Rafał Woś: Ten piękny rok 2023

Rok 2023 był – jakkolwiek paradoksalnie może to zabrzmieć – całkiem spokojny. Tak, wiem, że wybory i zmiana władzy w Polsce, niegasnąca wojna na Ukrainie albo zaognienie sytuacji na Bliskim Wschodzie grożące „trzecią wojną” czy też najpierw wysoka inflacja, a potem widmo recesji. Wszystko to fakty. Mam jednak wrażenie, że po morderczym tempie szoków i zmian, które przyniosły nam lata poprzednie (COVID, wojna, kryzys energetyczny), minionych 12 miesięcy było jednak zasadniczo luźniejszych i dalece bardziej przewidywalnych. Takich – rzec by można – całkiem normalnych. A może nawet… pięknych.
Rafał Woś
Rafał Woś / fot. M. Żegliński

Weźmy choćby nasze polskie sprawy.

Demokracja żyje, bo nigdy nie umarła

Rok 2023 pokazał ponad wszelką wątpliwość, że polska demokracja żyje. Jeden z największych teoretyków demokracji – pracujący w USA Polak Adam Przeworski – określał demokrację jako system „zinstytucjonalizowanej niepewności”. Podstawowym zaś sprawdzianem sprawności tego mechanizmu jest pytanie: „Czy władza może przegrać wybory i przestać być władzą?”. Przez osiem minionych lat opozycja nie ustawała w alarmowaniu, że rządzący Polską PiS-owcy „niszczą”, „psują”, a nawet „grzebią” demokrację. Październikowe wybory oraz zakończony w grudniu proces powołania koalicyjnego rządu Donalda Tuska jest oczywiście wielkim sukcesem antypisowskiej opozycji, ale także kompletną falsyfikacją tezy tegoż obozu politycznego o „śmierci demokracji” w Polsce PiS. Oto rząd Mateusza Morawieckiego najpierw nie zdobył większości, a potem w zgodzie z duchem i literą konstytucji oddał władzę. W tym sensie Polska demokracja nie musiała zmartwychwstawać, bo… nigdy nie umarła. Przeciwnie – właśnie w roku 2023 dowiodła jej podręcznikowej wręcz żywotności. Na dodatek październikowe głosowanie odbyło się przy rekordowym poziomie partycypacji obywateli (frekwencja sięgnęła 75 proc.). Wiem, że taki argument nie współgra dobrze z domyślną postawą psioczenia i generalnego narzekania na życie publiczne. Możliwe jednak, że jesteśmy dziś w zenicie demokratyzacji – u szczytu (albo przynajmniej blisko) tego, czym proces obywatelskiego samostanowienia może we współczesnym świecie być, oczywiście kompletnie tego nie doceniając. I najpewniej zauważymy to (my lub ci, którzy przyjdą po nas) dopiero z perspektywy lat lub nawet dekad – wspominając z nostalgią, jak to dobrze było z tą demokracją w Polsce w tym pięknym roku 2023.

Polska w zenicie suwerenności

Bardzo możliwe, że rok 2023 będziemy wspominać również jako moment, w którym w zenicie znalazła się faktyczna polska suwerenność oraz nasza podmiotowość międzynarodowa. Zwłaszcza że – powiedzmy sobie szczerze – na horyzoncie jest wiele chmur, które mogą już wkrótce przesłonić słoneczko niepodległości. O płynącym ze wschodu zagrożeniu rozpisywać się nie zamierzam, bo jest to sprawa bardziej niż oczywista. Zwłaszcza że dziś nawet prezydent USA Joe Biden mówi o realnej wizji szarpania przez Rosję wschodniej flanki NATO w perspektywie kilku lat. Z drugiej strony mamy z kolei pretensje zachodnioeuropejskiego establishmentu do stałego pogłębiania integracji europejskiej. Spora część rodaków widzi w tych procesach naszą szansę na głębsze zakotwiczenie w „dobrych” strukturach bezpiecznego i bogatego Zachodu. Marzy im się rozmycie Polski w wielkim projekcie „ever closer Union”. Ale bardzo wiele Polek i Polaków nie pali się jakoś szczególnie do tego pomysłu. A niemało jest takich, którzy bardzo takiej postępującej federalizacji kontynentu się obawiają.

Na szczęście nie żyjemy już w czasach, gdy łatwo jest tych ostatnich zagnać do oślej ławki z napisem: „Eurosceptyczne oszołomstwo”. Wiele jest dobrych i mocnych argumentów pokazujących, że to właśnie obecny stan integracji UE jest dla kraju takiego jak Polska optymalny. A wszelkie dalsze kroki ograniczające polską suwerenność nie będą dla większości jej mieszkańców wcale takie dobre. I tak na przykład ewentualne przyjęcie w Polsce wspólnej waluty euro w praktyce ograniczy możliwość prowadzenia przez demokratyczne rządy w Warszawie jakiejkolwiek aktywnej polityki gospodarczej. Taki rząd będzie bowiem cierpiał na chroniczny brak pieniędzy (w końcu wejście do euro to rezygnacja z posiadania własnej waluty) na inwestycje czy walkę z nierównościami społecznymi. Z kolei przesuwanie kolejnych obszarów kompetencji ze stolic narodowych do Brukseli albo odebranie tym pierwszym prawa weta skończy się sytuacją, w której kraj może zostać zmuszony do przyjęcia rozwiązań niezgodnych z faktycznym interesem szerokich mas swoich obywateli. Na przykład do rezygnacji z tańszych i łatwiej dostępnych źródeł energii na rzecz energetycznego miksu odpowiadającego potrzebom krajów bogatszych i silniejszych, albo do szybkiej zmiany swojej struktury etnicznej z powodu odgórnie narzuconej polityki migracyjnej. Nie jest to wizja bynajmniej bardzo odległa. W minionych miesiącach – po paru latach przerwy – do ofensywy przystąpiły te siły polityczne w największych krajach UE, które wierzą, że integracja europejska jest jak… rower. To znaczy musi stale poruszać się do przodu, bo inaczej się przewróci. Forsują oni więc takie zmiany w traktatach UE, które naruszają obecne – korzystne dla Polski – status quo eurointegracji. Co dalej z tymi zmianami? Dowiemy się już bardzo niedługo. Ale nawet jeśli reforma traktatów nie nastąpi, to mamy jeszcze inne tendencje. Na przykład stałe rozpychanie się unijnego sądownictwa. Jak to może działać, mogliśmy zobaczyć na przykładzie sporu o Turów – gdy werdykt niemających żadnej legitymacji od polskich obywateli europejskich sędziów zaingerował bezpośrednio w codzienny dobrostan oraz bezpieczeństwo energetyczne statek tysięcy Polek i Polaków. Na nasze szczęście wciąż jednak mogliśmy powiedzieć temu werdyktowi „nie”. Czy tę sytuację uda się utrzymać? Takie wyzwania wciąż przed nami. A pewności, że sobie z nimi poradzimy – szczerze mówiąc – nie mamy żadnej. W tym sensie tak dobrze, jak było Polsce w Europie w roku 2023, może nie być już nigdy.

Ani drugiej Grecji, ani trzeciej Turcji

Bardzo podobnie sprawy mają się w ekonomii. Polska gospodarka roku 2023 przetrwała wielką kumulację kryzysów. Najpierw pandemicznego, potem energetycznego i wreszcie inflacyjnego. Oczywiście szklankę zawsze można widzieć jako do połowy pustą. I w każdej sytuacji da się ogłosić, że jest źle, fatalnie czy wręcz dramatycznie. Fakty są jednak takie, że kluczowe wskaźniki ekonomiczne roku 2023 nie wyglądały źle. Niektóre zaś były wręcz rewelacyjnie dobre. Choćby 5-procentowe bezrobocie, które sprawia, że mimo wszystkich problemów polskiemu pracownikowi żyje się dziś lepiej i bezpieczniej niż dekadę albo dwie temu. W czasach, gdy (przy 10–20-procentowym bezrobociu) każdy pracodawca był panem i władcą świata. Na dodatek pod koniec roku 2023 płace realne zaczęły znów rosnąć, co miało związek i ze spadającą inflacją, która dziś jest już blisko optymalnego poziomu (ani za niska, ani za wysoka), a także z nieźle wyważoną polityką monetarną NBP opierającą się presji na nadmierne podnoszenie stóp procentowych – co niechybnie skończyłoby się podcięciem koniunktury. Polska roku 2023 nie wyglądała może zbyt dobrze w porównaniu z Polską sprzed 5–6 lat, gdy płace rosły szybko, inflacja była niska, a rząd z łatwością rozbudowywał programy społeczne. Jednak, gdy zestawić nasz kraj z innymi dużymi gospodarkami Europy (choćby z Niemcami, Włochami albo Wielką Brytanią), to widać dobrze, że wyróżniamy się mocno in plus. Tam krąży widmo zastoju. U nas są dobre perspektywy na uniknięcie takiego scenariusza. A już na pewno nie można mówić, żeby ziścił się u nas jakikolwiek z rysowanych tak chętnie przez ostatnie lata czarnych scenariuszy: greckiego bankructwa, tureckiej hiperinflacji czy włoskiego zubożenia.

To wszystko nie znaczy oczywiście, że ten piękny rok 2023 to był tylko „cud, miód i orzeszki”. W historii cywilizacji ten „dwudziesty trzeci” zapisze się pewnie jako moment, w którym „sztuczna inteligencja” z półki z napisem „science fiction” przeniosła się do kategorii „wyzwania polityczne tu i teraz”. Był grudzień 2022 roku, gdy kalifornijska firma OpenAI wpuściła na rynek algorytm ChatGPT. Efektem było coś w rodzaju intelektualnego tsunami. Szok i strach przed tym nowym narzędziem cyfrowej rewolucji przeplatał się z nadzieją na „największe odkrycie od czasu wynalezienia internetu”. Temat grzał (i grzeje nadal) także dlatego, że w fundamentalny sposób dotykał interesu ludzi zajmujących się zawodowo tworzeniem treści. Oto nagle wyszło na jaw, że większość tekstów, haseł reklamowych, soszalmediowych tagów i w ogóle wszystkiego, co nazywa się dziś (niezbyt ładnie) „kontentem”, może być stworzona od tak, na pstryknięcie palcem, bez udziału dziennikarza, copywritera, grafika i w ogóle człowieka. Wystarczy ChatGPT – algorytm wciąż mocno niedoskonały, ale już teraz piekielnie skuteczny. W kwietniu pionier badań nad AI w Google’u Geoffrey E. Hinton rzucił robotę i ogłosił, że – niczym doktor Frankenstein u Mary Shelley – przeraził się swojego własnego odkrycia. I teraz jeździ po świecie i przekonuje rządzących, by natychmiast przerwać wyścig doskonalenia sztucznej inteligencji. Zanim będzie za późno.

Aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Ale – to dopiero jutro i pojutrze, czyli już nie w tym naszym pięknym 2023 roku, który właśnie na naszych oczach przechodzi do historii.

Tekst pochodzi z 51/52 (1821/1822) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Michał Kobosko odchodzi z Polski 2050 z ostatniej chwili
Michał Kobosko odchodzi z Polski 2050

Europoseł Michał Kobosko podjął w poniedziałek decyzję o rezygnacji z członkostwa w Polsce 2050 – poinformował Onet. Kobosko był jednym z najbliższych współpracowników Szymona Hołowni.

Pożar bloku mieszkalnego w Ząbkach. Są ranni z ostatniej chwili
Pożar bloku mieszkalnego w Ząbkach. Są ranni

W podwarszawskich Ząbkach doszło do pożaru mieszkania w bloku mieszkalnym. Cztery osoby zostały poszkodowane.

Jarosław Kaczyński wyklucza sojusz z partią Grzegorza Brauna. Padły ostre słowa z ostatniej chwili
Jarosław Kaczyński wyklucza sojusz z partią Grzegorza Brauna. Padły ostre słowa

– Nie ma mowy o żadnych sojuszach z Konfederacją Korony Polskiej, partią europosła Grzegorza Brauna – podkreślił w poniedziałek prezes PiS Jarosław Kaczyński. W jego ocenie jest to ugrupowanie „niepoważne”, tworzone przez ludzi, których – jak stwierdził – nie powinno być w życiu publicznym.

Strategiczna umowa USA–Węgry. Chodzi o energetykę jądrową z ostatniej chwili
Strategiczna umowa USA–Węgry. Chodzi o energetykę jądrową

Sekretarz stanu USA Marco Rubio i minister spraw zagranicznych Węgier Peter Szijjarto podpisali w poniedziałek w Budapeszcie umowę ws. cywilnej energetyki jądrowej – ogłosił w komunikacie Departament Stanu USA.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

ZUS zapowiada ograniczenia w dostępie do portalu eZUS 16 lutego 2026 r. W tym czasie część usług będzie niedostępna – informuje w poniedziałek w komunikacie ZUS.

Wielka awaria X z ostatniej chwili
Wielka awaria X

Internauci alarmują, że tuż przed godziną 15:00 nastąpiła wielka awaria platformy społecznościowej X.com.

Komisarz UE będzie uczestniczyła na posiedzeniu Rady Pokoju, mimo że nie została zaproszona z ostatniej chwili
Komisarz UE będzie uczestniczyła na posiedzeniu Rady Pokoju, mimo że nie została zaproszona

Komisarz UE ds. Regionu Śródziemnomorskiego Dubravka Szuica weźmie w czwartek udział w Waszyngtonie w pierwszym posiedzeniu Rady Pokoju, powołanej przez prezydenta USA Donalda Trumpa; Szuica będzie uczestniczyła w tym wydarzeniu w charakterze obserwatorki – poinformowała w poniedziałek Komisja Europejska.

Burza w Polsce 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zabiera głos z ostatniej chwili
Burza w Polsce 2050. Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz zabiera głos

Przewodnicząca Polski 2050 Katarzyna Pełczyńskia-Nałęcz uważa, że do deklaracji o odejściach z klubu należy podchodzić niezwykle ostrożnie. – To groźby werbalnie deklarowane przez nieliczne osoby – oceniła w TOK FM.

Dr Jacek Saryusz-Wolski: SAFE to gwarancja rządów Tuska i potencjalne narzędzie zniewolenia gorące
Dr Jacek Saryusz-Wolski: SAFE to gwarancja rządów Tuska i potencjalne narzędzie zniewolenia

„SAFE to program wyborczy, polisa ubezpieczeniowa i gwarancja dalszych rządów Tuska i koalicji 13 grudnia” – napisał na platformie X dr Jacek Saryusz-Wolski, doradca prezydenta ds. europejskich.

„Perspektywa gender” w szkoleniach dla Wojska Polskiego? Szokujące doniesienia z ostatniej chwili
„Perspektywa gender” w szkoleniach dla Wojska Polskiego? Szokujące doniesienia

Serwisk BlaskOnline.pl informuje, że w programie szkoleń dla polskich żołnierzy na 2026 rok znalazł się temat dotyczący „perspektywy gender w operacjach wojskowych”. Informacja wywołała konsternację w środowisku wojskowym. Część żołnierzy mówi o zaskoczeniu, a resort obrony zapytany o komentarz zapowiada weryfikację sprawy.

REKLAMA

Rafał Woś: Ten piękny rok 2023

Rok 2023 był – jakkolwiek paradoksalnie może to zabrzmieć – całkiem spokojny. Tak, wiem, że wybory i zmiana władzy w Polsce, niegasnąca wojna na Ukrainie albo zaognienie sytuacji na Bliskim Wschodzie grożące „trzecią wojną” czy też najpierw wysoka inflacja, a potem widmo recesji. Wszystko to fakty. Mam jednak wrażenie, że po morderczym tempie szoków i zmian, które przyniosły nam lata poprzednie (COVID, wojna, kryzys energetyczny), minionych 12 miesięcy było jednak zasadniczo luźniejszych i dalece bardziej przewidywalnych. Takich – rzec by można – całkiem normalnych. A może nawet… pięknych.
Rafał Woś
Rafał Woś / fot. M. Żegliński

Weźmy choćby nasze polskie sprawy.

Demokracja żyje, bo nigdy nie umarła

Rok 2023 pokazał ponad wszelką wątpliwość, że polska demokracja żyje. Jeden z największych teoretyków demokracji – pracujący w USA Polak Adam Przeworski – określał demokrację jako system „zinstytucjonalizowanej niepewności”. Podstawowym zaś sprawdzianem sprawności tego mechanizmu jest pytanie: „Czy władza może przegrać wybory i przestać być władzą?”. Przez osiem minionych lat opozycja nie ustawała w alarmowaniu, że rządzący Polską PiS-owcy „niszczą”, „psują”, a nawet „grzebią” demokrację. Październikowe wybory oraz zakończony w grudniu proces powołania koalicyjnego rządu Donalda Tuska jest oczywiście wielkim sukcesem antypisowskiej opozycji, ale także kompletną falsyfikacją tezy tegoż obozu politycznego o „śmierci demokracji” w Polsce PiS. Oto rząd Mateusza Morawieckiego najpierw nie zdobył większości, a potem w zgodzie z duchem i literą konstytucji oddał władzę. W tym sensie Polska demokracja nie musiała zmartwychwstawać, bo… nigdy nie umarła. Przeciwnie – właśnie w roku 2023 dowiodła jej podręcznikowej wręcz żywotności. Na dodatek październikowe głosowanie odbyło się przy rekordowym poziomie partycypacji obywateli (frekwencja sięgnęła 75 proc.). Wiem, że taki argument nie współgra dobrze z domyślną postawą psioczenia i generalnego narzekania na życie publiczne. Możliwe jednak, że jesteśmy dziś w zenicie demokratyzacji – u szczytu (albo przynajmniej blisko) tego, czym proces obywatelskiego samostanowienia może we współczesnym świecie być, oczywiście kompletnie tego nie doceniając. I najpewniej zauważymy to (my lub ci, którzy przyjdą po nas) dopiero z perspektywy lat lub nawet dekad – wspominając z nostalgią, jak to dobrze było z tą demokracją w Polsce w tym pięknym roku 2023.

Polska w zenicie suwerenności

Bardzo możliwe, że rok 2023 będziemy wspominać również jako moment, w którym w zenicie znalazła się faktyczna polska suwerenność oraz nasza podmiotowość międzynarodowa. Zwłaszcza że – powiedzmy sobie szczerze – na horyzoncie jest wiele chmur, które mogą już wkrótce przesłonić słoneczko niepodległości. O płynącym ze wschodu zagrożeniu rozpisywać się nie zamierzam, bo jest to sprawa bardziej niż oczywista. Zwłaszcza że dziś nawet prezydent USA Joe Biden mówi o realnej wizji szarpania przez Rosję wschodniej flanki NATO w perspektywie kilku lat. Z drugiej strony mamy z kolei pretensje zachodnioeuropejskiego establishmentu do stałego pogłębiania integracji europejskiej. Spora część rodaków widzi w tych procesach naszą szansę na głębsze zakotwiczenie w „dobrych” strukturach bezpiecznego i bogatego Zachodu. Marzy im się rozmycie Polski w wielkim projekcie „ever closer Union”. Ale bardzo wiele Polek i Polaków nie pali się jakoś szczególnie do tego pomysłu. A niemało jest takich, którzy bardzo takiej postępującej federalizacji kontynentu się obawiają.

Na szczęście nie żyjemy już w czasach, gdy łatwo jest tych ostatnich zagnać do oślej ławki z napisem: „Eurosceptyczne oszołomstwo”. Wiele jest dobrych i mocnych argumentów pokazujących, że to właśnie obecny stan integracji UE jest dla kraju takiego jak Polska optymalny. A wszelkie dalsze kroki ograniczające polską suwerenność nie będą dla większości jej mieszkańców wcale takie dobre. I tak na przykład ewentualne przyjęcie w Polsce wspólnej waluty euro w praktyce ograniczy możliwość prowadzenia przez demokratyczne rządy w Warszawie jakiejkolwiek aktywnej polityki gospodarczej. Taki rząd będzie bowiem cierpiał na chroniczny brak pieniędzy (w końcu wejście do euro to rezygnacja z posiadania własnej waluty) na inwestycje czy walkę z nierównościami społecznymi. Z kolei przesuwanie kolejnych obszarów kompetencji ze stolic narodowych do Brukseli albo odebranie tym pierwszym prawa weta skończy się sytuacją, w której kraj może zostać zmuszony do przyjęcia rozwiązań niezgodnych z faktycznym interesem szerokich mas swoich obywateli. Na przykład do rezygnacji z tańszych i łatwiej dostępnych źródeł energii na rzecz energetycznego miksu odpowiadającego potrzebom krajów bogatszych i silniejszych, albo do szybkiej zmiany swojej struktury etnicznej z powodu odgórnie narzuconej polityki migracyjnej. Nie jest to wizja bynajmniej bardzo odległa. W minionych miesiącach – po paru latach przerwy – do ofensywy przystąpiły te siły polityczne w największych krajach UE, które wierzą, że integracja europejska jest jak… rower. To znaczy musi stale poruszać się do przodu, bo inaczej się przewróci. Forsują oni więc takie zmiany w traktatach UE, które naruszają obecne – korzystne dla Polski – status quo eurointegracji. Co dalej z tymi zmianami? Dowiemy się już bardzo niedługo. Ale nawet jeśli reforma traktatów nie nastąpi, to mamy jeszcze inne tendencje. Na przykład stałe rozpychanie się unijnego sądownictwa. Jak to może działać, mogliśmy zobaczyć na przykładzie sporu o Turów – gdy werdykt niemających żadnej legitymacji od polskich obywateli europejskich sędziów zaingerował bezpośrednio w codzienny dobrostan oraz bezpieczeństwo energetyczne statek tysięcy Polek i Polaków. Na nasze szczęście wciąż jednak mogliśmy powiedzieć temu werdyktowi „nie”. Czy tę sytuację uda się utrzymać? Takie wyzwania wciąż przed nami. A pewności, że sobie z nimi poradzimy – szczerze mówiąc – nie mamy żadnej. W tym sensie tak dobrze, jak było Polsce w Europie w roku 2023, może nie być już nigdy.

Ani drugiej Grecji, ani trzeciej Turcji

Bardzo podobnie sprawy mają się w ekonomii. Polska gospodarka roku 2023 przetrwała wielką kumulację kryzysów. Najpierw pandemicznego, potem energetycznego i wreszcie inflacyjnego. Oczywiście szklankę zawsze można widzieć jako do połowy pustą. I w każdej sytuacji da się ogłosić, że jest źle, fatalnie czy wręcz dramatycznie. Fakty są jednak takie, że kluczowe wskaźniki ekonomiczne roku 2023 nie wyglądały źle. Niektóre zaś były wręcz rewelacyjnie dobre. Choćby 5-procentowe bezrobocie, które sprawia, że mimo wszystkich problemów polskiemu pracownikowi żyje się dziś lepiej i bezpieczniej niż dekadę albo dwie temu. W czasach, gdy (przy 10–20-procentowym bezrobociu) każdy pracodawca był panem i władcą świata. Na dodatek pod koniec roku 2023 płace realne zaczęły znów rosnąć, co miało związek i ze spadającą inflacją, która dziś jest już blisko optymalnego poziomu (ani za niska, ani za wysoka), a także z nieźle wyważoną polityką monetarną NBP opierającą się presji na nadmierne podnoszenie stóp procentowych – co niechybnie skończyłoby się podcięciem koniunktury. Polska roku 2023 nie wyglądała może zbyt dobrze w porównaniu z Polską sprzed 5–6 lat, gdy płace rosły szybko, inflacja była niska, a rząd z łatwością rozbudowywał programy społeczne. Jednak, gdy zestawić nasz kraj z innymi dużymi gospodarkami Europy (choćby z Niemcami, Włochami albo Wielką Brytanią), to widać dobrze, że wyróżniamy się mocno in plus. Tam krąży widmo zastoju. U nas są dobre perspektywy na uniknięcie takiego scenariusza. A już na pewno nie można mówić, żeby ziścił się u nas jakikolwiek z rysowanych tak chętnie przez ostatnie lata czarnych scenariuszy: greckiego bankructwa, tureckiej hiperinflacji czy włoskiego zubożenia.

To wszystko nie znaczy oczywiście, że ten piękny rok 2023 to był tylko „cud, miód i orzeszki”. W historii cywilizacji ten „dwudziesty trzeci” zapisze się pewnie jako moment, w którym „sztuczna inteligencja” z półki z napisem „science fiction” przeniosła się do kategorii „wyzwania polityczne tu i teraz”. Był grudzień 2022 roku, gdy kalifornijska firma OpenAI wpuściła na rynek algorytm ChatGPT. Efektem było coś w rodzaju intelektualnego tsunami. Szok i strach przed tym nowym narzędziem cyfrowej rewolucji przeplatał się z nadzieją na „największe odkrycie od czasu wynalezienia internetu”. Temat grzał (i grzeje nadal) także dlatego, że w fundamentalny sposób dotykał interesu ludzi zajmujących się zawodowo tworzeniem treści. Oto nagle wyszło na jaw, że większość tekstów, haseł reklamowych, soszalmediowych tagów i w ogóle wszystkiego, co nazywa się dziś (niezbyt ładnie) „kontentem”, może być stworzona od tak, na pstryknięcie palcem, bez udziału dziennikarza, copywritera, grafika i w ogóle człowieka. Wystarczy ChatGPT – algorytm wciąż mocno niedoskonały, ale już teraz piekielnie skuteczny. W kwietniu pionier badań nad AI w Google’u Geoffrey E. Hinton rzucił robotę i ogłosił, że – niczym doktor Frankenstein u Mary Shelley – przeraził się swojego własnego odkrycia. I teraz jeździ po świecie i przekonuje rządzących, by natychmiast przerwać wyścig doskonalenia sztucznej inteligencji. Zanim będzie za późno.

Aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Ale – to dopiero jutro i pojutrze, czyli już nie w tym naszym pięknym 2023 roku, który właśnie na naszych oczach przechodzi do historii.

Tekst pochodzi z 51/52 (1821/1822) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane