Joanna Opozda: Wybrała mnie Brigitte Bardot

– Na początku Bardot nie wyraziła zgody na to, żeby ktoś mógł ją zagrać. Powiedziała, że nie po to zrezygnowała z kina, żeby teraz ktoś ją odgrywał. Po pierwsze – chciała mieć wpływ na sceny, w których aktorka wcieli się w nią samą. Po drugie – musi osobiście zaakceptować aktorkę. Zaczęły się poszukiwania. Była nawet kandydatura Claudii Schiffer. Bardot ją odrzuciła, mówiąc, że modelki są zbyt sztywne i nie chce, żeby w jej rolę wcieliła się modelka. Ostatecznie Bardot obejrzała moje zdjęcia próbne i powiedziała, że to ja mogę ją zagrać. To ogromne wyróżnienie – mówi Joanna Opozda, aktorka, w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
/ fot. Wikimedia Commons/Fryta73

− Którego polskiego dziennikarza albo dziennikarkę chciałabyś zamienić w świnię?

− (śmiech) Staram się dobrze żyć z dziennikarzami. Nie ma takiej osoby w mediach, której nie lubię. Chociaż zdarzały się złośliwości ze strony dziennikarzy. Dziennikarze, którzy mnie krytykują, podpisują się zwykle pseudonimami. Nawet nie wiem, jak oni się nazywają. I nie chce mi się wnikać w ich personalia. Na szczęście złość na media szybko mi przechodzi i się nie obrażam na dziennikarzy.

− Jesteś zadowolona z medialnych publikacji na swój temat?

− Odkąd zostałam matką, to bardzo przewartościowało się moje życie. Staram się nie zawracać głowy medialnymi publikacjami. Co prawda jest bardzo dużo przekłamań na mój temat, ale nie mam czasu się tym zajmować. Nie przeżywam tego tak jak kiedyś. Jedynie po narodzinach Vincenta było mi trudno, nie mogłam spokojnie wyjść z domu. Kiedy już wyszłam, w mediach od razu były publikowane moje zdjęcia z wózkiem. Niedawno obejrzałam wywiad z Brigitte Bardot, którą gram w najnowszym filmie Lecha Majewskiego „Brigitte Bardot cudowna”. Aktorka w rozmowie opowiadała o swoich doświadczeniach. Kiedy urodziła syna, pod jej domem od rana do nocy koczowali dziennikarze i paparazzi. Byli tak złośliwi, że wynajmowali apartamenty naprzeciwko jej mieszkania. Z tego powodu przez kilka miesięcy nie odsłaniała kotar w swoich oknach. Pomijając narodziny jej syna, miała tak przez całe życie.

− Jak sobie radzić psychicznie w takich sytuacjach?

– Każdy ma swoją drogę. Ja zaczęłam psychoterapię. Ogromną siłę czerpię z macierzyństwa. Moje dziecko jest moją iskierką. Przełomowym momentem był czas, kiedy mój synek wylądował w szpitalu. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie ma nic ważniejszego niż zdrowie, szczęście i spokój rodziny. Paradoksalnie to właśnie w tamtym trudnym momencie odnalazłam w sobie najwięcej siły.

− W filmie „Brigitte Bardot cudowna” masz kwestie wyłącznie w języku angielskim i francuskim. Jestem pozytywnie zaskoczony Twoją znajomością języka znad Sekwany. Uczyłaś się wcześniej języka francuskiego?

– Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tym językiem, dlatego uczyłam się go fonetycznie. To było ogromne wyzwanie. O wiele prościej nagrywało mi się sceny po angielsku, bo ten język znam. Jedyną trudnością w języku angielskim był francuski akcent, którego również musiałam się nauczyć.

− Brigitte Bardot kocha zwierzęta, a Ty?

– Kto mnie zna, ten wie, że mam bzika na punkcie zwierząt. W wieku ok. 7-8 lat usłyszałam o Bardot. Dowiedziałam się również, że sławę przekuła w pomoc zwierzętom. Zaczęłam marzyć o podobnej ścieżce kariery. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła sobie pozwolić na więcej zwierząt w swoim domu, tymczasem jestem właścicielką szpica miniaturowego – Marilyn.

− A skoro już wywołałaś imię Marilyn, chciałabyś kiedyś zagrać Marilyn Monroe?

− O Monroe pisałam pracę magisterską. Uważam, że Marilyn była genialną, ale niedocenioną aktorką dramatyczną. Widziałam najnowszy film „Blondynka” w reżyserii Andrew Dominika. Czytałam książkę, na podstawie której został zrealizowany film. Mało kto wie, że to fikcja literacka, i nad tym właśnie trochę ubolewam, bo jest tam wiele przekłamań. Uważam jednak, że Ana de Armas zagrała świetnie i przypuszczam, że otrzyma Oscara. A czy ja chciałabym zagrać Marilyn? Pewnie, że tak (śmiech).

− Wracając do Brigitte Bardot, trzeba pamiętać, że to aktorka zdecydowała w trakcie rozmowy z Lechem Majewskim, że to Ty masz ją zagrać. Jaka była Twoja reakcja na tę przełomową wiadomość?

− Doskonale pamiętam ten moment. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu zawodowym. Wracałam wtedy z planu zdjęciowego z Wrocławia i zadzwonił do mnie Lech. W tamtym momencie wiedziałam już, że mam grać Bardot. Nie wiedziałam natomiast, że jeżeli gra się osobę żyjącą, to potrzebna jest jej akceptacja. Na początku Bardot nie wyraziła zgody na to, żeby ktoś mógł ją zagrać, powiedziała, że nie po to zrezygnowała z kina, żeby teraz ktoś ją odgrywał. Finalnie zgodziła się, ale miała kilka warunków. Po pierwsze – chciała mieć wpływ na sceny, w których aktorka wcieli się w nią samą. Po drugie – musi osobiście zaakceptować aktorkę. Zaczęły się poszukiwania. Była nawet kandydatura Claudii Schiffer. Bardot ją odrzuciła, mówiąc, że modelki są zbyt sztywne i nie chce, żeby w jej rolę wcieliła się modelka. Ostatecznie obejrzała moje zdjęcia próbne i powiedziała, że to ja mogę ją zagrać. To ogromne wyróżnienie. Lech śmieje się, że zostałam „namaszczona” przez samą Brigitte Bardot.

− O czym marzyłaś, będąc dzieckiem?

− Marzyłam o aktorstwie. I cieszę się, że moje marzenia się zrealizowały. Jako dziecko bawiłam się w reżyserkę. Reżyserowałam moje rodzeństwo. Wystawiałam sztuki dla rodziny. Zapisałam się do kółka teatralnego. Jeździłam na konkursy recytatorskie. Pamiętam, jak na jednym z konkursów zaczepił mnie jakiś aktor i powiedział mi, że sama również mam szansę zostać aktorką. Te słowa dodały mi skrzydeł. Ktoś we mnie uwierzył. Potem poszłam do liceum i wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Na chwilę odeszłam od swoich aktorskich marzeń, żeby pod koniec liceum znowu do nich powrócić.

− A jakie formy sztuki miały wpływ na Twoje dzieciństwo?

− Uwielbiałam „Harry’ego Pottera”. To był mój świat. Pamiętam, jak dostałam pierwszą książkę w podstawówce. Przeczytałam ją w jedną noc. Nie mogłam zasnąć. Do dziś jestem maniaczką „Pottera”. Na planie „Brigitte Bardot cudowna” czułam się trochę jak w Hogwarcie, bo część zdjęć realizowaliśmy w Zamku Książ.

− Do czyjego świata chciałabyś się przenieść, jak główny bohater filmu „Brigitte Bardot cudowna”?

− Pierwsza moja myśl to Marilyn Monroe. To zagadkowa postać, którą chciałabym poznać. Nikt do końca nie wie, jaka ona była i dlaczego właściwie zmarła tak młodo…

− Czyli uwielbiasz vintage?

− Zdecydowanie! Uwielbiam filmy, które pokazują, jak było w latach 50. i 60. XX wieku.

− Jakiej muzyki słuchasz najczęściej?

− Nie słucham radia. Często lecą kawałki, które mnie drażnią. Nie lubię disco polo i nie rozumiem fenomenu tej muzyki. Słucham m.in. polskiego rapu.

− To mnie zaskoczyłaś.

− Bardzo lubię stare kawałki. Obecnie systematycznie sprawdzam playlisty, żeby wiedzieć, co w trawie piszczy.

− Jakich raperów słuchasz?

– Pezeta. Słucham go od 16. roku życia. Uwielbiam PRO8L3M. Znam ich kawałki na pamięć. Cenię sobie również klasykę, Paktofonike, O.S.T.R. itd.

− Jak wygląda sprawa z pozwem rozwodowym przeciwko Antkowi Królikowskiemu?

− Pozew rozwodowy jest. Czekam cały czas na pierwszą rozprawę. A jak wiesz, bardzo długo się na nie czeka.

− Jak kształtują się obecnie Twoje relacje z rodziną Antka?

− Tego tematu nie chcę poruszać.

− Jak współpracowało się z Lechem Majewskim?

− Lech pracuje inaczej niż inni twórcy filmowi.

− W jaki sposób?

− Jest malarzem. Tworząc filmy, myśli obrazem i patrzy na nie całościowo. Jako aktorka skupiam się na psychologii postaci i szukam w niej prawdy. Lech powiedział mi przed początkiem naszej pracy, żebym zagrała tak jak na castingu. Nie otrzymywałam od niego zbyt dużo uwag. Warto podkreślić, że w scenariuszu od Lecha były piękne szkice i ilustracje scen. Z czymś takim nigdy wcześniej się nie spotkałam. Była tam narysowana m.in. scena z dziennikarzem, do której nawiązałeś na początku naszej rozmowy.

− Nie uważasz, że za mało jest Ciebie w filmie Majewskiego?

− Parę osób już mi to powiedziało (śmiech). Jest to bardzo miłe i cieszę się, że moja rola utkwiła widzom w pamięci. Pamiętaj, że to nie ja odpowiadam za scenariusz, tylko Lech Majewski. Moja postać jest tytułowa i drugoplanowa.

− Jakie filmy będziesz prezentować Vincentowi od najmłodszych lat?

– Na pewno będę chciała pokazać mu moje ulubione filmy. Jak będzie starszy, podsunę mu „Harry’ego Pottera”. Chociaż uważam, że książki są zdecydowanie lepsze. Już teraz staram się z Vincentem chodzić na różne wystawy, i pokazywać mu świat. Ostatnio byliśmy w Muzeum Narodowym w Warszawie na Witkacym. Unikamy telewizji, bo to nie jest wskazane przy takich maluszkach.

− Czytasz komentarze na swój temat?

− Czasem czytam. Widzę, co się dzieje na profilach w mediach społecznościowych. Cieszę się, że miałam wsparcie od wielu osób. Jednak nie chcę odpowiadać na komentarze w internecie. Zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach można kupić farmę trolli, która pisze same „hejty” na dany temat, więc przeważnie nie zawracam sobie tym głowy.

− Masz jakieś rady dla rodziców, którzy samotnie wychowują dzieci?

– Emocje są złym doradcą. Jeżeli miałabym coś doradzić, to przede wszystkim trzeba sobie dać czas, bo bardzo dużo głupich rzeczy możemy zrobić pod wpływem emocji. Sama w pewnych momentach miałam ochotę krzyczeć, ale zaciskałam zęby. Wracając do rad dla samotnych mam, odezwało się do mnie mnóstwo kobiet. Każdą z nich darzę olbrzymim szacunkiem, próbowałam z niektórymi korespondować w miarę możliwości.

−Może załóż fundację?

− Może kiedyś.

− Poza filmem „Brigitte Bardot cudowna” gdzie można Cię zobaczyć?

− Już za chwilę zaczynam zdjęcia do nowego filmu. Czarna komedia w reżyserii Szymona Gonery.

− Byłabyś w stanie porzucić aktorstwo i utrzymywać się wyłącznie z mediów społecznościowych?

− Nie. Obecnie nie wyobrażam sobie porzucić aktorstwa. Są różne momenty, jednak aktorstwo to zawód fascynujący. Patrzę na niego z wdzięcznością. Grając, mam szansę poznawać ciekawych ludzi, przeżywać cudowne przygody, a przede wszystkim mogę się rozwijać artystycznie. Nie ma czasu na stagnację i na nudę.

− Wróciłabyś do modelingu?

− Czasami uczestniczę w jakichś sesjach zdjęciowych, ale pamiętaj, że ja mam już swoje lata (śmiech).

− Można mówić o przyjaźniach w polskim show biznesie?

− Tak. Jednak cieszę się, że mam prawdziwych przyjaciół spoza show biznesu, których znam już od najmłodszych lat. Są dla mnie ogromnym wsparciem. Takie długoletnie przyjaźnie cenię sobie najbardziej. A wracając do twojego pytania, to świetnym przykładem „showbiznesowej przyjaźni” jest Mateusz Banasiuk, na którym zawsze mogę polegać.

− Kogo chciałabyś zagrać w przyszłości?

– Mam wiele marzeń i planów. Gdzieś przeczytałam, że jestem brana pod uwagę do roli Magdy Gessler. To by było coś!

− Czujesz, że rola Brigitte Bardot będzie przełomowa w Twojej karierze aktorskiej?

− Nie myślę o tym. Nie podchodzę do tego w ten sposób. Każda rola może być ważna i przełomowa.

Tekst pochodzi z 1 (1771) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
Gen. Dariusz Wroński: Sprzętu z SAFE nie ma z czym zintegrować, jest z innej epoki gorące
Gen. Dariusz Wroński: Sprzętu z SAFE nie ma z czym zintegrować, jest z innej epoki

„Pożyczka na cudze interesy, czyli jak zadłużyć Polskę, żeby NIE zwiększyć jej bezpieczeństwa… Są decyzje złe i są decyzje strategicznie głupie. Zaciąganie wielomiliardowej pożyczki w ramach programu SAFE na sprzęt, którego Polska nie potrzebuje, nie używa i nie ma z czym zintegrować, należy do tej drugiej kategorii!” - ocenił gen. bryg. pilot r. Dariusz Wroński na platformie X.

Axios: USA i Iran stoją na krawędzi wojny gorące
Axios: USA i Iran stoją na krawędzi wojny

Portal Axios napisał w środę o sześciu okolicznościach, które świadczą o tym, że USA i Iran stoją na krawędzi wojny. Serwis wymienił wśród nich trwający od dawna spór dotyczący irańskiego programu nuklearnego, zabicie tysięcy demonstrantów przez irańskie władze oraz przeświadczenie o słabości reżimu w Teheranie.

Unijne instytucje manipulują ws. uruchomienia ETS2. Rada UE wydała komunikat tylko u nas
Unijne instytucje manipulują ws. uruchomienia ETS2. Rada UE wydała komunikat

Rada (na szczeblu ambasadorów UE) przyjęła dziś swoje stanowisko w sprawie ukierunkowanej zmiany rezerwy stabilności rynku dla nowego systemu handlu emisjami dla budynków, transportu drogowego i innych sektorów (ETS2).

Polskę 2050 spotkało to samo co Polskę tylko u nas
Polskę 2050 spotkało to samo co Polskę

W polityce najgorsza jest naiwność. Drugie najgorsze jest zdziwienie. Dziś wielu przeciera oczy, patrząc na rozłam w Polska 2050 i powstanie klubu „Centrum”. A przecież to było do przewidzenia. Polskę 2050 spotkało dokładnie to samo, co – od lat – spotyka całą Polskę: zemsta Tuska.

Ukraińskie ministerstwo kultury wydało pozwolenie na poszukiwania w Hucie Pieniackiej z ostatniej chwili
Ukraińskie ministerstwo kultury wydało pozwolenie na poszukiwania w Hucie Pieniackiej

Ministerstwo kultury Ukrainy wydało pozwolenie na poszukiwanie szczątków polskich ofiar ukraińskich nacjonalistów w dawnej wsi Huta Pieniacka w obecnym obwodzie lwowskim. Resort poinformował o tym w środę na swojej stronie internetowej.

Obrońca Romanowskiego: Wydanie ENA to rażące naruszenie procedury karnej i konstytucji gorące
Obrońca Romanowskiego: Wydanie ENA to rażące naruszenie procedury karnej i konstytucji

„To rażące naruszenie przepisów procedury karnej oraz Konstytucji” – napisał na platformie X obrońca Marcina Romanowskiego mec. Bartosz Lewandowski, odnosząc się do wyroku sądu o ponownym wydaniu ENA za byłym wiceministrem.

Dr Damian Sitkiewicz: Hochsztaplerska książka Rossolińskiego-Liebe zakłamuje elementarne fakty historyczne tylko u nas
Dr Damian Sitkiewicz: Hochsztaplerska książka Rossolińskiego-Liebe zakłamuje elementarne fakty historyczne

Spór o książkę historyka Grzegorz Rossoliński-Liebe nabrał międzynarodowego wymiaru. Podczas wykładu w Instytucie Pamięci Narodowej dr Damian Sitkiewicz ostro skrytykował publikację o polskich burmistrzach w czasie okupacji, zarzucając jej wypaczanie faktów i błędy metodologiczne. W tle – pytania o odpowiedzialność, wolność badań i kształt debaty historycznej w Europie.

Sąd wydał ENA za Romanowskim. Kuriozalne uzasadnienie z ostatniej chwili
Sąd wydał ENA za Romanowskim. Kuriozalne uzasadnienie

Nie wystąpiła żadna z przesłanek uniemożliwiających ponowne wydanie Europejskiego Nakazu Aresztowania (ENA) wobec posła PiS i b. wiceszefa MS Marcina Romanowskiego – ocenił sąd w pisemnym uzasadnieniu postanowienia w tej sprawie zamieszczonym w środę po południu na swojej stronie internetowej.

Mariusz Kamiński: UE wydaje 3 mln euro na projekt cyfryzacji komunistycznej Kuby z ostatniej chwili
Mariusz Kamiński: UE wydaje 3 mln euro na projekt cyfryzacji komunistycznej Kuby

„Reżim [kubański – red.] trwa wyłącznie dzięki represjom, a Unia wydaje jednocześnie 3 mln euro na projekt «Cyfrowa Kuba»” – alarmuje na platformie X eurodeputowany Mariusz Kamiński (PiS), który wystosował do Komisji Europejskiej pismo w tej sprawie.

Mentzen u Nawrockiego. W tle pakt senacki i rozmowy o nowej koalicji z ostatniej chwili
Mentzen u Nawrockiego. W tle pakt senacki i rozmowy o nowej koalicji

W środę media donoszą o spotkaniu, do którego doszło w Pałacu Prezydenckim. Prezydent Karol Nawrocki rozmawiał ze Sławomirem Mentzenem z Konfederacji. W tle pojawia się temat paktu senackiego i przyszłej współpracy prawicy.

REKLAMA

Joanna Opozda: Wybrała mnie Brigitte Bardot

– Na początku Bardot nie wyraziła zgody na to, żeby ktoś mógł ją zagrać. Powiedziała, że nie po to zrezygnowała z kina, żeby teraz ktoś ją odgrywał. Po pierwsze – chciała mieć wpływ na sceny, w których aktorka wcieli się w nią samą. Po drugie – musi osobiście zaakceptować aktorkę. Zaczęły się poszukiwania. Była nawet kandydatura Claudii Schiffer. Bardot ją odrzuciła, mówiąc, że modelki są zbyt sztywne i nie chce, żeby w jej rolę wcieliła się modelka. Ostatecznie Bardot obejrzała moje zdjęcia próbne i powiedziała, że to ja mogę ją zagrać. To ogromne wyróżnienie – mówi Joanna Opozda, aktorka, w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
/ fot. Wikimedia Commons/Fryta73

− Którego polskiego dziennikarza albo dziennikarkę chciałabyś zamienić w świnię?

− (śmiech) Staram się dobrze żyć z dziennikarzami. Nie ma takiej osoby w mediach, której nie lubię. Chociaż zdarzały się złośliwości ze strony dziennikarzy. Dziennikarze, którzy mnie krytykują, podpisują się zwykle pseudonimami. Nawet nie wiem, jak oni się nazywają. I nie chce mi się wnikać w ich personalia. Na szczęście złość na media szybko mi przechodzi i się nie obrażam na dziennikarzy.

− Jesteś zadowolona z medialnych publikacji na swój temat?

− Odkąd zostałam matką, to bardzo przewartościowało się moje życie. Staram się nie zawracać głowy medialnymi publikacjami. Co prawda jest bardzo dużo przekłamań na mój temat, ale nie mam czasu się tym zajmować. Nie przeżywam tego tak jak kiedyś. Jedynie po narodzinach Vincenta było mi trudno, nie mogłam spokojnie wyjść z domu. Kiedy już wyszłam, w mediach od razu były publikowane moje zdjęcia z wózkiem. Niedawno obejrzałam wywiad z Brigitte Bardot, którą gram w najnowszym filmie Lecha Majewskiego „Brigitte Bardot cudowna”. Aktorka w rozmowie opowiadała o swoich doświadczeniach. Kiedy urodziła syna, pod jej domem od rana do nocy koczowali dziennikarze i paparazzi. Byli tak złośliwi, że wynajmowali apartamenty naprzeciwko jej mieszkania. Z tego powodu przez kilka miesięcy nie odsłaniała kotar w swoich oknach. Pomijając narodziny jej syna, miała tak przez całe życie.

− Jak sobie radzić psychicznie w takich sytuacjach?

– Każdy ma swoją drogę. Ja zaczęłam psychoterapię. Ogromną siłę czerpię z macierzyństwa. Moje dziecko jest moją iskierką. Przełomowym momentem był czas, kiedy mój synek wylądował w szpitalu. Wtedy zdałam sobie sprawę, że nie ma nic ważniejszego niż zdrowie, szczęście i spokój rodziny. Paradoksalnie to właśnie w tamtym trudnym momencie odnalazłam w sobie najwięcej siły.

− W filmie „Brigitte Bardot cudowna” masz kwestie wyłącznie w języku angielskim i francuskim. Jestem pozytywnie zaskoczony Twoją znajomością języka znad Sekwany. Uczyłaś się wcześniej języka francuskiego?

– Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tym językiem, dlatego uczyłam się go fonetycznie. To było ogromne wyzwanie. O wiele prościej nagrywało mi się sceny po angielsku, bo ten język znam. Jedyną trudnością w języku angielskim był francuski akcent, którego również musiałam się nauczyć.

− Brigitte Bardot kocha zwierzęta, a Ty?

– Kto mnie zna, ten wie, że mam bzika na punkcie zwierząt. W wieku ok. 7-8 lat usłyszałam o Bardot. Dowiedziałam się również, że sławę przekuła w pomoc zwierzętom. Zaczęłam marzyć o podobnej ścieżce kariery. Mam nadzieję, że kiedyś będę mogła sobie pozwolić na więcej zwierząt w swoim domu, tymczasem jestem właścicielką szpica miniaturowego – Marilyn.

− A skoro już wywołałaś imię Marilyn, chciałabyś kiedyś zagrać Marilyn Monroe?

− O Monroe pisałam pracę magisterską. Uważam, że Marilyn była genialną, ale niedocenioną aktorką dramatyczną. Widziałam najnowszy film „Blondynka” w reżyserii Andrew Dominika. Czytałam książkę, na podstawie której został zrealizowany film. Mało kto wie, że to fikcja literacka, i nad tym właśnie trochę ubolewam, bo jest tam wiele przekłamań. Uważam jednak, że Ana de Armas zagrała świetnie i przypuszczam, że otrzyma Oscara. A czy ja chciałabym zagrać Marilyn? Pewnie, że tak (śmiech).

− Wracając do Brigitte Bardot, trzeba pamiętać, że to aktorka zdecydowała w trakcie rozmowy z Lechem Majewskim, że to Ty masz ją zagrać. Jaka była Twoja reakcja na tę przełomową wiadomość?

− Doskonale pamiętam ten moment. To była najpiękniejsza chwila w moim życiu zawodowym. Wracałam wtedy z planu zdjęciowego z Wrocławia i zadzwonił do mnie Lech. W tamtym momencie wiedziałam już, że mam grać Bardot. Nie wiedziałam natomiast, że jeżeli gra się osobę żyjącą, to potrzebna jest jej akceptacja. Na początku Bardot nie wyraziła zgody na to, żeby ktoś mógł ją zagrać, powiedziała, że nie po to zrezygnowała z kina, żeby teraz ktoś ją odgrywał. Finalnie zgodziła się, ale miała kilka warunków. Po pierwsze – chciała mieć wpływ na sceny, w których aktorka wcieli się w nią samą. Po drugie – musi osobiście zaakceptować aktorkę. Zaczęły się poszukiwania. Była nawet kandydatura Claudii Schiffer. Bardot ją odrzuciła, mówiąc, że modelki są zbyt sztywne i nie chce, żeby w jej rolę wcieliła się modelka. Ostatecznie obejrzała moje zdjęcia próbne i powiedziała, że to ja mogę ją zagrać. To ogromne wyróżnienie. Lech śmieje się, że zostałam „namaszczona” przez samą Brigitte Bardot.

− O czym marzyłaś, będąc dzieckiem?

− Marzyłam o aktorstwie. I cieszę się, że moje marzenia się zrealizowały. Jako dziecko bawiłam się w reżyserkę. Reżyserowałam moje rodzeństwo. Wystawiałam sztuki dla rodziny. Zapisałam się do kółka teatralnego. Jeździłam na konkursy recytatorskie. Pamiętam, jak na jednym z konkursów zaczepił mnie jakiś aktor i powiedział mi, że sama również mam szansę zostać aktorką. Te słowa dodały mi skrzydeł. Ktoś we mnie uwierzył. Potem poszłam do liceum i wybrałam profil biologiczno-chemiczny. Na chwilę odeszłam od swoich aktorskich marzeń, żeby pod koniec liceum znowu do nich powrócić.

− A jakie formy sztuki miały wpływ na Twoje dzieciństwo?

− Uwielbiałam „Harry’ego Pottera”. To był mój świat. Pamiętam, jak dostałam pierwszą książkę w podstawówce. Przeczytałam ją w jedną noc. Nie mogłam zasnąć. Do dziś jestem maniaczką „Pottera”. Na planie „Brigitte Bardot cudowna” czułam się trochę jak w Hogwarcie, bo część zdjęć realizowaliśmy w Zamku Książ.

− Do czyjego świata chciałabyś się przenieść, jak główny bohater filmu „Brigitte Bardot cudowna”?

− Pierwsza moja myśl to Marilyn Monroe. To zagadkowa postać, którą chciałabym poznać. Nikt do końca nie wie, jaka ona była i dlaczego właściwie zmarła tak młodo…

− Czyli uwielbiasz vintage?

− Zdecydowanie! Uwielbiam filmy, które pokazują, jak było w latach 50. i 60. XX wieku.

− Jakiej muzyki słuchasz najczęściej?

− Nie słucham radia. Często lecą kawałki, które mnie drażnią. Nie lubię disco polo i nie rozumiem fenomenu tej muzyki. Słucham m.in. polskiego rapu.

− To mnie zaskoczyłaś.

− Bardzo lubię stare kawałki. Obecnie systematycznie sprawdzam playlisty, żeby wiedzieć, co w trawie piszczy.

− Jakich raperów słuchasz?

– Pezeta. Słucham go od 16. roku życia. Uwielbiam PRO8L3M. Znam ich kawałki na pamięć. Cenię sobie również klasykę, Paktofonike, O.S.T.R. itd.

− Jak wygląda sprawa z pozwem rozwodowym przeciwko Antkowi Królikowskiemu?

− Pozew rozwodowy jest. Czekam cały czas na pierwszą rozprawę. A jak wiesz, bardzo długo się na nie czeka.

− Jak kształtują się obecnie Twoje relacje z rodziną Antka?

− Tego tematu nie chcę poruszać.

− Jak współpracowało się z Lechem Majewskim?

− Lech pracuje inaczej niż inni twórcy filmowi.

− W jaki sposób?

− Jest malarzem. Tworząc filmy, myśli obrazem i patrzy na nie całościowo. Jako aktorka skupiam się na psychologii postaci i szukam w niej prawdy. Lech powiedział mi przed początkiem naszej pracy, żebym zagrała tak jak na castingu. Nie otrzymywałam od niego zbyt dużo uwag. Warto podkreślić, że w scenariuszu od Lecha były piękne szkice i ilustracje scen. Z czymś takim nigdy wcześniej się nie spotkałam. Była tam narysowana m.in. scena z dziennikarzem, do której nawiązałeś na początku naszej rozmowy.

− Nie uważasz, że za mało jest Ciebie w filmie Majewskiego?

− Parę osób już mi to powiedziało (śmiech). Jest to bardzo miłe i cieszę się, że moja rola utkwiła widzom w pamięci. Pamiętaj, że to nie ja odpowiadam za scenariusz, tylko Lech Majewski. Moja postać jest tytułowa i drugoplanowa.

− Jakie filmy będziesz prezentować Vincentowi od najmłodszych lat?

– Na pewno będę chciała pokazać mu moje ulubione filmy. Jak będzie starszy, podsunę mu „Harry’ego Pottera”. Chociaż uważam, że książki są zdecydowanie lepsze. Już teraz staram się z Vincentem chodzić na różne wystawy, i pokazywać mu świat. Ostatnio byliśmy w Muzeum Narodowym w Warszawie na Witkacym. Unikamy telewizji, bo to nie jest wskazane przy takich maluszkach.

− Czytasz komentarze na swój temat?

− Czasem czytam. Widzę, co się dzieje na profilach w mediach społecznościowych. Cieszę się, że miałam wsparcie od wielu osób. Jednak nie chcę odpowiadać na komentarze w internecie. Zdaję sobie sprawę z tego, że w dzisiejszych czasach można kupić farmę trolli, która pisze same „hejty” na dany temat, więc przeważnie nie zawracam sobie tym głowy.

− Masz jakieś rady dla rodziców, którzy samotnie wychowują dzieci?

– Emocje są złym doradcą. Jeżeli miałabym coś doradzić, to przede wszystkim trzeba sobie dać czas, bo bardzo dużo głupich rzeczy możemy zrobić pod wpływem emocji. Sama w pewnych momentach miałam ochotę krzyczeć, ale zaciskałam zęby. Wracając do rad dla samotnych mam, odezwało się do mnie mnóstwo kobiet. Każdą z nich darzę olbrzymim szacunkiem, próbowałam z niektórymi korespondować w miarę możliwości.

−Może załóż fundację?

− Może kiedyś.

− Poza filmem „Brigitte Bardot cudowna” gdzie można Cię zobaczyć?

− Już za chwilę zaczynam zdjęcia do nowego filmu. Czarna komedia w reżyserii Szymona Gonery.

− Byłabyś w stanie porzucić aktorstwo i utrzymywać się wyłącznie z mediów społecznościowych?

− Nie. Obecnie nie wyobrażam sobie porzucić aktorstwa. Są różne momenty, jednak aktorstwo to zawód fascynujący. Patrzę na niego z wdzięcznością. Grając, mam szansę poznawać ciekawych ludzi, przeżywać cudowne przygody, a przede wszystkim mogę się rozwijać artystycznie. Nie ma czasu na stagnację i na nudę.

− Wróciłabyś do modelingu?

− Czasami uczestniczę w jakichś sesjach zdjęciowych, ale pamiętaj, że ja mam już swoje lata (śmiech).

− Można mówić o przyjaźniach w polskim show biznesie?

− Tak. Jednak cieszę się, że mam prawdziwych przyjaciół spoza show biznesu, których znam już od najmłodszych lat. Są dla mnie ogromnym wsparciem. Takie długoletnie przyjaźnie cenię sobie najbardziej. A wracając do twojego pytania, to świetnym przykładem „showbiznesowej przyjaźni” jest Mateusz Banasiuk, na którym zawsze mogę polegać.

− Kogo chciałabyś zagrać w przyszłości?

– Mam wiele marzeń i planów. Gdzieś przeczytałam, że jestem brana pod uwagę do roli Magdy Gessler. To by było coś!

− Czujesz, że rola Brigitte Bardot będzie przełomowa w Twojej karierze aktorskiej?

− Nie myślę o tym. Nie podchodzę do tego w ten sposób. Każda rola może być ważna i przełomowa.

Tekst pochodzi z 1 (1771) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane