Janusz Dobrosz, czyli elegia dla starej prawicy

Przeklinany przez konserwatystów duch czasu obszedł się z Januszem Dobroszem wyjątkowo surowo. Po latach ustawił go w roli nobliwego ex-polityka – człowieka niedzisiejszego w możliwie najpełniejszym sensie tego słowa. Poskąpił mu nawet funkcji medialnej wizytówki własnej familii, powierzając ją jego córce, Justynie. Nie rozgrywa się tu jednak wyłącznie osobisty dramat. Ta zmiana pokoleniowa ma w sobie coś symbolicznego i być może wielu z nas potrafiłoby odnaleźć w niej cząstkę własnej historii.
Janusz Dobrosz
Janusz Dobrosz / Wikipedia

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst pokazuje Janusza Dobrosza jako symbol „starej prawicy”: polityka poważnego, ideowego i anachronicznego, coraz mniej pasującego do współczesnej sceny politycznej.
  • Przedstawia jego drogę od prawego skrzydła PSL, przez szczyt kariery w LPR, po stopniowe polityczne osamotnienie i marginalizację po 2007 roku.
  • Sugeruje, że klęska Dobrosza nie była wyłącznie osobista, lecz odzwierciedlała zmierzch stylu uprawiania polityki opartego na formie, ideach i parlamentarnym etosie.

 

Janusz Dobrosz (nie Oracz)

Postać Janusza Dobrosza pamiętają dziś już głównie koneserzy polskiej sceny partyjnej oraz nostalgicy ubolewający nad tym, że niegdyś politykę uprawiano w sposób bardziej kulturalny i poważny. Wybierając zamiast hałasu „powagę służby dla Rzeczpospolitej”, Dobrosz reprezentował starą szkołę parlamentaryzmu w pełnej krasie. Nic dziwnego, że do dziś bywa zapraszany przez kominkowe towarzystwa monarchistów jako przedstawiciel świata, który w zasadzie już nie istnieje. W tamtym świecie potrafił jednak zrobić karierę i „obskoczyć” nawet kilka politycznych szczytów.

 

Prawe skrzydło PSL-u

Dobrosz urodził się w niewielkim Wieruszowie w województwie łódzkim, skąd wyruszył z jednej strony ku karierze prawnika, z drugiej zaś ku działalności społecznej. Po zaliczeniu "obowiązkowej" obecności w ZSMP, w którym pełnił nawet istotne funkcje zarządcze, zdecydował się na wstąpienie do ZSL-u. To tam mógł nabierać pierwszych politycznych szlifów jeszcze w realiach poprzedniego systemu, co po transformacji dawało mu wyraźną przewagę doświadczenia nad wieloma „świeżakami” w parlamencie.

Działając w partii już po jej "rebrandingu", zaszedł w strukturach PSL-u całkiem daleko: został przewodniczącym władz wojewódzkich oraz rzecznikiem prasowym, a w latach 1997–2001 pełnił funkcję przewodniczącego klubu parlamentarnego. To właśnie wtedy realnie wpływał na strategię polityczną ugrupowania. Nikt nie miał przy tym wątpliwości, że Dobrosz ciążył ku prawej stronie sceny politycznej i w tym kierunku najchętniej przesuwałby PSL. Próbował to czynić, opowiadając się przeciwko najbardziej mainstreamowym kierunkom debaty, zwłaszcza w kwestiach polityki gospodarczej oraz integracji europejskiej.

 

"Skrzywienie"

Dziś wielu jego tezom chętnie przyklasną sympatycy PiS-u. Dobrosz szczególną estymą wśród zagranicznych obiektów krytyki darzył Niemcy. Walczył między innymi z tym, co określał mianem „regermanizacji” Śląska, upatrując jej we wpływach niemieckiego rządu na edukację i formowanie tożsamości Polaków z tamtych rejonów. Aktywnie krytykował również bierność władz wobec polityki symbolicznej i historycznej. Nie uważał, by „święty spokój” w stosunkach międzynarodowych czy dobrostan mniejszości niemieckiej były ważniejsze od uporządkowania nadmiarowych świadectw niemieckiej obecności na tych ziemiach – zwłaszcza tych, które jego zdaniem oddziaływały na kształtowanie nowego pokolenia.

Prawicowe „skrzywienie” ustawiło Dobrosza w kontrze do perspektywy koalicji, jaką PSL zamierzało zawrzeć z SLD po wyborach w 2001 roku. Jego frakcja nie miała jednak wystarczającej siły, by przekonać ówczesnego przewodniczącego Jarosława Kalinowskiego, i ostatecznie zwyciężyła logika arytmetyki sejmowej. Dobrosz pozostał jeszcze przez dwa lata w tych niechcianych konszachtach (już nie jako przewodniczący klubu), lecz zrezygnował przy pierwszej nadarzającej się okazji.

 

Wielka szansa w LPR-ze

Dobrosz odszedł w 2003 roku, jako główne przyczyny podając różnice zdań w kwestiach światopoglądowych, wśród których istotną rolę odgrywał stosunek do Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę fakt, że ugrupowanie Romana Giertycha znajdowało się wówczas na fali wznoszącej, łatwo było przewidzieć, że wielu obserwatorów nie dało wiary ideowości tych deklaracji. Szybko pojawiły się oskarżenia o koniunkturalizm i porzucenie macierzystej partii w imię dalszej kariery. Patrząc jednak na późniejsze losy Dobrosza oraz konsekwentnie głoszone przez niego poglądy (także już poza czynną polityką), takie jak wyraźnie antyniemieckie stanowisko czy głoszenie myśli politycznej Romana Dmowskiego, trudno odrzucić tezę o poszukiwaniu lepszego ideowego dopasowania. W nowym towarzystwie mógł rzeczywiście odnaleźć się lepiej niż w coraz bardziej centrowym PSL-u.

Już na początku swojej działalności w LPR-ze został nominowany na przewodniczącego komisji śledczej do zbadania prawidłowości prywatyzacji PZU SA. Wybór ten nie był chybiony – Dobrosz nie posiadał bowiem „gęby” Romana Giertycha czy Wojciecha Wierzejskiego, często przedstawianych w mediach jako groźni nacjonaliści. W odbiorze publicznym uchodził raczej za polityka wyważonego, uosabiającego parlamentarną rzetelność i niechętnego plemiennym wojnom politycznym. Na tak eksponowanym stanowisku, jak funkcja szefa komisji śledczej, merytoryczny Dobrosz był dla formacji borykającej się z wizerunkiem nienawistników wyraźną wartością dodaną.

 

Czasy LPR-u

Choć komisja nie przyniosła mu sukcesu na miarę politycznego wywindowania Zbigniewa Ziobry czy Jana Rokity, z pewnością wyszła mu na zdrowie. Zyskał znaczną rozpoznawalność medialną, wizerunek polityka antyestablishmentowego, a także obrońcy narodowego majątku i antyliberalnego krytyka transformacji ustrojowej. Nic więc dziwnego, że w 2006 roku, po objęciu przez Romana Giertycha stanowiska ministra edukacji, Dobrosz został przewodniczącym klubu parlamentarnego LPR. Jeśli dodać do tego funkcję wicemarszałka Sejmu, można uznać, że lata 2006–2007 były najjaśniejszym punktem jego kariery politycznej.

Choć osobowościowo, a zwłaszcza wizerunkowo, odbiegał od bardziej ekspresyjnych liderów swojej partii, poglądowo dość dobrze wpisywał się w pejzaż LPR-u. Był wyraźnie ukrainosceptyczny i antyniemiecki, stawiał na współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej ze szczególnym upodobaniem dla… Czech. Równocześnie cechowała go typowa dla ówczesnych współpracowników Giertycha nadwrażliwość na sprawy „młodzieży chowania”. Przykładowo, w okresie marszałkowania wsparł inicjatywę LPR, w ramach której działacze partii domagali się usunięcia nazwiska Jana Brzechwy: zarówno z nazw ulic, jak i z kanonu lektur szkolnych. Gdy dziś czyta się fragmenty uzasadnienia tej inicjatywy, usta mimowolnie układają się w uśmiech:

„Jan Brzechwa (prawdziwe nazwisko Lesman) nie jest godny, by patronować szkołom, przedszkolom i ulicom w dziesiątkach polskich miast. Nie zasługuje, by płody jego nienawistnego pióra kształtowały wyobraźnię milionów Polaków”. Dalej argumentowano, że „mali Polacy w jego wierszach to wyłącznie niepoprawni zarozumialcy (Samochwała w kącie stała/ I wciąż tak opowiadała), notoryczni kłamcy (Pomyśl tylko, co ty pleciesz!/ To zwyczajne kłamstwo przecież) oraz godne pogardy nieroby (Na tapczanie siedzi leń,/ Nic nie robi cały dzień)”. Z poematów takich jak „Pchła Szachrajka” czy „Szelmostwa Lisa Witalisa” miało zaś wynikać wprost, że Polacy to również oszuści, naciągacze i populiści, a na dodatek germanofile: „Był Witalis rodem z Polski, lecz kapelusz miał tyrolski”.

 

Polityczne ostatki

Gdy po widowiskowym rozpadzie koalicji Dobrosz nie dostał się już do Sejmu, wystąpił z LPR-u i wraz z politykami kręcącymi się wokół Radia Maryja współtworzył dziś już niemal zapomnianą partię Naprzód Polsko, której został nawet prezesem. Formacja ta kontynuowała dotychczasowy kurs ideowy, ze szczególnym naciskiem na eurosceptycyzm. Także i tu jednak nie udało się przebić: ani w krajowej polityce, ani z listy europejskich eurosceptyków.

Kolejna próba powrotu do wielkiej polityki nastąpiła w 2014 roku, kiedy Dobrosz bez powodzenia startował do Parlamentu Europejskiego z list Solidarnej Polski. Z tamtej kampanii w pamięci pozostało jednak hasło wyborcze: „Czy w sukcesie, czy też w biedzie, Dobrosz nigdy nie zawiedzie”. Już ono samo zdradzało jego anachroniczne rozumienie polityki; jednak ta anachroniczność paradoksalnie świadczyła o nim bardzo dobrze. Pokazywała bowiem, że wciąż wierzył, iż forma w polityce jest jedynie obowiązkowym dodatkiem do treści, a nie jej substytutem. Na jego powrót do PSL-u w 2016 roku niewielu zwróciło już uwagę.

Mimo tych niepowodzeń Dobrosz zyskał jednak pewną renomę w środowisku określanym jako „na prawo od PiS”. Bywał zapraszany na konferencje, spotkania i wykłady, wnosząc swój wkład do nurtu prawicowej myśli „radykalnej”. I tutaj jego „oldschoolowość” zadziałała całkiem dobrze: człowieka o sznycie intelektualisty, rozmiłowanego w historycznych rozprawach, słuchano chętnie, choć (zwłaszcza w porównaniu z dekadą 1997–2007) była to już popularność wyraźnie niszowa.

A później nastała Ona…

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Nie żyje legendarny wokalista i kompozytor Wiadomości
Nie żyje legendarny wokalista i kompozytor

Neil Sedaka nie żyje. Legendarny amerykański wokalista i kompozytor zmarł w wieku 86 lat - poinformował magazyn „Variety”, powołując się na rodzinę artysty.

Fitch utrzymał rating Polski, ale ostrzega: perspektywa negatywna z ostatniej chwili
Fitch utrzymał rating Polski, ale ostrzega: perspektywa negatywna

Agencja ratingowa Fitch Ratings utrzymała rating Polski na poziomie "A-/F1", ale pozostawiła perspektywę na poziomie negatywnym.

Znany polityk PiS odpowie przed komisją etyki. Jest decyzja Kaczyńskiego z ostatniej chwili
Znany polityk PiS odpowie przed komisją etyki. Jest decyzja Kaczyńskiego

"Po analizie zebranych materiałów prezes Jarosław Kaczyński zdecydował o skierowaniu sprawy także Patryka Jakiego do partyjnej komisji etyki" – przekazał w sobotę rzecznik PiS Rafał Bochenek.

W ramach SAFE dostaniemy sprzęt z demobilu? Gen. Wroński: Nigdzie nie wyartykułowano, że będzie nowy tylko u nas
W ramach SAFE dostaniemy sprzęt z demobilu? Gen. Wroński: Nigdzie nie wyartykułowano, że będzie nowy

„Nie stać biedaka na robienie półśrodków. A w tej chwili wychodzi, że niestety poddaliśmy się temu, co wskazuje Niemiec” - mówi w wywiadzie dla portalu Tysol.pl gen. Dariusz Wroński, były dowódca 1 Brygady Lotnictwa Wojsk Lądowych, absolwent studiów podyplomowych na Wydziale Ekonomii u pani prof. Doroty Simpson (Uniwersytet Gdański).

LOT odwołał loty do Izraela. Samolot do Dubaju zawrócony z ostatniej chwili
LOT odwołał loty do Izraela. Samolot do Dubaju zawrócony

W soobotę rzecznik prasowy PLL LOT Krzysztof Moczulski poinformował o zawróceniu samolotu Polskich Linii Lotniczych LOT, który zmierzał do Dubaju. Wcześniej przekazał informację o wstrzymaniu lotów maszyn przewoźnika do Izraela.

Niemcy w tarapatach. Wracają niebezpieczne Tapinoma magnum z ostatniej chwili
Niemcy w tarapatach. Wracają niebezpieczne Tapinoma magnum

Inwazyjne mrówki Tapinoma magnum niszczą infrastrukturę w Niemczech. Władze Baden-Baden przygotowują się na pojawienie szkodników.

USA i Izrael zaatakowały Iran. BBN wydało pilny komunikat z ostatniej chwili
USA i Izrael zaatakowały Iran. BBN wydało pilny komunikat

W sobotę rano amerykańskie i izraelskie wojska zaatakowały Iran. Biuro Bezpieczeństwa Narodowego wydało komunikat w tej sprawie.

DORSZ: Sytuacja polskich kontyngentów wojskowych na Bliskim Wschodzie jest na bieżąco monitorowana z ostatniej chwili
DORSZ: Sytuacja polskich kontyngentów wojskowych na Bliskim Wschodzie jest na bieżąco monitorowana

W związku z sytuacją bezpieczeństwa w regionie Bliskiego Wschodu oraz doniesieniami dotyczącymi działań wobec Iranu informujemy, że sytuacja polskich kontyngentów wojskowych jest na bieżąco monitorowana - przekazało w sobotę Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych (DORSZ).

USA i Izrael zaatakowały Iran. Pilny komunikat MSZ z ostatniej chwili
USA i Izrael zaatakowały Iran. Pilny komunikat MSZ

W sobotę rano amerykańskie i izraelskie wojska zaatakowały Iran. Polskie MSZ opublikowało komunikat, w którym ostrzega przed podróżami do regionu i możliwymi problemami z lotami

USA i Izrael zaatakowały Iran. Eksplozje w kolejnych krajach z ostatniej chwili
USA i Izrael zaatakowały Iran. Eksplozje w kolejnych krajach

W sobotę rano amerykańskie i izraelskie wojska zaatakowały Iran. Do eksplozji doszło także w Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz w Kuwejcie.

REKLAMA

Janusz Dobrosz, czyli elegia dla starej prawicy

Przeklinany przez konserwatystów duch czasu obszedł się z Januszem Dobroszem wyjątkowo surowo. Po latach ustawił go w roli nobliwego ex-polityka – człowieka niedzisiejszego w możliwie najpełniejszym sensie tego słowa. Poskąpił mu nawet funkcji medialnej wizytówki własnej familii, powierzając ją jego córce, Justynie. Nie rozgrywa się tu jednak wyłącznie osobisty dramat. Ta zmiana pokoleniowa ma w sobie coś symbolicznego i być może wielu z nas potrafiłoby odnaleźć w niej cząstkę własnej historii.
Janusz Dobrosz
Janusz Dobrosz / Wikipedia

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst pokazuje Janusza Dobrosza jako symbol „starej prawicy”: polityka poważnego, ideowego i anachronicznego, coraz mniej pasującego do współczesnej sceny politycznej.
  • Przedstawia jego drogę od prawego skrzydła PSL, przez szczyt kariery w LPR, po stopniowe polityczne osamotnienie i marginalizację po 2007 roku.
  • Sugeruje, że klęska Dobrosza nie była wyłącznie osobista, lecz odzwierciedlała zmierzch stylu uprawiania polityki opartego na formie, ideach i parlamentarnym etosie.

 

Janusz Dobrosz (nie Oracz)

Postać Janusza Dobrosza pamiętają dziś już głównie koneserzy polskiej sceny partyjnej oraz nostalgicy ubolewający nad tym, że niegdyś politykę uprawiano w sposób bardziej kulturalny i poważny. Wybierając zamiast hałasu „powagę służby dla Rzeczpospolitej”, Dobrosz reprezentował starą szkołę parlamentaryzmu w pełnej krasie. Nic dziwnego, że do dziś bywa zapraszany przez kominkowe towarzystwa monarchistów jako przedstawiciel świata, który w zasadzie już nie istnieje. W tamtym świecie potrafił jednak zrobić karierę i „obskoczyć” nawet kilka politycznych szczytów.

 

Prawe skrzydło PSL-u

Dobrosz urodził się w niewielkim Wieruszowie w województwie łódzkim, skąd wyruszył z jednej strony ku karierze prawnika, z drugiej zaś ku działalności społecznej. Po zaliczeniu "obowiązkowej" obecności w ZSMP, w którym pełnił nawet istotne funkcje zarządcze, zdecydował się na wstąpienie do ZSL-u. To tam mógł nabierać pierwszych politycznych szlifów jeszcze w realiach poprzedniego systemu, co po transformacji dawało mu wyraźną przewagę doświadczenia nad wieloma „świeżakami” w parlamencie.

Działając w partii już po jej "rebrandingu", zaszedł w strukturach PSL-u całkiem daleko: został przewodniczącym władz wojewódzkich oraz rzecznikiem prasowym, a w latach 1997–2001 pełnił funkcję przewodniczącego klubu parlamentarnego. To właśnie wtedy realnie wpływał na strategię polityczną ugrupowania. Nikt nie miał przy tym wątpliwości, że Dobrosz ciążył ku prawej stronie sceny politycznej i w tym kierunku najchętniej przesuwałby PSL. Próbował to czynić, opowiadając się przeciwko najbardziej mainstreamowym kierunkom debaty, zwłaszcza w kwestiach polityki gospodarczej oraz integracji europejskiej.

 

"Skrzywienie"

Dziś wielu jego tezom chętnie przyklasną sympatycy PiS-u. Dobrosz szczególną estymą wśród zagranicznych obiektów krytyki darzył Niemcy. Walczył między innymi z tym, co określał mianem „regermanizacji” Śląska, upatrując jej we wpływach niemieckiego rządu na edukację i formowanie tożsamości Polaków z tamtych rejonów. Aktywnie krytykował również bierność władz wobec polityki symbolicznej i historycznej. Nie uważał, by „święty spokój” w stosunkach międzynarodowych czy dobrostan mniejszości niemieckiej były ważniejsze od uporządkowania nadmiarowych świadectw niemieckiej obecności na tych ziemiach – zwłaszcza tych, które jego zdaniem oddziaływały na kształtowanie nowego pokolenia.

Prawicowe „skrzywienie” ustawiło Dobrosza w kontrze do perspektywy koalicji, jaką PSL zamierzało zawrzeć z SLD po wyborach w 2001 roku. Jego frakcja nie miała jednak wystarczającej siły, by przekonać ówczesnego przewodniczącego Jarosława Kalinowskiego, i ostatecznie zwyciężyła logika arytmetyki sejmowej. Dobrosz pozostał jeszcze przez dwa lata w tych niechcianych konszachtach (już nie jako przewodniczący klubu), lecz zrezygnował przy pierwszej nadarzającej się okazji.

 

Wielka szansa w LPR-ze

Dobrosz odszedł w 2003 roku, jako główne przyczyny podając różnice zdań w kwestiach światopoglądowych, wśród których istotną rolę odgrywał stosunek do Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę fakt, że ugrupowanie Romana Giertycha znajdowało się wówczas na fali wznoszącej, łatwo było przewidzieć, że wielu obserwatorów nie dało wiary ideowości tych deklaracji. Szybko pojawiły się oskarżenia o koniunkturalizm i porzucenie macierzystej partii w imię dalszej kariery. Patrząc jednak na późniejsze losy Dobrosza oraz konsekwentnie głoszone przez niego poglądy (także już poza czynną polityką), takie jak wyraźnie antyniemieckie stanowisko czy głoszenie myśli politycznej Romana Dmowskiego, trudno odrzucić tezę o poszukiwaniu lepszego ideowego dopasowania. W nowym towarzystwie mógł rzeczywiście odnaleźć się lepiej niż w coraz bardziej centrowym PSL-u.

Już na początku swojej działalności w LPR-ze został nominowany na przewodniczącego komisji śledczej do zbadania prawidłowości prywatyzacji PZU SA. Wybór ten nie był chybiony – Dobrosz nie posiadał bowiem „gęby” Romana Giertycha czy Wojciecha Wierzejskiego, często przedstawianych w mediach jako groźni nacjonaliści. W odbiorze publicznym uchodził raczej za polityka wyważonego, uosabiającego parlamentarną rzetelność i niechętnego plemiennym wojnom politycznym. Na tak eksponowanym stanowisku, jak funkcja szefa komisji śledczej, merytoryczny Dobrosz był dla formacji borykającej się z wizerunkiem nienawistników wyraźną wartością dodaną.

 

Czasy LPR-u

Choć komisja nie przyniosła mu sukcesu na miarę politycznego wywindowania Zbigniewa Ziobry czy Jana Rokity, z pewnością wyszła mu na zdrowie. Zyskał znaczną rozpoznawalność medialną, wizerunek polityka antyestablishmentowego, a także obrońcy narodowego majątku i antyliberalnego krytyka transformacji ustrojowej. Nic więc dziwnego, że w 2006 roku, po objęciu przez Romana Giertycha stanowiska ministra edukacji, Dobrosz został przewodniczącym klubu parlamentarnego LPR. Jeśli dodać do tego funkcję wicemarszałka Sejmu, można uznać, że lata 2006–2007 były najjaśniejszym punktem jego kariery politycznej.

Choć osobowościowo, a zwłaszcza wizerunkowo, odbiegał od bardziej ekspresyjnych liderów swojej partii, poglądowo dość dobrze wpisywał się w pejzaż LPR-u. Był wyraźnie ukrainosceptyczny i antyniemiecki, stawiał na współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej ze szczególnym upodobaniem dla… Czech. Równocześnie cechowała go typowa dla ówczesnych współpracowników Giertycha nadwrażliwość na sprawy „młodzieży chowania”. Przykładowo, w okresie marszałkowania wsparł inicjatywę LPR, w ramach której działacze partii domagali się usunięcia nazwiska Jana Brzechwy: zarówno z nazw ulic, jak i z kanonu lektur szkolnych. Gdy dziś czyta się fragmenty uzasadnienia tej inicjatywy, usta mimowolnie układają się w uśmiech:

„Jan Brzechwa (prawdziwe nazwisko Lesman) nie jest godny, by patronować szkołom, przedszkolom i ulicom w dziesiątkach polskich miast. Nie zasługuje, by płody jego nienawistnego pióra kształtowały wyobraźnię milionów Polaków”. Dalej argumentowano, że „mali Polacy w jego wierszach to wyłącznie niepoprawni zarozumialcy (Samochwała w kącie stała/ I wciąż tak opowiadała), notoryczni kłamcy (Pomyśl tylko, co ty pleciesz!/ To zwyczajne kłamstwo przecież) oraz godne pogardy nieroby (Na tapczanie siedzi leń,/ Nic nie robi cały dzień)”. Z poematów takich jak „Pchła Szachrajka” czy „Szelmostwa Lisa Witalisa” miało zaś wynikać wprost, że Polacy to również oszuści, naciągacze i populiści, a na dodatek germanofile: „Był Witalis rodem z Polski, lecz kapelusz miał tyrolski”.

 

Polityczne ostatki

Gdy po widowiskowym rozpadzie koalicji Dobrosz nie dostał się już do Sejmu, wystąpił z LPR-u i wraz z politykami kręcącymi się wokół Radia Maryja współtworzył dziś już niemal zapomnianą partię Naprzód Polsko, której został nawet prezesem. Formacja ta kontynuowała dotychczasowy kurs ideowy, ze szczególnym naciskiem na eurosceptycyzm. Także i tu jednak nie udało się przebić: ani w krajowej polityce, ani z listy europejskich eurosceptyków.

Kolejna próba powrotu do wielkiej polityki nastąpiła w 2014 roku, kiedy Dobrosz bez powodzenia startował do Parlamentu Europejskiego z list Solidarnej Polski. Z tamtej kampanii w pamięci pozostało jednak hasło wyborcze: „Czy w sukcesie, czy też w biedzie, Dobrosz nigdy nie zawiedzie”. Już ono samo zdradzało jego anachroniczne rozumienie polityki; jednak ta anachroniczność paradoksalnie świadczyła o nim bardzo dobrze. Pokazywała bowiem, że wciąż wierzył, iż forma w polityce jest jedynie obowiązkowym dodatkiem do treści, a nie jej substytutem. Na jego powrót do PSL-u w 2016 roku niewielu zwróciło już uwagę.

Mimo tych niepowodzeń Dobrosz zyskał jednak pewną renomę w środowisku określanym jako „na prawo od PiS”. Bywał zapraszany na konferencje, spotkania i wykłady, wnosząc swój wkład do nurtu prawicowej myśli „radykalnej”. I tutaj jego „oldschoolowość” zadziałała całkiem dobrze: człowieka o sznycie intelektualisty, rozmiłowanego w historycznych rozprawach, słuchano chętnie, choć (zwłaszcza w porównaniu z dekadą 1997–2007) była to już popularność wyraźnie niszowa.

A później nastała Ona…

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane