacji wojennych. Polityczne napięcia pomiędzy Warszawą a Berlinem być może nie przekładają się dziś ujemnie na wymianę handlową, choć akurat kwestia wysuwanych przez polski rząd żądań dotyczących należytego odszkodowania za poniesione straty w II WŚ wywołuje jego ostry sprzeciw.
 

"900 mld euro to zdecydowanie za dużo. Żądania Warszawy i Aten przekraczają nasze możliwości. Nie spotkałem żadnego niemieckiego parlamentarzysty, który miałby na ten temat inne zdanie - bez względu na poglądy czy przynależność do ugrupowania"

 
- zaznacza niemiecki socjaldemokrata.
 
I dodaje:
 

"W wielu kwestiach nie podzielam opinii zniesławiających polski rząd, choć uważam, że akurat w tej mocno przesadził. (...) Z prawnego punktu widzenia sprawa jest już załatwiona, choć rozumiem, że może być skuteczną kartą w rozgrywkach politycznych. (...) Jeśli dobrze pamiętam, to po 1945 r. przydzielono Polsce wschodnie tereny Niemiec, z doskonałą infrastrukturą i funkcjonującym rolnictwem. Myślę, że to wystarczająca rekompensata."

 
Sarrazin uważa, że uregulowanie "polskiego rachunku" rozsadziłoby niemiecki budżet, uparcie ignorując długą listę strat lub chociażby elementarne historyczne fakty. Tenże wyborny w wielu dziedzinach analityk nie wspomina o tym, że Polska po II WŚ straciła swoje wschodnie tereny, a polscy osiedleńcy zaczynali często od zera, napotykając na Kresach Zachodnich częściej "spaloną ziemię" aniżeli gospodarcze "eldorado".
 
Przeto ostatecznie trudno nie przyznać racji profesorowi Andrzejowi Zybertowiczowi, twierdzącemu, że przejawy antypolonizmu należy także rozpatrywać w kategoriach ekonomii. To dotyczy szczególnie kwestii reparacji wojennych, w której kłamliwe wyobrażenia o Polsce i Polakach powracają ze zdwojoną siłą. W tym świetle słowa polskiego socjologa, wypowiedziane 29 września w Niedzielnym Klubie Dyskusyjnym w Berlinie, nabierają wtem aktualnego znaczenia:
 

"W kwestii antypolonizmu po II WŚ nastąpiła ewolucja wyobrażeń, odejście od prawdy i odwrócenie znaków. (...) Należy przypominać o znanych nam faktach, że byliśmy ofiarą II WŚ, ofiarą mocarstw autorytarnych. (...) Zachowania o charakterze antypolskim są dziś tolerowane. W społeczeństwach wolnego Zachodu istnieje duże społeczne przyzwolenie na takie zachowania. Naszym zadaniem jest to przyzwolenie zmniejszyć."

 
Wojciech Osiński
 


 

Polecane