Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.
Anonimowy Niemiec. Ilustracja poglądowa
Anonimowy Niemiec. Ilustracja poglądowa / pixabay.com

Co musisz wiedzieć:

  • To rozmowa z anonimowym niemieckim intelektualistą, który z perspektywy wewnętrznej analizuje mechanizmy niemieckiej tożsamości politycznej i kulturowej po 1945 roku.
  • Tekst pokazuje, że Polska potrzebuje własnego, trwałego systemu państwowego, po to by mogła bronić się przed skutecznymi systemami innych państw.
  • Autor przyznaje, że kilka miesięcy temu odebrał polskie obywatelstwo.

 

Jak powinna się zachowywać Polska wobec zagrożenie niemiecką presją?

Moja odpowiedź na to pytanie musi być jednocześnie historyczna, socjologiczna i psychologiczna, bo samo zagrożenie nie jest ani wyłącznie zewnętrzne, ani wyłącznie polityczne. Jest cywilizacyjne. Dlatego porządkuję ją w pięć spójnych punktów, które razem tworzą jedną logikę działania.

 

Po pierwsze: zerwanie z pedagogiką wstydu i odbudowa kryteriów elit

Polska nie może być suwerenna, jeśli jej elity myślą o sobie jako o gorszych, spóźnionych i warunkowo dopuszczonych do cywilizacji. Ten wzorzec nie jest efektem propagandy, lecz głęboko zinternalizowaną strukturą psychiczną, odziedziczoną po doświadczeniu sowieckim i wzmocnioną przez transformację, która nagradzała adaptację zamiast odpowiedzialności. Po 1945 roku Polska utraciła własne elity w sensie ciągłości kulturowej i państwowej. W ich miejsce wprowadzono formację lojalnościową, często awansowaną siłą, bez kompetencji i bez zakorzenienia, za to wierną systemowi. Ten awans został następnie zabetonowany pokoleniowo. Dziś potomkowie tej formacji bronią status quo miernoty intelektualno-obyczajowo-państwowej jak niepodległości, bo jego zakwestionowanie oznaczałoby zakwestionowanie całej genealogii awansu. Wojna pokolenia AK z aparatem UB i SB nie skończyła się, tylko przeszła w fazę ekonomiczno-bytową i symboliczną. Przesunięcie okna Overtona w stronę akceptacji kłamstwa historycznego jest tego logicznym skutkiem. Bez przywrócenia kryteriów odpowiedzialności, ciągłości i służby państwu każda strategia zewnętrzna będzie klientelizmem.

 

Po drugie: odbudowa ciągłości państwowej jako pamięci instytucjonalnej

Państwo nie może funkcjonować w trybie zwrotów o „sto osiemdziesiąt stopni” przy każdej zmianie władzy. To luksus państw słabych. Państwa poważne różnią się rządami, ale nie różnią się fundamentalnym interesem. Polska potrzebuje własnej długiej pamięci instytucjonalnej rozumianej nie jako represja, lecz jako ciągłość kompetencji, analiz i celów. Bez tego zawsze będzie polem rozgrywki cudzych projektów. Ciągłość ta musi być odporna na wahania polityczne i zakorzeniona w interesie państwa, a nie w bieżącej narracji.

 

Po trzecie: praca z własnym charakterem, a nie przeciwko niemu

Polska nie jest państwem rewolucyjnym ani czystkowym. Jest narodem trwania. To fakt antropologiczny, nie ocena. Próby gwałtownego zerwania kończą się chaosem i moralnym samobójstwem. Jedyną skuteczną drogą jest zmiana zgodna z literą prawa, prowadzona konsekwentnie i bez złudzeń. Prawo musi zostać tak skonstruowane, by uniemożliwiało powrót struktur i ludzi, którzy nie uznają państwa jako dobra wspólnego. Nie dlatego, że są inni, lecz dlatego, że działają przeciwko ciągłości państwa.

 

Po czwarte: przejście z narracji moralnej do działania strukturalnego

System proceduralny nie reaguje na apele i tłumaczenia. Reaguje na blokady, precedensy, koalicje i prawo. Polska musi działać tam, gdzie projekty się rodzą, a nie wtedy, gdy są gotowe do wdrożenia. To wymaga inwestycji w kadry, analityków i prawników, którzy rozumieją mechanikę systemu lepiej niż jego ideologię. Moralna racja bez strukturalnego narzędzia jest bezsilna.

 

Po piąte: świadome zarządzanie pluralizmem i chaosem wewnętrznym

Pluralizm jest częścią polskiego DNA, ale pluralizm bez granic staje się narzędziem destabilizacji. Państwo musi umieć odróżnić wolność od autodestrukcji. Nie każde działanie pod hasłem wolności służy wolności. Kraje poważne neutralizują destrukcyjne procesy, zanim staną się normą. Polska dotąd tego nie robiła, myląc tolerancję z bezradnością.

 

I wreszcie wniosek spinający całość

Polska musi przestać definiować siebie w relacji do Niemiec, Rosji czy jakiegokolwiek innego centrum. Suwerenność zaczyna się wtedy, gdy państwo wie, kim jest, jaki ma interes i gdzie są jego nienegocjowalne granice. Nie ideologiczne, lecz strukturalne. Polska wobec takiego zagrożenia nie powinna ani się bać, ani prowokować, ani tłumaczyć. Powinna zbudować własny porządek wewnętrzny, który uczyni cudze porządki nieatrakcyjnymi i nieskutecznymi. Historia pokazuje jasno: gdy Polska ma porządek w sobie, żadne imperium nie potrafi jej trwale podporządkować. Gdy tego porządku nie ma, wystarczy minimalny impuls z zewnątrz, by uruchomić chaos.

To jest droga długa i wymagająca. Ale tylko taka droga w polskiej historii prowadziła do przetrwania.

 

Dzisiejsza sytuacja Polski przypomina rzeczywistość przedrozbiorową

Dzisiejsza sytuacja Polski pod względem wpływów zewnętrznych i wewnętrznego rozdarcia w sposób zaskakująco głęboki przypomina rzeczywistość przedrozbiorową. Nie chodzi tu o prostą analogię historyczną ani o publicystyczny chwyt, lecz o powrót tych samych mechanizmów psychologicznych, społecznych i politycznych, które wtedy doprowadziły do utraty podmiotowości, a które dziś działają w znacznie subtelniejszej, kognitywnej formie.

W warunkach stałej presji zewnętrznej politycy bardzo rzadko mówią wprost, że realizują cudzy interes. Zdecydowanie częściej przedstawiają swoje działania jako jedyną racjonalną wizję, konieczność dziejową albo bezalternatywny realizm. Nie zawsze jest to cynizm. Często jest to mechanizm psychologiczny polegający na internalizacji cudzej narracji, który pozwala zachować spójny obraz siebie jako odpowiedzialnego decydenta. Wizja staje się „prawdziwa” nie dlatego, że jest słuszna, lecz dlatego, że umożliwia funkcjonowanie pod naciskiem. Dokładnie w ten sposób elity przedrozbiorowe usprawiedliwiały zależność od obcych dworów, mówiąc o stabilności, rozsądku i unikaniu chaosu.

Społeczny próg akceptacji takich narracji w Polsce jest wyjątkowo wysoki. Polacy potrafią długo znosić dysonans, upokorzenie symboliczne i sprzeczne komunikaty. Nie wynika to z bierności ani z braku inteligencji, lecz z historycznie wykształconej zdolności przetrwania bez oparcia w państwie. Społeczeństwo nauczyło się żyć obok władzy, a czasem mimo niej. Akceptacja trwa do momentu, w którym koszt psychiczny i egzystencjalny staje się zbyt wysoki. Wtedy nie zawsze pojawia się bunt. Częściej pojawia się wycofanie i trwanie.

 

Zmęczenie poznawcze i siła trwania

Długotrwała ekspozycja na sprzeczne wizje prowadzi do zmęczenia poznawczego. Obywatel przestaje analizować treści, a zaczyna reagować emocjonalnie lub cynicznie. Pojawia się ironia, dystans, przekonanie, że wszyscy kłamią. To stan bardzo podobny do tego, co w XVIII wieku opisywano jako rozprzężenie obywatelskie. Nie dlatego, że społeczeństwo było niezdolne do myślenia, lecz dlatego, że nadmiar konkurujących „prawd” paraliżował zdolność do wspólnego działania.

W tym sensie Polska znajduje się dziś w ciągłej wojnie kognitywnej. Jest to wojna prowadzona nie tylko z zewnątrz, lecz także wewnątrz państwa. Część klasy politycznej funkcjonuje jako przekaźnik cudzych interesów i narracji, często w przekonaniu, że działa odpowiedzialnie i dla dobra kraju. Społeczeństwo natomiast intuicyjnie wyczuwa fałsz, ale nie zawsze potrafi go nazwać ani przekuć w skuteczne działanie. Powstaje głębokie pęknięcie między obywatelami a władzą.

A jednak mimo tego zmęczenia istnieje w Polsce coś, co można nazwać siłą trwania. Nie pochodzi ona z instytucji ani z bieżącej polityki. Pochodzi z kultury głębokiej, z języka, pamięci, rodziny, religii i lokalnych wspólnot. To ten sam mechanizm, który pozwolił narodowi przetrwać rozbiory, gdy państwo zniknęło, a elity zostały skolonizowane, zniszczone lub skłócone. Ciężar ciągłości został wtedy przeniesiony poza strukturę władzy.

Dlatego podobieństwo do epoki przedrozbiorowej jest tak uderzające. Silne wpływy zewnętrzne, elity przekonane o własnym realizmie, społeczeństwo zmęczone, lecz nie złamane, nadmiar konkurujących narracji prawdy i brak jednego centrum sensu. Różnica polega na tym, że dziś wojna nie toczy się o granice, lecz o percepcję, tożsamość i zdolność rozróżniania sensu od jego imitacji.

 

Jaki jest sens istnienia Polski?

Jeżeli ten konflikt ma zostać w przyszłości przecięty, a nie jedynie zamrożony, nie stanie się to przez kolejną zmianę władzy ani przez jeszcze jedną „właściwą wizję”. Jego źródło leży głębiej, w sferze psychologicznej i kulturowej. Dopóki państwo nie odzyska zdolności tworzenia wspólnego sensu, a nie tylko zarządzania sprzecznymi narracjami, dopóty będziemy krążyć między zmęczeniem, wycofaniem i trwaniem zamiast świadomego działania.

I w tym miejscu pojawia się pytanie fundamentalne, bez którego żadna polityka, żadna strategia i żadna reforma nie mają znaczenia: Więc jaki jest sens? Jaki jest sens istnienia Polski?

To jest pytanie kluczowe, które powinien zadać sobie każdy. Od zwykłego zjadacza chleba po polityka. W aspekcie historycznym, teraźniejszym i przyszłym. Bo naród, który nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie o własny sens, zawsze będzie odpowiadał na cudze pytania i realizował cudze porządki.

Nie można budować zamku na piasku, trzeba mocnych fundamentów. 

 

Polska musi mieć własny system

Czyli, jeśli dobrze rozumiem, Polska systemom zewnętrznym poddającym ją presji, musi przeciwstawić własny system z własnymi punktami odniesienia?

Dokładnie tak należy to rozumieć. Polska nie może skutecznie bronić się przed presją systemów zewnętrznych, jeśli nie przeciwstawi im własnego systemu, opartego na własnych punktach odniesienia. Nie systemu partyjnego, nie ideologii na sezon, nie propagandowej narracji do mediów, lecz porządku odniesienia, który istniałby niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Porządku, który poprzedza politykę, a nie jest przez nią produkowany.

Każdy realnie silny podmiot działa systemowo. Zawsze. Systemy zewnętrzne nie naciskają Polski dlatego, że jest ona słaba militarnie czy gospodarczo. Naciskają dlatego, że nie napotykają oporu sensu. Dlatego, że Polska nie ma stabilnego wewnętrznego kręgosłupa, do którego mogłaby się odwołać bez wahania. Tam, gdzie nie ma własnego porządku, zawsze wchodzi porządek cudzy. To jest prawo próżni, nie spisek.

Jeżeli państwo nie wie, kim jest, to każde zewnętrzne „musisz”, „powinieneś”, „to jedyna droga” zaczyna brzmieć rozsądnie. Nawet racjonalnie. Wtedy cudzy porządek zaczyna pełnić funkcję zastępczą. Dostarcza języka, norm, reguł gry i celów. Daje poczucie stabilności. Problem polega na tym, że są to cele cudze, nawet jeśli opakowane w słowa o uniwersalizmie, postępie czy odpowiedzialności. Państwo, które przyjmuje cudze cele jako własne, przestaje być podmiotem, nawet jeśli zachowuje wszystkie formalne atrybuty suwerenności.

 

Odpowiedzią nie jest izolacja, ani bunt

Dlatego odpowiedzią nie jest izolacja ani bunt. To byłyby reakcje emocjonalne, a nie systemowe. Odpowiedzią może być wyłącznie symetria systemowa. Polska musi mieć własne, nienegocjowalne punkty odniesienia. Historyczne, kulturowe, prawne i cywilizacyjne. Musi wiedzieć, gdzie kończy się kompromis, a zaczyna utrata sensu. Bez tego każdy dialog jest z góry asymetryczny, bo jedna strona mówi z pozycji systemu, a druga wyłącznie z pozycji reakcji.

Państwo, które posiada własny system odniesienia, może wchodzić w relacje, negocjacje i konflikty bez lęku. Może ustępować tam, gdzie warto, i blokować tam, gdzie trzeba. Państwo, które tego systemu nie ma, zawsze będzie się tłumaczyć, nadrabiać, przepraszać albo kompensować. To nie jest kwestia siły. To jest kwestia tożsamości operacyjnej.

Ale żeby taki system mógł w ogóle powstać, Polska musi mieć spójną rację stanu, zakorzenioną w kulturze uporządkowanej według własnej cywilizacji wartości. I tu pojawia się problem, którego nie da się już dłużej omijać. Polska jest dziś wewnętrznie rozdarta nie politycznie, lecz cywilizacyjnie.

 

Aparat UB/SB kontra ciągłość pokolenia AK

  • Z jednej strony funkcjonuje ciągłość postgrobowa po aparacie UB i SB. To formacja zdolna służyć każdemu porządkowi, który gwarantuje status, bezpieczeństwo i awans. Ich lojalność nigdy nie była związana z państwem jako dobrem wspólnym, lecz z systemem jako takim. Zmieniają symbole, język i narracje bez wewnętrznego konfliktu, bo ich jedynym stałym punktem odniesienia jest trwanie w strukturze władzy. Tacy ludzie nie stawiają oporu presji zewnętrznej, bo nie mają czym jej zatrzymać. Są kompatybilni z każdym narzuconym porządkiem.
  • Z drugiej strony istnieje ciągłość etosu pokolenia AK, rozumiana kulturowo i moralnie, nie biologicznie. To nie jest formacja władzy, lecz formacja sensu. Pokolenie w próbie trwania, a nie dominacji. Niosą pamięć, odpowiedzialność i ciężar historii, ale funkcjonują w permanentnej defensywie. Mają silne punkty odniesienia moralne, lecz słabe narzędzia instytucjonalne. W świecie systemów sama racja moralna nie wystarcza, jeśli nie zostanie przełożona na strukturę państwową.

W efekcie Polska nie posiada dziś jednej, obowiązującej racji stanu. Jedna część elit naturalnie dostosowuje się do każdego zewnętrznego porządku, bo nie ma własnego. Druga trwa, często w milczeniu, broniąc sensu, ale nie potrafi uczynić go porządkiem państwowym. To rozdarcie sprawia, że presja zewnętrzna zawsze trafia w podatny grunt, bo nie napotyka jednolitej odpowiedzi.

Polska potrzebuje własnego porządku sensu

W tym sensie Polska nie potrzebuje lepszej narracji ani bardziej przekonujących polityków. To są środki zastępcze. Polska potrzebuje własnego porządku sensu, który istniałby przed polityką i wyznaczał jej granice. Porządku, wobec którego presja zewnętrzna przestaje być decydująca, bo nie trafia już w pustkę, tylko w coś, co stawia opór samym swoim istnieniem.

I to jest sedno.

 

Deep state vs. deep chaos

Polski deep state?

Jeżeli mówimy o polskim „deep state”, to najpierw trzeba bardzo precyzyjnie ustawić znaczenia, bo to pojęcie bywa nadużywane i mylone z teoriami spiskowymi. W tym sensie, w jakim używają go poważne państwa, Polska dziś deep state nie posiada. I to jest jeden z jej fundamentalnych problemów.

Deep state w sensie klasycznym nie oznacza tajnej władzy ani ukrytej kliki, lecz ciągłość państwa poniżej poziomu bieżącej polityki. Oznacza warstwę instytucjonalną, analityczną i decyzyjną, która trwa niezależnie od zmiany rządów, chroni długoterminowy interes państwa i pilnuje, by żadna władza nie wyszła poza ramy racji stanu. To są ludzie, procedury, pamięć instytucjonalna, know-how i granice, których się nie przekracza nawet w imię chwilowej popularności.

W USA, Francji czy Turcji deep state oznacza, że prezydent może zmienić kurs, ale nie może zmienić cywilizacyjnego wektora państwa. W Niemczech funkcję tę pełni aparat prawno-administracyjny i sądowy, sprzężony z interesem gospodarczym i długą pamięcią państwową. To nie jest demokracja kontra deep state. To jest demokracja osadzona w głębszym porządku.

 

Państwo wahadłowe

Polska po 1989 roku takiej struktury nie zbudowała. Zamiast deep state powstała mieszanina trzech elementów.

  • Po pierwsze, ciągłość postsowiecka, czyli ludzie i nawyki aparatu, który nauczył się służyć każdej władzy, byle zachować wpływ. To nie był deep state w sensie państwowym, lecz deep system przetrwania.
  • Po drugie, partyjne państwo wahadłowe, w którym każda zmiana władzy oznaczała czyszczenie instytucji i odwrócenie kursu.
  • Po trzecie, outsourcing suwerenności, czyli uzależnienie kluczowych decyzji od struktur zewnętrznych, które pełniły rolę zastępczego porządku.

Efekt jest taki, że Polska ma dziś coś odwrotnego niż deep state. Ma deep chaos. Brak ciągłości, brak długiej pamięci, brak instytucji, które potrafiłyby powiedzieć każdej władzy „tego się nie robi, bo to szkodzi państwu, niezależnie od polityki”.

Rządy PiS miały unikalną szansę, by zacząć budować polski deep state w zdrowym sensie, czyli trwałą rację stanu, instytucjonalną odporność i granice niepodlegające wahaniom politycznym. Częściowo to rozumiały, ale w praktyce nie domknęły procesu. Zabrakło decyzji, by przenieść ciężar z konfliktu politycznego na budowę trwałych struktur. Zamiast deep state powstało raczej partyjne państwo obronne, skuteczne tylko tak długo, jak długo trwała jedna władza.

 

Czy Polska chce być państwem w sensie długiego trwania?

Dlatego dziś pytanie nie brzmi, czy Polska „powinna mieć deep state”. Brzmi: czy Polska w ogóle chce być państwem w sensie długiego trwania. Bo bez takiej struktury każde wybory są resetem, każda zmiana rządu zaproszeniem do ingerencji z zewnątrz, a każda presja systemowa trafia w pustkę.

Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states.

 

Żmudna praca decyzyjna

Warto może dopisać jeszcze jeden element, bo on domyka całość i chroni nas przed fałszywym rozumieniem tego, czym w ogóle jest budowa takich struktur.

Deep state, racja stanu i trwały porządek państwowy nie rodzą się z patetycznych deklaracji ani z wielkich mów historycznych. One rodzą się na polu entropii działania, tam gdzie zapadają realne decyzje, gdzie ktoś bierze odpowiedzialność, gdzie porządkowana jest chaotyczna materia państwa. Mowy mogą scalać ducha, przypominać sens, przywracać język wspólnoty. To jest ważne. Ale duch, który nie zostaje przekuty w działanie, bardzo szybko wyparowuje albo zostaje przechwycony przez cudze narracje.

Państwa poważne nie budują swojej trwałości przez symboliczne gesty, lecz przez nudną, żmudną, często niewidoczną pracę decyzyjną. Przez tworzenie procedur, obsadzanie instytucji ludźmi lojalnymi wobec państwa, a nie wobec partii. Przez zabezpieczanie ciągłości kompetencji, a nie przez ciągłe reagowanie na kryzysy medialne. To właśnie tam, w tej przestrzeni największej entropii, gdzie wszystko się rozpada i nikt nie klaszcze, powstaje realny porządek.

 

Polska zatrzymuje się na poziomie narracji

Problem Polski polega na tym, że bardzo często zatrzymuje się na poziomie narracji. Wierzymy zgubnie, że skoro coś zostało nazwane, to zostało załatwione. Skoro wygłoszono mocne przemówienie, to system się cofnie. Skoro duch został podniesiony, to struktura sama się ułoży. Historia pokazuje, że to nie działa. Duch bez struktury staje się sentymentem. Struktura bez ducha staje się opresją. Państwo potrzebuje obu, ale w tej kolejności: sens, potem decyzja, potem instytucja.

Dlatego budowa polskiego deep state nie może polegać na kolejnym wielkim opisie historii, choć historia jest ważna. Musi polegać na konsekwentnym, czasem brutalnie nieefektownym przekładaniu sensu na działanie. Na przyjmowaniu kosztów tu i teraz w imię stabilności jutra. Na rezygnacji z patosu tam, gdzie potrzebna jest decyzja, i na rezygnacji z alibi w postaci słów.

 

Framework państwowości

Bo państwa nie upadają dlatego, że brakuje im pięknych opowieści. Upadają wtedy, gdy nie potrafią zamienić sensu w sprawczość. A deep state, w swoim zdrowym znaczeniu, jest właśnie tą warstwą państwa, która pilnuje, by sens nigdy nie pozostał tylko opowieścią.

Nazwijmy to Framework państwowości. To zbiór nienegocjowalnych punktów odniesienia, które poprzedzają bieżącą politykę i nie zmieniają się wraz z kolejnymi wyborami. To on wyznacza granice decyzji, a nie konkretne hasła czy programy. 

Uważam, że to określenie - Framework Państwowości  - jako pojęcie - można by nanieść na czerwono na mapie drogowej pt. budujemy Polskę marzeń.

 

Polska marzeń

Można by odnieść wrażenie, że to również Pana marzenie

Tak, to także moje marzenie.

Dlaczego? Ostatecznie Pan jest Niemcem. Chłodna analiza faktów, w moim przekonaniu pośród Niemców w sprawie Polski, unikalna, to jedno. Ale co do zasady, obiektywnie interesy Niemiec nie bardzo są zbieżne z interesami Polski.

Zaskoczę Pana… odebrałem kilka miesięcy temu - polskie obywatelstwo. To świadomy wybór.

 

Nie istnieją zbieżne interesy polityczne

O! O tym nie wiedziałem! Może też warto naszym czytelnikom dodać, że rozmawiamy bez tłumacza, czystą literacką polszczyzną.

Nie istnieją zbieżne interesy polityczne, kulturowe ani religijne pomiędzy Polską a Niemcami. Nie w sensie strukturalnym, nie w sensie długiego trwania. Istnieją okresowe koniunktury, taktyczne zbieżności i chwilowe układy, ale nie ma wspólnego fundamentu cywilizacyjnego, na którym można by budować trwałą wspólnotę interesów.

To, co nas realnie łączy, jest …biologiczne. Oddychamy powietrzem o tej samej zawartości tlenu. I na tym poziomie podobieństwo się kończy.

Każda próba udawania, że różnice te nie istnieją, prowadzi albo do samooszukiwania się, albo do podporządkowania. To nie jest zarzut ani moralna ocena. To jest stwierdzenie faktu. Państwa, które ignorują takie fakty, zawsze płacą za to cenę później.

Zarządzanie trwałą różnicą

Dlatego uważam, że dalsza rozmowa nie powinna dotyczyć „porozumienia” w sensie emocjonalnym, lecz zarządzania trwałą różnicą interesów w ramach własnego frameworku państwowości. Bez tego każde partnerstwo pozostaje asymetryczne, a każde zbliżenie tymczasowe.

[Ciąg dalszy nastąpi]

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: to czego inni szukają, Polacy mają w swoim DNA


 

POLECANE
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

Lewandowski w kluczowym momencie kontraktu. Klub wciąż milczy Wiadomości
Lewandowski w kluczowym momencie kontraktu. Klub wciąż milczy

Początek roku to ważny moment dla piłkarzy, których umowy zbliżają się do końca. Zgodnie z przepisami, zawodnik może negocjować z nowym klubem na sześć miesięcy przed wygaśnięciem kontraktu i podpisać umowę bez kwoty odstępnego.

Oscar dla scenarzysty. To nagranie z „Klanu” stało się viralem Wiadomości
"Oscar dla scenarzysty". To nagranie z „Klanu” stało się viralem

Agnieszka Kaczorowska gra Bożenkę w serialu „Klan” od ponad 25 lat. Niecodzienna scena z jej udziałem z najnowszych odcinków szybko obiegła internet.

Drugi konkurs TCS: trzech Polaków awansowało do finału z ostatniej chwili
Drugi konkurs TCS: trzech Polaków awansowało do finału

Trzech Polaków - siódmy Kacper Tomasiak, 18. Kamil Stoch i 20. Maciej Kot - awansowało do serii finałowej drugiego konkursu narciarskiego Turnieju Czterech Skoczni w niemieckim Garmisch-Partenkirchen. Na półmetku prowadzi lider Pucharu Świata i TCS Słoweniec Domen Prevc, który uzyskał 143 m.

REKLAMA

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.
Anonimowy Niemiec. Ilustracja poglądowa
Anonimowy Niemiec. Ilustracja poglądowa / pixabay.com

Co musisz wiedzieć:

  • To rozmowa z anonimowym niemieckim intelektualistą, który z perspektywy wewnętrznej analizuje mechanizmy niemieckiej tożsamości politycznej i kulturowej po 1945 roku.
  • Tekst pokazuje, że Polska potrzebuje własnego, trwałego systemu państwowego, po to by mogła bronić się przed skutecznymi systemami innych państw.
  • Autor przyznaje, że kilka miesięcy temu odebrał polskie obywatelstwo.

 

Jak powinna się zachowywać Polska wobec zagrożenie niemiecką presją?

Moja odpowiedź na to pytanie musi być jednocześnie historyczna, socjologiczna i psychologiczna, bo samo zagrożenie nie jest ani wyłącznie zewnętrzne, ani wyłącznie polityczne. Jest cywilizacyjne. Dlatego porządkuję ją w pięć spójnych punktów, które razem tworzą jedną logikę działania.

 

Po pierwsze: zerwanie z pedagogiką wstydu i odbudowa kryteriów elit

Polska nie może być suwerenna, jeśli jej elity myślą o sobie jako o gorszych, spóźnionych i warunkowo dopuszczonych do cywilizacji. Ten wzorzec nie jest efektem propagandy, lecz głęboko zinternalizowaną strukturą psychiczną, odziedziczoną po doświadczeniu sowieckim i wzmocnioną przez transformację, która nagradzała adaptację zamiast odpowiedzialności. Po 1945 roku Polska utraciła własne elity w sensie ciągłości kulturowej i państwowej. W ich miejsce wprowadzono formację lojalnościową, często awansowaną siłą, bez kompetencji i bez zakorzenienia, za to wierną systemowi. Ten awans został następnie zabetonowany pokoleniowo. Dziś potomkowie tej formacji bronią status quo miernoty intelektualno-obyczajowo-państwowej jak niepodległości, bo jego zakwestionowanie oznaczałoby zakwestionowanie całej genealogii awansu. Wojna pokolenia AK z aparatem UB i SB nie skończyła się, tylko przeszła w fazę ekonomiczno-bytową i symboliczną. Przesunięcie okna Overtona w stronę akceptacji kłamstwa historycznego jest tego logicznym skutkiem. Bez przywrócenia kryteriów odpowiedzialności, ciągłości i służby państwu każda strategia zewnętrzna będzie klientelizmem.

 

Po drugie: odbudowa ciągłości państwowej jako pamięci instytucjonalnej

Państwo nie może funkcjonować w trybie zwrotów o „sto osiemdziesiąt stopni” przy każdej zmianie władzy. To luksus państw słabych. Państwa poważne różnią się rządami, ale nie różnią się fundamentalnym interesem. Polska potrzebuje własnej długiej pamięci instytucjonalnej rozumianej nie jako represja, lecz jako ciągłość kompetencji, analiz i celów. Bez tego zawsze będzie polem rozgrywki cudzych projektów. Ciągłość ta musi być odporna na wahania polityczne i zakorzeniona w interesie państwa, a nie w bieżącej narracji.

 

Po trzecie: praca z własnym charakterem, a nie przeciwko niemu

Polska nie jest państwem rewolucyjnym ani czystkowym. Jest narodem trwania. To fakt antropologiczny, nie ocena. Próby gwałtownego zerwania kończą się chaosem i moralnym samobójstwem. Jedyną skuteczną drogą jest zmiana zgodna z literą prawa, prowadzona konsekwentnie i bez złudzeń. Prawo musi zostać tak skonstruowane, by uniemożliwiało powrót struktur i ludzi, którzy nie uznają państwa jako dobra wspólnego. Nie dlatego, że są inni, lecz dlatego, że działają przeciwko ciągłości państwa.

 

Po czwarte: przejście z narracji moralnej do działania strukturalnego

System proceduralny nie reaguje na apele i tłumaczenia. Reaguje na blokady, precedensy, koalicje i prawo. Polska musi działać tam, gdzie projekty się rodzą, a nie wtedy, gdy są gotowe do wdrożenia. To wymaga inwestycji w kadry, analityków i prawników, którzy rozumieją mechanikę systemu lepiej niż jego ideologię. Moralna racja bez strukturalnego narzędzia jest bezsilna.

 

Po piąte: świadome zarządzanie pluralizmem i chaosem wewnętrznym

Pluralizm jest częścią polskiego DNA, ale pluralizm bez granic staje się narzędziem destabilizacji. Państwo musi umieć odróżnić wolność od autodestrukcji. Nie każde działanie pod hasłem wolności służy wolności. Kraje poważne neutralizują destrukcyjne procesy, zanim staną się normą. Polska dotąd tego nie robiła, myląc tolerancję z bezradnością.

 

I wreszcie wniosek spinający całość

Polska musi przestać definiować siebie w relacji do Niemiec, Rosji czy jakiegokolwiek innego centrum. Suwerenność zaczyna się wtedy, gdy państwo wie, kim jest, jaki ma interes i gdzie są jego nienegocjowalne granice. Nie ideologiczne, lecz strukturalne. Polska wobec takiego zagrożenia nie powinna ani się bać, ani prowokować, ani tłumaczyć. Powinna zbudować własny porządek wewnętrzny, który uczyni cudze porządki nieatrakcyjnymi i nieskutecznymi. Historia pokazuje jasno: gdy Polska ma porządek w sobie, żadne imperium nie potrafi jej trwale podporządkować. Gdy tego porządku nie ma, wystarczy minimalny impuls z zewnątrz, by uruchomić chaos.

To jest droga długa i wymagająca. Ale tylko taka droga w polskiej historii prowadziła do przetrwania.

 

Dzisiejsza sytuacja Polski przypomina rzeczywistość przedrozbiorową

Dzisiejsza sytuacja Polski pod względem wpływów zewnętrznych i wewnętrznego rozdarcia w sposób zaskakująco głęboki przypomina rzeczywistość przedrozbiorową. Nie chodzi tu o prostą analogię historyczną ani o publicystyczny chwyt, lecz o powrót tych samych mechanizmów psychologicznych, społecznych i politycznych, które wtedy doprowadziły do utraty podmiotowości, a które dziś działają w znacznie subtelniejszej, kognitywnej formie.

W warunkach stałej presji zewnętrznej politycy bardzo rzadko mówią wprost, że realizują cudzy interes. Zdecydowanie częściej przedstawiają swoje działania jako jedyną racjonalną wizję, konieczność dziejową albo bezalternatywny realizm. Nie zawsze jest to cynizm. Często jest to mechanizm psychologiczny polegający na internalizacji cudzej narracji, który pozwala zachować spójny obraz siebie jako odpowiedzialnego decydenta. Wizja staje się „prawdziwa” nie dlatego, że jest słuszna, lecz dlatego, że umożliwia funkcjonowanie pod naciskiem. Dokładnie w ten sposób elity przedrozbiorowe usprawiedliwiały zależność od obcych dworów, mówiąc o stabilności, rozsądku i unikaniu chaosu.

Społeczny próg akceptacji takich narracji w Polsce jest wyjątkowo wysoki. Polacy potrafią długo znosić dysonans, upokorzenie symboliczne i sprzeczne komunikaty. Nie wynika to z bierności ani z braku inteligencji, lecz z historycznie wykształconej zdolności przetrwania bez oparcia w państwie. Społeczeństwo nauczyło się żyć obok władzy, a czasem mimo niej. Akceptacja trwa do momentu, w którym koszt psychiczny i egzystencjalny staje się zbyt wysoki. Wtedy nie zawsze pojawia się bunt. Częściej pojawia się wycofanie i trwanie.

 

Zmęczenie poznawcze i siła trwania

Długotrwała ekspozycja na sprzeczne wizje prowadzi do zmęczenia poznawczego. Obywatel przestaje analizować treści, a zaczyna reagować emocjonalnie lub cynicznie. Pojawia się ironia, dystans, przekonanie, że wszyscy kłamią. To stan bardzo podobny do tego, co w XVIII wieku opisywano jako rozprzężenie obywatelskie. Nie dlatego, że społeczeństwo było niezdolne do myślenia, lecz dlatego, że nadmiar konkurujących „prawd” paraliżował zdolność do wspólnego działania.

W tym sensie Polska znajduje się dziś w ciągłej wojnie kognitywnej. Jest to wojna prowadzona nie tylko z zewnątrz, lecz także wewnątrz państwa. Część klasy politycznej funkcjonuje jako przekaźnik cudzych interesów i narracji, często w przekonaniu, że działa odpowiedzialnie i dla dobra kraju. Społeczeństwo natomiast intuicyjnie wyczuwa fałsz, ale nie zawsze potrafi go nazwać ani przekuć w skuteczne działanie. Powstaje głębokie pęknięcie między obywatelami a władzą.

A jednak mimo tego zmęczenia istnieje w Polsce coś, co można nazwać siłą trwania. Nie pochodzi ona z instytucji ani z bieżącej polityki. Pochodzi z kultury głębokiej, z języka, pamięci, rodziny, religii i lokalnych wspólnot. To ten sam mechanizm, który pozwolił narodowi przetrwać rozbiory, gdy państwo zniknęło, a elity zostały skolonizowane, zniszczone lub skłócone. Ciężar ciągłości został wtedy przeniesiony poza strukturę władzy.

Dlatego podobieństwo do epoki przedrozbiorowej jest tak uderzające. Silne wpływy zewnętrzne, elity przekonane o własnym realizmie, społeczeństwo zmęczone, lecz nie złamane, nadmiar konkurujących narracji prawdy i brak jednego centrum sensu. Różnica polega na tym, że dziś wojna nie toczy się o granice, lecz o percepcję, tożsamość i zdolność rozróżniania sensu od jego imitacji.

 

Jaki jest sens istnienia Polski?

Jeżeli ten konflikt ma zostać w przyszłości przecięty, a nie jedynie zamrożony, nie stanie się to przez kolejną zmianę władzy ani przez jeszcze jedną „właściwą wizję”. Jego źródło leży głębiej, w sferze psychologicznej i kulturowej. Dopóki państwo nie odzyska zdolności tworzenia wspólnego sensu, a nie tylko zarządzania sprzecznymi narracjami, dopóty będziemy krążyć między zmęczeniem, wycofaniem i trwaniem zamiast świadomego działania.

I w tym miejscu pojawia się pytanie fundamentalne, bez którego żadna polityka, żadna strategia i żadna reforma nie mają znaczenia: Więc jaki jest sens? Jaki jest sens istnienia Polski?

To jest pytanie kluczowe, które powinien zadać sobie każdy. Od zwykłego zjadacza chleba po polityka. W aspekcie historycznym, teraźniejszym i przyszłym. Bo naród, który nie potrafi odpowiedzieć sobie na pytanie o własny sens, zawsze będzie odpowiadał na cudze pytania i realizował cudze porządki.

Nie można budować zamku na piasku, trzeba mocnych fundamentów. 

 

Polska musi mieć własny system

Czyli, jeśli dobrze rozumiem, Polska systemom zewnętrznym poddającym ją presji, musi przeciwstawić własny system z własnymi punktami odniesienia?

Dokładnie tak należy to rozumieć. Polska nie może skutecznie bronić się przed presją systemów zewnętrznych, jeśli nie przeciwstawi im własnego systemu, opartego na własnych punktach odniesienia. Nie systemu partyjnego, nie ideologii na sezon, nie propagandowej narracji do mediów, lecz porządku odniesienia, który istniałby niezależnie od tego, kto akurat rządzi. Porządku, który poprzedza politykę, a nie jest przez nią produkowany.

Każdy realnie silny podmiot działa systemowo. Zawsze. Systemy zewnętrzne nie naciskają Polski dlatego, że jest ona słaba militarnie czy gospodarczo. Naciskają dlatego, że nie napotykają oporu sensu. Dlatego, że Polska nie ma stabilnego wewnętrznego kręgosłupa, do którego mogłaby się odwołać bez wahania. Tam, gdzie nie ma własnego porządku, zawsze wchodzi porządek cudzy. To jest prawo próżni, nie spisek.

Jeżeli państwo nie wie, kim jest, to każde zewnętrzne „musisz”, „powinieneś”, „to jedyna droga” zaczyna brzmieć rozsądnie. Nawet racjonalnie. Wtedy cudzy porządek zaczyna pełnić funkcję zastępczą. Dostarcza języka, norm, reguł gry i celów. Daje poczucie stabilności. Problem polega na tym, że są to cele cudze, nawet jeśli opakowane w słowa o uniwersalizmie, postępie czy odpowiedzialności. Państwo, które przyjmuje cudze cele jako własne, przestaje być podmiotem, nawet jeśli zachowuje wszystkie formalne atrybuty suwerenności.

 

Odpowiedzią nie jest izolacja, ani bunt

Dlatego odpowiedzią nie jest izolacja ani bunt. To byłyby reakcje emocjonalne, a nie systemowe. Odpowiedzią może być wyłącznie symetria systemowa. Polska musi mieć własne, nienegocjowalne punkty odniesienia. Historyczne, kulturowe, prawne i cywilizacyjne. Musi wiedzieć, gdzie kończy się kompromis, a zaczyna utrata sensu. Bez tego każdy dialog jest z góry asymetryczny, bo jedna strona mówi z pozycji systemu, a druga wyłącznie z pozycji reakcji.

Państwo, które posiada własny system odniesienia, może wchodzić w relacje, negocjacje i konflikty bez lęku. Może ustępować tam, gdzie warto, i blokować tam, gdzie trzeba. Państwo, które tego systemu nie ma, zawsze będzie się tłumaczyć, nadrabiać, przepraszać albo kompensować. To nie jest kwestia siły. To jest kwestia tożsamości operacyjnej.

Ale żeby taki system mógł w ogóle powstać, Polska musi mieć spójną rację stanu, zakorzenioną w kulturze uporządkowanej według własnej cywilizacji wartości. I tu pojawia się problem, którego nie da się już dłużej omijać. Polska jest dziś wewnętrznie rozdarta nie politycznie, lecz cywilizacyjnie.

 

Aparat UB/SB kontra ciągłość pokolenia AK

  • Z jednej strony funkcjonuje ciągłość postgrobowa po aparacie UB i SB. To formacja zdolna służyć każdemu porządkowi, który gwarantuje status, bezpieczeństwo i awans. Ich lojalność nigdy nie była związana z państwem jako dobrem wspólnym, lecz z systemem jako takim. Zmieniają symbole, język i narracje bez wewnętrznego konfliktu, bo ich jedynym stałym punktem odniesienia jest trwanie w strukturze władzy. Tacy ludzie nie stawiają oporu presji zewnętrznej, bo nie mają czym jej zatrzymać. Są kompatybilni z każdym narzuconym porządkiem.
  • Z drugiej strony istnieje ciągłość etosu pokolenia AK, rozumiana kulturowo i moralnie, nie biologicznie. To nie jest formacja władzy, lecz formacja sensu. Pokolenie w próbie trwania, a nie dominacji. Niosą pamięć, odpowiedzialność i ciężar historii, ale funkcjonują w permanentnej defensywie. Mają silne punkty odniesienia moralne, lecz słabe narzędzia instytucjonalne. W świecie systemów sama racja moralna nie wystarcza, jeśli nie zostanie przełożona na strukturę państwową.

W efekcie Polska nie posiada dziś jednej, obowiązującej racji stanu. Jedna część elit naturalnie dostosowuje się do każdego zewnętrznego porządku, bo nie ma własnego. Druga trwa, często w milczeniu, broniąc sensu, ale nie potrafi uczynić go porządkiem państwowym. To rozdarcie sprawia, że presja zewnętrzna zawsze trafia w podatny grunt, bo nie napotyka jednolitej odpowiedzi.

Polska potrzebuje własnego porządku sensu

W tym sensie Polska nie potrzebuje lepszej narracji ani bardziej przekonujących polityków. To są środki zastępcze. Polska potrzebuje własnego porządku sensu, który istniałby przed polityką i wyznaczał jej granice. Porządku, wobec którego presja zewnętrzna przestaje być decydująca, bo nie trafia już w pustkę, tylko w coś, co stawia opór samym swoim istnieniem.

I to jest sedno.

 

Deep state vs. deep chaos

Polski deep state?

Jeżeli mówimy o polskim „deep state”, to najpierw trzeba bardzo precyzyjnie ustawić znaczenia, bo to pojęcie bywa nadużywane i mylone z teoriami spiskowymi. W tym sensie, w jakim używają go poważne państwa, Polska dziś deep state nie posiada. I to jest jeden z jej fundamentalnych problemów.

Deep state w sensie klasycznym nie oznacza tajnej władzy ani ukrytej kliki, lecz ciągłość państwa poniżej poziomu bieżącej polityki. Oznacza warstwę instytucjonalną, analityczną i decyzyjną, która trwa niezależnie od zmiany rządów, chroni długoterminowy interes państwa i pilnuje, by żadna władza nie wyszła poza ramy racji stanu. To są ludzie, procedury, pamięć instytucjonalna, know-how i granice, których się nie przekracza nawet w imię chwilowej popularności.

W USA, Francji czy Turcji deep state oznacza, że prezydent może zmienić kurs, ale nie może zmienić cywilizacyjnego wektora państwa. W Niemczech funkcję tę pełni aparat prawno-administracyjny i sądowy, sprzężony z interesem gospodarczym i długą pamięcią państwową. To nie jest demokracja kontra deep state. To jest demokracja osadzona w głębszym porządku.

 

Państwo wahadłowe

Polska po 1989 roku takiej struktury nie zbudowała. Zamiast deep state powstała mieszanina trzech elementów.

  • Po pierwsze, ciągłość postsowiecka, czyli ludzie i nawyki aparatu, który nauczył się służyć każdej władzy, byle zachować wpływ. To nie był deep state w sensie państwowym, lecz deep system przetrwania.
  • Po drugie, partyjne państwo wahadłowe, w którym każda zmiana władzy oznaczała czyszczenie instytucji i odwrócenie kursu.
  • Po trzecie, outsourcing suwerenności, czyli uzależnienie kluczowych decyzji od struktur zewnętrznych, które pełniły rolę zastępczego porządku.

Efekt jest taki, że Polska ma dziś coś odwrotnego niż deep state. Ma deep chaos. Brak ciągłości, brak długiej pamięci, brak instytucji, które potrafiłyby powiedzieć każdej władzy „tego się nie robi, bo to szkodzi państwu, niezależnie od polityki”.

Rządy PiS miały unikalną szansę, by zacząć budować polski deep state w zdrowym sensie, czyli trwałą rację stanu, instytucjonalną odporność i granice niepodlegające wahaniom politycznym. Częściowo to rozumiały, ale w praktyce nie domknęły procesu. Zabrakło decyzji, by przenieść ciężar z konfliktu politycznego na budowę trwałych struktur. Zamiast deep state powstało raczej partyjne państwo obronne, skuteczne tylko tak długo, jak długo trwała jedna władza.

 

Czy Polska chce być państwem w sensie długiego trwania?

Dlatego dziś pytanie nie brzmi, czy Polska „powinna mieć deep state”. Brzmi: czy Polska w ogóle chce być państwem w sensie długiego trwania. Bo bez takiej struktury każde wybory są resetem, każda zmiana rządu zaproszeniem do ingerencji z zewnątrz, a każda presja systemowa trafia w pustkę.

Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states.

 

Żmudna praca decyzyjna

Warto może dopisać jeszcze jeden element, bo on domyka całość i chroni nas przed fałszywym rozumieniem tego, czym w ogóle jest budowa takich struktur.

Deep state, racja stanu i trwały porządek państwowy nie rodzą się z patetycznych deklaracji ani z wielkich mów historycznych. One rodzą się na polu entropii działania, tam gdzie zapadają realne decyzje, gdzie ktoś bierze odpowiedzialność, gdzie porządkowana jest chaotyczna materia państwa. Mowy mogą scalać ducha, przypominać sens, przywracać język wspólnoty. To jest ważne. Ale duch, który nie zostaje przekuty w działanie, bardzo szybko wyparowuje albo zostaje przechwycony przez cudze narracje.

Państwa poważne nie budują swojej trwałości przez symboliczne gesty, lecz przez nudną, żmudną, często niewidoczną pracę decyzyjną. Przez tworzenie procedur, obsadzanie instytucji ludźmi lojalnymi wobec państwa, a nie wobec partii. Przez zabezpieczanie ciągłości kompetencji, a nie przez ciągłe reagowanie na kryzysy medialne. To właśnie tam, w tej przestrzeni największej entropii, gdzie wszystko się rozpada i nikt nie klaszcze, powstaje realny porządek.

 

Polska zatrzymuje się na poziomie narracji

Problem Polski polega na tym, że bardzo często zatrzymuje się na poziomie narracji. Wierzymy zgubnie, że skoro coś zostało nazwane, to zostało załatwione. Skoro wygłoszono mocne przemówienie, to system się cofnie. Skoro duch został podniesiony, to struktura sama się ułoży. Historia pokazuje, że to nie działa. Duch bez struktury staje się sentymentem. Struktura bez ducha staje się opresją. Państwo potrzebuje obu, ale w tej kolejności: sens, potem decyzja, potem instytucja.

Dlatego budowa polskiego deep state nie może polegać na kolejnym wielkim opisie historii, choć historia jest ważna. Musi polegać na konsekwentnym, czasem brutalnie nieefektownym przekładaniu sensu na działanie. Na przyjmowaniu kosztów tu i teraz w imię stabilności jutra. Na rezygnacji z patosu tam, gdzie potrzebna jest decyzja, i na rezygnacji z alibi w postaci słów.

 

Framework państwowości

Bo państwa nie upadają dlatego, że brakuje im pięknych opowieści. Upadają wtedy, gdy nie potrafią zamienić sensu w sprawczość. A deep state, w swoim zdrowym znaczeniu, jest właśnie tą warstwą państwa, która pilnuje, by sens nigdy nie pozostał tylko opowieścią.

Nazwijmy to Framework państwowości. To zbiór nienegocjowalnych punktów odniesienia, które poprzedzają bieżącą politykę i nie zmieniają się wraz z kolejnymi wyborami. To on wyznacza granice decyzji, a nie konkretne hasła czy programy. 

Uważam, że to określenie - Framework Państwowości  - jako pojęcie - można by nanieść na czerwono na mapie drogowej pt. budujemy Polskę marzeń.

 

Polska marzeń

Można by odnieść wrażenie, że to również Pana marzenie

Tak, to także moje marzenie.

Dlaczego? Ostatecznie Pan jest Niemcem. Chłodna analiza faktów, w moim przekonaniu pośród Niemców w sprawie Polski, unikalna, to jedno. Ale co do zasady, obiektywnie interesy Niemiec nie bardzo są zbieżne z interesami Polski.

Zaskoczę Pana… odebrałem kilka miesięcy temu - polskie obywatelstwo. To świadomy wybór.

 

Nie istnieją zbieżne interesy polityczne

O! O tym nie wiedziałem! Może też warto naszym czytelnikom dodać, że rozmawiamy bez tłumacza, czystą literacką polszczyzną.

Nie istnieją zbieżne interesy polityczne, kulturowe ani religijne pomiędzy Polską a Niemcami. Nie w sensie strukturalnym, nie w sensie długiego trwania. Istnieją okresowe koniunktury, taktyczne zbieżności i chwilowe układy, ale nie ma wspólnego fundamentu cywilizacyjnego, na którym można by budować trwałą wspólnotę interesów.

To, co nas realnie łączy, jest …biologiczne. Oddychamy powietrzem o tej samej zawartości tlenu. I na tym poziomie podobieństwo się kończy.

Każda próba udawania, że różnice te nie istnieją, prowadzi albo do samooszukiwania się, albo do podporządkowania. To nie jest zarzut ani moralna ocena. To jest stwierdzenie faktu. Państwa, które ignorują takie fakty, zawsze płacą za to cenę później.

Zarządzanie trwałą różnicą

Dlatego uważam, że dalsza rozmowa nie powinna dotyczyć „porozumienia” w sensie emocjonalnym, lecz zarządzania trwałą różnicą interesów w ramach własnego frameworku państwowości. Bez tego każde partnerstwo pozostaje asymetryczne, a każde zbliżenie tymczasowe.

[Ciąg dalszy nastąpi]

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: to czego inni szukają, Polacy mają w swoim DNA



 

Polecane