Kraków czeka na zmianę. Referendum gniewu
Co musisz wiedzieć:
- Wybory w Krakowie w 2024 r. zerwały z dotychczasowym schematem, bo popierany przez Platformę Aleksander Miszalski wygrał z Łukaszem Gibałą minimalną przewagą po brutalnej kampanii, a jego mandat od początku jest słaby i kwestionowany.
- Po 22 latach rządów Jacka Majchrowskiego władza formalnie się zmieniła, ale w praktyce, zdaniem autora odtworzył się stary układ, który generuje zadłużenie i rosnące niezadowolenie mieszkańców.
- Niezależne media i aktywiści, wskazując na kolesiostwo, Strefę Czystego Transportu, drożyznę i brak wizji, uruchomili kampanię referendalną, której wynik jest niepewny.
Kraków czeka na zmianę
W XVI wieku żył w Krakowie Erazm Czeczotka-Tłokiński.
„Słynął z lichwiarstwa, licznych oszustw finansowych, rozpustnego trybu życia, skrytobójstwa i wydawania wyroków śmierci na niewinne osoby”
– pisze o nim Wikipedia, powołując się na artykuł zamieszczony w krakowskim portalu Krowoderska.pl.
„Gdyby nie zachowały się relacje naocznych świadków, to Erazm Czeczotka przeszedłby do historii jako wybitny samorządowiec, by nie powiedzieć mąż stanu. Sądzono by go bowiem po pozorach, a te wyglądają imponująco. Przez 40 lat był radnym. Trzy razy zajmował fotel burmistrza. Od króla otrzymał szlachectwo”
– pisał w tymże tekście krakowski dziennikarz Tomasz Borejza, dziś prowadzący na YouTubie kanał „Rynek Krowoderski”. Dzisiejsi włodarze miasta nie posuwają się tak daleko, jak zwany „krakowskim Borgią” Czeczotka. Gdy jednak posłuchać i poczytać o tym, jak w mieście od lat sprawowana jest władza, można odnieść wrażenie, że po tym awanturniku sprzed 500 lat zostało coś więcej niż tylko nazwa jednej z kamienic i działającej w niej restauracji.
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Przewodnicząca KRS: SAFE budzi poważne wątpliwości konstytucyjne
- SAFE – sprzęt wojskowy nie dla Polski, a dla armii UE? Istnieje realne zagrożenie
- Komunikat dla mieszkańców woj. lubelskiego
- Komunikat dla abonentów sieci Plus
- Biedronki, Stokrotki i inne Dino(zaury). O pracy ponad siły w sieciach handlowych w Polsce
- IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach
- NFZ wydał pilny komunikat
- Niemcy biją na alarm. "Pieniądze prawdopodobnie przepadły"
- Władimir Siemirunnij zdobył srebrny medal. Rosja nam tego nie wybaczy
- Cień Grupy D. Jak komanda śmierci MSW zainfekowały III Rzeczpospolitą
Historyczna zmiana, która mało zmieniła
W obecnym stuleciu Krakowem przez niemal cały czas rządził prezydent Jacek Majchrowski. Naukowiec z imponującym dorobkiem, profesor, do stanu wojennego członek PZPR, po 1989 roku ponownie związany z lewicą w Krakowie wygrywał kolejne wybory, z reguły w drugiej turze zyskując poparcie rzędu 60%. W zależności od nastrojów społecznych w kraju, w drugich turach spotykał się z kandydatami PiS lub Platformy, przy czym, jeśli spotykał się z kandydatem Prawa i Sprawiedliwości, PO udzielała mu poparcia. I tak przez 22 lata. Prezydentura Majchrowskiego zaowocowała wieloma inwestycjami i dużą dawką towarzyszących im kontrowersji. Wokół prezydenta wytworzył się układ, który, gdy ten postanowił zakończyć swoją misję, postawił na Aleksandra Miszalskiego.
W 2024 roku namaszczony przez Majchrowskiego na następcę Andrzej Kulig przepadł w pierwszej turze. Do drugiej rundy nie przeszedł też popierany przez PiS Łukasz Kmita. Przeciwko Miszalskiemu stanął Łukasz Gibała, lokalny działacz samorządowy, przedsiębiorca i polityk przed laty związany z Platformą Obywatelską i Ruchem Palikota. Gibała miał duże szanse na wygraną, popierali go bowiem wszyscy, którzy chcieli zmiany w zarządzaniu miastem i przecięcia lokalnych układów. W ten sposób przed drugą turą wspierali go zarówno działacze ruchów miejskich, jak i poszczególni politycy lokalni od Razem do PiS. Przeciwko był jednak potężny i sięgający po chwyty poniżej pasa układ atakujący za pomocą pomówień, oskarżeń o niejasne powiązania, docierający ze swoim przekazem do mieszkańców miasta przez stylizowane na tabloidy gazetki wrzucane do skrzynek pocztowych i przez kampanię billboardową.
Użyte wówczas mechanizmy do złudzenia przypominają metody, jakimi w ostatniej kampanii prezydenckiej już w skali ogólnopolskiej próbowano zaszkodzić Karolowi Nawrockiemu. Losy tej operacji dziennikarze Andrzej Gajcy i Wojciech Mucha opisali w książce „Jak wygrać wybory i nie dać się złapać”. W Krakowie ta pozycja została niemal całkowicie przemilczana. Jednak choć jej tytuł okazał się, przynajmniej jak dotąd, proroczy, prezydentura Aleksandra Miszalskiego jest od pewnego czasu zagrożona.
Prezydent na cenzurowanym
W kilku publikacjach poświęconych zmianom polskiego rynku medialnego zwracałem uwagę na pojawienie się wielu nowych, niezależnych i prężnie działających inicjatyw docierających do obiorców przede wszystkim za pośrednictwem YouTube’a. Zjawisko to widać również w Krakowie, który dorobił się kilku niezależnych od władzy mediów, w tym – będącego kontynuacją cytowanego powyżej „Rynku Krowoderskiego” – kanału, na którym na bieżąco monitorowane są wszelkie kontrowersje wokół Miszalskiego i jego ekipy.
Media nie ograniczają się tylko do obserwacji i próbują współkreować rzeczywistość, angażując się w kolejne inicjatywy. Obok najgłośniejszej z nich, czyli kampanii referendalnej, warto wspomnieć o prowadzonej od wielu miesięcy serii happeningów mogących kojarzyć się z dawną „Naszością” Piotra Lisiewicza i Pomarańczową Alternatywą, organizowanej pod hasłem „Epidemia Kolesiostwa”. W jej ramach, używając atrybutów typowych dla zagrożenia epidemiologicznego, aktywiści zwracali uwagę na masowe obsadzanie miejskich posad na podstawie jednego tylko kryterium: posiadania zdjęcia z prezydentem Miszalskim. Kropel, drążących skałę nowego – starego układu jest więc kilka, jednak narastające społeczne niezadowolenie potrzebowało kilku konkretnych sygnałów, by wybuchnąć w formie kampanii referendalnej.
Zacznijmy od kwestii związanych z samą naturą dawnej stolicy. Hałaśliwy, zbyt młody i zbyt żywiołowy Miszalski dużo mniej wpisuje się w stereotyp krakowskiego włodarza miasta niż nobliwy i mający autentyczny nawykowy dorobek profesor Majchrowski, który do tego (niezależnie od długiej listy zastrzeżeń) pozostawił po sobie sporo skończonych inwestycji. Miszalski nie ma na koncie takich sukcesów, ma za to rekordowe zadłużenie miasta i hojne wydatkowanie publicznej kasy, co dla oszczędnych Krakowian jest jak się wydaje pewnym problemem.
W cieniu poprzednika
Jak mówi związany z Krakowem artysta i komentator Miłosz Lodowski,
„otoczony wianuszkiem dymu z cygara profesor Majchrowski, mimo wszystkich swoich niedoskonałości bywał człowiekiem uroczym i też miał pewną pozycję społeczną, również jako profesor. Inaczej jest z osobą, która po prostu nie dorosła do funkcji, którą sprawuje, i daje to wyraźnie odczuć mieszkańcom”.
Jeszcze większym problemem są dla nich rosnące wydatki, w tym przede wszystkim wprowadzenie Strefy Czystego Transportu. To konkretne uderzenie po kieszeni, połączone jeszcze z podwyżką cen komunikacji miejskiej (co jest działaniem absurdalnym, ponieważ wprowadzenie SCT ma korzystanie z transportu publicznego promować, a podwyżka do niego nie zachęca). Są też problemy narastające przez lata: gentryfikacja, wyludnianie się centrum i podporządkowanie go potrzebom weekendowych turystów kosztem spokoju i jakości życia mieszkańców, co zresztą mocno zemściło się na mieście w czasie pandemii; niewykorzystywanie potencjału drugiego największego miasta w Polsce, wreszcie zmiany społeczne, które sprawiły, że przekonany o swej wyjątkowości snobistyczny „Krakówek” przestał być jedynym punktem odniesienia dla coraz mocniej tworzących własną tożsamość dzielnic.
O złożoności przyczyn wybuchu społecznego niezadowolenia mówi również inny wywodzący się z Krakowa publicysta, Wojciech Mucha.
„Kroplą, która przelała czarę goryczy, okazało się wprowadzenie Strefy Czystego Tansportu z jej niejasnymi przepisami i do tego na wielkim obszarze (60% miasta), ale to także efekt 20 miesięcy rządów, w trakcie których miasto zmieniło się w żerowisko Platformy Obywatelskiej. Nie ma wizji rozwojowej, a działalność i sam wizerunek Miszalskiego nijak nie współgra z aspiracjami Krakowian i Krakowianek. Można odnieść wrażenie hamowania i powolnego dryfu. Oczywiście – winny temu jest poprzednik, ale sam Aleksander Miszalski zdaje się nie rozumieć, że w ten sposób tego nie naprawi. W ciągu 20 miesięcy dług Krakowa urósł prawie o 2 mld zł”.
Niepewny wynik
Czy jednak referendum ma szanse powodzenia? Na pewno jest dziś bacznie obserwowane przez całą polityczną Polskę. Dla opozycji odwołanie prezydenta z Platformy mogłoby być symbolicznym przełomem i nadzieją na zmiany również na szczeblu rządowym. Koalicja Obywatelska także zdaje sobie z tego sprawę, dlatego nie zamierza łatwo rezygnować. Choć krążą plotki o planie B i szykowanym już kolejnym kandydacie (podobno miałby nim zostać niedoszły ambasador w USA Bogdan Klich), władze miasta walczą. Za potężne pieniądze planują rozsyłać propagandowe gazetki dla mieszkańców, a lokalni działacze piszą w mediach społecznościowych o „brunatnym referendum” i „referendum nienawiści”. Podpisy gromadzone są jednak bardzo szybko, powyżej rachub samych organizatorów. Pamiętajmy jednak, że referenda lokalne rzadko się dotąd udawały. Na pierwszym etapie przewaga jest po stronie opozycji, później jednak to miasto ma większe możliwości i na pewno je wykorzysta. Jak mówi Wojciech Mucha,
„to, czy się uda odwołać Miszalskiego i Radę Miasta, to już osobna historia. Potrzebne będzie sto kilkadziesiąt tysięcy głosów. O te w czerwcowy weekend będzie trudniej niż o zebranie 60 tysięcy podpisów w mroźnym, zimowym Krakowie”.
[Tytuł i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




