Waldemar Żyszkiewicz: Prawda czasu, prawda ekranu

Film Stevena Soderbergha „Contagion – Epidemia strachu”, który światową premierę miał już blisko dziewięć lat temu, z powodu szaleństw patogenu SARS-CoV-2 przeżywa swą drugą młodość.
kadr z filmu
kadr z filmu "Contagion - Epidemia strachu" / materiały prasowe

Firmy handlujące nośnikami DVD, Blu-Ray, Ultra HD znów mają tę pozycję w swojej ofercie, a tegoroczne pobrania z platformy iTunes plasują ów gwiazdorsko obsadzony obraz na wysokim siódmym miejscu. Za przekaz czy wręcz przesłanie filmu wyreżyserowanego przez twórcę takich pozycji jak m.in. „Seks, kłamstwa i kasety wideo”, „Erin Brocovich czy „Panaceum” odpowiedzialność ponosi jednak autor scenariusza Scott Z. Burns.

Burns, scenarzysta i producent, z rzadka tylko zajmujący się reżyserią, wydaje się podchodzić do swej pracy jak ktoś, dla kogo prawda jest faktycznie istotna. Napisał scenariusz, reżyserował i wyprodukował film o senackim dochodzeniu w sprawie tajnego programu tortur CIA stosowanych wobec więźniów zatrzymanych po 11 września 2001 roku. Ten w pełni autorski obraz nosi tytuł „Raport” (The Report), światową premierę miał w styczniu zeszłego roku, ale w USA dopiero w połowie listopada. Swoją karierę w branży Burns rozpoczął jednak od funkcji współproducenta, czyli (w amerykańskich realiach) od wyłożenia części pieniędzy na produkcję dokumentalnego filmu „Niewygodna prawda” z Alem Gore’m w roli głównego specjalisty od antropogennych zmian klimatu oraz „eko-zbawcy” naszego globu. Pół świata powątpiewa wprawdzie, czy dogmatycznie formułowane przez niedoszłego prezydenta USA tezy mają oparcie w faktach, tym niemniej film Gore’a zdobył dwa Oscary (w kategoriach: najlepszy film dokumentalny i najlepsza piosenka oryginalna) oraz odniósł spory sukces komercyjny.

 

Contagion – Prognoza czy instruktaż?

Pod względem warsztatowym scenariusz „Pandemii strachu” jest niemal bez zarzutu. Jego autor, który przed napisaniem niewątpliwie konsultował się ze specjalistami, pokazał i zróżnicował badawcze prace laboratoriów o różnym poziomie bezpieczeństwa, przywołał teorię i logistykę działań zaradczych na wypadek wybuchu nagłego zagrożenia pandemią, wskazał nawet na nieetyczne metody stosowane niekiedy przez urzędników WHO. W tegorocznym wywiadzie udzielonym na fali ponownej popularności filmu, Burns przywołał opinie ekspertów, którzy już wtedy mieli twierdzić, że nie należy pytać, czy dojdzie do globalnej zarazy, lecz kiedy do niej dojdzie... To charakterystyczna zbieżność ze słowami dr. Anthony’ego S. Fauciego, dyrektora Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) w USA, który jeszcze sporo przed obecną epidemią zapowiadał, że jedyną pewną rzeczą, jaka nas czeka w przyszłości, pozostaje groźna, niespodziewana epidemia na wielką skalę.

Scenariusz Scotta Z. Burnsa gromadzi wiele wątków. Jest w nim pokazana walka o życie zakażonych: i ta bezpośrednia w szpitalach, i ta pośrednia w laboratoriach badających patogeny. Są sugestywne sceny paniki, ale też próby wykorzystania kryzysu dla odniesienia osobistych korzyści. Jednostkowa odporność chroniąca przed infekcją umożliwia głównemu bohaterowi ruchliwość i osobistą aktywność. Równolegle z tą opowieścią wyspecjalizowane wieloosobowe sztaby pracują nad opanowaniem zarazy oraz znalezieniem niezbędnego antidotum... Wszystko to przypomina po trosze instruktaż ważny w naszej obecnej sytuacji, ale też wyjaskrawia różnice między wizją scenarzysty a rzeczywistością.

Filmowy wątek blogera, który zarabia na reklamowanej przez siebie pseudoterapii specyfikiem o nazwie Forsythia (Forsycja) stanowi antypody awantury o terapię chlorochiną i hydroksychlorochiną, być może motywowane tylko nienawiścią światowych mediów głównego nurtu do Donalda Trumpa, ale być może – gdyby proste terapie i tanie specyfiki, których nie można już opatentować, okazały się skuteczne – także zazdrością globalnych graczy o częściowo utracone korzyści z produkcji szczepionek. Tekst w brytyjskim renomowanym tygodniku medycznym „The Lancet”, którego autorzy (Mandeep R. Mehra et alii) zdyskredytowali leczenie pochodnymi chininy, został oparty na niespójnych danych, dostarczonych przez nieznaną wcześniej w branży firmę Surgisphere. Krytycy artykułu, wykazując popełnione w nim błędy, zażądali ujawnienia danych. Autorzy jednak odmówili i swój tekst wycofali. Co gorsza, okazało się, że firmę-dostarczyciela danych, w której pracowały osoby bez stosownych kompetencji – m.in. twórca od literatury SF oraz modelka erotyczna – założył jeden ze współautorów owego krytycznego artykułu w czasopiśmie „Lancet”. Hipokrates przewraca się w grobie.  

 

Plusy i fastrygi scenariusza

Scenariusz „Pandemii strachu” ma tylko jeden słaby punkt, ale za to newralgiczny. Ścięta palma, spłoszone nietoperze, prosię zjadające zgubiony kawałek banana, selfie z kucharzem – taka sekwencja zdarzeń, choć mało prawdopodobna, jest jeszcze do pomyślenia. Ale błyskawiczna, praktycznie natychmiastowa podwójna przesiadka odzwierzęcego koronowirusa z nietoperza na świnkę, a potem natychmiast na człowieka i dalej – to koncept godny raczej literata od science-fiction. Aż tak nagłe mutacje wirusów czy natychmiastowe zmiany gospodarza w przyrodzie nie występują. Według specjalistów, jest potrzebny do tego znacznie dłuższy czas albo ostre podkręcenie tych procesów w laboratorium...

Teoretyczny koncept zmiany gospodarza, o którym Burns usłyszał albo przeczytał, przygotowując się do pisania scenariusza, został tu dla potrzeb filmu pokazany w nierealistycznym skrócie. I w filmie, który ma wiele innych walorów, można by to wybaczyć. Niestety, sugestywność, z jaką Soderbergh przełożył tę opowieść na ruchome obrazy, staje się jednocześnie rodzajem alibi dla patogenu SARS-CoV-2, który tak ostro wywrócił życie ludzkie na opak, a kilkuset tysiącom ludzi na świecie już je odebrał.

W przeciwieństwie do niefrasobliwości, z jaką Burns potraktował przystosowanie się wirusa, niedawno jeszcze bytującego wśród chińskich nietoperzy, a od niedawna rozsmakowanego w nabłonku ludzkich płuc, co uczyniło go potencjalnym narzędziem śmierci przez uduszenie, teoria i praktyka ograniczania oraz powstrzymywania szybko rozprzestrzeniającej się zarazy została przez scenarzystę przedstawiona dość realistycznie. Żeby ograniczyć zasięg agresywnie rozsiewającej się infekcji i zmniejszyć liczbę dotkniętych przez nią osób, trzeba wykryć pacjenta zero i wygasić ogniska jej transmisji.

Ani scenarzysta, ani bohaterowie opowieści o groźnym patogenie nie mają co do tego żadnych wątpliwości. Zaatakowana przez nieznanego wirusa cywilizacja XXI stulecia stawia do dyspozycji wszelkie środki, żeby wykryć właśnie ten przypadek, w którym doszło do przeskoku odzwierzęcego patogenu na człowieka. Dzięki temu odzyskuje szanse na wygraną z pandemią... Tym bardziej, dziwi brak analogicznych starań w naszym ułomnym realnym świecie. Niby zglobalizowanym, ale ideologicznie i politycznie mocno podzielonym. Co więcej, z racji sprzecznych interesów pragmatycznie niezbornym, w dodatku targanym konfliktami.

 

Europejskie dziedzictwo zobowiązuje

Czy rządzący całkiem zatracili już dziecięcą ciekawość świata, która każe stawiać pytania w rodzaju, skąd się wziął ten patogen? Czy jest rezultatem naturalnych procesów, o których mówią pospołu dr Tony Fauci oraz koledzy Petera Daszaka z EcoHealth Alliance? Czy może powstał w wyniku laboratoryjnego liftingu, na co mogą wskazywać wcale nie mniej realistyczne przesłanki? I na ile jest naprawdę groźny, bo coraz liczniejsza rzesza lekarzy praktyków oraz specjalistów od wirusologii, chorób zakaźnych czy odporności ludzkiego organizmu kwestionuje nie tylko jadowitość patogenu SARS-CoV-2, ale również zalecane odgórnie metody reagowania na to niewątpliwie nowe i dość wymagające wyzwanie.

Panika i utrudniony wgląd w to, co działo się na przełomie starego i nowego roku w Chinach, dość ograniczona transparentność działań tamtejszych władz, a także swoista sinofilia WHO sprawiły, że przez kilka pierwszych miesięcy naiwny koncept, że do transgatunkowego przeskoku wirusa na człowieka doszło na mokrym targowisku z egzotyczną dziczyzną w Wuhanie, jakoś światowej opinii publicznej wystarczał. Dziś jednak wiadomo już, choć te informacje z trudem przebijają się do szerszego obiegu, że nowy wirus późną jesienią pojawił się też we Francji i Włoszech, być może zawleczony tam przez uczestników wojskowej olimpiady, która odbyła się w tym samym chińskim mieście w drugiej połowie października 2019. Dlaczego zatem pytanie o pacjenta zero, tak istotne dla ustalenia punktu początkowego epidemii, nie jest nadal z uporem ponawiane?  

Zamiast elementarnych działań niezbędnych dla wyjaśnienia źródeł masowych zakażeń i tym samym ograniczenia ich zasięgu, rządzący w większości krajów świata uporczywie – niczym buddyści mantrę –  powtarzają niezbyt rozsądny postulat masowych, a co gorsza, przymusowych szczepień całej populacji. Dlaczego zaszczepienie całej populacji wydaje się konceptem nieprzemyślanym? Bo patogen, najprawdopodobniej z szalki Petriego, pozostaje bardzo labilny, więc skutecznej i bezpiecznej szczepionki jeszcze długo nie będzie, o ile w ogóle uda się ją stworzyć.

Warto zauważyć, że w naukowej tradycji europejskiej do poszukiwań sposobów rozstrzygnięcia problemu przystępujemy po uprzednim zbadaniu jego dokładnych przyczyn. A dziś proponuje się nam babiloński koncept ucieczki do przodu. To nie jest metodologia wzorowana na starożytnych Grekach. Tak zwykł może postępować perfidny rabuś-nomada, ale z pewnością nie mędrzec.

Być może elity polityczne świata znają już pochodzenie zarazy, która zaatakowała rodzaj ludzki u progu trzeciej dekady XXI wieku. Ale jeśli tak, to dlaczego nie chcą się tą ekskluzywną wiedzą podzielić? Jeśli jednak nie wiedzą, co też prawdopodobne, to dlaczego nie szukają dalej? Dlaczego karnie dostosowują się do zaleceń jakichś samozwańczych heroldów nowoczesności? Dlaczego dają posłuch może nawet i profesjonalistom, ale profesjonalistom z rozproszonych, nie wiadomo przez kogo i w czyim interesie sterowanych struktur sieciowych – takich choćby jak EcoHealth Alliance – zresztą struktur bez jakiegokolwiek mandatu społecznego od obywateli, którzy mają za te działania płacić i owym rozporządzeniom podlegać?

 

Waldemar Żyszkiewicz

(29 czerwca 2020)


 

POLECANE
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu z ostatniej chwili
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu

Problemy na kolei w województwie warmińsko-mazurskim. Kilometr przed stacją Sterławki zepsuła się lokomotywa pociągu „Biebrza”, jadącego z Białegostoku do Gdyni Głównej. Z powodu wysokiego śniegu pociąg zatrzymał się w miejscu, z którego pasażerowie nie mogą bezpiecznie opuścić wagonów.

Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje Wiadomości
Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje

Międzynarodowy zespół astronomów, w tym - z Polski, odkrył tzw. planetę swobodną i wyznaczył jej dokładną masę, dostarczając ostatecznego dowodu, że takie obiekty faktycznie istnieją. O „przełomowym pomiarze” w dziedzinie badania planet pozasłonecznych poinformowało „Science”.

Nie żyje najcięższy człowiek świata Wiadomości
Nie żyje najcięższy człowiek świata

Juan Pedro Franco, znany na całym świecie jako najcięższy człowiek świata, zmarł w Wigilię 24 grudnia 2025 roku. Miał 41 lat. Meksykanin odszedł w szpitalu w Aguascalientes w wyniku powikłań związanych z infekcją nerek.

Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

REKLAMA

Waldemar Żyszkiewicz: Prawda czasu, prawda ekranu

Film Stevena Soderbergha „Contagion – Epidemia strachu”, który światową premierę miał już blisko dziewięć lat temu, z powodu szaleństw patogenu SARS-CoV-2 przeżywa swą drugą młodość.
kadr z filmu
kadr z filmu "Contagion - Epidemia strachu" / materiały prasowe

Firmy handlujące nośnikami DVD, Blu-Ray, Ultra HD znów mają tę pozycję w swojej ofercie, a tegoroczne pobrania z platformy iTunes plasują ów gwiazdorsko obsadzony obraz na wysokim siódmym miejscu. Za przekaz czy wręcz przesłanie filmu wyreżyserowanego przez twórcę takich pozycji jak m.in. „Seks, kłamstwa i kasety wideo”, „Erin Brocovich czy „Panaceum” odpowiedzialność ponosi jednak autor scenariusza Scott Z. Burns.

Burns, scenarzysta i producent, z rzadka tylko zajmujący się reżyserią, wydaje się podchodzić do swej pracy jak ktoś, dla kogo prawda jest faktycznie istotna. Napisał scenariusz, reżyserował i wyprodukował film o senackim dochodzeniu w sprawie tajnego programu tortur CIA stosowanych wobec więźniów zatrzymanych po 11 września 2001 roku. Ten w pełni autorski obraz nosi tytuł „Raport” (The Report), światową premierę miał w styczniu zeszłego roku, ale w USA dopiero w połowie listopada. Swoją karierę w branży Burns rozpoczął jednak od funkcji współproducenta, czyli (w amerykańskich realiach) od wyłożenia części pieniędzy na produkcję dokumentalnego filmu „Niewygodna prawda” z Alem Gore’m w roli głównego specjalisty od antropogennych zmian klimatu oraz „eko-zbawcy” naszego globu. Pół świata powątpiewa wprawdzie, czy dogmatycznie formułowane przez niedoszłego prezydenta USA tezy mają oparcie w faktach, tym niemniej film Gore’a zdobył dwa Oscary (w kategoriach: najlepszy film dokumentalny i najlepsza piosenka oryginalna) oraz odniósł spory sukces komercyjny.

 

Contagion – Prognoza czy instruktaż?

Pod względem warsztatowym scenariusz „Pandemii strachu” jest niemal bez zarzutu. Jego autor, który przed napisaniem niewątpliwie konsultował się ze specjalistami, pokazał i zróżnicował badawcze prace laboratoriów o różnym poziomie bezpieczeństwa, przywołał teorię i logistykę działań zaradczych na wypadek wybuchu nagłego zagrożenia pandemią, wskazał nawet na nieetyczne metody stosowane niekiedy przez urzędników WHO. W tegorocznym wywiadzie udzielonym na fali ponownej popularności filmu, Burns przywołał opinie ekspertów, którzy już wtedy mieli twierdzić, że nie należy pytać, czy dojdzie do globalnej zarazy, lecz kiedy do niej dojdzie... To charakterystyczna zbieżność ze słowami dr. Anthony’ego S. Fauciego, dyrektora Narodowego Instytutu Alergii i Chorób Zakaźnych (NIAID) w USA, który jeszcze sporo przed obecną epidemią zapowiadał, że jedyną pewną rzeczą, jaka nas czeka w przyszłości, pozostaje groźna, niespodziewana epidemia na wielką skalę.

Scenariusz Scotta Z. Burnsa gromadzi wiele wątków. Jest w nim pokazana walka o życie zakażonych: i ta bezpośrednia w szpitalach, i ta pośrednia w laboratoriach badających patogeny. Są sugestywne sceny paniki, ale też próby wykorzystania kryzysu dla odniesienia osobistych korzyści. Jednostkowa odporność chroniąca przed infekcją umożliwia głównemu bohaterowi ruchliwość i osobistą aktywność. Równolegle z tą opowieścią wyspecjalizowane wieloosobowe sztaby pracują nad opanowaniem zarazy oraz znalezieniem niezbędnego antidotum... Wszystko to przypomina po trosze instruktaż ważny w naszej obecnej sytuacji, ale też wyjaskrawia różnice między wizją scenarzysty a rzeczywistością.

Filmowy wątek blogera, który zarabia na reklamowanej przez siebie pseudoterapii specyfikiem o nazwie Forsythia (Forsycja) stanowi antypody awantury o terapię chlorochiną i hydroksychlorochiną, być może motywowane tylko nienawiścią światowych mediów głównego nurtu do Donalda Trumpa, ale być może – gdyby proste terapie i tanie specyfiki, których nie można już opatentować, okazały się skuteczne – także zazdrością globalnych graczy o częściowo utracone korzyści z produkcji szczepionek. Tekst w brytyjskim renomowanym tygodniku medycznym „The Lancet”, którego autorzy (Mandeep R. Mehra et alii) zdyskredytowali leczenie pochodnymi chininy, został oparty na niespójnych danych, dostarczonych przez nieznaną wcześniej w branży firmę Surgisphere. Krytycy artykułu, wykazując popełnione w nim błędy, zażądali ujawnienia danych. Autorzy jednak odmówili i swój tekst wycofali. Co gorsza, okazało się, że firmę-dostarczyciela danych, w której pracowały osoby bez stosownych kompetencji – m.in. twórca od literatury SF oraz modelka erotyczna – założył jeden ze współautorów owego krytycznego artykułu w czasopiśmie „Lancet”. Hipokrates przewraca się w grobie.  

 

Plusy i fastrygi scenariusza

Scenariusz „Pandemii strachu” ma tylko jeden słaby punkt, ale za to newralgiczny. Ścięta palma, spłoszone nietoperze, prosię zjadające zgubiony kawałek banana, selfie z kucharzem – taka sekwencja zdarzeń, choć mało prawdopodobna, jest jeszcze do pomyślenia. Ale błyskawiczna, praktycznie natychmiastowa podwójna przesiadka odzwierzęcego koronowirusa z nietoperza na świnkę, a potem natychmiast na człowieka i dalej – to koncept godny raczej literata od science-fiction. Aż tak nagłe mutacje wirusów czy natychmiastowe zmiany gospodarza w przyrodzie nie występują. Według specjalistów, jest potrzebny do tego znacznie dłuższy czas albo ostre podkręcenie tych procesów w laboratorium...

Teoretyczny koncept zmiany gospodarza, o którym Burns usłyszał albo przeczytał, przygotowując się do pisania scenariusza, został tu dla potrzeb filmu pokazany w nierealistycznym skrócie. I w filmie, który ma wiele innych walorów, można by to wybaczyć. Niestety, sugestywność, z jaką Soderbergh przełożył tę opowieść na ruchome obrazy, staje się jednocześnie rodzajem alibi dla patogenu SARS-CoV-2, który tak ostro wywrócił życie ludzkie na opak, a kilkuset tysiącom ludzi na świecie już je odebrał.

W przeciwieństwie do niefrasobliwości, z jaką Burns potraktował przystosowanie się wirusa, niedawno jeszcze bytującego wśród chińskich nietoperzy, a od niedawna rozsmakowanego w nabłonku ludzkich płuc, co uczyniło go potencjalnym narzędziem śmierci przez uduszenie, teoria i praktyka ograniczania oraz powstrzymywania szybko rozprzestrzeniającej się zarazy została przez scenarzystę przedstawiona dość realistycznie. Żeby ograniczyć zasięg agresywnie rozsiewającej się infekcji i zmniejszyć liczbę dotkniętych przez nią osób, trzeba wykryć pacjenta zero i wygasić ogniska jej transmisji.

Ani scenarzysta, ani bohaterowie opowieści o groźnym patogenie nie mają co do tego żadnych wątpliwości. Zaatakowana przez nieznanego wirusa cywilizacja XXI stulecia stawia do dyspozycji wszelkie środki, żeby wykryć właśnie ten przypadek, w którym doszło do przeskoku odzwierzęcego patogenu na człowieka. Dzięki temu odzyskuje szanse na wygraną z pandemią... Tym bardziej, dziwi brak analogicznych starań w naszym ułomnym realnym świecie. Niby zglobalizowanym, ale ideologicznie i politycznie mocno podzielonym. Co więcej, z racji sprzecznych interesów pragmatycznie niezbornym, w dodatku targanym konfliktami.

 

Europejskie dziedzictwo zobowiązuje

Czy rządzący całkiem zatracili już dziecięcą ciekawość świata, która każe stawiać pytania w rodzaju, skąd się wziął ten patogen? Czy jest rezultatem naturalnych procesów, o których mówią pospołu dr Tony Fauci oraz koledzy Petera Daszaka z EcoHealth Alliance? Czy może powstał w wyniku laboratoryjnego liftingu, na co mogą wskazywać wcale nie mniej realistyczne przesłanki? I na ile jest naprawdę groźny, bo coraz liczniejsza rzesza lekarzy praktyków oraz specjalistów od wirusologii, chorób zakaźnych czy odporności ludzkiego organizmu kwestionuje nie tylko jadowitość patogenu SARS-CoV-2, ale również zalecane odgórnie metody reagowania na to niewątpliwie nowe i dość wymagające wyzwanie.

Panika i utrudniony wgląd w to, co działo się na przełomie starego i nowego roku w Chinach, dość ograniczona transparentność działań tamtejszych władz, a także swoista sinofilia WHO sprawiły, że przez kilka pierwszych miesięcy naiwny koncept, że do transgatunkowego przeskoku wirusa na człowieka doszło na mokrym targowisku z egzotyczną dziczyzną w Wuhanie, jakoś światowej opinii publicznej wystarczał. Dziś jednak wiadomo już, choć te informacje z trudem przebijają się do szerszego obiegu, że nowy wirus późną jesienią pojawił się też we Francji i Włoszech, być może zawleczony tam przez uczestników wojskowej olimpiady, która odbyła się w tym samym chińskim mieście w drugiej połowie października 2019. Dlaczego zatem pytanie o pacjenta zero, tak istotne dla ustalenia punktu początkowego epidemii, nie jest nadal z uporem ponawiane?  

Zamiast elementarnych działań niezbędnych dla wyjaśnienia źródeł masowych zakażeń i tym samym ograniczenia ich zasięgu, rządzący w większości krajów świata uporczywie – niczym buddyści mantrę –  powtarzają niezbyt rozsądny postulat masowych, a co gorsza, przymusowych szczepień całej populacji. Dlaczego zaszczepienie całej populacji wydaje się konceptem nieprzemyślanym? Bo patogen, najprawdopodobniej z szalki Petriego, pozostaje bardzo labilny, więc skutecznej i bezpiecznej szczepionki jeszcze długo nie będzie, o ile w ogóle uda się ją stworzyć.

Warto zauważyć, że w naukowej tradycji europejskiej do poszukiwań sposobów rozstrzygnięcia problemu przystępujemy po uprzednim zbadaniu jego dokładnych przyczyn. A dziś proponuje się nam babiloński koncept ucieczki do przodu. To nie jest metodologia wzorowana na starożytnych Grekach. Tak zwykł może postępować perfidny rabuś-nomada, ale z pewnością nie mędrzec.

Być może elity polityczne świata znają już pochodzenie zarazy, która zaatakowała rodzaj ludzki u progu trzeciej dekady XXI wieku. Ale jeśli tak, to dlaczego nie chcą się tą ekskluzywną wiedzą podzielić? Jeśli jednak nie wiedzą, co też prawdopodobne, to dlaczego nie szukają dalej? Dlaczego karnie dostosowują się do zaleceń jakichś samozwańczych heroldów nowoczesności? Dlaczego dają posłuch może nawet i profesjonalistom, ale profesjonalistom z rozproszonych, nie wiadomo przez kogo i w czyim interesie sterowanych struktur sieciowych – takich choćby jak EcoHealth Alliance – zresztą struktur bez jakiegokolwiek mandatu społecznego od obywateli, którzy mają za te działania płacić i owym rozporządzeniom podlegać?

 

Waldemar Żyszkiewicz

(29 czerwca 2020)



 

Polecane