Na naszych oczach odradza się tyrania

Na naszych oczach bankrutuje wiarygodność wszystkich instytucji, które miały stać na straży przestrzegania prawa, oraz upada nasze wyobrażenie o wolności. Przekonujemy się, że nie potrafiliśmy wykształcić żadnego zabezpieczenia przed tyranią.
Donald Tusk
Donald Tusk / fot. MARTIN DIVISEK/PAP/EPA

Nie tak to wszystko miało wyglądać. Gdy czterdzieści lat temu ks. Jerzy Popiełuszko konał w męczarniach skatowany przez komunistycznych oprawców, marzyliśmy, że prawda i szlachetność kiedyś zwyciężą. Gdy trzydzieści pięć lat temu Tadeusz Mazowiecki zostawał premierem rządu Rzeczpospolitej, wydawało się nam, że totalitarne zło zostało pokonane i wreszcie się od niego uwolnimy.
Okazuje się, że choć udało nam się osiągnąć niespotykany na skalę światową sukces gospodarczy, to nie umieliśmy zabezpieczyć swojej wolności. Co więcej, przyzwyczajamy się do nienormalności – do łamania prawa, nieuznawania sądów, wybiórczego przestrzegania wyroków, kwestionowania legalnie działających organów, siłowego przejmowania mediów czy instytucji. U większości Polaków nie wywołuje to oporu i wzburzenia.

Jakże adekwatnie brzmią tu słowa nieodżałowanego Stefana Kisielewskiego: „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”.

Demokracja walcząca

Rządząca obecnie ekipa już otwarcie mówi, że nie zamierza przestrzegać prawa. Bez ogródek zapowiada, że będzie je łamać, gdyż musi obronić demokrację. Dokładnie jednak nie wiadomo przed czym. Prawica oddała władzę w wyniku wolnych wyborów i nie bojkotuje obrad parlamentu, jak robiła to jeszcze niedawno obecna partia rządząca. Nie organizuje demonstracji, których celem byłoby zastraszanie konkurencyjnych polityków, a nawet naruszanie ich nietykalności, co przecież zdarzało się jeszcze kilka lat temu, czego ofiarami padali politycy Prawa i Sprawiedliwości.

Wróg jest więc w dużej mierze jedynie emanacją zbiorowego wyobrażenia zagrożenia, które przez lata zostało wytworzone w umysłach wyborców i samych polityków Platformy Obywatelskiej, Lewicy i Trzeciej Drogi. Przez to jest on wygodniejszy, ponieważ można mu przypisywać wszelkie złe cechy i intencje bez zważania na fakty. Tego rodzaju myślenie prędzej czy później prowadzi do paranoi – niewidzialnego nieprzyjaciela w kolejnych wcieleniach dostrzega się w przychylnych dotąd dziennikarzach, sędziach, naukowcach czy osobach, które w szalonych czasach starają się zachować zdrowy rozsądek. Na razie jednak ten stan umysłu potęguje ograniczanie wolności.

Jakże pasują do tej sytuacji słowa austriackiego ekonomisty Ludwiga von Misesa, który już osiemdziesiąt lat temu w „Rządzie wszechmogącym” pisał: „Za bezczelne i skandaliczne poczytuje się krytykowanie poglądów wpływowych grup nacisku lub kwestionowanie zbawiennych skutków wszechmocy państwa. Opinia publiczna opowiedziała się za wiązką dogmatów, które coraz mniej swobodnie można atakować. W imię postępu i wolności zarówno postęp, jak i wolność wyjmowane są spod prawa. Każda doktryna polityczna, która odwołuje się do siły policyjnej lub innych metod przemocy czy groźby, by siebie chronić, ujawnia wewnętrzną słabość”.
Von Mises opisywał przedwojenne Niemcy i przyznał, że tyrania nie zawładnęła tym państwem z dnia na dzień, ale była skutkiem słabości systemu demokratycznego. Nie potrafił on przeciwstawić się przeciwnikom wolności nawet wówczas, gdy nie udawali, że dążą do dyktatury.

My wszyscy jesteśmy świadkami czegoś w rodzaju zamachu stanu, ale udajemy, że nas to nie dotyczy, albo pokładamy nadzieję w tym, że władza jest od nas mądrzejsza i pewnie wie, co robi. No to oddajmy jeszcze raz głos von Misesowi: „Tam, gdzie uniwersytety stają się strażą przyboczną, a naukowcy pragną walczyć na froncie nauki, otwarte zostają bramy dla barbarzyństwa. Próżno jednak walczyć z totalitaryzmem, stosując jego metody. Wolność mogą wywalczyć tylko ludzie bezwarunkowo przywiązani do jej zasad. Pierwszym warunkiem osiągnięcia lepszego porządku społecznego jest powrót do nieograniczonej wolności myśli i słowa”.
Wprowadzając stan demokracji walczącej, Donald Tusk właśnie ogłosił zawieszenie części praw obywatelskich, a zastępy naukowców zapiały z radości, że zdobył się na taki krok. Oczywiście wszystko w imię wolności.

CZYTAJ TAKŻE: W Zielonym Ładzie nie ma miejsca na wymianę argumentów ani nawet na zdrowy rozsądek

Zachód patrzy z zażenowaniem

Oburzone jeszcze niedawno unijne instytucje, które martwiły się o stan demokracji w Polsce, teraz albo zamilkły, albo nagradzają premiera ostentacyjnie łamiącego konstytucję. Nie ma już rezolucji, debat, procedury zagrożenia praworządności, napominania i rytualnych gestów.
Teraz unijni urzędnicy z mieszaniną ciekawości i zażenowania patrzą, jak ich wysłannik rozprawia się z resztkami konserwatyzmu, który się jeszcze ostał w Europie. Ciekawości, bo nigdy jeszcze w UE nie było takiego spektaklu, a żaden rząd nie posunął się tak daleko w łamaniu prawa. Zażenowania, gdyż wiedzą, że tego rodzaju metody przystają jedynie barbarzyńcom, a zastosowanie ich w krajach starej Unii oznaczałoby polityczne samobójstwo.

Nawet wyczulona na łamanie praw człowieka zachodnia prasa nabrała wody w usta i powtarza banały o przywracaniu praworządności oraz ładu. Jeden z najbardziej opiniotwórczych serwisów politico.eu nielegalne przejmowanie mediów publicznych czy prokuratury uznał za powrót demokracji. Dopiero w lipcu dostrzegł, że Tusk skupia się na ściganiu politycznych przeciwników, a zaniedbuje prorozwojowe inwestycje. Jednak prawdziwą krytykę sprowadziła na szefa polskiego rządu zapowiedź odstrzeliwania bobrów, które uznał za współwinne powodzi. Politico poświęciło temu dwie publikacje, ostro atakując Tuska, a nawet otwarcie z niego kpiąc.

Serwis był w stanie na tyle dokładnie przeanalizować sytuację w Polsce po powodzi, by dostrzec groteskę wypowiedzenia wojny bobrom. Przyznał, że zwierzęta te na chwilę zastąpiły Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego to samo nie dzieje się w przypadku poważnych nadużyć? Odpowiedź jest niestety banalnie prosta. Konserwatyści w przeciwieństwie do wodnych gryzoni nie są pod ochroną. Nie ma organizacji, które zajmowałyby się strzeżeniem ich praw. Sezon łowiecki na prawicę trwa przez cały czas.

Jak daleko się posuną?

Kluczowym pytaniem nie jest więc to, czy obecny rząd dalej będzie podążać drogą bezprawia, bo to wydaje się oczywiste. Nie wiemy jednak – on sam zresztą chyba także nie ma tej wiedzy – do czego jeszcze będzie się w stanie posunąć? Co poświęci, by utrzymać władzę?
Ostatnie orzeczenie Izby Karnej Sądu Najwyższego bezapelacyjnie i ostatecznie podważyło legalność powołania prokuratora krajowego Dariusza Korneluka. Formalnie pozostaje nim Dariusz Barski, który jednak nie jest wpuszczany do siedziby instytucji. Skutkiem łamania prawa przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara i premiera Tuska może więc być masowe zwalnianie z aresztów przestępców i podważanie wyroków w sprawach, w których występowali powołani przez uzurpatorów prokuratorzy. Co się zresztą zaczęło już dziać.
To oznacza pozbawienie państwa jednej z jego fundamentalnych funkcji, czyli zapewniania bezpieczeństwa swoim obywatelom.
Nie wiąże się to jednak ze spadkiem poparcia dla obecnej ekipy, nie wspominając już o masowych protestach. Nic takiego się nie dzieje. Jakby polskie społeczeństwo nie dostrzegało, że zagrożenie jest nie tylko realne, lecz także może dotknąć każdego z nas.
Donaldowi Tuskowi i jego PR-owcom udało się Polaków skutecznie znieczulić na ograniczanie wolności. Tak długo krzyczeli o nadciągającej dyktaturze, że gdy pojawiała się naprawdę, zdajemy się jej nie dostrzegać. Jakby większość z nas nie chciała uwierzyć, że zagrożenie przyszło ze strony pozornych obrońców.

Ostatnie bastiony

Nie mamy się co łudzić. Z tej zapaści nie wyciągną nas ani Unia Europejska, ani Stany Zjednoczone, ani nikt inny. Swoją wolność możemy obronić jedynie sami. Nikomu nie zależy, by Polska była krajem silnym wewnętrznie, stabilnym ustrojowo i dynamicznie się rozwijającym. Bezprawie i chaos, które wywołała obecna koalicja, może się skończyć jedynie za pomocą takich wyroków, jak ostatnie orzeczenie Sądu Najwyższego. Miało ono szczególną moc nie tylko ze względu na wagę problemu i porządkujący charakter, ale również z powodu wyjątkowo przenikliwego uzasadnienia.

Sędzia Zbigniew Karpiński udowodnił bezprawność działań ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, ale jednocześnie obrazowo wyjaśnił skutki dalszej destrukcji systemu prawnego. Mówiąc, że władza wykonawcza nie może pozostawać bez kontroli, stwierdził niby rzecz oczywistą, ale tak bardzo zapomnianą w ostatnim okresie. Nie tylko zresztą w obecnej kadencji.

Przejmująco, ale z prawniczą precyzją, mówił o tym, że w państwie prawa nic nie może uzasadniać jego łamania. Nie da się przywracać demokracji metodami totalitarnymi, a wszelkie odstępstwa od tej zasady prowadzą do degeneracji władzy. Tak jak widzieliśmy to w PRL.
Bez szanowania przepisów, sądów i ich wyroków stracimy własne państwo. Anarchia zawsze wszak musi doprowadzić do upadku. System prawa jest jedyną skuteczną metodą obrony jednostki przed rosnącym w siłę państwem. W starciu obywatela z władzą to ona zawsze jest silniejsza, dlatego musi podlegać tak ścisłej kontroli. Nie zmienią tego żadne zaklęcia, hasła i PR-owskie sztuczki.

Wszystko to wiemy, ale jednocześnie tak bardzo przyzwyczailiśmy się do wolności, że nie zauważamy, gdy ktoś nam ją krok po kroku odbiera.

CZYTAJ TAKŻE: Nowa świecka ekoreligia – nowy numer "Tygodnika Solidarność"


 

POLECANE
Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski z ostatniej chwili
Była oficer ABW alarmuje: Białoruś masowo wysyła agentów do Polski

Władze Białorusi masowo werbują agentów i wysyłają ich do Polski, ale nie jest to dla naszego kraju poważne zagrożenie – oceniła w wywiadzie dla Biełsatu była funkcjonariuszka kontrwywiadu ABW, wykładowczyni Wydziału Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu w Białymstoku mjr dr Anna Grabowska-Siwiec.

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi z ostatniej chwili
Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi

Ważny komunikat dla mieszkańców Łodzi. Miasto wchodzi w kluczową fazę przygotowań do budowy tunelu Kolei Dużych Prędkości. To inwestycja, która ma całkowicie zmienić sposób podróżowania z Łodzi, ale wcześniej przyniesie poważne utrudnienia w ruchu i codziennym funkcjonowaniu miasta. Urząd apeluje o cierpliwość i zapowiada spotkania z mieszkańcami.

Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy z ostatniej chwili
Sąd podjął decyzję ws. Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia Krzysztofa Brejzy

Stołeczny sąd rejonowy umorzył we wtorek sprawę prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego z oskarżenia europosła KO Krzysztofa Brejzy ze względu na znikomą społeczną szkodliwość czynu. „Dla mnie ten wyrok jest wewnętrznie sprzeczny i niezrozumiały” - ocenił Brejza i zapowiedział złożenie apelacji.

Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie z ostatniej chwili
Wylał gnojowicę przed posesją Krajewskiego. Sąd podtrzymał postanowienie o areszcie

„Sąd Okręgowy w Łomży utrzymał postanowienie o zastosowaniu tymczasowego aresztu dla rolnika, który wylał gnojowicę przed domem Ministra Rolnictwa” - poinformowała na platformie X mec. Magdalena Majkowska, pełnomocnik oskarżonego.

Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób z ostatniej chwili
Szokujące doniesienia z Iranu. W protestach mogło zginąć 36,5 tys. osób

W irańskich protestach mogło zginąć 36,5 tys. ludzi; to najkrwawszy od lat konflikt w regionie - napisał we wtorek portal Iran International, jeden z ośrodków starających się ustalić liczbę ofiar. Iran jest objęty blokadą informacyjną, co utrudnia zdobycie pełnych informacji.

W Międzynarodowym Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu pamiętajmy o Polakach ratujących Żydów tylko u nas
W Międzynarodowym Dniu Pamięci o Ofiarach Holokaustu pamiętajmy o Polakach ratujących Żydów

27 stycznia to dzień, w którym świat obchodzi Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holokaustu. W tym dniu należy pamiętać nie tylko o mordowanych Żydach, ale i Polakach – ofiarach Auschwitz-Birkenau a także tych, którzy z narażeniem życia swojego i swoich rodzin ratowali swoich żydowskich sąsiadów.

Wpadka drogowa ministra Żurka. Policja wydała oświadczenie z ostatniej chwili
Wpadka drogowa ministra Żurka. Policja wydała oświadczenie

Z uwagi na możliwość zaistnienia wykroczenia, policjanci wydziału ruchu drogowego Komendy Miejskiej Policji w Krakowie podjęli z urzędu czynności wyjaśniające w tej sprawie – brzmi komunikat policji wydany ws. nagrania wideo z ministrem Waldemarem Żurkiem, które w poniedziałek trafiło do sieci. Polityk podczas jazdy samochodem miał nie ustąpić pierwszeństwa pieszej na pasach.

Kto i dlaczego zdjął polskie flagi na moście w Słubicach tylko u nas
Kto i dlaczego zdjął polskie flagi na moście w Słubicach

Na początku stycznia z mostu granicznego w Słubicach zniknęły polskie flagi wywieszone kilka miesięcy wcześniej przez inicjatywę obywatelską. Decyzja o ich usunięciu, uzasadniana przepisami administracyjnymi, wywołała pytania o kompetencje władz po obu stronach granicy oraz o szerszy kontekst napięć w relacjach polsko-niemieckich.

81. rocznica wyzwolenia więźniów Auschwitz–Birkenau. Karol Nawrocki: Za każdą zbrodnię trzeba zapłacić i przeprosić z ostatniej chwili
81. rocznica wyzwolenia więźniów Auschwitz–Birkenau. Karol Nawrocki: Za każdą zbrodnię trzeba zapłacić i przeprosić

Dziś obchodzona jest 81. rocznica wyzwolenia więźniów niemieckiego obozu koncentracyjnego i zagłady Auschwitz–Birkenau. W uroczystościach upamiętniających udział bierze Prezydent RP Karol Nawrocki.

Kolejna żółta kartka dla von der Leyen. „Nie ma zgody na ukrywanie kluczowych dokumentów” z ostatniej chwili
Kolejna żółta kartka dla von der Leyen. „Nie ma zgody na ukrywanie kluczowych dokumentów”

„Parlament Europejski znów przywołuje von der Leyen do porządku” - napisała na platformie X eurodeputowana Jadwiga Wiśniewska (PiS) komentując sprawozdanie, jakie we wtorek zostało przyjęte w Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych (LIBE).

REKLAMA

Na naszych oczach odradza się tyrania

Na naszych oczach bankrutuje wiarygodność wszystkich instytucji, które miały stać na straży przestrzegania prawa, oraz upada nasze wyobrażenie o wolności. Przekonujemy się, że nie potrafiliśmy wykształcić żadnego zabezpieczenia przed tyranią.
Donald Tusk
Donald Tusk / fot. MARTIN DIVISEK/PAP/EPA

Nie tak to wszystko miało wyglądać. Gdy czterdzieści lat temu ks. Jerzy Popiełuszko konał w męczarniach skatowany przez komunistycznych oprawców, marzyliśmy, że prawda i szlachetność kiedyś zwyciężą. Gdy trzydzieści pięć lat temu Tadeusz Mazowiecki zostawał premierem rządu Rzeczpospolitej, wydawało się nam, że totalitarne zło zostało pokonane i wreszcie się od niego uwolnimy.
Okazuje się, że choć udało nam się osiągnąć niespotykany na skalę światową sukces gospodarczy, to nie umieliśmy zabezpieczyć swojej wolności. Co więcej, przyzwyczajamy się do nienormalności – do łamania prawa, nieuznawania sądów, wybiórczego przestrzegania wyroków, kwestionowania legalnie działających organów, siłowego przejmowania mediów czy instytucji. U większości Polaków nie wywołuje to oporu i wzburzenia.

Jakże adekwatnie brzmią tu słowa nieodżałowanego Stefana Kisielewskiego: „To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”.

Demokracja walcząca

Rządząca obecnie ekipa już otwarcie mówi, że nie zamierza przestrzegać prawa. Bez ogródek zapowiada, że będzie je łamać, gdyż musi obronić demokrację. Dokładnie jednak nie wiadomo przed czym. Prawica oddała władzę w wyniku wolnych wyborów i nie bojkotuje obrad parlamentu, jak robiła to jeszcze niedawno obecna partia rządząca. Nie organizuje demonstracji, których celem byłoby zastraszanie konkurencyjnych polityków, a nawet naruszanie ich nietykalności, co przecież zdarzało się jeszcze kilka lat temu, czego ofiarami padali politycy Prawa i Sprawiedliwości.

Wróg jest więc w dużej mierze jedynie emanacją zbiorowego wyobrażenia zagrożenia, które przez lata zostało wytworzone w umysłach wyborców i samych polityków Platformy Obywatelskiej, Lewicy i Trzeciej Drogi. Przez to jest on wygodniejszy, ponieważ można mu przypisywać wszelkie złe cechy i intencje bez zważania na fakty. Tego rodzaju myślenie prędzej czy później prowadzi do paranoi – niewidzialnego nieprzyjaciela w kolejnych wcieleniach dostrzega się w przychylnych dotąd dziennikarzach, sędziach, naukowcach czy osobach, które w szalonych czasach starają się zachować zdrowy rozsądek. Na razie jednak ten stan umysłu potęguje ograniczanie wolności.

Jakże pasują do tej sytuacji słowa austriackiego ekonomisty Ludwiga von Misesa, który już osiemdziesiąt lat temu w „Rządzie wszechmogącym” pisał: „Za bezczelne i skandaliczne poczytuje się krytykowanie poglądów wpływowych grup nacisku lub kwestionowanie zbawiennych skutków wszechmocy państwa. Opinia publiczna opowiedziała się za wiązką dogmatów, które coraz mniej swobodnie można atakować. W imię postępu i wolności zarówno postęp, jak i wolność wyjmowane są spod prawa. Każda doktryna polityczna, która odwołuje się do siły policyjnej lub innych metod przemocy czy groźby, by siebie chronić, ujawnia wewnętrzną słabość”.
Von Mises opisywał przedwojenne Niemcy i przyznał, że tyrania nie zawładnęła tym państwem z dnia na dzień, ale była skutkiem słabości systemu demokratycznego. Nie potrafił on przeciwstawić się przeciwnikom wolności nawet wówczas, gdy nie udawali, że dążą do dyktatury.

My wszyscy jesteśmy świadkami czegoś w rodzaju zamachu stanu, ale udajemy, że nas to nie dotyczy, albo pokładamy nadzieję w tym, że władza jest od nas mądrzejsza i pewnie wie, co robi. No to oddajmy jeszcze raz głos von Misesowi: „Tam, gdzie uniwersytety stają się strażą przyboczną, a naukowcy pragną walczyć na froncie nauki, otwarte zostają bramy dla barbarzyństwa. Próżno jednak walczyć z totalitaryzmem, stosując jego metody. Wolność mogą wywalczyć tylko ludzie bezwarunkowo przywiązani do jej zasad. Pierwszym warunkiem osiągnięcia lepszego porządku społecznego jest powrót do nieograniczonej wolności myśli i słowa”.
Wprowadzając stan demokracji walczącej, Donald Tusk właśnie ogłosił zawieszenie części praw obywatelskich, a zastępy naukowców zapiały z radości, że zdobył się na taki krok. Oczywiście wszystko w imię wolności.

CZYTAJ TAKŻE: W Zielonym Ładzie nie ma miejsca na wymianę argumentów ani nawet na zdrowy rozsądek

Zachód patrzy z zażenowaniem

Oburzone jeszcze niedawno unijne instytucje, które martwiły się o stan demokracji w Polsce, teraz albo zamilkły, albo nagradzają premiera ostentacyjnie łamiącego konstytucję. Nie ma już rezolucji, debat, procedury zagrożenia praworządności, napominania i rytualnych gestów.
Teraz unijni urzędnicy z mieszaniną ciekawości i zażenowania patrzą, jak ich wysłannik rozprawia się z resztkami konserwatyzmu, który się jeszcze ostał w Europie. Ciekawości, bo nigdy jeszcze w UE nie było takiego spektaklu, a żaden rząd nie posunął się tak daleko w łamaniu prawa. Zażenowania, gdyż wiedzą, że tego rodzaju metody przystają jedynie barbarzyńcom, a zastosowanie ich w krajach starej Unii oznaczałoby polityczne samobójstwo.

Nawet wyczulona na łamanie praw człowieka zachodnia prasa nabrała wody w usta i powtarza banały o przywracaniu praworządności oraz ładu. Jeden z najbardziej opiniotwórczych serwisów politico.eu nielegalne przejmowanie mediów publicznych czy prokuratury uznał za powrót demokracji. Dopiero w lipcu dostrzegł, że Tusk skupia się na ściganiu politycznych przeciwników, a zaniedbuje prorozwojowe inwestycje. Jednak prawdziwą krytykę sprowadziła na szefa polskiego rządu zapowiedź odstrzeliwania bobrów, które uznał za współwinne powodzi. Politico poświęciło temu dwie publikacje, ostro atakując Tuska, a nawet otwarcie z niego kpiąc.

Serwis był w stanie na tyle dokładnie przeanalizować sytuację w Polsce po powodzi, by dostrzec groteskę wypowiedzenia wojny bobrom. Przyznał, że zwierzęta te na chwilę zastąpiły Jarosława Kaczyńskiego. Dlaczego to samo nie dzieje się w przypadku poważnych nadużyć? Odpowiedź jest niestety banalnie prosta. Konserwatyści w przeciwieństwie do wodnych gryzoni nie są pod ochroną. Nie ma organizacji, które zajmowałyby się strzeżeniem ich praw. Sezon łowiecki na prawicę trwa przez cały czas.

Jak daleko się posuną?

Kluczowym pytaniem nie jest więc to, czy obecny rząd dalej będzie podążać drogą bezprawia, bo to wydaje się oczywiste. Nie wiemy jednak – on sam zresztą chyba także nie ma tej wiedzy – do czego jeszcze będzie się w stanie posunąć? Co poświęci, by utrzymać władzę?
Ostatnie orzeczenie Izby Karnej Sądu Najwyższego bezapelacyjnie i ostatecznie podważyło legalność powołania prokuratora krajowego Dariusza Korneluka. Formalnie pozostaje nim Dariusz Barski, który jednak nie jest wpuszczany do siedziby instytucji. Skutkiem łamania prawa przez ministra sprawiedliwości Adama Bodnara i premiera Tuska może więc być masowe zwalnianie z aresztów przestępców i podważanie wyroków w sprawach, w których występowali powołani przez uzurpatorów prokuratorzy. Co się zresztą zaczęło już dziać.
To oznacza pozbawienie państwa jednej z jego fundamentalnych funkcji, czyli zapewniania bezpieczeństwa swoim obywatelom.
Nie wiąże się to jednak ze spadkiem poparcia dla obecnej ekipy, nie wspominając już o masowych protestach. Nic takiego się nie dzieje. Jakby polskie społeczeństwo nie dostrzegało, że zagrożenie jest nie tylko realne, lecz także może dotknąć każdego z nas.
Donaldowi Tuskowi i jego PR-owcom udało się Polaków skutecznie znieczulić na ograniczanie wolności. Tak długo krzyczeli o nadciągającej dyktaturze, że gdy pojawiała się naprawdę, zdajemy się jej nie dostrzegać. Jakby większość z nas nie chciała uwierzyć, że zagrożenie przyszło ze strony pozornych obrońców.

Ostatnie bastiony

Nie mamy się co łudzić. Z tej zapaści nie wyciągną nas ani Unia Europejska, ani Stany Zjednoczone, ani nikt inny. Swoją wolność możemy obronić jedynie sami. Nikomu nie zależy, by Polska była krajem silnym wewnętrznie, stabilnym ustrojowo i dynamicznie się rozwijającym. Bezprawie i chaos, które wywołała obecna koalicja, może się skończyć jedynie za pomocą takich wyroków, jak ostatnie orzeczenie Sądu Najwyższego. Miało ono szczególną moc nie tylko ze względu na wagę problemu i porządkujący charakter, ale również z powodu wyjątkowo przenikliwego uzasadnienia.

Sędzia Zbigniew Karpiński udowodnił bezprawność działań ministra sprawiedliwości Adama Bodnara, ale jednocześnie obrazowo wyjaśnił skutki dalszej destrukcji systemu prawnego. Mówiąc, że władza wykonawcza nie może pozostawać bez kontroli, stwierdził niby rzecz oczywistą, ale tak bardzo zapomnianą w ostatnim okresie. Nie tylko zresztą w obecnej kadencji.

Przejmująco, ale z prawniczą precyzją, mówił o tym, że w państwie prawa nic nie może uzasadniać jego łamania. Nie da się przywracać demokracji metodami totalitarnymi, a wszelkie odstępstwa od tej zasady prowadzą do degeneracji władzy. Tak jak widzieliśmy to w PRL.
Bez szanowania przepisów, sądów i ich wyroków stracimy własne państwo. Anarchia zawsze wszak musi doprowadzić do upadku. System prawa jest jedyną skuteczną metodą obrony jednostki przed rosnącym w siłę państwem. W starciu obywatela z władzą to ona zawsze jest silniejsza, dlatego musi podlegać tak ścisłej kontroli. Nie zmienią tego żadne zaklęcia, hasła i PR-owskie sztuczki.

Wszystko to wiemy, ale jednocześnie tak bardzo przyzwyczailiśmy się do wolności, że nie zauważamy, gdy ktoś nam ją krok po kroku odbiera.

CZYTAJ TAKŻE: Nowa świecka ekoreligia – nowy numer "Tygodnika Solidarność"



 

Polecane