Marian Baczal - od błyskotliwych tweetów do literackiego debiutu

– Często w książkach żyje się ciężko, ale koniec końców jednak da się wytrwać. Ja natomiast chciałem, żeby to już naprawdę był kres – mówi absolwent UJ, prawnik związany z branżą nowych technologii, autor mikrobloga na portalu X Marian Baczal w rozmowie z Krzysztofem Karnkowskim.
Książka,
Książka, "Źródło czerni" Mariana Baczala, zdjęcie podglądowe / Pixabay

– Jak to jest, przejść od czegoś, co można uznać za bardzo inteligentny, twitterowy żart, bo tak odbieram większość Twojej aktywności, do poważnego przedsięwzięcia, jakim jest wydanie książki?

– Trzeba zacząć od tego, że oczywiście wszystko jest na poważnie. Każdy tweet jest na poważnie, tak jak zawsze powtarzam, że to jest poważny mikroblog. Ale mówiąc zupełnie serio, książka też nie jest jakoś ekstremalnie poważna.

To nigdy nie miało być tak, że piszę poważną literaturę dla poważnych ludzi. To miała być zawsze literatura rozrywkowa. Wydaje mi się, że to się udało osiągnąć. A jak się to robi? Przede wszystkim trzeba najpierw napisać, to jest oczywiste, a potem zainteresować właściwego wydawcę

Jeżeli chcesz wydać postapokalipsę, to nie idziesz do wydawców wydających romantasy czy vice versa. Fajna przygoda na pewno, coś nowego dla mnie, bo wcześniej nie miałem okazji wydawać czegoś na poważnie, w poważnym wydawnictwie, takim, które już dość długo istnieje na rynku i ma swoją niszę. Było też istotne, że nie idę do wydawnictwa, które tak naprawdę jest jakimś zawoalowanym self-publishingiem. Warbook to jest już marka. Książka się fajnie sprzedaje, a to, że tutaj jestem, pokazuje, że ma swoich odbiorców.

– Znajduję u Ciebie to, co ja najbardziej lubię w polskiej fantastyce: trochę Jacka Dukaja, takiego napuszenia, przesytu intelektualnego. Widzę trochę poczucia humoru i dystansu w stylu Jacka Piekary, wreszcie sporo ducha Tomasza Kołodziejczaka i jego osadzonych w magicznej Polsce książek.

– Gdy ktoś, kto napisał książkę, słyszy porównania do Dukaja, Kołodziejczaka czy Piekary, czy kogokolwiek innego, kto już jest uznany, może tylko pochylić głowę, podziękować. Powiedzieć, że nie, wcale nie, że po twojej stronie to jest jakby zabawa, rozrywka, a tutaj mamy po przeciwnej stronie ligę mistrzów. Nie wiem, czy akurat nimi się jakoś szczególnie inspirowałem, ale czytałem ich dużo w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Z Piekary cenię „Przenajświętszą Rzeczpospolitą”, „Charakternika”. Cykl inkwizytorski jest najbardziej znany, ale bardziej bym się skłaniał ku innym jego książkom. A co do Dukaja, to jego światotwórstwo jest niedoścignionym wzorem i fajnie, że mnie z nim porównujesz, ale znajmy moje własne limity. Tak, żeby czytający nie przejechali się trochę: czytając Mariana Baczala, nie czytacie Dukaja, pamiętajcie, nie czytacie też Piekary, nie czytacie Kołodziejczaka ani wczesnego Ziemkiewicza, który niestety zostawił fantastykę na poczet innej literatury. Wielka szkoda, bo byłem fanem, choćby „Walca stulecia”. To książka rozrywkowa, będę się do tego ciągle odwoływał. Nie chcę robić wielkiego dzieła z czegoś, co wielkim dziełem nie jest. 

 

Marian Baczal o swojej książce

– Czy możesz w kilku zdaniach wprowadzić w świat „Źródła czerni” czytelników, którzy jeszcze się w ogóle nie zetknęli z tym tytułem?

To trochę perfidia z mojej strony, ale lubię to sprzedawać jako „steampunk noir eastern postapo z elementami fantasy”. Co, oczywiście, jest zrobieniem sobie żartu, bo to jest coś, co w zasadzie nie mówi nic. Tej postapokalipsy jest chyba najwięcej, chociaż też powiedzmy, że jest to taka późna postapokalipsa, to jest postpostapokalipsa. Coś się wydarzyło setki lat temu i teraz żyjemy sobie w świecie, który jakoś konsekwencje tego wydarzenia musi przetrawić

Jest kilka perspektyw. Polska oczywiście się pojawia, jak wspomniałeś, to jest taka magiczna Polska, podoba mi się to określenie. I w tej magicznej Polsce kilkoro bohaterów próbuje sobie poradzić z fenomenem zwanym czernią, taką specyficzną substancją, która pojawiła się, nie wiadomo skąd. Najprościej więc można byłoby powiedzieć, że rzeczywiście trochę z tego easternu tam jest, przynajmniej taka miała być stylizacja. Pojawia się postać osoby uzależnionej od tej czerni, która w wyniku pewnego splotu nieprzyjemnych okoliczności zostaje... No, jej były chłopak, narzeczony, mąż, już nie zdradzam kto, zostaje wysłany do miasta podziemnego, które zwie się Norą. Tam może objąć pozycję instygatora, czyli prokuratora. Mrugam okiem kilka razy, ale chyba w całej książce nie mówię do końca, jaka jest natura czerni. Zostawiam sobie furtkę. Nie wiem, czy będą kolejne tomy, ale furtka jest zawsze ważna, bo – jak wiadomo – czytelnicy najbardziej lubią dylogię. Od dylogii bardziej lubią trylogię i tak to leci aż do wielkiej serii, ale tego nie planujemy. Dodajmy, że okładka fajnie oddaje to, co jest w środku. Można kupować po okładce.

– Porównania do „Lodu” Jacka Dukaja pojawiły się już w jednej z recenzji, tylko u Ciebie zamiast lodu jest czerń, sadza, smog. Ktoś mógłby się pokusić o to, żeby to odczytać ekologicznie.

– Można nawet tak powiedzieć. Tu akurat wzoruję się na Brandonie Sandersonie, który zawsze powtarza, że w świecie, tym, który opisujemy, klimat, pogoda, kwestie żywiołów są nawet ważniejsze od wątków społeczno-politycznych. Jak budujesz planety, które istnieją w twojej wyobraźni, to ważniejsza jest struktura samej planety niż to, co ludzie potem na niej robią – państwa, polityka i tak dalej. Nie wiem, czy to akurat brzmi ekologicznie, natomiast chodziło mi o to, żeby ta postapokalipsa była rzeczywiście apokalipsą. Żeby tam trudno się żyło.

Często w książkach żyje się ciężko, ale koniec końców jednak da się wytrwać. Ja natomiast chciałem, żeby to już naprawdę był kres. Czy mi się to udało? Jak teraz na to patrzę, to myślę, że mogłem to zrobić jeszcze bardziej, bo społeczeństwo wciąż sobie w tym świecie całkiem nieźle radzi, ale to jest nauka na przyszłość, może na kolejny moment

 

Geografia imperium z książki "Źródło czerni"

– Porozmawiajmy teraz o geografii opisywanego przez Ciebie imperium. Jak powstało? Czy patrzyłeś na mapę, układając sobie tę Rzeczpospolitą, czy jej ułożenie ma głębsze racjonalne podstawy? 

– Zasadniczo tak. W pierwszych notatkach próbowałem sobie wyobrazić, że coś idzie ze wschodu. Czernia zaczęła atakować z północnego wschodu, więc automatycznie i racjonalnie ludzie zwiewają na dół, mówiąc kolokwialnie, na południe. I stąd jest to województwo krakowskie mocno przesunięte na południe, za Tatry, gdzieś tam położone na Słowacji, z tymczasową stolicą w Pożoni [spolszczona dawna węgierska nazwa Bratysławy – przyp. K.K.]. Jest to specyficzne imperium polskie składające się z Polski, która jest dość mocno przesunięta z północy na południe. I nie tylko z Polski.

– Dlaczego akurat Pożoń? 

– Z dwóch powodów. To po prostu fajnie brzmi, powiedźmy sobie szczerze, kojarzy mi się z pożogą i to jakby od razu mi kliknęło. I z przyczyn praktycznych, które wymieniłem – uciekając na południe, gdzieś się trzeba zatrzymać i tam odbudowywać powoli, powoli to, co się utraciło.

 

Doświadczenie literackie Mariana Baczala

– Na X przedstawiasz się jako „analityk, geostrateg, publicysta, poeta, prawnik, pisarz, reporter, filantrop, pasywista miejski, społecznik, apokaliptyczny neoreakcjonista”. Która z tych tożsamości jest ci najbliższa? 

– Teraz powinienem powiedzieć pewnie „pisarz”, ale w sumie po jednej wydanej książce byłoby to trochę na wyrost, więc powiem: prawnik. Biogram w książce zaczynam od: „Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego”, ale drugi jest prawnik. 

– Miałeś wcześniej jeszcze jedno poważne doświadczenie literackie w postaci książki „Gwiazda na Wschodzie”. 

Powieść historyczna o wyprawie trzech mędrców. To była jeszcze bardziej poważna książka, ale poległem. Poległem na samej wyprawie. O ile początek poszedł mi bardzo fajnie i wielu osobom się to podoba, a i koniec był całkiem niezły, totalnie poległem na środku, to znaczy na samym tym przejściu z punktu A do punktu B

Plan na to był taki, że główną częścią książki będzie ta podróż, niekoniecznie to, co się działo na początku i na końcu, tymczasem rozrosło się to do takich rozmiarów, że gdybym chciał zachować proporcje, książka by pewnie miała 800 stron. A tego intelektualnie nie jestem w stanie napisać w tym momencie. Po prostu brakuje mi wiedzy, ponieważ porywając się na książkę historyczną, potrzebujesz wiedzieć całkiem sporo i nie da się tego markować światotwórstwem. 

– Rzecz ukazała się na służącym publikacji autorskich treści, lecz znanym raczej z marnej literatury, portalu Wattpad. Skąd ta decyzja?

– Z tego, co pamiętam, to po prostu było już poddanie się. Wiedziałem, że ja tej książki nie skończę w sensownym terminie, i po prostu wrzuciłem to, co było napisane. Miałem potrzebę pokazania tego innym ludziom. Myślę, że to jest fajne, ten początek mi się wciąż podoba i może kiedyś do tego wrócę. Ale dużą część bym musiał po prostu przepisać. A tutaj już był zrobiony research, kupowałem książki na ten temat, czytałem całkiem sporo. Nawet korespondowałem z dwiema czy trzema osobami, które się rzeczywiście na tym temacie znają, zawodowo zajmują się tym rejonem i tym okresem historycznym. Ale to musiałoby być wymyślone na nowo, żeby ta podróż jako taka nie zajmowała czterystu stron. 

 

Działalność Baczala w mediach społecznościowych

– Pamiętam, że byłem trochę zaskoczony, znając Cię z twórczości twitterowej. Twittera prowadziłeś z przymrużeniem oka, a tutaj… bardzo poważna rzecz.

– To był pewien żart, że znasz mnie z działalności z psem Sworzniem i wrzucaniem „Psiego Patrolu”, po czym nagle dostajesz książkę historyczną, która jest pisana na serio. To było dla mnie też w jakiś sposób zabawne. Czy rzeczywiście tak było, to już tutaj każdy musi ocenić. I mówię: może kiedyś to dokończę, bo wracają do mnie czytelnicy. Nawet teraz, gdy „Źródło czerni” zostało wydane, parę osób pytało, kiedy skończę „Gwiazdę na wschodzie”.

– Wracając do „Źródła…”, mówiłeś, że sprzedaż jest satysfakcjonująca.

– Powiem tyle, że jest dobrze. Nie chcę tutaj szachować liczbami, no bo nie chcę stawiać wydawcy w trudnej sytuacji, natomiast jestem zadowolony, myślę, że wydawca też. Nie będzie tak, że rzucę pracę i zostanę pisarzem na pełen etat, ale karma dla psa będzie. 

– To jest najważniejsze. Niezła sprzedaż, ciepłe reakcje, zadowolony autor i wydawca. Czy w związku z tym planujesz kontynuację, czy raczej coś nowego? I czy w ogóle planujesz dalsze pisanie, czy nie? 

– Tak, ponieważ pisanie jest dla mnie jakby rozrywką i hobby, które mam od dawna, i w końcu udało się to hobby jakby wciągnąć na poważniejszy poziom – doprowadzić do wydania książki. A jeżeli chodzi o kontynuację, najpierw planowałem to zostawić.

Zawsze chciałem pisać jednotomówki, bo miałem zwykle taki problem, że gdy zaczynam coś pisać, to zamiast nowelę, piszę opowiadanie, zamiast opowiadania – powieść, a zamiast powieści zaczynam wymyślać dziesięciotomową serię. To problem każdego początkującego pisarza, więc chciałem to zamknąć w jednym tomie. Ale gdy chciałem to zamknąć w jednym tomie, to się odezwało bardzo dużo głosów, że tak nie można. Chodzi o to, że zakończenie, które tam jest, jest może nie tyle niesatysfakcjonujące, co pozwala na kontynuację

Ja się trochę przed tym broniłem. Ale porozmawiałem z wydawcą, z innymi ludźmi, zobaczyłem te liczby, które są na pewno satysfakcjonujące, i wiem, że kontynuacja będzie. Nie wiem tylko, kiedy, bo szczerze mówiąc, chciałbym się przenieść do innego świata, do innych opowieści. Zobaczymy. Na razie jestem w trakcie pierwszych koncepcji, także widzimy się za rok.

]Marian Baczal – absolwent UJ, prawnik związany z branżą nowych technologii, autor mikrobloga na portalu X, łączący geostrategiczną analizę z zamiłowaniem do polskiej fantastyki. Dumny mieszkaniec Małopolski, uzdolniony treser berneńskich psów pasterskich, entuzjasta pracy zdalnej i gier komputerowych.]


 

POLECANE
Komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców Dolnego Śląska

Od 31 sierpnia wchodzi jesienna korekta rozkładu Kolei Dolnośląskich – informuje serwis kolejedolnoslaskie.pl.

Po decyzji ws. 800 plus Ukrainiec groził Polakom podpaleniami. Został zatrzymany z ostatniej chwili
Po decyzji ws. 800 plus Ukrainiec groził Polakom podpaleniami. Został zatrzymany

Zatrzymano 29-letniego obywatela Ukrainy, który po decyzji ws. 800 plus groził Polakom podpaleniami. Straż Graniczna przekazała także, że zostanie skierowany wniosek o deportację.

Adam Niedzielski pobity. Jest decyzja sądu z ostatniej chwili
Adam Niedzielski pobity. Jest decyzja sądu

Siedlecki sąd zdecydował o aresztowaniu Aleksandra B. i Rafała G., podejrzanych o pobicie w środę byłego ministra zdrowia Adama Niedzielskiego – poinformowała w piątek rozgłośnia RMF FM.

Tak źle nie było od dawna. Niemcy z rekordowym bezrobociem z ostatniej chwili
Tak źle nie było od dawna. Niemcy z rekordowym bezrobociem

Rekordowe bezrobocie w Niemczech. Najnowszy odczyt mówi o 6,4%. Zauważono, że to najwyższy wynik od 15 lat.

IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka z ostatniej chwili
IMGW wydał komunikat. Oto co nas czeka

IMGW informuje, że nad kontynentem dominują układy niskiego ciśnienia znad Wysp Brytyjskich i Zatoki Fińskiej, a wraz z nimi fronty atmosferyczne.

Porażka Prokuratury Żurka przed Trybunałem Stanu z ostatniej chwili
Porażka Prokuratury Żurka przed Trybunałem Stanu

Trybunał Stanu miał rozstrzygać w przedmiocie wniosku Prokuratury Krajowej o uchyleniu immunitetu I Prezes Sądu Najwyższego prof. Małgorzaty Manowskiej. Jednak tak się nie stanie.

Pomnik Rzezi Wołyńskiej w Domostawie wychodzi z cienia tylko u nas
Pomnik Rzezi Wołyńskiej w Domostawie wychodzi z cienia

Jest letnie lipcowe popołudnie. Rok po poświęceniu i odsłonięciu pomnika „Rzeź Wołyńska”, który uchwałą Społecznego Komitetu Budowy stał się Narodowym Pomnikiem „Rzeź Wołyńska”, znów zbierają się setki ludzi. „Wyklęty” ten pomnik, obłożony szczelnie całunem zamilczenia, w wyniku nieprzewidzianego żadnym sondażem rezultatu prezydenckich wyborów, zaczął w ostatniej chwili przed lipcowymi uroczystościami wydobywać się z mgły infamii.

Fundacja im. Kamilka z Częstochowy: Weto prezydenta przywraca nadzieję z ostatniej chwili
Fundacja im. Kamilka z Częstochowy: Weto prezydenta przywraca nadzieję

– Decyzja Prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowaniu nowelizacji tzw. ustawy Kamilka przywraca nadzieję na realną ochronę najmłodszych przed przemocą i innymi zagrożeniami – ocenił prezes Fundacji im. Kamilka Mroza z Częstochowy Piotr Kucharczyk.

ZUS wydał pilny komunikat z ostatniej chwili
ZUS wydał pilny komunikat

Od 1 lipca do ZUS wpłynęło 2,8 mln wniosków o świadczenie 300+ z programu Dobry Start na ponad 4 mln uczniów. Przesłanie wniosku do 31 sierpnia gwarantuje wypłatę do końca września – informuje w komunikacie ZUS.

Lex Kamilek. Eksperci TVP wspierają weto prezydenta Nawrockiego z ostatniej chwili
"Lex Kamilek". Eksperci TVP wspierają weto prezydenta Nawrockiego

Prezydent zawetował nowelizację ustawy o ochronie małoletnich – tzw. lex Kamilek. Ekspert z Fundacji "Dajemy Dzieciom Siłę" oraz Rzecznik Praw Dziecka są zgodni – nowelizacja obniżała ochronę dzieci.

REKLAMA

Marian Baczal - od błyskotliwych tweetów do literackiego debiutu

– Często w książkach żyje się ciężko, ale koniec końców jednak da się wytrwać. Ja natomiast chciałem, żeby to już naprawdę był kres – mówi absolwent UJ, prawnik związany z branżą nowych technologii, autor mikrobloga na portalu X Marian Baczal w rozmowie z Krzysztofem Karnkowskim.
Książka,
Książka, "Źródło czerni" Mariana Baczala, zdjęcie podglądowe / Pixabay

– Jak to jest, przejść od czegoś, co można uznać za bardzo inteligentny, twitterowy żart, bo tak odbieram większość Twojej aktywności, do poważnego przedsięwzięcia, jakim jest wydanie książki?

– Trzeba zacząć od tego, że oczywiście wszystko jest na poważnie. Każdy tweet jest na poważnie, tak jak zawsze powtarzam, że to jest poważny mikroblog. Ale mówiąc zupełnie serio, książka też nie jest jakoś ekstremalnie poważna.

To nigdy nie miało być tak, że piszę poważną literaturę dla poważnych ludzi. To miała być zawsze literatura rozrywkowa. Wydaje mi się, że to się udało osiągnąć. A jak się to robi? Przede wszystkim trzeba najpierw napisać, to jest oczywiste, a potem zainteresować właściwego wydawcę

Jeżeli chcesz wydać postapokalipsę, to nie idziesz do wydawców wydających romantasy czy vice versa. Fajna przygoda na pewno, coś nowego dla mnie, bo wcześniej nie miałem okazji wydawać czegoś na poważnie, w poważnym wydawnictwie, takim, które już dość długo istnieje na rynku i ma swoją niszę. Było też istotne, że nie idę do wydawnictwa, które tak naprawdę jest jakimś zawoalowanym self-publishingiem. Warbook to jest już marka. Książka się fajnie sprzedaje, a to, że tutaj jestem, pokazuje, że ma swoich odbiorców.

– Znajduję u Ciebie to, co ja najbardziej lubię w polskiej fantastyce: trochę Jacka Dukaja, takiego napuszenia, przesytu intelektualnego. Widzę trochę poczucia humoru i dystansu w stylu Jacka Piekary, wreszcie sporo ducha Tomasza Kołodziejczaka i jego osadzonych w magicznej Polsce książek.

– Gdy ktoś, kto napisał książkę, słyszy porównania do Dukaja, Kołodziejczaka czy Piekary, czy kogokolwiek innego, kto już jest uznany, może tylko pochylić głowę, podziękować. Powiedzieć, że nie, wcale nie, że po twojej stronie to jest jakby zabawa, rozrywka, a tutaj mamy po przeciwnej stronie ligę mistrzów. Nie wiem, czy akurat nimi się jakoś szczególnie inspirowałem, ale czytałem ich dużo w latach dziewięćdziesiątych i dwutysięcznych. Z Piekary cenię „Przenajświętszą Rzeczpospolitą”, „Charakternika”. Cykl inkwizytorski jest najbardziej znany, ale bardziej bym się skłaniał ku innym jego książkom. A co do Dukaja, to jego światotwórstwo jest niedoścignionym wzorem i fajnie, że mnie z nim porównujesz, ale znajmy moje własne limity. Tak, żeby czytający nie przejechali się trochę: czytając Mariana Baczala, nie czytacie Dukaja, pamiętajcie, nie czytacie też Piekary, nie czytacie Kołodziejczaka ani wczesnego Ziemkiewicza, który niestety zostawił fantastykę na poczet innej literatury. Wielka szkoda, bo byłem fanem, choćby „Walca stulecia”. To książka rozrywkowa, będę się do tego ciągle odwoływał. Nie chcę robić wielkiego dzieła z czegoś, co wielkim dziełem nie jest. 

 

Marian Baczal o swojej książce

– Czy możesz w kilku zdaniach wprowadzić w świat „Źródła czerni” czytelników, którzy jeszcze się w ogóle nie zetknęli z tym tytułem?

To trochę perfidia z mojej strony, ale lubię to sprzedawać jako „steampunk noir eastern postapo z elementami fantasy”. Co, oczywiście, jest zrobieniem sobie żartu, bo to jest coś, co w zasadzie nie mówi nic. Tej postapokalipsy jest chyba najwięcej, chociaż też powiedzmy, że jest to taka późna postapokalipsa, to jest postpostapokalipsa. Coś się wydarzyło setki lat temu i teraz żyjemy sobie w świecie, który jakoś konsekwencje tego wydarzenia musi przetrawić

Jest kilka perspektyw. Polska oczywiście się pojawia, jak wspomniałeś, to jest taka magiczna Polska, podoba mi się to określenie. I w tej magicznej Polsce kilkoro bohaterów próbuje sobie poradzić z fenomenem zwanym czernią, taką specyficzną substancją, która pojawiła się, nie wiadomo skąd. Najprościej więc można byłoby powiedzieć, że rzeczywiście trochę z tego easternu tam jest, przynajmniej taka miała być stylizacja. Pojawia się postać osoby uzależnionej od tej czerni, która w wyniku pewnego splotu nieprzyjemnych okoliczności zostaje... No, jej były chłopak, narzeczony, mąż, już nie zdradzam kto, zostaje wysłany do miasta podziemnego, które zwie się Norą. Tam może objąć pozycję instygatora, czyli prokuratora. Mrugam okiem kilka razy, ale chyba w całej książce nie mówię do końca, jaka jest natura czerni. Zostawiam sobie furtkę. Nie wiem, czy będą kolejne tomy, ale furtka jest zawsze ważna, bo – jak wiadomo – czytelnicy najbardziej lubią dylogię. Od dylogii bardziej lubią trylogię i tak to leci aż do wielkiej serii, ale tego nie planujemy. Dodajmy, że okładka fajnie oddaje to, co jest w środku. Można kupować po okładce.

– Porównania do „Lodu” Jacka Dukaja pojawiły się już w jednej z recenzji, tylko u Ciebie zamiast lodu jest czerń, sadza, smog. Ktoś mógłby się pokusić o to, żeby to odczytać ekologicznie.

– Można nawet tak powiedzieć. Tu akurat wzoruję się na Brandonie Sandersonie, który zawsze powtarza, że w świecie, tym, który opisujemy, klimat, pogoda, kwestie żywiołów są nawet ważniejsze od wątków społeczno-politycznych. Jak budujesz planety, które istnieją w twojej wyobraźni, to ważniejsza jest struktura samej planety niż to, co ludzie potem na niej robią – państwa, polityka i tak dalej. Nie wiem, czy to akurat brzmi ekologicznie, natomiast chodziło mi o to, żeby ta postapokalipsa była rzeczywiście apokalipsą. Żeby tam trudno się żyło.

Często w książkach żyje się ciężko, ale koniec końców jednak da się wytrwać. Ja natomiast chciałem, żeby to już naprawdę był kres. Czy mi się to udało? Jak teraz na to patrzę, to myślę, że mogłem to zrobić jeszcze bardziej, bo społeczeństwo wciąż sobie w tym świecie całkiem nieźle radzi, ale to jest nauka na przyszłość, może na kolejny moment

 

Geografia imperium z książki "Źródło czerni"

– Porozmawiajmy teraz o geografii opisywanego przez Ciebie imperium. Jak powstało? Czy patrzyłeś na mapę, układając sobie tę Rzeczpospolitą, czy jej ułożenie ma głębsze racjonalne podstawy? 

– Zasadniczo tak. W pierwszych notatkach próbowałem sobie wyobrazić, że coś idzie ze wschodu. Czernia zaczęła atakować z północnego wschodu, więc automatycznie i racjonalnie ludzie zwiewają na dół, mówiąc kolokwialnie, na południe. I stąd jest to województwo krakowskie mocno przesunięte na południe, za Tatry, gdzieś tam położone na Słowacji, z tymczasową stolicą w Pożoni [spolszczona dawna węgierska nazwa Bratysławy – przyp. K.K.]. Jest to specyficzne imperium polskie składające się z Polski, która jest dość mocno przesunięta z północy na południe. I nie tylko z Polski.

– Dlaczego akurat Pożoń? 

– Z dwóch powodów. To po prostu fajnie brzmi, powiedźmy sobie szczerze, kojarzy mi się z pożogą i to jakby od razu mi kliknęło. I z przyczyn praktycznych, które wymieniłem – uciekając na południe, gdzieś się trzeba zatrzymać i tam odbudowywać powoli, powoli to, co się utraciło.

 

Doświadczenie literackie Mariana Baczala

– Na X przedstawiasz się jako „analityk, geostrateg, publicysta, poeta, prawnik, pisarz, reporter, filantrop, pasywista miejski, społecznik, apokaliptyczny neoreakcjonista”. Która z tych tożsamości jest ci najbliższa? 

– Teraz powinienem powiedzieć pewnie „pisarz”, ale w sumie po jednej wydanej książce byłoby to trochę na wyrost, więc powiem: prawnik. Biogram w książce zaczynam od: „Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego”, ale drugi jest prawnik. 

– Miałeś wcześniej jeszcze jedno poważne doświadczenie literackie w postaci książki „Gwiazda na Wschodzie”. 

Powieść historyczna o wyprawie trzech mędrców. To była jeszcze bardziej poważna książka, ale poległem. Poległem na samej wyprawie. O ile początek poszedł mi bardzo fajnie i wielu osobom się to podoba, a i koniec był całkiem niezły, totalnie poległem na środku, to znaczy na samym tym przejściu z punktu A do punktu B

Plan na to był taki, że główną częścią książki będzie ta podróż, niekoniecznie to, co się działo na początku i na końcu, tymczasem rozrosło się to do takich rozmiarów, że gdybym chciał zachować proporcje, książka by pewnie miała 800 stron. A tego intelektualnie nie jestem w stanie napisać w tym momencie. Po prostu brakuje mi wiedzy, ponieważ porywając się na książkę historyczną, potrzebujesz wiedzieć całkiem sporo i nie da się tego markować światotwórstwem. 

– Rzecz ukazała się na służącym publikacji autorskich treści, lecz znanym raczej z marnej literatury, portalu Wattpad. Skąd ta decyzja?

– Z tego, co pamiętam, to po prostu było już poddanie się. Wiedziałem, że ja tej książki nie skończę w sensownym terminie, i po prostu wrzuciłem to, co było napisane. Miałem potrzebę pokazania tego innym ludziom. Myślę, że to jest fajne, ten początek mi się wciąż podoba i może kiedyś do tego wrócę. Ale dużą część bym musiał po prostu przepisać. A tutaj już był zrobiony research, kupowałem książki na ten temat, czytałem całkiem sporo. Nawet korespondowałem z dwiema czy trzema osobami, które się rzeczywiście na tym temacie znają, zawodowo zajmują się tym rejonem i tym okresem historycznym. Ale to musiałoby być wymyślone na nowo, żeby ta podróż jako taka nie zajmowała czterystu stron. 

 

Działalność Baczala w mediach społecznościowych

– Pamiętam, że byłem trochę zaskoczony, znając Cię z twórczości twitterowej. Twittera prowadziłeś z przymrużeniem oka, a tutaj… bardzo poważna rzecz.

– To był pewien żart, że znasz mnie z działalności z psem Sworzniem i wrzucaniem „Psiego Patrolu”, po czym nagle dostajesz książkę historyczną, która jest pisana na serio. To było dla mnie też w jakiś sposób zabawne. Czy rzeczywiście tak było, to już tutaj każdy musi ocenić. I mówię: może kiedyś to dokończę, bo wracają do mnie czytelnicy. Nawet teraz, gdy „Źródło czerni” zostało wydane, parę osób pytało, kiedy skończę „Gwiazdę na wschodzie”.

– Wracając do „Źródła…”, mówiłeś, że sprzedaż jest satysfakcjonująca.

– Powiem tyle, że jest dobrze. Nie chcę tutaj szachować liczbami, no bo nie chcę stawiać wydawcy w trudnej sytuacji, natomiast jestem zadowolony, myślę, że wydawca też. Nie będzie tak, że rzucę pracę i zostanę pisarzem na pełen etat, ale karma dla psa będzie. 

– To jest najważniejsze. Niezła sprzedaż, ciepłe reakcje, zadowolony autor i wydawca. Czy w związku z tym planujesz kontynuację, czy raczej coś nowego? I czy w ogóle planujesz dalsze pisanie, czy nie? 

– Tak, ponieważ pisanie jest dla mnie jakby rozrywką i hobby, które mam od dawna, i w końcu udało się to hobby jakby wciągnąć na poważniejszy poziom – doprowadzić do wydania książki. A jeżeli chodzi o kontynuację, najpierw planowałem to zostawić.

Zawsze chciałem pisać jednotomówki, bo miałem zwykle taki problem, że gdy zaczynam coś pisać, to zamiast nowelę, piszę opowiadanie, zamiast opowiadania – powieść, a zamiast powieści zaczynam wymyślać dziesięciotomową serię. To problem każdego początkującego pisarza, więc chciałem to zamknąć w jednym tomie. Ale gdy chciałem to zamknąć w jednym tomie, to się odezwało bardzo dużo głosów, że tak nie można. Chodzi o to, że zakończenie, które tam jest, jest może nie tyle niesatysfakcjonujące, co pozwala na kontynuację

Ja się trochę przed tym broniłem. Ale porozmawiałem z wydawcą, z innymi ludźmi, zobaczyłem te liczby, które są na pewno satysfakcjonujące, i wiem, że kontynuacja będzie. Nie wiem tylko, kiedy, bo szczerze mówiąc, chciałbym się przenieść do innego świata, do innych opowieści. Zobaczymy. Na razie jestem w trakcie pierwszych koncepcji, także widzimy się za rok.

]Marian Baczal – absolwent UJ, prawnik związany z branżą nowych technologii, autor mikrobloga na portalu X, łączący geostrategiczną analizę z zamiłowaniem do polskiej fantastyki. Dumny mieszkaniec Małopolski, uzdolniony treser berneńskich psów pasterskich, entuzjasta pracy zdalnej i gier komputerowych.]



 

Polecane
Emerytury
Stażowe