Rafał Brzozowski: Nie wstydzę się Boga

– Jestem osobą wierzącą. W najcięższych momentach życia zawsze odnosiłem się do wiary, do Boga i się tego absolutnie nie wstydzę i nie boję – mówi Rafał Brzozowski, wokalista, prezenter telewizyjny, w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
Rafał Brzozowski
Rafał Brzozowski / fot. Wikimedia Commons/Piotr Bieniecki

– Co się kryje pod tytułem Twojej najnowszej płyty „Zielone I Love You”?

– Zielone to są pieniądze. Piosenka „Zielone I Love YOU” opowiada o kobietach, które lubią żyć dostatnio, lubią pieniądze i zrobią wszystko, żeby żyć na dobrym poziomie. Takich osób jest dużo, jest to obecnie dość popularne zjawisko na świecie. Dużo pań na Instagramie pręży swoje wdzięki. Pokazuje swoje możliwości po operacjach plastycznych po to, aby złapać bogatych panów, żeby je sponsorowali itd. Ta piosenka tak naprawdę opowiada o tym, że dziś wartości trochę upadły, że dziś, jeżeli jesteś zamożną osobą, to masz lekkie i łatwe życie. Nie ma prawdziwej miłości. Nie ma relacji, głębszej więzi. Jest tylko kasa i ta kasa nam zawróciła wszystkim w głowach. To się tyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Także jest to przewrotny tytuł.

– Jesteś częstym użytkownikiem mediów społecznościowych?

– Generalnie jestem gościem, który nie śledzi na bieżąco mediów społecznościowych. Przychodzą jakieś zapytania, jakieś informacje, ale w większości staram się tego nie czytać.

– „Zielone I Love You” jest przełomową płytą w Twojej działalności artystycznej?

– To jest płyta, która kończy pewien rozdział w moim życiu, bo skończyłem czterdzieści lat. A w zasadzie czterdzieści jeden, więc wydaje mi się, że mam już coś do powiedzenia. Parę związków też przeżyłem. Nie udało mi się ich sformalizować. Jakoś się to rozeszło. Muzycznie przeżyłem dużo. Dużo widziałem. Także ta płyta opowiada o moich przeżyciach i obserwacjach świata. Tego, co widzę dookoła. Tego, co się dzieje. Obserwuję tę rzeczywistość przez pryzmat muzyki, którą kocham, i ona jest dla mnie trochę niedzisiejsza. Stąd też pomysł na taką płytę jazzowo-swingową, żeby wrócić do wartości muzycznych, dzięki którym mogę coś zrobić i pokazać pewne treści. Zdarza się obecnie tak, że ciężko jest wejść w relację z ludźmi, którzy niczego od Ciebie nie oczekują. Bo to nie tylko ta piosenka, ale są tam moje przemyślenia różnego rodzaju zawarte w tekstach Maćka Janowskiego. Często też sam starałem się spełniać marzenia wszystkich dookoła i nie myśleć o sobie w pierwszej kolejności. Była taka piosenka: „Bywam złotą rybką, czyli spełniam Twe życzenia bardzo szybko”. Na tej płycie też jest taki utwór. Także ciężko jest powiedzieć jednoznacznie, jak teraz to u mnie wygląda. Zawsze mam takie wrażenie, że ktoś czegoś ode mnie oczekuje – albo popularności, albo jakiegoś rozgłosu i dlatego myślę, że takie sytuacje też się mogą zdarzać w moim życiu.

Wiara to punkt odniesienia

– Jesteś osobą wierzącą? Wiara pomaga Ci w trudach życia zawodowego i prywatnego?

– Absolutnie tak. Jestem osobą wierzącą i uważam, że w najcięższych momentach życia zawsze odnosiłem się do wiary, do Boga i się tego absolutnie nie wstydzę i nie boję. Mówi się, że jak trwoga to do Boga. Często obserwuję to, że ludzie mówią, że nie wierzą w Boga, a kiedy coś się stanie w ich życiu, to biegną się spowiadać, modlić i błagać o pomoc. Staram się pielęgnować wartości chrześcijańskie, w których się wychowałem. Nie jest to łatwe. Świat jest pełen pokus i dużo się dzieje. Nie mogę powiedzieć, że jestem święty albo że zachowuję się w sposób idealny, tak jak powinienem. Natomiast wiara to piękny reset. Jest to punkt odniesienia, do którego zawsze w trudnych chwilach można się zwrócić i dzięki któremu można się wyciszyć. Modlitwa daje spokój i poczucie własnej wartości oraz to, że nie jest się samotnym człowiekiem. To czuć absolutnie.

– W jakim kierunku zmierza Twoja działalność artystyczna?

– Najnowsza płyta przede wszystkim podsumowuje jakiś etap mojego życia. Zamyka stary i otwiera nowy. W momencie, gdy działo się coś ważnego w moim życiu, te sytuacje dawały okazje do wypowiedzenia się w muzyczny sposób. Staram się być entertainerem. To ktoś, kto lubi rozrywkę i bawi się nią, i czerpie z niej wszystko, co najlepsze. Prowadzę programy telewizyjne, śpiewam, koncertuję. Faktycznie zawsze byłem kojarzony z utworami popowymi takimi jak „Tak blisko”, „Magiczne słowa” czy chociażby „The Ride”. To takie produkcje, które absolutnie są kierowane do rozgłośni radiowych. Obecnie jestem zadowolony z odbioru mojego najnowszego albumu.

Pieniądze to nie wszystko

– Byłeś zapaśnikiem. Nie otrzymujesz propozycji z gal freak fightingowych?

– Nie, nigdy nie dostałem takiej propozycji. Wszedłbym w to jedynie wtedy, gdyby ktoś zaproponował mi zebranie pieniędzy na cel charytatywny. W takiej sytuacji mógłbym się nad tym zastanowić. Na pewno nie poszedłbym walczyć dlatego, że znam środowisko MMA. Byłem przy zakładaniu pierwszych federacji w Polsce, ale mam dość duże problemy z kręgosłupem i ze zdrowiem. Wiele lat zajęło mi dojście do takiej sprawności, żebym mógł spać spokojnie. A w przypadku walk w formule MMA wystarczy chwila nieuwagi, żeby coś się przesunęło w kręgach, a wtedy miałbym wielki problem. Pieniądze to nie wszystko, nie są najważniejsze. Poza tym poziom freak fightów i dyskusji, która tam panuje, jest tak zatrważający. Ja tego nie kupuję i nie jest mi to do niczego potrzebne.

– „Jaka to melodia” czy „Koło Fortuny”?

– „Koło Fortuny” było formatem, w którym zacząłem, i było świetną przygodą. Ta zmiana, która nastąpiła, jednemu i drugiemu programowi przysłużyła się dość mocno. W „Jakiej to melodii” lepiej się odnalazłem, bo mam więcej możliwości pracy ze świetnymi ludźmi i wspaniałymi gwiazdami, które do nas przyjeżdżają. Dzięki temu zaśpiewałem superduety. Moje występy w „Kole Fortuny” były z przymrużeniem oka. Były pastiszem i parodią. Obecnie zostaję przy programie „Jaka to melodia”.

– Nie obawiasz się tego, że ludzie znają Cię wyłącznie jako prowadzącego programy telewizyjne, a nie jako artystę?

– To się zgadza, ale to wynika z tego, że po prostu nie da się przy tak dużych formatach jak „Koło Fortuny” wcześniej, a teraz „Jaka to melodia”, które nadawane są codziennie, wejść natychmiast w proces twórczy i zrobić płyty. Najnowsza płyta powstawała prawie rok. Przy takim tempie trzeba się wyłączyć na dwa lub trzy miesiące z życia. Dlatego jeśli masz tak dużo pracy i tyle rzeczy na głowie, to nie jesteś w stanie tworzyć piosenek. Ale przychodzi taki moment, kiedy wszystko mam już zaplanowane i mogę pracować nad muzyką, którą kocham.

– Bardzo dużo pracujesz. Czy w Twoim życiu jest miejsce na miłość?

– Pracoholizm potrafi zabić związek i o tym też jest piosenka na mojej płycie. Potrafimy zajmować się robieniem kariery, zarabianiem pieniędzy i robieniem wszystkiego dookoła a nie zauważamy, że rozpada nam się związek. Zastanawiamy co noc, czy jeszcze jesteśmy razem, czy to jeszcze można poskładać. Kładziemy się do łóżka, zasypiamy, wstajemy, czekamy, że dalej coś się wydarzy, i nagle okazuje się, że wszystko już jest „pozamiatane”. Tak tkwimy w relacji i ani jedno, ani drugie nie chce odejść. Takie relacje są wyniszczające. Obecnie zamykam stary rozdział. Zajmuje się teraz tym, co kocham. W wolnych chwilach pływam na kitesurfingu, latam samolotem, relaksuję się, kiedy trenuję, biegam, chodzę po lesie. Jednocześnie otwieram się na coś nowego i myślę, że już niebawem spotka mnie coś dobrego, również w kwestiach uczuciowych. Myślę optymistycznie.

"Uodporniłem się na chamstwo"

– Czy w erze mediów społecznościowych i maili otrzymujesz jeszcze listy od fanów?

– Rzeczywiście przychodzą listy z pozdrowieniami, gratulacjami, wyrazami sympatii czy miłości. Tradycja wysyłania listów jest bardzo piękna. Korespondencja przychodzi do mnie na adres Telewizji Polskiej. Później dostaję taką paczuszkę ze wszystkimi pozdrowieniami. Mam całą wielką szufladę z listami, które otrzymałem. To jest bardzo miłe. Za pośrednictwem mediów społecznościowych również dostaję wiele pozytywnych i negatywnych wiadomości. Piszą do mnie też psychofanki.

– Jestem zaskoczony, że mierzysz się z krytyką.

– Mam do tego duży dystans. Wiele lat pracuję w branży medialnej, muzycznej i rozrywkowej. Wiem, jak działają media. Dziennikarze muszą tworzyć treści tak, żeby zawsze czymś zaszokować czytelników. Treści muszą się „klikać”, a hejt dobrze się sprzedaje. Ludzie wolą kogoś krytykować niż dowartościowywać. Kiedy się wie, jak działają te medialne gierki, naprawdę jest łatwiej i prościej przez to życie przejść i nie brać sobie do serca pewnych rzeczy. Natomiast krytyka jest potrzebna i bardzo lubię dobrą, konstruktywną krytykę od ludzi, których szanuję, których uważam za autorytety. Gorzej, jeżeli mamy do czynienia ze zwykłym chamstwem i prostactwem, które jest anonimowe. Na tę formę uodporniłem się już całkowicie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w naszym kraju jesteśmy bardzo mocno podzieleni politycznie, i jeśli ktoś reprezentuje inny światopogląd, od razu dostaje pewne rzeczy „z urzędu”. Często mierzę się z tym, że dostaję jakieś negatywne opinie, dlatego że prowadzę program w Telewizji Polskiej, a to nie jest do końca sprawiedliwe, bo uważam, że robię wyłącznie rozrywkę i staram się to robić najlepiej, jak mogę. Także tak się czasami dzieje, ale człowiek do tego przywykł.

– Jak wygląda praca na planie programu „The Voice Senior”?

– „The Voice Senior” jest wspaniałym programem. „The Voice of Poland” jest konkursem muzycznym, gdzie ludzie mają swoje marzenia o wielkiej karierze, o wielkiej sławie i zdarzają się też wielkie kariery. W „Seniorze” są to już raczej ludzie po karierach muzycznych, którzy przychodzą, żeby spełnić niezrealizowane dotąd marzenia albo pokazać światu, że są aktywni, że żyją, że dalej mają dużo energii. To są cudowni ludzie z cudownymi historiami, często wzruszającymi. Każdy sezon jest bardzo emocjonujący, bardzo zaskakujący. Są tam historie, które chwytają za serce.

– Czy planujesz duety z uczestnikami programu?

– Jeśli będę myślał o duetach, to dlaczego nie.

– Co sądzisz o obecnej kondycji muzyki rozrywkowej?

– Jest wyprodukowana, a nie jest napisana. Kiedyś dzieła się tworzyło. Cieszę się, że w końcu powstała moja płyta, ponieważ moje historie życiowe, o których opowiadałem kumplom przez pół roku, zostały zawarte w poezji napisanej przez Maćka Gadomskiego i dopiero do tego Tomek Szczepanik z zespołu Pectus napisał muzykę, więc jest to dzieło. Twórcza praca, która trwała rok. Dziś w muzyce jest tak, że robi się taki muzyczny McDonald’s. Szybko podjeżdżamy, śpiewamy coś w studyjku, jakiś kompozytor zrobi pach-pach singiel i wychodzi. Dwa lub trzy tygodnie na playliście, jak się nie rozegra, to następny. Jak się rozegra, to się pośpiewa dwa czy trzy miesiące, później trzeba wrzucić kolejny. Są takie produkty, są takie piosenki tzw. sezonówki, które wskakują. Oczywiście zdarzają się perełki. Zdarzają się artyści, którym się udaje, i to, co kiedyś było alternatywą, teraz staje się bardzo szeroko rozwiniętym popem. Tacy wykonawcy sobie świetnie radzą. Nie potrzebują mediów, bo sami sobie kreują pewną rzeczywistość internetową. Natomiast faktycznie tak jest, że kiedyś się tworzyło i pisało. Utwór „Zacznij od Bacha” to są słowa: „Gdy musisz wstać/ Bo słońce już zawiesza na szczytach wież/ Poranny swój szal i rusza, cień w długi marsz/ Wokół drzew krząta się ptaków rzesza – witaj!” – to jest wiersz. To nie są słowa zwykłej piosenki. To jest po prostu wiersz. I to jest poezja. Takie dzieła powstawały kiedyś. Dziś tego się już nie robi. Podzielam Twoje zdanie. Nie wiem, do czego to doprowadzi. To jest też chyba znak zmiany czasów.

"Są wartości, o których warto mówić"

– Rafale, a może poszedłbyś w rap?

– Nie znam się na tym. Trzeba robić coś, co się czuje albo to, na czym się zna. Ja się na tym po prostu nie znam. Gdyby mi ktoś zaproponował taką współpracę, to może bym się zastanawiał, jak to ugryźć. Myślę, że przyjdzie taki moment, kiedy będę chciał pewne rzeczy powiedzieć światu. Na razie mówię w muzyce i w poezji na tej płycie, ale tak dużo zaobserwowałem przez ostatnie naście lat pracy na pełnej petardzie w show-biznesie, że mnóstwo rzeczy naprawdę wiem. Wiele osób się mnie pyta, co zrobić, gdzie zrobić, do kogo się zgłosić, jak coś ma wyglądać, dlaczego jest tak, a dlaczego jest inaczej. Nie wiem, myślę, że rap ma swoją siłę do tego stopnia, że trafia w pewne gusta i w pewne treści, które młodzież czy ludzie, którzy tego słuchają, chcą przekazać albo wykrzyczeć światu. Ktoś to mówi za nich, ich głosem i trzeba to po prostu złapać. Ja jestem takim gościem, który się alienuje od pewnych wydarzeń, które się dzieją.

– Jaki jest Twój przekaz do odbiorców?

– Moja płyta pokazuje, że są pewne wartości, o których warto mówić. Płyta pokazuje to, że trzeba sięgać czasami do naprawdę wspaniałej muzyki. Trzeba o tym pamiętać. Nie można robić całe życie śmietnika muzycznego nieczerpiącego od mistrzów, którzy byli naprawdę wirtuozami pióra i muzyki. Trzeba też powiedzieć światu to, co się czuje, i myślę, że teksty śpiewane przeze mnie na nowej płycie, pokażą moją wrażliwą stronę, która trochę przeżyła, przecierpiała, miała trochę radości i smutku. To są emocje, które są zawarte w tych piosenkach. Prawdziwe, męskie emocje faceta, który skończył 40 lat i mówi: „Ja już nie jestem chłopakiem, jestem mężczyzną, który chciałby wam coś powiedzieć”. A jeśli chodzi o moją pracę w telewizji, staram się też dawać ludziom radość. To, że się uśmiecham do ludzi, jest moją największą radością.

Tekst pochodzi z 19 (1789) numeru „Tygodnika Solidarność”.


 

POLECANE
J.D. Vance: Europejczycy robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie z ostatniej chwili
J.D. Vance: Europejczycy robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie

To nie jest tak, że nie szanujemy naszych sojuszników, lecz Europejczycy robią wiele rzeczy, by sabotować samych siebie - powiedział we wtorek w telewizji Fox News wiceprezydent USA J.D. Vance. Pochwalił sobotnie przemówienie sekretarza stanu USA Marco Rubio na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa.

Ostry spór po odejściu z Kanału Zero. Stanowski nazwał Wolskiego „dezerterem” z ostatniej chwili
Ostry spór po odejściu z Kanału Zero. Stanowski nazwał Wolskiego „dezerterem”

Między twórcą Kanału Zero Krzysztofem Stanowskim a zajmującym się wojskowością youtuberem Jarosławem Wolskim wybuchł konflikt po odejściu Wolskiego z projektu. Stanowski określił go jako „dezertera”.

Prof. Boštjan Marko Turk: Zanikają sprzeczności pomiędzy wiarą a nauką. Wszechświat wydaje się dostrojony do życia tylko u nas
Prof. Boštjan Marko Turk: Zanikają sprzeczności pomiędzy wiarą a nauką. Wszechświat wydaje się dostrojony do życia

Ludzkość przekracza dziś próg nowej epoki, bez wątpienia najbardziej decydującej od czasów rewolucji przemysłowej. O ile ta ostatnia oznaczała przede wszystkim zerwanie natury technologicznej — przemianę, którą sztuczna inteligencja dziś przedłuża i intensyfikuje — o tyle to, co obecnie się wyłania, wykracza daleko poza sam obszar narzędzi i maszyn: chodzi o radykalne transformacje, dotykające samej istoty istnienia.

Tragiczny wypadek w Alpach. Nie żyje narciarz z Polski z ostatniej chwili
Tragiczny wypadek w Alpach. Nie żyje narciarz z Polski

Trzy osoby, w tym Polak i Brytyjczyk polskiego pochodzenia, zginęły we wtorek w lawinach we francuskich Alpach - poinformowała miejscowa prokuratura. Dwaj narciarze zginęli, gdy zjeżdżali poza wyznaczonymi trasami w departamencie Alpy Wysokie, a jeden turysta został porwany przez lawinę w Sabaudii.

Kucharz Putina wiecznie żywy. Nowe zadania wagnerowców - sabotaż w Europie tylko u nas
Kucharz Putina wiecznie żywy. Nowe zadania wagnerowców - sabotaż w Europie

Według danych zachodnich służb wywiadowczych, zasoby rekrutacyjne dawnej Grupy Wagnera pozostałe po czasach Prigożyna, zostały przeniesione na obszar Europy. Kiedyś werbowali najemników na wojnę z Ukrainą i na misje wojskowe w Afryce czy na Bliskim Wschodzie, teraz dostali nowe zadanie. Jak ustalił „Financial Times”, chodzi o „rekrutowanie osób w trudnej sytuacji ekonomicznej z Europy do popełniania przestępstw w krajach NATO”. Byli wagnerowcy są też wykorzystywania na innych frontach walki Rosji z Zachodem, w mniej lub bardziej bezpośredni sposób.

Burza w Polsce 2050. Wiceszef MON opuszcza partię z ostatniej chwili
Burza w Polsce 2050. Wiceszef MON opuszcza partię

Jestem wierny obietnicom z 2023 r. Niestety po odejściu Polski 2050 od wartości, które głosiliśmy w Trzeciej Drodze, nie jestem w stanie ich wypełniać - napisał na X wiceszef MON Paweł Zalewski. Zapowiedział, że „pozostanie niezrzeszonym”.

Radni odwołali starostę z KO w Karkonoszach. W tle śledztwo ws... sfałszowanej matury polityka z ostatniej chwili
Radni odwołali starostę z KO w Karkonoszach. W tle śledztwo ws... sfałszowanej matury polityka

Mirosław Górecki (KO) został nowym starostą karkonoskim. Decyzję w tej sprawie podjęli radni powiatu we wtorek. Wcześniej odwołali z tej funkcji Krzysztofa Wiśniewskiego (KO). Powodem była utrata zaufania po podejrzeniach, że posługuje się sfałszowanym świadectwem dojrzałości.

Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego z ostatniej chwili
Komunikat dla mieszkańców woj. podkarpackiego

W styczniu 2026 lotnisko Rzeszów-Jasionka obsłużyło 69 543 pasażerów. To wzrost rok do roku – podkreślono w komunikacie Rzeszów Airport i przypomniano, że lotnisko zakończyło rok 2025 z najlepszym wynikiem w swojej historii.

Incydent na kolei w Puławach. Są nowe informacje z ostatniej chwili
Incydent na kolei w Puławach. Są nowe informacje

Prokuratura Okręgowa w Lublinie prowadzi postępowanie w sprawie Mołdawianina zatrzymanego na stacji kolejowej w Puławach po tym, jak uruchomił hamulec ręczny w trzech wagonach pociągu towarowego. Mężczyzna miał przy sobie m.in. telefony komórkowe, sprzęt elektroniczny i karty SIM.

Spada liczba euroentuzjastów. Nowy sondaż o nastrojach Polaków wobec UE z ostatniej chwili
Spada liczba euroentuzjastów. Nowy sondaż o nastrojach Polaków wobec UE

Poparcie dla członkostwa w Unii Europejskiej pozostaje w Polsce wysokie, ale najnowszy sondaż pokazuje wyraźną zmianę nastrojów. Ubywa osób chcących pogłębiania integracji, a rośnie grupa zwolenników silniejszej roli państw narodowych.

REKLAMA

Rafał Brzozowski: Nie wstydzę się Boga

– Jestem osobą wierzącą. W najcięższych momentach życia zawsze odnosiłem się do wiary, do Boga i się tego absolutnie nie wstydzę i nie boję – mówi Rafał Brzozowski, wokalista, prezenter telewizyjny, w rozmowie z Bartoszem Boruciakiem.
Rafał Brzozowski
Rafał Brzozowski / fot. Wikimedia Commons/Piotr Bieniecki

– Co się kryje pod tytułem Twojej najnowszej płyty „Zielone I Love You”?

– Zielone to są pieniądze. Piosenka „Zielone I Love YOU” opowiada o kobietach, które lubią żyć dostatnio, lubią pieniądze i zrobią wszystko, żeby żyć na dobrym poziomie. Takich osób jest dużo, jest to obecnie dość popularne zjawisko na świecie. Dużo pań na Instagramie pręży swoje wdzięki. Pokazuje swoje możliwości po operacjach plastycznych po to, aby złapać bogatych panów, żeby je sponsorowali itd. Ta piosenka tak naprawdę opowiada o tym, że dziś wartości trochę upadły, że dziś, jeżeli jesteś zamożną osobą, to masz lekkie i łatwe życie. Nie ma prawdziwej miłości. Nie ma relacji, głębszej więzi. Jest tylko kasa i ta kasa nam zawróciła wszystkim w głowach. To się tyczy zarówno mężczyzn, jak i kobiet. Także jest to przewrotny tytuł.

– Jesteś częstym użytkownikiem mediów społecznościowych?

– Generalnie jestem gościem, który nie śledzi na bieżąco mediów społecznościowych. Przychodzą jakieś zapytania, jakieś informacje, ale w większości staram się tego nie czytać.

– „Zielone I Love You” jest przełomową płytą w Twojej działalności artystycznej?

– To jest płyta, która kończy pewien rozdział w moim życiu, bo skończyłem czterdzieści lat. A w zasadzie czterdzieści jeden, więc wydaje mi się, że mam już coś do powiedzenia. Parę związków też przeżyłem. Nie udało mi się ich sformalizować. Jakoś się to rozeszło. Muzycznie przeżyłem dużo. Dużo widziałem. Także ta płyta opowiada o moich przeżyciach i obserwacjach świata. Tego, co widzę dookoła. Tego, co się dzieje. Obserwuję tę rzeczywistość przez pryzmat muzyki, którą kocham, i ona jest dla mnie trochę niedzisiejsza. Stąd też pomysł na taką płytę jazzowo-swingową, żeby wrócić do wartości muzycznych, dzięki którym mogę coś zrobić i pokazać pewne treści. Zdarza się obecnie tak, że ciężko jest wejść w relację z ludźmi, którzy niczego od Ciebie nie oczekują. Bo to nie tylko ta piosenka, ale są tam moje przemyślenia różnego rodzaju zawarte w tekstach Maćka Janowskiego. Często też sam starałem się spełniać marzenia wszystkich dookoła i nie myśleć o sobie w pierwszej kolejności. Była taka piosenka: „Bywam złotą rybką, czyli spełniam Twe życzenia bardzo szybko”. Na tej płycie też jest taki utwór. Także ciężko jest powiedzieć jednoznacznie, jak teraz to u mnie wygląda. Zawsze mam takie wrażenie, że ktoś czegoś ode mnie oczekuje – albo popularności, albo jakiegoś rozgłosu i dlatego myślę, że takie sytuacje też się mogą zdarzać w moim życiu.

Wiara to punkt odniesienia

– Jesteś osobą wierzącą? Wiara pomaga Ci w trudach życia zawodowego i prywatnego?

– Absolutnie tak. Jestem osobą wierzącą i uważam, że w najcięższych momentach życia zawsze odnosiłem się do wiary, do Boga i się tego absolutnie nie wstydzę i nie boję. Mówi się, że jak trwoga to do Boga. Często obserwuję to, że ludzie mówią, że nie wierzą w Boga, a kiedy coś się stanie w ich życiu, to biegną się spowiadać, modlić i błagać o pomoc. Staram się pielęgnować wartości chrześcijańskie, w których się wychowałem. Nie jest to łatwe. Świat jest pełen pokus i dużo się dzieje. Nie mogę powiedzieć, że jestem święty albo że zachowuję się w sposób idealny, tak jak powinienem. Natomiast wiara to piękny reset. Jest to punkt odniesienia, do którego zawsze w trudnych chwilach można się zwrócić i dzięki któremu można się wyciszyć. Modlitwa daje spokój i poczucie własnej wartości oraz to, że nie jest się samotnym człowiekiem. To czuć absolutnie.

– W jakim kierunku zmierza Twoja działalność artystyczna?

– Najnowsza płyta przede wszystkim podsumowuje jakiś etap mojego życia. Zamyka stary i otwiera nowy. W momencie, gdy działo się coś ważnego w moim życiu, te sytuacje dawały okazje do wypowiedzenia się w muzyczny sposób. Staram się być entertainerem. To ktoś, kto lubi rozrywkę i bawi się nią, i czerpie z niej wszystko, co najlepsze. Prowadzę programy telewizyjne, śpiewam, koncertuję. Faktycznie zawsze byłem kojarzony z utworami popowymi takimi jak „Tak blisko”, „Magiczne słowa” czy chociażby „The Ride”. To takie produkcje, które absolutnie są kierowane do rozgłośni radiowych. Obecnie jestem zadowolony z odbioru mojego najnowszego albumu.

Pieniądze to nie wszystko

– Byłeś zapaśnikiem. Nie otrzymujesz propozycji z gal freak fightingowych?

– Nie, nigdy nie dostałem takiej propozycji. Wszedłbym w to jedynie wtedy, gdyby ktoś zaproponował mi zebranie pieniędzy na cel charytatywny. W takiej sytuacji mógłbym się nad tym zastanowić. Na pewno nie poszedłbym walczyć dlatego, że znam środowisko MMA. Byłem przy zakładaniu pierwszych federacji w Polsce, ale mam dość duże problemy z kręgosłupem i ze zdrowiem. Wiele lat zajęło mi dojście do takiej sprawności, żebym mógł spać spokojnie. A w przypadku walk w formule MMA wystarczy chwila nieuwagi, żeby coś się przesunęło w kręgach, a wtedy miałbym wielki problem. Pieniądze to nie wszystko, nie są najważniejsze. Poza tym poziom freak fightów i dyskusji, która tam panuje, jest tak zatrważający. Ja tego nie kupuję i nie jest mi to do niczego potrzebne.

– „Jaka to melodia” czy „Koło Fortuny”?

– „Koło Fortuny” było formatem, w którym zacząłem, i było świetną przygodą. Ta zmiana, która nastąpiła, jednemu i drugiemu programowi przysłużyła się dość mocno. W „Jakiej to melodii” lepiej się odnalazłem, bo mam więcej możliwości pracy ze świetnymi ludźmi i wspaniałymi gwiazdami, które do nas przyjeżdżają. Dzięki temu zaśpiewałem superduety. Moje występy w „Kole Fortuny” były z przymrużeniem oka. Były pastiszem i parodią. Obecnie zostaję przy programie „Jaka to melodia”.

– Nie obawiasz się tego, że ludzie znają Cię wyłącznie jako prowadzącego programy telewizyjne, a nie jako artystę?

– To się zgadza, ale to wynika z tego, że po prostu nie da się przy tak dużych formatach jak „Koło Fortuny” wcześniej, a teraz „Jaka to melodia”, które nadawane są codziennie, wejść natychmiast w proces twórczy i zrobić płyty. Najnowsza płyta powstawała prawie rok. Przy takim tempie trzeba się wyłączyć na dwa lub trzy miesiące z życia. Dlatego jeśli masz tak dużo pracy i tyle rzeczy na głowie, to nie jesteś w stanie tworzyć piosenek. Ale przychodzi taki moment, kiedy wszystko mam już zaplanowane i mogę pracować nad muzyką, którą kocham.

– Bardzo dużo pracujesz. Czy w Twoim życiu jest miejsce na miłość?

– Pracoholizm potrafi zabić związek i o tym też jest piosenka na mojej płycie. Potrafimy zajmować się robieniem kariery, zarabianiem pieniędzy i robieniem wszystkiego dookoła a nie zauważamy, że rozpada nam się związek. Zastanawiamy co noc, czy jeszcze jesteśmy razem, czy to jeszcze można poskładać. Kładziemy się do łóżka, zasypiamy, wstajemy, czekamy, że dalej coś się wydarzy, i nagle okazuje się, że wszystko już jest „pozamiatane”. Tak tkwimy w relacji i ani jedno, ani drugie nie chce odejść. Takie relacje są wyniszczające. Obecnie zamykam stary rozdział. Zajmuje się teraz tym, co kocham. W wolnych chwilach pływam na kitesurfingu, latam samolotem, relaksuję się, kiedy trenuję, biegam, chodzę po lesie. Jednocześnie otwieram się na coś nowego i myślę, że już niebawem spotka mnie coś dobrego, również w kwestiach uczuciowych. Myślę optymistycznie.

"Uodporniłem się na chamstwo"

– Czy w erze mediów społecznościowych i maili otrzymujesz jeszcze listy od fanów?

– Rzeczywiście przychodzą listy z pozdrowieniami, gratulacjami, wyrazami sympatii czy miłości. Tradycja wysyłania listów jest bardzo piękna. Korespondencja przychodzi do mnie na adres Telewizji Polskiej. Później dostaję taką paczuszkę ze wszystkimi pozdrowieniami. Mam całą wielką szufladę z listami, które otrzymałem. To jest bardzo miłe. Za pośrednictwem mediów społecznościowych również dostaję wiele pozytywnych i negatywnych wiadomości. Piszą do mnie też psychofanki.

– Jestem zaskoczony, że mierzysz się z krytyką.

– Mam do tego duży dystans. Wiele lat pracuję w branży medialnej, muzycznej i rozrywkowej. Wiem, jak działają media. Dziennikarze muszą tworzyć treści tak, żeby zawsze czymś zaszokować czytelników. Treści muszą się „klikać”, a hejt dobrze się sprzedaje. Ludzie wolą kogoś krytykować niż dowartościowywać. Kiedy się wie, jak działają te medialne gierki, naprawdę jest łatwiej i prościej przez to życie przejść i nie brać sobie do serca pewnych rzeczy. Natomiast krytyka jest potrzebna i bardzo lubię dobrą, konstruktywną krytykę od ludzi, których szanuję, których uważam za autorytety. Gorzej, jeżeli mamy do czynienia ze zwykłym chamstwem i prostactwem, które jest anonimowe. Na tę formę uodporniłem się już całkowicie. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że w naszym kraju jesteśmy bardzo mocno podzieleni politycznie, i jeśli ktoś reprezentuje inny światopogląd, od razu dostaje pewne rzeczy „z urzędu”. Często mierzę się z tym, że dostaję jakieś negatywne opinie, dlatego że prowadzę program w Telewizji Polskiej, a to nie jest do końca sprawiedliwe, bo uważam, że robię wyłącznie rozrywkę i staram się to robić najlepiej, jak mogę. Także tak się czasami dzieje, ale człowiek do tego przywykł.

– Jak wygląda praca na planie programu „The Voice Senior”?

– „The Voice Senior” jest wspaniałym programem. „The Voice of Poland” jest konkursem muzycznym, gdzie ludzie mają swoje marzenia o wielkiej karierze, o wielkiej sławie i zdarzają się też wielkie kariery. W „Seniorze” są to już raczej ludzie po karierach muzycznych, którzy przychodzą, żeby spełnić niezrealizowane dotąd marzenia albo pokazać światu, że są aktywni, że żyją, że dalej mają dużo energii. To są cudowni ludzie z cudownymi historiami, często wzruszającymi. Każdy sezon jest bardzo emocjonujący, bardzo zaskakujący. Są tam historie, które chwytają za serce.

– Czy planujesz duety z uczestnikami programu?

– Jeśli będę myślał o duetach, to dlaczego nie.

– Co sądzisz o obecnej kondycji muzyki rozrywkowej?

– Jest wyprodukowana, a nie jest napisana. Kiedyś dzieła się tworzyło. Cieszę się, że w końcu powstała moja płyta, ponieważ moje historie życiowe, o których opowiadałem kumplom przez pół roku, zostały zawarte w poezji napisanej przez Maćka Gadomskiego i dopiero do tego Tomek Szczepanik z zespołu Pectus napisał muzykę, więc jest to dzieło. Twórcza praca, która trwała rok. Dziś w muzyce jest tak, że robi się taki muzyczny McDonald’s. Szybko podjeżdżamy, śpiewamy coś w studyjku, jakiś kompozytor zrobi pach-pach singiel i wychodzi. Dwa lub trzy tygodnie na playliście, jak się nie rozegra, to następny. Jak się rozegra, to się pośpiewa dwa czy trzy miesiące, później trzeba wrzucić kolejny. Są takie produkty, są takie piosenki tzw. sezonówki, które wskakują. Oczywiście zdarzają się perełki. Zdarzają się artyści, którym się udaje, i to, co kiedyś było alternatywą, teraz staje się bardzo szeroko rozwiniętym popem. Tacy wykonawcy sobie świetnie radzą. Nie potrzebują mediów, bo sami sobie kreują pewną rzeczywistość internetową. Natomiast faktycznie tak jest, że kiedyś się tworzyło i pisało. Utwór „Zacznij od Bacha” to są słowa: „Gdy musisz wstać/ Bo słońce już zawiesza na szczytach wież/ Poranny swój szal i rusza, cień w długi marsz/ Wokół drzew krząta się ptaków rzesza – witaj!” – to jest wiersz. To nie są słowa zwykłej piosenki. To jest po prostu wiersz. I to jest poezja. Takie dzieła powstawały kiedyś. Dziś tego się już nie robi. Podzielam Twoje zdanie. Nie wiem, do czego to doprowadzi. To jest też chyba znak zmiany czasów.

"Są wartości, o których warto mówić"

– Rafale, a może poszedłbyś w rap?

– Nie znam się na tym. Trzeba robić coś, co się czuje albo to, na czym się zna. Ja się na tym po prostu nie znam. Gdyby mi ktoś zaproponował taką współpracę, to może bym się zastanawiał, jak to ugryźć. Myślę, że przyjdzie taki moment, kiedy będę chciał pewne rzeczy powiedzieć światu. Na razie mówię w muzyce i w poezji na tej płycie, ale tak dużo zaobserwowałem przez ostatnie naście lat pracy na pełnej petardzie w show-biznesie, że mnóstwo rzeczy naprawdę wiem. Wiele osób się mnie pyta, co zrobić, gdzie zrobić, do kogo się zgłosić, jak coś ma wyglądać, dlaczego jest tak, a dlaczego jest inaczej. Nie wiem, myślę, że rap ma swoją siłę do tego stopnia, że trafia w pewne gusta i w pewne treści, które młodzież czy ludzie, którzy tego słuchają, chcą przekazać albo wykrzyczeć światu. Ktoś to mówi za nich, ich głosem i trzeba to po prostu złapać. Ja jestem takim gościem, który się alienuje od pewnych wydarzeń, które się dzieją.

– Jaki jest Twój przekaz do odbiorców?

– Moja płyta pokazuje, że są pewne wartości, o których warto mówić. Płyta pokazuje to, że trzeba sięgać czasami do naprawdę wspaniałej muzyki. Trzeba o tym pamiętać. Nie można robić całe życie śmietnika muzycznego nieczerpiącego od mistrzów, którzy byli naprawdę wirtuozami pióra i muzyki. Trzeba też powiedzieć światu to, co się czuje, i myślę, że teksty śpiewane przeze mnie na nowej płycie, pokażą moją wrażliwą stronę, która trochę przeżyła, przecierpiała, miała trochę radości i smutku. To są emocje, które są zawarte w tych piosenkach. Prawdziwe, męskie emocje faceta, który skończył 40 lat i mówi: „Ja już nie jestem chłopakiem, jestem mężczyzną, który chciałby wam coś powiedzieć”. A jeśli chodzi o moją pracę w telewizji, staram się też dawać ludziom radość. To, że się uśmiecham do ludzi, jest moją największą radością.

Tekst pochodzi z 19 (1789) numeru „Tygodnika Solidarność”.



 

Polecane