Ryszard Czarnecki: Sześć powodów dla których trzeba zagłosować w najbliższą niedzielę

Jeszcze nigdy wybory do Parlamentu Europejskiego nie były tak ważne, jak w A. D. 2019. Po raz pierwszy bowiem nie wiadomo, kto je wygra. Czy zwolennicy Europy Ojczyzn, Europy Narodów, szacunku dla tradycji i wartości, które były fundamentem Starego Kontynentu czy też euroentuzjaści, którzy uważają, że historia Europy zaczęła się po II wojnie światowej? To pewne uproszczenie, bo w obozie eurorealistów czy eurosceptyków jest też, wbrew pozorom, część ludzi lewicy. Tak samo w obozie euroentuzjastycznego postępu jest też jakaś część szczerych chrześcijańskich demokratów niechcących dostrzegać, że obecna Unia niewiele ma wspólnego z Europejską Wspólnotą Węgla i Stali i EWG Roberta Schumana i Alcide de Gasperi.
/ pixabay.com
Dwie wizje przyszłej Europy: wyborczy test
Polityczny kształt parlamentu w Brukseli i Strasburgu zależy od tych wyborów, jak nigdy przedtem, jak nigdy w 40-letniej historii bezpośrednich wyborów do europarlamentu (pierwsze wybory powszechne do PE odbyły się w 1979 roku – wcześniej  parlamenty narodowe delegowały tam po prostu przedstawicieli poszczególnych krajów). Zatem to jest powód „numer 1”, dla którego warto pójść i 26 maja oddać głos. Realizacja wizji „Europy Ojczyzn” zależy w niemałej mierze właśnie od głosu nas, Polaków.
Po drugie trzeba pójść i zagłosować, bo już ¾ polskiego ustawodawstwa – podobnie jak legislacji francuskiej, niemieckiej, czeskiej, duńskiej, itd. – w praktyce decyduje się w Strasburgu i Brukseli. Dopiero potem jest implementowane do prawa krajowego państw członkowskich UE. Skoro tak, to czy nie warto mieć wpływu na to, jacy przedstawiciele będą decydować o kształcie europejskiego, a de facto w 75% polskiego prawa? Pytanie retoryczne. To powód „numer 2”.
Ostatni budżet dla Polski „na plus”
Kolejnym powodem, który zobowiązuje nas do udziału w wyborach za sześć dni jest fakt, że właśnie ten najbliższy europarlament, który ukonstytuuje się 2 lipca 2019 roku będzie w istotny sposób współdecydował o kształcie unijnego budżetu siedmioletniego na lata 2021-2027. Można postawić pytanie: no i co z tego? Przecież współdecydował również o budżetach na lata 2014-2020 i 2007-2013, kiedy byliśmy już członkiem Unii Europejskiej? Otóż jednak teraz sytuacja jest wyjątkowa. Mianowicie Parlament Europejski wybrany począwszy od tego czwartku – wówczas wybory odbędą się na terenie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (tradycyjnie w tym kraju każde wybory, także do House of Commons, odbywają się właśnie w czwartki) – aż po niedzielę będzie tym, od którego zależy ostatnia „siedmioletnia perspektywa finansowa UE”. Ostatnia – w której Polska będzie „na plusie”. Mówiąc precyzyjnie: budżet Unii 2021-2027 będzie ostatnim, w którym Polska wciąż więcej pieniędzy otrzyma z kasy w Brukseli niż tam da w formie składki członkowskiej. Składki, która zresztą właśnie systematycznie rośnie (teraz wynosi 3,5 miliarda euro). Zatem wpływ wyborców na kształt polskiej delegacji, która będzie walczyć o korzystny dla Rzeczpospolitej unijny budżet to podwód „numer 3”, żeby za sześć dni przywitać się z wyborczą urną.

Europarlament: obrońca zdrowego rozsądku czy lewicowo-liberalnej ideologii?
Wreszcie kwestia niezwiązana z gospodarką, choć z polityką jednak tak, bo jak pisał niemiecki pisarz Tomasz Mann: „Nie ma nie-polityki. Wszystko jest polityką”. Chodzi o kwestie wartości i sferę moralno-obyczajową. Parlament Europejski w paru ostatnich kadencjach, a zwłaszcza od 2014 roku był używany jako pałka ideologiczna lewicy i środowisk liberalnych wobec tradycyjnego systemu wartości. W wymiarze formalnoprawnym jest to jednak kompetencja wyłącznie i tylko państw członkowskich UE. Jednak w praktyce PE wywierał presję polityczno-propagandową, aby kraje „opóźnione” w dostrzeganiu „wartości” promocji LGBT zrozumiały swój błąd. Do zupełnie neutralnych ideologicznie rezolucji, choćby w sprawie pomocy rozwojowej dla Afryki doczepiano na siłę, merytorycznie zupełnie prawem Kaduka, ideologiczne wtręty o polityce reprodukcyjnej czy właśnie o ochronie środowisk homoseksualnych. Była to powszechna praktyka. Zatem wyborcy 28 (jednak) państw członkowskich Unii, w tym, uwaga, Polacy będą w tę niedzielę decydować, czy chcą parlamentu ideologicznego z lewicowo-liberalnym przechyłem, czy też instytucji zdroworozsądkowej, szanującej fundamentalne, tradycyjne wartości i szukającej raczej tego, co łączy posłów z różnych krajów i grup politycznych niż tego, co dzieli. I to jest powód „numer 4”, aby 26 maja każdy z Państwa oddał głos w wyborach.
Ogromna stawka:  polska racja stanu i niezależność
Wreszcie powód, który ma charakter bardziej defensywny - pójdźmy głosować, żeby uniknąć obciachu. Sytuacja, gdy Polska tradycyjnie w kolejnych wyborach do PE jest drugim czy trzecim krajem o największej absencji w UE – najpierw UE-25, potem UE-27, a wreszcie UE-28  – to  powód czy pretekst do kpin ze strony zwłaszcza przedstawicieli krajów Europy Zachodniej. Żadnym pocieszeniem jest to, że Litwa i Słowacja miały ostatnio frekwencję jeszcze niższą. Czy chcemy, by kolejna wysoka absencja wyborcza wpisała się w niesprawiedliwy przecież stereotyp Polski uciekającej od korzystania z obywatelskich praw? To jest właśnie powód „numer 5”, aby za 140 godzin oddać głos w tych wyborach.

Kolejny powód to kwestia kogo wybierzemy na reprezentantów Polski w PE. Niegłosowanie zwolenników Obozu Patriotycznego, Obozu Niepodległościowego, Obozu Dobrej Zmiany w oczywisty sposób zwiększa szanse naszych oponentów z obozu „żeby było, jak było”. Wbrew pozorom nie chodzi tu wcale o nasze wewnętrzne polityczne boje, ale o to, czy wybrani z Polski europosłowie będą bronić polskiej racji stanu, polskich interesów i wyników demokratycznych wyborów w Polsce czy też będą donosić na własną ojczyznę do zagranicznych mediów i głosować przeciwko własnemu krajowi, choćby wspierając propozycję uruchomienia procesu sankcyjnego względem Polski, jak miało to już miejsce w listopadzie 2017 roku. I to jest naprawdę niebagatelny- i szósty- powód, dla którego 26 maja warto oddać głos.

To było sześć powodów, dla których nie tylko powinno się, ale trzeba uczestniczyć 26 maja w wyborach polskiej, nie tylko z nazwy, reprezentacji do Parlamentu Europejskiego. Prawdę mówiąc każdy z nich byłby wystarczający, ale ich suma powinna przekonać nawet najbardziej niechętnych do udziału w głosowaniu za sześć dni. Piszę o tym w kontekście sondażu opublikowanego przez ostatni „Newsweek”, który daje zwycięstwo w wyborach do PE Koalicji Europejskiej i to z przewagą 10 punktów procentowych. Odczytuję ten sondaż jako próbę mobilizacji elektoratu Koalicji Europejskiej, którego chyba niemała część zwątpiła w niedzielną wiktorię opozycji, patrząc na paręnaście ostatnich sondaży i ich uśrednione wyniki. Skoro tamta strona mobilizuje swoich tego typu mechanizmami „sondażowymi”, my tym bardziej powinniśmy mobilizować swoich. Zwłaszcza, że nie mamy w ręku „sondaży” z sufitu tylko trafne argumenty i przesłanki. Apeluję o oddanie głosu w wyborach 26 maja!

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (20.05.2019)




 

 

POLECANE
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał nowy komunikat. Oto co nas czeka

IMGW prognozuje na środę i czwartek mgły, lokalne przymrozki oraz temperatury do 15 st. C.

Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo ws. tzw. zdrady dyplomatycznej dotyczącej katastrofy smoleńskiej z ostatniej chwili
Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo ws. tzw. zdrady dyplomatycznej dotyczącej katastrofy smoleńskiej

Prokuratura częściowo umorzyła śledztwo prowadzone m.in. w sprawie tzw. zdrady dyplomatycznej w związku z katastrofą smoleńską. Chodzi o wątki odstąpienia od „ustnej umowy” między Polską a Rosją ws. wspólnego prowadzenia śledztwa oraz niezawnioskowania przez polską stronę o powołanie wspólnego zespołu śledczego.

„Szwecja rozważy opuszczenie unii energetycznej, jeśli polityka KE nie ulegnie zmianie” wideo
„Szwecja rozważy opuszczenie unii energetycznej, jeśli polityka KE nie ulegnie zmianie”

Wicepremier Szwecji Ebba Bush zapowiedziała w Parlamencie Europejskim, że jeżeli unijna polityka energetyczna nie ulegnie zmianie, Szwecja będzie musiała rozważyć opuszczenie unii energetycznej.

Kompromitacja Żurkowców. Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka z ostatniej chwili
"Kompromitacja Żurkowców". Sąd zwrócił prokuraturze akt oskarżenia w sprawie Dworczyka

W sprawie Michała Dworczyka nastąpił nieoczekiwany zwrot. Jak przekazał były szef KPRM, sąd odesłał akt oskarżenia do prokuratury.

Niemieckie firmy zbrojeniowe dążą do ekspansji na wschodzie UE. W tle SAFE z ostatniej chwili
Niemieckie firmy zbrojeniowe dążą do ekspansji na wschodzie UE. W tle SAFE

Jak poinformował „Frankfurter Allgemeine Zeitung”, niemieckie firmy zbrojeniowe dążą do ekspansji na wschodzie UE. Gazeta podkreśla, iż jest to związane z unijnym programem SAFE.

Wypadek autobusu szkolnego w woj. kujawsko-pomorskim z ostatniej chwili
Wypadek autobusu szkolnego w woj. kujawsko-pomorskim

W miejscowości Wola Skarbkowa w woj. kujawsko-pomorskim doszło do wypadku autobusu szkolnego. Sześć osób zostało poszkodowanych – informuje RMF FM.

Rzecznik prezydenta odpowiada Sikorskiemu: „Panu znowu wszystko się pomieszało” pilne
Rzecznik prezydenta odpowiada Sikorskiemu: „Panu znowu wszystko się pomieszało”

Ostra wypowiedź szefa MSZ wywołała natychmiastową reakcję Pałacu Prezydenckiego. W odpowiedzi padły konkretne przepisy i zarzut „denializmu prawniczego”. Spór dotyczy kompetencji głowy państwa w polityce europejskiej.

Suski zasłabł na przesłuchaniu. Prokuratura reaguje z ostatniej chwili
Suski zasłabł na przesłuchaniu. Prokuratura reaguje

Przesłuchiwany w warszawskiej prokuraturze okręgowej, w charakterze świadka, poseł PiS Marek Suski zasłabł i stwierdził, że ma zawał. Do sprawy odniosła się prokuratura.

Szefowa KE nie wycofa się z ETS. Będzie go urealniać gorące
Szefowa KE nie wycofa się z ETS. Będzie go "urealniać"

Miała być poważna zmiana w systemie ETS, a skończyło się na zapowiedzi korekt i nowych funduszy. Z ujawnionego listu Ursuli von der Leyen do przywódców państw członkowskich wynika, że Komisja Europejska nie zamierza ani zawieszać systemu, ani z niego rezygnować.

W Niemczech rośnie spór o Ramstein. USA stracą prawo do korzystania z bazy? z ostatniej chwili
W Niemczech rośnie spór o Ramstein. USA stracą prawo do korzystania z bazy?

W niemieckiej koalicji narastają wątpliwości wokół roli bazy Ramstein w operacjach USA związanych z wojną przeciw Iranowi. Choć rząd Friedricha Merza deklaruje, że nie zamierza ograniczać korzystania z amerykańskich baz, SPD twierdzi, że atak nie jest zgodny z prawem międzynarodowym.

REKLAMA

Ryszard Czarnecki: Sześć powodów dla których trzeba zagłosować w najbliższą niedzielę

Jeszcze nigdy wybory do Parlamentu Europejskiego nie były tak ważne, jak w A. D. 2019. Po raz pierwszy bowiem nie wiadomo, kto je wygra. Czy zwolennicy Europy Ojczyzn, Europy Narodów, szacunku dla tradycji i wartości, które były fundamentem Starego Kontynentu czy też euroentuzjaści, którzy uważają, że historia Europy zaczęła się po II wojnie światowej? To pewne uproszczenie, bo w obozie eurorealistów czy eurosceptyków jest też, wbrew pozorom, część ludzi lewicy. Tak samo w obozie euroentuzjastycznego postępu jest też jakaś część szczerych chrześcijańskich demokratów niechcących dostrzegać, że obecna Unia niewiele ma wspólnego z Europejską Wspólnotą Węgla i Stali i EWG Roberta Schumana i Alcide de Gasperi.
/ pixabay.com
Dwie wizje przyszłej Europy: wyborczy test
Polityczny kształt parlamentu w Brukseli i Strasburgu zależy od tych wyborów, jak nigdy przedtem, jak nigdy w 40-letniej historii bezpośrednich wyborów do europarlamentu (pierwsze wybory powszechne do PE odbyły się w 1979 roku – wcześniej  parlamenty narodowe delegowały tam po prostu przedstawicieli poszczególnych krajów). Zatem to jest powód „numer 1”, dla którego warto pójść i 26 maja oddać głos. Realizacja wizji „Europy Ojczyzn” zależy w niemałej mierze właśnie od głosu nas, Polaków.
Po drugie trzeba pójść i zagłosować, bo już ¾ polskiego ustawodawstwa – podobnie jak legislacji francuskiej, niemieckiej, czeskiej, duńskiej, itd. – w praktyce decyduje się w Strasburgu i Brukseli. Dopiero potem jest implementowane do prawa krajowego państw członkowskich UE. Skoro tak, to czy nie warto mieć wpływu na to, jacy przedstawiciele będą decydować o kształcie europejskiego, a de facto w 75% polskiego prawa? Pytanie retoryczne. To powód „numer 2”.
Ostatni budżet dla Polski „na plus”
Kolejnym powodem, który zobowiązuje nas do udziału w wyborach za sześć dni jest fakt, że właśnie ten najbliższy europarlament, który ukonstytuuje się 2 lipca 2019 roku będzie w istotny sposób współdecydował o kształcie unijnego budżetu siedmioletniego na lata 2021-2027. Można postawić pytanie: no i co z tego? Przecież współdecydował również o budżetach na lata 2014-2020 i 2007-2013, kiedy byliśmy już członkiem Unii Europejskiej? Otóż jednak teraz sytuacja jest wyjątkowa. Mianowicie Parlament Europejski wybrany począwszy od tego czwartku – wówczas wybory odbędą się na terenie Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej (tradycyjnie w tym kraju każde wybory, także do House of Commons, odbywają się właśnie w czwartki) – aż po niedzielę będzie tym, od którego zależy ostatnia „siedmioletnia perspektywa finansowa UE”. Ostatnia – w której Polska będzie „na plusie”. Mówiąc precyzyjnie: budżet Unii 2021-2027 będzie ostatnim, w którym Polska wciąż więcej pieniędzy otrzyma z kasy w Brukseli niż tam da w formie składki członkowskiej. Składki, która zresztą właśnie systematycznie rośnie (teraz wynosi 3,5 miliarda euro). Zatem wpływ wyborców na kształt polskiej delegacji, która będzie walczyć o korzystny dla Rzeczpospolitej unijny budżet to podwód „numer 3”, żeby za sześć dni przywitać się z wyborczą urną.

Europarlament: obrońca zdrowego rozsądku czy lewicowo-liberalnej ideologii?
Wreszcie kwestia niezwiązana z gospodarką, choć z polityką jednak tak, bo jak pisał niemiecki pisarz Tomasz Mann: „Nie ma nie-polityki. Wszystko jest polityką”. Chodzi o kwestie wartości i sferę moralno-obyczajową. Parlament Europejski w paru ostatnich kadencjach, a zwłaszcza od 2014 roku był używany jako pałka ideologiczna lewicy i środowisk liberalnych wobec tradycyjnego systemu wartości. W wymiarze formalnoprawnym jest to jednak kompetencja wyłącznie i tylko państw członkowskich UE. Jednak w praktyce PE wywierał presję polityczno-propagandową, aby kraje „opóźnione” w dostrzeganiu „wartości” promocji LGBT zrozumiały swój błąd. Do zupełnie neutralnych ideologicznie rezolucji, choćby w sprawie pomocy rozwojowej dla Afryki doczepiano na siłę, merytorycznie zupełnie prawem Kaduka, ideologiczne wtręty o polityce reprodukcyjnej czy właśnie o ochronie środowisk homoseksualnych. Była to powszechna praktyka. Zatem wyborcy 28 (jednak) państw członkowskich Unii, w tym, uwaga, Polacy będą w tę niedzielę decydować, czy chcą parlamentu ideologicznego z lewicowo-liberalnym przechyłem, czy też instytucji zdroworozsądkowej, szanującej fundamentalne, tradycyjne wartości i szukającej raczej tego, co łączy posłów z różnych krajów i grup politycznych niż tego, co dzieli. I to jest powód „numer 4”, aby 26 maja każdy z Państwa oddał głos w wyborach.
Ogromna stawka:  polska racja stanu i niezależność
Wreszcie powód, który ma charakter bardziej defensywny - pójdźmy głosować, żeby uniknąć obciachu. Sytuacja, gdy Polska tradycyjnie w kolejnych wyborach do PE jest drugim czy trzecim krajem o największej absencji w UE – najpierw UE-25, potem UE-27, a wreszcie UE-28  – to  powód czy pretekst do kpin ze strony zwłaszcza przedstawicieli krajów Europy Zachodniej. Żadnym pocieszeniem jest to, że Litwa i Słowacja miały ostatnio frekwencję jeszcze niższą. Czy chcemy, by kolejna wysoka absencja wyborcza wpisała się w niesprawiedliwy przecież stereotyp Polski uciekającej od korzystania z obywatelskich praw? To jest właśnie powód „numer 5”, aby za 140 godzin oddać głos w tych wyborach.

Kolejny powód to kwestia kogo wybierzemy na reprezentantów Polski w PE. Niegłosowanie zwolenników Obozu Patriotycznego, Obozu Niepodległościowego, Obozu Dobrej Zmiany w oczywisty sposób zwiększa szanse naszych oponentów z obozu „żeby było, jak było”. Wbrew pozorom nie chodzi tu wcale o nasze wewnętrzne polityczne boje, ale o to, czy wybrani z Polski europosłowie będą bronić polskiej racji stanu, polskich interesów i wyników demokratycznych wyborów w Polsce czy też będą donosić na własną ojczyznę do zagranicznych mediów i głosować przeciwko własnemu krajowi, choćby wspierając propozycję uruchomienia procesu sankcyjnego względem Polski, jak miało to już miejsce w listopadzie 2017 roku. I to jest naprawdę niebagatelny- i szósty- powód, dla którego 26 maja warto oddać głos.

To było sześć powodów, dla których nie tylko powinno się, ale trzeba uczestniczyć 26 maja w wyborach polskiej, nie tylko z nazwy, reprezentacji do Parlamentu Europejskiego. Prawdę mówiąc każdy z nich byłby wystarczający, ale ich suma powinna przekonać nawet najbardziej niechętnych do udziału w głosowaniu za sześć dni. Piszę o tym w kontekście sondażu opublikowanego przez ostatni „Newsweek”, który daje zwycięstwo w wyborach do PE Koalicji Europejskiej i to z przewagą 10 punktów procentowych. Odczytuję ten sondaż jako próbę mobilizacji elektoratu Koalicji Europejskiej, którego chyba niemała część zwątpiła w niedzielną wiktorię opozycji, patrząc na paręnaście ostatnich sondaży i ich uśrednione wyniki. Skoro tamta strona mobilizuje swoich tego typu mechanizmami „sondażowymi”, my tym bardziej powinniśmy mobilizować swoich. Zwłaszcza, że nie mamy w ręku „sondaży” z sufitu tylko trafne argumenty i przesłanki. Apeluję o oddanie głosu w wyborach 26 maja!

*tekst ukazał się w „Gazecie Polskiej Codziennie” (20.05.2019)




 


 

Polecane