Dom działaczy Ruchu Obrony Granic zaatakowany koktajlem Mołotowa
Co musisz wiedzieć:
- W niedzielę nad ranem doszło do podpalenia domu Beaty i Roberta Fijałkowskich.
- Robert Bąkiewicz jako pierwszy opisał sprawę i ocenił ją jako atak o podłożu politycznym.
- Fijałkowski twierdzi, że napastnicy sforsowali dwa ogrodzenia, weszli przez las i wykorzystali "martwy punkt" kamer.
- Małżeństwo łączy swoją aktywność społeczną z możliwym tłem zdarzenia.
Zaatakowano dom działaczy Ruchu Obrony Granic
Informację przekazał w niedzielę za pośrednictwem mediów społecznościowych lider Ruchu Obrony Granic Robert Bąkiewicz, który podkreślił, że w nocy z soboty na niedzielę "przekroczono kolejną granicę".
"Dom Beaty i Roberta Fijałkowskich został zaatakowany koktajlami Mołotowa. To nie był wybryk chuligański – to był polityczny akt terroru wymierzony w patriotów. Zamach pod osłoną nocy" – zaznaczył Bąkiewicz.
Do zdarzenia doszło w niedzielę przed godz. 5 rano. "Sprawcy doskonale wiedzieli, co robią i kogo atakują. Dom Fijałkowskich to leśniczówka, oddalona o 3,5 kilometra od najbliższych zabudowań. Napastnicy zakradli się pod osłoną nocy, by rzucić w budynek mieszkalny dwoma przedmiotami zapalającymi" – napisał Bąkiewicz.
"Jeden z koktajli Mołotowa wywołał pożar na tarasie, drugi roztrzaskał się o okno. Tylko błyskawiczna reakcja Roberta Fijałkowskiego, który wybudzony hukiem ugasił ogień, zapobiegła tragedii na niewyobrażalną skalę. Na posesji, oprócz gospodarza, znajdowały się liczne zwierzęta – konie, krowy, psy i koty" – dodał.
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Wielkopolski
- Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska
- Jarosław Kaczyński w szpitalu. Nowe informacje o stanie zdrowia prezesa PiS
- Pilne doniesienia z granicy. Komunikat Straży Granicznej
- Arktyczny mróz nad Polską. IMGW ostrzega przed temperaturami do minus 28 st. C
- Komunikat Straży Granicznej. Pilne doniesienia z granicy
- Wybory na szefa Polski 2050. Jest nazwisko zwycięzcy
Fijałkowski: Dzięki Bogu, że te koktajle Mołotowa nie wpadły do środka
Robert Fijałkowski w rozmowie z Telewizją wPolsce24 przyznał, że "usłyszał straszny huk". – Wyjrzałem przez okno, usłyszałem tylko bieg oddalających się ludzi po tym zmrożonym śniegu, ale patrząc w dół na taras, zauważyłem płomienie ognia, więc zszedłem szybko na dół i ''ratuj się, kto może'', można tak powiedzieć – relacjonował.
– Po prostu wziąłem się do gaszenia pożaru – tak jak stałem. Po prostu poszukałem jakiejś wody, wiaderka. No i zacząłem gasić pożar. Z wewnątrz zgasiłem pożar na tarasie. Natomiast musiałem wyjść na zewnątrz, żeby gasić drugie okno, gdzie był też rzucony koktajl Mołotowa. Dzięki Bogu te koktajle Mołotowa nie wpadły do środka, tylko zatrzymały się na szybach i ten pożar miał miejsce na zewnątrz domu – dodał.



