Planned Parenthood. Aborcyjny biznes? Sprzedaż części ciał abortowanych dzieci?

W 1916 r. amerykańska feministka, Margaret Sanger, założyła pierwszą klinikę w Stanach Zjednoczonych Ameryki, w której doradzano kobietom w zakresie stosowania środków antykoncepcyjnych oraz przeprowadzano niebezpieczne zabiegi, mające na celu uśmiercenie nienarodzonych dzieci. Za stosowanie nielegalnych i śmiercionośnych praktyk Sanger została skazana przez sąd, ale miesiąc spędzony w więzieniu nie zniechęcił jej do kontynuowania działalności. W kolejnych latach publikowała czasopisma i książki, w których propagowała nieludzkie z dzisiejszego punktu widzenia postulaty obejmujące m.in. eugenikę czy sterylizację w oparciu o uprzedzenia rasowe. W 1921 Sanger założyła organizację „American Birth Control League”, która po wojnie zmieniła nazwę na „International Planned Parenthood Federation”. Dzisiaj „Planned Parenthood” przedstawia się jako „zaufany dostawca opieki zdrowotnej, świadomy pedagog, zaangażowany adwokat i globalny partner pomagający podobnym organizacjom na całym świecie”, choć w rzeczywistości jest to najsłynniejsza i największa organizacja proaborcyjna na świecie. Uśmiercanie nienarodzonych dzieci oraz skandale, które w ostatnich latach dotknęły jej amerykańską filię, dowodzą, że idee stojące za jej działalnością nie mają nic wspólnego z „planowaniem rodzicielstwa” czy ochroną zdrowia.
/ screen YouTube

Planned Parenthood – fakty

„Planned Parenthood Federation of America” (w dalszej części tekstu: „Planned Parenthood”) jest najsłynniejszym członkiem międzynarodowego zrzeszenia “International Planned Parenthood Federation”, działającym już od ponad 100 lat w Stanach Zjednoczonych. Chociaż organizacja ta reklamuje się jako podmiot oferujący podstawowe usługi zdrowotne, walczący o prawa kobiet i o „zdrowszy, równiejszy świat”, w rzeczywistości za tym hasłami kryje się promocja zabójstwa prenatalnego, permisywnej edukacji seksualnej czy ideologicznych postulatów lobby LGBT. W 2018 r. „Planned Parenthood” uśmierciło ponad 330 tys. amerykańskich nienarodzonych dzieci oraz udostępniło ponad 630 tys. tzw. „pigułek dzień po” o działaniu wczesnoporonnym. Aktualnie w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje ponad 600 klinik, z czego w ponad 350 możliwe jest dokonanie zabójstwa prenatalnego.

Skandale pracownicze w „PP”

„Planned Parenthood” stara się stworzyć image organizacji dobroczynnej, kierującej się humanistycznymi wartościami, rzekomo stojącej na straży praw kobiet i walczącej o ochronę zdrowia. Wydawałoby się zatem, że „PP” powinien tworzyć idealne warunki pracy, zwłaszcza dla rodziców. Temu wizerunkowi zaprzeczają jednak skandale dotyczące dyskryminacyjnego traktowania niektórych pracowników przez organizację.

W sierpniu 2019 r. sąd w Arizonie przyznał byłej dyrektorce kliniki „Planned Parenthood” 3 miliony dolarów odszkodowania za to, że została bezprawnie zwolniona z pracy po tym, jak wielokrotnie zgłaszała skargi dotyczące funkcjonowania placówki. Mayra Rodriguez oskarżyła jednego z lekarzy o fałszowanie oświadczeń i dokumentacji pacjenta, dokonywanie „niepełnych aborcji”, jak również zwróciła uwagę na zaskakującą liczbę komplikacji u kobiet, u których lekarz dokonywał uśmiercenia nienarodzonego dziecka. Kobieta ujawniła również, że manager kliniki naruszył prawo stanowe, gdyż nie zgłosił, że do placówki zgłosiła się osoba nieletnia wraz z dorosłym partnerem celem dokonania zabójstwa prenatalnego. Według Rodriguez współpracownicy „Planned Parenthood” zawstydzali ją również z powodu jej imigranckiego pochodzenia.

To nie pierwszy konflikt między pracownikami a „Planned Parenthood” i nie pierwsze rozczarowanie wobec stosowanych praktyk względem głoszonych przez „PP” wzniosłych haseł. Ta'Lisa Hairston pracowała jako asystent medyczny w placówce w White Plains w Nowym Yorku, często biorąc 10-godzinne zmiany. Kiedy zaszła w ciążę, poprosiła przełożonych o przerwy w pracy i możliwość zjedzenia lunchu. Mimo przedstawienia na piśmie zaleceń medycznych, jej wnioski nie zostały uwzględnione. Pani Hairston urodziła przedwcześnie dziecko, a już 2 miesiące po porodzie pracodawca zaczął wywierać na niej bardzo silną presję, aby wróciła do pracy. Pani Hairston jest tylko jedną z wielu kobiet, które dotknęła dyskryminacja ze względu na macierzyństwo w „Planned Parenthood”, a do których dotarli dziennikarze „New York Times” podczas swojego dziennikarskiego śledztwa w 2018 r. Ustalono, że od 2013 r. przeciwko klinikom „Planned Parenthood” wytoczono kilkanaście procesów w sądach federalnych i stanowych. Kierowników placówek „PP” oskarżono o odmawianie pracownikom okresów odpoczynku, przerw na lunch lub wynagrodzenie za nadgodziny, a nawet o odwet na pracownikach za wzięcie urlopu zdrowotnego. Pojawiły się również oskarżenia o dyskryminację kobiet ciężarnych. Według obecnych i byłych pracowników w Kalifornii, Teksasie, Karolinie Północnej i Nowym Jorku menedżerowie w niektórych placówkach odmawiali zatrudnienia kandydatek w ciąży, odrzucali prośby o przerwy w pracy od ciężarnych pracownic, a w niektórych przypadkach doprowadzili do zwolnienia matek po porodzie. W Miami kobiety miały bać się ujawnić kierownikom, że są w ciąży. W Kalifornii w trakcie podejmowania decyzji o przyznaniu awansów przełożeni mieli otwarcie debatować, czy kandydatki mogą zajść w ciążę w najbliższej przyszłości i woleli te, które nie miały takiej szansy. Z informacji prasowych wynika ponadto, że organizacja miała wprost odmówić zatrudnienia jednej kobiety ze względu na stan ciąży oraz awansowania młodej matki. Tym samym okazuje się, że, „Planned Parenthood” niosące na sztandarach hasła o prawach kobiet i ich zdrowiu reprodukcyjnym, samo te prawa łamie, dyskryminując kobiety w ciąży i matki.

Kłopoty finansowe

Przez prawie 40 lat „Planned Parenthood” w swojej misji uśmiercania nienarodzonych dzieci było systemowo wspierane przez rządy Stanów Zjednoczonych. Od 1970 r. „PP” otrzymywało bowiem dotacje z budżetu federalnego USA na podstawie Tytułu X „Public Health Service Act”, uchwalonego za prezydentury Richarda Nixona, który umożliwiał dofinansowanie usług związanych z planowaniem rodziny. Według raportu amerykańskiego rządu z 2015 r. w latach 2010-2012 „PP” otrzymał 344,5 miliona dolarów w bezpośrednich funduszach federalnych i dodatkowe prawie 1,2 miliarda dolarów w ramach Medicaid (odpowiednik polskiego NFZ dla ubogich obywateli), będąc tym samym największym beneficjentem programu w USA. W 2019 r. prezydent Donald Trump wprowadził jednak „zasadę chroń życie”, zgodnie z którą odbiorcy federalnych pieniędzy na usługi związane z planowaniem rodziny na podstawie Tytułu X nie mogą pod żadnych względem (również finansowym) być związani z dokonywaniem zabójstw prenatalnych. Dwa lata wcześniej amerykański przywódca przywrócił również tzw. „global gag rule”, ucinając dalsze finansowanie z pieniędzy amerykańskich podatników działania „International Planned Parenthood Federation”.

Zmianie prawa towarzyszyły burzliwe dyskusje między zwolennikami aborcji a obrońcami życia. Tymczasem, z pieniędzy wszystkich podatników finansowano nie tylko przeprowadzanie zabójstw prenatalnych, ale również promowanie permisywnej edukacji seksualnej, w tym rozwiązłości seksualnej, ideologii „gender” czy LGBT. Co więcej, w 2017 r. Charlotte Lozier Institute oraz Alliance Defending Freedom opublikowały niepokojące wyniki swojego raportu dotyczącego nieprawidłowości finansowych w „Planned Parenthood”. Okazało się, że spośród 51 zewnętrznych audytów lub innych przeglądów danych finansowych i praktyk podmiotów powiązanych z „Planned Parenthood” prawie wszystkie wykazały tzw. „overbilling” (nadmierne, nieuzasadnione koszty). W ramach kontroli stwierdzono m.in. liczne niewłaściwe praktyki, które doprowadziły do ​​znacznych nadpłat na rzecz „PP” w ramach programu Medicaid w wysokości ponad 8,5 mln dolarów. W samym Nowym Jorku podczas jednego czteroletniego okresu kontroli okazało się, że setki tysięcy roszczeń związanych z zabójstwem prenatalnym zostały bezprawnie rozliczone z Medicaid. W sumie nieuzasadnione koszty stwierdzone podczas kontroli państwowych programów planowania rodziny wyniosły ponad 123,8 miliona dolarów.

Nielegalny handel częściami ciała?

W 2015 r. David Daleiden i Sandra Meritt ujawnili szokujące nagrania z rozmów z przedstawicielami „Planned Parenthood”, z których wynikało m.in. że w klinikach „PP” pozyskuje się nielegalnie części ciała zabijanych dzieci w celach komercyjnych. Jedna z lekarek powiedziała wówczas: „Nie chcemy płacić zryczałtowanej opłaty (za dziecko) w wysokości 200 dolarów. Opłata za (jego) część jest dla nas korzystniejsza, właśnie dlatego, że widzimy dokładnie, ile można z niej wyciągnąć (pieniędzy)”. Z kolei Melissa Farrell z kliniki w Houston chwaliła się umiejętnością „Planned Parenthood” w uzyskiwaniu „nienaruszonych zwłok płodowych”. Kolejna z nagranych osób opowiedziała o pobieraniu części ciała płodów bez zgody pacjentek.

„Planned Parenthood” zaprzeczyło, by łamało prawo. W celu zbadania sprawy w Kongresie powołano specjalną komisję śledczą, która po 15 miesiącach pracy wydała krytyczny wobec „Planned Parenthood” raport, lecz z braku dowodów nie postawiła zarzutów. Jednak w grudniu 2017 r. dochodzenie w sprawie nielegalnej sprzedaży części ciał abortowanych dzieci wszczął Departament Sprawiedliwości USA.

We wrześniu 2019 r. w stanie California rozpoczął się proces wspomnianych dziennikarzy, Davida Daleidena i Sandry Meritt, którym - w związku z przeprowadzonym śledztwem i nagraniem z ukrycia spotkań z przedstawicielami „PP” - postawiono 15 zarzutów „naruszenia prywatności”. Zdaniem Daleidena to bezprecedensowa sprawa umotywowana politycznie oraz zamach na Pierwszą Poprawkę do Konstytucji USA, gwarantującą wolność słowa i prasy. Jak podkreślił, podczas wstępnych przesłuchań pracownicy „aborcyjnego biznesu” potwierdzili, że dochodziło do sprzedaży części ciała abortowanych dzieci. Inni świadkowie wykazali się z kolei zaskakującą niewiedzą na tematy związane z aborcją. Otwarta pozostaje kwestia, jaki wyrok wyda sąd w sprawie przeciwko dziennikarzom, którzy ujawnili szokujące nagrania, jak również co wykaże śledztwo prowadzone przez Departament Sprawiedliwości.

Jaka przyszłość czeka “Planned Parenthood”? Nie ulega wątpliwości, że mimo pojawiających się problemów finansowych, zarzutów o dyskryminację oraz o łamanie prawa, organizacja ta w dalszym ciągu ma silną pozycję w Stanach Zjednoczonych i odgrywa niebagatelną rolę w walce przeciwko takim wartościom jak prawo do życia. Jednak coraz więcej ludzi, w tym pracownicy klinik „Planned Parenthood”, dostrzegają nieodwracalne szkody, jakie działalność tej organizacji przynosi społeczeństwu. Dzięki odwadze takich osób jak Daleiden i Meritt oraz niezłomności obrońców życia można mieć nadzieję, że stopniowo „Planned Parenthood” będzie wycofywać się z życia publicznego.

Magdalena Olek, Zastępca Dyrektora Centrum Prawa Międzynarodowego

Źródło: OrdoIuris.pl


 

POLECANE
Sześć partii skażonej wołowiny z Ameryki Płd. Służby sanitarne wydały ostrzeżenie z ostatniej chwili
Sześć partii skażonej wołowiny z Ameryki Płd. Służby sanitarne wydały ostrzeżenie

Sześć partii brazylijskiej wołowiny z niedozwolonym w Unii Europejskiej hormonem wykryto w Niderlandach. Część mięsa została już wprowadzona do obrotu i spożyta, a sprawa wywołała dyskusję o bezpieczeństwie importu spoza UE.

IMGW wydał komunikat. Oto, co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto, co nas czeka

IMGW prognozuje na niedzielę i poniedziałek duże zachmurzenie, opady deszczu, śniegu i lokalnie marznącego deszczu. Miejscami wystąpią mgły, gołoledź oraz silny wiatr.

Demolka na oczach klientów. Nagranie z supermarketu obiegło internet z ostatniej chwili
Demolka na oczach klientów. Nagranie z supermarketu obiegło internet

W markecie w Altenburgu w Turyngii 27-letni Afgańczyk zdemolował alejki z towarem. Nagranie obiegło internet – informują niemieckie media.

Ponad 65 proc. mówi „nie”. Zły sygnał dla rządu Tuska z ostatniej chwili
Ponad 65 proc. mówi „nie”. Zły sygnał dla rządu Tuska

Mieszkańcy średnich miast coraz krytyczniej oceniają ostatnie 2,5 roku rządów Donalda Tuska. Ponad 65 proc. badanych przyznaje, że ich sytuacja się nie poprawiła, a często wręcz pogorszyła. Politolog mówi wprost o „pustynnieniu Polski powiatowej”.

To koniec aplikacji mObywatel? Jest projekt ustawy z ostatniej chwili
To koniec aplikacji mObywatel? Jest projekt ustawy

– Na podstawie uzasadnienia projektu noweli, która ma wprowadzić europejski portfel tożsamości cyfrowej, można podejrzewać, że czeka nas pożegnanie z mObywatelem – ocenił w rozmowie z PAP Paweł Makowiec z portalu cyberdefence24.pl. – Należy poczekać na stanowisko Ministerstwa Cyfryzacji w tej sprawie – dodał.

Łyżwa rywalki uderzyła ją w twarz. Nowe informacje ws. wypadku polskiej panczenistki z ostatniej chwili
Łyżwa rywalki uderzyła ją w twarz. Nowe informacje ws. wypadku polskiej panczenistki

Po dramatycznym upadku podczas olimpijskiego wyścigu na 1500 metrów w short tracku Kamila Sellier trafiła do szpitala i przeszła zabieg. Największe obawy dotyczyły oka zawodniczki. Szef polskiej misji olimpijskiej przekazał najnowsze informacje o jej stanie zdrowia.

Burza w Pałacu Buckingham. Wyciekł e-mail do króla Karola III z ostatniej chwili
Burza w Pałacu Buckingham. Wyciekł e-mail do króla Karola III

Pałac miał dostać ostrzeżenie już w 2019 roku. Brytyjskie media ujawniają e-mail dotyczący byłego księcia Andrzeja i jego relacji z finansistą – informuje brytyjski Daily Mail.

Nie tylko Collegium Humanum. Na wrocławskiej uczelni można było zaliczyć semestr w godzinę Wiadomości
Nie tylko Collegium Humanum. Na wrocławskiej uczelni można było zaliczyć semestr w godzinę

Godzina wystarczyła, by przejść przez pół roku studiów podyplomowych. Tak - według relacji opisanej przez „Newsweek” - ma wyglądać nauka w Wyższej Szkole Kształcenia Zawodowego we Wrocławiu. Kontrola ministerstwa wykazała szereg nieprawidłowości.

Pellet znika ze składów, ceny szybują. Polacy ruszyli po tańszy opał do sąsiada pilne
Pellet znika ze składów, ceny szybują. Polacy ruszyli po tańszy opał do sąsiada

Mroźna zima wywróciła rynek pelletu do góry nogami. W wielu miejscach towar jest dostępny tylko na zamówienie, a ceny potrafią sięgać 3 tys. zł za tonę. Coraz więcej Polaków szuka więc opału za granicą.

Kijów krytykuje żądania Węgier i Słowacji ws. ropy: To prowokacyjne i nieodpowiedzialne gorące
Kijów krytykuje żądania Węgier i Słowacji ws. ropy: "To prowokacyjne i nieodpowiedzialne"

Bratysława i Budapeszt jasno postawiły sprawę - jeśli tranzyt ropy rurociągiem „Przyjaźń” nie zostanie wznowiony, konsekwencje odczuje Kijów. Ukraina odpowiada ostrym oświadczeniem i mówi o „ultimatum”.

REKLAMA

Planned Parenthood. Aborcyjny biznes? Sprzedaż części ciał abortowanych dzieci?

W 1916 r. amerykańska feministka, Margaret Sanger, założyła pierwszą klinikę w Stanach Zjednoczonych Ameryki, w której doradzano kobietom w zakresie stosowania środków antykoncepcyjnych oraz przeprowadzano niebezpieczne zabiegi, mające na celu uśmiercenie nienarodzonych dzieci. Za stosowanie nielegalnych i śmiercionośnych praktyk Sanger została skazana przez sąd, ale miesiąc spędzony w więzieniu nie zniechęcił jej do kontynuowania działalności. W kolejnych latach publikowała czasopisma i książki, w których propagowała nieludzkie z dzisiejszego punktu widzenia postulaty obejmujące m.in. eugenikę czy sterylizację w oparciu o uprzedzenia rasowe. W 1921 Sanger założyła organizację „American Birth Control League”, która po wojnie zmieniła nazwę na „International Planned Parenthood Federation”. Dzisiaj „Planned Parenthood” przedstawia się jako „zaufany dostawca opieki zdrowotnej, świadomy pedagog, zaangażowany adwokat i globalny partner pomagający podobnym organizacjom na całym świecie”, choć w rzeczywistości jest to najsłynniejsza i największa organizacja proaborcyjna na świecie. Uśmiercanie nienarodzonych dzieci oraz skandale, które w ostatnich latach dotknęły jej amerykańską filię, dowodzą, że idee stojące za jej działalnością nie mają nic wspólnego z „planowaniem rodzicielstwa” czy ochroną zdrowia.
/ screen YouTube

Planned Parenthood – fakty

„Planned Parenthood Federation of America” (w dalszej części tekstu: „Planned Parenthood”) jest najsłynniejszym członkiem międzynarodowego zrzeszenia “International Planned Parenthood Federation”, działającym już od ponad 100 lat w Stanach Zjednoczonych. Chociaż organizacja ta reklamuje się jako podmiot oferujący podstawowe usługi zdrowotne, walczący o prawa kobiet i o „zdrowszy, równiejszy świat”, w rzeczywistości za tym hasłami kryje się promocja zabójstwa prenatalnego, permisywnej edukacji seksualnej czy ideologicznych postulatów lobby LGBT. W 2018 r. „Planned Parenthood” uśmierciło ponad 330 tys. amerykańskich nienarodzonych dzieci oraz udostępniło ponad 630 tys. tzw. „pigułek dzień po” o działaniu wczesnoporonnym. Aktualnie w Stanach Zjednoczonych funkcjonuje ponad 600 klinik, z czego w ponad 350 możliwe jest dokonanie zabójstwa prenatalnego.

Skandale pracownicze w „PP”

„Planned Parenthood” stara się stworzyć image organizacji dobroczynnej, kierującej się humanistycznymi wartościami, rzekomo stojącej na straży praw kobiet i walczącej o ochronę zdrowia. Wydawałoby się zatem, że „PP” powinien tworzyć idealne warunki pracy, zwłaszcza dla rodziców. Temu wizerunkowi zaprzeczają jednak skandale dotyczące dyskryminacyjnego traktowania niektórych pracowników przez organizację.

W sierpniu 2019 r. sąd w Arizonie przyznał byłej dyrektorce kliniki „Planned Parenthood” 3 miliony dolarów odszkodowania za to, że została bezprawnie zwolniona z pracy po tym, jak wielokrotnie zgłaszała skargi dotyczące funkcjonowania placówki. Mayra Rodriguez oskarżyła jednego z lekarzy o fałszowanie oświadczeń i dokumentacji pacjenta, dokonywanie „niepełnych aborcji”, jak również zwróciła uwagę na zaskakującą liczbę komplikacji u kobiet, u których lekarz dokonywał uśmiercenia nienarodzonego dziecka. Kobieta ujawniła również, że manager kliniki naruszył prawo stanowe, gdyż nie zgłosił, że do placówki zgłosiła się osoba nieletnia wraz z dorosłym partnerem celem dokonania zabójstwa prenatalnego. Według Rodriguez współpracownicy „Planned Parenthood” zawstydzali ją również z powodu jej imigranckiego pochodzenia.

To nie pierwszy konflikt między pracownikami a „Planned Parenthood” i nie pierwsze rozczarowanie wobec stosowanych praktyk względem głoszonych przez „PP” wzniosłych haseł. Ta'Lisa Hairston pracowała jako asystent medyczny w placówce w White Plains w Nowym Yorku, często biorąc 10-godzinne zmiany. Kiedy zaszła w ciążę, poprosiła przełożonych o przerwy w pracy i możliwość zjedzenia lunchu. Mimo przedstawienia na piśmie zaleceń medycznych, jej wnioski nie zostały uwzględnione. Pani Hairston urodziła przedwcześnie dziecko, a już 2 miesiące po porodzie pracodawca zaczął wywierać na niej bardzo silną presję, aby wróciła do pracy. Pani Hairston jest tylko jedną z wielu kobiet, które dotknęła dyskryminacja ze względu na macierzyństwo w „Planned Parenthood”, a do których dotarli dziennikarze „New York Times” podczas swojego dziennikarskiego śledztwa w 2018 r. Ustalono, że od 2013 r. przeciwko klinikom „Planned Parenthood” wytoczono kilkanaście procesów w sądach federalnych i stanowych. Kierowników placówek „PP” oskarżono o odmawianie pracownikom okresów odpoczynku, przerw na lunch lub wynagrodzenie za nadgodziny, a nawet o odwet na pracownikach za wzięcie urlopu zdrowotnego. Pojawiły się również oskarżenia o dyskryminację kobiet ciężarnych. Według obecnych i byłych pracowników w Kalifornii, Teksasie, Karolinie Północnej i Nowym Jorku menedżerowie w niektórych placówkach odmawiali zatrudnienia kandydatek w ciąży, odrzucali prośby o przerwy w pracy od ciężarnych pracownic, a w niektórych przypadkach doprowadzili do zwolnienia matek po porodzie. W Miami kobiety miały bać się ujawnić kierownikom, że są w ciąży. W Kalifornii w trakcie podejmowania decyzji o przyznaniu awansów przełożeni mieli otwarcie debatować, czy kandydatki mogą zajść w ciążę w najbliższej przyszłości i woleli te, które nie miały takiej szansy. Z informacji prasowych wynika ponadto, że organizacja miała wprost odmówić zatrudnienia jednej kobiety ze względu na stan ciąży oraz awansowania młodej matki. Tym samym okazuje się, że, „Planned Parenthood” niosące na sztandarach hasła o prawach kobiet i ich zdrowiu reprodukcyjnym, samo te prawa łamie, dyskryminując kobiety w ciąży i matki.

Kłopoty finansowe

Przez prawie 40 lat „Planned Parenthood” w swojej misji uśmiercania nienarodzonych dzieci było systemowo wspierane przez rządy Stanów Zjednoczonych. Od 1970 r. „PP” otrzymywało bowiem dotacje z budżetu federalnego USA na podstawie Tytułu X „Public Health Service Act”, uchwalonego za prezydentury Richarda Nixona, który umożliwiał dofinansowanie usług związanych z planowaniem rodziny. Według raportu amerykańskiego rządu z 2015 r. w latach 2010-2012 „PP” otrzymał 344,5 miliona dolarów w bezpośrednich funduszach federalnych i dodatkowe prawie 1,2 miliarda dolarów w ramach Medicaid (odpowiednik polskiego NFZ dla ubogich obywateli), będąc tym samym największym beneficjentem programu w USA. W 2019 r. prezydent Donald Trump wprowadził jednak „zasadę chroń życie”, zgodnie z którą odbiorcy federalnych pieniędzy na usługi związane z planowaniem rodziny na podstawie Tytułu X nie mogą pod żadnych względem (również finansowym) być związani z dokonywaniem zabójstw prenatalnych. Dwa lata wcześniej amerykański przywódca przywrócił również tzw. „global gag rule”, ucinając dalsze finansowanie z pieniędzy amerykańskich podatników działania „International Planned Parenthood Federation”.

Zmianie prawa towarzyszyły burzliwe dyskusje między zwolennikami aborcji a obrońcami życia. Tymczasem, z pieniędzy wszystkich podatników finansowano nie tylko przeprowadzanie zabójstw prenatalnych, ale również promowanie permisywnej edukacji seksualnej, w tym rozwiązłości seksualnej, ideologii „gender” czy LGBT. Co więcej, w 2017 r. Charlotte Lozier Institute oraz Alliance Defending Freedom opublikowały niepokojące wyniki swojego raportu dotyczącego nieprawidłowości finansowych w „Planned Parenthood”. Okazało się, że spośród 51 zewnętrznych audytów lub innych przeglądów danych finansowych i praktyk podmiotów powiązanych z „Planned Parenthood” prawie wszystkie wykazały tzw. „overbilling” (nadmierne, nieuzasadnione koszty). W ramach kontroli stwierdzono m.in. liczne niewłaściwe praktyki, które doprowadziły do ​​znacznych nadpłat na rzecz „PP” w ramach programu Medicaid w wysokości ponad 8,5 mln dolarów. W samym Nowym Jorku podczas jednego czteroletniego okresu kontroli okazało się, że setki tysięcy roszczeń związanych z zabójstwem prenatalnym zostały bezprawnie rozliczone z Medicaid. W sumie nieuzasadnione koszty stwierdzone podczas kontroli państwowych programów planowania rodziny wyniosły ponad 123,8 miliona dolarów.

Nielegalny handel częściami ciała?

W 2015 r. David Daleiden i Sandra Meritt ujawnili szokujące nagrania z rozmów z przedstawicielami „Planned Parenthood”, z których wynikało m.in. że w klinikach „PP” pozyskuje się nielegalnie części ciała zabijanych dzieci w celach komercyjnych. Jedna z lekarek powiedziała wówczas: „Nie chcemy płacić zryczałtowanej opłaty (za dziecko) w wysokości 200 dolarów. Opłata za (jego) część jest dla nas korzystniejsza, właśnie dlatego, że widzimy dokładnie, ile można z niej wyciągnąć (pieniędzy)”. Z kolei Melissa Farrell z kliniki w Houston chwaliła się umiejętnością „Planned Parenthood” w uzyskiwaniu „nienaruszonych zwłok płodowych”. Kolejna z nagranych osób opowiedziała o pobieraniu części ciała płodów bez zgody pacjentek.

„Planned Parenthood” zaprzeczyło, by łamało prawo. W celu zbadania sprawy w Kongresie powołano specjalną komisję śledczą, która po 15 miesiącach pracy wydała krytyczny wobec „Planned Parenthood” raport, lecz z braku dowodów nie postawiła zarzutów. Jednak w grudniu 2017 r. dochodzenie w sprawie nielegalnej sprzedaży części ciał abortowanych dzieci wszczął Departament Sprawiedliwości USA.

We wrześniu 2019 r. w stanie California rozpoczął się proces wspomnianych dziennikarzy, Davida Daleidena i Sandry Meritt, którym - w związku z przeprowadzonym śledztwem i nagraniem z ukrycia spotkań z przedstawicielami „PP” - postawiono 15 zarzutów „naruszenia prywatności”. Zdaniem Daleidena to bezprecedensowa sprawa umotywowana politycznie oraz zamach na Pierwszą Poprawkę do Konstytucji USA, gwarantującą wolność słowa i prasy. Jak podkreślił, podczas wstępnych przesłuchań pracownicy „aborcyjnego biznesu” potwierdzili, że dochodziło do sprzedaży części ciała abortowanych dzieci. Inni świadkowie wykazali się z kolei zaskakującą niewiedzą na tematy związane z aborcją. Otwarta pozostaje kwestia, jaki wyrok wyda sąd w sprawie przeciwko dziennikarzom, którzy ujawnili szokujące nagrania, jak również co wykaże śledztwo prowadzone przez Departament Sprawiedliwości.

Jaka przyszłość czeka “Planned Parenthood”? Nie ulega wątpliwości, że mimo pojawiających się problemów finansowych, zarzutów o dyskryminację oraz o łamanie prawa, organizacja ta w dalszym ciągu ma silną pozycję w Stanach Zjednoczonych i odgrywa niebagatelną rolę w walce przeciwko takim wartościom jak prawo do życia. Jednak coraz więcej ludzi, w tym pracownicy klinik „Planned Parenthood”, dostrzegają nieodwracalne szkody, jakie działalność tej organizacji przynosi społeczeństwu. Dzięki odwadze takich osób jak Daleiden i Meritt oraz niezłomności obrońców życia można mieć nadzieję, że stopniowo „Planned Parenthood” będzie wycofywać się z życia publicznego.

Magdalena Olek, Zastępca Dyrektora Centrum Prawa Międzynarodowego

Źródło: OrdoIuris.pl



 

Polecane