Waldemar Żyszkiewicz: Niech przemówi muzyka. Benny Andersson w roli pianisty

Z nieodległego salonu dochodzą dźwięki fortepianu... Niezbyt głośne, nieśpieszne, chwilami perliste. Ale to nie żaden koncert, tylko ktoś o szarej godzinie gra dla dwóch-trzech najbliższych osób, a może wręcz wyłącznie dla siebie, jak to się w szlacheckich dworach przez wieki zdarzało. Zapada zmierzch, osadza się wzruszenie wywołane muzyką.
/ fotografia okładki płyty z autografem. Waldemar Żyszkiewicz
Taki właśnie obraz przychodzi mi na myśl, gdy słucham najnowszej płyty Benny’ego Anderssona, wydanej jesienią 2017 roku przez szwedzką wytwórnię Mono Music Production w koprodukcji z niemiecką firmą Deutsche Grammophon, której charakterystyczny żółty logotyp dla wielu melomanów, zwłaszcza miłośników muzyki poważnej, pozostaje gwarantem artystycznej jakości.

Oczywiście sytuację, w której ktoś solo preludiuje o przedwieczornej godzinie, można i warto zuniwersalizować: to nie musi być wcale polski dwór kresowy czy mazowiecki. Równie łatwo potrafię sobie wyobrazić, że urodzony w Sztokholmie Benny Andersson zasiadł do instrumentu w jasnym, przestronnym salonie dawnej posiadłości, położonej gdzieś w lasach Dalarny albo jeszcze dalej na północ.
 
Herrgård, czyli dwór
Majątki ziemskie z budynkiem mieszkalnym dla rodziny właściciela oraz innymi zabudowaniami nosiły w Szwecji nazwę herrgård, co zasadniczo odpowiada polskiemu pojęciu ‘dworu’. Oczywiście procesy historyczne, które zmieniły strukturę agrarną i właścicielską w wielu krajach Europy, nie ominęły ani Polski, ani Szwecji, ale w obu tych krajach dawne zarówno skromniejsze, jak i bardziej okazałe obiekty rezydencjonalne, cieszą się zrozumiałym zainteresowaniem. I choć wymagają zasobnego portfela raczej nie stoją puste.

Trudno pewnie o jakieś mierzalne dane, ale można odnieść wrażenie, że jeśli idzie o kształt pięknego wnętrza, utrwalonego w tradycyjnej wyobraźni sporego odsetka Szwedów, to o tym, co bliskie, rodzinne, bezpieczne i bez wątpienia szwedzkie decydują w znacznej mierze prace malarskie Carla Larssona oraz projekty wnętrz autorstwa jego i jego żony Karin, z którą miał ośmioro dzieci.

Piszę o tym, bo klimaty, jakie pojawiają się przy słuchaniu najnowszej płyty kompozytora, współzałożyciela i współlidera obrosłej legendą szwedzkiej grupy ABBA, znacznie bardziej niż od samej nominalnej zawartości albumu w jakiś paradoksalny sposób zależą od nowego, całkiem odmiennego sposobu potraktowania przez Anderssona swych własnych kompozycji sprzed lat.
 
Jak to z ABBĄ było
Naturalną domeną czwórki szwedzkich gwiazd muzycznej popkultury z lat 1972-1982 była muzyka rytmiczna, żywiołowa, generalnie pogodna, choć niepozbawiona bynajmniej nuty refleksyjnej. Zarówno poszczególne, melodyjne, zapadające w pamięć i przez tygodnie okupujące miejsca na listach przebojów utwory, jak i spektakularne, emanujące witalnością oraz wigorem młodości, a po trosze i estradowym czy dyskotekowym blichtrem koncerty umożliwiły grupie ze Sztokholmu skuteczne konkurowanie z najmodniejszymi grupami anglo-amerykańskiej sceny muzycznej.

Wystarczy obejrzeć filmowe relacje z koncertów w Londynie, z tournée po Japonii czy Australii, a także pomysłowe wideoklipy, kręcone przez Lassego Hallströma, żeby zrozumieć, że to właśnie dłuższe tury koncertowe i oczywiście płyty zapewniły podopiecznym Stikkana Andersona, twórcy, producenta i menedżera ABBY trwałe miejsce w sercach i pamięci fanów na całym świecie przez okres znacznie dłuższy niż formalne istnienie zespołu.
 
Klawiszowcem oraz głównym kompozytorem grupy był od zawsze Benny Andersson, choć – jak to w przypadku udanych twórczych partnerstw bywa – przy większości utworów pojawia się również nazwisko Björna Ulvaeusa. Dopiero z czasem, w latach 80. już po rozpadzie grupy, ustaliło się, że Benny kontynuuje komponowanie, natomiast Björn pozostaje specjalistą od tekstów, choć oczywiście zdarzało się, że dostarczali ich również inni autorzy.   
 
Musicale, płyty solowe, letnia orkiestra BAO
W przypadku musicalu Chess (Szachy), o libretcie zainspirowanym pojedynkiem szachowych arcymistrzów, który był gotowy w roku 1984, Ulvaeus pojawia się jeszcze jako współkompozytor. Ale autorem muzyki do późniejszego o dekadę (premiera w Göteborgu, 1995) musicalu Kristina från Duvemåla, opartego na powieści Vilhelma Moberga Emigranci, jest już tylko Andersson.
 
Warto podkreślić, że rezygnacja z występów pod marką ABBY wcale nie oznaczała rezygnacji członków grupy z nieraz dość intensywnej aktywności artystycznej. Stało się tak zwłaszcza w przypadku Agnethy Fältskog oraz właśnie Benny’ego Anderssona, który prócz komponowania piosenek, nagrywania solowych płyt czy pisania musicali, założył i sporo (plenerowo) koncertował ze swym letnim zespołem Benny Anderssons Orkester (BAO).
 
Wspominam o tym nie bez kozery, bo owa szeroko zakrojona i gatunkowo dość zróżnicowana aktywność muzyczna dawnego lidera ABBY profituje i wybrzmiewa na jego najnowszej, z założenia skromnej, a po trosze obrachunkowej płycie instrumentalisty i kompozytora, który już jako sześciolatek dostał od rodziców akordeon, a w cztery lata później podjął naukę gry na fortepianie.
 
Zestaw dość zróżnicowany...
Piano to solowy album muzyka, który nie tylko jest współtwórcą wielkich sukcesów ABBY, ale także autorem marsza weselnego napisanego na zamówienie szwedzkiego dworu na ślub jednej z księżniczek. Niedawno Andersson skomponował też utwór na otwarcie nowego gmachu Królewskiego Konserwatorium w Sztokholmie. Co w żaden sposób nie przeszkadza mu jeździć na północ do miejscowości Orsa, żeby wespół z kapelą tamtejszych skrzypków pograć na akordeonie na szwedzką nutę ludową.
 
Z dwudziestu jeden zamieszczonych na płycie utworów osiem to wyłączne kompozycje autora, pozostałe są wspólnym dorobkiem teamu Andersson/Ulvaeus. W jednym przypadku wzmocnionego udziałem słynnego menedżera ABBY Stikkana (Stiga) Andersona. Aż sześć tytułów pochodzi ze wspomnianych wcześniej Szachów, dwie kompozycje – z musicalu Kristina från Duvemåla.
 
Wbrew temu, czego można by się spodziewać, z sześciu wybranych piosenek z repertuaru ABBY tylko jedna – Thank you for the music – była wielkim przebojem. Natomiast poruszające The day before you came, w wykonaniu Agnethy, ze wspierającym wokalem Anni-Frid Lyngstad, to ostatnie wspólne nagranie całej czwórki przed rozpadnięciem się grupy. Cztery utwory pochodzą z solowych płyt kompozytora, dwa z nagrań jego letniej orkiestry BAO.

Do jednego z utworów („Napis na śniegu”), który Andersson skomponował w roku 2012 na galę inauguracji organów w Piteå, głównym ośrodku miejskim nad Zatoką Botnicką, tekst – na instrumentalnej płycie oczywiście niesłyszalny – napisała członkini Akademii Szwedzkiej poetka Kristina Lugn, fotel numer 14.
 
...ale jak to wszystko brzmi!
Zaaranżowane na nowo, uproszczone w brzmieniach, skromne i przez to pociągające tematy kojarzą się ze zwyczajnym, niemal prywatnym graniem o szarej godzinie. Właśnie z takim preludiowaniem dla własnej przyjemności, o jakim wspomniałem na początku. Chwilami pobrzmiewa nuta wręcz romantyczna, chwilami słychać wprawki z muzyki klasycznej, lecz najważniejsze wydaje się łowienie nastroju...

Nic z puszenia się, nic z demonstrowania wirtuozerii. Granie ogołocone z całego blichtru właściwego muzyce popularnej, a tym bardziej taneczno-dyskotekowej, z jaką przywykliśmy kojarzyć nazwisko słynnego keyboardzisty grupy ABBA...

Benny Andersson nagrał tę płytę na wielkim fortepianie pochodzącym z włoskiej wytwórni Fazioli Pianoforti, model F212, która to liczba oznacza długość instrumentu. Warto może dodać, że firma powstała w początkach lat 80., model o długości 212 cm wszedł do produkcji równo trzydzieści lat temu, a uczestnicy Konkursu Chopinowskiego pierwszy raz mogli wybrać instrument firmy Fazioli podczas konkursu w roku 2010.

Inżynier dźwięku Linn Fijal w rozmowie z dziennikarzem podkreśliła, że przy nagrywaniu tego albumu unikano imitowania przestrzeni sali koncertowej oraz częstego przy takich nagraniach przyciemniania barwy dźwięku. Ostateczny głos należał do Benny’ego Anderssona, to on decydował, jak ma brzmieć finalne nagranie. I chciał, żeby było jak najbardziej świetliste.  
 
Waldemar Żyszkiewicz

 

POLECANE
Głos rozsądku z Niemiec ws. SAFE. „Polska determinacja zasługuje na szacunek” z ostatniej chwili
Głos rozsądku z Niemiec ws. SAFE. „Polska determinacja zasługuje na szacunek”

„Podczas gdy Bruksela chce poprawić europejską obronę za pomocą wielomiliardowych programów pożyczkowych, polski prezydent Karol Nawrocki blokuje unijny program zbrojeniowy SAFE i zamiast tego polega na rozwiązaniach krajowych” - pisze niemiecki portal kettner-edelmetalle.de.

Panika w Niemczech? Politycy boją się masowej fali uchodźców Wiadomości
Panika w Niemczech? Politycy boją się masowej fali uchodźców

W niemieckiej polityce pojawiają się obawy, że eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie może doprowadzić do kolejnej fali migracyjnej. Politycy w Berlinie mówią o konieczności przygotowania się na różne scenariusze i podkreślają potrzebę wzmocnienia kontroli granicznych.

 Rząd Tuska wchodzi w UNIJNE ZMIANY USTROJOWE bez jakiejkolwiek krajowej dyskusji i umocowania z ostatniej chwili
"Rząd Tuska wchodzi w UNIJNE ZMIANY USTROJOWE bez jakiejkolwiek krajowej dyskusji i umocowania"

Utworzenie “unii oszczędnościowo-inwestycyjnej… stało się pilną koniecznością strategiczną” – stwierdzili ministrowie finansów Francji, Niemiec, Włoch, Holandii, Polski i Hiszpanii. "Rząd Tuska wchodzi w UNIJNE ZMIANY USTROJOWE bez jakiejkolwiek krajowej dyskusji i umocowania" - skomentował doradca prezydenta ds. europejskich dr Jacek Saryusz-Wolski.

Telus o sytuacji rolników: Drogie paliwo, drogie nawozy, tanie zboże i brak pomocy tego rządu wideo
Telus o sytuacji rolników: Drogie paliwo, drogie nawozy, tanie zboże i brak pomocy tego rządu

„Takiej sytuacji, jak obecnie, w polskim rolnictwie nie było od kilkudziesięciu lat. Jeżeli chodzi o ceny zbóż, to one są na poziomie sprzed 20 lat” - alarmował podczas czwartkowej konferencji prasowej w Sejmie Robert Telus (PiS).

Sebastian M. o tragedii na A1, w której zginęła cała rodzina:. „Nie czuję się winny” gorące
Sebastian M. o tragedii na A1, w której zginęła cała rodzina:. „Nie czuję się winny”

Sebastian M., oskarżony o spowodowanie tragicznego wypadku na autostradzie A1, po raz pierwszy szerzej odniósł się do sprawy przed sądem. Mężczyzna nie przyznał się do winy i przekonywał, że nie odpowiada za śmierć trzyosobowej rodziny, która zginęła w zderzeniu BMW z Kią we wrześniu 2023 roku.

Anna Bryłka alarmuje: Umowa z Mercosur może wejść w życie już w maju gorące
Anna Bryłka alarmuje: Umowa z Mercosur może wejść w życie już w maju

Europoseł Anna Bryłka ostrzega, że Komisja Europejska rozpoczęła działania, które mogą doprowadzić do tymczasowego wdrożenia umowy handlowej UE-Mercosur jeszcze przed zakończeniem pełnej procedury ratyfikacyjnej w Unii Europejskiej. Część zapisów porozumienia mogłaby zacząć obowiązywać już w najbliższych miesiącach.

Trump: Gdy ceny ropy rosną, zarabiamy krocie gorące
Trump: Gdy ceny ropy rosną, zarabiamy krocie

„Gdy rosną ceny ropy naftowej, Stany Zjednoczone zarabiają dużo pieniędzy, ale ważniejsze jest powstrzymanie Iranu przed zdobyciem broni jądrowej” – oświadczył w czwartek prezydent USA Donald Trump na swoim portalu społecznościowym.

KE chce sprawdzić faktyczny stan ropociągu „Przyjaźń” pilne
KE chce sprawdzić faktyczny stan ropociągu „Przyjaźń”

Komisja Europejska zaproponowała wysłanie misji na Ukrainę, która miałaby sprawdzić stan ropociągu „Przyjaźń”. Rurociąg miał zostać uszkodzony podczas rosyjskiego ataku, co doprowadziło do wstrzymania tranzytu rosyjskiej ropy na Węgry i Słowację. W sprawę zaangażowały się także Budapeszt i Bratysława, które wysłały własną delegację.

Kierwiński naciska prezydenta, aby podpisał ustawę wdrażającą SAFE z ostatniej chwili
Kierwiński naciska prezydenta, aby podpisał ustawę wdrażającą SAFE

Szef MSWiA Marcin Kierwiński zaapelował w czwartek do prezydenta Karola Nawrockiego o podpisanie ustawy wdrażającej unijny program SAFE. W Ozieranach Wielkich, przy granicy z Białorusią, zaprezentował znajdujący się tam system antydronowy.

„Całą noc przepłakałam”. Wstrząsający list matki, która pójdzie do więzienia za to, że ostrzegała przed aborterem z ostatniej chwili
„Całą noc przepłakałam”. Wstrząsający list matki, która pójdzie do więzienia za to, że ostrzegała przed aborterem

„Potrzebuję wsparcia, modlitwy i podpisów pod petycją do Prezydenta RP o ułaskawienie mnie. Potrzebuję też, aby jak najwięcej ludzi dowiedziało się o tej sprawie, stąd moja prośba: niech powie Pan o tym wszystkim swoim Bliskim – rodzinie, znajomym, każdemu, kto wierzy, że sprawiedliwość to nie może być tylko puste słowo” – napisała w poruszającym liście Weronika Krawczyk, skazana za to, że ostrzegała inne matki przed ginekologiem aborterem.

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz: Niech przemówi muzyka. Benny Andersson w roli pianisty

Z nieodległego salonu dochodzą dźwięki fortepianu... Niezbyt głośne, nieśpieszne, chwilami perliste. Ale to nie żaden koncert, tylko ktoś o szarej godzinie gra dla dwóch-trzech najbliższych osób, a może wręcz wyłącznie dla siebie, jak to się w szlacheckich dworach przez wieki zdarzało. Zapada zmierzch, osadza się wzruszenie wywołane muzyką.
/ fotografia okładki płyty z autografem. Waldemar Żyszkiewicz
Taki właśnie obraz przychodzi mi na myśl, gdy słucham najnowszej płyty Benny’ego Anderssona, wydanej jesienią 2017 roku przez szwedzką wytwórnię Mono Music Production w koprodukcji z niemiecką firmą Deutsche Grammophon, której charakterystyczny żółty logotyp dla wielu melomanów, zwłaszcza miłośników muzyki poważnej, pozostaje gwarantem artystycznej jakości.

Oczywiście sytuację, w której ktoś solo preludiuje o przedwieczornej godzinie, można i warto zuniwersalizować: to nie musi być wcale polski dwór kresowy czy mazowiecki. Równie łatwo potrafię sobie wyobrazić, że urodzony w Sztokholmie Benny Andersson zasiadł do instrumentu w jasnym, przestronnym salonie dawnej posiadłości, położonej gdzieś w lasach Dalarny albo jeszcze dalej na północ.
 
Herrgård, czyli dwór
Majątki ziemskie z budynkiem mieszkalnym dla rodziny właściciela oraz innymi zabudowaniami nosiły w Szwecji nazwę herrgård, co zasadniczo odpowiada polskiemu pojęciu ‘dworu’. Oczywiście procesy historyczne, które zmieniły strukturę agrarną i właścicielską w wielu krajach Europy, nie ominęły ani Polski, ani Szwecji, ale w obu tych krajach dawne zarówno skromniejsze, jak i bardziej okazałe obiekty rezydencjonalne, cieszą się zrozumiałym zainteresowaniem. I choć wymagają zasobnego portfela raczej nie stoją puste.

Trudno pewnie o jakieś mierzalne dane, ale można odnieść wrażenie, że jeśli idzie o kształt pięknego wnętrza, utrwalonego w tradycyjnej wyobraźni sporego odsetka Szwedów, to o tym, co bliskie, rodzinne, bezpieczne i bez wątpienia szwedzkie decydują w znacznej mierze prace malarskie Carla Larssona oraz projekty wnętrz autorstwa jego i jego żony Karin, z którą miał ośmioro dzieci.

Piszę o tym, bo klimaty, jakie pojawiają się przy słuchaniu najnowszej płyty kompozytora, współzałożyciela i współlidera obrosłej legendą szwedzkiej grupy ABBA, znacznie bardziej niż od samej nominalnej zawartości albumu w jakiś paradoksalny sposób zależą od nowego, całkiem odmiennego sposobu potraktowania przez Anderssona swych własnych kompozycji sprzed lat.
 
Jak to z ABBĄ było
Naturalną domeną czwórki szwedzkich gwiazd muzycznej popkultury z lat 1972-1982 była muzyka rytmiczna, żywiołowa, generalnie pogodna, choć niepozbawiona bynajmniej nuty refleksyjnej. Zarówno poszczególne, melodyjne, zapadające w pamięć i przez tygodnie okupujące miejsca na listach przebojów utwory, jak i spektakularne, emanujące witalnością oraz wigorem młodości, a po trosze i estradowym czy dyskotekowym blichtrem koncerty umożliwiły grupie ze Sztokholmu skuteczne konkurowanie z najmodniejszymi grupami anglo-amerykańskiej sceny muzycznej.

Wystarczy obejrzeć filmowe relacje z koncertów w Londynie, z tournée po Japonii czy Australii, a także pomysłowe wideoklipy, kręcone przez Lassego Hallströma, żeby zrozumieć, że to właśnie dłuższe tury koncertowe i oczywiście płyty zapewniły podopiecznym Stikkana Andersona, twórcy, producenta i menedżera ABBY trwałe miejsce w sercach i pamięci fanów na całym świecie przez okres znacznie dłuższy niż formalne istnienie zespołu.
 
Klawiszowcem oraz głównym kompozytorem grupy był od zawsze Benny Andersson, choć – jak to w przypadku udanych twórczych partnerstw bywa – przy większości utworów pojawia się również nazwisko Björna Ulvaeusa. Dopiero z czasem, w latach 80. już po rozpadzie grupy, ustaliło się, że Benny kontynuuje komponowanie, natomiast Björn pozostaje specjalistą od tekstów, choć oczywiście zdarzało się, że dostarczali ich również inni autorzy.   
 
Musicale, płyty solowe, letnia orkiestra BAO
W przypadku musicalu Chess (Szachy), o libretcie zainspirowanym pojedynkiem szachowych arcymistrzów, który był gotowy w roku 1984, Ulvaeus pojawia się jeszcze jako współkompozytor. Ale autorem muzyki do późniejszego o dekadę (premiera w Göteborgu, 1995) musicalu Kristina från Duvemåla, opartego na powieści Vilhelma Moberga Emigranci, jest już tylko Andersson.
 
Warto podkreślić, że rezygnacja z występów pod marką ABBY wcale nie oznaczała rezygnacji członków grupy z nieraz dość intensywnej aktywności artystycznej. Stało się tak zwłaszcza w przypadku Agnethy Fältskog oraz właśnie Benny’ego Anderssona, który prócz komponowania piosenek, nagrywania solowych płyt czy pisania musicali, założył i sporo (plenerowo) koncertował ze swym letnim zespołem Benny Anderssons Orkester (BAO).
 
Wspominam o tym nie bez kozery, bo owa szeroko zakrojona i gatunkowo dość zróżnicowana aktywność muzyczna dawnego lidera ABBY profituje i wybrzmiewa na jego najnowszej, z założenia skromnej, a po trosze obrachunkowej płycie instrumentalisty i kompozytora, który już jako sześciolatek dostał od rodziców akordeon, a w cztery lata później podjął naukę gry na fortepianie.
 
Zestaw dość zróżnicowany...
Piano to solowy album muzyka, który nie tylko jest współtwórcą wielkich sukcesów ABBY, ale także autorem marsza weselnego napisanego na zamówienie szwedzkiego dworu na ślub jednej z księżniczek. Niedawno Andersson skomponował też utwór na otwarcie nowego gmachu Królewskiego Konserwatorium w Sztokholmie. Co w żaden sposób nie przeszkadza mu jeździć na północ do miejscowości Orsa, żeby wespół z kapelą tamtejszych skrzypków pograć na akordeonie na szwedzką nutę ludową.
 
Z dwudziestu jeden zamieszczonych na płycie utworów osiem to wyłączne kompozycje autora, pozostałe są wspólnym dorobkiem teamu Andersson/Ulvaeus. W jednym przypadku wzmocnionego udziałem słynnego menedżera ABBY Stikkana (Stiga) Andersona. Aż sześć tytułów pochodzi ze wspomnianych wcześniej Szachów, dwie kompozycje – z musicalu Kristina från Duvemåla.
 
Wbrew temu, czego można by się spodziewać, z sześciu wybranych piosenek z repertuaru ABBY tylko jedna – Thank you for the music – była wielkim przebojem. Natomiast poruszające The day before you came, w wykonaniu Agnethy, ze wspierającym wokalem Anni-Frid Lyngstad, to ostatnie wspólne nagranie całej czwórki przed rozpadnięciem się grupy. Cztery utwory pochodzą z solowych płyt kompozytora, dwa z nagrań jego letniej orkiestry BAO.

Do jednego z utworów („Napis na śniegu”), który Andersson skomponował w roku 2012 na galę inauguracji organów w Piteå, głównym ośrodku miejskim nad Zatoką Botnicką, tekst – na instrumentalnej płycie oczywiście niesłyszalny – napisała członkini Akademii Szwedzkiej poetka Kristina Lugn, fotel numer 14.
 
...ale jak to wszystko brzmi!
Zaaranżowane na nowo, uproszczone w brzmieniach, skromne i przez to pociągające tematy kojarzą się ze zwyczajnym, niemal prywatnym graniem o szarej godzinie. Właśnie z takim preludiowaniem dla własnej przyjemności, o jakim wspomniałem na początku. Chwilami pobrzmiewa nuta wręcz romantyczna, chwilami słychać wprawki z muzyki klasycznej, lecz najważniejsze wydaje się łowienie nastroju...

Nic z puszenia się, nic z demonstrowania wirtuozerii. Granie ogołocone z całego blichtru właściwego muzyce popularnej, a tym bardziej taneczno-dyskotekowej, z jaką przywykliśmy kojarzyć nazwisko słynnego keyboardzisty grupy ABBA...

Benny Andersson nagrał tę płytę na wielkim fortepianie pochodzącym z włoskiej wytwórni Fazioli Pianoforti, model F212, która to liczba oznacza długość instrumentu. Warto może dodać, że firma powstała w początkach lat 80., model o długości 212 cm wszedł do produkcji równo trzydzieści lat temu, a uczestnicy Konkursu Chopinowskiego pierwszy raz mogli wybrać instrument firmy Fazioli podczas konkursu w roku 2010.

Inżynier dźwięku Linn Fijal w rozmowie z dziennikarzem podkreśliła, że przy nagrywaniu tego albumu unikano imitowania przestrzeni sali koncertowej oraz częstego przy takich nagraniach przyciemniania barwy dźwięku. Ostateczny głos należał do Benny’ego Anderssona, to on decydował, jak ma brzmieć finalne nagranie. I chciał, żeby było jak najbardziej świetliste.  
 
Waldemar Żyszkiewicz


 

Polecane