Edmund Niziurski również dla dorosłych

Choć od jego śmierci minęła dekada, a setna rocznica urodzin przeszła niemal bez echa, Edmund Niziurski wciąż pozostaje pisarzem, który potrafi opowiedzieć o dorastaniu, buncie i absurdzie świata tak, jakby robił to dziś: z humorem, ironią i czułością wobec swoich bohaterów.
Twarz starszego mężczyzny
Twarz starszego mężczyzny / Fot. Wikipedia

Co musisz wiedzieć:

  • Edmund Niziurski, autor kultowego Sposobu na Alcybiadesa tworzył literaturę młodzieżową, która łączyła humor z głęboką refleksją nad rzeczywistością PRL.
  • Choć jego twórczość osadzona była w realiach minionej epoki, dla wielu pozostaje zaskakująco aktualna.
  • Niziurski pisał zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych, a jego proza do dziś kształtuje wyobraźnię kolejnych pokoleń czytelników.

 

Niziurski: poza swoim czasem

Setna rocznica urodzin Edmunda Niziurskiego, przypadająca w lipcu, przeszła – mam wrażenie – trochę niezauważona. W październiku, gdy wypada rocznica śmierci pisarza, Dom Spotkań z Historią zorganizował „Dzień z Niziurskim”, w ramach którego odbyła się debata o tym, jak kolejne pokolenia odbierają twórczość tego autora. Dla jednych bardzo ważny, dla innych nieznany lub zapomniany w chwili wejścia w dorosłe życie pisarz z wielu powodów zasługuje na przypomnienie. Kwestia, czy jego twórczość swój czas ma już absolutnie za sobą, wbrew pozorom pozostaje otwarta.

W PRL dla młodzieży pisało się dużo. Czasem poważniej, czasem z humorem, czasem bardzo po linii, czasem niekoniecznie. Jedni autorzy pisali bardziej dla chłopców, inni raczej dla dziewcząt, a przygody działy się w scenerii poranionych nieodległą, zwłaszcza w pierwszych dekadach, wojną miast albo w bardziej egzotycznych i odległych sceneriach. Nawet po latach poszczególni autorzy mają swoje stronnictwa, z biegiem lat słabnące, lecz wciąż istniejące społeczności fanów, inspirują młodszych twórców i na podstawie ich dzieł powstają – z reguły nieudane niestety – ekranizacje. Czasem wręcz, jak w przypadku Zbigniewa Nienackiego, dorabiają się kontynuacji, nowych książek przedłużających świat stworzonych przed laty bohaterów w nieskończoność. Edmund Niziurski jest częścią tego świata, który pozornie już odszedł, ale ukształtował sposób myślenia swoich czytelników, z których wielu czyta lub czytało/polecało jego książki swoim dzieciom. I tak Niziurski zapisuje się w świadomości trzeciego już pokolenia czytelników.

 

Świeczkę i ogarek

Niziurski urodził się w 1925 roku w Kielcach i to Kielce są do dziś największym depozytariuszem pamięci o pisarzu. To uczucie odwzajemnione – choć jeszcze w latach 50. zamieszkał w Warszawie, większość istniejących tylko na kartach jego powieści miejscowości inspirowana jest miasteczkami z Kielecczyzny lub samą stolicą regionu.

Niziurski debiutował jeszcze w czasie wojny, publikując wiersz w biuletynie wydawanym przez AK. Rzeczywistość powojenna pchnęła go jednak w orbitę władzy ludowej. Pracował między innymi jako sekretarz redakcji tygodnika „Wieś”, równocześnie zaczynając tworzyć opowiadania i książki. Niektóre z nich dość mocno wpisywały się w nurt socrealizmu i zapotrzebowanie komunistycznej propagandy, nie wszystkie z nich bronią się po latach tak dobrze, jak kultowa „Księga urwisów”.

 

Lata siedemdziesiąte

Wątek walki z bandami pojawia się na przykład w biografii ojca głównego bohatera „Salonu wytrzeźwień”, jednej z powieści dla dorosłych, dziś słabo pamiętanej, choć udanej. Od tego wpływu, w co czasem trudno uwierzyć, pamiętając klimat szkolnej, intelektualno-anarchicznej farsy wielu powieści młodzieżowych Niziurskiego, nie mógł się on uwolnić dość długo.

W czasach Gierka zapisał się nawet do PZPR, by wystąpić z niej wraz z tysiącami innych Polaków w czasie stanu wojennego. Po drodze przytrafiła mu się chyba najbardziej absurdalna, ale niestety w sposób niezamierzony, powieść „A potem niech biją dzwony”, pierwotnie opublikowana jako słuchowisko, nagrodzone w konkursie Polskiego Radia. Z kolei inna książka z tego okresu, nagrodzona Nagrodą Literacką CRZZ i chwalona przez „Trybunę Ludu” jako wpisująca się w tradycje literatury społecznikowskiej „Eminencje i bałłabancje” jest pozycją udaną i dotykającą ponadczasowej, jak się okazało po latach, kwestii inwestycji oddawanych na pokaz, by przypodobać się władzom i opinii publicznej. To książka mająca w sobie coś z łobuzerskiej prozy dla nastolatków. Autor zresztą mruga w niej okiem do swoich dorosłych już, ale wiernych czytelników, czyniąc kochanką głównego bohatera, inżyniera Bałłabana, niejaką Gigę, ewidentnie starszą wersję swej imienniczki, w której podkochiwał się Cymeon Maksymalny w jednej z młodzieżowych opowieści.

Dla dorosłych Niziurski pisał kryminały mające w sobie coś z klasycznego ducha prozy Agaty Christie, lecz zdarzył mu się też przygnębiający „Salon wytrzeźwień”, którego bohater przegrywał walkę o swoją przyszłość z uzależnieniem od alkoholu.

 

Odbicie przeszłości

Skoro jednak o Edmundzie Niziurskim pamiętamy głównie jako o autorze powieści i opowiadań dla młodzieży, warto zastanowić się, czemu to w tej roli zapisał się w pamięci. Jego czytelnicy dzielą się na kilka grup. Najmniej zaangażowani to oczywiście ci, którzy poznali jedynie „Sposób na Alcybiadesa”, od lat będący lekturą szkolną, i nie sięgnęli po inne tytuły. Grupa druga to osoby, które w dzieciństwie przeczytały trochę więcej, jednak w dorosłym życiu już do tamtych lektur nie wróciły. Wreszcie grupa ostatnia, do której – jak nietrudno się domyślić – należę, to osoby, które nigdy z Niziurskiego nie wyrosły, a wręcz przeciwnie – po latach doceniły i odkryły w jego książkach nowe kwestie, których wcześniej zobaczyć jako nastolatkowie nie mogły.

Cech dla naszego bohatera charakterystycznych jest całkiem sporo. Jego bohaterowie nie potrzebowali do przeżywania wielkich przygód żadnej egzotyki: spiski i tajemnice, intrygi i rywalizacja rozgrywały się w murach pozornie zwyczajnych szkół, w prowincjonalnych miasteczkach, gdzie rozwój przemysłu zderzał ludność miejscową i napływową, czasem w Warszawie lub na polskiej prowincji. Choć z partią Niziurski żył, jak wspomniałem, dobrze, to jednak pozwalał sobie na dużo. Pojawiały się więc w jego książkach problemy społeczne, a szkoły zaludnione były uczniami, a zwłaszcza nauczycielami wzorowanymi nie tylko na współczesnej obserwacji, lecz często na przedwojennych wspomnieniach autora. Dzieciak, czytając to po raz pierwszy w latach 70. czy – jak ja – 80., często nie myślał nawet o tym, że ta szkoła w starszych książkach tak naprawdę często jest szkołą nie sprzed 10 czy 20, a raczej sprzed 50 lat. Przynajmniej w niektórych aspektach.

 

Szkoła

Obraz szkoły zresztą zmienia się wraz z pisarstwem Niziurskiego, staje się ona z czasem coraz bardziej opresyjna i nieprzyjazna. Choć wciąż może być areną niesamowitych przygód, a nawet… przemyconej w formie farsy narkotycznej orgii godnej przełomu lat 60. i 70. Wszystko zaczyna się jednak od „Księgi urwisów”, której nie należy sprowadzać do wyłącznie propagandowego wymiaru. Owszem, dzieciaki zasłuchane w propagandę dorosłych szukają dywersanta, a dorośli obradują nad kolektywizacją, jednak znajdziemy tu głębszy, bardziej ponadczasowy wymiar. Jak w tragicznej i początkowo niezrozumiałej postaci woźnego Kropy, którego historię chłopcom dopiero dane będzie odkryć.

Książka sprzedaje się niemal na pniu, dostaje znakomite recenzje, a Niziurski pisze dalej. Najpierw ukazują się dość poważne opowiadania, z których warto zwrócić uwagę na „Sprawę Klarneta”. Mamy internat i rówieśniczą przemoc, ubraną w formę niby niewinnej szkolnej fali, która jednak na chwilę wymyka się spod kontroli, gdy pojawia się nowy. Chłopaki palą – i nikt tego specjalnie nie potępia, czasem bawią się aż za dobrze i to też jest normalne. W niektórych wypowiedziach pojawia się już zapowiedź późniejszego stylu, specyficznej rytmiki, którą znawcy tłumaczą dużą rolą muzyki w życiu rodziny Niziurskich. Kolejne książki są już weselsze, pełne tzw. nazwisk znaczących (branych ponoć prosto z… cmentarza), szalonych intryg i przygód, za którymi kryją się często przyziemne i banalne cele – jak płynne przejście przez proces edukacji za pomocą sztuczek, które dziś zapewne porównać można by do rozmaitych życiowych porad z sieci czy tricków dla graczy. To sprawia, że nawet nauka staje się przygodą – i tak Niziurski wchodzi w rolę wychowawcy, który jednak staje często po stronie wchodzących w dorosłość w kontrze do tych, których dorosłość już zmęczyła, zobojętniła lub nauczyła mało chwalebnych postaw.

 

Niesamowite przygody

Kolejne jego publikacje to: „Siódme wtajemniczenie” (tu dygresja: w latach 90. we Frondzie nr 23/24 ukazał się tekst Marcina Hajdecerkiewicza „Edmund Niziurski – fundator myśli politycznej III RP”, według którego cały polityczny konflikt w III RP jest powtórzeniem „Wielkiej kołomyi elementarnej” z tej powieści; tekst dostępny jest na stronie wydawnictwa), „Niesamowite przygody Marka Piegusa” czy „Klub włóczykijów”. Nie chcąc zmieniać tekstu w wyliczankę, na tym poprzestanę, choć niemal każdy tytuł wydany do drugiej połowy lat 90. zasługuje tu na swoje omówienie.

Im głębiej w PRL, tym więcej szaleństwa i tym trudniej odnaleźć się w szkole, a w latach 80. dochodzą do tego jeszcze elementy fantastyki. Te ostatnie budzą jednak kontrowersje i nie cieszą wszystkich fanów. Niziurski pisał również później i choć zaczynał już trochę rozmijać się ze swoimi czasami, potrafił zawrzeć w książkach bardzo surową diagnozę społeczną kolejnej epoki, tym razem czasów transformacji, jak to stało się w późnej kontynuacji przygód Marka Piegusa.

Siła Niziurskiego tkwiła bowiem właśnie w dość zwyczajnych, choć magicznych przecież sceneriach wydarzeń. A także w opisach postaci, ich charakterów, przywar i motywacji, zawsze z sympatią i wyrozumiałością. To książki o wiele bardziej ponadczasowe, niż się wydaje, możliwe więc, że zostaną jeszcze nieraz przez kogoś odkryte.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Ścigany w całej UE Gruzin zatrzymany w Polsce. Obława z udziałem kontrterrorystów pilne
Ścigany w całej UE Gruzin zatrzymany w Polsce. Obława z udziałem kontrterrorystów

Akcja o podwyższonym ryzyku, udział kontrterrorystów i obywatel Gruzji poszukiwany na terenie Unii Europejskiej - to kulisy policyjnych działań przeprowadzonych w Wieluniu. Stołeczni funkcjonariusze zatrzymali czterech cudzoziemców, którzy ukrywali się przed wymiarem sprawiedliwości.

Kilkanaście stopni, a potem zima. Co nas czeka w weekend? Wiadomości
Kilkanaście stopni, a potem zima. Co nas czeka w weekend?

Najpierw odwilż i wiosenne temperatury, a chwilę później nagły powrót zimy. Prognozy IMGW pokazują wyraźnie: ciepły epizod nie potrwa długo, a przed końcem tygodnia czeka nas mocne ochłodzenie i opady śniegu.

Niemiecka rafineria bije na alarm. Sankcje na Rosnieft zagrażają dostawom paliwa pilne
Niemiecka rafineria bije na alarm. Sankcje na Rosnieft zagrażają dostawom paliwa

90 procent paliwa dla Berlina pochodzi z jednego zakładu. Teraz jego kierownictwo ostrzega: amerykańskie sankcje mogą sparaliżować dostawy i uderzyć w cały region.

Wagnerowcy w Bułgarii? Alarm ws. bazy pod Sofią Wiadomości
Wagnerowcy w Bułgarii? Alarm ws. bazy pod Sofią

Uzbrojeni ludzie w rosyjskich mundurach, flaga Federacji Rosyjskiej i silnie strzeżony obiekt w górach nieopodal Sofii. Bułgarskie stowarzyszenie obywatelskie alarmuje: na terytorium państwa NATO może działać baza objętej sankcjami Grupy Wagnera.

Imperium kontratakuje. Nowa afrykańska polityka Trumpa zagraża wpływom Rosji tylko u nas
Imperium kontratakuje. Nowa afrykańska polityka Trumpa zagraża wpływom Rosji

Stany Zjednoczone wracają do gry w Afryce i robią to na twardych zasadach. Administracja Donalda Trumpa stawia na bezpieczeństwo i dostęp do surowców, porzucając dotychczasową politykę wartości. To ruch, który może osłabić rosyjskie wpływy w Sahelu i zmienić układ sił na całym kontynencie.

Miażdżąca krytyka na wysłuchaniu publicznym ws. tzw. ustawy praworządnościowej w Sejmie pilne
Miażdżąca krytyka na wysłuchaniu publicznym ws. tzw. ustawy praworządnościowej w Sejmie

Wtorkowe wysłuchanie publiczne projektu ustawy praworządnościowej pokazało prawdziwe oblicze rządowych eksperymentów z sądownictwem. Zamiast reformy – chaos, zamiast ochrony obywatela – polityczne kalkulacje. Projekt Żurka spotkał się z ostrą krytyką zarówno ze strony ekspertów, jak i środowiska prawniczego.

Dziś setne urodziny Gdyni. IPN otworzył wystawę pt. „Gdynia wczoraj i dziś. Kadry z historii miasta i portu z perspektywy 100-lecia” Wiadomości
Dziś setne urodziny Gdyni. IPN otworzył wystawę pt. „Gdynia wczoraj i dziś. Kadry z historii miasta i portu z perspektywy 100-lecia”

10 lutego 2026 r. w Gdyni otwarto wystawę pt. „Gdynia wczoraj i dziś. Kadry z historii miasta i portu z perspektywy 100-lecia”. W wydarzeniu wziął udział prezes Fundacji Promocji Solidarności Michał Ossowski.

Dziwne zachowanie Czarzastego. Przytulę się do pana... pilne
Dziwne zachowanie Czarzastego. "Przytulę się do pana..."

Zamiast odpowiedzi - spoufalanie i uniki. Gdy dziennikarz TV Republika zapytał Włodzimierza Czarzastego o niewypełnioną ankietę bezpieczeństwa, marszałek Sejmu zareagował w sposób, który wzbudził spore zdziwienie.

Szokujące relacje ks. Olszewskiego. Proces Funduszu Sprawiedliwości pilne
Szokujące relacje ks. Olszewskiego. Proces Funduszu Sprawiedliwości

Po raz pierwszy od początku procesu oskarżeni mogli swobodnie przemówić przed sądem. Podczas trzeciej rozprawy ks. Michał Olszewski opisał, jak był traktowany w trakcie postępowania prowadzonego przez prokuraturę.

Awantura w Sejmie. Żukowska porównała „Burego” do Putina z ostatniej chwili
Awantura w Sejmie. Żukowska porównała „Burego” do Putina

Emocjonalne wystąpienie, ostre oskarżenia i porównanie żołnierza polskiego podziemia niepodległościowego do rosyjskiego dyktatora. Sejmowa debata nad projektem Lewicy zamieniła się w polityczny skandal z Anną Żukowską w roli głównej.

REKLAMA

Edmund Niziurski również dla dorosłych

Choć od jego śmierci minęła dekada, a setna rocznica urodzin przeszła niemal bez echa, Edmund Niziurski wciąż pozostaje pisarzem, który potrafi opowiedzieć o dorastaniu, buncie i absurdzie świata tak, jakby robił to dziś: z humorem, ironią i czułością wobec swoich bohaterów.
Twarz starszego mężczyzny
Twarz starszego mężczyzny / Fot. Wikipedia

Co musisz wiedzieć:

  • Edmund Niziurski, autor kultowego Sposobu na Alcybiadesa tworzył literaturę młodzieżową, która łączyła humor z głęboką refleksją nad rzeczywistością PRL.
  • Choć jego twórczość osadzona była w realiach minionej epoki, dla wielu pozostaje zaskakująco aktualna.
  • Niziurski pisał zarówno dla młodzieży, jak i dorosłych, a jego proza do dziś kształtuje wyobraźnię kolejnych pokoleń czytelników.

 

Niziurski: poza swoim czasem

Setna rocznica urodzin Edmunda Niziurskiego, przypadająca w lipcu, przeszła – mam wrażenie – trochę niezauważona. W październiku, gdy wypada rocznica śmierci pisarza, Dom Spotkań z Historią zorganizował „Dzień z Niziurskim”, w ramach którego odbyła się debata o tym, jak kolejne pokolenia odbierają twórczość tego autora. Dla jednych bardzo ważny, dla innych nieznany lub zapomniany w chwili wejścia w dorosłe życie pisarz z wielu powodów zasługuje na przypomnienie. Kwestia, czy jego twórczość swój czas ma już absolutnie za sobą, wbrew pozorom pozostaje otwarta.

W PRL dla młodzieży pisało się dużo. Czasem poważniej, czasem z humorem, czasem bardzo po linii, czasem niekoniecznie. Jedni autorzy pisali bardziej dla chłopców, inni raczej dla dziewcząt, a przygody działy się w scenerii poranionych nieodległą, zwłaszcza w pierwszych dekadach, wojną miast albo w bardziej egzotycznych i odległych sceneriach. Nawet po latach poszczególni autorzy mają swoje stronnictwa, z biegiem lat słabnące, lecz wciąż istniejące społeczności fanów, inspirują młodszych twórców i na podstawie ich dzieł powstają – z reguły nieudane niestety – ekranizacje. Czasem wręcz, jak w przypadku Zbigniewa Nienackiego, dorabiają się kontynuacji, nowych książek przedłużających świat stworzonych przed laty bohaterów w nieskończoność. Edmund Niziurski jest częścią tego świata, który pozornie już odszedł, ale ukształtował sposób myślenia swoich czytelników, z których wielu czyta lub czytało/polecało jego książki swoim dzieciom. I tak Niziurski zapisuje się w świadomości trzeciego już pokolenia czytelników.

 

Świeczkę i ogarek

Niziurski urodził się w 1925 roku w Kielcach i to Kielce są do dziś największym depozytariuszem pamięci o pisarzu. To uczucie odwzajemnione – choć jeszcze w latach 50. zamieszkał w Warszawie, większość istniejących tylko na kartach jego powieści miejscowości inspirowana jest miasteczkami z Kielecczyzny lub samą stolicą regionu.

Niziurski debiutował jeszcze w czasie wojny, publikując wiersz w biuletynie wydawanym przez AK. Rzeczywistość powojenna pchnęła go jednak w orbitę władzy ludowej. Pracował między innymi jako sekretarz redakcji tygodnika „Wieś”, równocześnie zaczynając tworzyć opowiadania i książki. Niektóre z nich dość mocno wpisywały się w nurt socrealizmu i zapotrzebowanie komunistycznej propagandy, nie wszystkie z nich bronią się po latach tak dobrze, jak kultowa „Księga urwisów”.

 

Lata siedemdziesiąte

Wątek walki z bandami pojawia się na przykład w biografii ojca głównego bohatera „Salonu wytrzeźwień”, jednej z powieści dla dorosłych, dziś słabo pamiętanej, choć udanej. Od tego wpływu, w co czasem trudno uwierzyć, pamiętając klimat szkolnej, intelektualno-anarchicznej farsy wielu powieści młodzieżowych Niziurskiego, nie mógł się on uwolnić dość długo.

W czasach Gierka zapisał się nawet do PZPR, by wystąpić z niej wraz z tysiącami innych Polaków w czasie stanu wojennego. Po drodze przytrafiła mu się chyba najbardziej absurdalna, ale niestety w sposób niezamierzony, powieść „A potem niech biją dzwony”, pierwotnie opublikowana jako słuchowisko, nagrodzone w konkursie Polskiego Radia. Z kolei inna książka z tego okresu, nagrodzona Nagrodą Literacką CRZZ i chwalona przez „Trybunę Ludu” jako wpisująca się w tradycje literatury społecznikowskiej „Eminencje i bałłabancje” jest pozycją udaną i dotykającą ponadczasowej, jak się okazało po latach, kwestii inwestycji oddawanych na pokaz, by przypodobać się władzom i opinii publicznej. To książka mająca w sobie coś z łobuzerskiej prozy dla nastolatków. Autor zresztą mruga w niej okiem do swoich dorosłych już, ale wiernych czytelników, czyniąc kochanką głównego bohatera, inżyniera Bałłabana, niejaką Gigę, ewidentnie starszą wersję swej imienniczki, w której podkochiwał się Cymeon Maksymalny w jednej z młodzieżowych opowieści.

Dla dorosłych Niziurski pisał kryminały mające w sobie coś z klasycznego ducha prozy Agaty Christie, lecz zdarzył mu się też przygnębiający „Salon wytrzeźwień”, którego bohater przegrywał walkę o swoją przyszłość z uzależnieniem od alkoholu.

 

Odbicie przeszłości

Skoro jednak o Edmundzie Niziurskim pamiętamy głównie jako o autorze powieści i opowiadań dla młodzieży, warto zastanowić się, czemu to w tej roli zapisał się w pamięci. Jego czytelnicy dzielą się na kilka grup. Najmniej zaangażowani to oczywiście ci, którzy poznali jedynie „Sposób na Alcybiadesa”, od lat będący lekturą szkolną, i nie sięgnęli po inne tytuły. Grupa druga to osoby, które w dzieciństwie przeczytały trochę więcej, jednak w dorosłym życiu już do tamtych lektur nie wróciły. Wreszcie grupa ostatnia, do której – jak nietrudno się domyślić – należę, to osoby, które nigdy z Niziurskiego nie wyrosły, a wręcz przeciwnie – po latach doceniły i odkryły w jego książkach nowe kwestie, których wcześniej zobaczyć jako nastolatkowie nie mogły.

Cech dla naszego bohatera charakterystycznych jest całkiem sporo. Jego bohaterowie nie potrzebowali do przeżywania wielkich przygód żadnej egzotyki: spiski i tajemnice, intrygi i rywalizacja rozgrywały się w murach pozornie zwyczajnych szkół, w prowincjonalnych miasteczkach, gdzie rozwój przemysłu zderzał ludność miejscową i napływową, czasem w Warszawie lub na polskiej prowincji. Choć z partią Niziurski żył, jak wspomniałem, dobrze, to jednak pozwalał sobie na dużo. Pojawiały się więc w jego książkach problemy społeczne, a szkoły zaludnione były uczniami, a zwłaszcza nauczycielami wzorowanymi nie tylko na współczesnej obserwacji, lecz często na przedwojennych wspomnieniach autora. Dzieciak, czytając to po raz pierwszy w latach 70. czy – jak ja – 80., często nie myślał nawet o tym, że ta szkoła w starszych książkach tak naprawdę często jest szkołą nie sprzed 10 czy 20, a raczej sprzed 50 lat. Przynajmniej w niektórych aspektach.

 

Szkoła

Obraz szkoły zresztą zmienia się wraz z pisarstwem Niziurskiego, staje się ona z czasem coraz bardziej opresyjna i nieprzyjazna. Choć wciąż może być areną niesamowitych przygód, a nawet… przemyconej w formie farsy narkotycznej orgii godnej przełomu lat 60. i 70. Wszystko zaczyna się jednak od „Księgi urwisów”, której nie należy sprowadzać do wyłącznie propagandowego wymiaru. Owszem, dzieciaki zasłuchane w propagandę dorosłych szukają dywersanta, a dorośli obradują nad kolektywizacją, jednak znajdziemy tu głębszy, bardziej ponadczasowy wymiar. Jak w tragicznej i początkowo niezrozumiałej postaci woźnego Kropy, którego historię chłopcom dopiero dane będzie odkryć.

Książka sprzedaje się niemal na pniu, dostaje znakomite recenzje, a Niziurski pisze dalej. Najpierw ukazują się dość poważne opowiadania, z których warto zwrócić uwagę na „Sprawę Klarneta”. Mamy internat i rówieśniczą przemoc, ubraną w formę niby niewinnej szkolnej fali, która jednak na chwilę wymyka się spod kontroli, gdy pojawia się nowy. Chłopaki palą – i nikt tego specjalnie nie potępia, czasem bawią się aż za dobrze i to też jest normalne. W niektórych wypowiedziach pojawia się już zapowiedź późniejszego stylu, specyficznej rytmiki, którą znawcy tłumaczą dużą rolą muzyki w życiu rodziny Niziurskich. Kolejne książki są już weselsze, pełne tzw. nazwisk znaczących (branych ponoć prosto z… cmentarza), szalonych intryg i przygód, za którymi kryją się często przyziemne i banalne cele – jak płynne przejście przez proces edukacji za pomocą sztuczek, które dziś zapewne porównać można by do rozmaitych życiowych porad z sieci czy tricków dla graczy. To sprawia, że nawet nauka staje się przygodą – i tak Niziurski wchodzi w rolę wychowawcy, który jednak staje często po stronie wchodzących w dorosłość w kontrze do tych, których dorosłość już zmęczyła, zobojętniła lub nauczyła mało chwalebnych postaw.

 

Niesamowite przygody

Kolejne jego publikacje to: „Siódme wtajemniczenie” (tu dygresja: w latach 90. we Frondzie nr 23/24 ukazał się tekst Marcina Hajdecerkiewicza „Edmund Niziurski – fundator myśli politycznej III RP”, według którego cały polityczny konflikt w III RP jest powtórzeniem „Wielkiej kołomyi elementarnej” z tej powieści; tekst dostępny jest na stronie wydawnictwa), „Niesamowite przygody Marka Piegusa” czy „Klub włóczykijów”. Nie chcąc zmieniać tekstu w wyliczankę, na tym poprzestanę, choć niemal każdy tytuł wydany do drugiej połowy lat 90. zasługuje tu na swoje omówienie.

Im głębiej w PRL, tym więcej szaleństwa i tym trudniej odnaleźć się w szkole, a w latach 80. dochodzą do tego jeszcze elementy fantastyki. Te ostatnie budzą jednak kontrowersje i nie cieszą wszystkich fanów. Niziurski pisał również później i choć zaczynał już trochę rozmijać się ze swoimi czasami, potrafił zawrzeć w książkach bardzo surową diagnozę społeczną kolejnej epoki, tym razem czasów transformacji, jak to stało się w późnej kontynuacji przygód Marka Piegusa.

Siła Niziurskiego tkwiła bowiem właśnie w dość zwyczajnych, choć magicznych przecież sceneriach wydarzeń. A także w opisach postaci, ich charakterów, przywar i motywacji, zawsze z sympatią i wyrozumiałością. To książki o wiele bardziej ponadczasowe, niż się wydaje, możliwe więc, że zostaną jeszcze nieraz przez kogoś odkryte.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane