Zapraszamy na niezwykła wystawę. "Prawda i wolność": ks. Jerzy Popiełuszko

Dźwignią, która sprawiła, że czas sprzed czterdziestu lat wraca, jakby ktoś rzucił nas o asfalt, okazała się sztuka: świetne obrazy, fotogramy i grafiki z lat 80. i późniejszych.
Tomasz Tatarczyk, Łódź Charona, 2010, olej/płótno
Tomasz Tatarczyk, Łódź Charona, 2010, olej/płótno / Muzeum Okręgowe w Toruniu, fot. Krzysztof Deczyński

 Na wystawę czasową trafiamy zwykle, by zobaczyć coś dotąd nieznanego: to nie galeria sztuki starożytnej, przez którą raz na kilka lat wypada przeciągnąć dzieci, żeby zapamiętały, czym różni się kolumna jońska od tej drugiej. Wystawa czasowa to dar nowości: nowe płótna, nowe rzeźby. Nawet jeśli jakiś obraz był już przez nas kiedyś widziany – teraz, otoczony nieznanymi dotąd pracami, znów staje się odkryciem. 

A na staromiejskiej Dziekanii – fotogramy w większości znane z podręczników. Postny zapis męczeństwa, gruboziarnista prawda o PRL. Ksiądz Jerzy – speszony maturzysta i seminarzysta z przylizanym przedziałkiem. Nawet na zdjęciu z kleryckiej służby wojskowej, odbywanej w Bartoszycach, w warunkach bliskich kompanii karnej, wygląda jeszcze trochę niepoważnie, z belką starszego szeregowego i odstającymi uszami, upozowany do pamiątkowego zdjęcia z RKM. Za to na plażach na Florydzie i nad Morzem Czarnym, gdzie trafił w latach 70. – chłopak, nie da się ukryć, jak malowanie (czy w ogóle wypada tak pisać o męczenniku?). To też popularne zdjęcia, ale najbardziej znane pojawiają się oczywiście w chwilę później: ksiądz Jerzy w koloratce i koszuli z podwiniętymi rękawami na strajku w Akademii Medycznej, w przyciasnym kasku w Hucie; z uśmiechem, za który można było dać się pokroić, ale i z kościstą żuchwą, wściekły, na strajkowym wiecu; przygarbiony, ale ze wzrokiem utkwionym w górze, przy kościelnych mikrofonach. I jedno z ostatnich chyba zdjęć, z jakiegoś chrztu w 1984 r., już po nabożeństwie: ze śmiertelnie zmęczoną twarzą przysiadł obok szczęśliwych rodziców i katechumena w beciku, trzymając w rękach niewiarygodnej szpetoty nadmuchiwanego króliczka. I to już prawie wszystko, jeśli chodzi o zdjęcia. Potem już tylko „ogromne morze ludzkich głów” w listopadowej mgle, matka i ojciec (z kościstą żuchwą). Zagubiona gromadka płetwonurków i ubeków na błotnistej plaży u stóp tamy i szaroczarne prześcieradło. 

Z archiwum Tomasza Gutrego. Przypominamy, jak atakowano manifestantów w czerwcu 1989 roku

Czytaj także: [Felieton „TS”] Marek Jan Chodakiewicz: Hodgeson i inni

Przybliżenie opowieści 

Twórcy wystawy podjęli szczęśliwą decyzję o rezygnacji z piedestału, o przybliżeniu opowieści. Tak często stosowane koturny są naprawdę niepotrzebne: męczeńska śmierć wnosi na piedestał wyższy o kilka stadiów od tego, co murują z cementu i pozłotki pełni dobrej woli twórcy wielu przykościelnych pokazów. A Jerzy Popiełuszko – chłopak z podlaskiej wsi, niezgrabny maturzysta i wojak – był najbardziej z ludu, jak można sobie wyobrazić (może to jest sekret świętości, której nie ima się żadne szyderstwo?). Gdyby Jerzy Urban i gen. Czesław Kiszczak pozwolili mu pożyć trzy lata dłużej, goląc się, nuciłby pewnie za odtwarzaną z grundiga taśmą hit Róż Europy z 1987 r.: „My studenci Uniwersytetu – my, robotnicy Huty Warszawa”. 
Dźwignią, która sprawiła, że czas sprzed czterdziestu lat wraca, jakby ktoś rzucił nas o asfalt, okazała się sztuka: obrazy, fotogramy i grafiki z lat 80. i późniejszych. Często powstające współcześnie ze śmiercią księdza, czasem wprost ją komentujące – jak przeszywająca niczym obcas zgniatający paznokieć (por. Leszek Pękala był w tej technice operacyjnej mistrzem) grafika Piotra Młodożeńca. To sztuka z najwyższej półki, wolna od uproszczeń i dosłowności, jakiej nie szczędziły nam różne obrazy „solidarnościowe” czy „posmoleńskie”. Naprawdę, katalog wystawy w MAW można chwilami czytać jak ofertę aukcyjną Sotheby’s czy Christie’s: Korolkiewicz. Lebenstein. Młodożeniec. Tatarczyk. Sroka. Czasem jest to „realizm socjalny” (ale bynajmniej nie stalinowski „socrealizm!”): „Tramwaj” Jerzego Benedyktowicza z 1971 r. (na co dzień w zbiorach Zachęty) jest opowieścią o wszystkich jadących na pierwszą zmianę. Czasem – wściekły ekspresjonizm, jak w „Spokoju” Antoniego Fałata. A obok – młodszy od nich Stanisław Baj, z transową, najbardziej znaną, a tak tu pasującą, „Rzeką Bug”. 

Muzeum Archidiecezji odwołało się nie tylko do swoich najlepszych zasobów (chociaż nie brakuje na wystawie i płócien z innych placówek), ale i do „pamięci instytucjonalnej”: przecież świetne rysunki Lebensteina ilustrujące Apokalipsę św. Jana po raz pierwszy w Polsce można było legalnie zobaczyć właśnie w salach dawnego gmachu muzeum na Solcu. Lata osiemdziesiąte są na tej wystawie obecne w całej swojej ostrości i tragizmie. Między grafiką Jana Młodożeńca nadającą się na szablon graffiti (dwie przysadziste sylwetki ciskają do wody skrępowaną trzecią) a odmalowanymi hiperrealistycznie ośnieżonymi kamieniami grobu ks. Jerzego (Łukasz Korolkiewicz), między spłowiałymi jakby aniołami Jana Lebensteina a ostrymi plamami Leona Tarasewicza – powraca dawny czas. 

Powraca również za sprawą trzeciej składowej: pamiątek, świadectw czasu. Tych jest niewiele: ubogie to było mieszkanie i kruche ciało, a co się zachowało – trafiło do innych muzeów lub na relikwie. Ale rękopis kazania – szybki a czytelny, wolny już od licealnej kulfonowatości – jest, przecięty umieszczonym w tej samej gablotce medalikiem (gdyby Muzeum Archidiecezji mogło nie ćwiczyć wystawowego „tetrisa” w trzech niedużych salkach...). I reprodukcja donosu Tadeusza Stachnika, TW „Tarcza”, chwalącego się, że zdołał pozyskać zaufanie i przyjaźń figuranta (jest w tej tekturce cierpkość pocałunku pod drzewem oliwnym). I zmięte półbuty męskie, brązowe ze skaju, ze ściętą zelówką, nasiąknięte Wisłą – gotowe konkurować brzydotą nawet z króliczkiem. 

Wystawa 

Bardzo to skondensowane: Baj i odstające uszy, plan dnia w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchowym („6.00 – pobudka, 6.30 – medytacje”) i zamierzenie monotonnie czytany przed Andrzeja Mastalerza protokół z sekcji zwłok. I „Ściana bezsilności” Korolkiewicza – zawilgocony mur parafii św. Stanisława Kostki, zarzucony zwiędłymi kwiatami, z szarym filtrem beznadziei. Można iść po tych tłocznych od treści salach za obrazami jak za nicią przewodnią, otwierającą nas na szersze przestrzenie. 

A przecież – zaryzykujmy dopowiedzenie jeszcze jednej kwestii – ta wystawa, choć tyle zawdzięcza dobrej sztuce, nie jest wystawą „artystyczną”, gromadzącą po prostu malarskie echa tragedii z lat 80. Upewniają mnie w tym ostatnie z eksponatów. Jeden z nich to kilim z rodzinnego domu ks. Jerzego, wiszący pewnie w Okopach gdzieś nad tapczanem. Kontury jak przy tkaniu maszynowym (choć niby kilimy są zawsze ręcznej roboty). Gryzące w oczy kolory, na przemian buraczkowy i jasnozielony: każdy chciałby mieć w domu Lebensteina, nikt chyba nie chciałby takiej topornej makatki. Tyle że zielony motyw na buraczkowym tle to winne grono. 
I drugi eksponat, jeszcze bardziej niezwykły, jedyny chyba, którego nie widziałem nigdy przedtem: z jednym z „nadmorskich” zdjęć księdza Jerzego (lata 70., krzyczący coś dla żartu chłopak w rozchełstanej koszuli i mokrych dżinsach) zestawione zostało zdjęcie jego rodziców idących plażą gdzieś we Włoszech (wizyta u papieża?) w latach 90.: mrużących oczy od słońca, ale i uśmiechniętych. 

Ten spokojny uśmiech – po zdjęciach z dni pogrzebu tych dwóch twarzy, skamieniałych – ten uśmiech i to gryzącozielone winne grono z kilimu, które trafi za chwilę do tłoczni – dają do zrozumienia, że ta wystawa, tak wiernie przywołująca klimaty lat 80., tak odważnie sięgająca po dobre malarstwo współczesne, nie traktuje jednak do końca ani o historii, ani o sztuce. Nie tylko. 

Plakat

 

 

Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, ul. Dziekania 1; 7 czerwca – 3 listopada br. Scenariusz wystawy: dr Łukasz Kossowski, kuratorzy: Paweł Kęska, Iwona Gąsiorek, Roksana Gawrońska.


 

POLECANE
Zaskakujące słowa Obamy: Kosmici są prawdziwi z ostatniej chwili
Zaskakujące słowa Obamy: "Kosmici są prawdziwi"

Barack Obama ponownie odniósł się do tematu UFO i istot pozaziemskich. W podcaście Briana Tylera Cowena stwierdził, że „kosmici są prawdziwi”, ale zaprzeczył teoriom o ich przetrzymywaniu w Strefie 51.

Trump stawia Iranowi warunki. USA gotowe na długą operację wojskową pilne
Trump stawia Iranowi warunki. USA gotowe na długą operację wojskową

Waszyngton analizuje możliwość przedłużonej operacji wojskowej wobec Iranu. W tle trwają rozmowy dyplomatyczne w Genewie, a Pentagon wzmacnia obecność militarną na Bliskim Wschodzie. Biały Dom potwierdza, że na stole leżą różne scenariusze.

Sikorski atakuje w Niemczech Donalda Trumpa: Ja nie mam portretu Putina w domu z ostatniej chwili
Sikorski atakuje w Niemczech Donalda Trumpa: "Ja nie mam portretu Putina w domu"

Radosław Sikorski podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa uderzył w Stany Zjednoczone i Donalda Trumpa. Mówił o „ingerencji” w polskie wybory i przekonywał, że działania Waszyngtonu są „całkowicie oburzające”. W ostrych słowach zarzucił też Amerykanom próbę narzucania Europie własnych wartości.

Komunikat dla mieszkańców Białegostoku Wiadomości
Komunikat dla mieszkańców Białegostoku

Po kilkunastu dniach siarczystych mrozów miasto podsumowuje zimową akcję pomocową. W centrum Białystok działał specjalny autobus–ogrzewalnia, z którego każdego dnia korzystało ponad 120 osób. Teraz, wraz z poprawą pogody, inicjatywa została zakończona – ale służby wciąż apelują o czujność wobec osób zagrożonych wychłodzeniem.

Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni z ostatniej chwili
Igrzyska 2026: Jeden z Polaków zachwycił na dużej skoczni

Kacper Tomasiak zdobył brązowy medal olimpijski w skokach narciarskich na dużym obiekcie w Predazzo. Zwyciężył Słoweniec Domen Prevc, a srebro wywalczył Japończyk Ren Nikaido.

Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów Wiadomości
Ten kraj coraz popularniejszy wśród Polaków. Prawie dwa razy więcej turystów

Ruch turystyczny do Wietnamu wyraźnie rośnie, a wśród odwiedzających coraz większą grupę stanowią Polacy. Dane za styczeń 2026 roku pokazują, że kraj w Azji Południowo-Wschodniej odwiedziło 17 240 turystów z Polski. To niemal dwa razy więcej niż rok wcześniej.

Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni Wiadomości
Prognoza pogody. IMGW wydał komunikat na najbliższe dni

Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej poinformował, że od Atlantyku, przez Półwysep Iberyjski, centralną Europę, po północ Rosji rozciągać się będą układy wysokiego ciśnienia. Resztę kontynentu obejmą aktywne niże z układami frontów atmosferycznych. Przeważający obszar kraju będzie w zasięgu klina wyżu znad południowej Skandynawii i Bałtyku, natomiast nad południowe rejony, z południowego zachodu nasunie się zatoka niżowa wraz z pofalowanym frontem atmosferycznym, związana z niżem znad Włoch. Z północy zacznie napływać powietrze arktyczne.

Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych tylko u nas
Niemieccy aktywiści domagają się zamknięcia szwajcarskich elektrowni jądrowych

W obliczu rosnącego niepokoju o bezpieczeństwo energetyki jądrowej, Niemcy coraz głośniej domagają się wyłączenia szwajcarskich elektrowni atomowych (AKW) położonych blisko granicy. Studia i raporty podkreślają ogromne zagrożenia dla Badenii-Wirtembergii i całych Południowych Niemiec w przypadku awarii.

Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole Wiadomości
Amerykanie ruszyli po Lewandowskiego. Konkretna oferta na stole

Amerykański Chicago Fire złożył konkretną ofertę Robertowi Lewandowskiemu. Trener Gregg Berhalter poleciał do Barcelony, by osobiście spotkać się z napastnikiem, jego żoną i agentem. Klub z MLS ma też pierwszeństwo w rozmowach - dopóki negocjacje trwają, inne zespoły ligi nie mogą rozpocząć starań o transfer.

Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie Wiadomości
Walentynki napędziły turystykę. Zakopane przeżywa prawdziwe oblężenie

Zakopane przeżywa walentynkowe oblężenie. Już od rana na popularnej zakopiance panował wzmożony ruch samochodowy, a w sobotę w mieście pod Giewontem trudno znaleźć wolne miejsce parkingowe. Na ulicach panuje tłok, a Krupówki są wypełnione spacerującymi parami

REKLAMA

Zapraszamy na niezwykła wystawę. "Prawda i wolność": ks. Jerzy Popiełuszko

Dźwignią, która sprawiła, że czas sprzed czterdziestu lat wraca, jakby ktoś rzucił nas o asfalt, okazała się sztuka: świetne obrazy, fotogramy i grafiki z lat 80. i późniejszych.
Tomasz Tatarczyk, Łódź Charona, 2010, olej/płótno
Tomasz Tatarczyk, Łódź Charona, 2010, olej/płótno / Muzeum Okręgowe w Toruniu, fot. Krzysztof Deczyński

 Na wystawę czasową trafiamy zwykle, by zobaczyć coś dotąd nieznanego: to nie galeria sztuki starożytnej, przez którą raz na kilka lat wypada przeciągnąć dzieci, żeby zapamiętały, czym różni się kolumna jońska od tej drugiej. Wystawa czasowa to dar nowości: nowe płótna, nowe rzeźby. Nawet jeśli jakiś obraz był już przez nas kiedyś widziany – teraz, otoczony nieznanymi dotąd pracami, znów staje się odkryciem. 

A na staromiejskiej Dziekanii – fotogramy w większości znane z podręczników. Postny zapis męczeństwa, gruboziarnista prawda o PRL. Ksiądz Jerzy – speszony maturzysta i seminarzysta z przylizanym przedziałkiem. Nawet na zdjęciu z kleryckiej służby wojskowej, odbywanej w Bartoszycach, w warunkach bliskich kompanii karnej, wygląda jeszcze trochę niepoważnie, z belką starszego szeregowego i odstającymi uszami, upozowany do pamiątkowego zdjęcia z RKM. Za to na plażach na Florydzie i nad Morzem Czarnym, gdzie trafił w latach 70. – chłopak, nie da się ukryć, jak malowanie (czy w ogóle wypada tak pisać o męczenniku?). To też popularne zdjęcia, ale najbardziej znane pojawiają się oczywiście w chwilę później: ksiądz Jerzy w koloratce i koszuli z podwiniętymi rękawami na strajku w Akademii Medycznej, w przyciasnym kasku w Hucie; z uśmiechem, za który można było dać się pokroić, ale i z kościstą żuchwą, wściekły, na strajkowym wiecu; przygarbiony, ale ze wzrokiem utkwionym w górze, przy kościelnych mikrofonach. I jedno z ostatnich chyba zdjęć, z jakiegoś chrztu w 1984 r., już po nabożeństwie: ze śmiertelnie zmęczoną twarzą przysiadł obok szczęśliwych rodziców i katechumena w beciku, trzymając w rękach niewiarygodnej szpetoty nadmuchiwanego króliczka. I to już prawie wszystko, jeśli chodzi o zdjęcia. Potem już tylko „ogromne morze ludzkich głów” w listopadowej mgle, matka i ojciec (z kościstą żuchwą). Zagubiona gromadka płetwonurków i ubeków na błotnistej plaży u stóp tamy i szaroczarne prześcieradło. 

Z archiwum Tomasza Gutrego. Przypominamy, jak atakowano manifestantów w czerwcu 1989 roku

Czytaj także: [Felieton „TS”] Marek Jan Chodakiewicz: Hodgeson i inni

Przybliżenie opowieści 

Twórcy wystawy podjęli szczęśliwą decyzję o rezygnacji z piedestału, o przybliżeniu opowieści. Tak często stosowane koturny są naprawdę niepotrzebne: męczeńska śmierć wnosi na piedestał wyższy o kilka stadiów od tego, co murują z cementu i pozłotki pełni dobrej woli twórcy wielu przykościelnych pokazów. A Jerzy Popiełuszko – chłopak z podlaskiej wsi, niezgrabny maturzysta i wojak – był najbardziej z ludu, jak można sobie wyobrazić (może to jest sekret świętości, której nie ima się żadne szyderstwo?). Gdyby Jerzy Urban i gen. Czesław Kiszczak pozwolili mu pożyć trzy lata dłużej, goląc się, nuciłby pewnie za odtwarzaną z grundiga taśmą hit Róż Europy z 1987 r.: „My studenci Uniwersytetu – my, robotnicy Huty Warszawa”. 
Dźwignią, która sprawiła, że czas sprzed czterdziestu lat wraca, jakby ktoś rzucił nas o asfalt, okazała się sztuka: obrazy, fotogramy i grafiki z lat 80. i późniejszych. Często powstające współcześnie ze śmiercią księdza, czasem wprost ją komentujące – jak przeszywająca niczym obcas zgniatający paznokieć (por. Leszek Pękala był w tej technice operacyjnej mistrzem) grafika Piotra Młodożeńca. To sztuka z najwyższej półki, wolna od uproszczeń i dosłowności, jakiej nie szczędziły nam różne obrazy „solidarnościowe” czy „posmoleńskie”. Naprawdę, katalog wystawy w MAW można chwilami czytać jak ofertę aukcyjną Sotheby’s czy Christie’s: Korolkiewicz. Lebenstein. Młodożeniec. Tatarczyk. Sroka. Czasem jest to „realizm socjalny” (ale bynajmniej nie stalinowski „socrealizm!”): „Tramwaj” Jerzego Benedyktowicza z 1971 r. (na co dzień w zbiorach Zachęty) jest opowieścią o wszystkich jadących na pierwszą zmianę. Czasem – wściekły ekspresjonizm, jak w „Spokoju” Antoniego Fałata. A obok – młodszy od nich Stanisław Baj, z transową, najbardziej znaną, a tak tu pasującą, „Rzeką Bug”. 

Muzeum Archidiecezji odwołało się nie tylko do swoich najlepszych zasobów (chociaż nie brakuje na wystawie i płócien z innych placówek), ale i do „pamięci instytucjonalnej”: przecież świetne rysunki Lebensteina ilustrujące Apokalipsę św. Jana po raz pierwszy w Polsce można było legalnie zobaczyć właśnie w salach dawnego gmachu muzeum na Solcu. Lata osiemdziesiąte są na tej wystawie obecne w całej swojej ostrości i tragizmie. Między grafiką Jana Młodożeńca nadającą się na szablon graffiti (dwie przysadziste sylwetki ciskają do wody skrępowaną trzecią) a odmalowanymi hiperrealistycznie ośnieżonymi kamieniami grobu ks. Jerzego (Łukasz Korolkiewicz), między spłowiałymi jakby aniołami Jana Lebensteina a ostrymi plamami Leona Tarasewicza – powraca dawny czas. 

Powraca również za sprawą trzeciej składowej: pamiątek, świadectw czasu. Tych jest niewiele: ubogie to było mieszkanie i kruche ciało, a co się zachowało – trafiło do innych muzeów lub na relikwie. Ale rękopis kazania – szybki a czytelny, wolny już od licealnej kulfonowatości – jest, przecięty umieszczonym w tej samej gablotce medalikiem (gdyby Muzeum Archidiecezji mogło nie ćwiczyć wystawowego „tetrisa” w trzech niedużych salkach...). I reprodukcja donosu Tadeusza Stachnika, TW „Tarcza”, chwalącego się, że zdołał pozyskać zaufanie i przyjaźń figuranta (jest w tej tekturce cierpkość pocałunku pod drzewem oliwnym). I zmięte półbuty męskie, brązowe ze skaju, ze ściętą zelówką, nasiąknięte Wisłą – gotowe konkurować brzydotą nawet z króliczkiem. 

Wystawa 

Bardzo to skondensowane: Baj i odstające uszy, plan dnia w Wyższym Metropolitalnym Seminarium Duchowym („6.00 – pobudka, 6.30 – medytacje”) i zamierzenie monotonnie czytany przed Andrzeja Mastalerza protokół z sekcji zwłok. I „Ściana bezsilności” Korolkiewicza – zawilgocony mur parafii św. Stanisława Kostki, zarzucony zwiędłymi kwiatami, z szarym filtrem beznadziei. Można iść po tych tłocznych od treści salach za obrazami jak za nicią przewodnią, otwierającą nas na szersze przestrzenie. 

A przecież – zaryzykujmy dopowiedzenie jeszcze jednej kwestii – ta wystawa, choć tyle zawdzięcza dobrej sztuce, nie jest wystawą „artystyczną”, gromadzącą po prostu malarskie echa tragedii z lat 80. Upewniają mnie w tym ostatnie z eksponatów. Jeden z nich to kilim z rodzinnego domu ks. Jerzego, wiszący pewnie w Okopach gdzieś nad tapczanem. Kontury jak przy tkaniu maszynowym (choć niby kilimy są zawsze ręcznej roboty). Gryzące w oczy kolory, na przemian buraczkowy i jasnozielony: każdy chciałby mieć w domu Lebensteina, nikt chyba nie chciałby takiej topornej makatki. Tyle że zielony motyw na buraczkowym tle to winne grono. 
I drugi eksponat, jeszcze bardziej niezwykły, jedyny chyba, którego nie widziałem nigdy przedtem: z jednym z „nadmorskich” zdjęć księdza Jerzego (lata 70., krzyczący coś dla żartu chłopak w rozchełstanej koszuli i mokrych dżinsach) zestawione zostało zdjęcie jego rodziców idących plażą gdzieś we Włoszech (wizyta u papieża?) w latach 90.: mrużących oczy od słońca, ale i uśmiechniętych. 

Ten spokojny uśmiech – po zdjęciach z dni pogrzebu tych dwóch twarzy, skamieniałych – ten uśmiech i to gryzącozielone winne grono z kilimu, które trafi za chwilę do tłoczni – dają do zrozumienia, że ta wystawa, tak wiernie przywołująca klimaty lat 80., tak odważnie sięgająca po dobre malarstwo współczesne, nie traktuje jednak do końca ani o historii, ani o sztuce. Nie tylko. 

Plakat

 

 

Muzeum Archidiecezji Warszawskiej, ul. Dziekania 1; 7 czerwca – 3 listopada br. Scenariusz wystawy: dr Łukasz Kossowski, kuratorzy: Paweł Kęska, Iwona Gąsiorek, Roksana Gawrońska.



 

Polecane