Unia chce przejąć polskie śledztwa i NBP

Donald Tusk przedstawia zawieszenie systemu ETS2 jako sukces, podczas gdy w rzeczywistości Polska jedynie uzyskała roczne odroczenie wdrożenia nowych unijnych opłat klimatycznych. To wydarzenie jest symbolem coraz głębszego podporządkowania Warszawy wobec Brukseli – od polityki energetycznej, przez wymiar sprawiedliwości, aż po finanse państwa.
Dłoń sięgająca po małego człowieka
Dłoń sięgająca po małego człowieka / AdobeStock

Co musisz wiedzieć:

  • Zawieszenie ETS2 to nie rezygnacja z nowych opłat, lecz jedynie przesunięcie ich w czasie decyzją urzędników w Brukseli.
  • Prokuratura Europejska zaczyna przejmować śledztwa w państwach członkowskich, co może prowadzić do politycznego wpływu Unii na wewnętrzne sprawy Polski.
  • Zdaniem autora unijne instytucje coraz mocniej ingerują w polski wymiar sprawiedliwości i finanse, a w tle pojawia się ryzyko utraty kontroli nad Narodowym Bankiem Polskim.

 

Zawieszenie ETS2 oznaką podległości

Z dumą i radością Donald Tusk obwieścił, że wprowadzenie systemu ETS2, czyli nowych opłat za emisję dwutlenku węgla pobieranych m.in. od spalania paliwa przez samochody prywatne czy ogrzewania jednorodzinnych domów, zostało zawieszone. Pomijając fakt ewidentnej manipulacji ze strony premiera – gdyż naliczanie tego parapodatku zostało tylko przesunięte o rok – to trudno znaleźć bardziej jaskrawy dowód na utratę suwerenności. Polska musi zabiegać w Brukseli, by tamtejsi urzędnicy odłożyli w czasie wprowadzenie opłat, które zniszczą naszą gospodarkę oraz spowodują gwałtowne zubożenie społeczeństwa. Szef rządu za swój sukces uznaje, że katastrofę udało się przesunąć o rok.

Ewidentnie widać, że relacja między polskim rządem a Komisją Europejską polega na podległości. Bruksela posiada cały zestaw instrumentów, za pomocą których może wpływać na tempo rozwoju poszczególnych członów UE. Te zresztą coraz bardziej przypominają prowincje.

 

Obca administracja

O tym, jak europejskie instytucje rozszerzają swoje kompetencje, świadczy działanie Prokuratury Europejskiej, która zajęła się prezydentem Nowego Sącza Ludomirem Handzelem i jego zastępcą Arturem Bochenkiem. Obaj zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego pod zarzutem ustawianie konkursów na szkolenia finansowane z unijnych pieniędzy.

Nie chodziło o wielkie kwoty w skali UE, ale o spore dla Nowego Sącza. Związani z Koalicją Obywatelską politycy zostali zawieszeni w czynnościach. Nie zdecydowali jednak o tym polscy śledczy.

„Europejska Prokuratura (EPPO) Biuro w Katowicach podjęła dziś decyzję o zawieszeniu w czynnościach służbowych prezydenta miasta Nowego Sącza, jednego z jego zastępców oraz innego wysokiego rangą miejskiego urzędnika publicznego. Decyzja stanowi element zastosowanych środków zapobiegawczych przewidzianych w polskim prawie w związku z trwającym śledztwem dotyczącym przetargu współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej”

— głosi komunikat EPPO opublikowany na platformie X.

 

Unia przejmuje śledztwa

Pozornie sprawa wydaje się logiczna – skoro pieniądze były unijne, to kwestią ewentualnych nadużyć powinien zajmować się organ UE. To jednak tylko uchylenie drzwi do przejęcia przez Brukselę kontroli nad najważniejszymi śledztwami w Polsce i w dwudziestu dwóch krajach członkowskich, które przystąpiły do tej instytucji. Oficjalnie Prokuratura Europejska ma zajmować się śledztwami naruszającymi finansowe interesy Unii Europejskiej. Głównie chodzi o pranie brudnych pieniędzy, korupcję, nadużycia finansowe oraz transgraniczne oszustwa VAT-owskie. Tyle tylko że właściwie wszystkie ważniejsze przestępstwa gospodarcze i finansowe dokonywane w państwach członkowskich można uznać za naruszające interesy UE. Nawet niewielki konkurs w Nowym Sączu.

Jeśli dodamy do tego stałe rozszerzanie przez unijne instytucje swoich kompetencji – najczęściej wbrew traktatom, umowom i przepisom prawa – to możemy być pewni, że EPPO to początek procesu centralizacji organów ścigania. Wszak służby poszczególnych krajów, także Polski, są zobowiązane do realizacji zadań zleconych przez Prokuraturę Europejską. Tak jak w przypadku prezydenta Nowego Sącza i jego zastępcy.
Europejska instytucja znajdująca się niemal całkowicie poza kontrolą państwa członkowskiego uzyskuje więc nie tylko dostęp do wyjątkowo wrażliwych danych, ale także możliwość wpływania na politykę w poszczególnych państwach. Pal sześć, gdy chodzi o prezydentów niewielkiego miasta, ale przecież podobna operacja może zostać przygotowana przeciw niewygodnym dla Brukseli, Berlina czy Paryża politykom. Na przykład w Polsce.

Niebezpieczny kierunek

Pretekstem może być korupcja, niszczenie praworządności, którą można uznać za godzenie w interesy finansowe UE czy choćby wątpliwości przy wydatkowaniu środków unijnych. Sama informacja o uruchomieniu śledztwa przez „niezależną” Prokuraturę Europejską może mieć ogromne znaczenie w każdej kampanii wyborczej. Zanim sprawa trafi do sądu, polityk zamieni się w podejrzanego – dokładnie taki mechanizm wobec opozycji stosuje dziś duet Donald Tusk i Waldemar Żurek. Unijni politycy zyskują więc kolejny instrument do podporządkowywania sobie politycznych przeciwników.

 

Brutalna gra

O tym, że europejscy liderzy nadużywają władzy wobec państw członkowskich, przekonywaliśmy się już wiele razy. Unia de facto unieważniła referendum w Grecji, w którym obywatele opowiedzieli się przeciwko morderczemu planowi oszczędnościowemu zaproponowanemu przez Brukselę, a dokładniej Berlin. Następnie zmusiła rząd w Atenach do wyprzedaży majątku, który w dużej mierze przejęły firmy niemieckie.
Za pomocą fałszywych informacji o złym stanie finansów Włoch i oferty udzielenia wysokiej pożyczki stabilizacyjnej, o którą rząd w Rzymie nie zabiegał, niemiecko-francuskiemu duetowi udało się doprowadzić do dymisji premiera Silvio Berlusconiego. Podoba sytuacja wydarzyła się w Hiszpanii, w której urząd musiał złożyć José Luis Zapatero.

Także my na własnej skórze przekonaliśmy się, co znaczy spór z Brukselą. Komisja Europejska przez wiele miesięcy oszukiwała polski rząd w sprawie wypłaty pieniędzy w ramach KPO. Najpierw wyznaczała warunki, a gdy te były spełniane, pojawiały się kolejne. Celem było oczywiście doprowadzenie do porażki konserwatywnego gabinetu Mateusza Morawieckiego, co ostatecznie się udało. Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen na czele nie wahała się przekraczać kompetencji zarówno w stosowaniu, jak i interpretowaniu prawa. W rzeczywistości mieliśmy do czynienia ze sporem zbuntowanej prowincji, która rościła sobie prawo do samostanowienia, z centralą imperium pragnącego za wszelką cenę ugruntować swoją władzę.

 

Przejmowanie sądów

Jednym z najbardziej gorących punktów sporu między Brukselą a Warszawą był wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził wyższość polskiej konstytucji nad prawem UE. To podważało władzę centrali i stawało się niebezpiecznym precedensem. Co prawda wcześniej podobne wyroki zapadły na przykład w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, ale przecież unijna administracja inną miarę przykłada do państw Starej Unii, a inną do krajów z Europy Środkowo-Wschodniej. W tej części UE wszystkie tendencje emancypacyjne są z zasady bezwzględnie dławione.

Dlatego podsycany jest spór o kształt wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Wspólnie robią to politycy rządzącej koalicji, szczególnie KO, oraz unijni politycy i sędziowie. Warto w tym miejscu przypomnieć skandal, który cztery lata temu ujawnił francuski „Liberation”. W serii artykułów dziennik opisał handel wpływami, ustawianie wyroków, ale także inne nieuczciwe praktyki, których mieli dopuszczać się sędziowie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, urzędnicy Komisji Europejskiej oraz politycy Europejskiej Partii Ludowej. To właśnie do tej formacji należą Koalicja Obywatelska i PSL.

 

"Pomoc" z zewnątrz

Wywołanie kryzysu w polskim wymiarze sprawiedliwości może być wyśmienitym pretekstem do wezwania na pomoc Brukseli, by to ona odbudowała nasze sądownictwo według unijnych standardów. Temu właśnie może służyć projekt ustawy przygotowywanej przez obecnie rządzącą ekipę, zgodnie z którą orzekający w naszym kraju sędzia nie będzie musiał mieć polskiego obywatelstwa. Innymi słowy – to furtka do tego, by Bruksela czy Berlin przysłali swoich ludzi do zarządzania pogrążoną w chaosie prowincją.

O tym, że Unia nie waha się przed takim działaniem, przekonaliśmy się przy okazji sporu o praworządność. Choć traktaty pozostawiają kwestię sądownictwa państwom członkowskim, Bruksela bezpardonowo ingerowała i nadal ingeruje w polskie sądownictwo. Znajdując tu zresztą wielu współpracowników, którzy w tym zamieszaniu wietrzą swoją szansę na rozwinięcie kariery.

 

Ostatnia reduta

Solą w oku zwolenników ścisłej federalizacji Unii Europejskiej, czyli w rzeczywistości podporządkowania naszego kraju Brukseli, jest Narodowy Bank Polski. Jego niezależność wobec Europejskiego Banku Centralnego wynikająca z posiadania własnej waluty od pierwszych dni drażni rządzącą większość.
Tusk i jego ekipa kilka razy przymierzali się do usunięcia z fotela prezesa NBP Adama Glapińskiego, co miałoby przyspieszyć proces przyjmowania przez nasz kraj waluty euro. Formalnie konieczna jest do tego zmiana konstytucji, ale przecież obecny rząd nie przejmuje się tego rodzaju ograniczeniami. Rezygnacja ze złotego byłaby domknięciem procesu wchłaniania Polski przez Unię, co w obecnym kształcie oznaczałoby absolutne podporządkowanie finansów naszego kraju centrali we Frankfurcie. Tam w dużej mierze trafiłoby także złoto, które przez ostatnie lata kupuje NBP.

Rządząca ekipa nie zamknęła jednak jeszcze tego rozdziału. Świadczy o tym artykuł Klausa Bachmanna, niemieckiego publicysty, opublikowany w „Berliner Zeitung”. Wezwał w nim Donalda Tuska do siłowego usunięcia prof. Glapińskiego z zajmowanej funkcji, przejęcia zgromadzonego złota i spłacenia nim rosnącego zadłużenia. Można by tę opinię uznać za zwykłe wariactwo, ale wcześniej Bachmann dokładnie wyznaczył Tuskowi sposób i metody walki z konserwatywną opozycją. Premier wykonywał te wytyczne bardzo skrupulatnie. Z taką jednak wadą – zdaniem niemieckiego publicysty – że za bardzo cackał się z PiS-em.
Teraz, gdy następuje wzmożenie prześladowań opozycji, może przyjść czas na siłowe przejęcie Narodowego Banku Polskiego.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Ścigany w całej UE Gruzin zatrzymany w Polsce. Obława z udziałem kontrterrorystów pilne
Ścigany w całej UE Gruzin zatrzymany w Polsce. Obława z udziałem kontrterrorystów

Akcja o podwyższonym ryzyku, udział kontrterrorystów i obywatel Gruzji poszukiwany na terenie Unii Europejskiej - to kulisy policyjnych działań przeprowadzonych w Wieluniu. Stołeczni funkcjonariusze zatrzymali czterech cudzoziemców, którzy ukrywali się przed wymiarem sprawiedliwości.

Kilkanaście stopni, a potem zima. Co nas czeka w weekend? Wiadomości
Kilkanaście stopni, a potem zima. Co nas czeka w weekend?

Najpierw odwilż i wiosenne temperatury, a chwilę później nagły powrót zimy. Prognozy IMGW pokazują wyraźnie: ciepły epizod nie potrwa długo, a przed końcem tygodnia czeka nas mocne ochłodzenie i opady śniegu.

Niemiecka rafineria bije na alarm. Sankcje na Rosnieft zagrażają dostawom paliwa pilne
Niemiecka rafineria bije na alarm. Sankcje na Rosnieft zagrażają dostawom paliwa

90 procent paliwa dla Berlina pochodzi z jednego zakładu. Teraz jego kierownictwo ostrzega: amerykańskie sankcje mogą sparaliżować dostawy i uderzyć w cały region.

Wagnerowcy w Bułgarii? Alarm ws. bazy pod Sofią Wiadomości
Wagnerowcy w Bułgarii? Alarm ws. bazy pod Sofią

Uzbrojeni ludzie w rosyjskich mundurach, flaga Federacji Rosyjskiej i silnie strzeżony obiekt w górach nieopodal Sofii. Bułgarskie stowarzyszenie obywatelskie alarmuje: na terytorium państwa NATO może działać baza objętej sankcjami Grupy Wagnera.

Imperium kontratakuje. Nowa afrykańska polityka Trumpa zagraża wpływom Rosji tylko u nas
Imperium kontratakuje. Nowa afrykańska polityka Trumpa zagraża wpływom Rosji

Stany Zjednoczone wracają do gry w Afryce i robią to na twardych zasadach. Administracja Donalda Trumpa stawia na bezpieczeństwo i dostęp do surowców, porzucając dotychczasową politykę wartości. To ruch, który może osłabić rosyjskie wpływy w Sahelu i zmienić układ sił na całym kontynencie.

Miażdżąca krytyka na wysłuchaniu publicznym ws. tzw. ustawy praworządnościowej w Sejmie pilne
Miażdżąca krytyka na wysłuchaniu publicznym ws. tzw. ustawy praworządnościowej w Sejmie

Wtorkowe wysłuchanie publiczne projektu ustawy praworządnościowej pokazało prawdziwe oblicze rządowych eksperymentów z sądownictwem. Zamiast reformy – chaos, zamiast ochrony obywatela – polityczne kalkulacje. Projekt Żurka spotkał się z ostrą krytyką zarówno ze strony ekspertów, jak i środowiska prawniczego.

Dziś setne urodziny Gdyni. IPN otworzył wystawę pt. „Gdynia wczoraj i dziś. Kadry z historii miasta i portu z perspektywy 100-lecia” Wiadomości
Dziś setne urodziny Gdyni. IPN otworzył wystawę pt. „Gdynia wczoraj i dziś. Kadry z historii miasta i portu z perspektywy 100-lecia”

10 lutego 2026 r. w Gdyni otwarto wystawę pt. „Gdynia wczoraj i dziś. Kadry z historii miasta i portu z perspektywy 100-lecia”. W wydarzeniu wziął udział prezes Fundacji Promocji Solidarności Michał Ossowski.

Dziwne zachowanie Czarzastego. Przytulę się do pana... pilne
Dziwne zachowanie Czarzastego. "Przytulę się do pana..."

Zamiast odpowiedzi - spoufalanie i uniki. Gdy dziennikarz TV Republika zapytał Włodzimierza Czarzastego o niewypełnioną ankietę bezpieczeństwa, marszałek Sejmu zareagował w sposób, który wzbudził spore zdziwienie.

Szokujące relacje ks. Olszewskiego. Proces Funduszu Sprawiedliwości pilne
Szokujące relacje ks. Olszewskiego. Proces Funduszu Sprawiedliwości

Po raz pierwszy od początku procesu oskarżeni mogli swobodnie przemówić przed sądem. Podczas trzeciej rozprawy ks. Michał Olszewski opisał, jak był traktowany w trakcie postępowania prowadzonego przez prokuraturę.

Awantura w Sejmie. Żukowska porównała „Burego” do Putina z ostatniej chwili
Awantura w Sejmie. Żukowska porównała „Burego” do Putina

Emocjonalne wystąpienie, ostre oskarżenia i porównanie żołnierza polskiego podziemia niepodległościowego do rosyjskiego dyktatora. Sejmowa debata nad projektem Lewicy zamieniła się w polityczny skandal z Anną Żukowską w roli głównej.

REKLAMA

Unia chce przejąć polskie śledztwa i NBP

Donald Tusk przedstawia zawieszenie systemu ETS2 jako sukces, podczas gdy w rzeczywistości Polska jedynie uzyskała roczne odroczenie wdrożenia nowych unijnych opłat klimatycznych. To wydarzenie jest symbolem coraz głębszego podporządkowania Warszawy wobec Brukseli – od polityki energetycznej, przez wymiar sprawiedliwości, aż po finanse państwa.
Dłoń sięgająca po małego człowieka
Dłoń sięgająca po małego człowieka / AdobeStock

Co musisz wiedzieć:

  • Zawieszenie ETS2 to nie rezygnacja z nowych opłat, lecz jedynie przesunięcie ich w czasie decyzją urzędników w Brukseli.
  • Prokuratura Europejska zaczyna przejmować śledztwa w państwach członkowskich, co może prowadzić do politycznego wpływu Unii na wewnętrzne sprawy Polski.
  • Zdaniem autora unijne instytucje coraz mocniej ingerują w polski wymiar sprawiedliwości i finanse, a w tle pojawia się ryzyko utraty kontroli nad Narodowym Bankiem Polskim.

 

Zawieszenie ETS2 oznaką podległości

Z dumą i radością Donald Tusk obwieścił, że wprowadzenie systemu ETS2, czyli nowych opłat za emisję dwutlenku węgla pobieranych m.in. od spalania paliwa przez samochody prywatne czy ogrzewania jednorodzinnych domów, zostało zawieszone. Pomijając fakt ewidentnej manipulacji ze strony premiera – gdyż naliczanie tego parapodatku zostało tylko przesunięte o rok – to trudno znaleźć bardziej jaskrawy dowód na utratę suwerenności. Polska musi zabiegać w Brukseli, by tamtejsi urzędnicy odłożyli w czasie wprowadzenie opłat, które zniszczą naszą gospodarkę oraz spowodują gwałtowne zubożenie społeczeństwa. Szef rządu za swój sukces uznaje, że katastrofę udało się przesunąć o rok.

Ewidentnie widać, że relacja między polskim rządem a Komisją Europejską polega na podległości. Bruksela posiada cały zestaw instrumentów, za pomocą których może wpływać na tempo rozwoju poszczególnych członów UE. Te zresztą coraz bardziej przypominają prowincje.

 

Obca administracja

O tym, jak europejskie instytucje rozszerzają swoje kompetencje, świadczy działanie Prokuratury Europejskiej, która zajęła się prezydentem Nowego Sącza Ludomirem Handzelem i jego zastępcą Arturem Bochenkiem. Obaj zostali zatrzymani przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego pod zarzutem ustawianie konkursów na szkolenia finansowane z unijnych pieniędzy.

Nie chodziło o wielkie kwoty w skali UE, ale o spore dla Nowego Sącza. Związani z Koalicją Obywatelską politycy zostali zawieszeni w czynnościach. Nie zdecydowali jednak o tym polscy śledczy.

„Europejska Prokuratura (EPPO) Biuro w Katowicach podjęła dziś decyzję o zawieszeniu w czynnościach służbowych prezydenta miasta Nowego Sącza, jednego z jego zastępców oraz innego wysokiego rangą miejskiego urzędnika publicznego. Decyzja stanowi element zastosowanych środków zapobiegawczych przewidzianych w polskim prawie w związku z trwającym śledztwem dotyczącym przetargu współfinansowanego ze środków Unii Europejskiej”

— głosi komunikat EPPO opublikowany na platformie X.

 

Unia przejmuje śledztwa

Pozornie sprawa wydaje się logiczna – skoro pieniądze były unijne, to kwestią ewentualnych nadużyć powinien zajmować się organ UE. To jednak tylko uchylenie drzwi do przejęcia przez Brukselę kontroli nad najważniejszymi śledztwami w Polsce i w dwudziestu dwóch krajach członkowskich, które przystąpiły do tej instytucji. Oficjalnie Prokuratura Europejska ma zajmować się śledztwami naruszającymi finansowe interesy Unii Europejskiej. Głównie chodzi o pranie brudnych pieniędzy, korupcję, nadużycia finansowe oraz transgraniczne oszustwa VAT-owskie. Tyle tylko że właściwie wszystkie ważniejsze przestępstwa gospodarcze i finansowe dokonywane w państwach członkowskich można uznać za naruszające interesy UE. Nawet niewielki konkurs w Nowym Sączu.

Jeśli dodamy do tego stałe rozszerzanie przez unijne instytucje swoich kompetencji – najczęściej wbrew traktatom, umowom i przepisom prawa – to możemy być pewni, że EPPO to początek procesu centralizacji organów ścigania. Wszak służby poszczególnych krajów, także Polski, są zobowiązane do realizacji zadań zleconych przez Prokuraturę Europejską. Tak jak w przypadku prezydenta Nowego Sącza i jego zastępcy.
Europejska instytucja znajdująca się niemal całkowicie poza kontrolą państwa członkowskiego uzyskuje więc nie tylko dostęp do wyjątkowo wrażliwych danych, ale także możliwość wpływania na politykę w poszczególnych państwach. Pal sześć, gdy chodzi o prezydentów niewielkiego miasta, ale przecież podobna operacja może zostać przygotowana przeciw niewygodnym dla Brukseli, Berlina czy Paryża politykom. Na przykład w Polsce.

Niebezpieczny kierunek

Pretekstem może być korupcja, niszczenie praworządności, którą można uznać za godzenie w interesy finansowe UE czy choćby wątpliwości przy wydatkowaniu środków unijnych. Sama informacja o uruchomieniu śledztwa przez „niezależną” Prokuraturę Europejską może mieć ogromne znaczenie w każdej kampanii wyborczej. Zanim sprawa trafi do sądu, polityk zamieni się w podejrzanego – dokładnie taki mechanizm wobec opozycji stosuje dziś duet Donald Tusk i Waldemar Żurek. Unijni politycy zyskują więc kolejny instrument do podporządkowywania sobie politycznych przeciwników.

 

Brutalna gra

O tym, że europejscy liderzy nadużywają władzy wobec państw członkowskich, przekonywaliśmy się już wiele razy. Unia de facto unieważniła referendum w Grecji, w którym obywatele opowiedzieli się przeciwko morderczemu planowi oszczędnościowemu zaproponowanemu przez Brukselę, a dokładniej Berlin. Następnie zmusiła rząd w Atenach do wyprzedaży majątku, który w dużej mierze przejęły firmy niemieckie.
Za pomocą fałszywych informacji o złym stanie finansów Włoch i oferty udzielenia wysokiej pożyczki stabilizacyjnej, o którą rząd w Rzymie nie zabiegał, niemiecko-francuskiemu duetowi udało się doprowadzić do dymisji premiera Silvio Berlusconiego. Podoba sytuacja wydarzyła się w Hiszpanii, w której urząd musiał złożyć José Luis Zapatero.

Także my na własnej skórze przekonaliśmy się, co znaczy spór z Brukselą. Komisja Europejska przez wiele miesięcy oszukiwała polski rząd w sprawie wypłaty pieniędzy w ramach KPO. Najpierw wyznaczała warunki, a gdy te były spełniane, pojawiały się kolejne. Celem było oczywiście doprowadzenie do porażki konserwatywnego gabinetu Mateusza Morawieckiego, co ostatecznie się udało. Komisja Europejska z Ursulą von der Leyen na czele nie wahała się przekraczać kompetencji zarówno w stosowaniu, jak i interpretowaniu prawa. W rzeczywistości mieliśmy do czynienia ze sporem zbuntowanej prowincji, która rościła sobie prawo do samostanowienia, z centralą imperium pragnącego za wszelką cenę ugruntować swoją władzę.

 

Przejmowanie sądów

Jednym z najbardziej gorących punktów sporu między Brukselą a Warszawą był wyrok Trybunału Konstytucyjnego, który stwierdził wyższość polskiej konstytucji nad prawem UE. To podważało władzę centrali i stawało się niebezpiecznym precedensem. Co prawda wcześniej podobne wyroki zapadły na przykład w Niemczech, Francji czy Hiszpanii, ale przecież unijna administracja inną miarę przykłada do państw Starej Unii, a inną do krajów z Europy Środkowo-Wschodniej. W tej części UE wszystkie tendencje emancypacyjne są z zasady bezwzględnie dławione.

Dlatego podsycany jest spór o kształt wymiaru sprawiedliwości w Polsce. Wspólnie robią to politycy rządzącej koalicji, szczególnie KO, oraz unijni politycy i sędziowie. Warto w tym miejscu przypomnieć skandal, który cztery lata temu ujawnił francuski „Liberation”. W serii artykułów dziennik opisał handel wpływami, ustawianie wyroków, ale także inne nieuczciwe praktyki, których mieli dopuszczać się sędziowie Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej, urzędnicy Komisji Europejskiej oraz politycy Europejskiej Partii Ludowej. To właśnie do tej formacji należą Koalicja Obywatelska i PSL.

 

"Pomoc" z zewnątrz

Wywołanie kryzysu w polskim wymiarze sprawiedliwości może być wyśmienitym pretekstem do wezwania na pomoc Brukseli, by to ona odbudowała nasze sądownictwo według unijnych standardów. Temu właśnie może służyć projekt ustawy przygotowywanej przez obecnie rządzącą ekipę, zgodnie z którą orzekający w naszym kraju sędzia nie będzie musiał mieć polskiego obywatelstwa. Innymi słowy – to furtka do tego, by Bruksela czy Berlin przysłali swoich ludzi do zarządzania pogrążoną w chaosie prowincją.

O tym, że Unia nie waha się przed takim działaniem, przekonaliśmy się przy okazji sporu o praworządność. Choć traktaty pozostawiają kwestię sądownictwa państwom członkowskim, Bruksela bezpardonowo ingerowała i nadal ingeruje w polskie sądownictwo. Znajdując tu zresztą wielu współpracowników, którzy w tym zamieszaniu wietrzą swoją szansę na rozwinięcie kariery.

 

Ostatnia reduta

Solą w oku zwolenników ścisłej federalizacji Unii Europejskiej, czyli w rzeczywistości podporządkowania naszego kraju Brukseli, jest Narodowy Bank Polski. Jego niezależność wobec Europejskiego Banku Centralnego wynikająca z posiadania własnej waluty od pierwszych dni drażni rządzącą większość.
Tusk i jego ekipa kilka razy przymierzali się do usunięcia z fotela prezesa NBP Adama Glapińskiego, co miałoby przyspieszyć proces przyjmowania przez nasz kraj waluty euro. Formalnie konieczna jest do tego zmiana konstytucji, ale przecież obecny rząd nie przejmuje się tego rodzaju ograniczeniami. Rezygnacja ze złotego byłaby domknięciem procesu wchłaniania Polski przez Unię, co w obecnym kształcie oznaczałoby absolutne podporządkowanie finansów naszego kraju centrali we Frankfurcie. Tam w dużej mierze trafiłoby także złoto, które przez ostatnie lata kupuje NBP.

Rządząca ekipa nie zamknęła jednak jeszcze tego rozdziału. Świadczy o tym artykuł Klausa Bachmanna, niemieckiego publicysty, opublikowany w „Berliner Zeitung”. Wezwał w nim Donalda Tuska do siłowego usunięcia prof. Glapińskiego z zajmowanej funkcji, przejęcia zgromadzonego złota i spłacenia nim rosnącego zadłużenia. Można by tę opinię uznać za zwykłe wariactwo, ale wcześniej Bachmann dokładnie wyznaczył Tuskowi sposób i metody walki z konserwatywną opozycją. Premier wykonywał te wytyczne bardzo skrupulatnie. Z taką jednak wadą – zdaniem niemieckiego publicysty – że za bardzo cackał się z PiS-em.
Teraz, gdy następuje wzmożenie prześladowań opozycji, może przyjść czas na siłowe przejęcie Narodowego Banku Polskiego.

[Tytuł, niektóre śródtytuły, lead i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane