Niemcy chcą przyznać swoim służbom "supermoce"
Co musisz wiedzieć:
- Niemcy planują dużą reformę wywiadu – rząd chce rozszerzyć kompetencje Bundesnachrichtendienst, czyniąc go nie tylko służbą cywilną, ale także podmiotem o szerszych uprawnieniach wojskowych.
- BND ma zyskać dostęp do zasobów Bundeswehry – chodzi m.in. o dane satelitarne, zdolności cybernetyczne i współpracę operacyjną z Bundeswehrą. To budzi sprzeciw niemieckiego Ministerstwa Obrony.
- Reforma wywołała ostry spór polityczny – organizacje pozarządowe i część opozycji w Bundestagu ostrzegają przed nadmierną inwigilacją i osłabieniem kontroli nad służbami. Rząd argumentuje, że zmiany są konieczne w obliczu wojny w Ukrainie i zagrożeń hybrydowych.
Zwolennicy mówią o konieczności dostosowania się do nowej rzeczywistości bezpieczeństwa i skuteczności w obliczu wojny na Ukrainie, hybrydowych zagrożeń ze strony Rosji i Chin. Natomiast krytycy ostrzegają przed powstaniem „supersłużby” z licencją na masową inwigilację i sabotaż.
Ten moment w historii
Niemcy od lat borykają się z zarzutem, że ich służby są „związane prawem rękami i nogami”. Po aferach z przeszłości (np. współpraca BND z NSA (amerykańską Agencją Bezpieczeństwa Narodowego – przyp. red.), podsłuchiwanie sojuszników, Bundestag mocno ograniczył ich kompetencje. Dziś, w 2026 roku, sytuacja jest inna. Rosja prowadzi wojnę na Ukrainie, a Chiny rozbudowują armię i Donald Trump sygnalizuje, że Ameryka może być mniej chętna do dzielenia się informacjami wywiadowczymi z Niemcami.
Właśnie dlatego Kancelaria Kanclerza (pod kierownictwem CDU/CSU i SPD) przygotowała projekt ustawy, który ma z 69 paragrafów starego prawa zrobić prawie 140 nowych. Celem jest uniezależnienie BND od zagranicznych partnerów i nadanie mu zdolności do aktywnego działania, a nie tylko pasywnego zbierania informacji, jak to było dotychczas.
Cywilny i wojskowy – rewolucja w definicji
Największe kontrowersje budzi już pierwszy paragraf projektu. Brzmi on: „BND jest cywilnym i wojskowym wywiadem zagranicznym Republiki Federalnej Niemiec”. Do tej pory BND był wyłącznie służbą cywilną, a rozpoznanie wojskowe należało do Bundeswehry (Militärisches Nachrichtenwesen).
Teraz BND ma przejąć większą część operacyjnego i taktycznego wywiadu wojskowego – od analizy rosyjskich ruchów w Arktyce, przez chińskie zdolności rakietowe, po północnokoreańskie programy nuklearne. Służba ma dostać bezpośredni dostęp do personelu, sprzętu i danych Bundeswehry: satelitów, samolotów rozpoznawczych, jednostek cybernetycznych i nawet żołnierzy sił specjalnych. Ministerstwo Obrony (BMVg) jest wściekłe. Obawia się, że straci kluczowe kompetencje i zasoby na rzecz służby podległej wyłącznie Kancelarii Kanclerza. W razie kryzysu lub wojny BND nie byłby zintegrowany z łańcuchem dowodzenia Bundeswehry.
Przeciwnicy nowej ustawy – od organizacji pozarządowych po lewicowe media – mówią wprost o „militaryzacji wywiadu” i powrocie do czasów zimnej wojny. Strona IMI (Informationsstelle Militarisierung) podkreśla, że nowe kompetencje to kolejny krok w kierunku „państwa policyjnego” i militaryzacji całego aparatu bezpieczeństwa. Zdaniem krytyków projekt powstał w atmosferze strachu przed Rosją, ale realnie uderzy w wolności obywatelskie Niemców i Europejczyków. Szczególnie niepokojące jest rozszerzenie inwigilacji internetu – coś, co Europejski Trybunał Praw Człowieka już raz uznał za problematyczne w poprzedniej wersji prawa o BND. Także Reporterzy bez Granic i Gesellschaft für Freiheitsrechte (GFF) złożyli skargi, argumentując, że nowe przepisy zagrażają ochronie źródeł dziennikarskich i wolności prasy. W Bundestagu opozycja (Lewica, Zieloni) zapowiada także twardy opór. Obawiają się, że pod pretekstem „nowych zagrożeń” powstanie służba, której praktycznie nikt nie będzie w stanie skutecznie kontrolować.
„Zaufajcie swoim służbom”
Zupełnie inną narrację prezentuje „Die Welt”. Artykuł pt. „Czy Niemcy za mało ufają swoim służbom specjalnym?” cytuje historyka wojskowości Sönke Neitzela, który uważa, że Niemcy wciąż mają kompleks przeszłości i traktują własne służby jak potencjalne zagrożenie, a nie narzędzie obrony. Zdaniem zwolenników reformy obecne ograniczenia są „hipokryzją” – Niemcy korzystają z danych amerykańskich, brytyjskich czy francuskich, ale sami nie chcą brać na siebie odpowiedzialności. „W czasach, gdy na naszych granicach toczy się wojna, a hybrydowe ataki są codziennością, nie możemy sobie pozwolić na służby, które tylko zbierają informacje i piszą raporty” – piszą publicyści bliskich rządowi mediów.
Projekt jest jeszcze w fazie uzgodnień międzyresortowych. Kancelaria chce wprowadzić go do Bundestagu jeszcze w pierwszej połowie 2026 roku. Wszystko wskazuje jednak na to, że droga będzie wyboista – spór z Ministerstwem Obrony, opór partii lewicowych i presja organizacji pozarządowych mogą znacznie opóźnić lub złagodzić najbardziej kontrowersyjne zapisy.
[Autor Aleksandra Fedorska jest dziennikarką Tysol.pl oraz licznych polskich i niemieckich mediów]
[Tytuł, sekcje "Co musisz wiedzieć", "Co to oznacza dla Polski" i FAQ od redakcji]
Jakie to ma znaczenie dla Polski?
Większe możliwości operacyjne BND = większa aktywność w regionie. Jeśli reforma wejdzie w życie, Bundesnachrichtendienst ma uzyskać szersze kompetencje operacyjne i wojskowe. Polska – jako państwo frontowe NATO, hub logistyczny wsparcia dla Ukrainy i kraj graniczący z Rosją (obwód kaliningradzki) – znajduje się w naturalnym obszarze zainteresowania niemieckiego wywiadu.
Ryzyko rozszerzonej inwigilacji transgranicznej. Rozszerzenie kompetencji w zakresie cyberwywiadu i analizy danych może oznaczać większe możliwości pozyskiwania informacji także z przestrzeni cyfrowej obejmującej Polskę.
Wpływ na współpracę wywiadowczą w NATO i UE. Silniejszy BND może oznaczać większą rolę Niemiec w strukturach wywiadowczych NATO i UE. Dla Polski to jednocześnie szansa na głębszą współpracę oraz wyzwanie – konieczność dbania o własne interesy informacyjne i ochronę strategicznych danych.
Wymiar polityczny i historyczny. W Polsce temat niemieckich służb wywiadowczych budzi szczególną wrażliwość historyczną. Każde wzmocnienie kompetencji operacyjnych po stronie Berlina może stać się elementem debaty politycznej w kraju – zwłaszcza w kontekście suwerenności i bezpieczeństwa informacyjnego.




