Marek Budzisz: Z pozycji młodszego brata. O relacjach rosyjsko – chińskich

Właśnie skończyła się kolejna wizyta Władimira Władimirowicza w Chinach. Statystycznie rzecz ujmując, było to już dwudzieste piąte spotkanie na szczycie liderów obydwu państw. Putin przyjęty został z honorami, dostał, jako pierwszy cudzoziemiec odznaczenie chińskie wysokiej rangi, sam zrewanżował się podarkiem w postaci ruskiej bani, zrobionej z 200 letniego ałtajskiego cedru. Rosyjskie media pełne są zachwytów nad stanem wzajemnych relacji. Były minister spraw zagranicznych Iwanow napisał w rządowej Rossijskiej Gazietie, że w przeciwieństwie do Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych, które rozdzielane są wewnętrznymi sporami a przez to nie będą w dłuższej perspektywie w stanie nadawać ton światu, Rosja i Chiny mogą cieszyć się z tego, że ich systemy polityczne są sprawne a społeczeństwo zjednoczone i popierające swych liderów, co stanowi dobry zwiastun i zapowiedź tego, kto będzie w przyszłości przewodził w światowych rozgrywkach.
/ pixabay.com

Problem wszakże polega na tym, że wszystkie dające się słyszeć w Rosji deklaracje o sojuszu i „strategicznym partnerstwie” między Moskwą a Pekinem to tylko rosyjskie chciejstwo, propagandowa sztuczka, a może próba przysłonięcia rzeczywistości pięknymi hasłami, bo realia są zgoła inne. Warto się im przyjrzeć. 

    Oczywiście nikt nie kwestionuje tego, że liderzy obydwu państw często się spotykają, prywatnie lubią i chcą ze sobą współpracować, nie tylko zresztą w kwestiach gospodarczych. W kwietniu w Moskwie przebywał z wizytą nowy chiński minister obrony Wei Fenghe, który po zakończeniu wizyty powiedział South China Morning Post: “Odwiedzam Rosję, jako nowy minister obrony, by pokazać światu nowy poziom naszych wzajemnych relacji i niezachwianą determinację naszych sił zbrojnych dążących do wzmocnienia strategicznej kooperacji”, a zaraz potem dodał „niech Amerykanie wiedzą o naszych bliskich związkach”. To uzupełnienie chińskiego ministra dość jasno wskazują, jakie cele przyświecają chińskiej polityce. Chodzi o taką konfigurację umów międzynarodowych i dwustronnych relacji, które wzmacniałyby pozycję Pekinu. W tym wypadku chodziło o budowanie przeciwwagi dla współpracy Waszyngtonu z Tajwanem i o sytuację na Morzu Południowochińskim, po decyzji Trumpa o sprzedaży do Tajpej nowej partii uzbrojenia. Tylko, że „bliskie związki” między Rosją a Chinami nie oznaczają zgody Pekinu na specjalny status rosyjskich przedsięwzięć w tych sferach, które Chińczycy uważają za swój interes narodowy, ani tym bardziej sojuszu, w którym przecież wspiera się partnera, niezależnie od tego, czy ma się z tego bezpośrednią, partykularną korzyść. Przekonał się o tym rosyjski koncern naftowy Rosnieft prowadzący poszukiwania złóż ropy naftowej w wietnamskim szelfie na Morzu Południowochińskim. Rosjanie od 2016 prowadzą tam wiercenia, ale w ubiegłym miesiącu chiński MSZ wydał specjalny komunikat wzywający firmę do zaprzestania tej aktywności. Przestrzegał w nim Rosnieft, że „żadne państwo, organizacja, firma czy osoba fizyczna, nie mogą, dopóki nie uzyskają zgody władz chińskich, prowadzić poszukiwań w strefie będącej pod chińskim zwierzchnictwem”. Problem wszakże w tym, że wzmiankowany akwen jest obiektem sporu miedzy Pekinem a Hanoi. Tym nie mniej, niezależnie od stanu wzajemnych relacji z Moskwą, Chińczycy najwyraźniej uważają, że jest to obszar ich interesów i oni będą mieli zawsze ostatnie słowo. Może, dlatego Moskwa, mimo, iż pojawiają się w Rosji głosy, wzywające władze do kroków tego rodzaju a rosyjski MON prowadził w tej materii wstępne prace przygotowawcze, nie zamierza odbudowywać swej obecności militarnej w Wietnamie i reaktywować starej bazy wojskowej w Kamran. Wracając do Rosnieftu, to trzeba też zauważyć, że zdaniem analityków to Pekin zablokował inwestycję CEFC China w zakup pakietu 14,6 % akcji rosyjskiego giganta paliwowego.

       Chiny, od wielu już lat, bo jeszcze od czasów Denga, prowadzą politykę opartą na budowie dwustronnych relacji, ale wystrzegają się zawierania sojuszy. Takie podejście deklarował wprost Xi Jinping w czasie zorganizowanej na początku kwietnia konferencji, Bo’ao Forum w Hainan. W swym wystąpieniu mówił o konieczności odejścia od myślenia blokowego na rzecz budowania korzystnych relacji dwustronnych. I to jest dość zasadnicza różnica między tym jak relacje z Chinami postrzegają Rosjanie, a tym jak widzą to w Pekinie. Rosjanie projektują budowę jakiegoś „bloku euroazjatyckiego” mającego, w ich zamyśle, równoważyć przewagi Zachodu, a Chińczyków interesują ich własne sprawy, a nie problemy partnerów. Nie chcą zresztą „w imię przyjaźni” rezygnować z części swoich przewag, czy możliwości robienia interesów ze wszystkimi.

        Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie współpracy gospodarczej między Pekinem a Moskwą. Gdybyśmy zadawalali się tylko oficjalnymi komunikatami, to wszystko wydaje się wyglądać dobrze, a perspektywy są tylko różowe. Nie można wykluczyć, że w tym roku wzajemna wymiana handlowa osiągnie poziom 100 mld dolarów, a zamierzenia są jeszcze bardziej optymistyczne, bo rosyjski minister Orieszkin oświadczył niedawno, że w roku 2020, takie są wspólne plany, będzie to 200 mld dolarów. Dopiero jednak pogłębiona analiza, jak w praktyce wygląda rosyjski „gospodarczy zwrot na Wschód” pozwala się zorientować, co te deklaracje oznaczają. Rosyjska Rada ds. Międzynarodowych, organizacja powiązana z rządem, wydała niedawno raport poświęcony „modelowi” współpracy rosyjsko – chińskiej. Posługując się oficjalnymi danymi statystycznymi analitycy pracujący nad przygotowaniem raportu, dowodzą, iż w roku 2017 Chiny stały się największym partnerem handlowym Rosji (14,9 % obrotów). Jednak patrząc na to z drugiej, chińskiej perspektywy, to handel z Rosją nie przekracza 2 % chińskiego obrotu z zagranicą (10 miejsce). Znamienna jeż też struktura wymiany handlowej. Rosjanie sprzedają Chińczykom głównie surowce, przede wszystkim ropę naftową i gaz ziemny. Porównując rok 2017 do 2016 odnotować można wzrost rosyjskiego eksportu węglowodorów i węgla kamiennego zarówno w ujęciu wartości (wzrost cen na światowych rynkach), jak i ilości (+ 23,7%). O ile surowce energetyczne w 2016 roku stanowiły 59 % rosyjskiego eksportu do Chin, to rok później ich udział w całości wzrósł do 66,2 %. Ale z chińskiej perspektywy rosyjskie dostawy nośników energii, mimo iż znaczące stanowią jedynie 11 % całości zakupów, trudno, zatem mówić o jakimś uzależnieniu, czy dominującej pozycji Rosjan na tamtejszym rynku. Ale to nie wszystko. Drugie miejsce w rosyjskim eksporcie do Chin zajmuje tarcica. Pekin chętnie kupuje drzewo z trzebionych lasów syberyjskich. Udział tego rodzaju „towaru” w rosyjskim eksporcie osiągnął w 2017 roku 10,85 %. Gdybyśmy dodali do siebie te wielkości, to łatwo obliczyć, że nieprzetworzone surowce stanowią 77 % rosyjskiego eksportu do Chin. Trudno nie przyznać racji tym rosyjskim ekspertom, którzy mówią, iż „powrót Rosji na Wschód” w praktyce oznacza przekształcenie kraju bazę surowcową dla chińskiej gospodarki. Gdyby dodać do tego eksport metali kolorowych (4,52 %) oraz żywności, głownie zboża (5,12%) to ten obraz staje się jeszcze bardziej, z punktu widzenia Rosji, niekorzystny. Bezlitosne są też dane dotyczące rosyjskiego eksportu maszyn i urządzeń – w strukturze wzajemnej wymiany handlowej odpowiadają one jedynie za 1,86 % handlu.

        A jak wygląda rosyjski import z Chin? Rosjanie kupują w Państwie Środka maszyny, urządzenia i środki transportu (wzrost do 46,6 % w 2017 roku). Jeśli idzie o rosnący z roku na rok handel internetowy, to Chińczycy kontrolują ponad 50 % rosyjskiego rynku. Perspektywy, wraz z wejściem na większą skalę chińskiego giganta Ali Baba, są dla nich jeszcze lepsze. Analitycy zwracają uwagę na to, że chińskie inwestycje bezpośrednie, nawet patrząc przez pryzmat wielkości obrotów są niewielkie, by nie rzec symboliczne. W 2016 roku zamknęły się one kwotą 1,29 mld dolarów, a ich łączna wartość w latach 2012 – 2016 to wszystkiego 12,98 mld dolarów, przy czym w większości koncentrują się one w sektorach wydobycia surowców i złota. Teraz, przy okazji właśnie, co zakończonej wizyty Putina poinformowano, że strony ustaliły, iż stopniowo znoszone będą bariery handlowe, tak, aby docelowo obydwa państwa tworzyły strefę wolnego handlu. Sceptycy argumentują, że proces obliczony jest na lata, bo tylko sformułowanie „karty drogowej” projektu zajmie, co najmniej dwa lata. Sama idea nie jest zresztą nowa. Jakiś czas temu była silnie lansowana przez stronę chińską, ale na jej namowy pozytywnie odpowiedział jedynie Kazachstan. Rosjanie byli bardzo sceptyczni, bo obawiali się, że ich wewnętrzny rynek zostanie połknięty przez chińskich dostawców, a rosyjskie przedsiębiorstwa nie poradzą sobie na trudnym i wysoce konkurencyjnym rynku Chin. Co od tego czasu się zmieniło?

    Z pewnością Chińczycy nieco szczodrzej są skłonni zasilić rosyjską gospodarkę kredytami. Poinformowano, że rosyjski Wnieszekonombank, którym kieruje od niedawna były rosyjski wicepremier Szuwałow, otrzymał od chińskich instytucji finansowych pożyczkę o wartości 10 mld dolarów. Bank ma stać się, w świetle ostatnich informacji rosyjskiego rządu główną instytucją finansującą ambitne projekty infrastrukturalne czwartej prezydenckiej kadencji Putina. Tylko, że jak zwracają uwagę sceptycy, nie ma mowy o bezpośrednich inwestycjach a o kredytach, które trzeba będzie wraz z odsetkami oddać. A za te środki mają być zbudowane m.in. połączenia kolejowe i drogowe, dzięki którym Chiny uzyskają dostęp do znacznie bardziej lukratywnego, z ich punktu widzenia, rynku Europy Zachodniej. Kto na tym, per saldo, w większym stopniu skorzysta, pytają retorycznie?

    I wreszcie Rosjanie z rosnącym niepokojem obserwują to, co się dzieje na ich Dalekim Wschodzie. Ostatnio media poinformowały, że jeden z lokalnych banków chińskich wysłał do dalekowschodniej filii banku Azji i Oceanu Spokojnego we Władywostoku transport 15 mln yuanów w banknotach. Stało się to niezbędne, bo coraz więcej tam ulokowanych firm, również rosyjskich, ale i ludzi, przechodzi na rozliczenia w chińskiej walucie. Jest ona i wygodniejsza, zważywszy na skalę penetracji regionu przez Chińczyków, ale przede wszystkim stabilniejsza, niźli słabnący rubel. To też przejaw zacieśniania się związków gospodarczych Rosji i Chin. Rosyjscy eksperci są pewni, że za kilkanaście lat Chińczycy, jeśli idzie o poziom PKB, przegonią Stany Zjednoczone. Rosyjskie perspektywy na te lata nie są już tak różowe. Ostatnie, nawet optymistyczne prognozy mówią, że jej gospodarka może rozwijać się długoterminowo, co najwyżej w tempie 3 % rocznie. Czyli dysproporcja wzajemnych potencjałów będzie narastać.


 

POLECANE
Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Zielonej Góry

Na ponad 66,2 mln zł opiewa podpisana w piątek umowa na budowę trzeciego odcinka zachodniej obwodnicy Zielonej Góry. Droga ta wraz z mostem na Odrze w Pomorsku i nowym fragmentem DW281 będzie elementem „Odrzańskiego Układu Komunikacyjnego" – poinformował Urząd Miasta Zielona Góra.

Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach Wiadomości
Krychowiak żegna się z lokalnym klubem po trzech meczach

Grzegorz Krychowiak kończy grę w Mazurze Radzymin. Były reprezentant Polski i zawodnik takich klubów jak Sevilla czy Paris Saint-Germain nie będzie już grał w lokalnej lidze piłkarskiej.

Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego z ostatniej chwili
Prezydent zawetował nowelizację prawa karnego

Prezydent Karol Nawrocki podjął decyzję o zawetowaniu nowelizacji Kodeksu postępowania karnego z 27 lutego br. - poinformował rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz. To obszerna reforma procedury karnej dotycząca m.in. zakazu korzystania z nielegalnych dowodów oraz ograniczenia tymczasowych aresztów.

Pogoda na weekend. Zacznie się słonecznie, ale nie na długo Wiadomości
Pogoda na weekend. Zacznie się słonecznie, ale nie na długo

W sobotę w Polsce pogoda będzie słoneczna, a termometry pokażą nawet 20 stopni. Jedynie na zachodzie kraju pojawi się więcej chmur, a na Pomorzu Zachodnim możliwe są słabe opady deszczu. Wiatr z południa będzie umiarkowany, w porywach do 50 km/h, a w górach nawet do 70 km/h.

Rozpada się „antydemokratyczny kordon” przeciwko AfD z ostatniej chwili
Rozpada się „antydemokratyczny kordon” przeciwko AfD

Jak poinformował hiszpański portal gaceta.es, „antydemokratyczny kordon” wznoszony od lat przez niemiecki establishment polityczny przeciwko AfD zaczyna wykazywać pęknięcia. Nowy sondaż pokazuje, że społeczne odrzucenie jakiejkolwiek współpracy parlamentarnej z partią patriotyczną słabnie.

Smutna wiadomość dla fanów seriali. Nie żyje aktorka z „The Crown” Wiadomości
Smutna wiadomość dla fanów seriali. Nie żyje aktorka z „The Crown”

W wieku 81 lat zmarła brytyjska aktorka Jane Lapotaire. Artystka była znana zarówno z teatru, jak i produkcji telewizyjnych, w tym popularnych seriali The Crown i Downton Abbey. Informację o jej śmierci potwierdzono kilka dni po odejściu - aktorka zmarła 5 marca.

Instrument legendy rocka sprzedany za miliony. Rekordowa aukcja Wiadomości
Instrument legendy rocka sprzedany za miliony. Rekordowa aukcja

Gitara, na której David Gilmour grał na sześciu albumach zespołu Pink Floyd, została sprzedana na aukcji w Nowym Jorku za rekordową sumę 14,55 mln dol. – poinformował w piątek dom aukcyjny Christie’s.

Czarnek do Sikorskiego: Okłamał Pan żonę! z ostatniej chwili
Czarnek do Sikorskiego: Okłamał Pan żonę!

Do nietypowej utarczki słownej ws. unijnej pożyczki SAFE doszło między kandydatem PiS na premiera prof. Przemysławem Czarnkiem i ministrem spraw zagranicznych Radosławem Sikorskim.

Milion złotych w „Milionerach”. Uczestniczka zdradziła, na co wyda pieniądze Wiadomości
Milion złotych w „Milionerach”. Uczestniczka zdradziła, na co wyda pieniądze

W teleturnieju Milionerzy padła kolejna główna wygrana. Milion złotych zdobyła Elżbieta Marszalec, księgowa z Warszawy. Uczestniczka świetnie poradziła sobie z pytaniami i zrobiła duże wrażenie na prowadzącym.

Rzecznik PiS: „Pani von der Leyen, jak podpiszecie z Tuskiem umowę ws. SAFE, o spłatę proszę prosić Tuska” z ostatniej chwili
Rzecznik PiS: „Pani von der Leyen, jak podpiszecie z Tuskiem umowę ws. SAFE, o spłatę proszę prosić Tuska”

„Pani von der Leyen, jak podpiszecie sobie z Tuskiem umowę na kredyt SAFE, to za kilka lat o spłatę także proszę prosić Tuska...” - napisał na platformie X Rafał Bochenek, rzecznik prasowy Prawa i Sprawiedliwości, a zarazem prawnik.

REKLAMA

Marek Budzisz: Z pozycji młodszego brata. O relacjach rosyjsko – chińskich

Właśnie skończyła się kolejna wizyta Władimira Władimirowicza w Chinach. Statystycznie rzecz ujmując, było to już dwudzieste piąte spotkanie na szczycie liderów obydwu państw. Putin przyjęty został z honorami, dostał, jako pierwszy cudzoziemiec odznaczenie chińskie wysokiej rangi, sam zrewanżował się podarkiem w postaci ruskiej bani, zrobionej z 200 letniego ałtajskiego cedru. Rosyjskie media pełne są zachwytów nad stanem wzajemnych relacji. Były minister spraw zagranicznych Iwanow napisał w rządowej Rossijskiej Gazietie, że w przeciwieństwie do Unii Europejskiej oraz Stanów Zjednoczonych, które rozdzielane są wewnętrznymi sporami a przez to nie będą w dłuższej perspektywie w stanie nadawać ton światu, Rosja i Chiny mogą cieszyć się z tego, że ich systemy polityczne są sprawne a społeczeństwo zjednoczone i popierające swych liderów, co stanowi dobry zwiastun i zapowiedź tego, kto będzie w przyszłości przewodził w światowych rozgrywkach.
/ pixabay.com

Problem wszakże polega na tym, że wszystkie dające się słyszeć w Rosji deklaracje o sojuszu i „strategicznym partnerstwie” między Moskwą a Pekinem to tylko rosyjskie chciejstwo, propagandowa sztuczka, a może próba przysłonięcia rzeczywistości pięknymi hasłami, bo realia są zgoła inne. Warto się im przyjrzeć. 

    Oczywiście nikt nie kwestionuje tego, że liderzy obydwu państw często się spotykają, prywatnie lubią i chcą ze sobą współpracować, nie tylko zresztą w kwestiach gospodarczych. W kwietniu w Moskwie przebywał z wizytą nowy chiński minister obrony Wei Fenghe, który po zakończeniu wizyty powiedział South China Morning Post: “Odwiedzam Rosję, jako nowy minister obrony, by pokazać światu nowy poziom naszych wzajemnych relacji i niezachwianą determinację naszych sił zbrojnych dążących do wzmocnienia strategicznej kooperacji”, a zaraz potem dodał „niech Amerykanie wiedzą o naszych bliskich związkach”. To uzupełnienie chińskiego ministra dość jasno wskazują, jakie cele przyświecają chińskiej polityce. Chodzi o taką konfigurację umów międzynarodowych i dwustronnych relacji, które wzmacniałyby pozycję Pekinu. W tym wypadku chodziło o budowanie przeciwwagi dla współpracy Waszyngtonu z Tajwanem i o sytuację na Morzu Południowochińskim, po decyzji Trumpa o sprzedaży do Tajpej nowej partii uzbrojenia. Tylko, że „bliskie związki” między Rosją a Chinami nie oznaczają zgody Pekinu na specjalny status rosyjskich przedsięwzięć w tych sferach, które Chińczycy uważają za swój interes narodowy, ani tym bardziej sojuszu, w którym przecież wspiera się partnera, niezależnie od tego, czy ma się z tego bezpośrednią, partykularną korzyść. Przekonał się o tym rosyjski koncern naftowy Rosnieft prowadzący poszukiwania złóż ropy naftowej w wietnamskim szelfie na Morzu Południowochińskim. Rosjanie od 2016 prowadzą tam wiercenia, ale w ubiegłym miesiącu chiński MSZ wydał specjalny komunikat wzywający firmę do zaprzestania tej aktywności. Przestrzegał w nim Rosnieft, że „żadne państwo, organizacja, firma czy osoba fizyczna, nie mogą, dopóki nie uzyskają zgody władz chińskich, prowadzić poszukiwań w strefie będącej pod chińskim zwierzchnictwem”. Problem wszakże w tym, że wzmiankowany akwen jest obiektem sporu miedzy Pekinem a Hanoi. Tym nie mniej, niezależnie od stanu wzajemnych relacji z Moskwą, Chińczycy najwyraźniej uważają, że jest to obszar ich interesów i oni będą mieli zawsze ostatnie słowo. Może, dlatego Moskwa, mimo, iż pojawiają się w Rosji głosy, wzywające władze do kroków tego rodzaju a rosyjski MON prowadził w tej materii wstępne prace przygotowawcze, nie zamierza odbudowywać swej obecności militarnej w Wietnamie i reaktywować starej bazy wojskowej w Kamran. Wracając do Rosnieftu, to trzeba też zauważyć, że zdaniem analityków to Pekin zablokował inwestycję CEFC China w zakup pakietu 14,6 % akcji rosyjskiego giganta paliwowego.

       Chiny, od wielu już lat, bo jeszcze od czasów Denga, prowadzą politykę opartą na budowie dwustronnych relacji, ale wystrzegają się zawierania sojuszy. Takie podejście deklarował wprost Xi Jinping w czasie zorganizowanej na początku kwietnia konferencji, Bo’ao Forum w Hainan. W swym wystąpieniu mówił o konieczności odejścia od myślenia blokowego na rzecz budowania korzystnych relacji dwustronnych. I to jest dość zasadnicza różnica między tym jak relacje z Chinami postrzegają Rosjanie, a tym jak widzą to w Pekinie. Rosjanie projektują budowę jakiegoś „bloku euroazjatyckiego” mającego, w ich zamyśle, równoważyć przewagi Zachodu, a Chińczyków interesują ich własne sprawy, a nie problemy partnerów. Nie chcą zresztą „w imię przyjaźni” rezygnować z części swoich przewag, czy możliwości robienia interesów ze wszystkimi.

        Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie współpracy gospodarczej między Pekinem a Moskwą. Gdybyśmy zadawalali się tylko oficjalnymi komunikatami, to wszystko wydaje się wyglądać dobrze, a perspektywy są tylko różowe. Nie można wykluczyć, że w tym roku wzajemna wymiana handlowa osiągnie poziom 100 mld dolarów, a zamierzenia są jeszcze bardziej optymistyczne, bo rosyjski minister Orieszkin oświadczył niedawno, że w roku 2020, takie są wspólne plany, będzie to 200 mld dolarów. Dopiero jednak pogłębiona analiza, jak w praktyce wygląda rosyjski „gospodarczy zwrot na Wschód” pozwala się zorientować, co te deklaracje oznaczają. Rosyjska Rada ds. Międzynarodowych, organizacja powiązana z rządem, wydała niedawno raport poświęcony „modelowi” współpracy rosyjsko – chińskiej. Posługując się oficjalnymi danymi statystycznymi analitycy pracujący nad przygotowaniem raportu, dowodzą, iż w roku 2017 Chiny stały się największym partnerem handlowym Rosji (14,9 % obrotów). Jednak patrząc na to z drugiej, chińskiej perspektywy, to handel z Rosją nie przekracza 2 % chińskiego obrotu z zagranicą (10 miejsce). Znamienna jeż też struktura wymiany handlowej. Rosjanie sprzedają Chińczykom głównie surowce, przede wszystkim ropę naftową i gaz ziemny. Porównując rok 2017 do 2016 odnotować można wzrost rosyjskiego eksportu węglowodorów i węgla kamiennego zarówno w ujęciu wartości (wzrost cen na światowych rynkach), jak i ilości (+ 23,7%). O ile surowce energetyczne w 2016 roku stanowiły 59 % rosyjskiego eksportu do Chin, to rok później ich udział w całości wzrósł do 66,2 %. Ale z chińskiej perspektywy rosyjskie dostawy nośników energii, mimo iż znaczące stanowią jedynie 11 % całości zakupów, trudno, zatem mówić o jakimś uzależnieniu, czy dominującej pozycji Rosjan na tamtejszym rynku. Ale to nie wszystko. Drugie miejsce w rosyjskim eksporcie do Chin zajmuje tarcica. Pekin chętnie kupuje drzewo z trzebionych lasów syberyjskich. Udział tego rodzaju „towaru” w rosyjskim eksporcie osiągnął w 2017 roku 10,85 %. Gdybyśmy dodali do siebie te wielkości, to łatwo obliczyć, że nieprzetworzone surowce stanowią 77 % rosyjskiego eksportu do Chin. Trudno nie przyznać racji tym rosyjskim ekspertom, którzy mówią, iż „powrót Rosji na Wschód” w praktyce oznacza przekształcenie kraju bazę surowcową dla chińskiej gospodarki. Gdyby dodać do tego eksport metali kolorowych (4,52 %) oraz żywności, głownie zboża (5,12%) to ten obraz staje się jeszcze bardziej, z punktu widzenia Rosji, niekorzystny. Bezlitosne są też dane dotyczące rosyjskiego eksportu maszyn i urządzeń – w strukturze wzajemnej wymiany handlowej odpowiadają one jedynie za 1,86 % handlu.

        A jak wygląda rosyjski import z Chin? Rosjanie kupują w Państwie Środka maszyny, urządzenia i środki transportu (wzrost do 46,6 % w 2017 roku). Jeśli idzie o rosnący z roku na rok handel internetowy, to Chińczycy kontrolują ponad 50 % rosyjskiego rynku. Perspektywy, wraz z wejściem na większą skalę chińskiego giganta Ali Baba, są dla nich jeszcze lepsze. Analitycy zwracają uwagę na to, że chińskie inwestycje bezpośrednie, nawet patrząc przez pryzmat wielkości obrotów są niewielkie, by nie rzec symboliczne. W 2016 roku zamknęły się one kwotą 1,29 mld dolarów, a ich łączna wartość w latach 2012 – 2016 to wszystkiego 12,98 mld dolarów, przy czym w większości koncentrują się one w sektorach wydobycia surowców i złota. Teraz, przy okazji właśnie, co zakończonej wizyty Putina poinformowano, że strony ustaliły, iż stopniowo znoszone będą bariery handlowe, tak, aby docelowo obydwa państwa tworzyły strefę wolnego handlu. Sceptycy argumentują, że proces obliczony jest na lata, bo tylko sformułowanie „karty drogowej” projektu zajmie, co najmniej dwa lata. Sama idea nie jest zresztą nowa. Jakiś czas temu była silnie lansowana przez stronę chińską, ale na jej namowy pozytywnie odpowiedział jedynie Kazachstan. Rosjanie byli bardzo sceptyczni, bo obawiali się, że ich wewnętrzny rynek zostanie połknięty przez chińskich dostawców, a rosyjskie przedsiębiorstwa nie poradzą sobie na trudnym i wysoce konkurencyjnym rynku Chin. Co od tego czasu się zmieniło?

    Z pewnością Chińczycy nieco szczodrzej są skłonni zasilić rosyjską gospodarkę kredytami. Poinformowano, że rosyjski Wnieszekonombank, którym kieruje od niedawna były rosyjski wicepremier Szuwałow, otrzymał od chińskich instytucji finansowych pożyczkę o wartości 10 mld dolarów. Bank ma stać się, w świetle ostatnich informacji rosyjskiego rządu główną instytucją finansującą ambitne projekty infrastrukturalne czwartej prezydenckiej kadencji Putina. Tylko, że jak zwracają uwagę sceptycy, nie ma mowy o bezpośrednich inwestycjach a o kredytach, które trzeba będzie wraz z odsetkami oddać. A za te środki mają być zbudowane m.in. połączenia kolejowe i drogowe, dzięki którym Chiny uzyskają dostęp do znacznie bardziej lukratywnego, z ich punktu widzenia, rynku Europy Zachodniej. Kto na tym, per saldo, w większym stopniu skorzysta, pytają retorycznie?

    I wreszcie Rosjanie z rosnącym niepokojem obserwują to, co się dzieje na ich Dalekim Wschodzie. Ostatnio media poinformowały, że jeden z lokalnych banków chińskich wysłał do dalekowschodniej filii banku Azji i Oceanu Spokojnego we Władywostoku transport 15 mln yuanów w banknotach. Stało się to niezbędne, bo coraz więcej tam ulokowanych firm, również rosyjskich, ale i ludzi, przechodzi na rozliczenia w chińskiej walucie. Jest ona i wygodniejsza, zważywszy na skalę penetracji regionu przez Chińczyków, ale przede wszystkim stabilniejsza, niźli słabnący rubel. To też przejaw zacieśniania się związków gospodarczych Rosji i Chin. Rosyjscy eksperci są pewni, że za kilkanaście lat Chińczycy, jeśli idzie o poziom PKB, przegonią Stany Zjednoczone. Rosyjskie perspektywy na te lata nie są już tak różowe. Ostatnie, nawet optymistyczne prognozy mówią, że jej gospodarka może rozwijać się długoterminowo, co najwyżej w tempie 3 % rocznie. Czyli dysproporcja wzajemnych potencjałów będzie narastać.



 

Polecane