Ryszard Czarnecki: Polak, Jankes - dwa bratanki

Zachęcam do lektury mojego tekstu opublikowanego na łamach "Rzeczpospolitej" przed szczytem Trump-Duda. Oryginalny tytuł brzmiał: "Wspólne interesy, wspólna gra geopolityczna. Przed szczytem Trump-Duda".
/ pexels.com/Aaron Schwartz
Za dwa tygodnie 45. prezydent w dziejach USA Donald Trump wraz z małżonką Melanie podejmą prezydenta Rzeczpospolitej doktora Andrzeja Dudę wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą. To wydarzenie szczególnie znaczące. Nie tylko ze względu na rangę, jaką nadaje mu protokół dyplomatyczny, ale też z powodu spodziewanej agendy politycznej. Jednak nie tylko tematy geopolityczne, militarne i gospodarcze, które – zapewne ‒ będą poruszone w czasie polsko-amerykańskiego szczytu są istotne. Szczególnie ważny jest czas tego spotkania, na który polski prezydent uda się bezpośrednio z Bukaresztu ze spotkania liderów 12 państw tworzących Międzymorze. W ten sposób Biały Dom potwierdza stan faktyczny. Polska z racji polityczno-demograficznych traktowana jest jako lider bloku państw naszego regionu. Naturalny lider, bo będący zwornikiem trzech subregionów: 1) V4 czyli Grupy Wyszehradzkiej, 2) państw bałtyckich , 3) Bałkanów. Waszyngton wie, że to właśnie Rzeczpospolita jest krajem, wokół którego organizuje się tuzin krajów „nowej Unii” (oczywiście nie wliczamy do tej konstelacji Cypru i Malty, a więc państw, które też przystąpiły do UE w 2004 roku, ale z racji położenia geograficznego nie mogą być uwzględniane w tych rozważaniach).

W amerykańskich oczach: Polska - lider „Międzymorza”

Obóz rządzący może czuć satysfakcję, że tezy totalnej opozycji o rzekomej międzynarodowej izolacji Polski nijak się mają do rzeczywistości. Zapewne spotkanie Trump- Duda w Waszyngtonie polskiej centroprawicy i prawicy przyda się przed wyborami samorządowymi, których pierwsza tura odbędzie się ledwie pięć tygodni po rozmowach w Białym Domu. Jednak z punktu widzenia interesu Państwa Polskiego od wynikającej ze szczytu prezydent USA - prezydent RP,uzasadnionej radości władzy czy smutku opozycji mającego to samo źródło, znacznie ważniejsze są sprawy, które poruszą przywódcy obu państw w trakcie zarówno rozmowy „jeden na jeden”, jak i w czasie spotkania przedstawicieli obu administracji. A liderzy największego mocarstwa świata i największego państwa „nowej Unii” mają o czym rozmawiać. Agenda szczytu USA-Polska nie jest znana, ale nie jest wielkim ryzykiem domyślić się o czym będą rozmawiać gospodarze Białego Domu i Pałacu Koniecpolskich. Jest rzeczą, jak się wydaje dość oczywistą, że szczyt dotyczyć będzie trzech obszarów. Pierwszy z nich to zagadnienia geopolityczne i polityczne. Drugi – militarne (choć trudno go odseparować od tego pierwszego). Trzeci wreszcie : współpraca gospodarcza, szczególnie gdy chodzi o energetykę- skądinąd ten trzeci obszar współpracy również związany jest z „wielką polityką” i geopolityką. Prawdę mówiąc, w XXI wieku w szczególny sposób aktualność zyskują słowa niemieckiego pisarza Thomasa Manna „ Nie ma nie-polityki. Wszystko jest polityką”.

 Gdy chodzi o kwestie stricte polityczne, warto podkreślić szczególny moment spotkania. Stany Zjednoczone w trosce o swoje interesy gospodarcze podjęły globalną rywalizację z Chinami, ale też „walczą o swoje”, konkurując ekonomicznie z krajami, które pozostają w Sojuszu Północnoatlantyckim. Amerykańska polityka gospodarcza w wymiarze międzynarodowym jest swoistym buntem przeciwko wyraźnie niekorzystnemu bilansowi handlowemu z różnymi państwami ,w tym „zaprzyjaźnionymi”.

Konfrontacja Niemcy - USA i europejski kontekst

Tak dzieje się w stosunkach Waszyngton-Berlin. Stany Zjednoczone zmieniły swoją dotychczasową filozofię polityki międzynarodowej, a zwłaszcza europejskiej, której fundamentem było traktowanie przez prezydenta Barracka Obamę ‒ oraz jego sekretarz stanu Hillary Rodham Clinton i jej następców ‒ państwa niemieckiego jako swoistego pośrednika w relacjach USA-Unia Europejska. Prawdę mówiąc, poprzednik prezydenta Trumpa nie był specjalnie zainteresowany Europą, znacznie bardziej busolę amerykańskiej polityki zewnętrznej wychylał w stronę Azji czy nawet Afryki i Ameryki Łacińskiej. Ta „ucieczka” od Europy skutkowała praktycznym desinteressment, zarówno w postaci swoistego appeasementu w stosunkach z Rosją, jak i uznania, że choć Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest szczególnym sojusznikiem USA w Unii, to pośrednikiem i mostem do U-28 są Niemcy. Z tą filozofią amerykańskiej dyplomacji Trump całkowicie zerwał, proponując nową jakość. Swoistym paradoksem jest to, że prezydent Donald Trump oskarżany o tendencje izolacjonistyczne i niewiedzę na temat Starego Kontynentu prowadzi dużo bardziej aktywną politykę europejską niż jego demokratyczny poprzednik i znacznie więcej wie o Europie niż on, a swoją wiedzę, co widać po jego przemówieniu w Warszawie 6 lipca 2017 roku, czerpie nie tylko od swoich dwóch żon pochodzących z naszego regionu Europy (pierwszej Czeszki i trzeciej Słowenki). Oczywiście politykę tę można rożnie oceniać i trudno się dziwić krytycznym opiniom nad Renem, skoro Biały Dom drugi rok z rzędu konsekwentnie osłabia pozycję Berlina. Jednak jeśli nawet zarzuca się amerykańskiej administracji „rozgrywanie” krajów europejskich między sobą, to trudno zaprzeczyć, że jest to część „europejskiej” polityki Stanów Zjednoczonych, polegającej na odejściu od relacji USA-UE w kierunku stosunków USA ‒ kraje członkowskie Unii. Dla Paryża i Berlina ma to złe skutki, jednak dla Warszawy, ale ostatnio także… Rzymu (!) wręcz przeciwnie – jak najlepsze.

I tu właśnie dochodzimy do specjalnej wagi i specjalnego czasu, w jakim odbędzie się spotkanie przywódców państw, które stworzyły pierwszą i drugą konstytucję na świecie. Nastąpi on niespełna miesiąc po tym, gdy minister spraw zagranicznych RFN Heiko Maas na łamach dziennika „Das Handelsblatt” przedstawił zasadnicze tezy polityki rządu niemieckiego wobec USA. Polityka ta, będąca z całą pewnością odpowiedzią na zmianę polityki zagranicznej nowej amerykańskiej administracji, ma charakter konfrontacyjny i w dyplomatyczny, ale wyraźny sposób podkreśla tworzenie europejskiej jedności w kontrze do Waszyngtonu i jako swoistej przeciwwagi dla polityki USA. Przypomina to trochę mecz szachowy, gdy Amerykanie atakują na tej transatlantyckiej szachownicy figurami a to ostrej krytyki Nord Streamu, który finansować ma rosyjską politykę imperialistyczno-militarną, a to wspierając integrację krajów naszej części Europy, które chcąc utrzymać dobre relacje z Berlinem niekoniecznie jednak pragną śpiewać w tym samym chórze pod batutą Bundeskanzleramtu.

Wspólne interesy: energetyka, NATO, geopolityka

Prezydent Trump może drażnić euroentuzjastów, którzy oburzają się jego pochwałami wobec Brytyjczyków, którzy zadecydowali o brexicie czy komplementami dla eurosceptycznego Borisa Johnsona i jawnym dystansem wobec umiarkowanej zwolenniczki głosowania „remain” (zostać) w brytyjskim referendum premier Jej Królewskiej Mości Theresy May. Jednak trudno odmówić Amerykanom prawa politycznego czy militarnego wsparcia dla proamerykańskich – na tle Francji, a zwłaszcza Niemiec ‒ krajów takich, jak Polska i pozostałe państwa naszego regionu. Amerykanie dbają o swoje interesy. I mają do tego święte prawo. Rzecz w tym, że w niemałej mierze ich interesy są tożsame z naszymi: polskimi i regionalnymi. Wspólne dla Waszyngtonu, Warszawy i innych stolic środkowo-wschodnioeuropejskich czy południowo-wschodnieuroepjskich interesy to świetny fundament działania. Eksport amerykańskiego gazu ciekłego, a w przyszłości być może łupkowego jest w interesie Rzeczpospolitej, od lat walczącej o dywersyfikację swoich źródeł energii i uniezależnienie się w tym względzie od Rosji. Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce czy krajach bałtyckich wzmacnia amerykańską grę geopolityczną w Europie i w obszarze postsowieckim, a jednocześnie w fundamentalny sposób zwiększa bezpieczeństwo naszej ojczyzny i naszych północno-wschodnich sąsiadów. Wspieranie integracji politycznej krajów „nowej Unii” i innych państw naszego regonu ‒ pozbawionych antyamerykańskich obsesji będących udziałem sporej części elit „starej Unii” ‒ jest korzystne dla zwiększenia znaczenia USA w Europie, a także, nazwijmy to dyplomatycznie, amerykańskiego „monitoringu” w tej części świata, ale jest to też atrakcyjna oferta dla państw, które kilka dekad, nie z własnej woli(!), funkcjonowały w obszarze wpływów Związku Sowieckiego, a teraz nie chcą być piłką w grze największych „rozgrywających” w Unii Europejskiej.

Nowa administracja w USA i nowe władze RP wsiadły do windy specjalnych relacji Warszawa – Waszyngton, która jedzie w górę – i to szybko. Jesteśmy w fazie wyjątkowej koniunktury w geopolityczno-militarano gospodarczych relacji USA-Polska. Jesteśmy jak surfer na transatlantyckiej fali. Byłoby ciężkim grzechem zaniechania nie wykorzystać tej koniunktury w interesie Stanów Zjednoczonych Ameryki i Rzeczpospolitej Polski.

 

POLECANE
UE przedłużyła sankcje indywidualne na Rosję Wiadomości
UE przedłużyła sankcje indywidualne na Rosję

Wszystkie 27 państw członkowskich w sobotę po południu zgodziły się przedłużyć sankcje indywidualne na Rosję o kolejne sześć miesięcy, czyli do połowy września tego roku. Przedłużenia sankcji, wbrew zapowiedziom, nie zablokowały Węgry ani Słowacja.

Szczeciński szpital w trybie awaryjnym po ataku hakerów Wiadomości
Szczeciński szpital w trybie awaryjnym po ataku hakerów

W nocy z soboty na niedzielę Szczeciński Szpital Wojewódzki padł ofiarą cyberataku. Hakerzy zaszyfrowali część danych i zażądali kilku milionów dolarów okupu.

Skoki w Oslo: Szwajcar na prowadzeniu, Polacy w środku stawki z ostatniej chwili
Skoki w Oslo: Szwajcar na prowadzeniu, Polacy w środku stawki

Kacper Tomasiak był 22., Maciej Kot - 25., Aleksander Zniszczoł - 32., a Piotr Żyła - 46. w sobotnim konkursie Pucharu Świata w skokach narciarskich w Oslo. Wygrał Szwajcar Gregor Deschwanden. Po pierwszej serii odpadł Słoweniec Domen Prevc, który zajął 42. miejsce.

Wypadek podczas pilnej interwencji. Radiowóz zderzył się z autem Wiadomości
Wypadek podczas pilnej interwencji. Radiowóz zderzył się z autem

W sobotę przed południem na drodze wojewódzkiej nr 776 w miejscowości Biórków Mały w Małopolsce doszło do poważnego wypadku z udziałem policyjnego radiowozu i samochodu osobowego. Dwaj funkcjonariusze zostali ranni i trafili do szpitala.

Nowy nanomateriał niszczy komórki raka i oszczędza zdrowe tkanki tylko u nas
Nowy nanomateriał niszczy komórki raka i oszczędza zdrowe tkanki

Naukowcy z Oregon State University opracowali nowy nanomateriał na bazie żelaza, który w testach laboratoryjnych potrafił całkowicie zniszczyć guzy nowotworowe u myszy. Technologia wykorzystuje stres oksydacyjny do atakowania komórek raka, jednocześnie oszczędzając zdrowe tkanki.

Nie żyje były reprezentant Polski i bramkarz znanych klubów Wiadomości
Nie żyje były reprezentant Polski i bramkarz znanych klubów

W wieku 90 lat zmarł Henryk Stroniarz były znakomity bramkarz m.in. Cracovii, Legii Warszawa i Wisły Kraków. Rozegrał jeden mecz w reprezentacji Polski. Po zakończeniu kariery piłkarskiej pracował jako trener.

Iran grozi Ukrainie. Padły mocne słowa z Teheranu z ostatniej chwili
Iran grozi Ukrainie. Padły mocne słowa z Teheranu

Iran uznał Ukrainę za uzasadniony cel swoich ataków, twierdząc, że wspiera ona Izraela, dostarczając mu drony przechwytujące. Groźby pod adresem Kijowa rzucił w sobotę Ebrahim Azizi, przewodniczący irańskiej Komisji Bezpieczeństwa Narodowego.

Generał Iranu o zakończeniu wojny. Wskazał dwa warunki Wiadomości
Generał Iranu o zakończeniu wojny. Wskazał dwa warunki

Generał dywizji irańskiej armii Mohsen Rezaji zabrał głos w sprawie trwającego konfliktu między Iranem a Stanami Zjednoczonymi. W rozmowie z irańską stacją SNN wskazał, jakie warunki - według władz w Teheranie - muszą zostać spełnione, aby możliwe było zakończenie wojny.

Pożar lasu i łąk pod Wyszkowem. Strażacy walczą z żywiołem Wiadomości
Pożar lasu i łąk pod Wyszkowem. Strażacy walczą z żywiołem

Strażacy od kilku godzin walczą z dużym pożarem w okolicach Wyszkowa (woj. mazowieckie). Ogień pojawił się w sobotę około godziny 10 na łąkach między miejscowościami Lucynów i Podgać, a następnie szybko przeniósł się na pobliski las.

Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska z ostatniej chwili
Wyłączenia prądu. Ważny komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska

Operator sieci energetycznej Tauron opublikował harmonogram planowanych przerw w dostawie energii elektrycznej w woj. dolnośląskim na najbliższe dni. Wyłączenia obejmą zarówno duże miasta, jak i mniejsze miejscowości. Sprawdź, czy twoja okolica znajduje się na liście.

REKLAMA

Ryszard Czarnecki: Polak, Jankes - dwa bratanki

Zachęcam do lektury mojego tekstu opublikowanego na łamach "Rzeczpospolitej" przed szczytem Trump-Duda. Oryginalny tytuł brzmiał: "Wspólne interesy, wspólna gra geopolityczna. Przed szczytem Trump-Duda".
/ pexels.com/Aaron Schwartz
Za dwa tygodnie 45. prezydent w dziejach USA Donald Trump wraz z małżonką Melanie podejmą prezydenta Rzeczpospolitej doktora Andrzeja Dudę wraz z małżonką Agatą Kornhauser-Dudą. To wydarzenie szczególnie znaczące. Nie tylko ze względu na rangę, jaką nadaje mu protokół dyplomatyczny, ale też z powodu spodziewanej agendy politycznej. Jednak nie tylko tematy geopolityczne, militarne i gospodarcze, które – zapewne ‒ będą poruszone w czasie polsko-amerykańskiego szczytu są istotne. Szczególnie ważny jest czas tego spotkania, na który polski prezydent uda się bezpośrednio z Bukaresztu ze spotkania liderów 12 państw tworzących Międzymorze. W ten sposób Biały Dom potwierdza stan faktyczny. Polska z racji polityczno-demograficznych traktowana jest jako lider bloku państw naszego regionu. Naturalny lider, bo będący zwornikiem trzech subregionów: 1) V4 czyli Grupy Wyszehradzkiej, 2) państw bałtyckich , 3) Bałkanów. Waszyngton wie, że to właśnie Rzeczpospolita jest krajem, wokół którego organizuje się tuzin krajów „nowej Unii” (oczywiście nie wliczamy do tej konstelacji Cypru i Malty, a więc państw, które też przystąpiły do UE w 2004 roku, ale z racji położenia geograficznego nie mogą być uwzględniane w tych rozważaniach).

W amerykańskich oczach: Polska - lider „Międzymorza”

Obóz rządzący może czuć satysfakcję, że tezy totalnej opozycji o rzekomej międzynarodowej izolacji Polski nijak się mają do rzeczywistości. Zapewne spotkanie Trump- Duda w Waszyngtonie polskiej centroprawicy i prawicy przyda się przed wyborami samorządowymi, których pierwsza tura odbędzie się ledwie pięć tygodni po rozmowach w Białym Domu. Jednak z punktu widzenia interesu Państwa Polskiego od wynikającej ze szczytu prezydent USA - prezydent RP,uzasadnionej radości władzy czy smutku opozycji mającego to samo źródło, znacznie ważniejsze są sprawy, które poruszą przywódcy obu państw w trakcie zarówno rozmowy „jeden na jeden”, jak i w czasie spotkania przedstawicieli obu administracji. A liderzy największego mocarstwa świata i największego państwa „nowej Unii” mają o czym rozmawiać. Agenda szczytu USA-Polska nie jest znana, ale nie jest wielkim ryzykiem domyślić się o czym będą rozmawiać gospodarze Białego Domu i Pałacu Koniecpolskich. Jest rzeczą, jak się wydaje dość oczywistą, że szczyt dotyczyć będzie trzech obszarów. Pierwszy z nich to zagadnienia geopolityczne i polityczne. Drugi – militarne (choć trudno go odseparować od tego pierwszego). Trzeci wreszcie : współpraca gospodarcza, szczególnie gdy chodzi o energetykę- skądinąd ten trzeci obszar współpracy również związany jest z „wielką polityką” i geopolityką. Prawdę mówiąc, w XXI wieku w szczególny sposób aktualność zyskują słowa niemieckiego pisarza Thomasa Manna „ Nie ma nie-polityki. Wszystko jest polityką”.

 Gdy chodzi o kwestie stricte polityczne, warto podkreślić szczególny moment spotkania. Stany Zjednoczone w trosce o swoje interesy gospodarcze podjęły globalną rywalizację z Chinami, ale też „walczą o swoje”, konkurując ekonomicznie z krajami, które pozostają w Sojuszu Północnoatlantyckim. Amerykańska polityka gospodarcza w wymiarze międzynarodowym jest swoistym buntem przeciwko wyraźnie niekorzystnemu bilansowi handlowemu z różnymi państwami ,w tym „zaprzyjaźnionymi”.

Konfrontacja Niemcy - USA i europejski kontekst

Tak dzieje się w stosunkach Waszyngton-Berlin. Stany Zjednoczone zmieniły swoją dotychczasową filozofię polityki międzynarodowej, a zwłaszcza europejskiej, której fundamentem było traktowanie przez prezydenta Barracka Obamę ‒ oraz jego sekretarz stanu Hillary Rodham Clinton i jej następców ‒ państwa niemieckiego jako swoistego pośrednika w relacjach USA-Unia Europejska. Prawdę mówiąc, poprzednik prezydenta Trumpa nie był specjalnie zainteresowany Europą, znacznie bardziej busolę amerykańskiej polityki zewnętrznej wychylał w stronę Azji czy nawet Afryki i Ameryki Łacińskiej. Ta „ucieczka” od Europy skutkowała praktycznym desinteressment, zarówno w postaci swoistego appeasementu w stosunkach z Rosją, jak i uznania, że choć Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej jest szczególnym sojusznikiem USA w Unii, to pośrednikiem i mostem do U-28 są Niemcy. Z tą filozofią amerykańskiej dyplomacji Trump całkowicie zerwał, proponując nową jakość. Swoistym paradoksem jest to, że prezydent Donald Trump oskarżany o tendencje izolacjonistyczne i niewiedzę na temat Starego Kontynentu prowadzi dużo bardziej aktywną politykę europejską niż jego demokratyczny poprzednik i znacznie więcej wie o Europie niż on, a swoją wiedzę, co widać po jego przemówieniu w Warszawie 6 lipca 2017 roku, czerpie nie tylko od swoich dwóch żon pochodzących z naszego regionu Europy (pierwszej Czeszki i trzeciej Słowenki). Oczywiście politykę tę można rożnie oceniać i trudno się dziwić krytycznym opiniom nad Renem, skoro Biały Dom drugi rok z rzędu konsekwentnie osłabia pozycję Berlina. Jednak jeśli nawet zarzuca się amerykańskiej administracji „rozgrywanie” krajów europejskich między sobą, to trudno zaprzeczyć, że jest to część „europejskiej” polityki Stanów Zjednoczonych, polegającej na odejściu od relacji USA-UE w kierunku stosunków USA ‒ kraje członkowskie Unii. Dla Paryża i Berlina ma to złe skutki, jednak dla Warszawy, ale ostatnio także… Rzymu (!) wręcz przeciwnie – jak najlepsze.

I tu właśnie dochodzimy do specjalnej wagi i specjalnego czasu, w jakim odbędzie się spotkanie przywódców państw, które stworzyły pierwszą i drugą konstytucję na świecie. Nastąpi on niespełna miesiąc po tym, gdy minister spraw zagranicznych RFN Heiko Maas na łamach dziennika „Das Handelsblatt” przedstawił zasadnicze tezy polityki rządu niemieckiego wobec USA. Polityka ta, będąca z całą pewnością odpowiedzią na zmianę polityki zagranicznej nowej amerykańskiej administracji, ma charakter konfrontacyjny i w dyplomatyczny, ale wyraźny sposób podkreśla tworzenie europejskiej jedności w kontrze do Waszyngtonu i jako swoistej przeciwwagi dla polityki USA. Przypomina to trochę mecz szachowy, gdy Amerykanie atakują na tej transatlantyckiej szachownicy figurami a to ostrej krytyki Nord Streamu, który finansować ma rosyjską politykę imperialistyczno-militarną, a to wspierając integrację krajów naszej części Europy, które chcąc utrzymać dobre relacje z Berlinem niekoniecznie jednak pragną śpiewać w tym samym chórze pod batutą Bundeskanzleramtu.

Wspólne interesy: energetyka, NATO, geopolityka

Prezydent Trump może drażnić euroentuzjastów, którzy oburzają się jego pochwałami wobec Brytyjczyków, którzy zadecydowali o brexicie czy komplementami dla eurosceptycznego Borisa Johnsona i jawnym dystansem wobec umiarkowanej zwolenniczki głosowania „remain” (zostać) w brytyjskim referendum premier Jej Królewskiej Mości Theresy May. Jednak trudno odmówić Amerykanom prawa politycznego czy militarnego wsparcia dla proamerykańskich – na tle Francji, a zwłaszcza Niemiec ‒ krajów takich, jak Polska i pozostałe państwa naszego regionu. Amerykanie dbają o swoje interesy. I mają do tego święte prawo. Rzecz w tym, że w niemałej mierze ich interesy są tożsame z naszymi: polskimi i regionalnymi. Wspólne dla Waszyngtonu, Warszawy i innych stolic środkowo-wschodnioeuropejskich czy południowo-wschodnieuroepjskich interesy to świetny fundament działania. Eksport amerykańskiego gazu ciekłego, a w przyszłości być może łupkowego jest w interesie Rzeczpospolitej, od lat walczącej o dywersyfikację swoich źródeł energii i uniezależnienie się w tym względzie od Rosji. Obecność amerykańskich żołnierzy w Polsce czy krajach bałtyckich wzmacnia amerykańską grę geopolityczną w Europie i w obszarze postsowieckim, a jednocześnie w fundamentalny sposób zwiększa bezpieczeństwo naszej ojczyzny i naszych północno-wschodnich sąsiadów. Wspieranie integracji politycznej krajów „nowej Unii” i innych państw naszego regonu ‒ pozbawionych antyamerykańskich obsesji będących udziałem sporej części elit „starej Unii” ‒ jest korzystne dla zwiększenia znaczenia USA w Europie, a także, nazwijmy to dyplomatycznie, amerykańskiego „monitoringu” w tej części świata, ale jest to też atrakcyjna oferta dla państw, które kilka dekad, nie z własnej woli(!), funkcjonowały w obszarze wpływów Związku Sowieckiego, a teraz nie chcą być piłką w grze największych „rozgrywających” w Unii Europejskiej.

Nowa administracja w USA i nowe władze RP wsiadły do windy specjalnych relacji Warszawa – Waszyngton, która jedzie w górę – i to szybko. Jesteśmy w fazie wyjątkowej koniunktury w geopolityczno-militarano gospodarczych relacji USA-Polska. Jesteśmy jak surfer na transatlantyckiej fali. Byłoby ciężkim grzechem zaniechania nie wykorzystać tej koniunktury w interesie Stanów Zjednoczonych Ameryki i Rzeczpospolitej Polski.


 

Polecane