[Tylko u nas] Michał Bruszewski: Polacy a reszta świata. Walka z koronawirusem trwa

Pandemia koronawirusa unaoczniła większość błędów systemowych, które wpychano kolanem współczesnemu społeczeństwu jako światłe reguły. Świat stoi na głowie już dłuższy czas ale dopiero teraz ta głowa, w obliczu choroby, zaczęła poważnie boleć. Pojawiły się kłopoty i zamilkli szambelani euro-dworu, którzy na co dzień pouczali Polaków niczym kolonizator poddanych, sypiąc mu porady i nakazy jak z rękawa. Wyszedł też, cały na biało, mityczny „europejski kapitalizm”. Używam cudzysłów bo cóż to za „wolny kapitalizm” co siedzi w kieszeni Komunistycznej Partii Chin a chyba jedyne na zachodzie Europy co sami produkujemy masowo to meczety. Na naszych oczach następuje bankructwo modelu cywilizacyjnego, czy trafniej - antycywilizacyjnego, który przyjęto kilka pokoleń wstecz. Czy ktoś jeszcze nuci w Europie piosenkę Ich Troje „Keine grenzen”?
/ Wikipedia domena publiczna
Polacy zdają egzamin w chwili próby i z pewnością podchodzimy w dojrzalszy sposób do epidemii niż inne europejskie nacje. Mam nadzieję, że ten stan się nie zmieni a najbliższe tygodnie uda się solidarnie utrzymać dyscyplinę w walce wirusem. Wszelako przecieram oczy ze zdumienia patrząc jak się zachowują nasi unio-koledzy. Dobitnie widać jak na epidemię nałożyły się uśpione, zwłaszcza w świecie zachodnim, słabości. Dla wielu może to być kontrowersyjne stwierdzenie ale trochę racji mają Ci, którzy twierdzą, że gdyby nie było pandemii koronawirusa ktoś by ją wymyślił. Bynajmniej, nie bagatelizuję zagrożenia epidemicznego, sam już w styczniu pisałem przekrojowy artykuł na temat epidemii w Wuhan. Odnoszę się do oczywistego faktu, że koronawirus obnażył słabość modelu cywilizacyjnego, który sprzedawano jako remedium na wszystko. W tym znaczeniu jest ów koronawirus katalizatorem, jedną z kostek domina, które przewracają inne układane skrupulatnie przez lata elementy. Gdyby dzisiaj koronawirus nie rozlał się na świat, być może międzynarodowa opinia publiczna nieświadomie łapałaby bezpieczny oddech. Niestety, tylko do uśpionego wyczekującego za rogiem kryzysu. Jeśli współczesny model cywilizacyjny, zarówno gospodarczy, geopolityczny ale także obyczajowy, jest wadliwy już w fundamentach, wystarczy podmuch wiatru i sypie się znana nam konstrukcja. Jakże głupio wyglądają dzisiaj Ci, którzy ex cathedra nazywali przez ostatnie lata państwo narodowe przeżytkiem a przymiotnik „silne” przed słowem „państwo” uznawali za faszyzm. Zwłaszcza teraz brakuje nam nieodżałowanej pamięci sir Rogera Scrutona, który łamał utartą definicję konserwatyzmu broniąc silnego państwa narodowego jako emanację dojrzałej społeczności. Od lat pojawiają się głosy wieszczące kłopoty – „panie, jak to tąpnie (by nie użyć mocniejszego sformułowania)”, „zobaczysz pan” pojawi się „bliżej nieokreślony kryzys” i „czeka nas recesja”. Kto z nas tego nie słyszał? Oczywiście w czasach kryzysów ludzie poszukują jednej odpowiedzi na wszystkie pytania, ale ja nie mam zamiaru takiej odpowiedzi suflować. Są jednak linie pęknięcia, który widzimy wszyscy. Czy winny jest jeden „system”, jeden „kod”, który możemy wskazać palcem? To raczej szerszy ideowo-biznesowy konglomerat. Ciężko go nawet ująć w jeden szyld. Rozstrzał jest spory. Nosi wiele imion i różnie go nazywacie – „globalizm”, „ład światowy”, „globalna wioska”, „eurosocjalizm”, „nihilizm”, „cywilizacja śmierci”, „antycywilizacja” etc. Być może nowe pokolenie politologów dokona fuzji tych różnych ideologii – często w nazwie siebie wykluczających  - i wymyśli nowy termin odpowiadający rzeczywistości. Ich poprzednicy przedstawiali nam w końcu „neoliberalizm” i „neokomunizm” jako dwa odległe od siebie krańce politycznej linii i może dzisiaj przyznają się jak wielki kiedyś popełnili błąd. Nie o nazwy tutaj jednak chodzi. Myślę, że wspólnym mianownikiem jest samozniszczenie. Do tego opakowane w pstrokate kolorowe pudełko i memy, więc, co kuriozalne, nie rozczula a bawi. Jest śmieszno-straszne jak Joker w Gotham. Drodzy państwo nie oczekujmy, że świat uratuje człowiek-nietoperz bo w dobie zupek z wuhańskiego bazaru brzmi to karkołomnie, prawda?
 
Osamotnieni
Możemy pomóc sobie sami. Widać to zwłaszcza teraz gdy europejska solidarność zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Każdy ratuje siebie. Epidemia epidemią a my widzimy na świecie zbiór poważnych systemowych błędów, absurdów, bankructwo współczesnego modelu gospodarczego tylko udającego system wolnościowy a w istocie go parodiujący, procesy gnilne ze szczyptą wyrachowania i zwykłego cynizmu oraz dozą geopolitycznych rozgrywek. Eufemizmem byłoby stwierdzenie, że w stosunkach międzynarodowych jedne państwa grają na osłabienie innych albo, że robią to od zawsze. To oczywiste, w każdej grze ktoś chce wygrać. Paradoksalnie nawet wirus nie był i nie będzie od tego wolny. Stanie się, lub już stał się, przedmiotem wielkiej geopolitycznej gry. Natomiast to psychiatria a nie politologia powinna się zajmować analizą dlaczego zachodnie społeczeństwa z takim zamiłowaniem wiążą sobie pętlę na szyi a potem nazywają to sposobem na życie. Część Europejczyków na moment ogłoszenia tego światu, o zgrozo, wybrała właśnie czas epidemii. To szaleństwo ignorowania wirusa przeszły najgłośniej Rzym, Madryt, Londyn i Paryż. Rzeczywistym problemem jest to, że nie ma szczepionki przeciw COVID-19 ale szkoda, że takowa nie istnieje by zniwelować także polityczną głupotę. City, gdy piszę te słowa, trzyma się jako ostatni wyznawca hołdujący hedonistycznej zasadzie „hulaj dusza piekła nie ma”. Po tym jak zareagowały poszczególne narody na kryzys epidemiologiczny, jakie głosy i dyskusje ten kryzys wyzwolił widzę gdzie osunęła się ziemia przykrywająca rozwalone fundamenty. I widzę to tak.
 
Pułapka Statystyki
Naczelnym argumentem bagatelizującym zagrożenie koronowirusem oraz epidemię-pandemię ma być statystyka. Już Józef Stalin mawiał, że jeden zabity to tragedia a milion martwych to właśnie statystyka. Chyba współczesny świat hołduje takiej maksymie. Jest statystyka tym współczesnym bożkiem, który ma udowadniać, że koronawirus nie jest zagrożeniem większym niż „zwyczajna grypa” lub „inne choroby” bo zabija mniej osób. Kłóci się to rzecz jasna ze społecznym odbiorem pandemii ale przeanalizujmy taki głos. Z wyliczeń, które są wykorzystywane w publicystyce podaje się, iż choroba COVID-19 kończy się śmiercią ok. 3,9 proc. chorych (wcześniej podawano 2 proc.). Zwłaszcza dotyka osoby starsze lub osłabione immunologiczne, czyli z niską odpornością z powodu innych schorzeń. Powyższa statystyka królowała do momentu kiedy jednej doby we Włoszech z powodu koronawirusa zmarło 200 osób. W Italii statystyka śmierci dotyka na ten moment 7 proc. chorujących. Każda ofiara to tragedia i łączę się w bólu z rodzinami zmarłych ale uznajmy, na moment, iż ta statystyka faktycznie jest relatywnie niska i nawet załóżmy, że sumarycznie padnie rekordowo niski wynik a naczelni statystycy pokiwają głowami, że mieli rację. Piszę o tym toku rozumowania ponieważ wpadliśmy w pułapkę liczb odczłowieczających świat. Przecież na świecie, na placach budowy ginie codziennie więcej osób niż na wojnie w Syrii, a na drogach więcej niż na placach budowy. Czy z tego powodu mamy odwracać wzrok od problemów potrzebujących? W jaki sposób takie porównanie świadczy o nas? Możni tego świata nic innego nie robią tylko gadają o wojnach, potrzebujących, chorych i głodnych ale brzydzą się nawet na nich patrzeć. Jak to mają nam zostać zamknięte kluby nocne?! – słychać z ich strony oburzone głosy. A koronawirus jest internacjonalistą, nie wybiera klasowo, atakuje też pięknych i bogatych. Statystyka przychodzi na ratunek tym, którzy nie chcą się mierzyć z problemami nie tylko całego świata ale także własnej społeczności. Cóż to za antycywilizacyjny model świata, w którym coś zależy od statystyki śmierci a definicja problemu zależy od liczby zwłok. Gdzie popełniliśmy błąd? Gradacja zagadnień zaczęła zależeć od liczb, nie jest więc problemem rzadka choroba, która uśmierca mniej osób bo są takie, które uśmiercają więcej. To absolutne zaprzeczenie cywilizacji odwołującej się do chrześcijaństwa, do naturalnego odruchu by pomagać potrzebującemu, uporządkowanej miłości do bliźniego – ordo caritatis. Zastąpił to darwinizm społeczny. Zamiast uporządkowanej pomocy jest „uporządkowana” eliminacja. Pamiętajmy, że to Pułapka Statystyki była koronnym argumentem dla zachodnioeuropejskich władz by zakażeniową pandorę koronawirusa zignorować „skoro jest mniej zjadliwa niż grypa”. A tym, którzy twierdzą, że hołdowanie ordo caritatis skończyłoby się paraliżem świata, bo przecież każdą chorobę należałoby izolować podpowiadam – gdyby Chińczycy, a potem Włosi, nie zbagatelizowali problemów pierwszego zakażonego, nie byłoby żadnej pandemii. Wystarczyło w Wuhan, najpóźniej w grudniu 2019 roku ostrzec ludzi.
 
Matematycy
Z czego biorą się epidemie? To efekt tego, że pierwszemu zakażonemu i jego rodzinie nikt należycie nie pomógł. Albo nikt nie słuchał tego, który chciał pomagać. Nie trzeba być Matką Teresą z Kalkuty by wiedzieć, że chytry dwa razy traci. Nawet jeśli ktoś uważa, że polityczny makiawelizm nakazuje się wyzbyć uczuć i chrześcijańskich wartości (ja tak nie uważam) i używa tego argumentu w czasie epidemii ten myli to z polityczną głupotą ludzi, których nawet nie nauczono myśleć inaczej niż krótkoterminowo. Nie jest polityczną zręcznością udawanie, że nie ma problemu ale jego umiejętne rozwiązywanie. Wątpię też czy matematyka jest mocną stroną hunwejbinów statystyk ponieważ faktu, że na „zwykłą” grypę zmarło więcej osób nie odejmiemy od liczby ofiar koronawirusa. Liczba chorych się sumuje a finalna „suma” potrzebujących pomocy medycznej zawaliła właśnie system zdrowia we Włoszech. O ile dla kogoś motywacją są jedynie liczby to jest zatem koronny argument by dzisiaj desperacko ratować zakażonych. Ale to nie pierwsza Pułapka Statystyki jaką oglądam. Generalnie była ona najlepiej widoczna na przykładzie dyskusji o przyjmowaniu do Polski islamskich imigrantów vel uchodźców w 2015 roku. Przecież przyjęcie kilku tysięcy ludzi – jak bronili się wówczas decydenci – na 37 mln Polaków to kropla w morzu. I faktycznie jeśli bożkiem jest statystyka mają oni absolutną rację. Problemem nie były jednak liczby a kwestie cywilizacyjne (podobnie obecnie) bo dla tych ludzi należałoby zbudować meczety, dostarczać żywność halal, ściągnąć ich rodziny, zaryzykować że część z nich się zradykalizuje lub w tej grupie ukrył się terrorysta ISIS a także, że przełamiemy tabu i puścimy w świat komunikat o otwartych granicach. O braku odbudowy państw z których uciekli nie wspomnę. Błąd Pułapki Statystyki popełniono na zachodzie Europy licząc, że muzułmańska diaspora jest za mało liczna aby zostać realną siłą. Jak bardzo się mylono widzimy dzisiaj. Błąd Pułapki Statystyki jest popełniany ponownie gdy hedonizm utożsamia się z rozwojem.
 
Darwinizm społeczny
Maraton, feministyczna manifa, koncerty dla tysięcy osób. Kilka tygodni temu usłyszeliśmy wyartykułowaną strategię Londynu na „walkę” z koronawirusem i choć każdy dzień przynosi zmiany - Londyn zgodził się w końcu pod naporem krytyki zamknąć szkoły – to brytyjską doktrynę można uogólnić w poniższy sposób. Cele „operacji” są jasne i tym celem jest nomen omen stadne uodparnianie społeczeństwa czyli koncerty i imprezy sportowe są nadal dostępne, a komunikacja w pełni. Społeczeństwo częściowo „przechoruje” wirusa a my na koniec będziemy pomagali ujawnionym przypadkom (część może przejść chorobę bezobjawowo). Oczywiście naukowcy prostują, że ten pomysł jest irracjonalny ale wróćmy do osławionej metody. Finalnie najsłabszym, którym pomóc się już nie da, ktoś będzie musiał powiedzieć bye-bye. Padło nawet mocno niefortunne sformułowanie dotyczące „odejścia bliskich”, czyli faktu, iż część brytyjskich rodzin będzie po prostu musiała się pogodzić z sytuacją, w której ich dziadkowie szybciej zejdą z łez padołu. Złote myśli premiera Borisa Johnsona oraz jego doradców były pożywką dla różnej maści teorii spiskowych, iż koronawirus ma być łatwym sposobem na odkorkowanie systemu emerytalnego i pozbycie się „nadbagażu” w postaci rzekomo bezproduktywnych staruszków. Ziarno szybko zakiełkowało bo w świecie eutanazji i braku międzypokoleniowego solidaryzmu ciężko o zatrzymanie takich teorii. Zwolennikiem „przechorowania” wirusa przez społeczeństwo jest Patrick Vallance, doradca ds. nauki brytyjskiego rządu. Sam termin stadnego uodparniania wyzwolił wśród ludzi zdolności matematyczne i summarum miało się okazać, że selekcja naturalna może objąć od 1 do 2 mln osób (przy przejściu choroby przez 60 proc. populacji Albionu). Tak, padały takie szacunki co do potencjalnych zmarłych. Redaktor naczelny prestiżowego medycznego periodyku „Lancet” nazwał to graniem w ruletkę z własnym społeczeństwem. Rząd Jej Królewskiej Mości ryzykuje życiem Brytyjczyków by wygrać gospodarczo ale finalnie może być jak z tym powiedzeniem Churchilla o Chamberlainie, po układzie monachijskim w 1938 roku, który wybrał hańbę, żeby nie mieć wojny ale konflikt i tak wybuchł. W zapewnienia rządu, że strategia się sprawdzi nie uwierzyła nawet brytyjska Królowa Elżbieta II, która uciekła z Pałacu Buckingham do posiadłości w Windsorze. Królowa ma 93 lata, więc jest w grupie ryzyka i nie czas dla niej na eksperymenty medyczne. Młodzież może przejść COVID-19 bezobjawowo ale z koncertów, manif i maratonów wrócą do rodzinnego domu, gdzie żyją ich starsi członkowie rodziny. Zwłaszcza dzisiaj widać jak pękła nić między pokoleniami, między starcami a młodymi, która była fundamentem cywilizacji Christianitas. Nonszalancja i głupota może skończyć się śmiercią wiekowych osób chociaż wiemy już dzisiaj, że choroba COVID-19 dotyka nie tylko starszych. Pomysły Londynu oprotestowała grupa 240 naukowców, którzy napisali list do premiera Johnsona by nie lekceważył problemu. Nawet Brytyjskie Towarzystwo Immunologii otwarcie przedstawiło swoje wątpliwości co do drogi, którą wytyczył Johnson. Niektórzy porównują to do XIX-wiecznego podejścia kolonizatora. Dzisiaj w Anglii, Hiszpanii i Francji taktyka się zaczyna zmieniać ale otwarte stadiony, pełne hale na występach artystycznych, w korelacji z ciężarówkami przewożącymi trumny z Bergamo zrobiły piorunujące wrażenie.
 
Dlaczego panika?
Z pewnością zastanawialiście się dlaczego ten rzekomo „mniej zjadliwy” wirus, z którym nie planują walczyć, wydawałoby się, światłe zachodnie rządy, wywołał taką panikę? To także efekt współczesnego modelu cywilizacyjnego. Oczywiście głównym winowajcom mają być media oraz ich zawrotna prędkość, czyli naddźwiękowy obieg informacji. Nie jest to do końca prawda chociaż z pewnością żyjemy w tech-rewolucyjnych czasach i ma to ogromny wpływ na eskalację strachu. Internet nie został jednak wymyślony wczoraj, jest tylko środkiem. Co innego gdy przekazywana informacja pada na podatny grunt, wtedy dopiero rośnie efekt kuli śniegowej, która tocząc się zbiera kolejne warstwy śniegu rosnąc w gabarytach. Międzynarodowa opinia publiczna jest manipulowana. O tym, że wirus stanie się orężem politycznym pisałem wcześniej. Natomiast tak szeroki efekt to nie tylko wina clickbaitów, to fakt, że rdzenne społeczeństwo Europy się starzeje i wcale do zdrowego nie należy. Europa jest w grupie ryzyka epidemii. Europejczycy widzą, że młodość mają za sobą a nagle dowiedzieli się kogo najbardziej dotknie pandemia. Tym dziwniej wygląda bagatelizowanie tego problemu przez zachodnie rządy, czyli władzę w tych starych społeczeństwach.
 
Depopulacja
Jak miecz Damoklesa wisi nad nami paradygmat depopulacji. Rzeczywistością dzisiejszej Europy jest fatalna kondycja demograficzna. W ostatnim czasie (jeszcze przed epidemią) mogliście przeczytać lub usłyszeć o „przeludnieniu planety” czy „kontroli urodzeń”. Teraz gdy świat śledzi z uwagą tabelki z liczbami ofiar koronawirusa trochę jakby ciszej się zrobiło wśród koryfeuszy takiej chorej ideologii. Wystarczy minimalna wiedza o geografii i socjologii by tak zbrodnicze poglądy szybko obalić ale zawsze na marginesie światowej polityki czaiła się grupa tych wariatów, którzy życie człowieka pojmowali jako zbrodnię na planecie Ziemia. Rzymianie pytali cui bono, czyli w czyim interesie ale widocznie to tylko przypadek, że ideologia depopulacji premiuje Afrykę i Azję kosztem Europy. Ad rem. Ten urojony paradygmat, że planeta jest przeludniona wpisuje się w cały antycywilizacyjny konglomerat, o którym wspominałem. Dzisiaj nikt otwarcie się do niego nie przyzna bo w obliczu ratowania ludzkiego życia upadł jak inne wygłaszane głupstwa antycywilizacji. Wiem, że ta londyńska ruletka ma tylko podłoże ekonomiczne, nie twierdzę, że jest inaczej ale nawet gdy antycywilizacyjni radykałowie zacierają ręce tylko przy okazji, budzi to obrzydzenie. Darwinizm społeczny stał się kośćcem takiego myślenia, prymatu społeczności „najlepszych jednostek”, społeczeństwa kadrowego, eugeniki – lepszych urodzeń. To na tej ideologii bazowały nazizm i komunizm, o zagrożeniu taką ideologią w naszych czasach alarmował święty Jan Paweł II nazywając to „cywilizacją śmierci”. Demograficznie wymierająca Europa, z epidemią i takimi politykami u władzy, którzy świadomie lub nieświadomie osłabiają swoje państwa, to wszystko musiało się skończyć ultra-paniką. Na początku artykułu napisałem, że świat stoi na głowie. Skoro płacimy miliony euro miesięcznie piłkarzom to może czas płacić lepiej epidemiologom? Stańmy na nogi. Polska zamknęła granice i przeszła na izolacjonistyczne tory. Czas zostać ostoją normalności gdy w koło panuje epidemia politycznej głupoty.
 
Michał Bruszewski
 

 

POLECANE
Stanisław Żaryn: Władze przyspieszają proces rozmontowania cyberpolicji? z ostatniej chwili
Stanisław Żaryn: Władze przyspieszają proces rozmontowania cyberpolicji?

„Nominacja dla nowego Szefa CBZC wygląda jak kolejny krok w realizacji szkodliwego dla Polski planu rządu. Władze przyspieszają proces rozmontowania cyberpolicji?” - zastanawia się na X Stanisław Żaryn publikując swoją analizę w tej kwestii.

Twierdzi, że straciła słuch po szczepionce na COVID-19. Jest decyzja sądu z ostatniej chwili
Twierdzi, że straciła słuch po szczepionce na COVID-19. Jest decyzja sądu

Federalny Trybunał Sprawiedliwości w Niemczech wydał ważną decyzję w sprawie kobiety, która twierdzi, że po szczepieniu przeciw COVID-19 straciła słuch w jednym uchu.

Nie żyje Jagoda Gancarek. Zginęła w tragicznym wypadku z ostatniej chwili
Nie żyje Jagoda Gancarek. Zginęła w tragicznym wypadku

W wypadku balonu, do którego doszło w Zielonej Górze, zginęła pilotka Aeroklubu Ziemi Lubuskiej Jagoda Gancarek. W 2025 roku zdobyła ona tytuł mistrzyni Polski na XI Balonowych Mistrzostwach Kobiet w Nałęczowie.

Komunikat dla mieszkańców Warszawy z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców Warszawy

Warszawski Transport Publiczny rusza z nowym konkursem pod hasłem "Jeździsz z nami! My jedziemy z nagrodami!". Pierwsza odsłona akcji wystartuje w sobotę, 21 marca 2026 roku. Tym razem pasażerowie będą mogli wygrać bilet 30-dniowy WTP.

Ekonomiści: „Skala spadku liczby kontraktów w niemieckim przemyśle szokuje” z ostatniej chwili
Ekonomiści: „Skala spadku liczby kontraktów w niemieckim przemyśle szokuje”

„Oczekiwano słabego początku roku dla niemieckiego przemysłu. Jednak obecnie spadek zamówień jest jeszcze bardziej drastyczny, niż oczekiwano, a liczba nowych przedsiębiorstw spada na najwyższym poziomie od dwóch lat” – alarmuje niemiecki „Die Welt”.

Wojna na Bliskim Wschodzie. Katastrofa wojskowego śmigłowca z ostatniej chwili
Wojna na Bliskim Wschodzie. Katastrofa wojskowego śmigłowca

W Zjednoczonych Emiratach Arabskich doszło do katastrofy wojskowego śmigłowca. Informację potwierdził resort obrony ZEA.

Posłowie PiS reagują na działania Czarzastego. Wniosek do TK o zablokowanie wyboru sędziów pilne
Posłowie PiS reagują na działania Czarzastego. Wniosek do TK o zablokowanie wyboru sędziów

Prawo i Sprawiedliwość zwróciło się do Trybunału Konstytucyjnego o zabezpieczenie polegające na wstrzymaniu wyboru sędziów TK przez Sejm. Zdaniem posłów tej partii najpierw powinny zostać rozpatrzone zaskarżone przepisy dotyczące procedury wyboru sędziów.

Makabryczne odkrycie w Rybniku. Nieoficjalnie: To ciało byłego prokuratora i jego syna z ostatniej chwili
Makabryczne odkrycie w Rybniku. Nieoficjalnie: To ciało byłego prokuratora i jego syna

Zwłoki dwóch mężczyzn znaleziono w miniony weekend w jednym z domów w Rybniku. Jak wynika z nieoficjalnych informacji, to skazany przez laty za wyłudzenia były prokurator apelacyjny z Katowic Jerzy H. i jego syn.

Tusk stawi się jutro u prezydenta ws. SAFE 0 proc. „Nie ma miejsca na podejrzane manewry” pilne
Tusk stawi się jutro u prezydenta ws. SAFE 0 proc. „Nie ma miejsca na podejrzane manewry”

Donald Tusk zapowiedział udział w spotkaniu w Pałacu Prezydenckim dotyczącym zapowiadanego projektu „Polski SAFE 0 proc.”. Szef rządu jednocześnie ponownie naciskał na podpisanie ustawy dotyczącej europejskiej pożyczki SAFE i krytykował działania prezydenta oraz prezesa NBP.

Czarzasty zapowiada decyzję wobec Ziobry. „To już jest koniec” z ostatniej chwili
Czarzasty zapowiada decyzję wobec Ziobry. „To już jest koniec”

Włodzimierz Czarzasty zapowiedział złożenie wniosku o odebranie Zbigniewowi Ziobrze diety parlamentarnej oraz obniżenie jego uposażenia poselskiego o 90 proc. Według zapowiedzi polityka Lewicy były minister sprawiedliwości miałby otrzymywać jedynie 1350 zł miesięcznie.

REKLAMA

[Tylko u nas] Michał Bruszewski: Polacy a reszta świata. Walka z koronawirusem trwa

Pandemia koronawirusa unaoczniła większość błędów systemowych, które wpychano kolanem współczesnemu społeczeństwu jako światłe reguły. Świat stoi na głowie już dłuższy czas ale dopiero teraz ta głowa, w obliczu choroby, zaczęła poważnie boleć. Pojawiły się kłopoty i zamilkli szambelani euro-dworu, którzy na co dzień pouczali Polaków niczym kolonizator poddanych, sypiąc mu porady i nakazy jak z rękawa. Wyszedł też, cały na biało, mityczny „europejski kapitalizm”. Używam cudzysłów bo cóż to za „wolny kapitalizm” co siedzi w kieszeni Komunistycznej Partii Chin a chyba jedyne na zachodzie Europy co sami produkujemy masowo to meczety. Na naszych oczach następuje bankructwo modelu cywilizacyjnego, czy trafniej - antycywilizacyjnego, który przyjęto kilka pokoleń wstecz. Czy ktoś jeszcze nuci w Europie piosenkę Ich Troje „Keine grenzen”?
/ Wikipedia domena publiczna
Polacy zdają egzamin w chwili próby i z pewnością podchodzimy w dojrzalszy sposób do epidemii niż inne europejskie nacje. Mam nadzieję, że ten stan się nie zmieni a najbliższe tygodnie uda się solidarnie utrzymać dyscyplinę w walce wirusem. Wszelako przecieram oczy ze zdumienia patrząc jak się zachowują nasi unio-koledzy. Dobitnie widać jak na epidemię nałożyły się uśpione, zwłaszcza w świecie zachodnim, słabości. Dla wielu może to być kontrowersyjne stwierdzenie ale trochę racji mają Ci, którzy twierdzą, że gdyby nie było pandemii koronawirusa ktoś by ją wymyślił. Bynajmniej, nie bagatelizuję zagrożenia epidemicznego, sam już w styczniu pisałem przekrojowy artykuł na temat epidemii w Wuhan. Odnoszę się do oczywistego faktu, że koronawirus obnażył słabość modelu cywilizacyjnego, który sprzedawano jako remedium na wszystko. W tym znaczeniu jest ów koronawirus katalizatorem, jedną z kostek domina, które przewracają inne układane skrupulatnie przez lata elementy. Gdyby dzisiaj koronawirus nie rozlał się na świat, być może międzynarodowa opinia publiczna nieświadomie łapałaby bezpieczny oddech. Niestety, tylko do uśpionego wyczekującego za rogiem kryzysu. Jeśli współczesny model cywilizacyjny, zarówno gospodarczy, geopolityczny ale także obyczajowy, jest wadliwy już w fundamentach, wystarczy podmuch wiatru i sypie się znana nam konstrukcja. Jakże głupio wyglądają dzisiaj Ci, którzy ex cathedra nazywali przez ostatnie lata państwo narodowe przeżytkiem a przymiotnik „silne” przed słowem „państwo” uznawali za faszyzm. Zwłaszcza teraz brakuje nam nieodżałowanej pamięci sir Rogera Scrutona, który łamał utartą definicję konserwatyzmu broniąc silnego państwa narodowego jako emanację dojrzałej społeczności. Od lat pojawiają się głosy wieszczące kłopoty – „panie, jak to tąpnie (by nie użyć mocniejszego sformułowania)”, „zobaczysz pan” pojawi się „bliżej nieokreślony kryzys” i „czeka nas recesja”. Kto z nas tego nie słyszał? Oczywiście w czasach kryzysów ludzie poszukują jednej odpowiedzi na wszystkie pytania, ale ja nie mam zamiaru takiej odpowiedzi suflować. Są jednak linie pęknięcia, który widzimy wszyscy. Czy winny jest jeden „system”, jeden „kod”, który możemy wskazać palcem? To raczej szerszy ideowo-biznesowy konglomerat. Ciężko go nawet ująć w jeden szyld. Rozstrzał jest spory. Nosi wiele imion i różnie go nazywacie – „globalizm”, „ład światowy”, „globalna wioska”, „eurosocjalizm”, „nihilizm”, „cywilizacja śmierci”, „antycywilizacja” etc. Być może nowe pokolenie politologów dokona fuzji tych różnych ideologii – często w nazwie siebie wykluczających  - i wymyśli nowy termin odpowiadający rzeczywistości. Ich poprzednicy przedstawiali nam w końcu „neoliberalizm” i „neokomunizm” jako dwa odległe od siebie krańce politycznej linii i może dzisiaj przyznają się jak wielki kiedyś popełnili błąd. Nie o nazwy tutaj jednak chodzi. Myślę, że wspólnym mianownikiem jest samozniszczenie. Do tego opakowane w pstrokate kolorowe pudełko i memy, więc, co kuriozalne, nie rozczula a bawi. Jest śmieszno-straszne jak Joker w Gotham. Drodzy państwo nie oczekujmy, że świat uratuje człowiek-nietoperz bo w dobie zupek z wuhańskiego bazaru brzmi to karkołomnie, prawda?
 
Osamotnieni
Możemy pomóc sobie sami. Widać to zwłaszcza teraz gdy europejska solidarność zniknęła jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Każdy ratuje siebie. Epidemia epidemią a my widzimy na świecie zbiór poważnych systemowych błędów, absurdów, bankructwo współczesnego modelu gospodarczego tylko udającego system wolnościowy a w istocie go parodiujący, procesy gnilne ze szczyptą wyrachowania i zwykłego cynizmu oraz dozą geopolitycznych rozgrywek. Eufemizmem byłoby stwierdzenie, że w stosunkach międzynarodowych jedne państwa grają na osłabienie innych albo, że robią to od zawsze. To oczywiste, w każdej grze ktoś chce wygrać. Paradoksalnie nawet wirus nie był i nie będzie od tego wolny. Stanie się, lub już stał się, przedmiotem wielkiej geopolitycznej gry. Natomiast to psychiatria a nie politologia powinna się zajmować analizą dlaczego zachodnie społeczeństwa z takim zamiłowaniem wiążą sobie pętlę na szyi a potem nazywają to sposobem na życie. Część Europejczyków na moment ogłoszenia tego światu, o zgrozo, wybrała właśnie czas epidemii. To szaleństwo ignorowania wirusa przeszły najgłośniej Rzym, Madryt, Londyn i Paryż. Rzeczywistym problemem jest to, że nie ma szczepionki przeciw COVID-19 ale szkoda, że takowa nie istnieje by zniwelować także polityczną głupotę. City, gdy piszę te słowa, trzyma się jako ostatni wyznawca hołdujący hedonistycznej zasadzie „hulaj dusza piekła nie ma”. Po tym jak zareagowały poszczególne narody na kryzys epidemiologiczny, jakie głosy i dyskusje ten kryzys wyzwolił widzę gdzie osunęła się ziemia przykrywająca rozwalone fundamenty. I widzę to tak.
 
Pułapka Statystyki
Naczelnym argumentem bagatelizującym zagrożenie koronowirusem oraz epidemię-pandemię ma być statystyka. Już Józef Stalin mawiał, że jeden zabity to tragedia a milion martwych to właśnie statystyka. Chyba współczesny świat hołduje takiej maksymie. Jest statystyka tym współczesnym bożkiem, który ma udowadniać, że koronawirus nie jest zagrożeniem większym niż „zwyczajna grypa” lub „inne choroby” bo zabija mniej osób. Kłóci się to rzecz jasna ze społecznym odbiorem pandemii ale przeanalizujmy taki głos. Z wyliczeń, które są wykorzystywane w publicystyce podaje się, iż choroba COVID-19 kończy się śmiercią ok. 3,9 proc. chorych (wcześniej podawano 2 proc.). Zwłaszcza dotyka osoby starsze lub osłabione immunologiczne, czyli z niską odpornością z powodu innych schorzeń. Powyższa statystyka królowała do momentu kiedy jednej doby we Włoszech z powodu koronawirusa zmarło 200 osób. W Italii statystyka śmierci dotyka na ten moment 7 proc. chorujących. Każda ofiara to tragedia i łączę się w bólu z rodzinami zmarłych ale uznajmy, na moment, iż ta statystyka faktycznie jest relatywnie niska i nawet załóżmy, że sumarycznie padnie rekordowo niski wynik a naczelni statystycy pokiwają głowami, że mieli rację. Piszę o tym toku rozumowania ponieważ wpadliśmy w pułapkę liczb odczłowieczających świat. Przecież na świecie, na placach budowy ginie codziennie więcej osób niż na wojnie w Syrii, a na drogach więcej niż na placach budowy. Czy z tego powodu mamy odwracać wzrok od problemów potrzebujących? W jaki sposób takie porównanie świadczy o nas? Możni tego świata nic innego nie robią tylko gadają o wojnach, potrzebujących, chorych i głodnych ale brzydzą się nawet na nich patrzeć. Jak to mają nam zostać zamknięte kluby nocne?! – słychać z ich strony oburzone głosy. A koronawirus jest internacjonalistą, nie wybiera klasowo, atakuje też pięknych i bogatych. Statystyka przychodzi na ratunek tym, którzy nie chcą się mierzyć z problemami nie tylko całego świata ale także własnej społeczności. Cóż to za antycywilizacyjny model świata, w którym coś zależy od statystyki śmierci a definicja problemu zależy od liczby zwłok. Gdzie popełniliśmy błąd? Gradacja zagadnień zaczęła zależeć od liczb, nie jest więc problemem rzadka choroba, która uśmierca mniej osób bo są takie, które uśmiercają więcej. To absolutne zaprzeczenie cywilizacji odwołującej się do chrześcijaństwa, do naturalnego odruchu by pomagać potrzebującemu, uporządkowanej miłości do bliźniego – ordo caritatis. Zastąpił to darwinizm społeczny. Zamiast uporządkowanej pomocy jest „uporządkowana” eliminacja. Pamiętajmy, że to Pułapka Statystyki była koronnym argumentem dla zachodnioeuropejskich władz by zakażeniową pandorę koronawirusa zignorować „skoro jest mniej zjadliwa niż grypa”. A tym, którzy twierdzą, że hołdowanie ordo caritatis skończyłoby się paraliżem świata, bo przecież każdą chorobę należałoby izolować podpowiadam – gdyby Chińczycy, a potem Włosi, nie zbagatelizowali problemów pierwszego zakażonego, nie byłoby żadnej pandemii. Wystarczyło w Wuhan, najpóźniej w grudniu 2019 roku ostrzec ludzi.
 
Matematycy
Z czego biorą się epidemie? To efekt tego, że pierwszemu zakażonemu i jego rodzinie nikt należycie nie pomógł. Albo nikt nie słuchał tego, który chciał pomagać. Nie trzeba być Matką Teresą z Kalkuty by wiedzieć, że chytry dwa razy traci. Nawet jeśli ktoś uważa, że polityczny makiawelizm nakazuje się wyzbyć uczuć i chrześcijańskich wartości (ja tak nie uważam) i używa tego argumentu w czasie epidemii ten myli to z polityczną głupotą ludzi, których nawet nie nauczono myśleć inaczej niż krótkoterminowo. Nie jest polityczną zręcznością udawanie, że nie ma problemu ale jego umiejętne rozwiązywanie. Wątpię też czy matematyka jest mocną stroną hunwejbinów statystyk ponieważ faktu, że na „zwykłą” grypę zmarło więcej osób nie odejmiemy od liczby ofiar koronawirusa. Liczba chorych się sumuje a finalna „suma” potrzebujących pomocy medycznej zawaliła właśnie system zdrowia we Włoszech. O ile dla kogoś motywacją są jedynie liczby to jest zatem koronny argument by dzisiaj desperacko ratować zakażonych. Ale to nie pierwsza Pułapka Statystyki jaką oglądam. Generalnie była ona najlepiej widoczna na przykładzie dyskusji o przyjmowaniu do Polski islamskich imigrantów vel uchodźców w 2015 roku. Przecież przyjęcie kilku tysięcy ludzi – jak bronili się wówczas decydenci – na 37 mln Polaków to kropla w morzu. I faktycznie jeśli bożkiem jest statystyka mają oni absolutną rację. Problemem nie były jednak liczby a kwestie cywilizacyjne (podobnie obecnie) bo dla tych ludzi należałoby zbudować meczety, dostarczać żywność halal, ściągnąć ich rodziny, zaryzykować że część z nich się zradykalizuje lub w tej grupie ukrył się terrorysta ISIS a także, że przełamiemy tabu i puścimy w świat komunikat o otwartych granicach. O braku odbudowy państw z których uciekli nie wspomnę. Błąd Pułapki Statystyki popełniono na zachodzie Europy licząc, że muzułmańska diaspora jest za mało liczna aby zostać realną siłą. Jak bardzo się mylono widzimy dzisiaj. Błąd Pułapki Statystyki jest popełniany ponownie gdy hedonizm utożsamia się z rozwojem.
 
Darwinizm społeczny
Maraton, feministyczna manifa, koncerty dla tysięcy osób. Kilka tygodni temu usłyszeliśmy wyartykułowaną strategię Londynu na „walkę” z koronawirusem i choć każdy dzień przynosi zmiany - Londyn zgodził się w końcu pod naporem krytyki zamknąć szkoły – to brytyjską doktrynę można uogólnić w poniższy sposób. Cele „operacji” są jasne i tym celem jest nomen omen stadne uodparnianie społeczeństwa czyli koncerty i imprezy sportowe są nadal dostępne, a komunikacja w pełni. Społeczeństwo częściowo „przechoruje” wirusa a my na koniec będziemy pomagali ujawnionym przypadkom (część może przejść chorobę bezobjawowo). Oczywiście naukowcy prostują, że ten pomysł jest irracjonalny ale wróćmy do osławionej metody. Finalnie najsłabszym, którym pomóc się już nie da, ktoś będzie musiał powiedzieć bye-bye. Padło nawet mocno niefortunne sformułowanie dotyczące „odejścia bliskich”, czyli faktu, iż część brytyjskich rodzin będzie po prostu musiała się pogodzić z sytuacją, w której ich dziadkowie szybciej zejdą z łez padołu. Złote myśli premiera Borisa Johnsona oraz jego doradców były pożywką dla różnej maści teorii spiskowych, iż koronawirus ma być łatwym sposobem na odkorkowanie systemu emerytalnego i pozbycie się „nadbagażu” w postaci rzekomo bezproduktywnych staruszków. Ziarno szybko zakiełkowało bo w świecie eutanazji i braku międzypokoleniowego solidaryzmu ciężko o zatrzymanie takich teorii. Zwolennikiem „przechorowania” wirusa przez społeczeństwo jest Patrick Vallance, doradca ds. nauki brytyjskiego rządu. Sam termin stadnego uodparniania wyzwolił wśród ludzi zdolności matematyczne i summarum miało się okazać, że selekcja naturalna może objąć od 1 do 2 mln osób (przy przejściu choroby przez 60 proc. populacji Albionu). Tak, padały takie szacunki co do potencjalnych zmarłych. Redaktor naczelny prestiżowego medycznego periodyku „Lancet” nazwał to graniem w ruletkę z własnym społeczeństwem. Rząd Jej Królewskiej Mości ryzykuje życiem Brytyjczyków by wygrać gospodarczo ale finalnie może być jak z tym powiedzeniem Churchilla o Chamberlainie, po układzie monachijskim w 1938 roku, który wybrał hańbę, żeby nie mieć wojny ale konflikt i tak wybuchł. W zapewnienia rządu, że strategia się sprawdzi nie uwierzyła nawet brytyjska Królowa Elżbieta II, która uciekła z Pałacu Buckingham do posiadłości w Windsorze. Królowa ma 93 lata, więc jest w grupie ryzyka i nie czas dla niej na eksperymenty medyczne. Młodzież może przejść COVID-19 bezobjawowo ale z koncertów, manif i maratonów wrócą do rodzinnego domu, gdzie żyją ich starsi członkowie rodziny. Zwłaszcza dzisiaj widać jak pękła nić między pokoleniami, między starcami a młodymi, która była fundamentem cywilizacji Christianitas. Nonszalancja i głupota może skończyć się śmiercią wiekowych osób chociaż wiemy już dzisiaj, że choroba COVID-19 dotyka nie tylko starszych. Pomysły Londynu oprotestowała grupa 240 naukowców, którzy napisali list do premiera Johnsona by nie lekceważył problemu. Nawet Brytyjskie Towarzystwo Immunologii otwarcie przedstawiło swoje wątpliwości co do drogi, którą wytyczył Johnson. Niektórzy porównują to do XIX-wiecznego podejścia kolonizatora. Dzisiaj w Anglii, Hiszpanii i Francji taktyka się zaczyna zmieniać ale otwarte stadiony, pełne hale na występach artystycznych, w korelacji z ciężarówkami przewożącymi trumny z Bergamo zrobiły piorunujące wrażenie.
 
Dlaczego panika?
Z pewnością zastanawialiście się dlaczego ten rzekomo „mniej zjadliwy” wirus, z którym nie planują walczyć, wydawałoby się, światłe zachodnie rządy, wywołał taką panikę? To także efekt współczesnego modelu cywilizacyjnego. Oczywiście głównym winowajcom mają być media oraz ich zawrotna prędkość, czyli naddźwiękowy obieg informacji. Nie jest to do końca prawda chociaż z pewnością żyjemy w tech-rewolucyjnych czasach i ma to ogromny wpływ na eskalację strachu. Internet nie został jednak wymyślony wczoraj, jest tylko środkiem. Co innego gdy przekazywana informacja pada na podatny grunt, wtedy dopiero rośnie efekt kuli śniegowej, która tocząc się zbiera kolejne warstwy śniegu rosnąc w gabarytach. Międzynarodowa opinia publiczna jest manipulowana. O tym, że wirus stanie się orężem politycznym pisałem wcześniej. Natomiast tak szeroki efekt to nie tylko wina clickbaitów, to fakt, że rdzenne społeczeństwo Europy się starzeje i wcale do zdrowego nie należy. Europa jest w grupie ryzyka epidemii. Europejczycy widzą, że młodość mają za sobą a nagle dowiedzieli się kogo najbardziej dotknie pandemia. Tym dziwniej wygląda bagatelizowanie tego problemu przez zachodnie rządy, czyli władzę w tych starych społeczeństwach.
 
Depopulacja
Jak miecz Damoklesa wisi nad nami paradygmat depopulacji. Rzeczywistością dzisiejszej Europy jest fatalna kondycja demograficzna. W ostatnim czasie (jeszcze przed epidemią) mogliście przeczytać lub usłyszeć o „przeludnieniu planety” czy „kontroli urodzeń”. Teraz gdy świat śledzi z uwagą tabelki z liczbami ofiar koronawirusa trochę jakby ciszej się zrobiło wśród koryfeuszy takiej chorej ideologii. Wystarczy minimalna wiedza o geografii i socjologii by tak zbrodnicze poglądy szybko obalić ale zawsze na marginesie światowej polityki czaiła się grupa tych wariatów, którzy życie człowieka pojmowali jako zbrodnię na planecie Ziemia. Rzymianie pytali cui bono, czyli w czyim interesie ale widocznie to tylko przypadek, że ideologia depopulacji premiuje Afrykę i Azję kosztem Europy. Ad rem. Ten urojony paradygmat, że planeta jest przeludniona wpisuje się w cały antycywilizacyjny konglomerat, o którym wspominałem. Dzisiaj nikt otwarcie się do niego nie przyzna bo w obliczu ratowania ludzkiego życia upadł jak inne wygłaszane głupstwa antycywilizacji. Wiem, że ta londyńska ruletka ma tylko podłoże ekonomiczne, nie twierdzę, że jest inaczej ale nawet gdy antycywilizacyjni radykałowie zacierają ręce tylko przy okazji, budzi to obrzydzenie. Darwinizm społeczny stał się kośćcem takiego myślenia, prymatu społeczności „najlepszych jednostek”, społeczeństwa kadrowego, eugeniki – lepszych urodzeń. To na tej ideologii bazowały nazizm i komunizm, o zagrożeniu taką ideologią w naszych czasach alarmował święty Jan Paweł II nazywając to „cywilizacją śmierci”. Demograficznie wymierająca Europa, z epidemią i takimi politykami u władzy, którzy świadomie lub nieświadomie osłabiają swoje państwa, to wszystko musiało się skończyć ultra-paniką. Na początku artykułu napisałem, że świat stoi na głowie. Skoro płacimy miliony euro miesięcznie piłkarzom to może czas płacić lepiej epidemiologom? Stańmy na nogi. Polska zamknęła granice i przeszła na izolacjonistyczne tory. Czas zostać ostoją normalności gdy w koło panuje epidemia politycznej głupoty.
 
Michał Bruszewski
 


 

Polecane