Wnuk Więźnia: Auschwitz nie wolno zamykać przed Rodzinami Ofiar
31 lat temu
Była zima cięższa niż dziś, ale mróz nie miał znaczenia. Liczyli się ludzie. Byli Więźniowie Auschwitz i innych obozów. Oni byli centrum tych uroczystości. Nie delegacje. Nie kamery. Nie instytucje. Uroczystości zaczęły się o 11:30. Punktualnie. Dźwiękiem syren na terenie Birkenau. Ten dźwięk nie był symboliczny. On był granicą. Kończyło się wszystko inne. Zostawała cisza, pamięć i obecność.
Udział był wolny dla wszystkich. Każdy mógł przyjść. Każdy mógł zapalić znicz. Każdy mógł się wpisać do księgi pamięci. To nie był dodatek do programu. To był sens tego miejsca. Do dziś mam zaproszenie z tamtych uroczystości i ono jest dziś dowodem oskarżenia wobec tego, czym stały się współczesne „obchody”.
Bo Auschwitz - zgodnie z ustawą z 1947 roku - miał być cmentarzem. Pomnikiem męczeństwa narodów, miejscem pamięci i ostrzeżeniem. A nie strefą zamkniętą, wydarzeniem na listę gości i przestrzenią, do której dostęp reguluje się jak wejście na galę.
Dzisiaj
Dziś szczególnie boli to, że jako przedstawiciel rodzin polskich Ofiar i wnuk więźnia trzech obozów koncentracyjnych, dwóch obozów karnych oraz więzienia Gestapo - więźnia o numerach 56289 i 13425 - nie mogę pokłonić głowy i zapalić znicza razem z innymi uczestnikami. Nie mogę stanąć obok żyjących jeszcze Ocalonych. Nie dlatego, że nie wypada. Nie dlatego, że brak miejsca. Tylko dlatego, że pamięć została podporządkowana procedurze.
To jest moralne odwrócenie sensów.
Auschwitz
Auschwitz powstał w 1940 roku jako obóz dla polskich więźniów politycznych. Później stał się miejscem kaźni ludzi z całej okupowanej Europy. Trzy obozy. Ponad 40 podobozów. Niewolnicza praca. Głód. Tortury. Egzekucje. Od 1942 roku największa fabryka zagłady europejskich Żydów.
Tego miejsca nie wolno „zarządzać” jak wydarzenia, nie wolno oddzielać od ludzi i nie wolno zamykać przed rodzinami Ofiar.
Bo Auschwitz nie jest własnością instytucji i osób nią zarządzających.
Nie jest projektem i nie jest sceną.
Jest wspólnym cmentarzem.
A jeśli na cmentarzu nie ma miejsca dla rodzin zamordowanych - to znaczy, że coś zostało złamane. Nie regulamin. Sens.
[Autor - wnuk więźnia trzech obozów koncentracyjnych, dwóch obozów karnych oraz więzienia Gestapo - więźnia o numerach 56289 i 13425]




