Janusz Dobrosz, czyli elegia dla starej prawicy

Przeklinany przez konserwatystów duch czasu obszedł się z Januszem Dobroszem wyjątkowo surowo. Po latach ustawił go w roli nobliwego ex-polityka – człowieka niedzisiejszego w możliwie najpełniejszym sensie tego słowa. Poskąpił mu nawet funkcji medialnej wizytówki własnej familii, powierzając ją jego córce, Justynie. Nie rozgrywa się tu jednak wyłącznie osobisty dramat. Ta zmiana pokoleniowa ma w sobie coś symbolicznego i być może wielu z nas potrafiłoby odnaleźć w niej cząstkę własnej historii.
Janusz Dobrosz
Janusz Dobrosz / Wikipedia

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst pokazuje Janusza Dobrosza jako symbol „starej prawicy”: polityka poważnego, ideowego i anachronicznego, coraz mniej pasującego do współczesnej sceny politycznej.
  • Przedstawia jego drogę od prawego skrzydła PSL, przez szczyt kariery w LPR, po stopniowe polityczne osamotnienie i marginalizację po 2007 roku.
  • Sugeruje, że klęska Dobrosza nie była wyłącznie osobista, lecz odzwierciedlała zmierzch stylu uprawiania polityki opartego na formie, ideach i parlamentarnym etosie.

 

Janusz Dobrosz (nie Oracz)

Postać Janusza Dobrosza pamiętają dziś już głównie koneserzy polskiej sceny partyjnej oraz nostalgicy ubolewający nad tym, że niegdyś politykę uprawiano w sposób bardziej kulturalny i poważny. Wybierając zamiast hałasu „powagę służby dla Rzeczpospolitej”, Dobrosz reprezentował starą szkołę parlamentaryzmu w pełnej krasie. Nic dziwnego, że do dziś bywa zapraszany przez kominkowe towarzystwa monarchistów jako przedstawiciel świata, który w zasadzie już nie istnieje. W tamtym świecie potrafił jednak zrobić karierę i „obskoczyć” nawet kilka politycznych szczytów.

 

Prawe skrzydło PSL-u

Dobrosz urodził się w niewielkim Wieruszowie w województwie łódzkim, skąd wyruszył z jednej strony ku karierze prawnika, z drugiej zaś ku działalności społecznej. Po zaliczeniu "obowiązkowej" obecności w ZSMP, w którym pełnił nawet istotne funkcje zarządcze, zdecydował się na wstąpienie do ZSL-u. To tam mógł nabierać pierwszych politycznych szlifów jeszcze w realiach poprzedniego systemu, co po transformacji dawało mu wyraźną przewagę doświadczenia nad wieloma „świeżakami” w parlamencie.

Działając w partii już po jej "rebrandingu", zaszedł w strukturach PSL-u całkiem daleko: został przewodniczącym władz wojewódzkich oraz rzecznikiem prasowym, a w latach 1997–2001 pełnił funkcję przewodniczącego klubu parlamentarnego. To właśnie wtedy realnie wpływał na strategię polityczną ugrupowania. Nikt nie miał przy tym wątpliwości, że Dobrosz ciążył ku prawej stronie sceny politycznej i w tym kierunku najchętniej przesuwałby PSL. Próbował to czynić, opowiadając się przeciwko najbardziej mainstreamowym kierunkom debaty, zwłaszcza w kwestiach polityki gospodarczej oraz integracji europejskiej.

 

"Skrzywienie"

Dziś wielu jego tezom chętnie przyklasną sympatycy PiS-u. Dobrosz szczególną estymą wśród zagranicznych obiektów krytyki darzył Niemcy. Walczył między innymi z tym, co określał mianem „regermanizacji” Śląska, upatrując jej we wpływach niemieckiego rządu na edukację i formowanie tożsamości Polaków z tamtych rejonów. Aktywnie krytykował również bierność władz wobec polityki symbolicznej i historycznej. Nie uważał, by „święty spokój” w stosunkach międzynarodowych czy dobrostan mniejszości niemieckiej były ważniejsze od uporządkowania nadmiarowych świadectw niemieckiej obecności na tych ziemiach – zwłaszcza tych, które jego zdaniem oddziaływały na kształtowanie nowego pokolenia.

Prawicowe „skrzywienie” ustawiło Dobrosza w kontrze do perspektywy koalicji, jaką PSL zamierzało zawrzeć z SLD po wyborach w 2001 roku. Jego frakcja nie miała jednak wystarczającej siły, by przekonać ówczesnego przewodniczącego Jarosława Kalinowskiego, i ostatecznie zwyciężyła logika arytmetyki sejmowej. Dobrosz pozostał jeszcze przez dwa lata w tych niechcianych konszachtach (już nie jako przewodniczący klubu), lecz zrezygnował przy pierwszej nadarzającej się okazji.

 

Wielka szansa w LPR-ze

Dobrosz odszedł w 2003 roku, jako główne przyczyny podając różnice zdań w kwestiach światopoglądowych, wśród których istotną rolę odgrywał stosunek do Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę fakt, że ugrupowanie Romana Giertycha znajdowało się wówczas na fali wznoszącej, łatwo było przewidzieć, że wielu obserwatorów nie dało wiary ideowości tych deklaracji. Szybko pojawiły się oskarżenia o koniunkturalizm i porzucenie macierzystej partii w imię dalszej kariery. Patrząc jednak na późniejsze losy Dobrosza oraz konsekwentnie głoszone przez niego poglądy (także już poza czynną polityką), takie jak wyraźnie antyniemieckie stanowisko czy głoszenie myśli politycznej Romana Dmowskiego, trudno odrzucić tezę o poszukiwaniu lepszego ideowego dopasowania. W nowym towarzystwie mógł rzeczywiście odnaleźć się lepiej niż w coraz bardziej centrowym PSL-u.

Już na początku swojej działalności w LPR-ze został nominowany na przewodniczącego komisji śledczej do zbadania prawidłowości prywatyzacji PZU SA. Wybór ten nie był chybiony – Dobrosz nie posiadał bowiem „gęby” Romana Giertycha czy Wojciecha Wierzejskiego, często przedstawianych w mediach jako groźni nacjonaliści. W odbiorze publicznym uchodził raczej za polityka wyważonego, uosabiającego parlamentarną rzetelność i niechętnego plemiennym wojnom politycznym. Na tak eksponowanym stanowisku, jak funkcja szefa komisji śledczej, merytoryczny Dobrosz był dla formacji borykającej się z wizerunkiem nienawistników wyraźną wartością dodaną.

 

Czasy LPR-u

Choć komisja nie przyniosła mu sukcesu na miarę politycznego wywindowania Zbigniewa Ziobry czy Jana Rokity, z pewnością wyszła mu na zdrowie. Zyskał znaczną rozpoznawalność medialną, wizerunek polityka antyestablishmentowego, a także obrońcy narodowego majątku i antyliberalnego krytyka transformacji ustrojowej. Nic więc dziwnego, że w 2006 roku, po objęciu przez Romana Giertycha stanowiska ministra edukacji, Dobrosz został przewodniczącym klubu parlamentarnego LPR. Jeśli dodać do tego funkcję wicemarszałka Sejmu, można uznać, że lata 2006–2007 były najjaśniejszym punktem jego kariery politycznej.

Choć osobowościowo, a zwłaszcza wizerunkowo, odbiegał od bardziej ekspresyjnych liderów swojej partii, poglądowo dość dobrze wpisywał się w pejzaż LPR-u. Był wyraźnie ukrainosceptyczny i antyniemiecki, stawiał na współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej ze szczególnym upodobaniem dla… Czech. Równocześnie cechowała go typowa dla ówczesnych współpracowników Giertycha nadwrażliwość na sprawy „młodzieży chowania”. Przykładowo, w okresie marszałkowania wsparł inicjatywę LPR, w ramach której działacze partii domagali się usunięcia nazwiska Jana Brzechwy: zarówno z nazw ulic, jak i z kanonu lektur szkolnych. Gdy dziś czyta się fragmenty uzasadnienia tej inicjatywy, usta mimowolnie układają się w uśmiech:

„Jan Brzechwa (prawdziwe nazwisko Lesman) nie jest godny, by patronować szkołom, przedszkolom i ulicom w dziesiątkach polskich miast. Nie zasługuje, by płody jego nienawistnego pióra kształtowały wyobraźnię milionów Polaków”. Dalej argumentowano, że „mali Polacy w jego wierszach to wyłącznie niepoprawni zarozumialcy (Samochwała w kącie stała/ I wciąż tak opowiadała), notoryczni kłamcy (Pomyśl tylko, co ty pleciesz!/ To zwyczajne kłamstwo przecież) oraz godne pogardy nieroby (Na tapczanie siedzi leń,/ Nic nie robi cały dzień)”. Z poematów takich jak „Pchła Szachrajka” czy „Szelmostwa Lisa Witalisa” miało zaś wynikać wprost, że Polacy to również oszuści, naciągacze i populiści, a na dodatek germanofile: „Był Witalis rodem z Polski, lecz kapelusz miał tyrolski”.

 

Polityczne ostatki

Gdy po widowiskowym rozpadzie koalicji Dobrosz nie dostał się już do Sejmu, wystąpił z LPR-u i wraz z politykami kręcącymi się wokół Radia Maryja współtworzył dziś już niemal zapomnianą partię Naprzód Polsko, której został nawet prezesem. Formacja ta kontynuowała dotychczasowy kurs ideowy, ze szczególnym naciskiem na eurosceptycyzm. Także i tu jednak nie udało się przebić: ani w krajowej polityce, ani z listy europejskich eurosceptyków.

Kolejna próba powrotu do wielkiej polityki nastąpiła w 2014 roku, kiedy Dobrosz bez powodzenia startował do Parlamentu Europejskiego z list Solidarnej Polski. Z tamtej kampanii w pamięci pozostało jednak hasło wyborcze: „Czy w sukcesie, czy też w biedzie, Dobrosz nigdy nie zawiedzie”. Już ono samo zdradzało jego anachroniczne rozumienie polityki; jednak ta anachroniczność paradoksalnie świadczyła o nim bardzo dobrze. Pokazywała bowiem, że wciąż wierzył, iż forma w polityce jest jedynie obowiązkowym dodatkiem do treści, a nie jej substytutem. Na jego powrót do PSL-u w 2016 roku niewielu zwróciło już uwagę.

Mimo tych niepowodzeń Dobrosz zyskał jednak pewną renomę w środowisku określanym jako „na prawo od PiS”. Bywał zapraszany na konferencje, spotkania i wykłady, wnosząc swój wkład do nurtu prawicowej myśli „radykalnej”. I tutaj jego „oldschoolowość” zadziałała całkiem dobrze: człowieka o sznycie intelektualisty, rozmiłowanego w historycznych rozprawach, słuchano chętnie, choć (zwłaszcza w porównaniu z dekadą 1997–2007) była to już popularność wyraźnie niszowa.

A później nastała Ona…

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]


 

POLECANE
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć z ostatniej chwili
Pierwsze ułaskawienie. Prezydent ujawnił, kogo może dotyczyć

Prezydent Karol Nawrocki został zapytany w środę o kwestię ułaskawienia legendarnego działacza Solidarności Adama Borowskiego. – Jestem przygotowany do podjęcia decyzji w sprawie pana Adama Borowskiego w tym pierwszym pakiecie moich ułaskawień – poinformował.

Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki zabrał głos po spotkaniu z Donaldem Trumpem

Prezydent Karol Nawrocki przekazał, że jego środowe spotkanie z prezydentem USA Donaldem Trumpem w Davos dotyczyło m.in. kwestii bezpieczeństwa, Rady Pokoju, potwierdzenia obecności amerykańskich żołnierzy w Polsce.

Nie nałożę ceł. Trump zmienia zdanie z ostatniej chwili
"Nie nałożę ceł". Trump zmienia zdanie

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział, że nie nałoży ceł, które miały wejść w życie 1 lutego.

Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci” z ostatniej chwili
Samuel Pereira: Krzyk „ciamciaramci”

To, co zobaczyliśmy w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa, nie jest pokazem siły rządu Donalda Tuska – to demonstracja jego słabości.

Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat z ostatniej chwili
Żałoba w rodzinie królewskiej. Pilny komunikat

Smutna wiadomość ze szwedzkiego dworu królewskiego. Nie żyje Dezyderia Bernadotte. Król Karol XVI Gustaw opublikował pilne oświadczenie.

Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: Katastrofa z ostatniej chwili
Burza w Niemczech po decyzji ws. Mercosur: "Katastrofa"

Europarlament w środę poparł wniosek o skierowanie do TSUE umowy handlowej z państwami Mercosuru. Decyzja PE wywołała falę komentarzy niemieckich polityków.

Doda ostro do Owsiaka: To mi się w głowie nie mieści z ostatniej chwili
Doda ostro do Owsiaka: "To mi się w głowie nie mieści"

Doda opublikowała nagranie, w którym zaapelowała do Jerzego Owsiaka. – Jurek, pomagałam ci przez 20 lat, od 13. roku życia, aż nam się drogi rozeszły i się poróżniliśmy wiadomo w jakiej kwestii… – powiedziała.

Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim z ostatniej chwili
Norwegia alarmuje: Rosja koncentruje kluczowe siły wojskowe na strategicznym Półwyspie Kolskim

Rosja kontynuuje wzmacnianie swojej siły militarnej na arktycznym Półwyspie Kolskim, mimo znacznych strat na froncie oraz problemów gospodarczych – ostrzegł w środę norweski minister obrony Tore Sandvik podczas rozmowy z mediami.

Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem z ostatniej chwili
Karol Nawrocki spotkał się z Donaldem Trumpem

Prezydent USA Donald Trump spotkał się z prezydentem Karolem Nawrockim w szwajcarskim Davos. Informację przekazała w środę po godz. 17 rzeczniczka Białego Domu Karoline Leavitt.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka w najbliższych dniach

W czwartek oraz piątek mróz, miejscami mgły i szadź, lokalnie słaby śnieg. W części kraju możliwa marznąca mżawka i gołoledź – informuje Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej.

REKLAMA

Janusz Dobrosz, czyli elegia dla starej prawicy

Przeklinany przez konserwatystów duch czasu obszedł się z Januszem Dobroszem wyjątkowo surowo. Po latach ustawił go w roli nobliwego ex-polityka – człowieka niedzisiejszego w możliwie najpełniejszym sensie tego słowa. Poskąpił mu nawet funkcji medialnej wizytówki własnej familii, powierzając ją jego córce, Justynie. Nie rozgrywa się tu jednak wyłącznie osobisty dramat. Ta zmiana pokoleniowa ma w sobie coś symbolicznego i być może wielu z nas potrafiłoby odnaleźć w niej cząstkę własnej historii.
Janusz Dobrosz
Janusz Dobrosz / Wikipedia

Co musisz wiedzieć:

  • Tekst pokazuje Janusza Dobrosza jako symbol „starej prawicy”: polityka poważnego, ideowego i anachronicznego, coraz mniej pasującego do współczesnej sceny politycznej.
  • Przedstawia jego drogę od prawego skrzydła PSL, przez szczyt kariery w LPR, po stopniowe polityczne osamotnienie i marginalizację po 2007 roku.
  • Sugeruje, że klęska Dobrosza nie była wyłącznie osobista, lecz odzwierciedlała zmierzch stylu uprawiania polityki opartego na formie, ideach i parlamentarnym etosie.

 

Janusz Dobrosz (nie Oracz)

Postać Janusza Dobrosza pamiętają dziś już głównie koneserzy polskiej sceny partyjnej oraz nostalgicy ubolewający nad tym, że niegdyś politykę uprawiano w sposób bardziej kulturalny i poważny. Wybierając zamiast hałasu „powagę służby dla Rzeczpospolitej”, Dobrosz reprezentował starą szkołę parlamentaryzmu w pełnej krasie. Nic dziwnego, że do dziś bywa zapraszany przez kominkowe towarzystwa monarchistów jako przedstawiciel świata, który w zasadzie już nie istnieje. W tamtym świecie potrafił jednak zrobić karierę i „obskoczyć” nawet kilka politycznych szczytów.

 

Prawe skrzydło PSL-u

Dobrosz urodził się w niewielkim Wieruszowie w województwie łódzkim, skąd wyruszył z jednej strony ku karierze prawnika, z drugiej zaś ku działalności społecznej. Po zaliczeniu "obowiązkowej" obecności w ZSMP, w którym pełnił nawet istotne funkcje zarządcze, zdecydował się na wstąpienie do ZSL-u. To tam mógł nabierać pierwszych politycznych szlifów jeszcze w realiach poprzedniego systemu, co po transformacji dawało mu wyraźną przewagę doświadczenia nad wieloma „świeżakami” w parlamencie.

Działając w partii już po jej "rebrandingu", zaszedł w strukturach PSL-u całkiem daleko: został przewodniczącym władz wojewódzkich oraz rzecznikiem prasowym, a w latach 1997–2001 pełnił funkcję przewodniczącego klubu parlamentarnego. To właśnie wtedy realnie wpływał na strategię polityczną ugrupowania. Nikt nie miał przy tym wątpliwości, że Dobrosz ciążył ku prawej stronie sceny politycznej i w tym kierunku najchętniej przesuwałby PSL. Próbował to czynić, opowiadając się przeciwko najbardziej mainstreamowym kierunkom debaty, zwłaszcza w kwestiach polityki gospodarczej oraz integracji europejskiej.

 

"Skrzywienie"

Dziś wielu jego tezom chętnie przyklasną sympatycy PiS-u. Dobrosz szczególną estymą wśród zagranicznych obiektów krytyki darzył Niemcy. Walczył między innymi z tym, co określał mianem „regermanizacji” Śląska, upatrując jej we wpływach niemieckiego rządu na edukację i formowanie tożsamości Polaków z tamtych rejonów. Aktywnie krytykował również bierność władz wobec polityki symbolicznej i historycznej. Nie uważał, by „święty spokój” w stosunkach międzynarodowych czy dobrostan mniejszości niemieckiej były ważniejsze od uporządkowania nadmiarowych świadectw niemieckiej obecności na tych ziemiach – zwłaszcza tych, które jego zdaniem oddziaływały na kształtowanie nowego pokolenia.

Prawicowe „skrzywienie” ustawiło Dobrosza w kontrze do perspektywy koalicji, jaką PSL zamierzało zawrzeć z SLD po wyborach w 2001 roku. Jego frakcja nie miała jednak wystarczającej siły, by przekonać ówczesnego przewodniczącego Jarosława Kalinowskiego, i ostatecznie zwyciężyła logika arytmetyki sejmowej. Dobrosz pozostał jeszcze przez dwa lata w tych niechcianych konszachtach (już nie jako przewodniczący klubu), lecz zrezygnował przy pierwszej nadarzającej się okazji.

 

Wielka szansa w LPR-ze

Dobrosz odszedł w 2003 roku, jako główne przyczyny podając różnice zdań w kwestiach światopoglądowych, wśród których istotną rolę odgrywał stosunek do Unii Europejskiej. Biorąc pod uwagę fakt, że ugrupowanie Romana Giertycha znajdowało się wówczas na fali wznoszącej, łatwo było przewidzieć, że wielu obserwatorów nie dało wiary ideowości tych deklaracji. Szybko pojawiły się oskarżenia o koniunkturalizm i porzucenie macierzystej partii w imię dalszej kariery. Patrząc jednak na późniejsze losy Dobrosza oraz konsekwentnie głoszone przez niego poglądy (także już poza czynną polityką), takie jak wyraźnie antyniemieckie stanowisko czy głoszenie myśli politycznej Romana Dmowskiego, trudno odrzucić tezę o poszukiwaniu lepszego ideowego dopasowania. W nowym towarzystwie mógł rzeczywiście odnaleźć się lepiej niż w coraz bardziej centrowym PSL-u.

Już na początku swojej działalności w LPR-ze został nominowany na przewodniczącego komisji śledczej do zbadania prawidłowości prywatyzacji PZU SA. Wybór ten nie był chybiony – Dobrosz nie posiadał bowiem „gęby” Romana Giertycha czy Wojciecha Wierzejskiego, często przedstawianych w mediach jako groźni nacjonaliści. W odbiorze publicznym uchodził raczej za polityka wyważonego, uosabiającego parlamentarną rzetelność i niechętnego plemiennym wojnom politycznym. Na tak eksponowanym stanowisku, jak funkcja szefa komisji śledczej, merytoryczny Dobrosz był dla formacji borykającej się z wizerunkiem nienawistników wyraźną wartością dodaną.

 

Czasy LPR-u

Choć komisja nie przyniosła mu sukcesu na miarę politycznego wywindowania Zbigniewa Ziobry czy Jana Rokity, z pewnością wyszła mu na zdrowie. Zyskał znaczną rozpoznawalność medialną, wizerunek polityka antyestablishmentowego, a także obrońcy narodowego majątku i antyliberalnego krytyka transformacji ustrojowej. Nic więc dziwnego, że w 2006 roku, po objęciu przez Romana Giertycha stanowiska ministra edukacji, Dobrosz został przewodniczącym klubu parlamentarnego LPR. Jeśli dodać do tego funkcję wicemarszałka Sejmu, można uznać, że lata 2006–2007 były najjaśniejszym punktem jego kariery politycznej.

Choć osobowościowo, a zwłaszcza wizerunkowo, odbiegał od bardziej ekspresyjnych liderów swojej partii, poglądowo dość dobrze wpisywał się w pejzaż LPR-u. Był wyraźnie ukrainosceptyczny i antyniemiecki, stawiał na współpracę w ramach Grupy Wyszehradzkiej ze szczególnym upodobaniem dla… Czech. Równocześnie cechowała go typowa dla ówczesnych współpracowników Giertycha nadwrażliwość na sprawy „młodzieży chowania”. Przykładowo, w okresie marszałkowania wsparł inicjatywę LPR, w ramach której działacze partii domagali się usunięcia nazwiska Jana Brzechwy: zarówno z nazw ulic, jak i z kanonu lektur szkolnych. Gdy dziś czyta się fragmenty uzasadnienia tej inicjatywy, usta mimowolnie układają się w uśmiech:

„Jan Brzechwa (prawdziwe nazwisko Lesman) nie jest godny, by patronować szkołom, przedszkolom i ulicom w dziesiątkach polskich miast. Nie zasługuje, by płody jego nienawistnego pióra kształtowały wyobraźnię milionów Polaków”. Dalej argumentowano, że „mali Polacy w jego wierszach to wyłącznie niepoprawni zarozumialcy (Samochwała w kącie stała/ I wciąż tak opowiadała), notoryczni kłamcy (Pomyśl tylko, co ty pleciesz!/ To zwyczajne kłamstwo przecież) oraz godne pogardy nieroby (Na tapczanie siedzi leń,/ Nic nie robi cały dzień)”. Z poematów takich jak „Pchła Szachrajka” czy „Szelmostwa Lisa Witalisa” miało zaś wynikać wprost, że Polacy to również oszuści, naciągacze i populiści, a na dodatek germanofile: „Był Witalis rodem z Polski, lecz kapelusz miał tyrolski”.

 

Polityczne ostatki

Gdy po widowiskowym rozpadzie koalicji Dobrosz nie dostał się już do Sejmu, wystąpił z LPR-u i wraz z politykami kręcącymi się wokół Radia Maryja współtworzył dziś już niemal zapomnianą partię Naprzód Polsko, której został nawet prezesem. Formacja ta kontynuowała dotychczasowy kurs ideowy, ze szczególnym naciskiem na eurosceptycyzm. Także i tu jednak nie udało się przebić: ani w krajowej polityce, ani z listy europejskich eurosceptyków.

Kolejna próba powrotu do wielkiej polityki nastąpiła w 2014 roku, kiedy Dobrosz bez powodzenia startował do Parlamentu Europejskiego z list Solidarnej Polski. Z tamtej kampanii w pamięci pozostało jednak hasło wyborcze: „Czy w sukcesie, czy też w biedzie, Dobrosz nigdy nie zawiedzie”. Już ono samo zdradzało jego anachroniczne rozumienie polityki; jednak ta anachroniczność paradoksalnie świadczyła o nim bardzo dobrze. Pokazywała bowiem, że wciąż wierzył, iż forma w polityce jest jedynie obowiązkowym dodatkiem do treści, a nie jej substytutem. Na jego powrót do PSL-u w 2016 roku niewielu zwróciło już uwagę.

Mimo tych niepowodzeń Dobrosz zyskał jednak pewną renomę w środowisku określanym jako „na prawo od PiS”. Bywał zapraszany na konferencje, spotkania i wykłady, wnosząc swój wkład do nurtu prawicowej myśli „radykalnej”. I tutaj jego „oldschoolowość” zadziałała całkiem dobrze: człowieka o sznycie intelektualisty, rozmiłowanego w historycznych rozprawach, słuchano chętnie, choć (zwłaszcza w porównaniu z dekadą 1997–2007) była to już popularność wyraźnie niszowa.

A później nastała Ona…

[Niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]



 

Polecane