Mariusz Staniszewski: Bohaterowie upadłych elit
Co musisz wiedzieć:
- Zdaniem autora współczesne liberalno-lewicowe elity traktują konserwatywnych wyborców z pogardą i dążą do ich podporządkowania, uznając się za warstwę uprzywilejowaną.
- W kulturze i polityce ma następować zastępowanie tradycyjnych wartości piękna, prawdy i dobra relatywizmem, brzydotą oraz prowokacją, co autor interpretuje jako świadomy projekt ideologiczny.
- Według autora wulgarność, agresja i pogarda wobec przeciwników politycznych stają się narzędziem współczesnych elit do utrzymania wpływu i walki o dominację społeczną.
Bohaterowie upadłych elit
Każde kolejne wybory pokazują, że wraz z rosnącym poziomem wykształcenia głosujących zwiększa się sympatia do partii obecnego premiera. Koalicja Obywatelska pozostaje partią inteligencką – w wyścigu do prezydenckiego fotela na Rafała Trzaskowskiego głosowało ponad 62,6 proc. osób z wyższym wykształceniem, a na Karola Nawrockiego 37,4 proc. – choć twarzami tej formacji są tacy ludzie jak Witold Zembaczyński, Konrad Frysztak, Klaudia Jachira, Marta Wcisło, Adam Szłapka, Arkadiusz Myrcha, Marcin Kierwiński czy wreszcie sam Donald Tusk. To wszystko politycy, którzy są zaprzeczeniem inteligenckiego etosu, którego nieodłącznymi cechami były: kultura, prawość, prawda, zasady moralne oraz dążenie do podniesienia własnych umiejętności. Nie wspominając o misji, która miała polegać na wyznaczaniu standardów.
Przymioty te są politykom Koalicji Obywatelskiej całkowicie obce. Tradycyjna kultura – zarówno w wymiarze osobistym, jak i przekazu – jest przez nich postrzegana jako przeszkoda na drodze do dokonania rewolucji. Zmiany kodu kulturowego, gdyż stary ciągle trzyma nas w szponach przywiązania do narodowej i chrześcijańskiej tożsamości, z czym koniecznie trzeba zerwać.
A może nawet z triadą opisaną jeszcze przez Sokratesa, gdzie dobro wynikało z piękna i prawdy. Dla liberałów i socjalistów – zaciekłych postmodernistów, o ile rozumieją, co to oznacza – grecki filozof to tylko nudziarz, który zatruwa ludziom umysły.
- ZUS wydał pilny komunikat
- Iran uderzył w Niemców. Baza Bundeswehry w płomieniach po ataku rakietowym
- Komunikat dla mieszkańców Warszawy
- Komunikat dla mieszkańców woj. śląskiego
- Pracownicy nie dostaną pensji? Jarosław Lange o sytuacji w Cegielskim: Firma ma zablokowane konta
- Wyłączenia prądu w woj. pomorskim. Ważny komunikat dla mieszkańców
- Jak fikcyjne faktury kosztują Polskę miliardy – ekspert o kulisach karuzeli VAT
- Straż Graniczna wydała komunikat. Pilne doniesienia z granicy
- Andrzej Gajcy ujawnia: Morawiecki buduje własne zaplecze, ale nie dąży do rozłamu
Kult ohydy
We współczesnym, wspaniałym świecie, który stare wartości pragnie wyrzucić na śmietnik, panuje powszechna fascynacja brzydotą. Gmach Muzeum Sztuki Nowoczesnej, którego budowa kosztowała siedemset milionów złotych, wygląda po prostu jak okazały barak. Jest tak paskudny, że jego jedyną zaletą jest idealne dopasowanie do stojącego obok, równie szpetnego, Pałacu Kultury i Nauki. Argumentem obrońców tej obskurnej budowli ma być fakt, że architekt otrzymał nagrodę za projekt na międzynarodowym konkursie. Jakby ten czy inny laur miał sprawić, że coś, co zionie ohydą, nagle nabiera cech piękna. Tak się nie dzieje, szkarada zawsze zostanie szkaradą. Nawet jeśli będziemy udawać, że jest inaczej.
Przykład może się wydawać odległy od polityki, ale to wymierny dowód, że za brzydotę płacimy naprawdę spore pieniądze. Właśnie w wyniku decyzji politycznej. Estetyka kształtuje świadomość. Dobro wynikające z piękna i prawdy zostaje zastąpione przez relatywizm wynikający z ohydy i kłamstwa. Świat, w którym przebrany za kobietę mężczyzna wygrywa konkurs piękności, za najbardziej urodziwą zostaje uznana niewiasta z potężną nadwagą, wciska się nam, że biologiczny mężczyzna może urodzić dziecko, a zabicie nienarodzonego dziecka nazywa się wolnością, musi być zaburzony.
I nie chodzi o piętnowanie osób z zaburzeniami tożsamości płciowej, otyłych, homoseksualnych czy decydujących się na dokonanie zabiegu usunięcia ciąży. Ich życie i wybory – o ile nie naruszają naszej wolności i prawa – są ich prawem, a nam od tego wara. Istota leży zupełnie gdzie indziej – w kłamstwie. W zmianie znaczenia słów i pojęć oraz wprowadzaniu treści destrukcyjnych, obscenicznych i wulgarnych do głównego nurtu kultury. Ostatecznie w zamianie piękna brzydotą.
Kultura oswaja
Dlatego dla wszelkiej maści obyczajowej lewicy tak ważna zawsze była kultura. Dzięki niej można przesuwać granice tego, co dopuszczalne. Gdy dekadę temu w Teatrze Polskim we Wrocławiu do spektaklu „Śmierć i dziewczyna” zatrudniono aktorów porno, wielu uznało to za skandal. Znaleźli się jednak także obrońcy.
„Wydaje mi się, że zabieg zastosowany przez Ewelinę Marciniak [reżyser spektaklu – przyp. M.S.] jest świadectwem zmiany sposobu postrzegania naszej seksualności, która właśnie się dokonuje, sprawiając, że porno ze sfery obsceny przechodzi do codzienności. Warto zadać pytanie, czy nas to oburza, czy raczej jeszcze próbujemy udawać, że tak się dzieje? Proces oswajania pornografii z popkulturą obserwujemy od dawna – kiedy wynaleziono kinematograf, najchętniej filmowano kobiece piersi podrygujące podczas biegu, dziś telefony mają coraz większe wyświetlacze m.in. po to, żebyśmy mogli oglądać to, co chcemy, wszędzie tam, gdzie chcemy. Różnica polega na wzroście poziomu akceptacji dla wyjścia porno z podziemia. Jego wtargnięcie do sztuki wysokiej też można rozpatrywać w tym kontekście”
– pisała w „Gazecie Wyborczej” Katarzyna Jewtuch, doktorantka nauk o kulturze na Uniwersytecie Wrocławskim, autorka pracy o związkach pornografii z popkulturą.
Pornografizacja kultury
O co więc te pretensje? Porno ma stać się stałym elementem popkultury, bo na tym polega postęp. Pominę już skrajną hipokryzję walczących feministek, które w pornografii nie dostrzegają upodlenia i uprzedmiotowienia kobiet – mężczyzn zresztą także, jednak tu na wrażliwość feministek nie ma co liczyć – ale uderza chęć oswajania ohydy. Uznawania, że skoro coś okropnego istnieje w naszej rzeczywistości, to musi zostać podniesione do rangi kultury. Choćby nawet pop.
Podobną rolę pełnił także spektakl „Klątwa” w warszawskim Teatrze Powszechnym. Trudno tam było znaleźć głębszy sens poza obscenicznością. Największe oburzenie wywołała oczywiście scena, w której aktorka Julia Wyszyńska symulowała seks oralny z figurą papieża Jana Pawła II. To był rok 2017 i zohydzanie Kościoła, religii i wszystkiego, co się z tym wiąże stało się elementem strategii politycznej walki ówczesnej, lewicowo-liberalnej opozycji. Trzy lata później nabuzowane tłumy młodych ludzi, najczęściej kobiet, atakowały i profanowały kościoły, zakłócały Msze, pluły na księży, wyzywały siostry zakonne i mazały obraźliwe hasła na zabytkowych często murach świątyń. Prymitywna, odrażająca agresja została podniesiona do rangi słusznego buntu społecznego.
Ta wspaniała wulgarność
Najbardziej prymitywne hasło – jak się później okazało, propagowane w Polsce przez rosyjskie służby specjalne – czyli jeb…ć PiS (***** ***), stało się programem wyborczym formacji będącej emanacją współczesnych polskich elit. Okrzyk „Wypier…ć!” zaś kluczowym argumentem w dyskusji. Poseł Witold Zembaczyński z dumą oświadczył, że te osiem gwiazdek stanowi jego polityczne motto i w ten sposób okleił swój samochód. Do wyborców jeździł więc ze skrajnie prymitywnym oraz chamskim przesłaniem, a oni witali go z radością, a następnie zapewnili mu miejsce w Sejmie.
Okazało się, że prymitywizm się opłaca, i to szczególnie wśród lepiej wykształconych wyborców. Współczesne elity, w dużej mierze zakorzenione w komunizmie – rodzinnie lub ideologicznie, a często podwójnie – nie niosą w sobie żadnej misji. Nie mają ambicji ulepszania świata czy podnoszenia poprzez służbę świadomości społeczeństwa. Ich celem jest władanie pozostałymi, niższymi warstwami. Nawet nie rządzenie, ale raczej posiadanie ich na własność. Szczególnie ich umysłów.
Nie ma równości
Wynika to z klasowego poczucia wyższości – bliźniaczo podobne do przeświadczenia świń z „Folwarku zwierzęcego” George’a Orwella – nad całą resztą społeczeństwa. Oczywistym tego następstwem jest przekonanie, że komunikacja powinna iść tylko w jedną stronę. Z góry w dół. Powinnością chamstwa jest jedynie słuchać tego, co mówi elita, oraz wykonywać polecenia. Nie ma tu mowy o żadnej równości. Nie obowiązują te same reguły i standardy. Motłoch, który ciągle tkwi w chrześcijańskim zabobonie oraz zatęchłej narodowej tradycji, trzeba smagać nahajką. Dziś rolę bata pełnią prymitywne, służalcze media, w których do woli można obrażać politycznych przeciwników i ich wyborców. Żadne słowo – nawet najbardziej obrzydliwe – nie będzie przekroczeniem granic dobrych obyczajów, gdyż tej konserwatywnej dziczy nie obejmują żadne reguły.
Dlatego właśnie Tusk bezkarnie może obrażać prawicowych wyborców i z lubością pozwala błyszczeć takim tytanom intelektu, jak Marta Lempart i Katarzyna Augustynek „Babcia Kasia”, a kreatury pokroju Barbary Kurdej-Szatan czy Piotra Zelta cieszą się ochroną państwa.
Miara upadku
Celem współczesnych elit jest w zasadzie wyłącznie okiełznanie tej prawicowej hałastry, która nie wiedzieć czemu rości sobie prawa nie tylko do równego traktowania, ale także do sprawowania władzy.
Ten emocjonalny i świadomościowy stan polskich liberalno-lewicowych elit został zakłócony nawet nie tym, że PiS sprawowało władzę przez dwie i pół kadencji. Wypadki się zdarzają. Istotniejszy był fakt, że wypowiedziało posłuszeństwo uprzywilejowanej warstwie. Nie złożyło pokłonu i hołdu lennego. Zamierzało stworzyć własną elitę i prawie mu się to udało.
Dlatego teraz wszelkie metody walki zostały uznane za dopuszczalne. Nie liczy się prawo, prawda, dobry obyczaj czy demokracja. Ważny jest cel – podporządkowanie chamstwa. Ta chełpliwość i brak refleksji są jednak objawami głębokiej degeneracji. Elity stojące po stronie przemocy, a przeciw wolności i prawom zwykłych ludzi, stają się jedynie podnóżkiem władzy. Służalczość oznacza upadek, serwilizm utratę godności, uzasadnianie kłamstwa zapadaniem się w bagnie. W takim stanie elity przestają mieć jakiekolwiek znaczenie. Stają się obiektem pogardy tych, którymi gardzą.
[Tytuł, niektóre śródtytuły i sekcja "Co musisz wiedzieć" pochodzą od redakcji]




