Koalicja rządząca w strachu: Donald Tusk zdecydował się na gest rozpaczy

Zwoływany przez Donalda Tuska wiec tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego ma być dowodem na jedność koalicji. To gest rozpaczy, gdyż rządzące partie otwarcie walczą ze sobą na wielu frontach i coraz mocniej podkreślają swoją odrębność.
Donald Tusk
Donald Tusk / PAP/Artur Reszko

W metodach rządzenia Donalda Tuska coraz więcej jest politycznej paranoi – wszędzie dostrzega spiski i próby osłabienia własnej władzy. Im bardziej próbuje umocnić swoją pozycję, tym szczelniej zamyka się w kręgu własnych lęków i obsesji zemsty. Otoczony ludźmi służb specjalnych, którzy podsycają jego poczucie zagrożenia, staje się niebezpieczny nie tylko dla własnego ugrupowania, ale również dla koalicjantów.

Czytaj także: Strefy wolne od krzyża: Trzaskowski słono zapłaci za swoją decyzję

Wola zemsty 

Odmowa poparcia przez koalicjantów powołania komisji, która miałaby badać rosyjskie wpływy w Polsce, jest chyba pierwszym tak otwartym sprzeciwem wobec polityki Donalda Tuska. Liderzy Lewicy i Trzeciej Drogi doskonale zdają sobie sprawę z tego, że celem zespołu nie będzie żadne realne szukanie macek Putina w polskiej polityce, a jedynie zemsta na PiS. Za to, że podobną komisję powołało w poprzedniej kadencji, a jej ustalenia były dla Donalda Tuska skrajnie kompromitujące. Ale też za to, że przez lata Jarosław i Lech Kaczyńscy punktowali przychylną wobec Kremla politykę obecnego premiera.

Próbę zdezawuowania PiS koalicjanci Platformy mogliby jeszcze przełknąć, ale w grę wchodzi coś więcej. Aktywność Romana Giertycha i wysokich oficerów służb specjalnych może wskazywać na to, że celem szefa rządu jest doprowadzenie do delegalizacji PiS jako partii reprezentującej obce interesy. To nie jest zresztą tylko pomysł polskiego rządu. Podobny scenariusz jest rozpatrywany w Niemczech wobec AfD, ale także w innych krajach europejskich, w których przeciwna federalizacji UE prawica dochodzi do głosu. 

Ostatnio wprost wyartykułował takie dążenie wiceprzewodniczący PO Borys Budka, który kandyduje do Parlamentu Europejskiego. Dla niego delegalizacja PiS jest oczywistym celem. Można by to uznać za czcze gadanie, gdyby nie fakt, że za przygotowanie dokumentów, które mają potwierdzić agenturalność PiS, wzięli się ludzie posiadający doskonałe kontakty z rosyjskimi specsłużbami – generałowie Piotr Pytel i Marek Dukaczewski. Jeśli będzie trzeba, nie zawahają się przed żadną prowokacją czy preparowaniem fałszywych dokumentów. Zwłaszcza że chętnie pomogą im w tym służby Putina, w interesie których leży destrukcja polskiego życia politycznego. 

Taka operacja – którą premier Tusk zamierza przeprowadzić nawet bez koalicjantów – oznaczałaby absolutny tryumf bezprawia i wiązałaby się z wsadzaniem do więzień polityków opozycji, a przynajmniej z masowym zakazywaniem im działalności publicznej. Tu już nie chodzi o dwóch nielubianych posłów PiS, ale o rewolucję w stylu tureckiego prezydenta Recepa Erdoğana, czyli poważne ograniczenie demokracji.

Gdy suweren przeszkadza: jak Unia Europejska pozostaje głucha na głos własnych obywateli

Oficjalny sprzeciw

Trzecia Droga i Lewica wiedzą, że jeśli teraz poprą zapędy Tuska, to później trudno będzie im zatrzymać rozpędzoną machinę przemocy. System oparty jest przecież na oficerach dawnego Urzędu Ochrony Państwa, czyli ludziach, którzy zajmowali się inwigilacją prawicy w latach dziewięćdziesiątych, a przed wyborami w 2005 roku za pomocą prowokacji i fake newsów wyeliminowali z wyścigu o prezydenturę Włodzimierza Cimoszewicza, wówczas lidera sondaży. Koalicjanci rozumieją więc, że po wyeliminowaniu z gry PiS, byliby skazani na łaskę, a raczej kaprysy i wybuchy nienawiści starzejącego się Donalda Tuska. 

To dlatego Szymon Hołownia pierwszy raz otwarcie zganił podgrzewanie emocji przez szefa PO. W swoim orędziu mówił oczywiście o dwóch stronach sporu, ale wygłosił je w momencie, gdy dzień po zamachu na premiera Słowacji Roberta Ficę, ekipa lidera PO opublikowała spot zarzucający PiS współudział w rosyjskich zbrodniach. 

Mówiąc o konieczności ostudzenia nastrojów, lider Trzeciej Drogi w rzeczywistości dystansował się od metod premiera Tuska. Wysłał sygnał, że nie chce mieć z takim bagnem nic wspólnego. 

Aby jeszcze mocniej podkreślić swoją autonomię Trzecia Droga rozpoczęła grę z PO w sejmikach wojewódzkich, w których obie formacje miały stworzyć koalicję i przejąć władzę. Układ z PO zakładał, że ugrupowania podzielą się stanowiskami marszałków w Łódzkiem i na Dolnym Śląsku. Koalicjanci Tuska zażądali jednak najpierw spełnienia zobowiązań ze strony premiera, a dopiero później poparcia jego kandydata. W efekcie w obu województwach zapanował chaos, a Trzecia Droga zablokowała na Dolnym Śląsku wybór marszałka z PO. Dodatkowo wysyła sygnały, że jest tam możliwy flirt z PiS. 

Dla polityków Platformy Obywatelskiej to podwójnie upokarzające. Nie dość, że ich lokalny lider przegrał głosowanie, to jeszcze PO może stracić województwo uważane za jeden ze swoich naturalnych bastionów. 

Apetyt na Lewicę 

W jeszcze gorszej sytuacji jest Lewica, która z każdym tygodniem trafia na coraz dalszy margines. W dużej mierze wynika to z jej kompletnie miałkiej i bezsensownej polityki, która kręci się albo wokół kwestii związanych z usuwaniem ludzkich ciąż, albo ochroną praw zwierząt. 

Brak wyrazistego – lub zresztą jakiegokolwiek pozytywnego – programu musiał spowodować, że Lewica przybrała postać łatwej do schrupania przystawki. Szczególnie że większość światopoglądowych celów bardzo szybko przyjęła Platforma. To ona zabiegała o liberalizację prawa do aborcji, a teraz za sprawą każącego ściągać krzyże Rafała Trzaskowskiego stanęła na czele frontu walki z Kościołem. 

Brak zdolności Lewicy do odpowiedzi – za takie nie można przecież uznać propozycji skrócenia tygodnia pracy czy wprowadzenia średniej europejskiej pensji, bo pokazują one oderwanie socjalistów od realnego życia – tylko ośmiela premiera do jeszcze większego marginalizowania i tak słabego koalicjanta. 

Przy rekonstrukcji rządu premier Tusk rozważał nawet odwołanie wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Gdy to się nie udało rozpoczęło się ograniczanie wpływów Lewicy w spółkach Skarbu Państwa. Otwarcie mówi się także o wyrugowaniu jej przedstawicieli albo przynajmniej znacznym ograniczeniu ich wpływów w Telewizji Polskiej. Powód jest oczywisty – bardzo słabe wyniki. Co prawda są one w znacznej mierze wynikiem siłowego przejęcia stacji przez ludzi Bartłomieja Sienkiewicza (to kolejny człowiek z ekipy dawnego UOP) i związanego z tym zamieszania, ale przecież nie o znalezienie prawdziwych przyczyn tu chodzi.

Rozwój zamiast stagnacji 

Jedynym względnie skutecznym sposobem na punktowanie najsilniejszego ugrupowania w koalicji jest krytykowanie antyrozwojowej polityki Donalda Tuska. Najpierw Lewica, a potem także Trzecia Droga zaczęły otwarcie domagać się realizacji wielkich inwestycji infrastrukturalnych – głównie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego i elektrowni atomowych. 

Popieranie tych projektów ma kilka znaczeń. Po pierwsze pokazuje, że w rządzącej koalicji tylko Platforma Obywatelska jest zwolennikiem stagnacji. Cała odpowiedzialność za zaniechania ma więc spaść na to ugrupowanie. 

Po drugie podważa i tak absurdalną tezę głoszoną przez zaplecze Tuska o tym, że zwolennikami budowy CPK mogą być tylko rosyjscy agenci. Gdyby tak miało być, walczący według własnej propagandy z wpływami Kremla Tusk musiałby zerwać koalicję. 

Po trzecie pokazuje – na razie dość iluzoryczną – platformę porozumienia Trzeciej Drogi z PiS. Jej podstawą mogłaby być spójna wizja rozwoju kraju. Oczywiście dziś nie chodzi o zerwanie koalicji z PO, ale pokazanie, że obecny sojusz nie musi być wieczny, a formacja Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza może mieć alternatywę. 

Wiec pozorów 

Właśnie w takim kontekście należy patrzeć na zwołany przez Donalda Tuska na czwartego czerwca wiec. Na placu Zamkowym w Warszawie rządzący mają pokazać jedność i zgodę, co byłoby szczególnie istotne przed wyborami do europarlamentu. Inicjatywa nieco zaskoczyła koalicjantów, gdyż jej efektem ma być pokazanie, że wszystkie partie łączą wspólne program i cele. Z takiego przekazu zysk będzie miała tylko Platforma Obywatelska, której przekaz jest prosty: po co głosować na zamienniki, skoro można na produkt oryginalny? 

Pomysł od razu poparł wicepremier Krzysztof Gawkowski, podkreślając, że nadrzędnym celem jest utrzymanie władzy. I rzeczywiście Lewica jest dziś w prawdziwym potrzasku: z jednej strony ma próbującą ją pożreć Platformę, z drugiej przepaść politycznego niebytu, w której kierunku zmierza. Utrzymanie władzy za wszelką cenę jest więc dziś dla niej kierunkiem nadrzędnym. Tylko to daje jej nadzieję – choć raczej iluzoryczną – na odbudowanie poparcia. 

Beznadziejność tej sytuacji potwierdza fakt, że do Parlamentu Europejskiego pragną uciec liderzy partii: Krzysztof Śmieszek, Joanna Scheuring-Wielgus, Anna Maria Żukowska czy Andrzej Szejna. Na liście znaleźli się także m.in. obecni europosłowie: Robert Biedroń i dwaj jakby wyjęci z lodówki postkomuniści Marek Belka i Włodzimierz Cimoszewicz, czyli postaci dla Lewicy kluczowe. Choć ten zestaw nazwisk już sam w sobie świadczy o mierności Lewicy, to ich brak w krajowej polityce spowoduje jeszcze większe jej osłabienie. 
Dla Trzeciej Drogi wiec będzie znacznie większą pułapką, bo zarówno PSL, jak i Polska 2050 pragną podkreślać swoją odrębność. Wspieranie otoczonego służbami specjalnymi Tuska i jego paranoicznej, opartej na woli zemsty polityki nie jest w ich interesie.


 

POLECANE
Niemcy wstrząśnięci po brutalnym ataku. Nowy trop ws. śmierci konduktora z ostatniej chwili
Niemcy wstrząśnięci po brutalnym ataku. Nowy trop ws. śmierci konduktora

36-letni pracownik Deutsche Bahn zmarł po brutalnym ataku w pociągu regionalnym. Nowy wątek w śledztwie stawia pytanie: czy można było temu zapobiec?

Fatalne dane dla Niemiec. Przemysł stracił ponad 120 tys. miejsc pracy z ostatniej chwili
Fatalne dane dla Niemiec. Przemysł stracił ponad 120 tys. miejsc pracy

Pod koniec 2025 roku w niemieckim przemyśle pracowało o ponad 120 tys. mniej osób niż rok wcześniej - wynika z analizy firmy doradczej EY. Skala redukcji zatrudnienia była niemal dwukrotnie wyższa niż w 2024 roku.

Stanowski zdradza kulisy rozstania z Mellerem. Mam żal z ostatniej chwili
Stanowski zdradza kulisy rozstania z Mellerem. "Mam żal"

Stanowski wrócił do tematu Mellera po ponad roku i zdradził szczegóły rozstania. Według niego sprawa mogła wyglądać zupełnie inaczej.

Wstrzymanie dostaw leków. Niemiecki think tank szuka środków nacisku na USA tylko u nas
"Wstrzymanie dostaw leków". Niemiecki think tank szuka środków nacisku na USA

Jakie realne narzędzia odwetu można zastosować w stosunku do Trumpa? Niemcy analizują poważnie wykorzystanie zależności ekonomicznych w kluczowych sektorach gospodarki.

Prof. Krystyna Pawłowicz: „Jestem za wyjściem z imperialnej UE, spod władzy Niemiec” z ostatniej chwili
Prof. Krystyna Pawłowicz: „Jestem za wyjściem z imperialnej UE, spod władzy Niemiec”

„Jestem ZA WYJŚCIEM Polski/i państw Europy Środk-Wsch/z imperialnej UNII EUROPEJSKIEJ,spod władzy Niemiec i za nawiązaniem od nowa DWUSTRONNIE KORZYSTNYCH dla relacji z państwami Europy Zach. i USA” – napisała na platformie X prof. Krystyna Pawłowicz, była sędzia Trybunału Konstytucyjnego.

„Rząd Tuska powinien wystąpić z roszczeniami wobec Rosji”. W tle rosyjski wywiad z ostatniej chwili
„Rząd Tuska powinien wystąpić z roszczeniami wobec Rosji”. W tle rosyjski wywiad

„Rosyjskie ataki na Ukrainę i prowokacje przeciwko Polsce skutkują wymiernymi zagrożeniami dla RP – trzeba to widzieć przez pryzmat wielodomenowych operacji wywiadowczych. Generuje to także konkretne straty dla Polski, choćby ostatnia sytuacja wymuszająca zamknięcie lotnisk w PL” – napisał na platformie X były rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Stanisław Żaryn.

Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. świętokrzyskiego

IMGW wydał we wtorek ostrzeżenie I stopnia przed oblodzeniem w woj. świętokrzyskim.

Chińscy studenci są zadaniowani przez ChRL. Składają raporty chińskim służbom tylko u nas
Chińscy studenci są zadaniowani przez ChRL. Składają raporty chińskim służbom

Jak poinformował Stanisław Żaryn, były rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych, Akademia Sztuki Wojennej chce, aby w jej szeregach znaleźli się chińscy studenci. Nie wiem, czyj to był pomysł, ale jeżeli to prawda, to wszystkie te osoby powinny zostać zdymisjonowane, a Chińczycy odesłani z powrotem do kraju. To byłoby najłagodniejsze wyjście z tej sytuacji, gdyż na studia do Europy Chińska Republika Ludowa nie wysyła przypadkowych osób.

SAFE nie znaczy „bezpieczny” tylko u nas
SAFE nie znaczy „bezpieczny”

Pozornie kwestia naszego wejścia do programu SAFE mogłaby wydawać się bezdyskusyjna. Rządowa propaganda przez pierwsze dni życia tematu w przestrzeni medialnej przedstawiała go jako potężną unijną darowiznę, dzięki której sfinansujemy zakup dużej ilości broni, którą wyprodukują w znakomitej większości polskie zakłady.

Udział prezydenta w inauguracji Rady Pokoju. Jest decyzja z ostatniej chwili
Udział prezydenta w inauguracji Rady Pokoju. Jest decyzja

W czwartkowym spotkaniu inaugurującym Radę Pokoju w Waszyngtonie prezydenta Karola Nawrockiego będzie reprezentował minister Marcin Przydacz – poinformował w mediach społecznościowych rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz.

REKLAMA

Koalicja rządząca w strachu: Donald Tusk zdecydował się na gest rozpaczy

Zwoływany przez Donalda Tuska wiec tuż przed wyborami do Parlamentu Europejskiego ma być dowodem na jedność koalicji. To gest rozpaczy, gdyż rządzące partie otwarcie walczą ze sobą na wielu frontach i coraz mocniej podkreślają swoją odrębność.
Donald Tusk
Donald Tusk / PAP/Artur Reszko

W metodach rządzenia Donalda Tuska coraz więcej jest politycznej paranoi – wszędzie dostrzega spiski i próby osłabienia własnej władzy. Im bardziej próbuje umocnić swoją pozycję, tym szczelniej zamyka się w kręgu własnych lęków i obsesji zemsty. Otoczony ludźmi służb specjalnych, którzy podsycają jego poczucie zagrożenia, staje się niebezpieczny nie tylko dla własnego ugrupowania, ale również dla koalicjantów.

Czytaj także: Strefy wolne od krzyża: Trzaskowski słono zapłaci za swoją decyzję

Wola zemsty 

Odmowa poparcia przez koalicjantów powołania komisji, która miałaby badać rosyjskie wpływy w Polsce, jest chyba pierwszym tak otwartym sprzeciwem wobec polityki Donalda Tuska. Liderzy Lewicy i Trzeciej Drogi doskonale zdają sobie sprawę z tego, że celem zespołu nie będzie żadne realne szukanie macek Putina w polskiej polityce, a jedynie zemsta na PiS. Za to, że podobną komisję powołało w poprzedniej kadencji, a jej ustalenia były dla Donalda Tuska skrajnie kompromitujące. Ale też za to, że przez lata Jarosław i Lech Kaczyńscy punktowali przychylną wobec Kremla politykę obecnego premiera.

Próbę zdezawuowania PiS koalicjanci Platformy mogliby jeszcze przełknąć, ale w grę wchodzi coś więcej. Aktywność Romana Giertycha i wysokich oficerów służb specjalnych może wskazywać na to, że celem szefa rządu jest doprowadzenie do delegalizacji PiS jako partii reprezentującej obce interesy. To nie jest zresztą tylko pomysł polskiego rządu. Podobny scenariusz jest rozpatrywany w Niemczech wobec AfD, ale także w innych krajach europejskich, w których przeciwna federalizacji UE prawica dochodzi do głosu. 

Ostatnio wprost wyartykułował takie dążenie wiceprzewodniczący PO Borys Budka, który kandyduje do Parlamentu Europejskiego. Dla niego delegalizacja PiS jest oczywistym celem. Można by to uznać za czcze gadanie, gdyby nie fakt, że za przygotowanie dokumentów, które mają potwierdzić agenturalność PiS, wzięli się ludzie posiadający doskonałe kontakty z rosyjskimi specsłużbami – generałowie Piotr Pytel i Marek Dukaczewski. Jeśli będzie trzeba, nie zawahają się przed żadną prowokacją czy preparowaniem fałszywych dokumentów. Zwłaszcza że chętnie pomogą im w tym służby Putina, w interesie których leży destrukcja polskiego życia politycznego. 

Taka operacja – którą premier Tusk zamierza przeprowadzić nawet bez koalicjantów – oznaczałaby absolutny tryumf bezprawia i wiązałaby się z wsadzaniem do więzień polityków opozycji, a przynajmniej z masowym zakazywaniem im działalności publicznej. Tu już nie chodzi o dwóch nielubianych posłów PiS, ale o rewolucję w stylu tureckiego prezydenta Recepa Erdoğana, czyli poważne ograniczenie demokracji.

Gdy suweren przeszkadza: jak Unia Europejska pozostaje głucha na głos własnych obywateli

Oficjalny sprzeciw

Trzecia Droga i Lewica wiedzą, że jeśli teraz poprą zapędy Tuska, to później trudno będzie im zatrzymać rozpędzoną machinę przemocy. System oparty jest przecież na oficerach dawnego Urzędu Ochrony Państwa, czyli ludziach, którzy zajmowali się inwigilacją prawicy w latach dziewięćdziesiątych, a przed wyborami w 2005 roku za pomocą prowokacji i fake newsów wyeliminowali z wyścigu o prezydenturę Włodzimierza Cimoszewicza, wówczas lidera sondaży. Koalicjanci rozumieją więc, że po wyeliminowaniu z gry PiS, byliby skazani na łaskę, a raczej kaprysy i wybuchy nienawiści starzejącego się Donalda Tuska. 

To dlatego Szymon Hołownia pierwszy raz otwarcie zganił podgrzewanie emocji przez szefa PO. W swoim orędziu mówił oczywiście o dwóch stronach sporu, ale wygłosił je w momencie, gdy dzień po zamachu na premiera Słowacji Roberta Ficę, ekipa lidera PO opublikowała spot zarzucający PiS współudział w rosyjskich zbrodniach. 

Mówiąc o konieczności ostudzenia nastrojów, lider Trzeciej Drogi w rzeczywistości dystansował się od metod premiera Tuska. Wysłał sygnał, że nie chce mieć z takim bagnem nic wspólnego. 

Aby jeszcze mocniej podkreślić swoją autonomię Trzecia Droga rozpoczęła grę z PO w sejmikach wojewódzkich, w których obie formacje miały stworzyć koalicję i przejąć władzę. Układ z PO zakładał, że ugrupowania podzielą się stanowiskami marszałków w Łódzkiem i na Dolnym Śląsku. Koalicjanci Tuska zażądali jednak najpierw spełnienia zobowiązań ze strony premiera, a dopiero później poparcia jego kandydata. W efekcie w obu województwach zapanował chaos, a Trzecia Droga zablokowała na Dolnym Śląsku wybór marszałka z PO. Dodatkowo wysyła sygnały, że jest tam możliwy flirt z PiS. 

Dla polityków Platformy Obywatelskiej to podwójnie upokarzające. Nie dość, że ich lokalny lider przegrał głosowanie, to jeszcze PO może stracić województwo uważane za jeden ze swoich naturalnych bastionów. 

Apetyt na Lewicę 

W jeszcze gorszej sytuacji jest Lewica, która z każdym tygodniem trafia na coraz dalszy margines. W dużej mierze wynika to z jej kompletnie miałkiej i bezsensownej polityki, która kręci się albo wokół kwestii związanych z usuwaniem ludzkich ciąż, albo ochroną praw zwierząt. 

Brak wyrazistego – lub zresztą jakiegokolwiek pozytywnego – programu musiał spowodować, że Lewica przybrała postać łatwej do schrupania przystawki. Szczególnie że większość światopoglądowych celów bardzo szybko przyjęła Platforma. To ona zabiegała o liberalizację prawa do aborcji, a teraz za sprawą każącego ściągać krzyże Rafała Trzaskowskiego stanęła na czele frontu walki z Kościołem. 

Brak zdolności Lewicy do odpowiedzi – za takie nie można przecież uznać propozycji skrócenia tygodnia pracy czy wprowadzenia średniej europejskiej pensji, bo pokazują one oderwanie socjalistów od realnego życia – tylko ośmiela premiera do jeszcze większego marginalizowania i tak słabego koalicjanta. 

Przy rekonstrukcji rządu premier Tusk rozważał nawet odwołanie wicepremiera i ministra cyfryzacji Krzysztofa Gawkowskiego. Gdy to się nie udało rozpoczęło się ograniczanie wpływów Lewicy w spółkach Skarbu Państwa. Otwarcie mówi się także o wyrugowaniu jej przedstawicieli albo przynajmniej znacznym ograniczeniu ich wpływów w Telewizji Polskiej. Powód jest oczywisty – bardzo słabe wyniki. Co prawda są one w znacznej mierze wynikiem siłowego przejęcia stacji przez ludzi Bartłomieja Sienkiewicza (to kolejny człowiek z ekipy dawnego UOP) i związanego z tym zamieszania, ale przecież nie o znalezienie prawdziwych przyczyn tu chodzi.

Rozwój zamiast stagnacji 

Jedynym względnie skutecznym sposobem na punktowanie najsilniejszego ugrupowania w koalicji jest krytykowanie antyrozwojowej polityki Donalda Tuska. Najpierw Lewica, a potem także Trzecia Droga zaczęły otwarcie domagać się realizacji wielkich inwestycji infrastrukturalnych – głównie budowy Centralnego Portu Komunikacyjnego i elektrowni atomowych. 

Popieranie tych projektów ma kilka znaczeń. Po pierwsze pokazuje, że w rządzącej koalicji tylko Platforma Obywatelska jest zwolennikiem stagnacji. Cała odpowiedzialność za zaniechania ma więc spaść na to ugrupowanie. 

Po drugie podważa i tak absurdalną tezę głoszoną przez zaplecze Tuska o tym, że zwolennikami budowy CPK mogą być tylko rosyjscy agenci. Gdyby tak miało być, walczący według własnej propagandy z wpływami Kremla Tusk musiałby zerwać koalicję. 

Po trzecie pokazuje – na razie dość iluzoryczną – platformę porozumienia Trzeciej Drogi z PiS. Jej podstawą mogłaby być spójna wizja rozwoju kraju. Oczywiście dziś nie chodzi o zerwanie koalicji z PO, ale pokazanie, że obecny sojusz nie musi być wieczny, a formacja Szymona Hołowni i Władysława Kosiniaka-Kamysza może mieć alternatywę. 

Wiec pozorów 

Właśnie w takim kontekście należy patrzeć na zwołany przez Donalda Tuska na czwartego czerwca wiec. Na placu Zamkowym w Warszawie rządzący mają pokazać jedność i zgodę, co byłoby szczególnie istotne przed wyborami do europarlamentu. Inicjatywa nieco zaskoczyła koalicjantów, gdyż jej efektem ma być pokazanie, że wszystkie partie łączą wspólne program i cele. Z takiego przekazu zysk będzie miała tylko Platforma Obywatelska, której przekaz jest prosty: po co głosować na zamienniki, skoro można na produkt oryginalny? 

Pomysł od razu poparł wicepremier Krzysztof Gawkowski, podkreślając, że nadrzędnym celem jest utrzymanie władzy. I rzeczywiście Lewica jest dziś w prawdziwym potrzasku: z jednej strony ma próbującą ją pożreć Platformę, z drugiej przepaść politycznego niebytu, w której kierunku zmierza. Utrzymanie władzy za wszelką cenę jest więc dziś dla niej kierunkiem nadrzędnym. Tylko to daje jej nadzieję – choć raczej iluzoryczną – na odbudowanie poparcia. 

Beznadziejność tej sytuacji potwierdza fakt, że do Parlamentu Europejskiego pragną uciec liderzy partii: Krzysztof Śmieszek, Joanna Scheuring-Wielgus, Anna Maria Żukowska czy Andrzej Szejna. Na liście znaleźli się także m.in. obecni europosłowie: Robert Biedroń i dwaj jakby wyjęci z lodówki postkomuniści Marek Belka i Włodzimierz Cimoszewicz, czyli postaci dla Lewicy kluczowe. Choć ten zestaw nazwisk już sam w sobie świadczy o mierności Lewicy, to ich brak w krajowej polityce spowoduje jeszcze większe jej osłabienie. 
Dla Trzeciej Drogi wiec będzie znacznie większą pułapką, bo zarówno PSL, jak i Polska 2050 pragną podkreślać swoją odrębność. Wspieranie otoczonego służbami specjalnymi Tuska i jego paranoicznej, opartej na woli zemsty polityki nie jest w ich interesie.



 

Polecane