Paweł Jędrzejewski: Laicyzacja. Ponure konsekwencje braku kierowania się rozumem

Nierozsądnie postępujemy z Bogiem. Lekkomyślnie. I udajemy, że nie zauważamy, jakie są rezultaty laicyzacji.
Upadek cywilizacji. Ilustracja poglądowa
Upadek cywilizacji. Ilustracja poglądowa / pxfuel.com

Rak laicyzacji, który toczy zanurzony w dobrobycie fragment ludzkości zamieszkujący kraje Zachodu, jest bezdyskusyjnym faktem. Mimo że to jedna z najważniejszych przemian kulturowych, których doświadczamy, rzadko zastanawiamy się nad jej ponurymi konsekwencjami. Nasza czujność jest bowiem uśpiona, bo jakkolwiek zmiany są gwałtowne, to przecież ich pełne skutki zobaczą dopiero następne pokolenia. A na razie społeczeństwa ogarnia nieuzasadniona euforia rzekomego „postępu”. Ta euforia wyłącza rozum.

 

Rezygnujemy z wyjątkowości. Odbieramy życiu obiektywny sens

Pierwszym, całkiem podstawowym rezultatem wymazywania Boga z życia społeczeństw Zachodu w XXI wieku jest utrata obiektywnego celu i sensu życia – tych najważniejszych i najgłębszych z możliwych. Człowiek potrzebuje sensu w życiu nie mniej niż tlenu i wody. Sensy subiektywne, indywidualne, które sami sobie doraźnie stwarzamy, nadal są obecne, ale sens obiektywny może pojawiać się tylko wtedy, gdy zgodzimy się na istnienie Boga. W końcu to jedynie Bóg uważa (według Biblii) człowieka za absolutnie wyjątkową istotę. To dla niego stworzył świat. Natura nie wyróżnia nas w żaden sposób – umieramy i ulegamy rozkładowi jak każda mysz, sikorka lub ważka. W przeciwieństwie do obojętnej Natury Bóg ma wielki, kosmiczny plan, w którym człowiek, dzięki swojej wyjątkowości, odgrywa kluczową rolę. Po to został stworzony. Gdy odrzucamy Boga, nasza rola w tym planie i sam plan przestają istnieć.

Gdy rezygnujemy z Boga, gdy Go odtrącamy, to odbieramy naszemu życiu wszelkie trwałe znaczenie. Godzimy się, że jesteśmy jedynie przypadkowymi tworami procesów fizycznych, chemicznych i biologicznych. Nasze istnienie nie ma ani sensu, ani celu większego niż istnienie muchy czy kamyka. Nasze życie bez Boga jest tragiczną historią – rodzimy się, umieramy, prędzej lub później nikt o nas nie będzie pamiętał. Kto z nas jest w stanie powiedzieć cokolwiek o swoich prapradziadkach? Nas spotka to samo. Jakbyśmy nigdy nie istnieli. A Bóg? Bóg o nas zawsze pamięta i zawsze będzie pamiętał. Jesteśmy przecież ważną częścią Jego planu, który jest Wielką Tajemnicą – nie znamy go, ale poznamy, gdy przyjdzie na to właściwy czas.

Tylko Bóg dostrzega, że posiadamy duszę (sam ją nam dał) i z powodu tej duszy traktuje nas inaczej niż całą resztę. Daje nam prawa, które nie potrzebują żadnego ludzkiego uzasadnienia. Wyjątkowe to prawa i dane tylko nam. Nawet najgłębsze umysły Oświecenia zdawały sobie z tego sprawę, zamieszczając w Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych słynne zdanie: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia”. Prawa otrzymane od Stwórcy są nieskończenie ważniejsze niż te, które człowiek sam sobie wymyśla. Bo ludzkie prawa – czyli ustanowione przez człowieka – może podważyć, unieważnić, obalić każdy inny człowiek. Byle miał siłę – władzy, pieniądza, armii. Tylko reguły ustanowione przez Boga są poza zasięgiem człowieka. Żadne armie nie pomogą! Oczywiście, jedynie wtedy, gdy uznamy istnienie Boga. To warunek konieczny. A to jest, wbrew pozorom, wyłącznie kwestią wyboru. Człowiek może uwierzyć we wszystko, gdy zechce. Rzecz w tym, żeby wierzył w to, co lepsze, a nie w to, co gorsze. Żeby nie poddawał się modzie na ateizm zrodzony z pychy ludzkiego rozumu, który liznął trochę fizyki i chemii, więc natychmiast zapomina, że Biblia jest księgą, która miała trafiać już do człowieka sprzed 3 tysięcy lat. Czyli zaczyna wyśmiewać jej dosłowny sens, nie rozumiejąc, że sześć dni Stwarzania oraz ryba z Jonaszem w brzuchu to są tylko symbole.

 

Rezygnujemy z ostatecznej sprawiedliwości. Koniec dobra i zła

Kolejną dojmującą stratą, jaka wynika wprost z rezygnacji z Boga, jest utrata wiary w ostateczną sprawiedliwość. Jeśli Boga nie ma, to wszyscy ludzie mają przed sobą jednakowy los: śmierć i zapomnienie. Niezależnie, jak żyliśmy, czy byliśmy dobrymi ludźmi, czy złymi, spotka nas to samo – nicość. Egzystencjaliści mieli rację. To wizja bardzo niepedagogiczna. Oburzająca! Bo przecież w świecie bez Boga nawet najgorszy z ludzi, najbardziej sadystyczny morderca zostanie potraktowany identycznie jak człowiek poświęcający swoje życie dla dobra innych. Czyli ostateczną sprawiedliwość zastępujemy – w świecie bez Boga – ostateczną niesprawiedliwością. Co gorsze, świadomość, że nie istnieje ostateczna, metafizyczna sprawiedliwość, musi działać demoralizująco na ludzkość, bo gdzie nie istnieje kara i nagroda, tam wszystko jest dozwolone, czyli zło i dobro dla sprawców niczym się nie różnią. Gdy wierzymy, że nasze czyny będą ocenione najbardziej obiektywną z miar, bo Boską miarą, staramy się żyć lepiej. To całkiem naturalne – tak jak lepiej stara się zachowywać dziecko, na które patrzy rodzic lub nauczyciel. Gdy nie ma Boga, nie będzie żadnego rozliczenia, żadnego ważenia dobra i zła na szalach ostatecznej wagi. Jeżeli taki ma być świat, gdy wygnamy z niego Boga, to po co nam taki świat? W imię rzekomej wyższości ateizmu nad religijnością mamy zamieniać sprawiedliwy świat na świat niesprawiedliwy, obojętny, czyli – w rezultacie – okrutny?

 

Bez wiary w Boga ludzie przestają się rozmnażać

Jednak przy braku sensu religijnego w życiu człowieka także te subiektywne, indywidualne sensy zastępcze cierpią i ulegają zanikowi. Przykładowo: najbardziej logicznym, naturalnym i powszechnym sensem indywidualnym jest rodzina. I tu czeka nas niemiła niespodzianka – okazuje się, że ludzie Zachodu coraz częściej unikają małżeństwa, a – jeszcze gorliwiej – posiadania dzieci. Wynika z tego, że zarówno trwały związek, jak i rodzicielstwo wiążą się nie tyle z naturalnym instynktem rozmnażania, co z wartościami wynikającymi z wiary w Boga. Zaskoczenie? Tak, ale takie są twarde fakty. Przecież najwięcej dzieci mają najbardziej gorliwi religijnie katolicy, ortodoksyjni Żydzi, mormoni i amisze. Ludzie pozbawieni motywacji religijnej unikają dzieci. W zlaicyzowanych krajach Zachodu przyrost naturalny jest, dekada po dekadzie, coraz silniej negatywny. Więcej ludzi umiera, mimo postępu w medycynie, niż się rodzi. Na przykład w 2020 roku w UE urodziło się 4,2 mln osób, a zmarło 4,7 mln. Ile znacie niereligijnych małżeństw z siedmiorgiem dzieci? Tyle wynosi ich średnia liczba u amiszów. A wśród ortodoksyjnych rodzin żydowskich zjawiskiem powszechnym jest posiadanie ponad dziesięciorga dzieci. Nawet w zsekularyzowanej Austrii w rodzinach katolickich rodzi się ich dwa razy więcej niż w rodzinach ludzi niereligijnych. Dlaczego tak się dzieje? Najwyraźniej posiadanie dzieci wynika z nakazów religijnych i religijnego szacunku dla wartości ludzkiego życia.

 

Rezygnacja z Boga to postępowanie irracjonalne

Oczywiście, powyższe wymienienie trzech potężnych strat, jakie ludzkość ponosi w wyniku laicyzacji, w żaden sposób nie jest argumentem na istnienie Boga. Natomiast powinno być traktowane jako argument na konieczność wiary w Niego. Nawet rozumianego – przez zapiekłych, ale racjonalnych i logicznych agnostyków – jedynie jako intelektualny projekt, który jest przecież dla człowieka w najgłębszym sensie dobry, wartościowy i korzystny. Najwyraźniej Bóg jest człowiekowi potrzebny i rezygnacja z Niego to przejaw dojmującego braku rozsądku, charakterystycznego dla naszej epoki.

Co my robimy jako społeczeństwa? Sami się pozbawiamy najpierw naszej istotności we wszechświecie, następnie przekreślamy nadzieję na sprawiedliwe rozliczanie naszych czynów, a na koniec gwarantujemy sobie – nie rozmnażając się – proste, biologiczne wyginięcie. Gdzie tu jest jakikolwiek sens i rozsądek? Mamy godzić się na te wszystkie nieszczęścia i katastrofy tylko dlatego, że nie ujawniają się z dnia na dzień, ale – podstępnie – z pokoleń na pokolenia? Mamy akceptować bezczynnie tę całą dekadencję w imię rzekomej prawdy ateizmu? Prawdy, że Bóg nie istnieje? Że to, czego doświadczamy w ciasnym „tu i teraz”, to wszystko, co jest? 

Dlaczego wiara ateizmu w nieistnienie Boga, która uczyni wiele zła, ma być lepsza od wiary w istnienie Boga, która sprawia dobro?

Oczywiście, w takim momencie zazwyczaj pojawia się w dyskusjach desperacki argument ateizmu o złu płynącym z religii, czyli o zbrodniach popełnionych w jej imieniu. Wiemy, o co chodzi: krucjaty, inkwizycja, wojny religijne, fanatyzm. Nie należy im zaprzeczać, bo są faktem. Warto jednak przypomnieć, że zbrodnie motywowane religijnie popełnione zostały nie w zgodzie z ideałami („miłowanie bliźniego”) religii dominujących w naszym kręgu kulturowym, ale wbrew nim. Nie w zgodzie z przykazaniami Dekalogu, w którym Bóg zakazuje przecież mordowania ludzi, ale wbrew tym przykazaniom. Czyli były to znaczące aberracje. A jednocześnie trzeba pamiętać, że całkiem odwrotnie jest z ideologiami programowo ateistycznymi – zarówno zbrodnie nazizmu, jak i komunizmu były popełniane w pełnej harmonii z podstawowymi hasłami i wartościami tych ideologii. Doktryny te opierały swój sukces na nakazie eksterminacji wrogów – celem nazizmu było wymordowanie wszystkich ras „podludzi”, a celem komunizmu – wytępienie wszystkich „wrogów ludu”.

To w co lepiej wierzyć?

I nie chodzi tu wcale o wyrachowaną interesowność słynnego „zakładu Pascala”, ale o sprawy bez porównania ważniejsze. O kierowanie się rozumem.


 

POLECANE
Generał Iranu o zakończeniu wojny. Wskazał dwa warunki Wiadomości
Generał Iranu o zakończeniu wojny. Wskazał dwa warunki

Generał dywizji irańskiej armii Mohsen Rezaji zabrał głos w sprawie trwającego konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. W rozmowie z irańską stacją SNN wskazał, jakie warunki - według władz w Teheranie - muszą zostać spełnione, aby możliwe było zakończenie wojny.

Pożar lasu i łąk pod Wyszkowem. Strażacy walczą z żywiołem Wiadomości
Pożar lasu i łąk pod Wyszkowem. Strażacy walczą z żywiołem

Strażacy od kilku godzin walczą z dużym pożarem w okolicach Wyszkowa (woj. mazowieckie). Ogień pojawił się w sobotę około godziny 10 na łąkach między miejscowościami Lucynów i Podgać, a następnie szybko przeniósł się na pobliski las.

Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska

Operator sieci energetycznej Tauron opublikował harmonogram planowanych przerw w dostawie energii elektrycznej w woj. dolnośląskim na najbliższe dni. Wyłączenia obejmą zarówno duże miasta, jak i mniejsze miejscowości. Sprawdź, czy twoja okolica znajduje się na liście.

Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska Wiadomości
Gratka dla miłośników astronomii. Nie przegap tego zjawiska

Tej nocy nad Polską może pojawić się niezwykłe zjawisko na niebie. Chodzi o zorzę polarną, którą zazwyczaj można podziwiać znacznie bliżej biegunów. Tym razem istnieje jednak szansa, że kolorowe światła pojawią się także nad naszym krajem.

Wojna na Bliskim Wschodzie. Trump zapowiada piekielne bombardowanie z ostatniej chwili
Wojna na Bliskim Wschodzie. Trump zapowiada "piekielne bombardowanie"

Prezydent USA Donald Trump zapowiedział w sobotę, że "wiele krajów" wyśle okręty wojenne, by razem z USA zabezpieczyć cieśninę Ormuz, blokowaną przez Iran. Wyraził nadzieję, że do regionu okręty skierują też Chiny, Francja, Japonia, Korea Południowa i Wielka Brytania.

Strzały w kierunku liceum w Warszawie. Sąd aresztował 43-latka Wiadomości
Strzały w kierunku liceum w Warszawie. Sąd aresztował 43-latka

Sąd zdecydował o tymczasowym aresztowaniu na okres trzech miesięcy 43-letniego mężczyzny, który w środę rano ostrzelał z wiatrówki budynek liceum przy ulicy Marszałkowskiej - poinformowała w sobotę na portalu X Komenda Stołeczna Policji.

Wszystko mnie boli. Niepokojące słowa przed „Tańcem z gwiazdami” Wiadomości
"Wszystko mnie boli". Niepokojące słowa przed „Tańcem z gwiazdami”

Sebastian Fabijański bierze udział w 18. edycji programu Taniec z gwiazdami. Aktor tworzy taneczny duet z Julią Suryś. Po dwóch odcinkach show przekazał jednak niepokojące informacje o swoim stanie zdrowia.

PiS chce wycofać Polskę z systemu ETS. Będzie projekt ustawy z ostatniej chwili
PiS chce wycofać Polskę z systemu ETS. Będzie projekt ustawy

Zamierzamy złożyć projekt ustawy o wycofaniu przepisów wprowadzających ETS z obiegu prawnego – zapowiedział w sobotę poseł PiS Jacek Sasin podczas konferencji o propozycjach PiS dla energetyki. Podkreślał jednocześnie, że jako Polska "musimy posiadać zrównoważony mix energetyczny".

Gdańskie zoo przekazało radosną nowinę Wiadomości
Gdańskie zoo przekazało radosną nowinę

W Gdańskim Ogrodzie Zoologicznym przyszła na świat samiczka hipopotamka karłowatego – jednego z najrzadszych i najbardziej zagrożonych gatunków ssaków na świecie. To córka 15-letniego Sapo i 9-letniej Maleli.

Czarnek odpowiada Tuskowi: Polacy już wiedzą z ostatniej chwili
Czarnek odpowiada Tuskowi: Polacy już wiedzą

Spór o unijny program SAFE znów się zaostrza. Na sobotni wpis Donalda Tuska zareagował natychmiastowo Przemysław Czarnek.

REKLAMA

Paweł Jędrzejewski: Laicyzacja. Ponure konsekwencje braku kierowania się rozumem

Nierozsądnie postępujemy z Bogiem. Lekkomyślnie. I udajemy, że nie zauważamy, jakie są rezultaty laicyzacji.
Upadek cywilizacji. Ilustracja poglądowa
Upadek cywilizacji. Ilustracja poglądowa / pxfuel.com

Rak laicyzacji, który toczy zanurzony w dobrobycie fragment ludzkości zamieszkujący kraje Zachodu, jest bezdyskusyjnym faktem. Mimo że to jedna z najważniejszych przemian kulturowych, których doświadczamy, rzadko zastanawiamy się nad jej ponurymi konsekwencjami. Nasza czujność jest bowiem uśpiona, bo jakkolwiek zmiany są gwałtowne, to przecież ich pełne skutki zobaczą dopiero następne pokolenia. A na razie społeczeństwa ogarnia nieuzasadniona euforia rzekomego „postępu”. Ta euforia wyłącza rozum.

 

Rezygnujemy z wyjątkowości. Odbieramy życiu obiektywny sens

Pierwszym, całkiem podstawowym rezultatem wymazywania Boga z życia społeczeństw Zachodu w XXI wieku jest utrata obiektywnego celu i sensu życia – tych najważniejszych i najgłębszych z możliwych. Człowiek potrzebuje sensu w życiu nie mniej niż tlenu i wody. Sensy subiektywne, indywidualne, które sami sobie doraźnie stwarzamy, nadal są obecne, ale sens obiektywny może pojawiać się tylko wtedy, gdy zgodzimy się na istnienie Boga. W końcu to jedynie Bóg uważa (według Biblii) człowieka za absolutnie wyjątkową istotę. To dla niego stworzył świat. Natura nie wyróżnia nas w żaden sposób – umieramy i ulegamy rozkładowi jak każda mysz, sikorka lub ważka. W przeciwieństwie do obojętnej Natury Bóg ma wielki, kosmiczny plan, w którym człowiek, dzięki swojej wyjątkowości, odgrywa kluczową rolę. Po to został stworzony. Gdy odrzucamy Boga, nasza rola w tym planie i sam plan przestają istnieć.

Gdy rezygnujemy z Boga, gdy Go odtrącamy, to odbieramy naszemu życiu wszelkie trwałe znaczenie. Godzimy się, że jesteśmy jedynie przypadkowymi tworami procesów fizycznych, chemicznych i biologicznych. Nasze istnienie nie ma ani sensu, ani celu większego niż istnienie muchy czy kamyka. Nasze życie bez Boga jest tragiczną historią – rodzimy się, umieramy, prędzej lub później nikt o nas nie będzie pamiętał. Kto z nas jest w stanie powiedzieć cokolwiek o swoich prapradziadkach? Nas spotka to samo. Jakbyśmy nigdy nie istnieli. A Bóg? Bóg o nas zawsze pamięta i zawsze będzie pamiętał. Jesteśmy przecież ważną częścią Jego planu, który jest Wielką Tajemnicą – nie znamy go, ale poznamy, gdy przyjdzie na to właściwy czas.

Tylko Bóg dostrzega, że posiadamy duszę (sam ją nam dał) i z powodu tej duszy traktuje nas inaczej niż całą resztę. Daje nam prawa, które nie potrzebują żadnego ludzkiego uzasadnienia. Wyjątkowe to prawa i dane tylko nam. Nawet najgłębsze umysły Oświecenia zdawały sobie z tego sprawę, zamieszczając w Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych słynne zdanie: „Uważamy następujące prawdy za oczywiste: że wszyscy ludzie stworzeni są równymi, że Stwórca obdarzył ich pewnymi nienaruszalnymi prawami, że w skład tych praw wchodzi prawo do życia, wolność i dążenia do szczęścia”. Prawa otrzymane od Stwórcy są nieskończenie ważniejsze niż te, które człowiek sam sobie wymyśla. Bo ludzkie prawa – czyli ustanowione przez człowieka – może podważyć, unieważnić, obalić każdy inny człowiek. Byle miał siłę – władzy, pieniądza, armii. Tylko reguły ustanowione przez Boga są poza zasięgiem człowieka. Żadne armie nie pomogą! Oczywiście, jedynie wtedy, gdy uznamy istnienie Boga. To warunek konieczny. A to jest, wbrew pozorom, wyłącznie kwestią wyboru. Człowiek może uwierzyć we wszystko, gdy zechce. Rzecz w tym, żeby wierzył w to, co lepsze, a nie w to, co gorsze. Żeby nie poddawał się modzie na ateizm zrodzony z pychy ludzkiego rozumu, który liznął trochę fizyki i chemii, więc natychmiast zapomina, że Biblia jest księgą, która miała trafiać już do człowieka sprzed 3 tysięcy lat. Czyli zaczyna wyśmiewać jej dosłowny sens, nie rozumiejąc, że sześć dni Stwarzania oraz ryba z Jonaszem w brzuchu to są tylko symbole.

 

Rezygnujemy z ostatecznej sprawiedliwości. Koniec dobra i zła

Kolejną dojmującą stratą, jaka wynika wprost z rezygnacji z Boga, jest utrata wiary w ostateczną sprawiedliwość. Jeśli Boga nie ma, to wszyscy ludzie mają przed sobą jednakowy los: śmierć i zapomnienie. Niezależnie, jak żyliśmy, czy byliśmy dobrymi ludźmi, czy złymi, spotka nas to samo – nicość. Egzystencjaliści mieli rację. To wizja bardzo niepedagogiczna. Oburzająca! Bo przecież w świecie bez Boga nawet najgorszy z ludzi, najbardziej sadystyczny morderca zostanie potraktowany identycznie jak człowiek poświęcający swoje życie dla dobra innych. Czyli ostateczną sprawiedliwość zastępujemy – w świecie bez Boga – ostateczną niesprawiedliwością. Co gorsze, świadomość, że nie istnieje ostateczna, metafizyczna sprawiedliwość, musi działać demoralizująco na ludzkość, bo gdzie nie istnieje kara i nagroda, tam wszystko jest dozwolone, czyli zło i dobro dla sprawców niczym się nie różnią. Gdy wierzymy, że nasze czyny będą ocenione najbardziej obiektywną z miar, bo Boską miarą, staramy się żyć lepiej. To całkiem naturalne – tak jak lepiej stara się zachowywać dziecko, na które patrzy rodzic lub nauczyciel. Gdy nie ma Boga, nie będzie żadnego rozliczenia, żadnego ważenia dobra i zła na szalach ostatecznej wagi. Jeżeli taki ma być świat, gdy wygnamy z niego Boga, to po co nam taki świat? W imię rzekomej wyższości ateizmu nad religijnością mamy zamieniać sprawiedliwy świat na świat niesprawiedliwy, obojętny, czyli – w rezultacie – okrutny?

 

Bez wiary w Boga ludzie przestają się rozmnażać

Jednak przy braku sensu religijnego w życiu człowieka także te subiektywne, indywidualne sensy zastępcze cierpią i ulegają zanikowi. Przykładowo: najbardziej logicznym, naturalnym i powszechnym sensem indywidualnym jest rodzina. I tu czeka nas niemiła niespodzianka – okazuje się, że ludzie Zachodu coraz częściej unikają małżeństwa, a – jeszcze gorliwiej – posiadania dzieci. Wynika z tego, że zarówno trwały związek, jak i rodzicielstwo wiążą się nie tyle z naturalnym instynktem rozmnażania, co z wartościami wynikającymi z wiary w Boga. Zaskoczenie? Tak, ale takie są twarde fakty. Przecież najwięcej dzieci mają najbardziej gorliwi religijnie katolicy, ortodoksyjni Żydzi, mormoni i amisze. Ludzie pozbawieni motywacji religijnej unikają dzieci. W zlaicyzowanych krajach Zachodu przyrost naturalny jest, dekada po dekadzie, coraz silniej negatywny. Więcej ludzi umiera, mimo postępu w medycynie, niż się rodzi. Na przykład w 2020 roku w UE urodziło się 4,2 mln osób, a zmarło 4,7 mln. Ile znacie niereligijnych małżeństw z siedmiorgiem dzieci? Tyle wynosi ich średnia liczba u amiszów. A wśród ortodoksyjnych rodzin żydowskich zjawiskiem powszechnym jest posiadanie ponad dziesięciorga dzieci. Nawet w zsekularyzowanej Austrii w rodzinach katolickich rodzi się ich dwa razy więcej niż w rodzinach ludzi niereligijnych. Dlaczego tak się dzieje? Najwyraźniej posiadanie dzieci wynika z nakazów religijnych i religijnego szacunku dla wartości ludzkiego życia.

 

Rezygnacja z Boga to postępowanie irracjonalne

Oczywiście, powyższe wymienienie trzech potężnych strat, jakie ludzkość ponosi w wyniku laicyzacji, w żaden sposób nie jest argumentem na istnienie Boga. Natomiast powinno być traktowane jako argument na konieczność wiary w Niego. Nawet rozumianego – przez zapiekłych, ale racjonalnych i logicznych agnostyków – jedynie jako intelektualny projekt, który jest przecież dla człowieka w najgłębszym sensie dobry, wartościowy i korzystny. Najwyraźniej Bóg jest człowiekowi potrzebny i rezygnacja z Niego to przejaw dojmującego braku rozsądku, charakterystycznego dla naszej epoki.

Co my robimy jako społeczeństwa? Sami się pozbawiamy najpierw naszej istotności we wszechświecie, następnie przekreślamy nadzieję na sprawiedliwe rozliczanie naszych czynów, a na koniec gwarantujemy sobie – nie rozmnażając się – proste, biologiczne wyginięcie. Gdzie tu jest jakikolwiek sens i rozsądek? Mamy godzić się na te wszystkie nieszczęścia i katastrofy tylko dlatego, że nie ujawniają się z dnia na dzień, ale – podstępnie – z pokoleń na pokolenia? Mamy akceptować bezczynnie tę całą dekadencję w imię rzekomej prawdy ateizmu? Prawdy, że Bóg nie istnieje? Że to, czego doświadczamy w ciasnym „tu i teraz”, to wszystko, co jest? 

Dlaczego wiara ateizmu w nieistnienie Boga, która uczyni wiele zła, ma być lepsza od wiary w istnienie Boga, która sprawia dobro?

Oczywiście, w takim momencie zazwyczaj pojawia się w dyskusjach desperacki argument ateizmu o złu płynącym z religii, czyli o zbrodniach popełnionych w jej imieniu. Wiemy, o co chodzi: krucjaty, inkwizycja, wojny religijne, fanatyzm. Nie należy im zaprzeczać, bo są faktem. Warto jednak przypomnieć, że zbrodnie motywowane religijnie popełnione zostały nie w zgodzie z ideałami („miłowanie bliźniego”) religii dominujących w naszym kręgu kulturowym, ale wbrew nim. Nie w zgodzie z przykazaniami Dekalogu, w którym Bóg zakazuje przecież mordowania ludzi, ale wbrew tym przykazaniom. Czyli były to znaczące aberracje. A jednocześnie trzeba pamiętać, że całkiem odwrotnie jest z ideologiami programowo ateistycznymi – zarówno zbrodnie nazizmu, jak i komunizmu były popełniane w pełnej harmonii z podstawowymi hasłami i wartościami tych ideologii. Doktryny te opierały swój sukces na nakazie eksterminacji wrogów – celem nazizmu było wymordowanie wszystkich ras „podludzi”, a celem komunizmu – wytępienie wszystkich „wrogów ludu”.

To w co lepiej wierzyć?

I nie chodzi tu wcale o wyrachowaną interesowność słynnego „zakładu Pascala”, ale o sprawy bez porównania ważniejsze. O kierowanie się rozumem.



 

Polecane