[Tylko u nas] Grzegorz Kuczyński: Ruski mir na Kaukazie

„Mir” ma w języku rosyjskim dwa znaczenia. Oznacza „świat”, ale też „pokój”. W przypadku tego, co właśnie ma miejsce na Kaukazie Południowym, można uznać, że zastosowanie mają oba znaczenia. Bo Kreml narzuca wstrzymanie wojny („pokój”), ale zarazem utwierdza swoją dominację w regionie, pokazując, że trzy dekady po upadku Związku Sowieckiego ten obszar nadal należy do geopolitycznej przestrzeni uznawanej przez Kremla za wyłączną strefę wpływu („ruski mir” - „rosyjski świat”).
Górski Karabach, wojna
Górski Karabach, wojna / EPA/HAYK BAGHDASARYAN /PHOTOLURE *** Local Caption *** 56459461 Dostawca: PAP/EPA.

Ogłoszone późnym wieczorem 9 listopada porozumienie wstrzymujące działania wojenne w rejonie Górskiego Karabachu, a dokładniej jego warunki, oznacza zdecydowane militarne zwycięstwo Azerbejdżanu i ciężką klęskę Armenii. Po stronie azerskiej pozostają bowiem zajęte dotychczas – w trakcie rozpoczętej 27 września ofensywy – tereny enklawy i otaczających ją rejonów. Co więcej, porozumienie przewiduje, że w ręce Azerbejdżanu stopniowo zostaną przekazane także inne obszary obecnie kontrolowane przez Ormian. Nastąpi drastyczna zmiana granic w tej części Kaukazu. Do niedawna Armenia de facto kontrolowała nie tylko enklawę Górskiego Karabachu, ale też sąsiadujące z nią rejony azerbejdżańskie, szczególnie te oddzielające Karabach od Armenii. Teraz przechodzi to w ręce Azerów, a uszczuplone drastycznie terytorium enklawy łączyć będzie z Armenią jedynie wąski korytarz. To wielki triumf Ilhama Alijewa – wszak od blisko trzech dekad władze w Baku marzyły o odbiciu terenów utraconych na skutek klęski na początku lat 90-tych.

Jednak nie można zapominać, że Azerbejdżan był na najlepszej drodze do całkowitego rozgromienia Ormian. Dopiero co padła Szusza, dla Azerów najważniejsze z racji na historię, miasto w Karabachu. Droga do Stepanakertu, stolicy samozwańczej karabaskiej republiki stała otworem i zapewne zdobycie tego miasta byłoby kwestią góra kilku dni. I właśnie w tym momencie postanowiła interweniować Rosja. Ta sama Rosja, która od początku wojny biernie przyglądała się, jak jej najbliższy w całym obszarze postsowieckim sojusznik zbiera cięgi. Moskwa nie wsparła Ormian, bo chciała jak największego osłabienie rządu Nikola Paszyniana. Od wielu lat Armenia nie miała premiera tak mało uzależnionego od Rosji. Wszak Paszynian zdobył władzę nie dzięki namaszczeniu Kremla, ale poparciu rodaków, którzy w 2018 roku obalili poprzednie skorumpowane rządy. Bez akceptacji czy choćby wiedzy Moskwy. Tego Putin nigdy nie darował Ormianom – choć rząd Paszyniana wcale nie zerwał bliskiego sojuszu z Rosją. Ci wszyscy polegli w tej wojnie żołnierze i cywile to właśnie krwawa zemsta Kremla. Rosjanie przyglądali się kolejnym klęskom Ormian, ale w końcu postanowili interweniować. Zupełna klęska Armenii i utrata Górskiego Karabachu na rzecz Azerbejdżanu nie jest bowiem w interesie Rosji. Do stanowczej interwencji Putin wykorzystał pretekst, jakim było zestrzelenie przez Azerów rosyjskiego śmigłowca nad Armenią. Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Już po paru godzinach Alijew zgodził się zatrzymać wojnę, no a Paszynian nie miał wyboru. Na froncie było źle, a mogło być już tylko gorzej.

Tak oto Putin wprowadził pokój na Kaukazie, ale oczywiście nie zrobił tego z dobrego serca i troski o losy Ormian. Największym zyskiem jest zgoda Armenii i Azerbejdżanu na dyslokację żołnierzy rosyjskich („sił pokojowych”) w rejonie Karabachu. Tego nie udało się dotąd Moskwie osiągnąć nigdy, od 1994 roku, gdy zawarto rozejm. Oto zwiększa się obecność militarna Rosji w newralgicznym obszarze – wszak nie chodzi tylko o kaukaską beczkę prochu i choćby przebiegające tuż tuż kluczowe gazociągi i ropociągi łączące bogate złoża kaspijskie z Europą – ale też jest to już tradycyjny pomost wpływów rosyjskich na obszar Bliskiego Wschodu. Rozmieszczeniem około 2000 żołnierzy w tej części Kaukazu Moskwa osiąga trzy cele. Po pierwsze, zamraża konflikt na dobre. Trudno już będzie sobie wyobrazić kolejną ofensywę azerbejdżańską na Ormian. W ten sposób Alijew musi się mocniej liczyć ze zdaniem Moskwy. Po drugie, Armenia staje się już kompletnie zakładnikiem rosyjskim. W nowej sytuacji strategicznej musi przyjmować każdy rosyjski warunek. Wydaje się na pierwszym miejscu takiej listy życzeń znalazło się odsunięcie od władzy Paszyniana. Po trzecie, obecność rosyjskich mirotworców hamuje zapędy Turcji w regionie. To sygnał, że Ankara akurat tutaj nie powinna liczyć na uzyskanie statusu równego Rosji – na co mogło się jeszcze niedawno zanosić i zdaje się Turcy mieli takie apetyty. Wreszcie, po czwarte, dla nas chyba najsmutniejsze: obecne porozumienie wyklucza ostatecznie z gry Zachód. Do tej pory działała tzw. grupa mińska OBWE, gdzie obok Rosji były jeszcze Francja i USA. Ostatnie wydarzenia pokazują, że ani Azerom, ani Ormianom, ani tym bardziej Rosjanom jakikolwiek udział państw zachodnich czy organizacji międzynarodowych w rozwiązywaniu najdłuższego konfliktu współczesnej Europy nie jest do niczego potrzebny. Najgorsze, że zachodnie mocarstwa wcale się tym nie martwią. Kaukaz Południowy staje się kolejnym miejscem na świecie, gdzie tzw. społeczność międzynarodowa (w postaci ONZ czy OBWE) umywa ręce.


 

POLECANE
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu z ostatniej chwili
Zima sparaliżowała kolej. 180 osób utknęło w pociągu

Problemy na kolei w województwie warmińsko-mazurskim. Kilometr przed stacją Sterławki zepsuła się lokomotywa pociągu „Biebrza”, jadącego z Białegostoku do Gdyni Głównej. Z powodu wysokiego śniegu pociąg zatrzymał się w miejscu, z którego pasażerowie nie mogą bezpiecznie opuścić wagonów.

Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje Wiadomości
Przełom w astronomii. Nowy typ planet naprawdę istnieje

Międzynarodowy zespół astronomów, w tym - z Polski, odkrył tzw. planetę swobodną i wyznaczył jej dokładną masę, dostarczając ostatecznego dowodu, że takie obiekty faktycznie istnieją. O „przełomowym pomiarze” w dziedzinie badania planet pozasłonecznych poinformowało „Science”.

Nie żyje najcięższy człowiek świata Wiadomości
Nie żyje najcięższy człowiek świata

Juan Pedro Franco, znany na całym świecie jako najcięższy człowiek świata, zmarł w Wigilię 24 grudnia 2025 roku. Miał 41 lat. Meksykanin odszedł w szpitalu w Aguascalientes w wyniku powikłań związanych z infekcją nerek.

Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona Wiadomości
Pies na zamarzniętej rzece. Strażacy użyli drona

Nietypowa interwencja służb miała miejsce w Nowy Rok na Mazowszu. W środę po południu strażacy zostali wezwani do zgłoszenia dotyczącego psa, który znajdował się na tafli lodowej rzeki Bug w rejonie miejscowości Kuligów w powiecie wołomińskim. W działaniach brały udział zastępy OSP RW Ślężany, OSP Kołaków oraz dron ratowniczy.

Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat Wiadomości
Pogoda na najbliższe dni. IMGW wydał komunikat

Najbliższe dni przyniosą w Polsce typowo zimową aurę, choć bez tak silnych opadów śniegu jak ostatnio. Przez chwilę do kraju napłynie nieco cieplejsze powietrze, jednak już w weekend i na początku przyszłego tygodnia temperatury ponownie spadną, także w ciągu dnia.

Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia Wiadomości
Eksplozja w kurorcie w Szwajcarii. Podano nowe ustalenia

Większość osób rannych wskutek pożaru w Crans-Montana w Szwajcarii ma od 16 do 26 lat - podała w czwartek stacja BBC, powołując się na władze jednego ze szwajcarskich szpitali.

Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo tylko u nas
Fascynująca rozmowa z Anonimowym Niemcem: kilka miesięcy temu odebrałem polskie obywatelstwo

- Polski deep state, jeśli ma kiedykolwiek powstać, nie może być partyjny ani represyjny. Musi być oparty na jasnej racji stanu, na własnych punktach odniesienia cywilizacyjnych i na lojalności wobec państwa jako dobra wspólnego, a nie wobec ideologii czy obcych struktur. Bez tego Polska zawsze będzie polem gry cudzych deep states - mówi w rozmowie z Cezarym Krysztopą świetnie wykształcony i biegły z zakresie zbiorowej psychologii własnego narodu, jednak proszący o zachowanie anonimowości Niemiec. Ciąg dalszy nastapi.

Samuel Pereira: Na Nowy Rok tylko u nas
Samuel Pereira: Na Nowy Rok

Końcówka roku ma tę dziwną właściwość, że rzeczywistość lubi dopisać własny, ironiczny scenariusz. Gdy premier zapewnia, że „pokój na Ukrainie jest możliwy”, choć sam nie uczestniczył w kluczowych rozmowach i bazuje na relacjach pośredników, w kraju trwa kolejny pokaz chaosu i improwizacji.

Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche z ostatniej chwili
Coraz więcej migrantów przeprawia się przez kanał La Manche

Według statystyk brytyjskiego ministerstwa spraw wewnętrznych (Home Office) 41 472 migrantów pokonało w 2025 roku nielegalnie kanał La Manche na łodziach i pontonach, docierając do Anglii. To o 13 proc. więcej w porównaniu z rokiem 2024 i o 41 proc. więcej niż w 2023 roku.

Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji z ostatniej chwili
Wyrwa w wale na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pola, służby w akcji

We wsi Komorowo Żuławskie pod Elblągiem doszło do uszkodzenia wału przeciwpowodziowego na rzece Elbląg. Woda wylewa się na pobliskie pola, a na miejscu pracują strażacy, którzy zabezpieczają wyrwę i monitorują sytuację hydrologiczną po ostatnich dniach cofki.

REKLAMA

[Tylko u nas] Grzegorz Kuczyński: Ruski mir na Kaukazie

„Mir” ma w języku rosyjskim dwa znaczenia. Oznacza „świat”, ale też „pokój”. W przypadku tego, co właśnie ma miejsce na Kaukazie Południowym, można uznać, że zastosowanie mają oba znaczenia. Bo Kreml narzuca wstrzymanie wojny („pokój”), ale zarazem utwierdza swoją dominację w regionie, pokazując, że trzy dekady po upadku Związku Sowieckiego ten obszar nadal należy do geopolitycznej przestrzeni uznawanej przez Kremla za wyłączną strefę wpływu („ruski mir” - „rosyjski świat”).
Górski Karabach, wojna
Górski Karabach, wojna / EPA/HAYK BAGHDASARYAN /PHOTOLURE *** Local Caption *** 56459461 Dostawca: PAP/EPA.

Ogłoszone późnym wieczorem 9 listopada porozumienie wstrzymujące działania wojenne w rejonie Górskiego Karabachu, a dokładniej jego warunki, oznacza zdecydowane militarne zwycięstwo Azerbejdżanu i ciężką klęskę Armenii. Po stronie azerskiej pozostają bowiem zajęte dotychczas – w trakcie rozpoczętej 27 września ofensywy – tereny enklawy i otaczających ją rejonów. Co więcej, porozumienie przewiduje, że w ręce Azerbejdżanu stopniowo zostaną przekazane także inne obszary obecnie kontrolowane przez Ormian. Nastąpi drastyczna zmiana granic w tej części Kaukazu. Do niedawna Armenia de facto kontrolowała nie tylko enklawę Górskiego Karabachu, ale też sąsiadujące z nią rejony azerbejdżańskie, szczególnie te oddzielające Karabach od Armenii. Teraz przechodzi to w ręce Azerów, a uszczuplone drastycznie terytorium enklawy łączyć będzie z Armenią jedynie wąski korytarz. To wielki triumf Ilhama Alijewa – wszak od blisko trzech dekad władze w Baku marzyły o odbiciu terenów utraconych na skutek klęski na początku lat 90-tych.

Jednak nie można zapominać, że Azerbejdżan był na najlepszej drodze do całkowitego rozgromienia Ormian. Dopiero co padła Szusza, dla Azerów najważniejsze z racji na historię, miasto w Karabachu. Droga do Stepanakertu, stolicy samozwańczej karabaskiej republiki stała otworem i zapewne zdobycie tego miasta byłoby kwestią góra kilku dni. I właśnie w tym momencie postanowiła interweniować Rosja. Ta sama Rosja, która od początku wojny biernie przyglądała się, jak jej najbliższy w całym obszarze postsowieckim sojusznik zbiera cięgi. Moskwa nie wsparła Ormian, bo chciała jak największego osłabienie rządu Nikola Paszyniana. Od wielu lat Armenia nie miała premiera tak mało uzależnionego od Rosji. Wszak Paszynian zdobył władzę nie dzięki namaszczeniu Kremla, ale poparciu rodaków, którzy w 2018 roku obalili poprzednie skorumpowane rządy. Bez akceptacji czy choćby wiedzy Moskwy. Tego Putin nigdy nie darował Ormianom – choć rząd Paszyniana wcale nie zerwał bliskiego sojuszu z Rosją. Ci wszyscy polegli w tej wojnie żołnierze i cywile to właśnie krwawa zemsta Kremla. Rosjanie przyglądali się kolejnym klęskom Ormian, ale w końcu postanowili interweniować. Zupełna klęska Armenii i utrata Górskiego Karabachu na rzecz Azerbejdżanu nie jest bowiem w interesie Rosji. Do stanowczej interwencji Putin wykorzystał pretekst, jakim było zestrzelenie przez Azerów rosyjskiego śmigłowca nad Armenią. Wypadki potoczyły się błyskawicznie. Już po paru godzinach Alijew zgodził się zatrzymać wojnę, no a Paszynian nie miał wyboru. Na froncie było źle, a mogło być już tylko gorzej.

Tak oto Putin wprowadził pokój na Kaukazie, ale oczywiście nie zrobił tego z dobrego serca i troski o losy Ormian. Największym zyskiem jest zgoda Armenii i Azerbejdżanu na dyslokację żołnierzy rosyjskich („sił pokojowych”) w rejonie Karabachu. Tego nie udało się dotąd Moskwie osiągnąć nigdy, od 1994 roku, gdy zawarto rozejm. Oto zwiększa się obecność militarna Rosji w newralgicznym obszarze – wszak nie chodzi tylko o kaukaską beczkę prochu i choćby przebiegające tuż tuż kluczowe gazociągi i ropociągi łączące bogate złoża kaspijskie z Europą – ale też jest to już tradycyjny pomost wpływów rosyjskich na obszar Bliskiego Wschodu. Rozmieszczeniem około 2000 żołnierzy w tej części Kaukazu Moskwa osiąga trzy cele. Po pierwsze, zamraża konflikt na dobre. Trudno już będzie sobie wyobrazić kolejną ofensywę azerbejdżańską na Ormian. W ten sposób Alijew musi się mocniej liczyć ze zdaniem Moskwy. Po drugie, Armenia staje się już kompletnie zakładnikiem rosyjskim. W nowej sytuacji strategicznej musi przyjmować każdy rosyjski warunek. Wydaje się na pierwszym miejscu takiej listy życzeń znalazło się odsunięcie od władzy Paszyniana. Po trzecie, obecność rosyjskich mirotworców hamuje zapędy Turcji w regionie. To sygnał, że Ankara akurat tutaj nie powinna liczyć na uzyskanie statusu równego Rosji – na co mogło się jeszcze niedawno zanosić i zdaje się Turcy mieli takie apetyty. Wreszcie, po czwarte, dla nas chyba najsmutniejsze: obecne porozumienie wyklucza ostatecznie z gry Zachód. Do tej pory działała tzw. grupa mińska OBWE, gdzie obok Rosji były jeszcze Francja i USA. Ostatnie wydarzenia pokazują, że ani Azerom, ani Ormianom, ani tym bardziej Rosjanom jakikolwiek udział państw zachodnich czy organizacji międzynarodowych w rozwiązywaniu najdłuższego konfliktu współczesnej Europy nie jest do niczego potrzebny. Najgorsze, że zachodnie mocarstwa wcale się tym nie martwią. Kaukaz Południowy staje się kolejnym miejscem na świecie, gdzie tzw. społeczność międzynarodowa (w postaci ONZ czy OBWE) umywa ręce.



 

Polecane