Pół roku rządów i żadnych konkretów: czy doczekamy się w końcu wizji rozwoju Polski?

Chociaż rządząca koalicja sprawuje już władzę ponad pół roku, to rząd ciągle nie przedstawił żadnej własnej wizji modernizacji. Brak też choćby szczątkowo zarysowanego obrazu wspólnoty, jaką obecna ekipa chciałaby budować. Zamiast tego społeczeństwu musi wystarczyć jałowa plemienna nawalanka.
Donald Tusk Pół roku rządów i żadnych konkretów: czy doczekamy się w końcu wizji rozwoju Polski?
Donald Tusk / PAP/Paweł Supernak

Donald Tusk w bardzo agresywnym retorycznie wystąpieniu ogłosił z sejmowej trybuny, że Prawo i Sprawiedliwość „od lat działa pod wpływem rosyjskich interesów i rosyjskich wpływów”. W dalszej części swojej przemowy premier określił polityków Zjednoczonej Prawicy mianem „Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji”, odwołując się do słynnych słów Leszka Moczulskiego, który trzy dekady temu w Sejmie tak właśnie rozszyfrowywał skrót PZPR. Samo wystąpienie, notabene bardzo negatywnie ocenione przez Polaków (badanie IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że opinię szefa rządu podziela 29,8 proc. ankietowanych, 60 proc. się z nim nie zgadza, a 9,8 proc. pytanych nie ma zdania), jest kolejnym elementem strategii premiera narzucenia absolutnie fikcyjnej osi podziału na najbliższe wybory. 
 

„Kryminalizacja” opozycji

Strategia, którą opisywałem już na tych łamach, ma poprzez swoistą „kryminalizację” opozycji usprawiedliwiać brutalne działania rządu wobec niej oraz poprzez maksymalne podgrzewanie emocji społecznych mobilizować twardy elektorat obecnie rządzącej koalicji. Ma też, w dużej mierze, zwolnić Tuska z konieczności odpowiadania na kluczowe pytania: o stosunek do proponowanego modelu federalizacji UE, o politykę migracyjną czy o Zielony Ład i politykę klimatyczną Unii. Tu oczywiście pojawiają się pewne problemy. W końcu nie Jarosław Kaczyński, lecz Donald Tusk był nazywany przez rosyjskie media „naszym człowiekiem w Warszawie”, i to nie Jarosław Kaczyński, lecz Donald Tusk, realizował wątpliwą, z punktu widzenia polskich interesów, politykę „resetu z Rosją”. Politycy PiS-u byli wtedy oskarżani o rusofobię. Czy da się to tak szybko odwrócić? Cóż, w polskiej polityce (a zwłaszcza w jej propagandowej części) od dawna nie dba się o związki przyczynowo-skutkowe, licząc na krótką pamięć i braki w logicznym rozumowaniu elektoratu. Dodatkowo obecny rząd, mając ogromną przewagę medialną, może liczyć, że to jego narracja będzie odpowiednio wzmacniana i utrwalana. Z drugiej jednak strony – żyjemy w innej przestrzeni medialnej niż jeszcze 10 lat temu. Dzięki rozwojowi internetu dominacja przestrzeni publicznej przez jeden koncern medialny i narzucany przez niego przekaz jest już niemożliwa. Rządzącym może również zaszkodzić kolejna kwestia. Sprawę „resetu” próbowano po 2014 roku zamieść pod dywan. Nie odbyła się żadna debata, nie podjęto nawet próby (może poza zdawkowym: „Wszyscy tak wtedy robili”) wyjaśnienia tamtej polityki odbiorcom. Ograniczono się do udawania, że takiej polityki w zasadzie nigdy nie było. Dziś tamta postawa się może zemścić.
Ostatnią istotną kwestią jest to, że rządzący bardzo często przeceniają siłę oddziaływania mediów, w szczególności telewizji, na społeczeństwo. Politycy wyobrażają sobie, że widzowie to bierna masa, której telewizja „wkłada do głów”. Tymczasem widzowie, nawet ci o mniejszych kompetencjach kulturowych, najczęściej korzystają z telewizji inteligentnie. Podczas gdy politycy, nawet ci o większych kompetencjach kulturowych, często dają się nabrać. Telewizja istotnie „wkłada do głów”, tyle że nie widzom, ale politykom. Powstaje „obieg zamknięty”, w którym rządzący sami pozbawiają się szansy na feedback od rzeczywistości. Tak było w 2012 roku, gdy PO wpadła na pomysł wydłużenia wieku emerytalnego i wszystkie główne media... chwaliły ją za tę decyzję. Można powiedzieć, że rządzący uwierzyli w prawidłowość wykreowanego przez siebie świata, co okazało się mieć przykre dla nich konsekwencje. Nic nie wskazuje, by przyswoili sobie tę lekcję.

Po co im władza?

Jednak widowiskowe starcia obozu władzy z opozycją przysłaniają nam dużo poważniejszą kwestię. Absolutną doraźność i jałowość naszej krajowej polityki. Nie chodzi tu nawet o jałowość kampanii do Parlamentu Europejskiego czy o wcześniejszą jałowość kampanii samorządowej. Problem wydaje się poważniejszy. Polska polityka, po przejęciu władzy przez obecną ekipę, zrezygnowała z jakiejkolwiek misji modernizacyjnej. Donald Tusk nigdy takiej polityki nie lubił. W swoim drugim exposé w 2012 roku mówił: „Wierzę, że z tych małych celów, tych małych marzeń, tworzy się wielka wizja”. Rzeczywistość tak nie wygląda. Z małych marzeń tworzy się zawsze mała wizja, a wielkie marzenia tworzą wielkie wizje. Zresztą w polityce obecnego rządu trudno nawet te „małe marzenia” dostrzec. Kuriozalną krytykę projektu budowy CPK, jako rzekomo „PiS-owskiej gigantomanii”, zakończoną zablokowaniem przez obóz władzy całego projektu trudno postrzegać inaczej niż jako ograniczanie Polsce szans rozwoju. Czy w tym wypadku „małym marzeniem” jest to, co wyłania się z „memicznego” już wywiadu, którego Tomasz Szymczak, prezes lotniska w Modlinie, udzielił „Rzeczpospolitej”? We wspomnianej rozmowie, która dotyczyła planowanej rozbudowy lotniska w Modlinie, Szymczak mówił m.in.: „W planach jest [...] hotel 2–3-gwiazdkowy, stacja benzynowa z myjnią. Na parkingach długoterminowych działa już elektroniczna rezerwacja miejsc, a na tych bliżej terminala zamontujemy kilkanaście ładowarek do samochodów elektrycznych… To wszystko bez gigantomanii, ale i bez wstawania z kolan. To będzie normalny biznes z szacunkiem do pieniędzy”. Nawet jeśli uznamy (przed czym – muszę się przyznać – mam pewne opory), że to w istocie jest jakaś wizja rozwoju, to pozostaje pytanie, czy na właśnie taką wizję głosowali Polacy?

Innym istotnym problemem, którego przez pół roku nie poruszył rząd, jest pytanie o model wspólnoty, jaki chciałby budować. Konstytucja w pierwszych dwóch artykułach mówi o dobru wspólnym wszystkich obywatelach i o sprawiedliwości społecznej. Byłoby zdrowiej, nie tylko dla debaty publicznej, ale także dla tkanki społecznej, gdybyśmy sprzeczali się o interpretację tych pojęć. Co jest naszym dobrem wspólnym? Kim są „wszyscy obywatele” i co to znaczy być obywatelem? Jak realizować sprawiedliwość społeczną w trzeciej dekadzie XXI wieku? To ważne kwestie, z którymi PiS w czasie swoich rządów przynajmniej próbował się mierzyć. Pierwsza wersja „Nowego Ładu” (który potem został „Polskim Ładem”) była ambitną propozycją dużo bardziej zrównoważonego i sprawiedliwego rozwoju Polski. Później, gdy poprzedni rząd zaczął, niestety, ulegać rozmaitym naciskom, wyszedł z tego okrojony i pozbawiony pierwotnych ambicji projekt, który – co gorsza – ówcześni rządzący zaczęli promować neoliberalną narracją pt. „Obniżyliśmy wszystkim podatki”. W przypadku obecnego rządu nie widać jak na razie nawet szczątkowych ambicji. Ta intelektualna i duchowa pustka uprawianej polityki jest wręcz przytłaczająca.

Czytaj także: Niepozorny gigant wiary: 14. rocznica beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki

Czytaj także: Nie żyje żołnierz, który bronił granicy. Jest reakcja prezydenta Dudy

Inna polityka potrzebna od zaraz

Pewności, w jakim kierunku będzie podążać obecna ekipa – rzecz jasna – nie ma. Choć trudno tutaj o optymizm. Zarówno kolejne kampanie wyborcze, jak i okresy je poprzedzające upływają pod hasłem coraz brutalniejszych ataków na aktualną opozycję. Coraz trudniej znaleźć jakąkolwiek inną treść. Działacz społeczny Patryk Spaliński, przejrzał na portalu X profile kilku polityków rządzących ważnymi państwami europejskimi, a następnie porównał je z Polską. Jako czas trwania swoistego eksperymentu wyznaczył dwa tygodnie. W przypadku polityków rządzących w Niemczech zanotował 10 komunikatów prorozwojowych, 15 dotyczących polityki zagranicznej oraz 2, które oznaczył jako „inne”. W przypadku Francji było to 11 komunikatów prorozwojowych, 16 dotyczących polityki zagranicznej i 5 „innych”. W Wielkiej Brytanii 8 komunikatów prorozwojowych, 5 dotyczących polityki zagranicznej i 5 „innych”, z kolei w Hiszpanii 4 komunikaty prorozwojowe, 12 dotyczących polityki zagranicznej, 6 „innych” i 3 uderzające w przeciwników politycznych. Jak na tym tle prezentuje się Polska? Podczas swojego eksperymentu Spaliński zanotował: zero komunikatów prorozwojowych, 4 dotyczące polityki zagranicznej, 3 „inne” i aż 12 uderzających w przeciwników politycznych. Partia Razem, która ostatecznie nie weszła do rządu (choć zagłosowała za jego powstaniem), szła kiedyś do wyborów z hasłem: „Inna polityka jest możliwa”. Dziś, w coraz bardziej toksycznie spolaryzowanym kraju, warto sparafrazować to hasło i napisać: „Inna polityka jest konieczna”.
 


Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

POLECANE
Ani jednego więcej. W Warszawie odbyła się manifestacja solidarności z żołnierzami z ostatniej chwili
"Ani jednego więcej". W Warszawie odbyła się manifestacja solidarności z żołnierzami

W środę w Warszawie o godz. 18 rozpoczęła się manifestacja solidarności z żołnierzami broniących naszych granic "Ani jednego więcej".

Gdańsk: Baner o Zielonym Ładzie niezgodny, baner z Wojewódzkim zgodny z ostatniej chwili
Gdańsk: Baner o Zielonym Ładzie "niezgodny", baner z Wojewódzkim "zgodny"

Baner "Zatrzymaj Zielony Ład" na siedzibie NSZZ Solidarność w Gdańsku jest – według gdańskich władz – niezgodny z Uchwałą Krajobrazową Gdańska i nielegalny. Tymczasem wielkoformatowa reklama przedstawiająca Kubę Wojewódzkiego, która wisi na rusztowaniu budowlanym przy alei Grunwaldzkiej jest zgodna z przepisami uchwały.

Umowa USA z Ukrainą ws. bezpieczeństwa. Jest porozumienie z ostatniej chwili
Umowa USA z Ukrainą ws. bezpieczeństwa. Jest porozumienie

– Zakończyliśmy negocjacje z Ukrainą na temat dwustronnej umowy o bezpieczeństwie, a w czwartek we Włoszech dojdzie do podpisania jej przez prezydentów Joe Bidena i Wołodymyra Zełenskiego – ogłosił w środę doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan.

Holland uderza w Tuska: „Zobaczył polityczne złoto” z ostatniej chwili
Holland uderza w Tuska: „Zobaczył polityczne złoto”

Agnieszka Holland rozmawiała z Onetem. Zabrała głos ws. głośnych wydarzeń na granicy polsko-białoruskiej. Nie przebierając w słowach, uderzyła w premiera Donalda Tuska.

Protest na Uniwersytecie Warszawskim. Interweniowała policja z ostatniej chwili
Protest na Uniwersytecie Warszawskim. Interweniowała policja

Studenci Uniwersytetu Warszawskiego protestują od 24 maja w obronie Palestyny. Domagają się potępienia działań Izraela i zerwania współpracy z izraelskimi firmami i uniwersytetami. W środę na teren uczelni wkroczyła policja.

Pałac Buckingham. Sensacyjne doniesienia ws. Megan Markle z ostatniej chwili
Pałac Buckingham. Sensacyjne doniesienia ws. Megan Markle

Media obiegły sensacyjne doniesienia ws. Meghan Markle. Czy żona księcia Harry'ego skrywa ważny sekret?

Nie żyje jeden z najbogatszych Polaków. Jego przyjaciele zamieścili ważny apel z ostatniej chwili
Nie żyje jeden z najbogatszych Polaków. Jego przyjaciele zamieścili ważny apel

Nie żyje Jerzy Krzanowski, założyciel firmy Nowy Styl. Jego przyjaciele oraz współpracownicy z Nowego Stylu zamieścili oświadczenie.

Miedwiediew pokazał nową mapę Rosji. Burza w sieci z ostatniej chwili
Miedwiediew pokazał "nową mapę Rosji". Burza w sieci

Dmitrij Miedwiediew opublikował wideo z mapą, na której całe terytorium Ukrainy jest oznaczone jako rosyjskie, wywołując kontrowersje.

Burza w mediach. Wszystko przez niepokojące ujęcie gorące
Burza w mediach. Wszystko przez niepokojące ujęcie

W Indiach policja wydała niecodzienny komunikat, który zbiegał się do treści: „Proszę nie wierzyć w lamparta”. Wszystko przez burzę, która przetacza się przez tamtejsze media. O co chodzi?

Rozpadła się na kawałki. Dramat znanej aktorki z ostatniej chwili
"Rozpadła się na kawałki". Dramat znanej aktorki

Media obiegły niepokojące informacje dotyczące znanej aktorki i piosenkarki Jennifer Lopez. Okazuje się, że gwiazda ma przechodzić poważne problemy w swoim związku.

REKLAMA

Pół roku rządów i żadnych konkretów: czy doczekamy się w końcu wizji rozwoju Polski?

Chociaż rządząca koalicja sprawuje już władzę ponad pół roku, to rząd ciągle nie przedstawił żadnej własnej wizji modernizacji. Brak też choćby szczątkowo zarysowanego obrazu wspólnoty, jaką obecna ekipa chciałaby budować. Zamiast tego społeczeństwu musi wystarczyć jałowa plemienna nawalanka.
Donald Tusk Pół roku rządów i żadnych konkretów: czy doczekamy się w końcu wizji rozwoju Polski?
Donald Tusk / PAP/Paweł Supernak

Donald Tusk w bardzo agresywnym retorycznie wystąpieniu ogłosił z sejmowej trybuny, że Prawo i Sprawiedliwość „od lat działa pod wpływem rosyjskich interesów i rosyjskich wpływów”. W dalszej części swojej przemowy premier określił polityków Zjednoczonej Prawicy mianem „Płatni Zdrajcy Pachołki Rosji”, odwołując się do słynnych słów Leszka Moczulskiego, który trzy dekady temu w Sejmie tak właśnie rozszyfrowywał skrót PZPR. Samo wystąpienie, notabene bardzo negatywnie ocenione przez Polaków (badanie IBRiS dla „Rzeczpospolitej” pokazuje, że opinię szefa rządu podziela 29,8 proc. ankietowanych, 60 proc. się z nim nie zgadza, a 9,8 proc. pytanych nie ma zdania), jest kolejnym elementem strategii premiera narzucenia absolutnie fikcyjnej osi podziału na najbliższe wybory. 
 

„Kryminalizacja” opozycji

Strategia, którą opisywałem już na tych łamach, ma poprzez swoistą „kryminalizację” opozycji usprawiedliwiać brutalne działania rządu wobec niej oraz poprzez maksymalne podgrzewanie emocji społecznych mobilizować twardy elektorat obecnie rządzącej koalicji. Ma też, w dużej mierze, zwolnić Tuska z konieczności odpowiadania na kluczowe pytania: o stosunek do proponowanego modelu federalizacji UE, o politykę migracyjną czy o Zielony Ład i politykę klimatyczną Unii. Tu oczywiście pojawiają się pewne problemy. W końcu nie Jarosław Kaczyński, lecz Donald Tusk był nazywany przez rosyjskie media „naszym człowiekiem w Warszawie”, i to nie Jarosław Kaczyński, lecz Donald Tusk, realizował wątpliwą, z punktu widzenia polskich interesów, politykę „resetu z Rosją”. Politycy PiS-u byli wtedy oskarżani o rusofobię. Czy da się to tak szybko odwrócić? Cóż, w polskiej polityce (a zwłaszcza w jej propagandowej części) od dawna nie dba się o związki przyczynowo-skutkowe, licząc na krótką pamięć i braki w logicznym rozumowaniu elektoratu. Dodatkowo obecny rząd, mając ogromną przewagę medialną, może liczyć, że to jego narracja będzie odpowiednio wzmacniana i utrwalana. Z drugiej jednak strony – żyjemy w innej przestrzeni medialnej niż jeszcze 10 lat temu. Dzięki rozwojowi internetu dominacja przestrzeni publicznej przez jeden koncern medialny i narzucany przez niego przekaz jest już niemożliwa. Rządzącym może również zaszkodzić kolejna kwestia. Sprawę „resetu” próbowano po 2014 roku zamieść pod dywan. Nie odbyła się żadna debata, nie podjęto nawet próby (może poza zdawkowym: „Wszyscy tak wtedy robili”) wyjaśnienia tamtej polityki odbiorcom. Ograniczono się do udawania, że takiej polityki w zasadzie nigdy nie było. Dziś tamta postawa się może zemścić.
Ostatnią istotną kwestią jest to, że rządzący bardzo często przeceniają siłę oddziaływania mediów, w szczególności telewizji, na społeczeństwo. Politycy wyobrażają sobie, że widzowie to bierna masa, której telewizja „wkłada do głów”. Tymczasem widzowie, nawet ci o mniejszych kompetencjach kulturowych, najczęściej korzystają z telewizji inteligentnie. Podczas gdy politycy, nawet ci o większych kompetencjach kulturowych, często dają się nabrać. Telewizja istotnie „wkłada do głów”, tyle że nie widzom, ale politykom. Powstaje „obieg zamknięty”, w którym rządzący sami pozbawiają się szansy na feedback od rzeczywistości. Tak było w 2012 roku, gdy PO wpadła na pomysł wydłużenia wieku emerytalnego i wszystkie główne media... chwaliły ją za tę decyzję. Można powiedzieć, że rządzący uwierzyli w prawidłowość wykreowanego przez siebie świata, co okazało się mieć przykre dla nich konsekwencje. Nic nie wskazuje, by przyswoili sobie tę lekcję.

Po co im władza?

Jednak widowiskowe starcia obozu władzy z opozycją przysłaniają nam dużo poważniejszą kwestię. Absolutną doraźność i jałowość naszej krajowej polityki. Nie chodzi tu nawet o jałowość kampanii do Parlamentu Europejskiego czy o wcześniejszą jałowość kampanii samorządowej. Problem wydaje się poważniejszy. Polska polityka, po przejęciu władzy przez obecną ekipę, zrezygnowała z jakiejkolwiek misji modernizacyjnej. Donald Tusk nigdy takiej polityki nie lubił. W swoim drugim exposé w 2012 roku mówił: „Wierzę, że z tych małych celów, tych małych marzeń, tworzy się wielka wizja”. Rzeczywistość tak nie wygląda. Z małych marzeń tworzy się zawsze mała wizja, a wielkie marzenia tworzą wielkie wizje. Zresztą w polityce obecnego rządu trudno nawet te „małe marzenia” dostrzec. Kuriozalną krytykę projektu budowy CPK, jako rzekomo „PiS-owskiej gigantomanii”, zakończoną zablokowaniem przez obóz władzy całego projektu trudno postrzegać inaczej niż jako ograniczanie Polsce szans rozwoju. Czy w tym wypadku „małym marzeniem” jest to, co wyłania się z „memicznego” już wywiadu, którego Tomasz Szymczak, prezes lotniska w Modlinie, udzielił „Rzeczpospolitej”? We wspomnianej rozmowie, która dotyczyła planowanej rozbudowy lotniska w Modlinie, Szymczak mówił m.in.: „W planach jest [...] hotel 2–3-gwiazdkowy, stacja benzynowa z myjnią. Na parkingach długoterminowych działa już elektroniczna rezerwacja miejsc, a na tych bliżej terminala zamontujemy kilkanaście ładowarek do samochodów elektrycznych… To wszystko bez gigantomanii, ale i bez wstawania z kolan. To będzie normalny biznes z szacunkiem do pieniędzy”. Nawet jeśli uznamy (przed czym – muszę się przyznać – mam pewne opory), że to w istocie jest jakaś wizja rozwoju, to pozostaje pytanie, czy na właśnie taką wizję głosowali Polacy?

Innym istotnym problemem, którego przez pół roku nie poruszył rząd, jest pytanie o model wspólnoty, jaki chciałby budować. Konstytucja w pierwszych dwóch artykułach mówi o dobru wspólnym wszystkich obywatelach i o sprawiedliwości społecznej. Byłoby zdrowiej, nie tylko dla debaty publicznej, ale także dla tkanki społecznej, gdybyśmy sprzeczali się o interpretację tych pojęć. Co jest naszym dobrem wspólnym? Kim są „wszyscy obywatele” i co to znaczy być obywatelem? Jak realizować sprawiedliwość społeczną w trzeciej dekadzie XXI wieku? To ważne kwestie, z którymi PiS w czasie swoich rządów przynajmniej próbował się mierzyć. Pierwsza wersja „Nowego Ładu” (który potem został „Polskim Ładem”) była ambitną propozycją dużo bardziej zrównoważonego i sprawiedliwego rozwoju Polski. Później, gdy poprzedni rząd zaczął, niestety, ulegać rozmaitym naciskom, wyszedł z tego okrojony i pozbawiony pierwotnych ambicji projekt, który – co gorsza – ówcześni rządzący zaczęli promować neoliberalną narracją pt. „Obniżyliśmy wszystkim podatki”. W przypadku obecnego rządu nie widać jak na razie nawet szczątkowych ambicji. Ta intelektualna i duchowa pustka uprawianej polityki jest wręcz przytłaczająca.

Czytaj także: Niepozorny gigant wiary: 14. rocznica beatyfikacji ks. Jerzego Popiełuszki

Czytaj także: Nie żyje żołnierz, który bronił granicy. Jest reakcja prezydenta Dudy

Inna polityka potrzebna od zaraz

Pewności, w jakim kierunku będzie podążać obecna ekipa – rzecz jasna – nie ma. Choć trudno tutaj o optymizm. Zarówno kolejne kampanie wyborcze, jak i okresy je poprzedzające upływają pod hasłem coraz brutalniejszych ataków na aktualną opozycję. Coraz trudniej znaleźć jakąkolwiek inną treść. Działacz społeczny Patryk Spaliński, przejrzał na portalu X profile kilku polityków rządzących ważnymi państwami europejskimi, a następnie porównał je z Polską. Jako czas trwania swoistego eksperymentu wyznaczył dwa tygodnie. W przypadku polityków rządzących w Niemczech zanotował 10 komunikatów prorozwojowych, 15 dotyczących polityki zagranicznej oraz 2, które oznaczył jako „inne”. W przypadku Francji było to 11 komunikatów prorozwojowych, 16 dotyczących polityki zagranicznej i 5 „innych”. W Wielkiej Brytanii 8 komunikatów prorozwojowych, 5 dotyczących polityki zagranicznej i 5 „innych”, z kolei w Hiszpanii 4 komunikaty prorozwojowe, 12 dotyczących polityki zagranicznej, 6 „innych” i 3 uderzające w przeciwników politycznych. Jak na tym tle prezentuje się Polska? Podczas swojego eksperymentu Spaliński zanotował: zero komunikatów prorozwojowych, 4 dotyczące polityki zagranicznej, 3 „inne” i aż 12 uderzających w przeciwników politycznych. Partia Razem, która ostatecznie nie weszła do rządu (choć zagłosowała za jego powstaniem), szła kiedyś do wyborów z hasłem: „Inna polityka jest możliwa”. Dziś, w coraz bardziej toksycznie spolaryzowanym kraju, warto sparafrazować to hasło i napisać: „Inna polityka jest konieczna”.
 



Oceń artykuł
Wczytuję ocenę...

 

Polecane
Emerytury
Stażowe